Ven - Ker Dukey K. Webster - ebook + audiobook
BESTSELLER

Ven ebook i audiobook

Ker Dukey, K. Webster

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

10 osób interesuje się tą książką

Opis

Wybuchowy. Zwycięski. Odważny.
Mężczyźni z rodu Vetrov rodzą się, żeby wykonywać rozkazy. Będą żyć tak, jak każe im ojciec, i robić to, co ten dla nich zaplanował. A może nie?
Veniamin Vetrov jest przygotowywany do objęcia władzy i zarządzania imperium. Dlatego przychodzi na spotkania do domów innych rodzin mafijnych, gdzie są omawiane ważne sprawy organizacji. Jednak tak naprawdę to go nie interesuje. Krew w jego żyłach rozgrzewa Diana Volkov.
Ciągle jeszcze jest dla niego za młoda, ale on już ją sobie upatrzył. Veniamin wie, co rządzi jego światem: rozgrywki, plany, przebiegłe posunięcia. Nic nie jest przypadkowe. I mężczyzna szybko przekona się o tym, że Diana zaczęła z nim swoją grę.
Ta dziewczyna nie jest dla niego. Jej ręka dawno została obiecana komuś innemu. Veniamin zrozumie, że są reguły, którymi nie będzie się kierował, i rozkazy, których nie wykona. Jeżeli chce mieć Dianę, zrobi wszystko, żeby tak się stało.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                Opis pochodzi od wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 356

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 28 min

Lektor: Ker Dukey & K. Webster

Oceny
4,5 (345 ocen)
216
86
31
10
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Mgm25

Z braku laku…

Nie podobała mi się.Za dużo przemocy,seksualnych wynaturzeń.
30
myszkaa877

Nie oderwiesz się od lektury

tom 2 jest o wiele lepszy od pierwszego choc tamten wcale taki zly nie byl. zatem nie pozostaje mi nic innego jak napisac Polecam serdecznie
10
Marta5151

Całkiem niezła

Przemoc seksualna, narkotyki, handel żywym towarem, dewiacja seksualna. Komu nie przeszkadza niech czyta.
10
susiecave

Dobrze spędzony czas

świat przedstawiony w tych książkach jest okrutny do sześcianu, styl pisarski jest ok ale to co tam się dzieje ...
10
Weronika8608

Dobrze spędzony czas

chwilami dla mnie za mocna, okropne traktowanie kobiet, nie podobało mi się poatepowanje z Kiera i jej matką
10

Popularność




Tytuł oryginału

Ven

Copyright ©  2018 by Ker Dukey & K. Webster

All rights reserved

Copyright © for Polish edition

Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne

Oświęcim 2022

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Kinga Jaźwińska-Szczepaniak

Korekta:

Magdalena Mieczkowska

Edyta Giersz

Redakcja techniczna:

Paulina Romanek

Projekt okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8320-225-9

POSTACI

(w kolejności władzy i wpływów)

Najważniejsze rodziny:

Rodzina Wasiliewów (Gospodarze Igrzysk)

Yuri – Ojciec (wiek: 52 lata)

Vera – Matka (wiek: 45 lat). Wkrótce po narodzinach bliźniąt opuściła rodzinę.

Vlad – Najstarszy brat (wiek: 22 lata)

Vika – Siostra bliźniaczka (wiek: 18 lat)

Viktor – Brat bliźniak (wiek: 18 lat)

Rodzina Wetrowów

Yegor – Ojciec (wiek: 59 lat)

Anna – Matka (wiek: 45 lat). Nie żyje.

Veniamin „Ven” – Najstarszy brat (wiek: 28 lat)

Niko – Drugi brat (wiek: 19 lat). Nie żyje.

Ruslan – Trzeci brat (wiek: 18 lat)

Andru – Brat Yegora

Timofiej – Kuzyn, najstarszy syn Andru

Rodion – Kuzyn, drugi syn Andru

Zahkar – Kuzyn, adoptowany syn Andru

Rodzina Wolkowów

Leonid – Ojciec (wiek: 55 lat)

Olga – Matka (wiek: 46 lat)

Diana – Starsza siostra (wiek: 24 lat)

Irina „Cień” – Młodsza siostra (wiek: 18 lat)

Vas – Brat przyrodni (wiek: 18 lat)

Anton – Ochroniarz Diany (wiek: 51 lat)

Rodzina Woskobojnikowów

Iosif – Ojciec (wiek: 61 lat)

Veronika – Matka (wiek: 55 lat)

Ivan – Starszy brat (wiek: 30 lat)

Artur – Młodszy brat (wiek: 28 lat)

Alyona – Najmłodsza siostra (wiek: 19 lat)

Rodziny drugorzędne:

Rodzina Orlowów

Arkady – Najstarszy syn (wiek: 28 lat)

Rodzina Koslowów

Nestor – Ojciec (wiek: 55 lat)

Antonina – Matka (wiek: 49 lat)

Stepan – Jedyny syn (wiek: 19 lat). Nowy zawodnik Vlada na Igrzyskach.

Rodzina Baskinów

Alfred – Ojciec (wiek: 52 lata)

Monica – Matka (wiek: 47 lat)

Kira – Córka (wiek: 24 lata)

Rodzina Egorowów

W pozostałych rolach:

Darya – Dziewczyna w piwnicy

Rada – Służąca Wasiliewów

Wybuchowy

Wspaniały

Waleczny

Wetrow

OD AUTOREK

Niniejsza książka ma charakter literacki. Imiona, postacie, miejsca i zdarzenia stanowią wytwór wyobraźni autora lub zostały użyte wyłącznie fikcyjnie, a wszelkie podobieństwo do osób faktycznych, żyjących lub zmarłych, instytucji, wydarzeń lub miejsc jest całkowicie przypadkowe.

Prolog

Ven

Kiedyś…

Jestem prześladowany. Brązowe włosy. Złote oczy. Podstępna mała gwiazdeczka. Pieprzona Vika Wasiliew.

Ciężko wzdycham, wchodząc do posiadłości Wolkowów, żeby uciec przed tym stworem, który próbuje mnie naciągnąć na zabawę w berka. Jakby miała radar, który sygnalizuje moje pojawienie się w pobliżu. Gdy była dzieckiem, to było nawet słodkie, ale teraz jest po prostu wkurzające.

Zbliżam się do salonu, z którego dobiega głos Yuriego Wasiliewa. Zwalniam kroku, by usłyszeć, co mówi. Gdzieś z tyłu słyszę odgłosy drobnych kroków, więc przywieram do ściany, by ukryć się w cieniu przed wścibskim małym prześladowcą. Kiedy zbliżam się do otwartych drzwi znajdujących się kilka metrów dalej, głos Yuriego przybiera na sile. Rozmawia z moim ojcem, Yegorem Wetrowem, i głową innej ważnej rodziny, Leonidem Wolkowem, na temat zdrady ich współpracownika, Alfreda Baskina. Od niedawna jest to temat większości rozmów. Alfred był głową jednej z pomniejszych rodzin związanej z interesami Wasiliewów, a więc również z naszymi. Wpadł w tarapaty za jazdę po pijanemu, ale zamiast zachować się jak prawdziwy mężczyzna i ponieść konsekwencje, zaczął sypać. A mój ojciec najbardziej gardzi zdrajcami. W naszym świecie takich ludzi należy usuwać, tak jak raka – pozbywasz się choroby całkowicie, by nie rozprzestrzeniała się dalej. A jeśli jednemu okażesz słabość, inni pomyślą, że też mają pole do manewru. Całej jego rodzinie przyjdzie zapłacić cenę za tę zdradę.

– Od tygodni nie pojawiły się żadne nowe informacje – warczy Leonid, którego głos niesie się po korytarzu, odbijając się od ścian.

Napięcie jest tak namacalne, że nawet ja je czuję, a jeszcze nawet nie wszedłem do pokoju.

Alfred złamał wszystkie zasady, dzięki którym cieszył się bogactwem, bezpieczeństwem i dobrymi stosunkami z najważniejszymi rodzinami. W zamian za uniknięcie więzienia przekazał władzom informacje na temat jednego z transportów mojego ojca – transportu, do którego miał dostęp tylko dlatego, że Yuri Wasiliew i mój ojciec zgodzili się, by Alfred mógł wybrać spośród przywiezionych kobiet te, które miałyby trafić do Wasiliewów. Przesyłka została przejęta, kobiety zatrzymano, a pięciu ludzi mojego ojca trafiło do aresztu i postawiono im zarzuty. Ale w przeciwieństwie do Alfreda ci mężczyźni wiedzieli, czym jest lojalność. Szczęście, że nie istniał żaden papierowy ślad łączący nas z tymi ludźmi; w końcu mój ojciec nie znalazłby się tam, gdzie jest, popełniając takie szczeniackie błędy. Brak aresztowania spowodował, że przedstawiciele władz zaczęli wywierać większy nacisk na Alfreda, żądając więcej informacji i sekretów – chcieli zatrzymań na wielką skalę, które mogłyby pogrzebać całe imperia.

– Musimy uczynić przykład z tego drania – burczy Leonid, czemu towarzyszy szmer poparcia.

Może i Alfred przekazał władzom informacje dotyczące wszystkich rodzin Wysokiego Rodu, ale bez konkretnych dowodów mogli nas tylko śledzić. I robili to za każdym razem, gdy opuszczaliśmy posiadłość, w nadziei, że doprowadzimy ich do czegoś, co mogliby przeciwko nam wykorzystać i tym samym nas zniszczyć.

Nie przewidzieli tylko tego, z kim przyjdzie im się zmierzyć.

Nam nigdy nie towarzyszy strach czy wahanie. Nie uciekamy i nie staramy się ukrywać. Nie dajemy się pokonać.

Uśmiecham się na myśl dotyczącą mojego ojca, który oświadcza, że rząd to kpina, a wtedy przez salę przetacza się gromki śmiech.

Rząd przeczesał wszystkie zakamarki naszej zgodnej z prawem działalności, próbując znaleźć nieprawidłowości lub ślady wskazujące na nasze nie do końca legalne interesy. Na ich nieszczęście za pieniądzem idzie władza, a najważniejsza rodzina znajduje się na samym szczycie łańcucha pokarmowego. Po wyświadczeniu paru przysług i wręczeniu kilku łapówek wszystko zostało zamiecione pod dywan i ulotniło się jak kamfora głównie dzięki wtykom Wasiliewa na szczeblu rządowym.

Gdy cała sprawa przycichła, Alfred i jego żona Monica oraz córka Kira uciekli. Kira, z którą dorastaliśmy, jest mniej więcej w tym samym wieku co Diana, ale to nie powstrzymało naszego ojca od grożenia jej śmiercią, gdy tylko znajdzie się w jego rękach. Zdaję sobie sprawę z ciemnych stron tych interesów – do diabła, sam w nich uczestniczyłem – ale nie podoba mi się zabijanie dzieciaków. Pod tym względem cieszę się, że Kira ukrywa się ze swoim ojcem – zdrajcą. W końcu: dlaczego miałaby płacić za jego grzechy? Gdybyśmy wszyscy kierowali się tą logiką, mielibyśmy przejebane.

– Chcę go dostać w swoje ręce, kiedy tylko go złapią – zrzędzi ojciec.

– Absolutnie nie – prycha Yuri. – Zabiorę go do mojej posiadłości, gdzie będzie można się nim odpowiednio zająć.

Nadal kłócą się o to, kto będzie mógł zabić Alfreda, gdy już go znajdziemy – właściwie to nic nowego. Ale to nie ta kwestia sprawia, że jestem nerwowy. Otóż, wiem, że za jakieś trzy sekundy znajdzie mnie dziesięcioletnia dziewczynka i wtedy wszystkie sprawy rodzinne pójdą w odstawkę. Będzie mnie zamęczać, dopóki Yuri nie wpakuje jej do swojego samochodu i zabierze do domu.

Jest wkurwiająca i przepełniona złem. Nie dam się nabrać na jej słodką powierzchowność, za to jej starszy brat, Vlad, z czasem się przekona, że jego małej siostrzyczce udającej księżniczkę bliżej do Lolitki, wydaje się mieć więcej niż te dziesięć lat, które faktycznie skończyła.

Cholera, zarówno ona, jak i jej brat bliźniak są bardzo dojrzali jak na swój wiek, z tym że Vika udaje, że wcale tak nie jest.

Razem z moim młodszym bratem, Niko, nazywamy ich „chodzącymi kłopotami”.

Próbuję przemknąć obok salonu, by zdobyć drinka, zanim będę musiał zmierzyć się z tym całym gównem, ale woła mnie ojciec.

– Veniamin, chodź tutaj.

Świetnie, czyli jednak na trzeźwo.

Ponieważ jestem najstarszy, oczekuje się ode mnie wypełniania pewnych obowiązków. A teraz, gdy mam dwadzieścia lat, jestem wzywany do udziału w większej liczbie spotkań, niż bym miał na to ochotę. W zeszłym roku, w wieku dziewiętnastu lat, musiałem wziąć udział w pierwszych dorocznych Igrzyskach. Dzięki mojemu zwycięstwu nasza rodzina zarobiła mnóstwo kasy. To były niezwykle brutalne zawody – i nadal wymagają dopracowania – ale z pewnością Yuri Wasiliew miał w nich jakiś cel, gdy je planował.

Tamten dzień to była prawdziwa rzeźnia.

Zabij albo zgiń.

Igrzyska, które musiałem wygrać, nie było innej opcji.

I wygrałem. Wywalczyłem również większy prestiż. Więcej pieniędzy. Więcej uwagi ze wszystkich stron. Więcej wszystkiego. Więcej krwi na moich rękach – której nigdy nie będę w stanie zmyć.

– Ojcze – witam go, wchodząc do salonu. Spoglądam na znajdujące się w pokoju osoby, aż w końcu mój wzrok pada na Dianę. Reaguję z lekkim opóźnieniem. Kurwa, ależ ona jest piękna. Minął ledwie miesiąc, może dwa, odkąd widziałem ją po raz ostatni, ale tak szybko się zmienia, że nie mogę nadążyć.

Uśmiecha się do mnie. Bije od niej pewność siebie. W wieku szesnastu lat powinna zajmować się tym, co robią nastolatki – tym, co sam robiłem jako nastolatek – ale nie ona. Diana jest posłuszna i obrała sobie za cel przynosić chlubę swojej rodzinie. Ogromnie ją szanuję. I gdyby była nieco starsza, mógłbym się o nią starać, wbrew woli mojego ojca. Ona nie jest mi przeznaczona. Tak mi kiedyś powiedział, gdy odkrył, że bardzo się lubimy, i to mnie, kurwa, zabolało. Nie lubię, gdy dyktuje mi się, co mogę, a czego nie – można to nazwać buntowniczą stroną mojego charakteru. Jednak mimo to zawsze byłem posłuszny jego życzeniom, więc postanowiłem sobie, że nigdy nie dojdzie między nami do żadnych kontaktów fizycznych, bez względu na to, jak pięknie Diana rozkwitnie i jak cholernie uwodzicielska się stanie. Wygląda na to, że ostatnio właśnie to zrobiła. Rozkwitła. Jest jak róża, piękna i silna, która otwiera się w gorący letni dzień, by odsłonić skrywane płatki.

Od zawsze wpadała w oko, miała zachwycającą twarz, a duże błękitne oczy przypominały krystaliczne jeziora, w których aż chciało się zanurzyć. A teraz? Teraz wygląda na to, że już stała się kobietą, w dodatku zajebiście jej to wyszło. Każe stawać fiutom na baczność i jej salutować. Kurwa, mój na pewno stoi.

– Diano. – Witam ją skinieniem głowy, po czym zajmuję miejsce obok na sofie.

Ma wyprostowane plecy i uniesiony podbródek. Długie, jedwabiście czekoladowe włosy opadają jej na plecy. Odwraca lekko głowę i patrzy na mnie tymi swoimi czystymi, błękitnymi oczami. Są wyjątkowo jasne z ciemniejszymi drobinkami na tęczówkach; świetliste i zapierające dech w piersiach. Usta pomalowała śmiałym odcieniem, który sprawia, że do głowy przychodzą mi rzeczy, o jakich żaden mężczyzna nie powinien myśleć, biorąc pod uwagę jej wiek.

– Chciałbym, żebyś kogoś trenował do następnych Igrzysk – stwierdza mój ojciec, odwracając moją uwagę od nieletniej siedzącej obok.

Yuri dorzuca swoje trzy grosze:

– I Vlada też. Wiem, że jest jeszcze młody, ale chcę, by był gotowy, a po twoim występie w Igrzyskach myślę, że jesteś odpowiednim człowiekiem do tego zadania.

Vlad faktycznie ma spory potencjał. Jest silny, skoncentrowany i zdeterminowany.

– Naturalnie – odpowiadam, lecz nawet nie wspominam o tym, że będę to robił w czasie zajęć na uniwersytecie, bo tylko ich wkurzę.

Ci faceci nie wierzą w edukację. Za to wierzą w doświadczenie życiowe i siłę więzów rodzinnych. I choć te elementy też liczą się w życiu, to wykształcenie pozwala zajść jeszcze dalej. Na pewno któregoś dnia obaj przekonają się, że ich następcy są sprytniejsi i bardziej przebiegli, niż mogłoby się im wydawać.

Któregoś dnia.

– Veni! – słyszę za plecami. Nie muszę nawet patrzeć, bo wiem, że dopadł mnie ten mały demon z piekła rodem.

Wydaję z siebie jęk, zanim zostaję zaatakowany od tyłu. Vika Wasiliew przerzuca swoje kościste ciało przez oparcie sofy i obejmuje mnie rękami za szyję. Spoglądam na jej ojca, błagając go, by kazał jej odejść. Ale on tylko się uśmiecha, jakby był rozbawiony zachowaniem tej małej wariatki. Uwalniam się od niej i sadzam ją między Dianą a mną. Dzięki Vice doceniam fakt, że nie mam sióstr.

– Mamy spotkanie – upominam ją. – Idź pobawić się z bratem.

Jej bursztynowe oczy błyskają, a potem jakby przypomina sobie o roli, którą odgrywa przed starym, dobrym tatusiem. Pokazuje mi język.

– Ale ja chcę się bawić z tobą.

– Viko – mówi Diana słodkim jak miód głosem. – Irina jest w ogrodzie zimowym. Idź i zobacz, czy namaluje twoją śliczną buzię.

Vika, słysząc komplement, rozpromienia się, po czym chwyta mnie za rękę.

– Tata mówi, że pewnego dnia będę musiała poślubić Wetrowa. Ożenisz się ze mną, Ven.

Wykrzywiam usta z obrzydzeniem. Nie dość, że jest dziesięć lat młodsza ode mnie, to jeszcze jest cholernie upierdliwa.

– Ruslan jest bardziej w twoim wieku – mruczę pod nosem.

Chłopak ma dziewięć lat i jest tak samo wkurzający. Pasowaliby do siebie idealnie.

– Nie! Fuj! Nienawidzę Ruslana! Chcę wyjść za ci…

– Zmykaj, księżniczko – rzuca ostrzegawczo Yuri. – Teraz rozmawiają dorośli.

Vika wzdycha i sapie, po czym krzyżuje ręce na piersiach i zaczyna się dąsać.

– Chcę poślubić Vena, tatusiu. Chcę tego nawet bardziej niż kucyka, o którego prosiłam.

Co za wredna smarkula, już wchodzi w rolę przygotowaną na pokaz dla swojego ojca. Ten na szczęście odprawia swoją córeczkę, a ona głośno stąpa po drewnianej podłodze, znikając nam z oczu.

Zdecydowanie będę musiał się napić.

Po półgodzinnej wymianie zdań Yuri i mój ojciec każą wyjść również Dianie i mnie. Ruszamy więc do jej pokoju. Jest fajny i stoi w nim kanapa. Przeważnie to tam przesiadujemy i słuchamy muzyki, kiedy nasi rodzice załatwiają interesy. Diana zawsze ma dostęp do najlepszej wódki, jak kraj długi i szeroki. Lubi muzykę rockową, co wydaje się śmieszne, biorąc pod uwagę to, że zawsze jest taka poważna i opanowana. Ale być może mała Di tylko skrywa swoją buntowniczą naturę.

– Trenujesz przed Igrzyskami, co? – pyta, gdy przemierzamy labirynt korytarzy znajdujący się w ich ogromnej posiadłości.

– Tak. – Chrząkam.

Zatrzymuje się nagle i chwyta mój nadgarstek, po czym mówi:

– Nie wyglądasz na zachwyconego.

Jej dłoń jest przyjemnie ciepła. Myślę, że za kilka lat mógłbym się do niej zbliżyć. W ciągu mojego krótkiego życia pieprzyłem i porzuciłem wiele kobiet, ale Diana jest typem dziewczyny, w której się zakochujesz i z którą chcesz być. Jest inteligentna, przebojowa i wspaniała.

– Wolałbym nie poświęcać ostatniego roku nauki na trenowanie ludzi do walki.

Spogląda na mnie.

– Nie daj Boże, jakbyśmy mieli wyrobić sobie renomę.

– Stanowimy dla nich zagrożenie. – Wzdycham, opierając się o ścianę. – Pewnego dnia przejmiemy wszystko i nasi ojcowie nie będą mieli nic do gadania.

Diana marszczy brwi, a po chwili kiwa głową w zamyśleniu.

– Coś w tym jest. – Uwalnia mój nadgarstek i podnosi rękę.

Cały sztywnieję, gdy wsuwa palce w moją gęstą brodę.

– Podoba mi się ta broda. Pasuje do ciebie.

Chcę powiedzieć, że podoba mi się kolor jej soczystych ust, ale powstrzymuję się. Ledwo.

– Namaluj mnie! – Z głębi korytarza dobiega nas głos Viki wrzeszczącej na Irinę. – Diana powiedziała, że masz mnie namalować.

Wzdrygając się, patrzę na tę gówniarę z rękami wspartymi na biodrach, która próbuje rozkazywać Irinie. Przewracam tylko oczami.

– Nie mogę uwolnić się od tej małolaty. Kurwa. Jeśli mnie znajdzie, to chyba oszaleję, jeszcze zanim stąd wyjdę.

Diana śmieje się.

– Wiem, co zrobimy. Musisz się wczuć.

Unoszę pytająco brew, gdy ona kładzie dłonie na mój kark i przyciska swoje miękkie ciało do mojego. Wdycham jej zapach. Słodko pachnie, jak róże, które uprawiała mama, zanim zmarła. Diana unosi głowę i rozchyla soczyste, czerwone wargi.

– Co my wyprawiamy? – pytam ochrypłym, głębokim głosem, wodząc wzrokiem po jej pięknej, młodej twarzy.

Diana uśmiecha się do mnie, co sprawia, że serce łomocze mi w piersi.

– To gra, Ven. Taka, w której małe pionki odkrywają swoje miejsce w naszym świecie pełnym królów i królowych. – Wypowiedziawszy to, jej usta spotykają się z moimi.

Przez chwilę jestem zupełnie oszołomiony. Potem odnajduję dłońmi jej biodra, by przyciągnąć ją bliżej.

– Diano – ostrzegam, moje wargi znajdują się tuż przy jej.

– Po prostu poczuj to – mruczy, zanim wsuwa język do moich ust.

Wyrywa mi się głuchy jęk, kiedy jej śliski język tańczy z moim. Nie wiem, gdzie nauczyła się tak dobrze całować, ale nie narzekam. Jej usta – miękkie, pełne wargi – zostały stworzone do całowania. Do całowania mnie.

Kurwa.

Całuję dziewczynę, której nie mam prawa tknąć przez kolejne dwa lata, a nawet wtedy będzie przeznaczona komu innemu. Jeśli Yuri Wasiliew planuje małżeństwo Viki z Wetrowem, to będzie chciał połączyć syna z kobietą noszącą inne potężne nazwisko, a Diana Wolkow stanowi nie lada zdobycz. Przygryzam jej wargę, a ona wydaje z siebie cichy jęk, który dociera wprost do mojego fiuta. Już mam zrobić coś, przez co wyląduję w gównie po uszy, gdy po korytarzu rozchodzi się przeraźliwy pisk.

Odsuwamy się od siebie, a Diana uśmiecha się do mnie z satysfakcją.

Gra.

Jasne.

Szkoda, że ta informacja jakoś nie dotarła do mojego serca tłukącego się szaleńczo w klatce piersiowej.

Zerkam w stronę źródła tego wrzasku i widzę, że wpatrują się w nas Irina wraz z Viką. Irina ma szeroko otwarte oczy i rozchylone usta, a Vika płacze i ze złością ciska lalkę, którą trzymała w ręku. Odrywam od nich wzrok i spoglądam z powrotem na Dianę. Sięgam dłonią do jej policzka i nie mogę się powstrzymać, by go nie pogłaskać. Następnie przesuwam kciukiem po jej dolnej wardze, zaczerwienionej i nabrzmiałej od naszego pocałunku.

Uśmiecha się do mnie delikatnie, zanim robi kolejny krok do tyłu.

– Muszę iść odrobić lekcje. Posłuchamy potem muzyki?

Zza rogu wyłania się jej ochroniarz, Anton, który uważnie mi się przygląda.

– Wszystko w porządku, panienko Diano?

Ona lekko sztywnieje, ale przytakuje.

– W najlepszym – odpowiada mu. – Po prostu graliśmy w grę.

– Rozumiem – stwierdza, mrużąc oczy, jakby nie do końca jej wierzył. – Proszę pozwolić, że odprowadzę panienkę do pokoju.

Diana przytakuje i ujmuje łokieć ochroniarza. Odchodząc, dziewczyna spogląda na mnie przez ramię. Zanim znikną za rogiem, jeszcze raz posyła mi jeden ze swoich olśniewających, pięknych uśmiechów, a ja zachowuję ten obraz w pamięci, by móc do niego wrócić później, gdy chwycę w dłoń swojego fiuta. Nie wiem, co to za gra… Ale na pewno chciałbym w niej wygrać.

By móc zdobyć… ją.

Rozdział 1

Ven

Teraźniejszość

Dziewięć miesięcy przed Igrzyskami…

– Mówię ci, że to prawda, Ven – szepcze Vika ze złośliwym uśmieszkiem. – Szlachetna Diana i ten stary dziad, Anton, knują coś za plecami mojego kochanego braciszka.

To cios poniżej pasa, nawet jak na nią.

Co za nikczemna, podła suka.

– Przez twoje kłamstwa zginą niewinni ludzie, Viko – cedzę przez zęby. – Diana nie jest taka jak ty, więc przestań konfabulować. – Chwytam ją za ramię, po czym szyderczo się do niej uśmiecham. Chciałbym, żeby w końcu zdała sobie sprawę, gdzie jest jej miejsce; najlepiej na klęczkach, bo Vika nawet nie dorasta nam do pięt. Zamiast tego łazi za nami, siejąc tylko chaos za pomocą kłamstw i podłych zagrywek.

Nagle wyrywa rękę, a z jej ust padają słowa:

– Na własne oczy widziałam. Całowali się jak licealiści na balu maturalnym, a potem zniknęli w jej pokoju hotelowym, kiedy pojechaliśmy wybierać suknie ślubne.

Kłamstwa. Kłamstwa. Kłamstwa.

Czyli jedyne, co Vika potrafi.

Może i jest piękna, ale tak naprawdę nadal jest tym samym upierdliwym bachorem, który kiedyś mnie prześladował. Po prostu teraz dysponuje lepszym arsenałem i nie zamęcza już tylko mnie. Największą radość chyba sprawia jej uprzykrzanie życia ludziom wokół nas. W jakimś momencie w jej szpony wpadł mój brat. Sądzę, że Niko naprawdę ją kochał. Uwzięła się na niego, gdy zdała sobie sprawę, że między nami nigdy nic nie będzie, a on połknął haczyk. Niestety, nie dane mu było się z nią ożenić, ponieważ zginął podczas ostatnich Igrzysk. Jego śmierć nadal mnie boli.

– Odpuść – burczę, po czym wychylam kieliszek wódki.

– Nie – syczy. – Nie odpuszczę. Powiem wszystko Vladowi, a potem usiądę wygodnie, otworzę paczkę popcornu i będę napawał się zwycięstwem.

Ignoruję ją i odchodzę, by poszukać Diany. Od niedawna coraz więcej czasu spędzam u Vlada tylko po to, by móc się z nią zobaczyć. Całe to gówniane aranżowane małżeństwo jest idiotyczne. Każdy, kto ma oczy, dostrzega spięcia pomiędzy Vladem i Dianą. Mają fioła na punkcie kontroli i kochają władzę.

Zauważam ją, kiedy wychodzi z jadalni. Jej piersi kołyszą się pod skąpą sukienką, przypominając mojemu kutasowi, jak bardzo jej pragniemy.

– Vlad – woła Irina z głębi korytarza. – Vlad!

Uśmiech Diany znika, po czym zaniepokojona rusza siostrze na pomoc. Pędzę za nią jak zakochany kundel. Vlad niemalże tratuje Dianę, gdy z wściekłością tornada kategorii F5 wybiega ze swojego gabinetu. Dziewczyna wpada na mnie, a ja obejmuję jej wąską talię, by nie upadła na podłogę. Niechętnie ją uwalniam, lecz jeśli nie chcę, żeby rozpętało się prawdziwe piekło, to nie mogę jej dotykać, tulić, a nawet czuć zapachu unoszącego się wokół narzeczonej Vlada.

– Vlad? – pyta Diana, ze strachu drży jej głos.

Dlaczego ona się go boi? Czy to właśnie przez niego?

Niech mnie piekło pochłonie, jeśli pozwolę komukolwiek skrzywdzić Dianę. Nawet gdyby miał to być mój przyjaciel.

Spogląda na nią, a wściekłość tak bardzo zniekształca rysy jego twarzy, że przestaje przypominać samego siebie. Jestem w totalnym szoku, kiedy Vlad, dotychczas opanowany do granic możliwości, całkowicie traci nad sobą kontrolę.

Co tu się, kurwa, odpierdala?

– Gdzie jest Anton? – warczy głosem ścinającym krew w żyłach.

Diana zaczyna płakać.

Moje serce wali, a dłonie się pocą.

Vika nie zdążyła mu przecież naopowiadać tych kłamstw, którymi karmiła mnie przed chwilą, więc o co, do cholery, chodzi?

– Vlad – rzuca błagalnie Diana, a z jej oczu płyną zdradzieckie łzy.

Nie. Mowy nie ma.

Anton to stary dziad. Jest nikim. Płatnym wyrobnikiem. Człowiekiem do wynajęcia.

Wszystko jest jednak wypisane na twarzy Diany – jej drżąca warga, blada skóra tracąca cały karmazynowy rumieniec, który zwykle gości na jej policzkach. Nawet w jej oczach widać prawdę, wyjawioną przez płynące strumieniami łzy.

To. Prawda.

Słyszę ją w jej głosie.

Vika nie kłamała.

Kurwa.

Po policzkach stojącej obok Vlada Iriny toczą się łzy. Czuję jej ból. Taki rozwój wypadków fatalnie odbije się na jej siostrze.

– Diano – rzuca Vlad.

Ona aż podskakuje, słysząc ton głosu Vlada, a ja walczę z pokusą, by odwrócić ją do siebie i zapytać: „Dlaczego on?”.

– Po-poprosiłam go, żeby zo-został dziś wie-wieczorem u siebie – jąka się, a jej ciałem wstrząsa szloch.

Tak bardzo chciałbym wziąć ją w ramiona, ale to wcale by jej nie pomogło, biorąc pod uwagę rzucane oskarżenia. Tylko dolałbym oliwy do ognia, który już płonie w oczach Vlada.

Ten rusza w stronę schodów i pokonuje po trzy naraz. Irina i Diana z krzykiem rzucają się za nim, ale on jest szybszy. Idę w ślady dziewczyn i biegnę, zastanawiając się, co się, kurwa, zaraz wydarzy, a jednocześnie mając przeczucie, że skończy się krwawo. Vlad nie jest człowiekiem, z którym można zadzierać. Odkąd skończył szesnaście lat, stał się mężczyzną – właściwie zabójcą – człowiekiem, któremu nie wchodzi się w drogę.

Potężnym kopniakiem otwiera drzwi do pokoju Antona, słyszę szuranie stóp oraz pytanie ochroniarza: „Co się dzieje?”. Wyczuwam to coś w tonie jego głosu: fałsz, poczucie winy. On wie. Zdaje sobie sprawę, że jego życie dobiegnie końca dziś wieczorem. Bo nie można tak po prostu wydymać Wasiliewa i zdążyć o tym opowiedzieć.

Przesuwam się w stronę otwartych drzwi i widzę, jak Vlad uderza go mocno pięścią, napawając się dźwiękiem chrupnięcia szczęki. Głowa Antona odchyla się na bok, ale mężczyzna natychmiast atakuje. Jednak Vlad z łatwością unika jego ciosów – w końcu całe życie trenował, to ja uczyłem go, jak zabijać, a rękę do tego przyłożył również jego nieznający litości ojciec. Wykonując szybkie ruchy, za którymi Anton nie może nadążyć, Vlad owija mu linę wokół szyi, po czym wypycha go na korytarz i przywiązuje drugi koniec liny do balustrady.

– Vlad! – wrzeszczą jednocześnie Diana i Irina.

Lecz jest już za późno. Oczy zasnuwa mu wściekłość i nic nie jest w stanie go powstrzymać. Właściwie jestem tu tylko po to, by zadbać, aby nikt nie wszedł mu w drogę i nie stał się przypadkową ofiarą. Vlad wyciąga nóż i z impetem wbija go Antonowi w pachwinę, zagłębiając ostrze aż po samą rękojeść.

Czuję budzący się wewnątrz instynkt zabójcy, który nakazuje mi wysoko cenić jego styl. Vlad z całą pewnością potrafi wymierzać karę.

Zawsze podziwiałem go za jego mroczne zapędy.

– Nie! – Diana krzyczy, gdy Vlad przesuwa nóż wzdłuż brzucha Antona, rozcinając tułów aż do klatki piersiowej. Towarzyszące temu dźwięki brzmią obrzydliwie dla wszystkich zgromadzonych, poza nami.

Vlad odsuwa się, a następnie kopniakiem posyła go za balustradę, jakby szlachtował bydło w ubojni.

Rozlega się przeraźliwy płacz, a z dołu dobiegają wrzaski. Głośny trzask zrywanych kręgów szyjnych i odgłos jelit uderzających w kamienną podłogę wywołują kolejną falę krzyków.

Prawdziwie poetyckie.

Mój wzrok powraca do ognia szalejącego w spojrzeniu Diany. Jej pięści z zaskakującą siłą uderzają we Vlada.

– Nie! Ty potworze! O Boże, co ty zrobiłeś? – Szlocha histerycznie, bijąc i orząc jego ciało paznokciami.

Ruszam w ich stronę, na wypadek gdyby Vlad chciał na niej następnej wypróbować ostrze, które kurczowo ściska w dłoni. Krew kapie mu na spodnie i pokrywa nadgarstki.

– Był bydlakiem – warczy Vlad, odtrącając jej ręce, jakby była trędowata.

Bydlakiem? Niezwykły dobór słów w stosunku do kogoś, kto posuwa twoją narzeczoną. Ale faktycznie, został wypatroszony jak zwykła zwierzyna.

– Kocham go! – krzyczy Diana, a z jej ust dobywa się kolejny szloch.

Moje własne serce przyspiesza, gdy słyszę te słowa.

Vlad chwyta narzeczoną za nadgarstki i ciągnie w kierunku jej pokoju. Cały się jeżę i zaciskam pięści, pragnąc powstrzymać go przed skrzywdzeniem Diany, ale wiem, że muszę postępować ostrożnie. Nie chcę pogorszyć sytuacji ani narazić na szwank naszej wieloletniej przyjaźni, zwłaszcza że Vlad ma pełne prawo być wkurwiony.

– „Kochałam go”. Kochałaś go, Diano. Ale koniec z tym, bo nie żyje. A teraz zbierz się do kupy i wypierdalaj z mojego domu – grzmi, a po chwili trzaska drzwiami, zostawiając ją, by mogła się spakować.

Kiedy dociera do mnie, że nakazał jej się spakować, mam wrażenie, jakby ktoś zdjął z moich z ramion olbrzymi ciężar.

Szloch Diany rozbrzmiewa po drugiej stronie drzwi. Chciałbym do niej pójść, ale jedyne, co jesteśmy w stanie zrobić z Iriną, to patrzeć na dyndającego Antona. Ona jest w szoku, a ja zastanawiam się, jak upierdliwe będzie uprzątnięcie tego syfu. Nie tylko dosłownie zresztą. Na dzisiejszą uroczystość przybyło co najmniej trzysta osób.1

Kolacja i widowisko?

Kiedy w pobliżu przebywa Vika, nigdy nie jest nudno. Musiała uprzedzić o wszystkim Vlada, zanim poczęstowała mnie swoimi rewelacjami.

Ciekawe, gdzie jest teraz ta mała, podstępna, nieprzewidywalna żmija. Najprawdopodobniej celebruje zwycięstwo. Od zawsze była zazdrosna o Dianę.

Kolejny przepełniony bólem szloch dochodzi zza drzwi, odciągając moją uwagę od ciała Antona. Może Vlad coś jej zrobił, a potem zamknął w środku, żebyśmy nie mogli zobaczyć, jak się wykrwawia.

Łup.

– Zrobiłeś jej krzywdę? – żądam odpowiedzi, zerkając w stronę drzwi Diany. Cały przepełniający mnie spokój i determinacja ulatniają się na myśl o tym, że mogłaby być ranna.

Jego nozdrza falują, a bursztynowe oczy zdają się lśnić wściekłością.

– Ty też ją pieprzysz? – odszczekuje, popychając mnie.

Pierdolić tego dupka.

Wykonuję zamach i trafiam go w szczękę. Głowa Vlada przechyla się na bok, co więcej, ten pojeb się śmieje. Wypluwa krew i syczy:

– Popełniłeś błąd, drug2.

Następnie rzuca się na mnie i uderza barkiem w moją klatkę piersiową. Szamoczemy się, obijamy o ściany i strącamy obrazy na podłogę. Cios w niego, potem we mnie.

– Przestań! Przestań, Vlad, do cholery! – wrzeszczy Irina i próbuje nas rozdzielić. Ale równie dobrze mogłaby być milion mil stąd, krzycząc w próżnię.

Vlad został spuszczony z łańcucha, a kontrolę przejęła drzemiąca w nim bestia. Przyjmuję jego brutalność i oddaję mu ją z nawiązką. Niech się wykończy i wyładuje agresję, byleby oszczędził Dianę.

Udaje mi się go odepchnąć potężnym ciosem, po czym przewraca się do tyłu, wprost na kruchą Irinę. Gdy z impetem w nią uderza, jej oczy robią się olbrzymie i uginają się pod nią nogi. Kurwa. Rzucam się do przodu, a Vlad gwałtownie się obraca i mimo że stara się ją chwycić, udaje mu się złapać jedynie powietrze. Irina stacza się ze schodów, oddalając się od nas obu. Cichy odgłos ciała dziewczyny sprawia, że moje serce zamiera.

Razem z Vladem ruszamy jej na pomoc, ale zanim zdążymy do niej dobiec, Irina ląduje u podnóża schodów, wpadając w kałużę krwi i wnętrzności Antona.

Yuri Wasiliew i Vas Wolkow, brat Iriny, stoją na dole i wbijają oczy we Vlada, a po chwili Vas bierze siostrę w ramiona, zanim jej narzeczony zdąży do niej dobiec. Dziewczyna porusza się i otwiera oczy. Krew pokrywa jej skórę i wsiąka w sukienkę. Oczy ma przepełnione bólem.

Cholera! Dlaczego musiałem się w to mieszać?

Bo sprawa dotyczy Diany.

– Nic mi nie jest – mówi cicho Irina, próbując wyrwać się z objęć brata, ale nie ma tyle siły. – Powiedziałam, że nic mi nie jest.

Vas wzmacnia uścisk i oddala się od krwawej jatki z siostrą w ramionach.

Muszę wyjść.

Natychmiast.

Zanim zrobię coś naprawdę głupiego.

Muszę wrócić do domu, żeby ułożyć plan. Imponujący, pieprzony plan. Vlad nie odpuści, ale niech mnie chuj strzeli, jeśli pozwolę mu zhańbić i zniszczyć Dianę, by mógł zaspokoić swoje nadszarpnięte ego. Ona od dziecka była naszą przyjaciółką, do kurwy nędzy.

Nie zamieniając ani słowa z Vladem, czy kimkolwiek innym, wypadam przez frontowe drzwi jak człowiek wypełniający najważniejsze życiowe zadanie.

***

Gdy zatrzymuję się na podjeździe naszej posiadłości, z domu wychodzi mój ojciec wraz z uczepioną jego ramienia wybranką tego miesiąca. Ma rozciętą wargę, ale wydaje się, że ojciec ma gdzieś to, że jego towarzyszka nosi ślady jego ciężkiej ręki.

Marszczy brwi, gdy wysiadam z samochodu i kieruję się w jego stronę.

– Właśnie wychodzimy. Impreza już się skończyła? – pyta schrypniętym głosem.

– Tak – rzucam krótko.

Mijam go, by choć raz w życiu to on podążył za mną, wchodzę do domu i ruszam przed siebie niczym szalejący huragan. Wpadam do gabinetu ojca i kieruję się prosto do barku, nalewając sobie szklankę jego drogiej whiskey. Ojciec pija bourbon, co stanowi miłą odmianę, kiedy muszę przepłukać gardło. Knykcie mnie pieką po szarpaninie z Vladem, ale w zasadzie podoba mi się to uczucie. W głębi mnie nadal buzuje adrenalina, która sprawia, że moje serce bije gwałtownie. Głowę mam pełną myśli o Dianie, czuję głęboką potrzebę chronienia jej. Ich związek z Antonem nie był właściwy. Mimo że „rozczarowanie” nie jest wystarczająco mocnym słowem, to potępianie Diany też nie jest sprawiedliwe. Nawet nie miała szansy, by wszystko wyjaśnić.

– Veniaminie – grzmi ojciec, wchodząc do gabinetu. – Co tu się dzieje, do jasnej cholery?

Nie zdążam mu odpowiedzieć, bo słyszę Ruslana i Vikę wracających z imprezy. Musieli wyjść mniej więcej o tej samej porze co ja. Chorobliwy uśmieszek Viki sprawia, że zaczyna mi drżeć ręka. Może jednak zabicie któregoś Wasiliewa wcale nie jest takim kiepskim pomysłem…

– Wszystko się pięknie spierdoliło – stwierdza Vika, podchodząc do mnie, i napełnia dwie szklanki whiskey, po czym podchodzi do mojego ojca i wręcza mu jedną.

On nie zwraca na nią najmniejszej uwagi, jedynie przyjmuje drinka – zupełnie jakby w ogóle nie było jej w pokoju. Vika przemyka obok Ruslana i bierze drugą szklankę dla siebie. Mała wiedźma.

– Powiedziałaś Vladowi? – żądam odpowiedzi.

Zaciska usta i przewraca oczami.

– Nie. I nie rozumiem, dlaczego się w to mieszałeś. Sytuacja nie wygląda najlepiej, a mój brat nie należy do osób, którym można bezkarnie nadepnąć na odcisk. Wierz mi, cena jest wysoka – odpowiada, rzucając spojrzenie Ruslanowi.

Żałosny głupek.

On naprawdę myślał, że wygrał żonę na loterii. Zamiast tego spada na niego cała masa kłopotów i niechybnie złamane serce.

– Niech ktoś mi wreszcie powie, co się stało, do kurwy nędzy, i to natychmiast – grozi ojciec, podchodząc do swojego biurka i siadając za nim na fotelu niczym król na tronie.

– Nie będzie ślubu Diany i Vlada – oznajmia Ruslan.

Parsknięcie Viki zwraca uwagę ojca.

– Czy zamierzasz nas dalej obrażać, kobieto, czy raczysz wyjaśnić to, do czego nikt nie chce się przyznać? – Ojciec uderza dłonią w biurko, po czym szklanka stojąca obok niego spada z brzdękiem na podłogę, a bursztynowy płyn rozlewa się po drewnianym parkiecie.

Palcem wskazuje Vice, by posprzątała powstały bałagan. Jej twarz staje się purpurowa ze złości, a w oczach pojawia się żywy płomień.

Uśmiecham się na ten widok.

1 Było to przyjęcie z okazji osiemnastych urodzin Ruslana, na którym miała być również ogłoszona data jego ślubu z Viką (przyp. red.).

2Drug – (z ros.) przyjacielu (przyp. tłum.).