Zaginione laleczki - Key Dukey, K. Webster - ebook
Opis

Laleczka Benny’ego była chora, chora, chora,
tak jak i on do przemocy skora, skora, skora.
Razem więc ofiary swe śledzili, mordowali,
stworzyli mordercze duo; wszyscy się ich bali.
Lecz Benny za drugą lalką tęsknić nie mógł przestać.
Chciał ją odnaleźć i kochać; w swoje łapy dostać.
Z jedną laleczką nie chciał być już sam na sam,
więc dla niegrzecznej lalki stworzył swój szatański plan.

Czy miałeś kiedyś wrażenie, że twoja dusza łączy się z drugą duszą? Czy oddychałeś czyimś powietrzem? Czułeś, jak stajecie się jednością? Ja tak.
W końcu zaczęłam żyć, czuć, a nawet kochać, pomimo chaosu, który mnie otaczał.

Opuściłam gardę. Wpuściłam kogoś do swojego serca.

Detektyw Jade Phillips przegrała grę i wylądowała z powrotem w okrutnych szponach swojego oprawcy. Teraz jednak nie jest już małą dziewczynką, którą porwał przed laty. Nowa Jade jest silna. Twarda. A co najważniejsze, w akademii policyjnej nauczono ją, jak radzić sobie z psychopatami.
Niestety Jade nie jest sama. Porywacz wie, że może nią manipulować, wykorzystując do tego najbliższe jej osoby. W ulubionej grze Benny’ego (znanego także jako Benjamin Stanton) pojawiają się więc nowi gracze. Poprzeczka jest ustawiona bardzo wysoko. Czy Jade zdoła ją przeskoczyć? Czy da radę uratować siostrę, którą psychopata doprowadził już na skraj szaleństwa, i która sama powoli staje się psychopatką?

Wydaje się, że potwór nie ma najmniejszych szans z dwojgiem świetnych policjantów. Zwłaszcza, kiedy pani detektyw czai się na niego w jego własnej piwnicy. Szybko jednak wychodzi na jaw, że ktoś mu pomaga. Ktoś, kto nie powinien.

Choć zasady gry się zmieniają, Jade musi odnaleźć sposób, by wymierzyć sprawiedliwość mordercom i przechytrzyć ich, by odzyskać wolność. Tym razem już na zawsze.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 302

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


zakupiono w sklepie:

Sklep Testowy

identyfikator transakcji:

1611306877889808

e-mail nabywcy:

[email protected]

znak wodny:

Detektyw Jade Phillips przegrała grę i wylądowała z powrotem w okrutnych szponach swojego oprawcy. Teraz jednak nie jest już małą dziewczynką, którą porwał przed laty. Nowa Jade jest silna. Twarda. A co najważniejsze, w akademii policyjnej nauczono ją, jak radzić sobie z psychopatami.

Niestety Jade nie jest sama. Porywacz wie, że może nią manipulować, wykorzystując do tego najbliższe jej osoby. W ulubionej grze Benny’ego (znanego także jako Benjamin Stanton) pojawiają się więc nowi gracze. Poprzeczka jest ustawiona bardzo wysoko. Czy Jade zdoła ją przeskoczyć? Czy da radę uratować siostrę, którą psychopata doprowadził już na skraj szaleństwa, i która sama powoli staje się psychopatką?

Dillon Scott, partner i kochanek Jade, zrobi wszystko, by dopaść Benny’ego. Nie zatrzyma się przed niczym. Ma tylko jeden cel – uratować ukochaną. Zbiera kolejne poszlaki i kontynuuje dziką gonitwę, by wyrwać kobietę, którą kocha, z rąk potwora… Nie jest jednak jedynym, który rozpoczął polowanie. Kiedy próbuje dopaść psychopatę, psychopata próbuje dopaść jego.

Wydaje się, że potwór nie ma najmniejszych szans z dwojgiem świetnych policjantów. Zwłaszcza, kiedy pani detektyw czai się na niego w jego własnej piwnicy. Szybko jednak wychodzi na jaw, że ktoś mu pomaga. Ktoś, kto nie powinien.

Choć zasady gry się zmieniają, Jade musi odnaleźć sposób, by wymierzyć sprawiedliwość mordercom i przechytrzyć ich, by odzyskać wolność. Tym razem już na zawsze.

Tytuł oryginału

Pretty Stolen Dolls

Copyright © 2016 by Ker Dukey & K. Webster

All rights reserved

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2018

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Barbara Marszałek

Korekta:

Dariusz Marszałek

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Projekt okładki:

K. Webster

Przygotowanie okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Dystrybucja: ATENEUM www.ateneum.net.pl

Numer ISBN: 978-83-7889-737-8

Skład wersji elektronicznej:

Kamil Raczyński

konwersja.virtualo.pl

KILKA SŁÓW OD KER I K.

Książka Zaginione Laleczki porusza tematy, które mogą być uznane za obraźliwe. Jeśli jesteś wrażliwym czytelnikiem, bardzo prosimy, czytaj z rozwagą.

Prosimy także o nie spojlerowanie książki w komentarzach oraz recenzjach. Dziękujemy, że zechciałeś sięgnąć po naszą powieść. Mamy nadzieję, że Ci się spodoba.

DEADYKACJA

Naszym czytelnikom…

Jesteśmy przeszczęśliwe, że spodobali Wam się nasi

bohaterowie i razem z nami żyjecie ich historią.

Wasz entuzjazm jest dla nas ogromną motywacją.

Mamy nadzieję, że kontynuacja naszej powieści sprosta Waszym oczekiwaniom.

Tak więc powracamy znów… znów… znów…

Do Benny’ego strasznych snów… snów… snów…

Że to psychopata każdy wie… wie… wie…

Lecz jak historia Jade zakończy się… się… się…?

Kontynuacji nadszedł czas… czas… czas…

Łapcie za książkę, zapraszamy Was…

Przytulić misia dla odwagi możecie,

bo oto jesteście w Benny’ego chorym świecie.

„Chcę, by ktoś mnie zrozumiał – i pokochał – pomimo chaosu, który mnie otacza.

Nikt jednak nie może poznać kogoś naprawdę, o ile nie spojrzy na świat jego oczami.

O ile nie pochłonie go ten sam mrok.

O ile nie popełni tych samych czynów.

Aby nie być samotnym w swoich koszmarach, musisz pokazać je drugiej osobie.

Inaczej zostaniesz sam.

Z pustką w duszy”.

– Benjamin (Benny)

ROZDZIAŁ PIERWSZY~ Czarny ~

Benny

SPOGLĄDAM PRZEZ KRATY W DRZWIACH celi i widzę, że lalka się budzi. Jej ciało sztywnieje. Żyła na szyi pulsuje. Gdy tylko odzyskuje świadomość, zaczyna się bać.

Panikuje. Dyszy.

Jest zagubiona. Nic nie rozumie.

Idealna.

Idealna laleczka.

Kiedy wynosiłem ją na rękach z mieszkania, które nazywała domem, jej zapach niemal mnie obezwładnił. Jeszcze chwila, a po policzkach pociekłyby mi łzy radości.

Tak strasznie chciałem ją mieć z powrotem, że stałem się zbyt wrażliwy. Zdradzieckie emocje walczą z twardym jak kamień sercem.

Ona. Mnie. Kurwa. Zostawiła.

I zapłaci za to.

W tamtym mieszkaniu była tylko gościem. Jej prawdziwy dom jest tutaj. W celi. Muszę jej o tym przypomnieć.

– Co… dlaczego… skąd się tu wzięłam? – szepcze cichutko, wytrzeszczając oczy i z niedowierzaniem kręcąc małą główką. Laleczka jest w szoku. Nie wie, czy jest tutaj naprawdę, czy to jeden z jej koszmarów, które co noc oplatają jej zmęczony umysł obślizgłymi, czarnymi łapskami. – O Boże!

Jej głos odbija się echem w mojej głowie. Mam ochotę sam zacząć płakać. Byłem bez niej taki samotny. Czy ona w ogóle wie, jak ją kochałem? Jak bardzo za nią tęskniłem?

Patrzenie na to, jak szamota się w swojej celi niczym krab złapany w sieć, wcale nie przynosi mi takiej satysfakcji, jak zakładałem. Serce mi się kurczy. Ledwo bije, zamknięte w klatce. Gdybym mógł bez niego przeżyć, chętnie wyrwałbym je z piersi i wyrzucił, by pozbyć się ogromnego bólu, który lalka zostawiła w nim po swojej ucieczce. Uciekła od nas. Nie, nie od nas. Ode mnie.

Miłość to dzika bestia uwięziona w moim wnętrzu. Teraz rośnie w siłę. Rozkoszuje się pożądaniem, które niedługo zaspokoi. Wkrótce wszystko będzie dobrze. Laleczka potrzebuje tylko czasu, by zrozumieć swoją sytuację.

Już nigdy nie pozwolę jej uciec.

Jest.

Tylko.

Moja.

Wcześniej naiwnie wierzyłem, że zostanie w tym pokoju na zawsze. Że będzie posłusznie czekać, kiedy zechcę ponownie w nią wejść. Ale pewnego dnia… już jej nie było.

Moja niegrzeczna laleczka.

Przechytrzyła mnie i uwolniła się z więzów mojej ogromnej miłości.

Próbowałem się zmienić. Być kimś innym. Ale nigdy nie zdołałem pozbyć się tego bólu.

A teraz bezbronna lalka napina mięśnie i otwiera usta, by wydać z siebie głośny krzyk. Dostaję gęsiej skórki.

Boże, jak ja za nią tęskniłem. Znów będzie moja. Moja niegrzeczna lalka. Muszę tylko ją złamać. Przypomnieć jej, że jestem jej panem. A ona moją własnością.

– Macy… – pochlipuje. – Nie… To nie może być prawda. Jak… Skąd… Dlaczego tu jestem?

Ślinka mi cieknie na myśl o jej cierpieniu. Mam ochotę go posmakować.

Gdy zaczynam mówić, zamiera w bezruchu.

– Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi, niegrzeczna laleczko.

Już od dawna nie słyszała mojego głosu.

Nie czuła mojego twardego ciała ocierającego się o jej miękką skórę.

Nie kuliła się przed moim gniewem.

Już od bardzo, bardzo dawna.

Zaczyna histerycznie płakać. Unoszę w górę kąciki ust. Tak strasznie tęskniłem za słodkim głosem jej rozpaczy.

– Dlaczego to robisz? – pyta, mocząc gorącymi łzami żywoczerwone policzki. – Dlaczego?!

Drapię się po podbródku i unoszę brwi.

– To długa historia – odpowiadam, posyłając lalce złośliwy uśmiech. – Na całe szczęście mamy baaardzo dużo czasu.

Wsłuchany w żałosne pochlipywanie, pozwalam sobie na ucieczkę w przeszłość. Do niej.

Do mojej siostry.

Bethany.

Budzę się w środku nocy. Za drzwiami słyszę kroki i nerwowe szepty. Mój żołądek skacze w brzuchu niczym ryba, którą wyjęto z wody.

Odsuwam kołdrę i powoli schodzę ze starego, niewygodnego materaca. Niepewnym krokiem ruszam w stronę korytarza.

Dlaczego akurat tej nocy nabrałem odwagi, by wyjść z pokoju?!

Stare zawiasy skrzypią. Jeśli tata zobaczy, że nie śpię, ukarze mnie swoją pałką. Mam już siedem lat. Nie raz przekonałem się, jak bolą te uderzenia. Tej samej pałki tata używa w pracy, kiedy łapie przestępców. Tak mówi.

Po szarych ścianach korytarza tańczą ciemne cienie. Moja klatka piersiowa szybko unosi się i opada. Słyszę w uszach dźwięk swojego mocno bijącego serca. Jest głośniejszy niż kiedykolwiek.

Nieświadomie rozmasowuję ręką pośladki, które wciąż bolą po ostatnim laniu. Dostałem je, bo obudziłem tatę w środku nocy. Nie powinienem znów ryzykować. Ale muszę. Jakaś nadludzka siła woła mnie, bym opuścił bezpieczny pokój i poszedł w stronę odgłosów.

Ciekawość zabiła kota. Tata ciągle to powtarza.

Wysuwam głowę za futrynę i patrzę w głąb korytarza. Od razu zauważam białą, zwiewną koszulę nocną. Materiał wiruje wokół szczupłego ciała mojej matki. Wygląda, jakby do mnie machał.

Hej, Benjaminie – zdaje się mówić. – Jak miło cię widzieć.

Mama krąży wokół wejścia do pokoju mojej starszej siostry. Porusza ustami, chociaż nic nie mówi.

Długie ciemne włosy zasłaniają jej twarz. Gdybym nie wiedział, że to ona, uznałbym ją za ducha.

Ale duchy nie są prawdziwe.

To żywi prześladują żywych.

Nie martwi.

Moja starsza siostra, Bethany, ma jedenaście lat. I nawet ja, naiwny siedmiolatek, widzę, że zawsze jest smutna. Wydaje się pusta w środku; jak ciało bez duszy, poruszające się po świecie wbrew swojej woli.

Raz powiedziała mi, że nienawidzi tych rzeczy, które zrobił jej tata.

Ciosy zadane policyjną pałką bolały jak diabli, ale tata karał nas tylko wtedy, kiedy robiliśmy coś złego. W dzieciństwie myślałem, że siostra musiała ciągle być niegrzeczna, bo nigdy nie potrafiła usiąść na krześle, nie krzywiąc się przy tym z bólu.

Kiedy zacząłem dorastać, zrozumiałem, że tata nie karał jej za złe zachowanie. Karał ją, bo był chory.

I to ona go zaraziła.

To przez nią miał w oczach ten złowieszczy blask.

Zatruła jego umysł.

– Mamo? – szepczę cichutko, kuląc się w miejscu. Mam nadzieję, że moje słowa dotrą jedynie do niej. Nikt inny nie może ich usłyszeć.

Mama podskakuje. Odwraca głowę, zaskoczona.

– Benny, chodź do mamusi – prosi, rozkładając szeroko ramiona. To te same ramiona, w których często szukam pocieszenia po karach, które wymierza mi tata.

Kolana uginają się pode mną. Mimo to biorę głęboki oddech i zaczynam iść. Spoglądam jeszcze za siebie, by upewnić się, że drzwi sypialni rodziców są zamknięte. Jeśli tata się obudzi, będzie wściekły.

Mama przyklęka na progu pokoju siostry i ściska moje małe dłonie w swoich. Dotyk stwardniałych opuszków na mojej skórze wydaje się dziwny. Jak sama mówi, ma dłonie szwaczki. To dlatego skóra na jej palcach jest starta i popękana.

Zajmuje się tworzeniem lalek. Takich pięknych, porcelanowych. Takich, które podobają się wszystkim dziewczynkom na targowisku. Ich rodzicielki zawsze chwalą pracę mamy. Mówią, że jej lalki są wyjątkowe. Śliczne. Jedyne w swoim rodzaju. Mama jest bardzo dumna ze swoich dzieł. Zawsze z przejęciem ogląda, jak stają się dla dziewczynek ukochanymi, małymi laleczkami.

– One muszą być idealne, Benny – powtarza, kiedy pozwala mi malować ich usta na czerwono. I ma rację. Jeśli choć jedna rzęsa odstaje w złym kierunku, klienci tracą zainteresowanie. Nie chcą nieidealnej lalki. Żądają innej.

Mama zawsze dąży do perfekcji. To dlatego ludzie tak uwielbiają jej zabawki.

Klęczy przede mną z wytrzeszczonymi oczami. Jej usta są blade, niemal sine. Delikatnie potrząsa głową.

– Kocham cię, Benny. Kocham ciebie i twoją siostrę. Ona też była idealną laleczką, ale tata ją zniszczył. – Z jej ust wyrywa się zdławiony płacz.

– Ale jak to? – Marszczę brwi. Niczego nie rozumiem. Jestem zaspany i nieco oszołomiony.

– Bethany była jak jedna z laleczek mamusi. Była piękna. I nie wolno było jej zniszczyć.

Jej słowa nie mają sensu. Robię się coraz bardziej zmęczony. Kiwam więc głową i szepczę tylko:

– Okej.

Mam nadzieję, że to chciała usłyszeć.

Twarz mamy oświetla lampka nocna z pokoju Bethany. Dla niewinnych oczu wygląda jak anioł. Ale zza jej pleców dochodzi odgłos daleki od anielskich śpiewów. Brzmi demonicznie.

Brzmi jak ryk zarzynanej świni stłamszony poduszką.

Potwornie.

Obscenicznie.

Obrzydliwie.

Powoli podnoszę głowę. Patrzę na pokój znad ramienia rodzicielki. Powietrze jest gęste. Nie jestem w stanie nabrać pełnego oddechu.

W rogu sypialni widzę jakąś zgarbioną postać.

Trzęsie się.

Jęczy.

Syczy.

Jest nago.

Nagle uświadamiam sobie, że to tata.

Moje ciało paraliżuje lodowaty strach. Będzie wściekły, kiedy zobaczy, że nie śpię!

Spoglądam z powrotem na mamę. Nie siedzi już przy mnie. Podchodzi powoli do łóżka Bethany.

W sypialni siostry czuć słodki zapach. I coś metalicznego. W ustach mam przedziwny posmak. Zupełnie, jakbym polizał baterię. Chce mi się wymiotować. O nie, nie mogę tego zrobić. Jeśli pobrudzę wymiocinami dywan Bethany, tata na pewno mnie ukaże. A mama go nie powstrzyma. Nienawidzi bałaganu.

Niespodziewanie słyszę matczyny śpiew; łagodny, uspokajający.

Lalka panny Polly była chora, chora, chora,

Polly się zmartwiła, zadzwoniła po doktora.

Przyszedł więc pan doktor. Wziął kapelusz swój i teczkę

I do drzwi zapukał, chociaż za głośno troszeczkę.

Śpiewała nam tę piosenkę zawsze, kiedy byliśmy chorzy. Teraz bierze jedną z poduszek siostry i mruczy pod nosem słowa, które nabierają złowieszczego charakteru.

Spoglądam na Bethany leżącą na posłaniu.

Czerwień.

Czerwień.

Czerwień.

Taka sama jak na ustach porcelanowych lalek mamy.

Pościel nie jest już biała. Jest czerwona.

Na twarzy siostry widzę ciemne siniaki. Od kącika jej oka aż do ust ciągnie się głęboka, cięta rana. Śliczne, brązowe oczy, takie same jak moje, są smętne i bez życia. Kiedyś zawsze świeciły radosnym blaskiem. Ale to było dawno, bardzo dawno temu. Teraz bledną. Zupełnie, jakby z siostrą działo się coś złego… Coś nieuchronnego.

– Bethany – szepczę cicho jej imię, a bolesny ucisk w moim żołądku przenosi się do gardła. Mój język jest gorzki. Chciałbym go połknąć. Powstrzymać wymioty. Ale zaraz… zaraz nie będę w stanie. Zataczam się do tyłu i uderzam plecami w ścianę.

Mama siada na łóżku. Ignoruje mokre, karmazynowe plamy, które brudzą jej nocną koszulę. Pochyla się nad Bethany. W dłoniach wciąż ściska poduszkę.

– Mamo? – wyduszam z trudem, ale ona tego nie słyszy. Nie słyszy nawet okropnych dźwięków, które wydaje z siebie tata, wyrywając z głowy kępki włosów.

Mama przyciska poduszkę do twarzy Bethany. Przez jedną, krótką chwilę cieszę się, że nie muszę już oglądać tych pustych, brązowych oczu i okropnych ran. Małe, dziewczęce ciałko wierzga pod ciężarem dorosłej kobiety. Stoję w miejscu jak zamurowany, w milczeniu błagając, by mama zostawiła ją w spokoju. Jednak ona tylko śpiewa.

Podszedł do laleczki, by dokładnie ją obejrzeć.

„Ależ panno Polly, ona w łóżku musi leżeć!”.

W końcu odnajduję głos w gardle i krzyczę:

– Mamo, przestań! Mamo!

Wypisał receptę. Leków dużo, dużo, dużo.

– Mamo, nie. – Płaczę. – Mamo, proszę, przestań!

Trzask.

Do apteki Polly leci chyżo, chyżo, chyżo.

Pokój Bethany rozmazuje mi się przed oczami. Nic nie widzę przez łzy. Mrugam szybko, by się ich pozbyć, ale jest już za późno. Siostra przestała się poruszać.

– Bethany – chlipię.

Nie odpowiada. W pokoju słychać już tylko zbolałe jęki taty.

Mama spokojnie do niego podchodzi. Policzkuje go. Szybko i celnie. Jego głowa odwraca się raz w jedną, raz w drugą stronę z każdym kolejnym uderzeniem. Nigdy nie widziałem, by mama wpadła w taką furię.

– Zboczeniec! Jesteś obrzydliwym zboczeńcem! To była moja mała, śliczna laleczka! A ty ją zniszczyłeś!

Jeden cios.

– Chory zboczeniec!

Drugi.

– Obrzydliwy zboczeniec!

Trzeci.

Nagle, bez ostrzeżenia, tata łapie ją za ręce i prostuje zgarbione plecy. Znów jest tak wysoki jak zwykle. Wielki i silny. Władza promieniuje od niego niczym ciepło od rozpalonego ogniska. Cały drżę.

– Dosyć tego – warczy, ale zaraz potem jego twarz łagodnieje. – Przepraszam, okej? Nie powinienem jej dotykać. To był wypadek. Nie chciałem jej skrzywdzić.

– Ostrzegałam cię, co się stanie – odpowiada mama. Jej głos jest całkowicie wyprany z emocji. Taki ton zupełnie do niej nie pasuje.

Ta scena przyprawia mnie o dreszcze. Choć tak naprawdę nie rozumiem, co się dzieje.

Czasami widzimy coś, ale nie wiemy, co.

W pokoju siostry nie widzę potworów – tylko rodziców.

– Wracaj do łóżka – rozkazuje tata roztrzęsionym, ale stanowczym głosem.

Odchodzę bez słowa sprzeciwu, na miękkich nogach. Nie jestem tak głupi, by protestować.

Odczuwam dziwny ból. Wszędzie. Zimny strach przeszywa mi na wskroś klatkę piersiową.

Dlaczego moje serce wydaje się teraz takie puste?

Mrugam, powracając ze świata wspomnień do rzeczywistości. Boli mnie gardło. Właśnie opowiedziałem niegrzecznej lalce o Bethany.

Następnego dnia po tej przerażającej nocy, pokój siostry był idealnie czysty. Wyglądał tak samo jak zwykle.

Tylko jej w nim nie było.

Zniknęła. Na zawsze.

Już nigdy nie wróciła.

Przez jakiś czas żyliśmy we trójkę.

Aż któregoś dnia to również się zmieniło.

– Och biedny, chory Benny – Jade drwi w swojej klatce. Jej ciało dygocze. – Twoi rodzice byli dokładnie tak samo pojebani jak ty.

Słowa lalki odpędzają resztki wspomnień o siostrze. Są niczym werbalny cios. Pieką. Duszą uczucia, które do niej żywię.

Jej bezczelność wywołuje we mnie niesamowitą złość. Gniew wibruje pod powierzchnią mojej skóry. Żąda upustu. Natychmiast.

Uderzam pięścią w drewniany panel w jej celi. Moje ramię boli. Powieki drżą.

Jade prawie nie reaguje. Napina mięśnie i wygląda na gotową do walki.

– Zadałaś pytanie, laleczko, więc dałem ci pieprzoną odpowiedź – warczę. Bestia, która się we mnie ukrywa, drapie pazurami i otwiera paszcze. Chce zaatakować. Tracę kontrolę.

A ona nawet się nie wzdryga.

Trzeba to naprawić.

Przechylam głowę. Ślinię się na samą myśl o tym, na ile sposobów mogę ją ukarać.

Na ile sposobów mogę ją zranić.

Chcę, by znów trzęsła się na mój widok.

Niegrzeczna laleczka musi sobie przypomnieć, co to strach.

Przewrócę jej świat do góry nogami. Odbiorę wszystko, do czego tak bardzo się przywiązała. Wypełnię każdą część jej umysłu i ciała… sobą.

ROZDZIAŁ DRUGI~ Oleista czerń ~

Jade

MOJE KOSZMARY…

Mroczne wspomnienia o potworze, który mnie więził, powracają jak żywe.

Minęło całe osiem lat. To bardzo długo.

Wystarczająco długo, by choć po części wyprzeć z pamięci to okropne miejsce.

By zagłuszyć poczucie winy spowodowane zostawieniem siostry w sidłach mordercy.

By zapomnieć.

Ale ja nigdy nie zapomniałam.

Nieważne, jak usilnie próbowałam, moje wspomnienia zawsze pozostawały tak świeże, jak gdyby to wszystko działo się teraz.

Tutaj.

Od początku wiedziałam, że kiedyś jeszcze się spotkamy. Odkąd stąd uciekłam, poświęciłam życie poszukiwaniom. Polowałam. Czekałam.

Poświęciłam życie jemu – na zawsze.

Może i uwolniłam się ze swojej celi, ale pozostawałam zamknięta w klatce własnego umysłu – w którym on wciąż był moim panem.

Bezwzględnym. Nieustępliwym.

I tylko przy Dillonie zdołałam na chwilę uwolnić się z więzów potwora.

Przy Bo nigdy nie czułam tego, co przy nim. Dillon był ze mną, gdy zachowywałam się jak suka, trzymał mnie w ramionach, kiedy opadałam z sił, a co najważniejsze – walczył przy moim boku w poszukiwaniu zemsty. Ale Bo…

Bo?

Przez płacz zaschło mi w gardle. Cała się trzęsę.

Kiedyś nagość oznaczała dla mnie słabość. Naga byłam bardziej podatna na zranienie.

Nie miałam na sobie zbroi.

Później to moja odznaka stała się zbroją. Walczyłam, by ją zdobyć. I mam ją. Więc teraz, choć znów mnie rozebrał…

Nie jestem już słaba. Jestem tylko kurewsko wkurzona.

Benny porwał małą Jade, kiedy miała zaledwie czternaście lat.

Była naiwna i głupia.

Zwabił ją do furgonetki. Poszła za nim posłusznie.

Wpadła w pułapkę razem z młodszą siostrą.

Potwór ją ranił.

Gwałcił.

Torturował. Głodził.

Tak długo, aż uciekła.

Ale teraz…

Teraz Benny nie porwał małej Jade.

Porwał detektyw Jade Phillips.

Najbardziej bezwzględną policjantkę w rejonie.

Sukę.

Podobno lesbę.

Chodzący koszmar.

Zamiast kulić się w łóżku, wspominając okrutną przeszłość, staję więc na nogi.

Obserwuję go.

Teraz patrzę na niego inaczej. Strach przed karą, którą z pewnością dla mnie przygotował, ukrywam głęboko w sobie. Trzęsące dłonie zdradzają nieco moją wewnętrzną walkę. W głowie wyświetlają mi się obrazy tego, jak mnie bije, gwałci i torturuje. Przeżyłam już to wszystko, wszystko, co najgorsze. I przeżyję to po raz kolejny. Przez lata uczyłam się, jak radzić sobie z takimi psychopatami jak on. Marzyłam o szansie, by znów spotkać właśnie JEGO.

Oto moja szansa.

Odczuwam coraz mniejszy strach. Ciężko pracowałam, by stać się kobietą, którą teraz jestem. Silną. Twardą. Taką, która nie da dojść do głosu małej, przerażonej dziewczynce, która kryje się gdzieś w głębi mojej duszy. Użyję wszystkiego, czego się nauczyłam. Mam doświadczenie w radzeniu sobie z psycholami. Poznam słabe strony potwora. Przejrzę go na wylot. I pokonam.

Już raz z nim wygrałam. Uciekłam. Tym razem nie będę biec. Wezmę Macy za rękę i spokojnie stąd wyjdę.

Macy.

Psychol twierdzi, że przez osiem lat usychał z tęsknoty za mną.

Ja w tym czasie również miałam obsesję na jego punkcie.

Analizowałam każdą pieprzoną rzecz, jaką mi zrobił.

I wszystko, co zrobił innym.

Co zrobił Macy.

Serce mnie boli, kiedy zastanawiam się, czy ten psychopata zepchnął ją w pieprzoną króliczą norę?

Czy wyprał jej mózg? Zamienił w tę… posłuszną, małą laleczkę?

Jako policjantka, chciałabym przeniknąć do jej umysłu. Rozłożyć go na maleńkie części, przeanalizować i złożyć z powrotem.

Ale jestem też jej siostrą. Siostrą, która ją zostawiła. Pozwoliłam potworowi namieszać jej w głowie i zrobić z niej swoją uległą zabawkę. Macy nie miała wyjścia. Musiała współpracować. Pomogła mu mnie porwać… Może po prostu też za mną tęskniła?

Macy.

Poczucie winy płynie w moich żyłach i zatruwa każdą komórkę. Dreszcze tną mi skórę niczym ostre żyletki. Chcę krzyczeć, ale nie mogę.

Cokolwiek Macy zrobiła, to ja jestem za to odpowiedzialna. Czy kiedykolwiek mi to wybaczy?

Nieważne, jak bardzo Benny ją zniszczył. Muszę sprowadzić siostrę do domu.

Sprowadzę ją do domu.

A on zginie.

– To ci się nie uda. Nie tym razem, Benjamin – oznajmiam bez cienia emocji, ocierając z policzka ostatnią łzę.

Mój wstyd.

Jeśli zamierzam przechytrzyć tego dupka, muszę przestać myśleć jak przerażona dziewczynka i zacząć zachowywać się jak policjantka.

Jestem wściekła, że zdołał tak długo pozostać w ukryciu. A na dodatek złapał mnie w pułapkę!

Jednak wiem, że potrafię go przechytrzyć. Choć powinnam zrobić to wcześniej. Mogłam zauważyć, w co ze mną pogrywa i już dawno zakończyć tę grę.

Słyszę znajomy brzdęk kluczy. Potwór otwiera drzwi do celi. Ogromny strach pcha moje serce na granicę szaleństwa. Jednak gdy tylko ją przekracza, łapię je natychmiast i sprowadzam z powrotem.

Po skołowanym mózgu krąży milion myśli.

Moja dusza umiera z każdym kolejnym oddechem, a świat coraz szybciej wiruje.

Podłoga osuwa mi się spod nóg, kiedy dociera do mnie świadomość, że tak – ja naprawdę znów znalazłam się w środku koszmaru. W brzuchu mrocznej, krwiożerczej bestii. Przygryzam wargę, by powstrzymać jej drżenie i biorę głęboki wdech. Usiłuję skupić uwagę wyłącznie na oddychaniu. I modlę się, by drżące nogi zdołały utrzymać mnie w pionie.

Powietrze staje się gęste i gorące. Dźwięki i obrazy są wyraźne i jaskrawe. Ja jednak widzę i słyszę je tylko z góry. Lewituję nad koszmarem, nie chcąc stać się jego częścią. To jak śnienie na jawie lub oglądanie sztuki zza sceny. Z wysokości, hałasy są zaledwie cichymi pomrukami, a obrazy stają się rozmazane i niewyraźne.

Mój mózg nie dopuszcza do siebie świadomości, że znów wpadłam w łapy Benny’ego. Że ponownie jestem w klatce z tym potworem, który samą swoją obecnością zatruwa powietrze, którym próbuję oddychać.

Szybko rozglądam się po pomieszczeniu, ale wiem, że nie znajdę w nim żadnej broni.

Cholera. Doświadczenie już mnie tego nauczyło.

Wszystko, czego mogłabym użyć, jest albo za drzwiami, albo stoi przykręcone do podłogi.

Gdy olbrzymie cielsko Benny’ego wypełnia przestrzeń niewielkiej celi, głośno nabieram powietrze i przygotowuję się do walki.

Jest ogromny. Większy niż pamiętałam.

Nigdy go nie pokonam…

Przynajmniej nie fizycznie.

Będę musiała walczyć za pomocą umysłu. Przechytrzyć go.

Zamyka za sobą drzwi i patrzy na mnie przymrużonymi, pełnymi nienawiści oczami.

Zaciska szczękę, mierząc wzrokiem moje nagie ciało. Czarna koszulka opina się wokół umięśnionej klatki piersiowej i wielkich bicepsów. Przez te lata musiał ciężko pracować nad muskulaturą.

Nienawidzę go.

Wkłada klucze do kieszeni dżinsów i sfrustrowany przeczesuje palcami skołtunione, ciemnobrązowe włosy. Kiedy nabiera powietrza, jego pierś wędruje w górę. Wygląda jak goryl, który zaznacza swoje terytorium.

– Zostawiłaś mnie – mamrocze.

Zamieram w miejscu. Marszczę brwi i gapię się na niego, ogłupiała.

No pewnie, że go zostawiłam!

Ale powiedzenie mu prosto w twarz, że to przecież oczywiste, nie byłoby mądre. Unoszę więc podbródek i patrzę w jego ciemne oczy.

– Przywłaszczyłeś sobie to, co nie należało do ciebie.

Cela wydaje się jeszcze mniejsza, kiedy Benny znów staje się potworem. Podnosi powoli głowę, przez co wygląda na wyższego. Napina mięśnie. I przeszywa mnie wzrokiem na wylot.

Jego ręka podryguje. Wiem, co za chwilę nastąpi. Przygotowuję się już na przyjęcie ciosu, ale… On tylko niepewnie stawia krok w moją stronę.

Opuszcza napięte ramiona i odwraca głowę w bok. Wzdycha, a następnie spogląda na mnie spod zmarszczonych brwi. Ma w oczach coś dziwnego. Zagubienie?

Wygląda, jakby nie wiedział, co ze mną zrobić.

– Musiałem cię mieć. Byłaś moja. Byłaś moją małą laleczką, ale uciekłaś. – Spuszcza wzrok i na zmianę zaciska i rozprostowuje pięści, po czym mocno zagryza zęby.

– Krzywdziłeś mnie – oznajmiam spokojnie, choć mam ochotę krzyczeć: Jesteś pierdolnięty!

– Byłaś niegrzeczna – wyjaśnia. – Niegrzeczne lalki muszą ponieść karę.

Przyglądam się jego twarzy. Nie wygląda już na wściekłego. Teraz w jego oczach dostrzegam tęsknotę. To mnie zaskakuje. Chyba naprawdę mu mnie brakowało… Mnie albo lalki, którą chciałby, żebym była.

Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego wybrał akurat mnie?

Dlaczego nikt inny nie spełniał jego wymagań? Dlaczego zamordował te wszystkie dziewczyny? Za to, że nie były mną?