Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
1123 osoby interesują się tą książką
Dixie Potter zna się na wartościowych przedmiotach oraz specjalizuje się w uwodzeniu bardzo bogatych mężczyzn. Jest kochanką i pracownicą nowojorskiego przestępcy, dzięki czemu może zapewnić dostatnie życie dziadkom, których istnienie ukrywa.
Nie mówiąc o swoich planach szefowi, kobieta pojawia się w Jackson, na bankiecie u milionera, gdzie trafia na natrętnego, wytatuowanego mężczyznę, a jej uwagę przykuwa nie tylko jego atrakcyjny wygląd, ale też cenny zegarek.
Rayder Sinclair to australijski poszukiwacz złota i podrywacz. Pewnego dnia jego ojciec stawia mu warunek: mężczyzna musi związać się z córką właściciela konkurencyjnej kopalni. Jeśli tego nie zrobi, nie otrzyma rodzinnego majątku.
Kochający wolność Rayder nie zamierza się podporządkowywać. Porzuca swoje obowiązki i wyjeżdża do USA, gdzie zatrzymuje się w mieszczącej się w Jackson rezydencji przyjaciela i partnera biznesowego.
Podczas bankietu Dixie udaje się okraść Raydera. Ten jednak ją odnajduje i składa propozycję: aby uniknąć więzienia, dziewczyna wyjedzie z nim do Australii, by udawać jego ukochaną.
Sinclair natomiast nie ma pojęcia, że ona należy do kogoś bardzo niebezpiecznego.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 480
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Liliana Więcek
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Alicja Chybińska
Korekta: Katarzyna Chybińska, Martyna Janc, Iwona Wieczorek-Bartkowiak
Skład i łamanie: Paulina Romanek
Oprawa graficzna książki: Weronika Szulecka
Druk i oprawa: Abedik SA
ISBN 978-83-8418-444-8 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Epilog
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Dixie
Jackson, USA
Obracając w dłoni lampkę szampana, udawałam zainteresowanie projekcją złotej bransolety wysadzanej diamentami, prezentowanej w rezydencji właściciela Brighton Royal Jewers. Dyskretnie wodziłam wzrokiem za gospodarzem imprezy – Ripem Brightonem, przechadzającym się kurtuazyjnie po sali bankietowej i zagadującym swoich gości. Czekałam na idealny moment, żeby móc do niego podejść i zarzucić na niego sieć. W swojej sypialni mógł mieć wiele drogocennych rzeczy, a ja nie mogę wrócić do Nowego Jorku z pustymi rękoma. Nie po tym, ile stresu, energii i pieniędzy kosztowało mnie, by dostać się na ten bankiet.
Dostrzegłszy, że mój cel oddalił się do mniej zatłoczonej części sali, już zamierzałam ruszyć z miejsca, żeby dotrzymać mu towarzystwa, gdy u mojego boku ponownie zjawił się ten sam upierdliwy, lecz przystojny mężczyzna, którego już kilka minut temu grzecznie spławiłam. Nic nie chciało iść zgodnie z planem, a szkoda, bo powietrze przyjemnie przesiąkło zapachami luksusowych perfum, władzy i pieniędzy.
– Cześć, Złotko… widzę, że to cacko naprawdę przypadło ci do gustu – zauważył, przystanąwszy tuż obok.
Zaczęłam żałować, że włożyłam złotą sukienkę, bo zdecydowanie za bardzo rzucała się w oczy.
– Tak. Bardzo przypadło mi do gustu. – Odwróciłam się do niego plecami i jednocześnie zarejestrowałam, że już jakaś blondynka zdążyła przykleić się do Brightona.
Nie kojarzyłam laski, nie zauważyłam jej tu wcześniej, musiała przed chwilą pojawić się na imprezie. Nie wiedziałam też, czy właściciel BRJ pozostawał z kimś związany, bo jego życie prywatne owiane było tajemnicą, a to, co zdążyłam zgromadzić na jego temat, opierało się głównie na spekulacjach plotkarskich mediów. Wyglądali jednak, jakby się lepiej znali.
Poczułam irytację, że tygodnie moich przygotowań mogły pójść na marne.
– To zdradzisz mi wreszcie swoje imię? – drążył natręt i ponownie wyrósł tuż przed moją twarzą.
Jak najbardziej jego wygląd przyciągał uwagę i wpasowywał się w mój gust. Zza kołnierzyka jego białej koszuli wystawał fragment jakiegoś tatuażu, a drobne wzory znajdowały się nawet na palcach dłoni mężczyzny. Otaczała go dość swobodna aura. Przywodził na myśl prezentera podróżnika beztrosko przemierzającego świat i zarabiającego na dokumentowaniu swojej pasji. Możliwe, że w takim charakterze się tu pojawił, chociaż nigdy nie widziałam go w telewizji. Jego przydługie włosy w odcieniu ciemny blond swobodnie opadały na opaloną twarz pokrytą delikatnym zarostem. Na oko mógł być po trzydziestce, co już w pewien sposób dodatkowo dawało mi do myślenia. Nie nosił obrączki, więc albo należał do grupy rozwodników, albo kawalerów zdobywających kolejne nacięcia na ramie łóżka. Jego pewność siebie i napastliwość jasno argumentowały cel podrywu.
– Jessica – odpowiedziałam, posługując się fałszywą tożsamością influencerki, przyjętą, by się tu pojawić. Lewy paszport i konta społecznościowe kosztowały mnie majątek, lecz zwykle takie inwestycje zwracały mi się z nawiązką.
– Jestem Rayder i przyleciałem aż z Australii, żeby cię poznać – przedstawił się.
Faktycznie posiadał wyraźny australijski akcent.
– Jessico, czy mówił ci już ktoś, że jesteś bardzo piękną kobietą? – Puścił do mnie zalotnie oczko.
Wtedy zwróciłam uwagę na zielony i głęboki kolor jego tęczówek.
– Owszem. Pan. Jakieś pięć minut temu – wytknęłam.
Miałam nadzieję, że się wreszcie ode mnie odczepi.
– Ooo. Lubię ten pazur, bo pazur i czerwona szminka na ustach potrafią stworzyć niezwykłe połączenie – oznajmił, bezustannie patrząc na moje usta. – A ty co lubisz, piękna?
Uśmiechnęłam się ironicznie, a wtedy na tle wesołych rozmów rozbrzmiał delikatny dźwięk skrzypiec.
– Nie chce pan wiedzieć. – Upiłam łyk szampana, po czym oblizałam po nim usta.
– Ależ bardzo chcę – stwierdził.
Kątem oka dostrzegłam, jak blondynka przytula się do Brightona, pozując do wspólnego selfie, a potem, że podchodzi do nich kolejna para gości. Najpewniej właśnie straciłam cenną okazję, teraz będę musiała zapolować na kogoś innego, byle nie na swojego adoratora, bo pomimo średniej klasy garnituru i dobrze rokującego zegarka na nadgarstku, ewidentnie nie wyglądał na kogoś, kto śmierdzi kasą.
– Lubię, kiedy dorosły mężczyzna mówi wprost, o co mu chodzi, a nie robi podchody do pierwszej lepszej napotkanej kobiety jak napalony nastolatek.
Mężczyzna spuścił głowę, uśmiechając się pod nosem, lecz po chwili zlustrował mnie powoli od szpilek aż po same oczy.
– Okeeej – przeciągnął. – Nie uważam pani za pierwszą lepszą, ale jasną i konkretną komunikację też potrafię docenić. Zdecydowanie jestem napalony, lecz posiadam coś, co kategorycznie odróżnia mnie od nastolatków.
– Naprawdę? Chętnie się dowiem, co to takiego. – Uśmiechnęłam się ironicznie.
– Doświadczenie w szeroko rozumianym tego słowa znaczeniu i posiadam na poparcie tej tezy twarde dowody z życia wzięte, moja droga pani. – Z satysfakcją upił łyk wina.
– Ciekawe.
– Bardzo. Wiesz, co ma wspólnego poszukiwanie złota i kontakt z kobietą? – Przeszył mnie hipnotycznym spojrzeniem.
Och. Australijski poszukiwacz.
– I w jednym, i w drugim przypadku zawsze trafiam w odpowiedni punkt.
– Cóż za niepoprawna skromność – podsumowałam uszczypliwie.
– Skoro ty też nie lubisz owijać w bawełnę, to może chciałabyś zweryfikować prawdziwość tych słów w mojej sypialni? – wypalił wprost.
– W trosce o swoje zdrowie nie uprawiam seksu z nieznajomymi.
– Jestem zdrów jak ryba – zapewnił. – Czy istnieją jeszcze jakieś przeciwskazania?
– Owszem. Jestem dziewicą, czekającą na sakramentalne „tak” wypowiedziane temu jedynemu przed ołtarzem – sarknęłam.
Cóż za nachalny typ.
– Proszę to docenić, bo właśnie również zrobię coś po raz pierwszy w życiu – podjął, klęknąwszy przede mną na jednym kolanie. – A więc wyjdziesz za mnie, piękna nieznajoma? – zapytał przerysowanie poważnym tonem.
– Nie – wysyczałam, nerwowo rozglądając się po sali, bo ten błazen ściągał na nas niepotrzebne zainteresowanie gości, a na tym najmniej mi zależało.
– Daj się ponieść emocjom, nadobna niewiasto! – wyrecytował Rayder, chyląc czoła i teatralnie wyrzucając w bok wyprostowaną rękę.
– Odczepi się pan wreszcie ode mnie? – warknęłam wyższym tonem akurat w momencie, w którym podszedł do nas Brighton, chwycił klęczącego blondyna pod rękę i dźwignął do góry.
– Pani wybaczy mojemu przyjacielowi.
Przyjacielowi.No tak. Skądś to złoto musiał brać.
– Nic nie szkodzi. – Uśmiechnęłam się delikatnie i wskrzesiłam swoje wcześniejsze zamiary.
Obserwowałam, jak gospodarz pociągnął mojego adoratora w stronę wyjścia na taras i jak ten drugi sprawnie przechwycił butelkę wina od kelnera.
Rozejrzałam się, niektórzy goście zerkali na mnie, więc chwilowo to ja musiałam usunąć się w kąt. Wybrałam miejsce pod oknem, skąd mogłam śledzić znikających w ogrodzie mężczyzn. Udali się w kierunku oświetlonej altany, częściowo przysłoniętej krzewami.
Upiłam łyk szampana, czekając na kolejną okazję, żeby móc się zbliżyć do swojego pierwotnego obiektu zainteresowania. Prawdopodobnie wróci tą samą drogą. Niestety plany lubiły się komplikować i tak też stało się tym razem. U mojego boku przystanęli gość arabskiego pochodzenia i czarnoskóry mężczyzna.
– Dobry wieczór… chyba nie mieliśmy przyjemności się wcześniej spotkać – zauważył Arab, ujął moją rękę i szarmancko pocałował jej wierzch.
Lata praktyki nakazały mi odpowiedzieć dyplomatycznym, delikatnym uśmiechem, mentalnie zaś kipiałam ze złości i kazałam się im odpierdolić.
– To prawda, goszczę tu po raz pierwszy. Fantastyczna kolekcja. Mam nadzieję, że dostanę jedną z tych błyskotek od mojego męża z okazji zbliżającej się rocznicy ślubu.
– Życzymy, żeby prezent zawierał coś więcej niż tylko jedna błyskotka – odrzekł czarnoskóry mężczyzna.
Arab wysyłał mi jasny sygnał bezpośrednim spojrzeniem, że temat ewentualnego męża wcale go nie odstraszył, a wręcz przeciwnie. Możliwości na tym przyjęciu nie brakowało, na pewno nie wyjdę z pustymi rękoma.
Nie dziś.
– Ja również mam taką cichą nadzieję. Panowie wybaczą, ale muszę skorzystać z toalety. – Uśmiechnęłam się przepraszająco i natychmiast oddaliłam we wspomnianym kierunku.
Niech to szlag.
Stanąwszy przed oświetlonym lustrem w luksusowej łazience, odłożyłam torebkę na marmurowy stolik obok umywalki i spojrzałam sobie w oczy. Nie cierpiałam brązowego koloru soczewek, lecz idealnie komponowały się z mocnym makijażem i nietanią czarną peruką. Sięgnęłam po średniej wielkości torebkę, jej jedynej nie udało mi się dopasować do delikatnej, złotej kreacji. Musiałam jednak zabrać ze sobą kilka niezbędnych drobiazgów. Odnalazłam krwistoczerwoną szminkę i smagnęłam nią usta.
Po dłuższej chwili wyszłam z łazienki i zatrzymałam się przy stole z przystawkami, zaczęłam wodzić spojrzeniem po sali w poszukiwaniu pana Brightona. Kiedy nie odnalazłam go wewnątrz, udałam się na taras, gdzie kilku gości umilało sobie rozmowy paleniem papierosów. Odezwał się mój głód nikotynowy, więc przeszłam na sam koniec podwyższenia i oparłam się tyłem o barierkę. Odpaliłam fajkę, zaciągnęłam się nią głęboko i bezustannie wodziłam wzrokiem w poszukiwaniu gospodarza. Zamiast niego po raz kolejny dostrzegłam natrętnego mężczyznę, który zdążył mi się już nawet oświadczyć, samotnie wracającego z ogrodu. Od razu mnie dostrzegł, bo zamiast wejść do sali bankietowej, skręcił w moją stronę.
– A ponoć zapach tytoniu przeszkadza kobietom. – Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i wsunął jednego w usta. – A nie wyglądała mi pani wcześniej na damę ze skłonnością do nałogów.
Na złodziejkę też nie wyglądam, a nią jestem, odpowiedziałam mu w myślach.
Czułam, jak wpatruje się w mój profil w oczekiwaniu na odpowiedź.
– Gdzie pan zgubił swojego przyjaciela? – zmieniłam temat.
– Chyba właśnie przyczyniłem się do tego, że się wkurzył i raczej dziś już nie będzie nam go dane zobaczyć – odparł, ostatecznie podnosząc mi tym ciśnienie.
– Pan Brighton nie lubi, gdy jego kumpel oświadcza się jego gościom? – dociekałam, rozmyślając już nad planem „B”.
Arabowi ciążył ten złoty, masywny naszyjnik.
– Nie, ale to długa historia i nie warto jej teraz rozwijać. Lepiej ten czas przeznaczyć na miłą rozmowę o samorodkach – zaproponował.
– Nie wiem, czy mamy czas na rozmowę, zrobiło się dość późno. Która właściwie jest godzina? – Skierowałam wzrok na mężczyznę unoszącego dłoń w stronę bladego światła lampki ściennej.
– Nie ma co kończyć zbyt wcześnie, dopiero dochodzi północ – zauważył z zadowoleniem.
Coś innego jednak ponownie zwróciło moją uwagę.
– Ładny zegarek. Nigdy nie widziałam podobnego – zagadnęłam z ciekawością, wyczuwając dobry moment.
Może ten drobiazg chociaż częściowo zrekompensuje mi stracony wieczór, tym bardziej że ta konkretna ofiara wręcz podawała mi się na tacy i stanowiła o wiele atrakcyjniejszą opcję niż mężczyzna semickiego pochodzenia. Z doświadczenia wiedziałam, że Arabowie niechętnie oddawali kontrolę kobiecie.
– Och. Oszałamiająco piękna, niedostępna, uzależniona od tytoniu i jeszcze potrafi dostrzec prawdziwą sztukę – skomplementował, z podziwem spojrzał na gadżet zdobiący jego nadgarstek. – Nie noszę tego zegarka na co dzień. To bardzo cenna pamiątka po dziadku. Ten model pochodzi z lat trzydziestych dwudziestego wieku. Patek Philippe Calatrava – wyjawił, na co cała moja nadzieja powstała niczym feniks z popiołów. – Pewnie ta nazwa i tak ci nic nie mówi. – Zaciągnął się papierosem i opuścił dłoń.
Oczywiście, że mówi. A nawet wrzeszczy, że ten zegarek mógł okazać się wart kupę szmalu.
– Masz rację. Ta nazwa nic mi nie mówi – potaknęłam i powolnym ruchem zgasiłam papierosa w popielnicy. – Życzę panu udanych łowów. – Drgnęłam, żeby ruszyć z miejsca, ale wtedy Australijczyk zagrodził mi drogę. – Jest pan przystojnym, pewnym siebie, ale dość nachalnym adoratorem – stwierdziłam cicho, przenosząc spojrzenie na jego pełne usta.
Mężczyzna rozchylił wargi, po czym ze śmiałością się nachylił.
– I też wolnym australijskim ptakiem wyszkolonym do poszukiwania skarbów, a skoro zachowuję się nachalnie, to znak, że prawdopodobnie niebywale wpadłaś mi w oko – powiedział zmysłowo, balansując na granicy przyzwoitości.
Naprawdę miał w sobie coś nęcącego, możliwe, że wspomnianą przez siebie wolność. Postanowiłam więc przetestować granicę jego determinacji.
– Mam chłopaka – wyszeptałam, na co rozejrzał się wokół i znowu w ten specyficznie drapieżny sposób uniósł kącik ust.
– Nie widzę go tutaj. – Zaprzeczył głową. – Czego się boisz? Że sprawię, że będzie ci ze mną lepiej niż z nim i lepiej, niż mogłabyś to sobie wyobrazić?
– Boję się, że… – przechyliłam głowę, sprawiając, że nasze policzki otarły się o siebie z bezwstydną delikatnością – …nie pozwoliłbyś mi sobie udowodnić, że ktoś może okazać się odrobinę lepszy w te klocki od ciebie. – Mój głos odbił się od jego skóry, a oddech mężczyzny wyraźnie przyspieszył.
– A więc daj mi szansę się zaskoczyć.
– Złamię ci serce – ostrzegłam.
– Złam. – Przesunął opuszkami po moim ramieniu, splótł małe palce naszych dłoni i poprowadził za sobą.
Najłatwiejsza akcja w moim życiu.
Przeszliśmy przez salę bankietową, następnie skręciliśmy korytarzem, aż dotarliśmy do nieznanej mi części rezydencji. Rayder doprowadził nas przed białe drzwi, puścił moją rękę i chwyciwszy za klamkę, przyłożył palec do ust i zniknął za ścianą. Dosłownie kilka sekund później wyszedł, trzymając w rękach biały wazon pełen czerwonych tulipanów.
– Jessico, czy lubisz kradzione tulipany? – zagadnął wesoło.
Bardziej podoba mi się ten wazon, pomyślałam, kładąc dłoń na ustach, bo nie mogłam powstrzymać rozbawienia. Z wazonem jednak nie uda mi się opuścić tego miejsca. Nie wiem, skąd przyszedł mu do głowy tak durny pomysł.
– Och. Uwielbiam dostawać kwiaty – skłamałam.
Nie cierpiałam tego typu gestów. Zawsze kojarzyły mi się z tanią próbą złamania bariery kobiecej dostępności.
– Świetnie, bo są dla ciebie. – Objął naczynie jedną ręką, a drugą chwycił moją dłoń i zaprowadził mnie tym razem na piętro.
Facet posiadał na nadgarstku coś, co ostatecznie przekonało mnie do niego, poza tym cała akcja zapowiadała się wyjątkowo przyjemnie.
– Jesteśmy – zakomunikował, pożądliwie patrząc mi w oczy, gdy otwierał mi drzwi swojej sypialni.
Przekroczyłam próg powoli i rozejrzałam się po wnętrzu. Z westchnieniem odłożyłam torebkę na starannie zaścielone łóżko. Rayder odstawił kwiaty na stolik nocny i zdjął marynarkę. Podeszłam do wielkiego okna i spojrzałam na bezchmurne, czarne niebo.
– Piękna noc. Lubię gwiazdy – westchnęłam, a wtedy on pojawił się tuż za moimi plecami.
– Gwiazdy przy tobie to… chuj – oznajmił.
Rayder z pewnością nie urodził się pod żadną z tych szczęśliwych.
– Nie ma co, komplemenciarz z ciebie.
Odgarnął moje włosy na bok jak spragniony, żądny natychmiastowego spełnienia wampir.
– Oj, Złotko, żebyś wiedziała, jak ty na mnie działasz, to nie przyszłabyś tu ze mną – wyszeptał i przesunął wilgotnym koniuszkiem języka po moim karku, aż poczułam przyjemny dreszcz.
– Brzmisz teraz jak seryjny morderca – wydusiłam i z westchnieniem zamknęłam oczy.
Pozwoliłam mu chwilę na badanie swojej skóry językiem, a jego dłonie coraz odważniej zaczęły sunąć po jedwabistym materiale mojej sukienki.
– Przynajmniej nie zrobię ci krzywdy, piękna. – Mężczyzna odważnie zbliżał się dłonią do zbiegu moich ud, więc chwyciłam ją i obróciłam się twarzą do niego.
– Zdecydowałeś się na coś, więc pozwól, że zgodnie z planem to ja poprowadzę w tym tańcu – wymruczałam zadziornie w jego usta, dociskając uniesione kolano do jego krocza, na co wypuścił powietrze z niewątpliwym zadowoleniem. Zaczęłam stawiać minimalne kroczki, zmuszając Australijczyka do ruchu w tył, aż pchnęłam go na materac.
– Dziewica, tak? – zacytował mnie z frywolną nutą kpiny, obserwując, jak zsuwam ramiączka, a następnie pozwalam sukience opaść na podłogę. – A niech to – sapnął, zawiesiwszy spojrzenie na seksownej koronkowej bieliźnie.
Wypięłam się z gracją i usiadłam na jego brzuchu, a męskie dłonie od razu znalazły się na moich pośladkach. Skarciłam Raydera ruchem palca, po czym nachyliłam się do jego twarzy i wyszeptałam mu w usta:
– Rączki przy sobie, żołnierzu, w przeciwnym razie zostanę zmuszona dotkliwie cię ukarać.
Chwyciwszy go za nadgarstki, przeniosłam mu ręce nad głowę, na co ucieszony przejechał językiem po górnej wardze. Wyprostowałam się i ze skupieniem zaczęłam rozpinać guziki jego białej koszuli. Moim oczom zaczął ukazywać się wielki tatuaż na torsie, przedstawiający mapę i kompas, a pod nimi fantastycznie wyrzeźbione mięśnie brzucha.
– Lubisz tatuaże – zauważył, zatrzymując spojrzenie na mojej bieliźnie i wytatuowanej żmijce ciągnącej się od pachwiny do biodra. – Węże też lubisz… W Australii mamy ich pod dostatkiem.
Fuj. Nienawidziłam tych gadów, budziły we mnie potworny lęk, a ten tatuaż to nie ozdoba, tylko symbol przynależności.
– Bardzo lubię węże. – Postarałam się, by zabrzmiało to dwuznacznie, i zaczęłam odpinać klamrę paska jego spodni.
Mężczyzna stał się niebywale podniecony.
Rayder uniósł tułów, ułatwiając mi pozbawienie go koszuli. Tatuaże pokrywające silne ramiona i przedramiona tego faceta tworzyły efektowny obraz. Wzrok przykuwał realistyczny wizerunek smoka, o ciele oplecionym wokół lewej ręki, od barku aż po łokieć, a ogon stopniowo zanikał w cieniu zalewającym przedramię. Wzdłuż smoczych łusek wpleciono subtelne liście bluszczu. Prawą rękę w całości zdobiło wycieniowane tło i naniesiony na nie zgeometryzowany wzór przypominający abstrakcyjny splot linii. Uwielbiałam podziwiać staranne, nieszablonowe prace, a mocniej pokryci tuszem mężczyźni szczególnie trafiali w moje upodobania. Zapatrzyłam się, a Australijczyk, wykorzystując tę chwilę nieuwagi, przywarł do mnie gorącymi ustami i jednocześnie otulił dłonią pierś, by zacząć nachalnie ją uciskać.
Przyłapałam się na tym, że przez kilka sekund oddawałam pieszczotę z nieskrywaną przyjemnością. Po raz pierwszy w swojej karierze nabrałam nieprzekłamanej ochoty, żeby posunąć się krok dalej. Blokowała mnie jedynie myśl, że gdyby Max się o tym dowiedział, zajebałby mnie bez mrugnięcia okiem. A z drugiej strony, on nie miał pojęcia, że zaplanowałam samotną akcję. Nasza relacja należała do skomplikowanych, trudno mi nawet określić status naszego związku. Oficjalnie nie zostaliśmy parą, raczej partnerami biznesowymi, ale on i tak w pewien sposób mnie sobie przywłaszczył. Był nieobliczalnym i bezkompromisowym nowojorskim przestępcą, nie mówił, co i jak mam robić ani nie ograniczał mi wolności. Poza jednym. On mógł sypiać z innymi kobietami, ale mną nie zamierzał się dzielić z nikim.
Wystarczyła myśl o życiu w Nowym Jorku, żebym się opamiętała. Ponownie odepchnęłam od siebie Raydera, tak, że znów leżał na plecach, a ja zawisłam nad jego twarzą.
– Po raz kolejny nie posłuchałeś. Jesteś gotów odebrać swoją karę? – Przesunęłam językiem po jego ustach.
– Jak diabli – sapnął, emanując pożądaniem.
Odchyliłam się, sięgając po torebkę, z której wyciągnęłam parę niezbędnych gadżetów.
– Złotko… czy ty nosisz ze sobą… kajdanki? – zdziwił się, patrząc na moje dłonie z niepokojem.
Spokojnie, przystojniaku.
Musiałam szybko sprawić, żeby odsunął obawy i ponownie się zrelaksował. Opadłam na niego piersiami, ocierając się o jego męskość.
– To inny wymiar kary. – Oblizałam zmysłowo usta. – Przesuń się troszkę do góry, a zrobię z tobą takie rzeczy, że będziesz mnie błagał, bym przestała. – Sunęłam po męskim ramieniu zimnym gadżetem, aż skrępowałam pierwszy nadgarstek. Nie musiałam powtarzać, bo mężczyzna sprawnym ruchem ochoczo zbliżył się w stronę wezgłowia.
– Grzeczny chłopiec – pochwaliłam go.
Uniosłam się lekko i przełożyłam kajdanki przez metalowe przęsło łóżka, po czym przypięłam drugi nadgarstek. Z grymasem zadowolenia przesunęłam paznokciami po napiętych ramionach i bokach swojego jeńca, aż seksownie spiął mięśnie.
– Niegrzeczna dziewczynka – wydusił, totalnie podniecony, oddając mi całkowitą kontrolę.
– Kiedy ja dopiero zacznę być niegrzeczna.
Przemieszczając się w dół, językiem wyznaczałam mokrą ścieżkę środkiem atrakcyjnego ciała, obserwując, jak muskuły tego faceta napinają się w oczekiwaniu na rozkosz. Umieściłam palce za paskiem jego spodni, więc lekko uniósł biodra, pomagając mi się ich pozbyć. Przesunęłam opuszkami po wzorach na prawej nodze mężczyzny, którą również pokrywało nietuzinkowe zdobienie, dopracowane, nieskromne i powstałe w hołdzie dla życia jego właściciela. Tatuaż rozpoczynał się na udzie, gdzie widniał szczegółowy wizerunek kangura na tle otwartych przestrzeni australijskiego interioru, wśród drzew eukaliptusów charakterystycznych dla tego kontynentu. Wzór ten stopniowo przechodził w bardziej industrialny motyw w dolnej części nogi, gdzie w okolicach kolana znajdował się rysunek zestawu narzędzi wydobywczych: łopatka, wykrywacz metali i sitko, a wszystko łączyło się w kształt krzyża. Z tego symbolu wychodziły linie przypominające strumienie wody, jakby rzeka płynęła w kierunku stopy.
– Podoba ci się? – Dostrzegł moje zainteresowanie tuszowymi wzorami.
– Bardzo… – Przeniosłam wzrok na imponujący, uwolniony wzwód stanowiący idealne podsumowanie stanu, w jakim aktualnie się znajdował. – Już wiem, skąd ta pewność siebie i brak skromności – szepnęłam kokieteryjnie, na co uśmiechnął się wyraźnie z siebie dumny.
– On – zerknął na penisa – i twoja szminka – spojrzał na moje usta – to duet idealny – Przyciągnął mnie do siebie nogami, tak, że nabrzmiała męskość zatopiła się między moimi piersiami.
– Widzę, że skrępowane dłonie to jednak za mało – zauważyłam, podniosłam się i sięgnęłam po drugą parę kajdanek, a z torebki wyciągnęłam szminkę.
Uklęknęłam przy kolanach mężczyzny, wysunęłam szminkę, po czym umieściłam jej nasadę w ustach i nachyliwszy się, zaczęłam kreślić czerwone wzory po tym boskim ciele. Zatracony w przyjemności Rayder czujnie obserwował te powolne ruchy i sposób, w jaki zaczęłam naznaczać jego ciało.
– Będziesz grzeczny? – zapytałam, skończywszy obrysowywać linię „V” w dolnej części brzucha.
– Absolutnie nie – odparł z trudem, bo powolutku zaczęłam sunąć po żylastym centrum dowodzenia.
Mruknął z aprobatą i z zadowoleniem, gdy szminka starła mieniącą się kropelkę preejakulatu.
Przerwałam i odłożyłam kosmetyk na bok.
– Skoro ty nie będziesz, ja też nie mam zamiaru. – Odwróciłam się tyłem do niego i prowokacyjnie wypięłam pośladki, nachylając się do jego stóp. Skułam jego kostki, nie wierząc, z jaką łatwością mi to przyszło. W dolnej części łóżka brakowało ramy, więc tylko częściowo ograniczyłam swobodę jego ruchów i zrzuciłam swoją torebkę na podłogę. – Teraz już… jesteś cały mój. – Dumnie wyprostowałam plecy, czułam jego spojrzenie na kręgosłupie, wydawało się zbyt namacalne.
– O, skarbie, martwię się, czy posiadasz kluczyki, chociaż nie miałbym nic przeciwko, gdybyś robiła to ze mną bez końca – mruknął, unosząc lekko biodra.
Spojrzałam w dół, na imponujący penis, i z trudem przełknęłam ślinkę, fantazjując, jak by to było znaleźć się na nim. Ten facet autentycznie okazał się warty grzechu, lecz i tym razem musiałam obejść się smakiem. Jedyne, na co sobie pozwoliłam, to muśnięcie opuszkami aksamitnej skóry na całej jego długości.
– Twoje ciało to dzieło sztuki – skomplementował.
Musiałam szybko sprowadzić myśli na odpowiedni tor, zanim zrobię coś, czego obydwoje pożałujemy.
– Prawdziwe dzieło sztuki zrobimy z ciebie, słodziaku.
Sięgnęłam po szminkę i tym razem zaczęłam kreślić nią wzorki za pomocą dłoni. Na pachwinach mężczyzny namalowałam coś na kształt króliczych uszu, co fantastycznie komponowało się z pewną częścią ciała. Rayder nie mógł jednak dojrzeć mojego „dzieła”.
Zgrabnie obróciłam się przodem do niego i usiadłam mu na klacie. Z niejaką zazdrością wbił spojrzenie w tatuaż żmijki ciągnący się wzdłuż brzegu bielizny. Szarpnął kajdankami, zapominając, że ma skrępowane dłonie.
– Uszkodzisz pamiątkę po dziadku, pozwól… – ostrzegłam i sięgnęłam do jego dłoni tak, że brzuchem zawisłam nad jego twarzą.
Zaczął mnie po nim całować, jakby pragnął chociaż częściowo zaspokoić potrzebę dotyku. Odpięłam skórzany pasek zegarka i starannie odłożyłam przedmiot na stolik nocny obok wazonu.
– Może dla twojego dobra lepiej, żebyś mnie nie odpinała, bo w tym momencie nie chodzi mi po głowie nic delikatnego, co mógłbym z tobą zrobić.
– A mnie wręcz przeciwnie. – Ledwo wyczuwalnie musnęłam skórę jego ust. – Co ma się znaleźć na tym dziele sztuki? Kwiaty? Serduszka? Diabełki? Ptaszki? – wymieniałam, wysuwając bardziej szminkę.
– Wszystko, byle bym czuł na sobie twój fantastyczny tyłek.
– Każdą kobietę, którą udało ci się zaciągnąć do łóżka, komplementujesz w taki sposób?
– Tak, ale żadnej nie patrzę przy tym w oczy – oznajmił, mrucząc wręcz namiętnie.
Uśmiechnęłam się, przygryzając wargę, i zaczęłam malować serduszka wokół twardych męskich sutków. Czas płynął, a Rayder śledził każdy mój ruch w pełnym skupieniu, pozwalając się mazać wodoodporną szminką jak dzieciak własną twarz przed festynem.
– Pięknie. Jesteś naznaczony – podsumowałam, oceniająco wodząc wzrokiem po wszystkich namalowanych przez siebie wzorkach.
– Ale ty nie. – Przełknął ślinę i drgnął biodrami, płonąc z podniecenia.
– To mnie naznacz swoim smakiem. – Zeszłam z łóżka, sięgnęłam po krawat i wróciłam z nim do mężczyzny. – A to jest po to, żebyś nie krzyczał z zachwytu. – Przesunęłam materiałem po nabrzmiałym członku.
– O, skarbie. – Westchnął.
Chętnie uniósł głowę, więc przełożyłam przez nią krawat. Zanim jednak zacisnęłam wiązanie, zbliżyłam wargi do jego ust.
– Mówił ci już ktoś, że wyglądasz mega hot wymalowany szminką? – wymruczałam seksownie.
– Nie. Masz szansę stać się pierwsza.
– Nie. Nie zamierzam. – Jednocześnie z tymi słowami zdecydowanie pociągnęłam końcówki krawatu, błyskawicznie wiążąc mocny, podwójny supeł na jego ustach.
Zdezorientowany szarpnął głową i rękoma. Zanim zdążyłam oberwać skutymi nogami, zeskoczyłam z łóżka.
– Było miło, ale się skończyło – podsumowałam, pospiesznie sięgając po złotą sukienkę.
Twarz mężczyzny poczerwieniała, a jego stłumiony krzyk przyprawił mnie o szybsze bicie serca. Uwielbiałam ten moment.
– Nie szarp się, bo zrobisz sobie krzywdę – doradziłam.
Sięgnęłam po jego zegarek, a następnie po torebkę i wyciągnęłam z niej miniaturowy detektor GPS. Było to bardzo przydatne urządzenie służące do szybkiego testu, czy w przedmiocie nie został umieszczony nadajnik, chociaż w przypadku luksusowych zegarków nie pozostawało to powszechnie stosowanym rozwiązaniem, bo posiadały bardzo ograniczoną przestrzeń wewnętrzną i zazwyczaj wykonywano je wyjątkowo precyzyjnie. Instalacja modułu GPS wymagała miejsca na nadajnik, baterię i inne komponenty, co utrudniało wbudowanie ich w tradycyjną konstrukcję zegarka bez zmiany jego estetyki i funkcjonalności. W przypadku mechanicznej Calatravy stawało się to właściwie niemożliwe, a ingerencja w oryginalną konstrukcję znacznie obniżyłaby wartość przedmiotu. Niemiej wolałam dmuchać na zimne.
Czerwone światełko detektora szybko potwierdziło moje podejrzenia o braku nadajnika.
– Jessica dziękuje ci za fantastyczny wieczór, słodziaku. – Puściłam do Australijczyka oczko, a on się szarpnął, widząc, jak chowam zegarek do torebki, a potem znikam w garderobie. Przeszukałam kieszenie wiszących w niej ubrań, a w następnej kolejności postanowiłam sprawdzić stojącą tam walizkę.
Bingo,pomyślałam, wyciągając z pierwszej przegrody przezroczysty strunowy woreczek wypełniony samorodkami. Opuściłam garderobę, ostentacyjnie prezentując swojemu jeńcowi nowe znalezisko. Rozkosznie się rozzłościł i wił bezbronny na łóżku.
– Nie tylko Jessica, ale też twoje złoto bardzo ci dziękuje. – Uśmiechnęłam się do ofiary, chowając kolejne znalezisko, po czym przejrzałam się w lustrze. – Ty nie każdej patrzysz w oczy, a ja nie każdego okradanego mam ochotę przelecieć, bo przecież profesjonalistki tego nie robią, ale z tobą… no cóż… mogłabym nagiąć tę zasadę. – Ogarnęłam nagiego mężczyznę ponętnym spojrzeniem. – Nie kłamałam, mówiąc, że złamię ci serce. Do zobaczenia nigdy, słodziaku – pożegnałam się, posłałam mu całusa w powietrzu, a następnie ruszyłam do wyjścia.
