Woskowe lalki - Kasia Magiera - ebook + książka

Woskowe lalki ebook

Kasia Magiera

4,2

Opis

Po medialnym śledztwie znanej dziennikarki policjanci z krakowskiego Wydziału Kryminalnego cierpią na nudę i nadmiar papierkowej roboty.

Pewnego ranka komisarz Natalia Gwiazdowska otrzymuje kopertę, w której anonimowy adresat przysłał zdjęcia pięciu śpiących młodych kobiet, wyglądających niemal identycznie. Do fotografii dołączył list i rysunek, którego żaden z funkcjonariuszy nie potrafi rozszyfrować. Ponieważ nie wiedzą, jak zinterpretować tę przesyłkę, traktują ją jak głupi żart. Po południu tego samego dnia komisarz Gwiazdowska i podkomisarz Winnicki zostają wezwani na Cmentarz Rakowicki, gdzie na płycie jednego z grobowców znaleziono martwą dziewczynę. Jedno spojrzenie policjantów na ofiarę uświadamia im, że wiąże się ona z poranną przesyłką.

Tym razem Gwiazdowskiej i Winnickiemu przyjdzie się zmierzyć z nieprzewidywalnym psychopatą, który – jak się zdaje – opracował plan zbrodni doskonałej. Ekipę z wydziału kryminalnego musi wesprzeć psycholog, znawca psychiki seryjnych morderców.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 581

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Wrota duszy są zatrzaśnięte. Ale trzeba je otworzyć. Trzeba się pożegnać, żeby wrócić do tego, co ważne. By zrozumieć, kim jestem i kim muszę być.

Prolog

Nie, nie pochodzę z patologicznej rodziny.

W moim domu nie było ani alkoholu, ani przemocy.

Pieniędzy też nie brakowało.

Moja matka była wspaniałą kobietą.

Ojciec spędzał ze mną dużo czasu.

Oboje zgodnie uczyli mnie, jak stać się dobrym człowiekiem.

Dlatego oni są bez winy. Czasem najlepszy nauczyciel nie wygra z pierwotną naturą.

W szkole mnie lubili.

Nie miałem kłopotów z nauką.

Byłem zdrowy i wszystkim mogło się wydawać, że radosny.

Nie cierpiałem na samotność.

Nie byłem odludkiem.

W oczach innych żyłem normalnie. Sam też chciałem w to wierzyć.

Jednak pewnego dnia jedna myśl zmieniła wszystko. Dzięki niej przestałem żyć w kłamstwie.

Uskrzydlenie i lekkość, które odczułem, przeraziły mnie, ale i podnieciły zarazem. Czułem przyjemne wirowanie w głowie. Ekscytujący ucisk w żołądku i ciepło, które promieniuje od samych palców stóp aż do palców dłoni.

W jednym momencie świat zwolnił na chwilę.

Planując to, nie byłem w stanie przewidzieć takiego efektu. Rezultat zaskoczył mnie i teraz już wiem, że nic mnie nie zatrzyma. Jak mówi stare przysłowie, „apetyt rośnie w miarę jedzenia”, a ja dopiero skosztowałem przystawki.

Łatwowierność i naiwność są moim sojusznikiem.

Nawet nie musiałem się starać.

Jeden uśmiech, jedno słowo, prosty gest i nic więcej nie trzeba. Ależ to proste!

Planowałem to długo, ale opłaciło się. Zdobyłem klucz do osiągnięcia spełnienia.

Ekscytacja, którą czuję, ucisza wewnętrzny głos rozsądku. To coś nowego.

Pamiętam każdą sekundę i każdą chwilę. Żadne inne wydarzenie w moim życiu tak nie zapadło mi w pamięć. Nic nigdy do tej pory nie było aż tak znaczące. Wszystko inne rozmywało się w nicości.

Nie sądziłem, że to się uda.

Nie sądziłem, że mogę odczuwać prawdziwe emocje.

Teraz wiem, że nie jestem martwy od środka, tak jak sądziłem od lat.

Mam siłę i cel, którego nie widziałem od lat.

Chciałem coś poczuć: strach, lęk, siłę, radość, szczęście, rozpacz, gniew, wszystko, byle nie obojętność.

Latami szukałem czegoś, co mnie przebudzi.

Zawsze czułem, że widzę swoje życie, jakbym stał z boku.

Jakbym był obserwatorem swojej egzystencji.

Bezustannie miałem wrażenie, że życie, jakie wiodę, nie należy do mnie.

Do tej pory wykonywałem wyuczone odruchy, aby wpasować się w otoczenie.

Nigdy nie było we mnie uczuć. Udawałem życie, bo zawsze był obok mnie ktoś, kogo nie chciałem zawieść tym, kim jestem naprawdę.

Nauczyłem się grać cały czas i ignorować prawdę o sobie!

Ale nie muszę dalej tak żyć.

Już wiem, że nie jestem pusty w środku.

Zawsze czułem, że coś powinienem zrobić, aby połączyć ciało z umysłem.

Życie, jakie wiodłem, już nie wróci, bo tego nie chcę.

Tyle lat żyłem z dala od samego siebie, ale już nie muszę, już nie chcę, już nie będę.

Teraz jest czas dla mnie i zamierzam z tego skorzystać.

Dzień 1.   Kraków, 21 września 2015 roku, poniedziałek

Komisarz Natalia Gwiazdowska weszła powolnym krokiem do biura wydziału kryminalnego, w którym pracowała od lat. Była przekonana, że będzie pierwsza, ale myliła się. Mimo wczesnej pory wszyscy koledzy byli już w pracy. Co prawda nie zajmowali się służbowymi obowiązkami, tylko z rozbawieniem żywo nad czymś debatowali przy ekspresie do kawy. Wśród wesołych policjantów prym wodził jej partner Marcin Winnicki. Dołączył do niej kilka miesięcy temu i wpasował się w ich wydział bez trudu. Początkowo Natalia miała obawy, czy się dogadają, ale pierwsze wspólne śledztwo pokazało jej, że z młodym partnerem stworzą dobry duet. Winnicki szybko załapał metodę jej pracy i dzięki temu mogli się uzupełniać. Natalia z przyjemnością przyglądała się pracy kolegi. Mimo młodego wieku dobrze odnajdował się w różnych relacjach i ku jej zaskoczeniu zwykle zyskiwał sobie sympatię nawet z reguły nieufnych lub opryskliwych. Marcin miał świeże i innowacyjne pomysły. Myślał sprawnie i dynamicznie, co Gwiazdowska w nim lubiła.

Wchodząc do pomieszczenia, rzuciła głośne „cześć” i skierowała się do swojego biurka. Koledzy odwzajemnili powitanie, nie ruszając się z miejsca, gdzie stał ekspres do kawy.

– Nowa sprawa? – zapytał Marek Groszkowski, sympatyczny młody policjant.

Komisarz w pierwszej chwili nie zrozumiała, o co kolega pyta. Ostatnie tygodnie nie należały do intensywnych pod względem pracy. Więcej czasu poświęcali zaległym sprawom papierkowym, które w czasie trwania dochodzenia odkładali na dalszy plan. Teraz też mieli czas na weryfikację niedokończonych śledztw, których nie udało się jeszcze rozwiązać z powodu braku dowodów. Sprawdzali, czy nie pojawiły się nowe okoliczności lub poszlaki, które pozwalałyby na ponowne zajęcie się daną sprawą.

Wraz z zakończoną sprawą Marii Magdaleny Markowskiej Natalii dał też chwilowo spokój człowiek Marlona, szefa grupy narkotykowej, z którą komisarz miała na pieńku od kilku lat. W ostatnim czasie panował marazm, przez co koledzy z wydziału mieli okazję nawiązać relacje towarzyskie.

Od czasu rozwiązania medialnej sprawy śmierci znanej dziennikarki nie narzekali na nadmiar pracy, co z jednej strony cieszyło Gwiazdowską, a z drugiej irytowało. Zaczęła tęsknić za intensywną pracą śledczą, za działaniem w terenie. Karciła się za takie myśli, bo przecież, aby oni mieli co robić, ktoś musiałby umrzeć, a tego nie chciała. Ich czynne działanie oznaczało czyjeś nieszczęście i tragedię.

– Skąd taki pomysł? – odpowiedziała zdziwiona.

Groszkowski nie odpowiedział, tylko palcem wskazał na kopertę, którą trzymała w rękach. Komisarz instynktownie spojrzała we wskazanym kierunku. Na ułamki sekund wróciły jej wspomnienia dotyczące sprawy sprzed kilku miesięcy. Wtedy każdego dnia dostawali od mordercy podobne koperty, dlatego teraz aż przeszedł ją dreszcz.

– Wiola mi to dała. Nie wiem, co to jest. Powiedziała, że znalazła kopertę na schodach przed komendą. Na kopercie jest nazwa naszego wydziału. Pewnie propozycje szkoleń lub przegląd najnowszego sprzętu, na który nie będzie komendy stać jeszcze przez najbliższe pół wieku – wyjaśniła i położyła przesyłkę na biurku.

Powiesiła cienką przeciwdeszczową kurtkę na wieszaku, który postawiono obok ekspresu kilka dni temu. Stojąc już w tym miejscu, postanowiła przed rozpoczęciem nużącej papierkowej roboty zrobić sobie kawę. Nie miała na nią specjalnej ochoty, bo przed wyjściem z domu już jedną wypiła. Tak naprawdę chciała odwlec w czasie moment, w którym będzie musiała usiąść przy biurku i wypełniać kolejne raporty. Miała tego serdecznie dość. Czuła się jak sekretarka, a nie policjantka śledcza.

– Idziesz dziś z nami wieczorem na pokaz mody, który organizuje Zośka? – zapytał ją Marcin, odchodząc od kolegów. – Ucieszyłaby się na twój widok.

– Gdzie i o której?

– O dwudziestej, w Podgórzu. Otworzyli tam nowy lokal. Nazywa się Wschodzące Słońce. Zośka jest zachwycona, bo nazwa stanowi metaforę etapu w jej życiu. – Ostatnie słowa wypowiedział, parodiując siostrę, na co Natalia roześmiała się, gdyż robił to na tyle dobrze, że mogła bez trudu przywołać w głowie obraz kolorowej dziewczyny.

– Postaram się być, może nawet męża wyciągnę.

Z kubkiem gorącej kawy usiadła przy biurku, a po chwili dołączył do niej z drugiej strony Marcin. Też nie był zachwycony tym, co obecnie robili. Natalia miała wrażenie, że jej partnera znacznie bardziej rozpiera energia. Dlatego prawie codziennie po pracy biegali razem z Grześkiem Stasińskim, z którym się zaprzyjaźnił w czasie pierwszej sprawy, i laborantką, obecnie jego dziewczyną Alicją Walczewską. Musieli rozładować nagromadzone pokłady energetyczne, a była to też dobra metoda, aby utrzymać formę.

W biurze nastała dłuższa chwila ciszy, każdy zajął się swoją pracą. Mijała minuta za minutą, a Natalia czuła, jakby czas stał w miejscu. Marzyła o tym, aby dostali jakąś sprawę poza biurem. Aby pojawiło się zielone światło do ruszenia się z tego miejsca. Nie była przystosowana do stacjonarnego trybu życia i widziała, że Marcin czuje to samo.

Zaczęła bez celu rozglądać się po biurze, jakby szukała ratunku, czegoś, co pozwoli skończyć z monotonią, w której tkwili od kilku tygodni.

Wtedy jej wzrok zatrzymał się na kopercie, którą otrzymała od policjantki na recepcji, gdy wchodziła na komendę. Z nudów postanowiła ją otworzyć. Aby przerwać marazm, była skłonna nawet poczytać reklamy o sprzęcie, który pozostanie tylko w sferze ich marzeń.

Rozerwała kopertę. Dźwięk dartego papieru oderwał od pracy Marcina. On też tylko szukał pretekstu, aby przerwać wypełnianie tabelek z raportami. Natalia zobaczyła zainteresowanie partnera i pomyślała z rezygnacją, że kiepsko z nimi, skoro zaczynają wyczekiwać czegoś ciekawego w kopercie z reklamami.

Z obojętnością wyjęła zawartość koperty i zaczęła przyglądać się pierwszej stronie, która się ukazała. Nie było to to, czego się spodziewała. Z koperty nie wypadły ulotki. W przesyłce znajdował się cienki skoroszyt formatu A4. Z jego okładki uśmiechało się pięć młodych kobiet.

– Reklama bielizny? – zapytał ze zdziwieniem Marcin, który rzucił okiem, co Natalia wyjęła z koperty.

Gwiazdowska bez słowa zaczęła przewracać kartki, spodziewając się, że zobaczy, jak dziewczyny, które uśmiechały się do niej z okładki, na kolejnych stronach prezentują różne rodzaje bielizny. Jednak każda kolejna kartka przekonywała ją, że przesyłka nie była ulotką promocyjną. Niby młode dziewczyny, na pierwszy rzut oka mogłyby uchodzić za modelki, ale kolejne strony foldera stawiały to przypuszczenie pod znakiem zapytania.

– Może to jakiś nowy rodzaj reklamy, w którym to odbiorca ma się domyślić, co dziewczyny reklamują – komentowała, oglądając strony z niepewnością.

Winnicki wstał zza biurka i stanął za plecami Natalii, aby dokładnie przyjrzeć się fotografiom.

– Hmmm, jakby jedno zdjęcie pokazywało dziewczynę za dnia, a drugie jak śpi? Jest ich pięć i każda jest w dokładnie takim samym ułożeniu – rzucił.

– Nie ma żadnych haseł reklamowych, żadnych treści, tylko te zdjęcia, więc co one reklamują, proszki na sen czy łóżko, którego nie widać? – zastanawiała się Natalia. – Na tych ujęciach, gdzie śpią, wyglądają tak samo i jakby były pokremowane czymś tłustym. A może są nasmarowane oliwą? A do tego zobacz, jak są ubrane.

– Zdecydowanie nie jest to reklama żadnej firmy odzieżowej – odpowiedział z rozbawieniem Marcin.

– Mają na sobie płócienne worki, wszystkie wyglądają identycznie – analizowała Natalia.

– Chodźcie coś zobaczyć, może wy będziecie wiedzieć, o co chodzi – odezwał się głośniej Marcin, tak aby koledzy go usłyszeli.

Pozostali policjanci poderwali się ze swoich miejsc. Stanęli nad głową Natalii, a ona zaczęła ponownie przewracać kartka po kartce. Na jednej stronie dziewczyna pozowała, uśmiechnięta i zadowolona, a na drugiej spała w idealnej pozie. Mężczyźni w milczeniu przyglądali się zdjęciom.

– Przypomina to portfolio, takie jak mają modelki – stwierdził Michał Krukowski i widząc pytający wzrok kolegów, wyjaśnił: – Kiedyś chodziłem z modelką, pokazywała mi swoje portfolio. Wyglądało podobnie do tego. – Wskazał palcem na skoroszyt. – To była jej duma, miała tam poukładane zdjęcia ze wszystkich sesji, w których brała udział. Portfolio to jest taki rodzaj wizytówki czy CV dla modelki. Przychodzi na casting, pokazuje portfolio i już wiadomo, gdzie, z kim i jak pracowała.

– Jak chodzi o kobiety, to jesteś skarbnicą wiedzy – odezwał się Igor Makowski, a Krukowski uśmiechnął się szeroko.

– To ciekawe, co mówisz – powiedziała poważnie komisarz. – Ale dalej nie rozumiem, po co nam to ktoś przysłał? – zastanawiała się. – Koperta zaadresowana jest na nasz wydział, więc nie może to być pomyłka.

– Może ktoś chce cię zachęcić do zmiany zawodu – rzucił Winnicki, patrząc na Natalię, ale ona się skrzywiła. – No co? Zośka mówi, że byłabyś idealna jako modelka. Nawet teraz chciała, abyś wystąpiła w jej pokazie, ale wybiłem jej to z głowy.

– Mądrze, nie lubię robić z siebie pajaca.

Gwiazdowska w milczeniu przeglądała skoroszyt, przyglądając się fotografiom z coraz większą uwagą. Kartkowała go w tę i z powrotem. Dopiero po którymś razie przewracania stron dostrzegła, że z tyłu, na wewnętrznej stronie okładki, była zrobiona prowizoryczna kieszonka, do której włożono dwie kartki.

Rozłożyła je na biurku obok skoroszytu i zaczęła czytać po cichu treść jednej z kartek, w czasie gdy koledzy jeszcze debatowali nad fotografiami pięciu młodych kobiet. Michał dzielił się z kolegami wiedzą dotyczącą modelek i ich pracy. Ich myśli powędrowały w zupełnie innym kierunku niż Natalii.

– Kurwa mać! – rzuciła nagle.

Zaskoczeni słowami komisarz koledzy przerwali rozmowę i utkwili w niej wzrok, gdyż rzadko przeklinała.

– List od mordercy – stwierdziła krótko.

– O czym ty mówisz? – zapytał Groszkowski, nie odrywając wzroku od zdjęć dziewczyn.

– Te dziewczyny nie śpią, one nie żyją! – krzyknęła Natalia. – Przeczytajcie sami.

Marcin wziął z jej ręki kartkę i zaczął czytać:

Lubię zabijać ludzi, to większa radość niż polowanie na dzikie zwierzęta w lesie.

To człowiek jest najbardziej niebezpiecznym ze zwierząt.

Zabicie człowieka to ekscytujące przeżycie, bardziej niż zbliżenie z dziewczyną.

Kiedy umiera, czuję się jak w rAju.

Była młoda i piękna, ale teraz nie żyje. Nie ona pierwsza i nie ostatnia.

Kładąc się w nocy, zastanawiam się nad kolejną ofiarą. Może to będzie piękna Blondynka, która opiekuje się dzieckiem sąsiadów.

Każdego dnia o tej samej porze zmierza w tę samą stronę, mijając moje oknA.

A może to będzie niebieskooka piękność, która oDważyła mi się odmówić randki.

A może czarnulka ze sklepu, do którego wpaDam, gdy wracam do domu.

Zrób mi przysługę i pilnuj swojej matki, żOny i siostry, bo jestem wszędzie.

Nie wiesz, gdzie się ukryłem i kto przykuł moją uwagę.

IgnoraNcja to głupia strata.

Pilnuj jej, aby nie poszła za mną jak baranek na rzeź.

Te, co nie żyją, skusiły się i nie przeciwstawiały.

Myślisz, że jestem chory?

Może, ale i tak nie zatrzymasz mojej gry. Wszystko kontroluję.

Umiesz mnie powstrzymać?

Umiesz mnie znaleźć?

Umiesz im pomóc?

JESTEM BLISKO, OTWÓRZ OCZY.

„Czarny”

Winnicki skończył czytać, ale nikt się nie odzywał, tylko wszyscy ponownie zaczęli przyglądać się zdjęciom ze skoroszytu. Pochylili się nad Gwiazdowską, dokładnie przypatrując się zwłaszcza tym fotografiom, na których dziewczyny spały. Nie byli przekonani, że słowa z listu są prawdziwe. Kobiety nie miały żadnych obrażeń, nie zauważyli nic, co by potwierdzało to, że nie żyją. Może ktoś robił sobie z nich żarty.

Naczelnik Wróblewski przez szybę gabinetu zobaczył niecodzienne zgromadzenie przy biurku Gwiazdowskiej. Zaciekawiony wyszedł ze swojego biura.

– Co tu się dzieje?

Wszyscy drgnęli wyrwani z martwej ciszy nagłymi słowami przełożonego.

– Chyba mamy nową sprawę – odpowiedziała niepewnie Natalia.

– Nie dostałem żadnego zgłoszenia.

– Dostaliśmy kopertę – zaczęła mówić Gwiazdowska, ale Wróblewski jej przerwał.

– Gwiazda, sprawę kopert już rozwiązaliście.

– Szefie, ale to coś nowego i znacznie mocniejszego niż koperty sprzed kilku miesięcy – wtrącił się Winnicki.

– Jeśli nie jest to jakiś głupi żart, to pachnie to seryjnym – dodał nad wyraz poważnie Groszkowski.

– Co wy pieprzycie? – zdenerwował się naczelnik.

– Proszę zobaczyć, co dostaliśmy – powiedziała Natalia.

Policjanci rozsunęli się, by Wróblewski mógł bez problemu nachylić się nad biurkiem komisarz.

– Poza albumem ze zdjęciami jest list od mordercy i jakiś rysunek, który przedstawia większe lub mniejsze kwadraty z numerami rzymskimi, arabskimi oraz literami. Jedno pole jest skreślone czerwonym iksem.

Naczelnik nie odzywał się, czytał list i po każdym zdaniu rzucał spojrzenie na zdjęcia dziewczyn.

– No nie wiem – rzucił sceptycznie po dłuższej chwili, poprawiając duże okulary na nosie. – Trzeba zapytać Maksa, czy jest w stanie powiedzieć, czy one faktycznie są martwe. To, że ktoś zrobił takie zdjęcia i napisał do tego list, nie oznacza, że jest to prawda. Może jakiś świr sobie z nami pogrywa.

– Podejdę do prosektorium, ale szczerze wątpię, aby Maks jednoznacznie odpowiedział na to pytanie, widząc tylko zdjęcia – stwierdziła Gwiazdowska.

– A masz inny pomysł? – rzucił zdenerwowany Wróblewski. Natalia wiedziała, że nie podobało mu się to, co widział. Przeczuwał duże kłopoty i mnóstwo pracy.

– Sprawdzę zgłoszenia o zaginięciach młodych dziewczyn – odezwał się Marcin.

– Pomogę ci, bo może być ich sporo, podzielimy się województwami – rzucił Stasiński, a gdy kierował się do komputera, naczelnik znowu się odezwał:

– To jest jakiś absurd, kto zgłasza na policję sam swoje zbrodnie?

– Szefie, przecież byli tacy seryjni mordercy, którzy lubili być w centrum uwagi. Lubili obserwować pracę policji i się z nią bawić. To dawało im poczucie, że są wyjątkowo sprytni i to oni kierują śledztwem – wyjaśnił Winnicki, a Wróblewski pokiwał głową z naburmuszonym wyrazem twarzy.

– Spróbujcie jakoś ustalić tożsamość przynajmniej jednej z dziewczyn, a wtedy będziemy się zastanawiać, czy to prawda, czy nie. Czy żyje, czy nie żyje. Nie będę ogłaszał alarmu, nie mając pewności, że ktoś nie leci z nami w kulki. Chcę mieć dowody, aby się nie zbłaźnić, że dałem się wkręcić w mistyfikację – stwierdził naczelnik i wrócił do gabinetu.

Gwiazdowska przypuszczała, że obawia się, iż jeśli przesyłka zawiera prawdziwą wiadomość od mordercy, to czeka ich szeroko zakrojone, trudne śledztwo. Seryjny morderca namieszałby w niewyobrażalny sposób. A gdyby się okazał narcyzem, który poinformuje media o swoich wyczynach, to znowu czekałby ich trudny okres, w którym musieliby uważać na każde słowo i gest. Natalii na samą myśl, że znowu miałaby się stać bohaterką mediów, zrobiło się niedobrze. Wraz z pojawieniem się seryjnego musieliby się również liczyć z tym, że śledztwo przybierze większy rozmach niż w przypadku tego sprzed kilku miesięcy. A ani Natalia, ani pozostali policjanci nie chcieli ponownie znaleźć się pod ostrzałem dziennikarzy. Nie mieli doświadczenia w prowadzeniu śledztw, w których podejrzany byłby seryjnym mordercą. Do tego typu spraw potrzebni są ludzie wykwalifikowani do tropienia takich zwyrodnialców. Gwiazdowska była pewna, że naczelnik Wróblewski nie ma ochoty ani na to, aby ponownie o jego wydziale mówiono w telewizji, ani na to, aby do sprawy dołączyli obcy funkcjonariusze. Przez ponad dwa lata zmagali się z przykrymi konsekwencjami wspólnej pracy Natalii z wydziałem do walki z przestępczością narkotykową. Dlatego teraz przypuszczała, że miał nadzieję, tak jak i ona, że przesyłka okaże się pomyłką. Jeszcze chwilę temu chciała, aby coś się wydarzyło, ale takiego kalibru się nie spodziewała.

– Idę do Maksa – stwierdziła Gwiazdowska po tym, jak Wróblewski wrócił do siebie, trzasnąwszy drzwiami. Zabrała skoroszyt z biurka i ruszyła do wyjścia. W progu usłyszała jeszcze ściszony głos Marka Groszkowskiego:

– Do kogo on ma, kurwa, pretensje?

– Boi się, że to prawda, bo wtedy zrobi się tu tłoczno – odpowiedział Stasiński.

* * *

Zjechała do podziemi komendy i jak najszybciej przeszła nieprzyjemnym korytarzem. Otworzyła ciężkie masywne drzwi, a kiedy znalazła się w śnieżnobiałym pomieszczeniu z metalowymi stołami, wzięła głębszy oddech. Nie przepadała za tym miejscem, mimo że nie przypominało prosektorium z filmów grozy. Wyglądało raczej jak sala szpitalna, a mimo to Natalia nie lubiła w nim przebywać. Za dużo było tam osób, które nie miały pulsu, więc panujący chłód ją stresował.

Gdy weszła do środka, od razu zobaczyła, że przy jednym ze stołów stoi Maksymilian Opaliński. Jak zawsze otaczało go grono kilkunastu studentów. Byli tak pochłonięci pracą i wykładem, że nawet nie zauważyli, że Natalia stanęła niedaleko. Nie chciała podchodzić bliżej, nie miała ochoty patrzeć na kolejną sekcję. Tę przyjemność zaliczała tylko wtedy, kiedy musiała, nigdy w dodatkowym wymiarze.

Głośno chrząknęła, żeby zwrócić na siebie uwagę.

– Gwiazda, wieki cię tu nie widziałem – powiedział na powitanie patolog, a spora grupa studentów spojrzała na nią z przelotną uwagą. – Co cię do nas sprowadza?

– Cześć, możesz rzucić okiem na zdjęcia, które dziś dostaliśmy? Chciałabym wiedzieć, co myślisz o osobach, które sfotografowano.

Lekarz zaintrygowany prośbą koleżanki odszedł od stołu, przy którym przeprowadzał sekcję starszego mężczyzny. Natalia chcąc nie chcąc, kątem oka zobaczyła nagie ciało z otwartą chirurgicznie klatką piersiową. Tyle lat, a ona nadal nie przywykła do tego widoku. Tłumaczyła sobie, że to dobrze, bo oznaczało to, że nie popadła w rutynę i znieczulicę.

Opaliński, zdejmując rękawiczki, rzucił do uczniów:

– Macie chwilę na dowolne grzebanie.

Natalia prychnęła z obrzydzeniem na jego słowa, a on uśmiechnął się z rozbawieniem. Następnie podała mu do ręki skoroszyt. Mężczyzna zaczął przewracać kartki.

– No i?

– Możesz na podstawie tych zdjęć powiedzieć, czy te dziewczyny nie żyją? – Wskazała palcem na kobiety leżące w pozycji, jakby spały.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Podziękowania

Chciałabym serdecznie podziękować osobom, bez których pomocy nie mogłabym pisać:

• Dziękuję moim rodzicom za to, że są moimi pierwszymi, zawsze szczerymi recenzentami. Chociaż najbardziej dziękuję za to, że mogę realizować swoje pasje i marzenia, bo każdego dnia mi to ułatwiacie, wspieracie i pomagacie. Bez waszej codziennej pomocy nie powstałaby żadna z moich książek. Bez Was codzienność by mnie przygniotła.

• Szczególnie podziękowania kieruję oczywiście do moich Wydawców, Bogumiły Genczelewskiej i Krzysztofa Genczelewskiego. Wasza pomoc i szansa, którą mi daliście, zmienia moje życie każdego dnia. Dzięki Wam mogę przeżywać niezwykłą przygodę.

• Dziękuję dwóm osobom, które współpracują z wydawnictwem i przyczyniają się do spełniania moich marzeń:

– Pani Barbarze Dybowskiej dziękuję, że zainteresowanie i oczekiwanie na kolejne moje teksty z wiarą, że będą jeszcze lepsze niż wcześniejsze.

– Wojtkowi Wawocznemu dziękuję, że potrafi zrozumieć moje czasem pokręcone myśli. Umie z nadmiaru moich słów wybrać te najodpowiedniejsze, a dzięki temu praca Wojtka staje się idealnym wizualnym dopełnieniem mojej.

• Dziękuję Annie Romaszkan za udzielenie odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące kryminologii, kryminalistyki i patomorfologii. Ani nic nie dziwi i nie przeraża, za co jestem jej wdzięczna.

• Dziękuję moim przyjaciołom: Joannie, Ani, Magdzie, Agnieszce, Michałowi, Maćkowi, Adamowi i Lucynie – jesteście ze mną każdego dnia, wspieracie mnie, motywujecie, słuchacie i szczerze oceniacie moje pomysły. Dzielicie ze mną radości i moje zwątpienia, dzięki temu nie odpuszczam.

Projekt okładki Vavoq (Wojciech Wawoczny)

Zdjęcie wykorzystane na okładce © Shutterstock / Oleksandr Grechin © Shutterstock / Duet PandG

Redakcja i korektaKatarzyna Szajowska

Skład i łamanieAkant

Tekst © Copyright by Kasia Magiera, Warszawa 2020 © Copyright for this edition by Melanż, Warszawa 2020

Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek elektronicznej, mechanicznej, fotograficznej lub innej formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-64378-88-1 Warszawa 2020 Wydanie I

Melanż ul. Rajskich Ptaków 50, 02-816 Warszawa +48 602 293 363 +48 602 630 508 [email protected] www.melanz.com.pl

Skład wersji elektronicznej [email protected]