Zośka od miłości - Anna Kasiuk - ebook

Zośka od miłości ebook

Anna Kasiuk

5,0

Opis

Po co ja się w ogóle w to pakowałam?! Chyba oszalałam! (…) Tylko idiotka postanowiłaby zostać pielęgniarką! A na dodatek jeszcze położną… – tak swoje zapiski rozpoczyna Jennifer Worth, autorka Call The Midwife, powieści, która pod postacią serialu Z pamiętnika położnej wzrusza widzów niezmiennie od czternastu lat. Anna Kasiuk również oddaje głos swojej bohaterce: Właściwie nie mogłam decydować o wyborze szpitala. Bardzo źle wspominałam to miejsce, ale nie miałam większego pola do manewru – mówi tytułowa Zośka od miłości. To dziewczyna po przejściach i z przeszłością, ale do wykonywania zawodu przystępuje z głową pełną ideałów. Wierzy, że za każdym razem, gdy rodzi się nowe życie, świat powstaje od nowa, a położna asystuje przy narodzinach nie tylko dziecka, ale i jego duszy. Jest świadkiem tego, że macierzyństwo budzi w większości kobiet to, co najlepsze. W większości… 

Na oddziale Zośka obserwuje różne przypadki. Poznaje ciężarną, która postanawia porzucić noworodka. Inna położnica traci dziecko zaraz po urodzeniu. Każdy przypadek budzi w bohaterce gorzkie osobiste wspomnienia. 

Zośka nie jest samotna, wchodząc do zawodu. Pierwsze kroki stawia prowadzona przez doświadczoną oddziałową. Helena to nie tylko przełożona. Dla Zośki staje się kimś więcej. 

Zośka od miłości, Zośka od kochania, Zośka od miłosierdzia, bo i tak jest nazywana, w swojej zawodowej podróży powiela drogę Jennifer Worth i dochodzi do wniosku, że każde dziecko jest poczęte z miłości lub pożądania, rodzi się w bólu, po którym następuje radość. A czasem wyrzuty sumienia...

Zapewniam, że wyrzuty sumienia nie grożą tym, którzy sięgną po Zośkę od miłości. 

Polecam

Ewa Hoffmann-Skibińska 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 248

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Veronica41pl

Nie oderwiesz się od lektury

Piękna i wzruszająca książka, która pozostanie w sercu czytelnika. Poznajcie Zośkę od miłości, pełną empatii położną, z którą będziecie mogli poznać wiele historii, które mają miejsce na oddziale położniczym. To historia napisana przez kobietę, o kobietach dla kobiet. To historia o przyjaźni, trudnych wyborach i tematach, o kobiecej solidarności ale i o zawiść, o powołaniu… To książka, którą koniecznie musicie przeczytać!
00



ZOŚKA

OD MIŁOŚCI

Copyright © Świat Równoległy FHU Anna Dworak-Stępień, 2026

Projekt okładki: Magdalena Batko

Zdjęcie na okładce: AdobeStock

Redakcja: Ewa Hoffmann-Skibińska – Redaktor Ewa

Korekta: Izabela Smug – Tekstowe Love

Łamanie iskład: Magdalena Batko – Tak się składa

ISBN 978-83-977247-7-8

Wydanie I

Warszawa 2026

Wydawnictwo REBEL ROSE

www.wydawnictworebelrose.pl

[email protected]

Świat Równoległy FHU Anna Dworak-Stępień

ul. Poprzeczna 4, Góra

05-124 Skrzeszew

Dystrybucja: ATENEUM M. KOGUT, A. ZEGIEL SPÓŁKA KOMANDYTOWA

Półłanki 12C, 30-740 Kraków

Tel. 12 263 82 98

Sklep Internetowy Wydawnictwa Rebel Rose

www.wydawnictworebelrose.pl

Tel. 509 173 226

Zapraszamy księgarnie ibiblioteki do składania zamówień hurtowych wsklepie wydawnictwa. Wszelkie informacje dostępne pod adresem: [email protected]

Wszelkie prawa zastrzeżone. Rozpowszechnianie ikopiowanie całości lub części publikacji wjakiejkolwiek postaci zabronione bez wcześniejszej pisemnej zgody wydawcy. Dotyczy to także fotokopii imikrofilmów oraz rozpowszechniania za pomocą nośników elektronicznych. Wydawca zezwala na udostępnianie okładki winternecie.

ANNA KASIUK

ZOŚKA

OD MIŁOŚCI

I

Właściwie nie mogłam decydować owyborze szpitala. Bardzo źle wspominałam to miejsce, ale nie miałam większego pola do manewru. Stypendium naukowe wystarczało na pokrycie podstawowych potrzeb, anie chciałam prosić opieniądze rodziców, którzy itak ledwo wiązali koniec zkońcem. Placówka, do której trafiłam, znajdowała się blisko mojego mieszkania, zaledwie kilka przystanków tramwajem. Aod tamtego zdarzenia minęło sporo czasu. Zpewnością nikt nie skojarzy mnie zsytuacją, jaka miała miejsce wsylwestrowy wieczór dwa lata temu. Amoże bardzo chciałam wierzyć, że nie zostałam zapamiętana, bo tylko wten sposób zdołam uporać się ztraumatycznymi przeżyciami? Przygotowując się do swojego pierwszego dnia wpracy położnej na oddziale położniczym, myślałam tylko otym, by nikt zpersonelu nie wspominał mnie, atakże, bym poradziła sobie wotoczeniu maluchów. Zawsze chciałam pracować jako położna, aodkąd moja siostra urodziła małą Julię, praca na położniczym stała się moją obsesją. Kocham dzieci, szczególnie te malutkie. Za ich zapach, bezbronność izależność od nas – dorosłych. One nigdy inikogo nie krzywdzą…

Ostatnie spojrzenie wlustro. Byłam gotowa. Długie ciemne loki ściągnęłam na karku gumką. Włożyłam dżinsy idopasowany T-shirt. Przecież itak wszpitalu dostanę komplet medyczny. Ciekawa byłam, wjakim będzie kolorze. Nie zapamiętałam położnych towarzyszących mi tamtego dnia dwa lata temu. Może na położnictwie obowiązuje zupełnie inny kolor strojów niż na patologii, na którą mnie skierowano? Coraz wyraźniej odczuwałam stres. Żołądek podchodził do gardła, kiedy wychodziłam zdomu, zupełnie jak podczas sesji egzaminacyjnej. Potem zaczęło padać. Nie przerażał mnie wiosenny deszcz. Lubię wiosnę, jednak tego dnia zależało mi, by wszystko poszło zgodnie zplanem. Wbiegając na przystanek tramwajowy, potknęłam się osłupek oddzielający przejście dla pieszych od przestrzeni przystanku irunęłam jak długa. Dlaczego tylko mnie spotykają takie rzeczy? Dlaczego wnajmniej spodziewanych momentach?, pomyślałam.

Dojechałam do szpitala przemoczona, jednak nie odbiło się to znacząco na moim nastroju. Owszem, zapomniałam ostresie, bo gorzej już być nie mogło. Zchwilą przestąpienia progu oddziału poczułam ogarniający mnie spokój, właściwie nawet błogostan. Panujący na oddziale położniczym harmider wywoływał we mnie odczucie przekroczenia jakiejś zadziwiającej granicy pomiędzy światami. Ten rzeczywisty, pełen niechcianych zdarzeń, przesiąknięty złem iobojętnością został za drzwiami, których szyby zaklejono folią maskującą. Nikt zzewnątrz nie mógł tak po prostu zajrzeć do środka icieszyć się panującym tu bezczasem. Kobiety oczekujące rozwiązania, ztwarzami wykrzywionymi grymasem bólu, przechadzały się korytarzem, masując zczułością pokaźne brzuszki. Ichoć cierpiały, wich oczach dostrzegałam radość iniepewność.

Czytałam, że kobieta wchwili największego poświęcenia, jakim jest poród, może wytrzymać ogromny ból. Iwidziałam to cierpienie wzgiętych postawach przyszłych matek, wich wykrzywionych twarzach. Jednak – ten wzrok… On zdradzał zupełnie innego rodzaju odczucia. Itych zazdrościłam kobietom.

Przemknęłam przez korytarz iodnalazłam pokój położnych. Wtedy znowu wróciło uczucie stresu. Awzmógł się on wchwili, gdy niepewnie pchnęłam drzwi ipoczułam na sobie spojrzenie pięciu par oczu.

– Dzień dobry. Nazywam się Zofia Kozak. Miałam się stawić dziś na położnictwie… – Rozmowy zamilkły, choć nie byłam pewna, czy słyszałam jakiekolwiek. Siedzące na starej kanapie irównie wysłużonych fotelach kobiety przyjrzały mi się badawczo, po czym każda odwróciła się do siedzącej obok.

– Wcharakterze? – rzuciła jedna znich.

– Zaczynam staż położnej na oddziale położniczym – odparłam słabym głosem.

– Awizytę wkadrach już zaliczyłaś?

– Tak – potwierdziłam. Iznowu ta piekielnie przytłaczająca cisza. Jakby jeszcze tego brakowało, moje własne poczucie pewności ulotniło się, szukając schronienia wjakimś najciemniejszym kącie duszy, bo zapragnęłam nagle znowu stać się małą dziewczynką, za którą zawsze stała dumna ipewna siebie mama.

Och, wmojej mamie, wtej prawdziwej, miałam zawsze oparcie. Później bywało różnie. Kiedy jednak zdecydowałam się na podjęcie studiów wWarszawie, apotem pracę wjednym ze szpitali, zostałam sama – zdana na siebie, lawirująca wprzestworzach marzeń opołożnictwie, walczyłam zpokusami, jakich dostarczało życie akademickie imłodość.

– Jeszcze raz: jak się nazywasz? – Dopiero gdy usłyszałam głos jednej znich skierowany bezpośrednio do mnie (którego uczepiłam się niczym nadziei na słońce wpaździernikowe popołudnie) wróciła mi pewność siebie. Weszłam do pokoju, uśmiechnęłam się ipodałam swoje nazwisko.

– Ja mam się tobą zająć – westchnęła starsza pani, na co pozostałe ponownie powiodły spojrzeniami po sobie i, co mnie nieco zaskoczyło, wymieniły porozumiewawcze uśmiechy. Nie zaprzątałam sobie tym spostrzeżeniem uwagi, bo patrząc na starszą koleżankę, ogarnęło mnie nagle dziwne przekonanie, że trafiam pod najlepsze skrzydła. Nie wiem, skąd mi to przyszło do głowy, ale poczułam się bezpiecznie. Prawdopodobnie chodziło owiek. Helena Makówka, bo tak przedstawiła się oddziałowa, zpewnością lat liczyła sobie więcej niż moje obie mamy, adystans, zjakim podchodziły do niej pozostałe położne, kojarzyłam zszacunkiem dla jej doświadczenia.

– Chodź, oprowadzę cię po oddziale – zaproponowała nieco oschle, budząc we mnie podświadomą potrzebę zaskarbienia sobie jej szacunku. Helena szybko zorganizowała dla mnie szafkę istrój. – Wtakim stroju nie możesz się przechadzać po oddziale – tłumaczyła każdą informację, zerkając na mnie zzainteresowaniem. – Będziesz powodowała niepotrzebny niepokój. Porodówka to specyficzne miejsce. Tym kobietom należą się wsparcie izrozumienie ich niekomfortowej sytuacji.

– Niekomfortowej?

– Lepiej, jeśli właśnie ztego założenia wyjdziesz. Nigdy nie wiesz, jaka jest historia tych kobiet. Nie każda pogodziła się ze zmianami zachodzącymi wjej życiu. Nie każda lubi przeprowadzane badania izaglądanie między nogi kilka razy dziennie. Są też takie, które cierpią na chroniczny lęk przed stratą dziecka, zanim się ono jeszcze pojawi na tym świecie. Przykładów mogłabym mnożyć wnieskończoność – ucięła nagle, dostrzegając chyba moje zainteresowanie.

– Wynika to zdoświadczenia, prawda? – pospieszyłam zwytłumaczeniem mojego zapartego tchu ipłonących policzków. Zawsze tak reagowałam na pochłaniające mnie informacje. Zapominałam ooddychaniu, amoje policzki płonęły czerwienią, co często stanowiło powód do żartów wśród koleżanek zroku.

– Dlaczego porodówka? – Helena, idąc przede mną powolnym krokiem, nagle zmieniła temat. Była krągłą kobietą. Odrobinę przyciasny strój opinał jej biodra, zwracając uwagę na taneczny niemal chód, jakim przemieszczała się korytarzami pomiędzy kolejnymi salami. Włosy Heleny ściągnięte wciasny kok nie miały najmniejszej szansy na wymknięcie się zmisternie upiętej fryzury. Lekko pociągnięte tuszem rzęsy ipermanentny makijaż brwi podkreślały subtelny urok mojej rozmówczyni.

– Bardzo lubię dzieci – odrzekłam naiwnie zajęta oceną Heleny.

– Itylko dlatego? – Nieco rozczarowany ton głosu natychmiast przywrócił mi determinację. Najpierw poczułam, że mogę jej powiedzieć, ale… zmieniłam zdanie. Jeszcze za wcześnie. Nie chciałam popełniać błędu zwyjawianiem swojej najstraszniejszej tajemnicy już teraz.

– Kocham dzieci ichcę dzielić się zdobytą wiedzą zmłodymi mamami. Ja… nie mam swoich, ale wiem, że wpierwszych chwilach, kiedy dziecko trafia wręce mamy, to właśnie położna przekazuje matce najwięcej istotnych informacji. Te zapadają wpamięć. Instynkt macierzyński skłania matki do zapamiętania istosowania się do przekazanej wiedzy. Ata zpierwszych chwil to ta najważniejsza. Poza tym…

– Masz rację – przerwała mi iprzystanęła przed salą, zza drzwi której dobiegały krzyki rodzącej. Od razu poczułam skurcz wżołądku. Popatrzyłam na Helenę imusiałam mieć nietęgą minę, bo moja rozmówczyni uśmiechnęła się pod nosem izdezaprobatą pokręciła głową. – Sucha wiedza igłowa nabita teoriami nie wystarczą, moje dziecko, by kształtować świadomość matek. Tu trzeba czegoś więcej. – Przez myśl przemknęło mi, że Helena specjalnie przyprowadziła mnie pod porodówkę, by konfrontować pozyskaną na studiach wiedzę zmoimi predyspozycjami. Otrząsnęłam się izajrzałam przez drzwi, powstrzymując lęk. Nie chodziło mi przecież ostrach przed widokiem krwi czy też niezręcznościami, do jakich dochodziło podczas porodu. To moje pierwsze niezależne starcie zzawodem. Jak inaczej miałam zareagować?

– Od czegoś trzeba zacząć, nieprawdaż? – rzuciłam ciut arogancko, czym nawet nie zwróciłam jej uwagi. Helena szła dalej, nie czekając na moją reakcję. Dopiero gdy zrównałam się znią ichciałam wrócić do tematu, odezwała się do mnie, na szczęście, tym samym co na początku tonem głosu:

– To pokój lekarzy. Pamiętaj, że lekarz jest od przepisywania leków iobserwowania. To ty stoisz najbliżej matki. Twoja więź znią przez ten krótki czas to najważniejszy moment. Ty przyjmujesz poród, nie lekarz. Ty odpowiadasz za przychodzące na świat dzieci. – Zamarłam. Czy podobna teza nie zakrawała na jakąś niesubordynację? Czy wyznając podobne teorie, nie stąpało się po cienkim lodzie? Przecież stanowimy zespół? Lekarze ipołożne mają jeden cel, myślałam, próbując wchaosie przemyśleń znaleźć logikę. – Nie patrz tak na mnie. Mówię ci, jak jest. Nie buntuję przeciw lekarzom, bo to oni są wyżej whierarchii, ale to my jesteśmy tu od brudnej roboty. – Wdalszym ciągu musiałam wyglądać mało przekonująco, bo Helena znowu pokręciła głową iwestchnęła ciężko: – Przyjdzie czas, to opowiem ci kilka ciekawych historii. Wtedy zrozumiesz. Wkażdym razie: przy pacjentce stoisz ty. Lekarz zjawia się tylko wtedy, gdy zaczynają się problemy albo poród trwa zbyt długo. To ty jednak decydujesz ojego przebiegu. Przynajmniej tak długo, aż nie zjawi się doktor inie wpłynie na twoje decyzje. Rozumiesz?

Pokiwałam głową bez zaangażowania.

– Zrozumiesz. Nadejdzie taki czas.