Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Co zrobisz, jeśli się dowiesz, że mąż przyjaciółki ją zdradza? W dodatku ona, zaślepiona miłością, zupełnie nie przyjmuje tego do świadomości. Aldona i Emilia postanawiają działać i układają plan, jak przywrócić niewiernego małżonka na łono rodziny, a przy okazji liczą na rozwiązanie swoich problemów.
Czy wszystko pójdzie zgodnie z ich planem? Do czego doprowadzi splot wydarzeń i zaskakujących zbiegów okoliczności?
Babskie nasienie to zabawna komedia pomyłek, dzięki której możemy spojrzeć z dystansem na ludzką niedoskonałość.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 349
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Text Copyright © by Anna Kleiber Copyright © 2026 by Lucky
Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Autor grafiki na okładce: AIrina i .shock (Stock.adobe.com)
DTP: Justyna Jakubczyk
Redakcja i korekta: Justyna Jakubczyk
Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom
Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54
e-mail: [email protected]
Wydanie I
Radom 2026
ISBN 978-83-68684-29-2
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Aldona ostatni raz zerknęła w lustro, poprawiła czapkę, a po chwili wahania pociągnęła usta pomadką w kolorze delikatnego różu. Nie lubiła się malować, ale zimą, gdy na zewnątrz hulał wiatr, a z nieba padała każda forma deszczu, musiała użyć czegoś, co zabezpieczy usta przed spierzchnięciem. Chwyciła torebkę oraz foliową reklamówkę, do której włożyła prezenty dla przyjaciółek zapakowane w ozdobne pudełka.
– Wychodzę! – zawołała w kierunku kuchni, gdzie jej mąż, popijając kawę, przeglądał w telefonie wiadomości.
– Idź, idź i baw się dobrze.
– Dziękuję. Ty też miło spędź czas.
Aldona cieszyła się, że podczas gdy ona będzie plotkować z przyjaciółkami, Gracjan spotka się w męskim gronie. Jej mąż, wzorcowy okaz hipochondryka, w obawie przed złapaniem jakiejś choroby stronił od wychodzenia poza obręb własnego mieszkania, które uważał za najbezpieczniejsze miejsce na świecie. Była przekonana, że ani Fabian, ani Cezary nie pozwolą mu na snucie wywodów na temat jego stanu zdrowia i przekierują uwagę na inne tematy. Może obejrzą jakiś mecz – myślała – przecież Gracjan kiedyś był wielkim fanem piłki nożnej i ten temat mógłby go zainteresować. W każdym razie, bez względu na to, co panowie będą robić, ona była zadowolona, że mąż do nich dołączy.
– To pa!
– Pa... – odparł Gracjan.
Aldona po raz ostatni spojrzała na męża i przypomniała sobie, że kilka lat wcześniej było nie do pomyślenia, aby żegnali się tylko za pomocą słów. Kiedyś na każde przywitanie oraz pożegnanie całowali się w usta. Gdy jednak w pewnym momencie Gracjan zaczął nadstawiać jej swój policzek, najczęściej zarośnięty gęstymi, twardymi włoskami, ona przestała go całować, a on nawet nie pytał dlaczego. Poza tym od dawna nie byli w ich ulubionej chińskiej restauracji Kwiat Peonii, gdzie lubili testować nowe smaki. Zarówno to miejsce, jak i te wyjścia uznawali za tylko swoje. Cieszyli się wtedy swoją obecnością, spokojną atmosferą, a i tematów do rozmów nigdy im nie brakowało. Aldona bardzo tęskniła za ich randkami – bo tak je właśnie traktowali, jak randki – ale Gracjan odmówił brania w nich udziału ze względu na możliwość zatrucia pokarmowego, których, jak wyczytał w internecie, osłabiony organizm może nie przetrzymać.
Nie miała jednak czasu, aby głębiej się nad tym zastanawiać. Zatrzasnęła drzwi i zeszła przed blok. Właśnie otwierała drzwi Fiata 500, gdy zadzwonił jej smartfon. To była Lenka. Córka zawsze doglądała ich interesu, podczas gdy jej matka umawiała się z przyjaciółkami, i nigdy nie niepokoiła rodzicielki telefonami. Teraz, gdy Aldona zobaczyła na wyświetlaczu jej imię, pomyślała, że musiało stać się coś podbramkowego.
– Tak, kochanie? – zapytała z niepokojem.
– Gdzie jesteś?
– W aucie przed blokiem.
– Och, mamuś, czy mogłabyś skoczyć do Hebe i coś mi kupić? Wpadniesz tam? Bardzo cię proszę!
– Co to ma być?
– Masełko do ciała, wiesz, to pachnące, w różowym pudełku... dzisiaj jest na nie promka... – Lenka znacząco zawiesiła głos.
– To zamów sobie przez internet. – Aldona niecierpliwie zabębniła palcami o kierownicę.
– Nie mogę, bo zbyt późno przyjdzie, a ja chcę dać upominek Miśce z okazji świąt, tym bardziej że ona zawsze ma dla mnie prezent. Mamuś, to masełko w normalnej cenie jest takie drogie, że aż mnie ciarki przechodzą... Rozumiesz mnie?
– Ale do świąt jest jeszcze sporo czasu.
– Mamo, Miśka za dwa dni wyjeżdża na Cypr, więc prezent musi dostać wcześniej! Uratujesz mnie?
– Jasne – odparła Aldona, bo któż inny jak nie ona miałaby rozumieć jej potrzeby. Ona w tym samym celu co roku w grudniu spotykała się ze swoimi przyjaciółkami, aby w miłej atmosferze i przy dobrym jedzeniu wymienić się upominkami oraz naładować pozytywną energią przed czekającym je przedświątecznym maratonem. Wprawdzie dla Emilii, która nie miała rodziny, coś takiego jak „przedświąteczne szaleństwo” było terminem obcym. Mimo to wielokrotnie mówiła, że nawet gdyby nie była samotna, do sprzątania z pewnością by kogoś najęła, a jedzenie kupiła gotowe.
– To co, mamuś, kupisz?
– Pewnie. – Aldona włączyła silnik.
– Albo weź dwa, jedno będzie dla mnie. Taka promka, że grzech nie skorzystać.
– Pewnie – powtórzyła Aldona i zerknęła we wsteczne lusterko.
– Przesłać ci SMS-em nazwę?
– Wiesz dobrze, że bez okularów jej nie odczytam, a nie będzie mi się chciało szukać ich w torebce. Prześlij fotkę z internetu, znajdę to cholerstwo po opakowaniu. – A najpewniej poproszę kogoś o pomoc, bo i tak jestem spóźniona, dokończyła w myślach.
– Pa, mamuśka! Kochana jesteś!
Aldona długo szukała miejsca, gdzie mogłaby zaparkować auto, i niestety udało jej się je znaleźć dopiero kilka ulic dalej od Hebe. Nim wysiadła, piknięcie telefonu ją poinformowało, że dostała wiadomość. Zdaniem Aldony różowe pudełko, którego zdjęcie przesłała Lenka, było mocno kiczowate. Skoro jednak córka uważała, że jego zawartość warta jest, mimo obniżki, i tak wysokiej ceny, przestała się nad tym zastanawiać. Powiększyła fotografię i niemal wbiła sobie jej wygląd do głowy. Następnie zatrzasnęła drzwi i dziarskim krokiem, uważając, aby nie poślizgnąć się na chodniku pokrytym śliskim mokrym śniegiem, podążyła w kierunku sklepu. Zdecydowanym krokiem weszła do ciepłego wnętrza, uważnie zlustrowała półki i szybko odszukała właściwy produkt. Miała szczęście, bo zostały tylko dwa ostanie pudełka, po które niezwłocznie wyciągnęła rękę, ale wtem ktoś pchnął ją z tyłu tak mocno, że niemal wpadła na regał.
– Jak stoisz! Całe przejście taka tarasuje! – Usłyszała za plecami przepełnione oburzeniem fuknięcie. Odwróciła się i stanęła oko w oko ze szczupłą, długowłosą brunetką. Dziewczyna była młoda, miała nie więcej niż dwadzieścia lat, a wyzierająca z jej oczu pewność siebie graniczyła z bezczelnością.
– No i co się tak gapisz? Powinnaś mnie przeprosić! Przez ciebie mało nogi nie skręciłam!
Aldona rozejrzała się, czy dziewczę naszpikowane złością kieruje słowa na pewno do niej. Natychmiast jednak pozbyła się wątpliwości, bo w pobliżu oprócz ich dwóch nikogo innego nie było.
– Słuchaj, bezczelna dziewucho, to ty pchnęłaś mnie na regał i ty powinnaś mnie przeprosić – syknęła Aldona i wyciągnęła ku wścieklicy wskazujący palec. Na to, ku jej zaskoczeniu, młoda mocno go chwyciła, po czym odepchnęła jej rękę.
– Tego palucha to sobie możesz wsadzić, wiesz gdzie! Gdybym miała czas, zawołałabym ochronę, ale masz szczęście! Tym razem ci daruję!
Dziewucha gniewnie zarzuciła włosami, szybkim ruchem zgarnęła sprzed nosa Aldony owe dwa ostatnie masła, których Aldona nie zdążyła zapakować do koszyka, i chwiejąc się na szpilkach o metalowych końcach, popędziła w kierunku kasy. Oszołomiona Aldona odprowadziła ją wzrokiem. Prześlizgnęła spojrzeniem po sylwetce, odnotowując, że dziewczę ma na sobie obcisłe lateksowe legginsy i obszerną kurtkę z imitacji czarnej skóry. Strój ten zdaniem Aldony był wyrazem nieskończonego braku gustu, co wobec porażki, którą właśnie poniosła, stanowiło dla niej – wprawdzie nędzne, ale zawsze – pocieszenie.
– Królowa kiczu i plastiku! – mruknęła pod nosem, a następnie zawróciła w kierunku wyjścia. Musiała się spieszyć, a o nieudanych zakupach poinformuje córkę wieczorem. Teraz nie miała czasu, aby wysłuchiwać jej utyskiwań, a i istniało realne ryzyko, że córka będzie ją nagabywać, aby udała się do innego sklepu. Nie chcąc prowokować prośby, której nie mogłaby spełnić, postanowiła jej jeszcze nie informować o niepowodzeniu w sklepie.
Włożyła plastikowy koszyk na stos innych, gdy niczym wielka wrona przeleciała tuż obok niej czarnowłosa dziewucha. Widząc to, Aldona nie mogła nie zadać sobie pytania, jakim cudem w tego typu obuwiu udaje jej się poruszać z taką prędkością? Młoda cisnęła koszykiem na bok, wywracając ustawiony stosik, wypadła na chodnik, zatrzymała się i zaczęła wypatrywać kogoś na ulicy. W Aldonie na widok powstałego rozgardiaszu wszystko się zagotowało. Pobiegła za młodą, zdecydowana, by przyciągnąć ją za kłaki z powrotem do sklepu, ale się spóźniła, bowiem ta z uśmiechem pełnym uwielbienia wsiadła do granatowego Mercedesa i przyssała się do ust mężczyzny siedzącego za kierownicą. Przez głowę Aldony przeleciała myśl, że skądś kojarzy to auto, a i kierowca również wydał jej się znajomy, ale z powodu obficie padającego mokrego śniegu niczego nie mogła być pewna. Przecież granatowy Mercedes nie był rzadkim autem w Poznaniu i wcale nie musiał należeć do męża jej przyjaciółki Sabiny. A ów mąż, Fabian, odkąd pamiętała, był wzorowym małżonkiem, pomstującym na rozwiązłe czasy, więc z pewnością to nie on namiętnie cmokał się na jej oczach z tą pyskatą królową kiczu. Aldona wzruszyła ramionami, a gdy spojrzała w niebo, skąd leciało na jej głowę coś, co tym razem podobne było do wyplutej przez dzieciaka waty cukrowej, natychmiast zapomniała o dziwnych skojarzeniach. Wyjęła z torebki parasol i niezwłocznie, wciąż mając przed oczami brawurę, z jaką czarnowłosa dziewucha nogami obutymi w wysokie szpilki przebierała po posadzce w Hebe, popędziła do swojego Fiata 500.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Rubinowe gody
Anna Kleiber
ISBN 978-83-67184-72-4
Rok 2023
Liczba stron 286
Format 135 × 205
Oprawa miękka
Cena 34,90
Małżeństwo Danki zawisło na włosku – a dokładnie na rudym włosku pewnej Gabryśki.
Danka właśnie planuje rubinowe gody, kiedy się okazuje, że jej z pozoru idealny małżonek ma sporo do ukrycia. Do akcji szybko wkraczają przyjaciółki kobiety, nie zważając zbytnio na to, czego naprawdę ona sama by chciała. W zawiły plan zemsty wciągają kolejne osoby, co skutkuje serią niespodziewanych i zabawnych sytuacji.
Czy intryga przyjaciółek się powiedzie? Jak potoczą się losy małżeństwa po przejściach i czy Danusia będzie mogła zorganizować wymarzone przyjęcie?
Wyjące pięćdziesiątki
Anna Kleiber
ISBN 978-83-68261-50-9
Rok 2025
Liczba stron 304
Format 135 × 205
E-book dostępny od 13.03.2025
Oprawa miękka
Cena 44,90
Trzy pięćdziesięciokilkuletnie siostry z rodzinami wyruszają na urodziny swojego ojca. Na miejscu czeka ich niespodzianka – dowiadują się, że senior rodu nagle stracił wzrok, słuch i mowę. Nim to się stało, wyraził życzenie, by jego córki i zięciowie wyjechali w góry na uroczystą kolację w luksusowym hotelu.
Zarówno kobiety, jak i ich mężowie mają jednak inne plany i w oddzielnych samochodach wyruszają w szaloną podróż. Tymczasem na ich drodze stają trzy młode pracownice klubu nocnego i ich zdesperowany kierowca. Oni również mają konkretny cel do zrealizowania. Nic jednak nie idzie tak, jak wszyscy z góry zakładali...
Co wyniknie z tej wybuchowej mieszanki niecnych planów, intryg, kłamstw i... tajemniczych ciasteczek?
Siup i trup
ISBN 978-83-68261-79-0
Rok 2025
Liczba stron 382
Format 135 × 205
E-book dostępny od 25.08.2025
Oprawa miękka
Cena 49,90
Komedia kryminalna, w której nawet wakacje są śmiertelnie niebezpieczne!
Kaśka właśnie obroniła dyplom i rozstała się z chłopakiem. W ramach nagrody – a może raczej terapii – ciotki fundują jej wyjazd nad morze.
Miało być błogie lenistwo, plaża, gofry z bitą śmietaną i ewentualnie jakiś przystojny ratownik na horyzoncie. Ale życie Kaśki to nie katalog biura podróży. Zamiast odpoczynku, trafia w sam środek serii tajemniczych zbrodni. Gdziekolwiek się nie pojawi, ginie młoda kobieta. Przypadek? Pech? A może... coś więcej? Wkrótce nawet sama Kaśka zaczyna mieć wątpliwości. Czy ktoś ją wrabia?
A może to ona jest celem? I czemu do licha nikt nie traktuje jej poważnie, skoro trupy sypią się jak z parasola?
Pełna humoru i nieoczekiwanych zwrotów akcji historia o tym, że wakacje mogą zabić – ze śmiechu albo zupełnie dosłownie.
