Anatomia grzechów - Kasia Magiera - ebook
NOWOŚĆ

Anatomia grzechów ebook

Kasia Magiera

4,2

122 osoby interesują się tą książką

Opis

W lesie w Lubomierzu zostają znalezione zwłoki pięcioletniego Adasia Adlera.

Głównym podejrzanym jest Artur Banaś, przyjaciel męża podkomisarz Agnieszki Birkut. To ściągą uwagę na policjantkę. Nie pierwszy raz jej znajomy wplątany jest w brutalną zbrodnię. Birkut musi na zimno przeanalizować dowody i tropy.

Dla podkomisarz to ostatni dzień pracy w miasteczku. Nazajutrz ma prowadzić śledztwo z ramienia komendy w Jeleniej Górze. Wraz z przeprowadzką chciałaby zacząć nowy etap w życiu. Niestety, wydarzenia sprzed kilkunastu tygodni wracają jak bumerang…

Okrutna śmierć Adasia porusza miejscowe policjantki, ale i doświadczoną komisarz Izabelę Deroń. To, co zastaje w lesie, przypomina jej o porwanej przed dziesięciu laty córeczce. Czy możliwe, że dziecko jeszcze żyje?

Nieoczekiwany obrót spraw komplikuje życie bohaterów. Podkomisarz Birkut musi zdecydować, po której ze stron się opowiedzieć. Czy tym razem łamiąc swój kodeks moralny i policyjny uzyska spokój?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 587

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Agnieszce Trzeciak-Wolskiej, księdzu Erwinowi Jaworskiemu, Ewie Więcek i Piotrowi Olejnikowi – dzięki Wam moje pobyty w Lubomierzu są niezapomniane. Każda spędzona z Wami chwila była wyjątkowa. Dzięki Wam poznałam Lubomierz, o którym nigdzie bym nie przeczytała.

Kto sumienie posiada, niech cierpi, skoro zdał sobie sprawę z pomyłki. Będzie mu to karą obok katorgi.

Fiodor Dostojewski, Zbrodnia i kara

Prolog

Warszawa, sobota, 5 czerwca 2004, południe Wydział do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw

– Przykro mi, ale mija czternasta doba poszukiwań, a my nic nie mamy. Wszyscy się rozpłynęli w powietrzu – powiedziała siwowłosa, krótko ostrzyżona kobieta po pięćdziesiątce. – Nikt się do nas nie odezwał z żądaniami. Od dwóch tygodni cisza.

To była jedna z najtrudniejszych rozmów w karierze nadinspektor Marty Orpik. Od ponad czternastu dni miała poczucie, że była winna temu, co się stało, i nic nie mogła na to poradzić. Starała się, aby było inaczej. Wykorzystała wszystkie znajomości drogą oficjalną i nieoficjalną, aby pomóc odnaleźć Lili, córkę komisarz Izabeli Deroń. Ale grupa Mozarta była silniejsza niż oni w nakłanianiu ludzi do zachowania dyskrecji. Nawet wieloletni uchole milczeli jak grób. Orpik osobiście wieczorami chodziła po ulicach Warszawy i próbowała rozmawiać z szarą eminencją. Wielu z nich znała, ale tym razem nie pomagało, że cieszyła się wśród nich szacunkiem. Jagodzianki, szczury, hejnaliści czy transplantatorzy – wszyscy kręcili głowami na jej widok. Nikt nie umiał pomóc, bo każdy się bał o swoje życie.

– Nadal będą trwały poszukiwania, ale musimy ograniczyć środki – kontynuowała Orpik. – Mam rozkaz odwołania połowy ludzi, bo nie ma kim pracować przy innych sprawach – tłumaczyła siedzącej naprzeciwko z kamiennym wyrazem twarzy komisarz.

Iza słuchała jej bez emocji. Nie miała już siły płakać, krzyczeć czy się wściekać. Ostatnie dwa tygodnie ją wykończyły. Schudła pięć kilo i zmarniała na twarzy, ale nikogo to nie dziwiło.

Nie była głupia, od dawna pracowała w policji i wyobraźnia podpowiadała jej, co się mogło stać z córką. Zwłaszcza że porwali ją bezwzględni ludzie, z którymi żyła przez ostatnie pół roku na co dzień. Wiedziała, do czego są zdolni i jakie metody stosują. Wierzyła, że nie zabili dziewczynki, bo to byłoby za proste. Obawiała się, że tym ją będą chcieli dręczyć, dając nadzieję, a następnie odbierając. Pierwszy raz w życiu czuła się tak bezsilna i bezradna.

– Masz wolną rękę, możesz nadal prowadzić poszukiwania – ciągnęła monolog nadinspektor. – Nie będę cię angażować w nic innego. Skup się na odnalezieniu córki. Mogę ci przydzielić dwóch kolegów do pomocy i jestem też ja, gotowa wesprzeć was w każdej chwili.

– I oczywiście ja – włączyła się do rozmowy dziewczyna o czarnych długich włosach do pasa. – O każdej porze dnia i nocy możesz do mnie przyjść czy zadzwonić – zapewniała Aleksandra Pyszny, psycholog policyjna.

– Tak? – zapytała spokojnie Iza, ale w jej pytaniu krył się gniew. – A niby jak mi pomożesz? Powiesz, że wszystko się ułoży? Że jakoś będzie? Że nauczę się żyć z tą tragedią? – Iza wiedziała, że nie powinna tak mówić do psycholog. Przecież nie miała wpływu na to, co się stało. Pyszny wykonywała tylko swoją pracę.

– Jestem dobrej myśli – powiedziała niepewnie psycholog. – Wierzę, że Lili zostanie odnaleziona. – Jej słowa świadczyły o tym, że nie wiedziała, w czyje ręce trafiła dziewczynka. Deroń wątpiła, że psycholog przeczytała akta sprawy dotyczące grupy Mozarta. Jeśliby to zrobiła, to nie opowiadałaby takich bzdur.

– Miło, że tak mówisz – zakpiła Iza. Aleksandra ją irytowała. – Ale gówno wiesz – syknęła. – Mozart to jeden z najbardziej nieobliczalnych, okrutnych i bezwzględnych typów, o jakich w życiu słyszałam. Joker przy nim to miły gość z niegroźnymi skłonnościami. Mozart jest psychopatą bez empatii i sumienia. Pracowałam z nim pół roku i ani razu nie widziałam, aby kiedykolwiek odpuścił. Dla niego nie ma znaczenia, komu robi krzywdę. Ludzie są dla niego tylko środkiem do osiągnięcia celu. Widziałam, jak zabijał, jak kaleczył, jak torturował, więc mi, kurwa, nie mów, że jesteś dobrej myśli – wykrzyczała.

– Iza, uspokój się – próbowała zapanować nad sytuacją nadinspektor.

– Czy kiedykolwiek na twoich oczach umierał okaleczony człowiek? Miałaś na sobie czyjąś krew po tym, jak mu odstrzelono głowę? Czułaś zapach palącego się żywcem człowieka? – zadawała pytania, patrząc na Pyszny z nienawiścią w oczach.

– Oczywiście, że nie – odparła spokojnie psycholog. Domyślała się, że nie chodzi personalnie o nią. Była pewna, że przez Deroń przemawiają stres i szok.

– No właśnie, dlatego bardzo cię, kurwa, proszę, odpuść sobie jebane rady w stylu, że jesteś dobrej myśli, bo w tej sytuacji dobre myśli to objaw największej głupoty, jaka może być – mówiła z rozpaczą i gniewem. – Jeśli moja córka żyje – zrobiła pauzę, aby przełknąć ślinę. Miała wrażenie, że ma wielką gulę w gardle. – Nie myśl sobie, że ktoś od Mozarta do mnie ot tak po prostu zadzwoni i powie, gdzie ją odebrać. To nie jest zwykłe porwanie dla okupu.

– Ale zabrali ją, bo pewno chcą czegoś w zamian – odezwała się Pyszny. Jej naiwność była dla Izy nie do zniesienia.

– Chcą czegoś w zamian. – Iza roześmiała się teatralnie. – Niczego nie chcą w zamian. Ich celem jest zniszczenie mnie. Odebranie tego, co najważniejsze i najcenniejsze – fuczała ze złości jak mała lokomotywa. – Jak dostałaś tu robotę? Przecież ty nic nie wiesz.

– Iza, dość – zatrzymała ją Orpik.

– Nie znajdziemy jej – rzuciła niespodziewanie Deroń. – Rezygnuję.

– O czym ty mówisz? – zapytała podinspektor.

– Oddaje blachę. To już nie ma sensu. – Nagle jej ton stał się bez wyrazu, jakby w jednej chwili straciła siły.

– Nie pierdol – odpowiedziała Orpik i kątem oka spojrzała na psycholog. Nie znalazła jej dobrze, więc nie wiedziała, jak młoda kobieta zareaguje na wulgaryzmy, ale Pyszny siedziała niewzruszona. – Bez blachy nic nie zrobisz.

– Z nią też już nic nie mogę – stwierdziła Iza, patrząc w ziemię. Wyjęła z kieszeni marynarki legitymację służbową i położyła na biurku podinspektor razem z bronią. Orpik patrzyła na nią bez ruchu. Nie zamierzała przyjmować tej rezygnacji. Wiedziała, że to kolejny etap rozpaczy.

– Idź do domu, prześpij się i wróć tu jutro – tłumaczyła, ale patrząc na Izę, nabierała pewności, że może i dobrze, że oddała służbową broń. Jej stan psychiczny zmieniał się z minuty na minutę. Musiała mieć czas, aby ponownie poczuć determinację do działania. Nadinspektor nie wątpiła, że tak się stanie, bo komisarz Izabela Deroń była jej najlepszą wojowniczką i chwilowe załamanie jej nie wykończy. Była pewna, że niebawem ponownie zobaczy Izę, która walczy o swoje.

Część I

Warszawa, sobota, 5 czerwca 2004, południe Restauracja VaBank

– Miałeś zająć się Małą – odezwał się ubrany w modny garnitur mężczyzna zbliżający się do czterdziestki.

– Luksus, odpierdol się! Robię to, co każe Mozart – odpowiedział postawny mężczyzna, przypominający maczugę Herkulesa z Ojcowskiego Parku Narodowego.

– Niedługo mnie namierzą i wszyscy będziemy mieć przejebane – odparł gniewnie elegant.

– Szef mówi, że ustawił rodzinę za granicą dla Małej – wyjaśnił mięśniak.

– Jak Mała nie zniknie teraz, to Jolka za dzień lub dwa już jej nie odda. Wiesz, jakie ma parcie.

– Stary, ale to nie takie proste, wywieźć dzieciaka, którego szuka cała psiarnia w tym jebanym kraju – tłumaczył ogolony na łyso mężczyzna.

– Miała być u nas dobę, a nie dwa tygodnie – rzucił z pretensjami Luksus.

– Nic ci, kurwa, nie poradzę. Gadaj z Mozartem.

Luksus prychnął i zaczął nerwowo chodzić od jednego do drugiego końca małej restauracji. O tej godzinie byli tu sami, gdyż lokal otwierano dopiero późnym popołudniem.

– Mozart mówił, gdzie dziewczyna ma trafić? – zapytał po chwili.

– Jakaś rodzina ze Szwecji płaci za nią niezłą kasę – odpowiedział masywny mężczyzna, robiąc sobie drinka. Spojrzał na Luksusa, podnosząc butelkę whisky do góry, aby się upewnić, czy zdenerwowany towarzysz także się napije. Elegant skinął głową na znak, że również chce szklaneczkę.

– Nic jej nie zrobią? – odezwał się, podchodząc do baru, aby zabrać swojego drinka.

– Pytasz, czy ją kupują na organy? – rzucił mięśniak, biorąc dużego łyka whisky.

– Kurwa, Atleta, żebyś tak nie wyjechał przy Jolce, bo to będzie koniec mojego życia – skrzywił się Luksus.

– Nie spinaj dupy. Kiedy Mała zniknie, to już nigdy nikt o niej nie będzie wspominać – odpowiedział wielki mężczyzna. – Bądź spokojny, Mozart mówi, że Mała będzie mieć dobre życie. Ci Szwedzi to inni klienci niż ci co zawsze.

– Jak nas kiedyś wytropi ta zdradziecka suka, to nie będzie mieć litości – stwierdził Luksus, po czym wypił drinka do dna.

– Na nią też jest plan, ale niech sobie pizda pocierpi. Niech jej wyobraźnia podpowie, co zrobiliśmy z Małą. Wie, do czego jesteśmy zdolni – mówił Atleta z satysfakcją w głosie.

– A jakby Mała została z nami? – nagle zadał pytanie, które męczyło go od początku rozmowy.

– Pojebało cię!

– Wyjechalibyśmy z Jolką. Zmienilibyśmy nazwisko, wygląd, całe życie. Dziewczynka jest jeszcze mała, nie będzie nic pamiętać.

– Na mózg ci padło? – zapytał gniewnie Atleta. – Jak zostaniecie w kraju, to prędzej czy później was znajdą. Nie ma szans, abyście się rozpłynęli. Nawet jak zamieszkacie na zabitej dechami wsi, to kiedyś ktoś cię znajdzie i zajebie.

– Zapłacę Mozartowi więcej niż szwedzka rodzina – upierał się przy swoim Luksus.

– Znajdę wam inne dziecko, co za problem? – odparł mięśniak, robiąc im po kolejnym drinku.

– Jolka już się z nią zżyła. Mała też nas lubi, a z każdym dniem będzie łatwiej – odpowiedział naiwnie elegancki mężczyzna. – Wyjedziemy z kraju. Daleko.

Potężny mężczyzna przyglądał się rozmówcy. Nie był pewny, czy go nie wkręca i nie testuje. Taka decyzja była bardziej niż poroniona. Oznaczała, że już zawsze będą musieli oglądać się za siebie. Policja wiedziała, że Luksus pracował dla Mozarta i jego grupy. Jego nagłe zniknięcie wraz z żoną wzbudzi zainteresowanie.

– I tak się już nie przydam Mozartowi – przekonywał, a mięśniak milczał. Potrzebował czasu, aby podjąć decyzję. Lubił Luksusa i Jolkę, dlatego był skłonny im pomóc, mimo ryzyka, które wiązało się z tą decyzją.

– No dobra, rzucę hasło Mozartowi, ale nie napalaj się jeszcze i nie mów Jolce – odparł po dłuższej chwili.

– Dzięki, zrobię wszystko, aby nigdy nikt już o nas nie usłyszał – dodał na zachętę Luksus.

Lubomierz, poniedziałek, 28 września 2015, godz. 13.00

Podkomisarz Agnieszka Birkut zobaczyła z oddali nadjeżdżające audi Q7 prokurator Agaty Szackiej. Postanowiła wyjść jej naprzeciw, aby nie wjeżdżała w głąb lasu. Mogłaby w ten sposób zatrzeć ewentualne ślady. Nie wiadomo było jeszcze, z którego kierunku przyszedł morderca i w którą stronę poszedł. Teren do zabezpieczenia był duży. Birkut chciała się także upewnić, że Szacka przygotowała komisarz Izabelę Deroń na to, co za chwilę zobaczą.

Kiedy tylko Agnieszka uświadomiła sobie, że na miejsce zdarzenia wraz z prokurator przyjedzie Deroń, ogarnął ją niepokój. Dobrze pamiętała o osobistej tragedii, jaka spotkała komisarz kilka lat temu. Dlatego Birkut obawiała się, czy widok martwego chłopca nie złamie Izy psychicznie. Komisarz od ponad dziesięciu lat szukała córki, porwanej przez gangsterów, którym Deroń naraziła się, pracując w Warszawie w Wydziale do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw.

Aby szokujący widok nie zaskoczył koleżanki na miejscu zdarzenia, Agnieszka zawczasu wysłała do Szackiej MMS-a ze zdjęciem martwego chłopca. Miała nadzieję, że prokurator w czasie szaleńczej drogi z Jeleniej Góry do Lubomierza przygotowała Deroń na ten wyjątkowy przypadek.

Podkomisarz była też zaskoczona reakcją Lidki Kalickiej. Zawsze miała ją za twardą sztukę, ale tym razem już na starcie młodsza koleżanka dała się ponieść emocjom. Usiadła na ściętym pieńku około trzech metrów od ciała chłopca i nie patrzyła w tamtym kierunku. Nawet nie chciała podejść, aby zobaczyć, jakie obrażenia odniosła ofiara. Było to nieprofesjonalne i Birkut obawiała się, że jak usłyszy o tym Szacka, to się zdenerwuje. Ale żadna z policjantek nie miała odwagi i sumienia zmuszać Lidki, aby zapoznała się ze szczegółami tej zbrodni. Do tej pory Agnieszka sądziła, że Lidka zniesie wszystko, że jest odporna. A jednak to zabójstwo ją przerosło. Młodsza aspirant siedziała na pieńku i patrzyła w ziemię.

Nie dało się ukryć, że to, co zobaczyły na miejscu zdarzenia, było porażające. Na taki widok nie można było się wcześniej przygotować. Martwe dziecko w lasie stanowiło najgorszy z możliwych widoków. Nawet doświadczony policjant w zderzeniu z taką zbrodnią okazywał się słaby. Mały, drobny, uroczy i niewinny chłopiec leżał martwy z rozbitą głową w środku lasu. Ten obraz sprawiał, że w głowie buzowało tysiące gniewnych myśli. Człowiek nie wiedział, czy się rozpłakać, czy krzyczeć z wściekłości. A może jedyną sensowną reakcją powinno być zachowanie zimnej krwi?

Policjantki z Lubomierza nie chciały uwierzyć, że ta zbrodnia wydarzyła się naprawdę. Jeśli w małym, spokojnym miasteczku, w którym każdy każdego zna i wie o nim wszystko, dzieją się takie rzeczy, to czego można spodziewać się w dużym mieście?

Każda z nich miała w głowie te same pytania: Kto mógłby być takim zwyrodnialcem w ich mieście, aby zabić małego chłopca? Czym zawiniło dziecko, że spotkał je taki los?

Im dłużej patrzyło się na chłopca, tym więcej niechcianych myśli i gniewu nawarstwiało się w człowieku. Agnieszka łapała się na tym, że wyobrażała sobie, jaką krzwdę chciałaby zrobić zabójcy, kiedy go znajdzie. Wraz z tymi myślami wracała do sprawy Sabiny Jankowskiej. To przez byłą przyjaciółkę zrozumiała, że każdy może stać się mordercą, jeśli zostanie postawiony w sytuacji podbramkowej i ostatecznej dla siebie.

Agnieszka zaczęła zastanawiać się nad sobą i nad tym, co czuje, kiedy patrzy na martwego chłopca. Czy ta zbrodnia sprawiłaby, że byłaby zdolna do krwawej zemsty?

Birkut zatrzymała samochód prokurator kilka metrów od miejsca znalezienia zwłok. Z lśniącego audi Q7 wysiadła niebanalnie wyglądająca Agata Szacka. Podkomisarz instynktownie spojrzała na jej nogi. Była pewna, że zobaczy na nich wysokie szpilki od Louboutina, bo prokurator gustowała głównie w takim obuwiu. Jednak tym razem Szacka miała krótkie czarne kalosze, nieniszczące wysublimowanej stylizacji, w której przyciągał wzrok czarny, pikowany, rozkloszowany płaszcz, kończący się na wysokości kolan.

Szackiej towarzyszył aplikant Tomasz Niedzielski. Jego posępna mina dawała jasno do zrozumienia, że już wie, w jakiej sprawie tym razem towarzyszył prokurator. Ubrany w jasny garnitur i wycackane buty nie pasował do otoczenia, ale nie przejmował się tym.

Na końcu z samochodu wysiadła komisarz Izabela Deroń. Agnieszka dostrzegła, że starsza stopniem koleżanka stara się robić dobrą minę do złej gry. W ciągu ostatnich kilku miesięcy już ją poznała i wiedziała, że obecny wyraz twarzy Izabeli nie jest taki jak na co dzień. Agnieszka przez chwilę wahała się, czy zagadać do Izy, ale stwierdziła, że teraz każdy temat będzie nieodpowiedni.

– Ola jedzie z technikami. Będą za chwilę – rzuciła Szacka, idąc w stronę miejsca znalezienia zwłok. Zwykle była bardzo zasadnicza, dziś w jej głosie brakowało pewności.

– Powiedziała jej pani? – zapytała Birkut, idąc przodem z prokurator.

– Nooo – odburknęła Szacka.

– Da radę?

– Chuj wie – odparła prokurator, ciężko wzdychając.

Zbliżyli się do miejsca, w którym leżał martwy chłopiec. Pozostałe policjantki z Lubomierza wraz z Arturem Banasiem trzymały się stamtąd z daleka. Widok ciała dziecka przyprawiał ich wszystkich o wewnętrzne rozedrganie.

– Kurwa – syknęła Szacka, podchodząc do zwłok. Instynktownie spojrzała przez ramię, aby sprawdzić, jak daleko jest Iza. – Przejebane, a najgorsze jest to, że nie zgodzi się oddać tej sprawy. Będzie starała się udowodnić, że jej to nie rusza – mówiła cicho do podkomisarz, która stała obok. – Proponowałam jej inną sprawę, ale nie chciała o tym słyszeć – zamilkła, kiedy zobaczyła, że Iza z Tomaszem się do nich zbliżyli.

Deroń kucnęła nad ciałem chłopca i wpatrywała się w nie, jakby zastygła. Wszyscy obserwowali ją w napięciu. Nikt nie wiedział, jakiej reakcji się spodziewać.

Ni z tego, ni z owego Iza wyciągnęła rękę w kierunku zakrwawionej głowy chłopca. Agnieszka miała wrażenie, że koleżanka chciała malca pogłaskać. W ostatniej chwili Niedzielski złapał ją za nadgarstek.

– Nie ma pani rękawiczek – powiedział łagodnie. Iza opuściła rękę i dalej wpatrywała się nieobecnym wzrokiem w ciało.

Zapanowała niezręczna cisza, którą bali się przerwać. Birkut dostrzegła płynącą po policzkach Izy łzę. Musiał ją także zobaczyć Niedzielski, gdyż przykucnął przy komisarz i szepnął:

– Chodźmy stąd.

Iza nie zareagowała, jakby go nie usłyszała.

– Pani komisarz, przyjechała patolog, ona się wszystkim zajmie. A my odetchnijmy – tłumaczył spokojnie. Niedzielski i Deroń nie przepadali za sobą, dlatego jego zachowanie było naprawdę nietypowe. Prawdopodobnie i on znał przeszłość komisarz. To była głośna i poruszająca sprawa i nie dało się wobec niej pozostać obojętnym.

Niedzielski pociągnął Izę za łokieć do góry, a ona się nie sprzeciwiała. Poddała się mu, pozbawiona sił. Szła obok niego bez słowa w stronę audi Q7. Sprawiała wrażenie, jakby była w transie, odcięta od rzeczywistego świata. Birkut spodziewała się, że dla Izy będzie to trudna próba, ale nie sądziła, że już na wstępie się rozsypie.

Aplikant prowadził ją spokojnie. Agnieszka przyglądała się tej scenie ze ściśniętym żołądkiem. W duchu cieszyła się, że mają już ten etap za sobą.

– Za głęboko wjechała pani w las – usłyszeli słowa Weroniki Zawadzkiej. – Oby nie było tam żadnych śladów.

– Oby – odparła ponuro Szacka. Agnieszka była pewna, że prokurator nie tylko przejmuje się sprawą, ale i kondycją psychiczną Deroń. Prokurator i komisarz łączyła przyjaźń, a teraz można było się zorientować, że wykraczała ona poza służbowe relacje.

Aleksandra Lach, wytatuowana i kolorowa patolog, naciągnęła na ręce jednorazowe rękawiczki i pochyliła się nad ciałem chłopca. Długo milczała. Dla niej to też nie były łatwe oględziny. Każdemu, kto miał choćby odrobinę empatii, ściskało się gardło.

Lekarka oglądała chłopca powoli z każdej strony, starając się jak najmniej poruszać ciałem.

– Rozbita czaszka – stwierdziła w końcu. – Otrzymał kilka ciosów tępym narzędziem.

– Co to mogło być? – odezwała się prokurator.

– Może gruby kij? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, rozglądając się dookoła. – Ale zabójca mógł też przynieść ze sobą narzędzie zbrodni i wtedy to mogło być wiele przedmiotów. Rura, młotek, nawet ciężka latarka.

– Jakieś inne obrażenia? – zapytała Agnieszka, czując ponownie ukłucie w brzuchu.

– Pewnie pani podkomisarz pyta o te najbardziej brutalne, kiedy to dziecko jest ofiarą? – zapytała Lach, przelotnie spoglądając na Birkut. – Patrząc na ciało tak, jak tu leży, to mogę przypuszczać i mieć nadzieję, że chłopiec nie został zgwałcony. Jest ubrany i nie wydaje się, aby był rozbierany. Pedofile gwałciciele tak się nie zachowują – odpowiedziała, a Agnieszka pokiwała głową, czując lekką ulgę. Sądziła, że innym koleżankom też przebiegła przez głowę myśl, że chłopiec jest ofiarą pedofila i że został wykorzystany seksualnie.

– Czas zgonu? – odezwała się prokurator, a patolog znowu milczała dłuższą chwilę.

– Jakieś sześć, siedem godzin temu.

– Kurwa, dzieciak leży tu tyle czasu i nikt się nie zorientował, że nie ma go w domu? – rzuciła z oburzeniem Szacka.

Agnieszka przysłuchiwała się tej rozmowie z uwagą, równocześnie spoglądając co chwilę w stronę audi Q7. Iza siedziała na przednim siedzeniu pasażera, a Niedzielski stał obok przy otwartych drzwiach. Oboje patrzyli w ich stronę, ale nie mogli słyszeć tego, co mówiła Lach i Szacka. Byli za daleko.

– Nie odpowiem pani na to pytanie – odparła poważnie patolog, chociaż wiedziała, że było to pytanie retoryczne.

– Coś jeszcze? – zapytała Szacka.

– Chłopiec jest ubrany w dres i kurtkę przeciwdeszczową, więc nie widzę innych obrażeń. Wezmę go do siebie, to poznamy szczegóły – powiedziała powściągliwie patolog, podnosząc się. Ta zbrodnia odbierała wszystkim chęć do zachowywania nawet pozorów optymizmu. To, że kiedyś znajdą zabójcę, nie sprawi, że chłopiec odzyska życie. Agnieszce już przy ostatniej sprawie zaginionych nastolatek wydawało się, że jej wytrzymałość psychiczna dobiega końca, a teraz musi wykrzesać z siebie jej znacznie więcej.

– Po ubraniu można stwierdzić, że chłopiec faktycznie wyszedł z domu około sześciu, siedmiu godzin temu. Ma kurtkę przeciwdeszczową i kalosze na nogach, a nad ranem do około dziewiątej padał w Lubomierzu deszcz – odezwała się Agnieszka.

– Gdzie jest ten człowiek, który go znalazł? – zainteresowała się prokuratur.

– Tam, z dziewczynami. – Birkut wskazała głową punkt oddalony o kilka metrów dalej. – Artur Banaś.

– Znasz go?

– Tak, to kolega mojego męża – odpowiedziała Agnieszka zgodnie z prawdą i zobaczyła, jak Szacka przewraca oczami.

– Kurwa, czy wy się przyjaźnicie z rodziną Mansona? – stwierdziła kąśliwie.

– To mała miejscowość. Prawie każdy każdego zna. – Agnieszka poczuła, jak robi się jej gorąco.

– Taaaa, jasne – parsknęła cynicznie Szacka. – Co to za koleś?

– Studiował z moim mężem informatykę, ale teraz pracuje w innym zawodzie. Ma swój interes. Jest żonaty, ma dwie córki. Nigdy nie zrobił nic złego – odpowiedziała z zaangażowaniem podkomisarz.

– Jebany anioł – znowu rzuciła ironicznie prokurator. – Tak jak Jankowska i Król – dodała szeptem, tak aby usłyszała to tylko Birkut.

Agnieszkę zmroziło i na policzkach pojawiły się jej czerwone plamy.

– Pogadajmy z tym wzorowym obywatelem – zdecydowała prokurator po chwili milczenia. – Dziewczyny, teren jest wasz – odezwała się do trzech kobiet z ekipy techników śledczych, idąc w stronę policjantek z Lubomierza.

– Proszę nie spodziewać się natychmiastowych wyników – krzyknęła za nią ubrana w kombinezon ochronny Julia Molenda. – Teren do badania jest obszerny.

Szacka, nie odwracając się do niej, kiwnęła głową na znak, że przyjęła do wiadomości.

Podeszły do mężczyzny, który z przejęciem palił papierosa. Na rękach miał krew, tak samo jak na ubraniu.

– Prokurator Agata Szacka. Nasi technicy będą potrzebować pana ubrania i będzie trzeba wykonać zdjęcia pana rąk.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Od autorki

Wszystkie wydarzenia i postaci w mojej książce są fikcyjne i powstały w mojej wyobraźni na potrzeby powieści. Wszelkie podobieństwa do rzeczywistych osób są przypadkowe i niezamierzone.

To trzecia, ostatnia część przygód policjantek z Lubomierza. Mimo sympatii do moich bohaterek postanowiłam rozstać się z nimi, gdyż chciałaby opowiedzieć czytelnikom również inne historie. Przez długi czas żyłam życiem moich bohaterek i były one częścią mojej codzienności. Rozstanie z nimi jest trudne, ale czuję satysfakcję, że mogłam stworzyć postacie, które budzą prawdziwe emocje.

Mam nadzieję, że trzecia część losów Agnieszki Birkut i jej koleżanek spełni oczekiwania czytelników i zostanie odebrana z takim samym entuzjazmem jak dwie poprzednie części.

Chciałabym podkreślić, że moja przygoda z Lubomierzem okazała się czymś wyjątkowym, niespodziewanym i realnym. Dzięki temu, że umieściłam akcję moich książek właśnie w tym małym, uroczym miasteczku na Dolnym Śląsku, miałam okazję poznać ciekawych i wartościowych ludzi. Liczę na to, że niektórzy z nich pozostaną w gronie moich znajomych, gdyż wnieśli do mojego życia dużo pozytywnej energii i chciałabym, aby tak było nadal.

Pisanie tej trylogii było dla mnie przyjemnością, a każde miłe i dobre słowo od czytelników tylko motywowało mnie do tworzenia ciekawszych fabuł.

Możliwość pisania, a potem spotykania się z czytelnikami to dla mnie wielkie wyróżnienie. Nie każdy dostaje taką szansę. Każda książka, którą oddaję w ręce czytelników, ma w sobie cząstkę mnie. Każda jest dla mnie ważna i stanowi kolejny etap w moim życiu.

Życzę dobrych wrażeń i przyjemnej lektury!

Podziękowania

Chciałabym serdecznie podziękować kilku osobom, bez których pomocy nie napisałabym tej książki.

• Dziękuję moim rodzicom za poświęcony czas i energię przy czytaniu roboczej wersji powieści – za wszystkie dyskusje i uwagi. Ta książka wzbudziła dużo emocji, co mogliśmy wspólnie omówić. Dziękuję za pomoc każdego dnia, za możliwość realizowania marzeń i pasji. Dziękuję za cierpliwość i przemawianie mi do rozsądku, kiedy ogarniają mnie posępne myśli.

• Szczególnie podziękowania, jak zawsze, kieruję do moich Wydawców, Bogumiły Genczelewskiej i Krzysztofa Genczelewskiego. Dziękuję, że we mnie wierzycie i że każda moja książka, którą wydajecie, jest niesamowitą, piękną przygodą. Dziękuję, że tak szybko i sprawnie mogę wydawać kolejne książki.

• Dziękuję również dwóm osobom, które współpracują z wydawnictwem, bo bez nich nie byłoby książek i nie byłyby one takie, jakie są:

• Pani Barbarze Dybowskiej za dobre słowo, wsparcie i zaufanie. Zawsze z niecierpliwością czekam na Pani ocenę nowej książki.

• Wojtkowi Wawocznemu dziękuję za to, że potrafi jak nikt inny zobrazować moje myśli. Abstrakcyjne wizje z mojej głowy umie zamienić w obrazy, które stanowią wizualną kwintesencję treści mojej książki.

• Joannie Powązce dziękuję, że błyskawicznie przeczytała powieść i podzieliła się ze mną swoimi, tym razem mocnymi emocjami. Każda uwaga była cenna i pomagała mi w ulepszeniu fabuły.

• Dziękuję Agnieszce Trzeciak-Wolskiej, księdzu Erwinowi Jaworskiemu, proboszczowi w Lubomierzu, Ewie Więcek i Piotrowi Olejnikowi za poświęcony czas, miłe towarzystwo, zaangażowanie i pomoc w czasie mojej wizyty w Lubomierzu. Cieszę się, że dzięki pisaniu mogłam Was poznać.

• Dziękuję Paulinie Szlakowskiej za udzielenie odpowiedzi na pytania dotyczące kryminologii i patologii. Jesteś skarbnicą wiedzy, a Twoje wirtualne sekcje zwłok są niesamowite. Poznanie takiej osoby jak Ty jest moim szczęściem i nieocenioną pomocą.

• Dziękuję Ani, Magdzie, Agnieszce, Michałowi, Maćkowi, Adamowi i Lucynie – moim przyjaciołom – za to, że trzymacie za mnie kciuki, motywujecie, wspieracie i pomagacie w ulepszaniu historii. Dziękuję za liczne rozmowy, które pobudzają moją kreatywność i pomysłowość. Bez Was moje życie nie byłoby takie, jak jest teraz, czyli świetne.

• Dziękuję wszystkim, którzy ze mną rozmawiają, wyrażają swoje opinie i dyskutują. To zawsze rozwijające doświadczenie, które mogę wykorzystać przy pisaniu następnych historii.

Projekt okładki Vavoq (Wojciech Wawoczny)

Zdjęcie wykorzystane na okładce © Shutterstock / Kseniya Ivashkevich © Shutterstock / Jozef Klopacka

Redakcja i korektaKatarzyna Szajowska

Skład i łamanieAkant

Tekst © Copyright by Kasia Magiera, Warszawa 2020 © Copyright for this edition by Melanż, Warszawa 2020

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek elektronicznej, mechanicznej, fotograficznej lub innej formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-64378-91-1 Warszawa 2020 Wydanie I

Melanż ul. Rajskich Ptaków 50, 02-816 Warszawa +48 602 293 363 +48 602 630 508 [email protected] www.melanz.com.pl

Skład wersji elektronicznej