Wyświetleni - Wojciech Polański - ebook

Wyświetleni ebook

Wojciech Polański

2,7

Opis

A ty, jaką maskę dziś założysz?

Życie współczesnych nastolatków przeniosło się do sieci. Coraz więcej portali społecznościowych, na których trzeba być aktywnym, pozowane do granic absurdu zdjęcia, codziennie nowe hasztagi… a do tego cała masa pokus, o które tak łatwo, gdy ma się portfel wypchany kartami kredytowymi. Młodzi ludzie z elitarnego krakowskiego liceum, a wśród nich chłopak o ksywce Warszawiak, próbują odnaleźć się w otaczającym świecie. Jednak pozbawieni odpowiedzialnych przewodników i pozostawieni samym sobie, nie potrafią oprzeć się łatwym przyjemnościom - drogim ciuchom, modnym knajpom, imprezom pełnym wszelkich używek i przypadkowym romansom. Codziennie na nowo kreują to, w jaki sposób chcą być postrzegani przez innych, nie zdając sobie sprawy, że uciekają przed swoimi prawdziwymi pragnieniami. A kiedy w końcu przyjdzie moment refleksji, może już być za późno…

Nastolatkowie ze swoją samotnością uciekali do Internetu. Tam widzieli miliony szczęśliwych, wysportowanych i bogatych rówieśników i wpadali w kompleksy.
Wtedy wszystko się zaczyna. Każdy próbuje udawać kogoś, kim nie jest. Słucha muzyki, której nie lubi, ale jest popularna. Faceci zapisują się na siłownię, bo każdy musi być umięśniony. Ubierają ciasne spodnie, bo są teraz modne. Chodzą do hipsterskich lokali i mimo że nienawidzą tamtejszego piwa, kupują je za każdym razem. Po jakimś czasie tracą znajomych, tracą swoje miłości i popadają w jeszcze większe kompleksy.
Telewizja twierdzi, że to wina narkotyków. Ksiądz twierdzi, że to wina seksu i seksomanii. Nauczyciele twierdzą, że to wina Internetu. Internet twierdzi, że to wina rodziców. Oni zaś zwalają winę na telewizję. W międzyczasie ludzie gubią się w swoim życiu. Udają, kłamią i tracą jego część. Żyjemy w czasach, gdzie każdy musi mieć konto na Snapchacie, Instagramie i Facebooku. Liczy się ogólna prezentacja, modne marki, dobre (popularne) kolory i zretuszowana twarz. Jeśli jesteś dziewczyną, musisz jeszcze dodać odpowiednie wygięcie, aby podkreślić seksowną sylwetkę i duże piersi.
Oszukujemy najpierw siebie, a potem innych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 183

Rok wydania: 2021

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,7 (13 ocen)
1
3
3
3
3
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wszystkie wydarzenia i osoby są wytworem wyobraźni autora, a podobieństwo do prawdziwych wydarzeń jest przypadkowe

Każdy z nas codziennie zakłada maskę i dopasowuje się do świata, w którym żyje. Którą maskę wybierzesz Ty, zależy od Ciebie i od tego, kim chcesz być.

Initium

W świecie, gdzie maski przyćmiły prawdziwe charaktery, ludzie, którzy umieją udawać, znaleźli się na szczycie.

Co to znaczy? Czy nasz świat jest skończony i całkowicie fałszywy?

Nie.

Nasz bohater był wysokim i dobrze zbudowanym nastolatkiem. Dbał o swoją sylwetkę, odkąd skończył czternaście lat. Nie chodził do fast foodów, regularnie ćwiczył, biegał i odwalał kawał dobrej roboty na siłowni. Wszystko po to, by być szczupłym i atrakcyjnym brunetem. By słyszeć komplementy na temat swojej wystającej szczęki i umięśnionych ramion. Kiedyś chciał zacząć grać w piłkę, ale gdy jest się zasmarkanym sześciolatkiem, wymaga to obecności rodziców. Tego niestety nie miał, ale o tym trochę później. Nasz bohater pochodził z Warszawy i był typowym nietypowym warszawiakiem. Teraz znalazł się w mieście, które nie jest dla niego obrzydliwe, ale może łatwiej w nim żyć. Tutaj nie spotka chłopaka, który będzie chciał się z nim ścigać o większą ilość dziewczyn, butów czy lajków. Nasz bohater jest jedną z tych osób, które należą do grupy „ideałów z Instagrama”. Sami wiecie, markowe ciuchy, zadbany, przystojny i do tego wygląda na mądrego. Kilka tysięcy obserwujących i kilka zranionych dziewczyn, które zostawił w stolicy. Wśród nich była jedna, z którą kiedyś dogadywał się więcej niż dobrze.

Miała na imię Kinga. Była dziewczyną wyjątkową i mocno zapadła w pamięć naszemu Warszawiakowi. Między innymi dlatego potrzebował zmiany otoczenia.

Kogo nasz bohater pozna w Krakowie? Czy może wreszcie zapomni o tej, która już nie istnieje w jego życiu? Warszawiak, członek pokolenia socialsów, ludzi zagubionych pomiędzy polubieniami a krótkimi snapami. W Krakowie miał starego przyjaciela Jacka, znał też jego dziewczynę Zosię. Gdy pojawił się w szkole, już pierwszego dnia ludzie skojarzyli go z SM. Znali go z różnych kampanii streetwearowych, na których się udzielał. Mało kto jednak wiedział, jak to się zaczęło oraz co za tym stoi. Był producentem, przedsiębiorcą i kreatorem, a miał niespełna osiemnaście lat. Zaczynał drugą klasę liceum. Jego firma, a ściślej mówiąc marka, dawno została przejęta przez większą korporację. Pomyślicie sobie, że jest to niemożliwe, by młody szczyl zarobił sto tysięcy za sprzedanie swojej nowej, świeżo wymyślonej marki, która drukowała na podkoszulkach niezbyt skomplikowane symbole. Tak, to jest możliwe. Jeden z polskich raperów napisał w tydzień płytę, na której zarobił blisko pięćset tysięcy złotych. To są pieniądze, albo się je umie robić, albo nie. Nasz młodzieniec nie był idealny, mimo że tak myślały o nim dziewczyny z krakowskich liceów. Lubił się pobawić i średnio obchodziło go, co czuje dziewczyna. Był samodzielny i samolubny. Coraz częściej jednak dokuczało mu poczucie braku czegoś, czego jeszcze nigdy nie czuł. Nie potrafił tego nawet nazwać, ale wiedział, że tego potrzebuje.

Dlatego próbował wielu narkotyków i wielu dziewczyn. Wciąż nie znalazł tego, czego szukał. Nie lubił mówić o sobie, o tym, jak często musiał radzić sobie sam. Jak brakuje mu rozmowy z rodzicami, jak wiele razy czuł się winnym tego, że oni nie chcą rozmawiać z nim. Pomimo całego sztucznego blasku, który wykreował w social mediach, był normalnym chłopakiem. Takim jak ty i ja. Przechodził przez te same problemy i blokady co my. Jednak jego sposób na radzenie sobie z trudami dorastania był dość destrukcyjny. Alkohol, narkotyki i dużo dziewczyn. Na pierwszy rzut oka wygląda świetnie, prawda?

Ilu z nas oddałoby wszystko za takie życie! Bo czym on może się przejmować? Jego życie to ciągła zabawa. Takie myślenie powoduje, że w naszym pokoleniu wciąż nie potrafimy zrozumieć siebie nawzajem. Ta historia pokaże, co nas łączy, a co dzieli. Każdy z nas spotkał w swoim życiu „warszawiaka”, pytanie tylko, czy chcesz mieć jego życie? Czy może lepiej najpierw zapytać się, co u niego słychać?

– Siemanko. Kojarzę cię z insta, wbijesz dzisiaj do Charlotte? Jestem tam razem z przyjaciółmi, jak coś to wpadaj – zakomunikował nieznajomy.

– Siemka, wiesz co, jak nie będę miał planów, to wbiję. Dzięki – odpowiedział Warszawiak.

W oczywisty sposób nasz bohater, dzięki dużej liczbie wyświetleń, zapewnił sobie wyższy status społeczny.

Nie miał zamiaru przychodzić. Miał dość tej fałszywej uwagi. Bo stał się tematem szkoły, bo był znany w polskiej sieci i wreszcie – bo był pewnym siebie chujem. Konsekwencją tego wszystkiego było to, że każdy chciał go spotkać, by oznaczyć na fejsie i wybić się na jego fejmie. Warszawiak wiedział, że nie zostanie niczyją trampoliną. Doszedł do tego, do czego doszedł, bo nie bał się porażki. Tylko dlatego udało mu się podjąć pewne trudne, a zarazem właściwe decyzje. Miał dość biznesu, chciał odpocząć. Ciągle musiał wysyłać nowe projekty ubrań, nowe pomysły. Dodatkowo był zobowiązany do spotykania się ze sztywnymi korposzczurami średnio kilka razy w miesiącu. Nie odpowiadał na wiadomości od sponsorów. Chciał być na chwilę zwykły. Jego czarne vansy i granatowa kurtka bomberka miały o tym świadczyć.

Na słuchawkach puścił sobie najnowszy album Big Seana, by złapać trochę dobrej energii. Przechodząc szkolnym korytarzem, zauważył dziewczynę patrzącą na niego z nieskrywanym pożądaniem. Nie ona jedna tak na niego patrzyła, ale coś sprawiło, że wydała mu się znajoma. Kojarzył jej oczy i twarz z polskiej sceny instagramowej. Stanął, pomyślał, zdjął słuchawki i podszedł do dziewczyny.

– Przepraszam, czy wiesz może, gdzie jest klasa numer dwadzieścia jeden? – zapytał Warszawiak pomimo tego, że doskonale wiedział, gdzie znajduje się jego sala.

– Jasne, jesteś nowy, prawda? – zainteresowała się niewątpliwie atrakcyjna dziewczyna.

– Tak, dopiero co przyjechałem do Krakowa.

– To ty jesteś tym warszawskim chłopakiem, o którym gadają dziewczyny, tym modelem?

– Taa… powiedzmy. Mówią o mnie jeszcze jakieś głupoty, czy na tym kończą?

– Różnie.

Roześmiali się. Dziewczyna zaprowadziła chłopaka do jego klasy. Po drodze rozmawiali o planach na jesień i o nowej kolekcji Saint Laurenta.

– Wiesz, możemy się spotkać dzisiaj, trochę cię oprowadzę po okolicy – zaproponowała.

– Czy ja wiem, jeszcze mnie wykorzystasz i zranisz. Poza tym nawet nie wiem, jak masz na imię – odpowiedział w swoim stylu Warszawiak.

– Karolina, miło mi. A o to się nie martw. Nie lecę na takich jak ty.

– Jakich?

– Pewnych siebie buraków, którzy myślą, że są najlepsi, bo coś tam osiągnęli.

Pomimo tego, że nie chciał jeszcze przez jakiś czas umawiać się z dziewczynami (ostatnie, co miał w głowie, to kolejna zraniona nastolatka), nie potrafił jej odmówić. Miała w sobie coś, co go intrygowało.

– Dobra, spotkajmy się dzisiaj po naszych lekcjach, koło wejścia do szkoły.

Obrócił się i odszedł bez pożegnania. Ona stała chwilę zszokowana jego bezczelnością i brakiem szacunku. Jednocześnie wtedy coś w niej pękło. W głębi duszy czuła, jaki to dupek, ale był przy tym niezwykle pociągający. Dawno nikogo takiego nie spotkała, zbyt dawno. Może czas to zmienić – pomyślała. Szybko jednak wyrzuciła ten pomysł z głowy.

Wiedziała, że taki typ jest zakochany tylko w sobie i swoich rzeczach. Wielu facetów ją zraniło, a ona chciała takiego, który by o nią dbał. A dbanie oznaczało dla niej tyle, co codzienne ubóstwianie. Pochodziła z bogatej rodziny, a jej ojciec zawsze dawał mamie najlepsze, co mógł. Tak samo inwestował w córkę. Zapisał ją na lekcje śpiewu, aktorstwa i dodatkowy kurs języka hiszpańskiego. Karolina była inteligentną dziewczyną, która nauczona przykładem z domu nie wybierała faceta tylko dlatego, że powodował u niej dreszcze. Wybierała kandydata, który jej coś da, przy którym będzie mogła dalej utrzymać swój status i wreszcie – którym będzie mogła pochwalić się znajomym w sieci.

Lekcje skończyli w tym samym czasie, czyli wcześniej niż reszta. Karolina zaproponowała dobre piwo i miejsce, w którym można spokojnie pogadać. Warszawiak przystał na propozycję i razem ruszyli w wyznaczonym kierunku. Szli Plantami, aż minęli Kompanię Kuflową, po czym ruszyli ulicą Bernardyńską w kierunku Wisły. Po drodze mijali turystów z aparatami, którzy robili zdjęcia wszystkiego dookoła, bo przecież nawet drzewa czy ławki w Krakowie są inne niż wszędzie indziej. Mijali pierwszoklasistki obracające się za Warszawiakiem i pierwszoklasistów obracających się za Karoliną. W głębi serca bardzo jej się to podobało, czyli dokładnie na odwrót niż naszemu bohaterowi. Ona czuła się w ten sposób wyjątkowa, on był coraz bardziej zmęczony. Gdy wchodzili na bulwar Czerwieński obok wzgórza wawelskiego, jakiś dzieciak skakał na desce, próbując zaimponować siedzącej na murku dziewczynie. Z ich małego głośnika leciał polski rap. Nasz bohater starał się nie pokazywać, że miasto robi na nim wrażenie. Była jesień, a mimo to ciepłe promienie słoneczne oświecały na pomarańczowo nabrzeże niedaleko położonego Jubilatu. Szli wzdłuż rzeki, rozmawiając i śmiejąc się z naiwnych dzieciaków, które myślały, że szkoła wygra za nich życie.

– Jak myślisz, ile oni będą tak tkwić bezczynnie, nic nie robiąc? – zaczęła Karolina.

– Wiesz, no, zależy, co jest dla kogo ciekawe. Jednak muszą zacząć robić cokolwiek, a myślą tylko o imprezach i płci przeciwnej. To często paraliżuje, jeśli chodzi o działanie, nie wspominając już o zawieraniu znajomości – odparł Warszawiak.

– Zgadzam się. Dzisiaj ciężko się otworzyć, bo otaczają nas ludzie fałszywi, uważający się za lepszych od reszty.

Warszawiak poczuł, że to o nim. Wyciągnięcie przez Karolinę iPhone’a uspokoiło go, zwłaszcza że był to model wypuszczony jakiś miesiąc temu (wiedział już, że nie zadaje się z nim ze względu na pieniądze). Po chwili zauważyli mały kram ze świeżo parzoną kawą. Postanowili jej skosztować i usiąść na chwilę.

– Myślisz, że prawdziwa miłość istnieje? – zapytała.

– Na pewno, ale nie w moim życiu – rzucił krótko.

– Hmm, to ciekawe podejście. Miałeś dużo dziewczyn, prawda?

– Na ten moment nie mam nawet żadnej koleżanki, oprócz ciebie, rzecz jasna – odparł z uśmiechem.

– Weź nie bądź taki słodki, nie działają na mnie twoje sztuczki – odpowiedziała, przewracając oczami.

Zadął mocniejszy wiatr, a szare chmury zasłoniły słońce. To wywołało w młodej aktorce potrzebę zmiany otoczenia. Minęli ulicę Dietla i postanowili wejść do klimatycznego TEA Time Pubu. On zamówił piwo, a ona lampkę białego wina.

Miejsce bardzo pasowało naszemu bohaterowi. Stylem dorównywało lokalom ze stolicy. Czarne ściany i długie wiszące lampy tworzyły nowojorski klimat. Siedział naprzeciwko dziewczyny i patrzył prosto w jej oczy. Ona, speszona, co chwilę odwracała wzrok.

– Przestań się tak patrzeć na mnie, jakbyś chciał mnie zabić.

– To ty nie przestawaj patrzyć się na mnie, uciekasz wzrokiem i jeszcze się szczerzysz.

– Bo ty mnie… denerwujesz!

– To dopiero początek. Tak naprawdę rozbieram cię wzrokiem.

– Oho, jaki pewny siebie. Lepiej przestań, bo sobie pójdę.

– Jaka jest twoja historia, Karolina?

– To znaczy?

– Rany, no na przykład, jak i gdzie się ostatnio całowałaś?

– Hmm, w sumie niedaleko stąd, na kładce Bernardyna, to był marzec, chyba.

– Było warto?

– Był fajnym chłopakiem, ale sam nie wiedział, czego chce. Zostawił mnie dla jakiejś blondyny z Zabłocia.

– Rozumiem.

– A jaka jest twoja historia?

– Oj, długo by mówić. Siedzę teraz ze śliczną i pyskatą dziewczyną w fajnym lokalu w zjebanym mieście.

– Sam jesteś zjebany. Dlaczego się tutaj znalazłeś?

– Moi rodzice stwierdzili, że kupią mieszkanie w Krakowie i będą mogli odpocząć od pracy, pobyć razem jak rodzina. Jednak jak zwykle praca okazała się ważniejsza.

– Rozumiem. Mój tata też ciągle pracuje. Czasami zabiera mnie na obiad i wypytuje tylko o szkołę, kurs aktorski i takie tam. Nie wie, co robię i czy jestem bezpieczna.

– To śmieszne, że nasi rodzice są tak nieobecni, prawda?

– Zgadzam się. Narzekamy na to, że są, ale gdy ich nie ma, czujemy się gorsi.

Po dłuższej pogawędce o nowych trendach i skandalach w świecie krakowskich liceów Warszawiak wiedział już wszystko.

Najpopularniejszymi liceami były dwie szkoły znajdujące się niedaleko Filharmonii i Teatru Bagatela. Chodzenie tam to było już coś, a co dopiero, jak było się tam lubianym i znanym. Było też kilka mniejszych liceów. W jednych bawiono się więcej, w innych mniej. Karolina przyznała, że nie lubi chodzić na imprezy organizowane przez to liceum obok sądu, które nazywają najbardziej imprezowym w mieście.

– U nas do szkoły przychodzi się w koszuli. Tam, oprócz tego, że śmierdzi grzybem, to jeszcze faceci to same nerdy – stwierdziła.

– To dlaczego tak dużo osób chce się tam uczyć? – zapytał zdziwiony Warszawiak.

– Bo jednak to bardzo zintegrowane liceum i dziewczyny serio są tam ładne.

– Jakby dziewczyny były najważniejsze.

– A nie są?

– Nie. Hajs jest najważniejszy.

– Dlaczego tak mówisz?

– Bo wtedy mogę mieć każdą i cokolwiek, co chcę.

– To bardzo materialistyczne, ale często prawdziwe – zakończyła.

Gdy chłopak dopił piwo, wyszli z lokalu. Warszawiak chciał jeszcze coś przekąsić. Karolina zabrała go w miejsce, o którym krążą legendy, a hiszpańskie wycieczki przychodzą tam regularnie. I nie, nie jest to żadna przereklamowana burgerownia.

Szli ulicą Krakowską, minęli restaurację gruzińską i wtedy naszemu bohaterowi przyszła na myśl jego ulubiona płyta pewnego warszawskiego rapera. To oznaczało, że naprawdę dobrze się dzisiaj czuł. Doszli w końcu do Placu Nowego, czyli do serca Kazimierza. Miejsce początkowo nie zrobiło na Warszawiaku pozytywnego wrażenia. Okrągły budynek ze starych cegieł umieszczony pomiędzy kamienicami. Jego wzrok przykuła długa kolejka do okienka. Młodzi postanowili kupić sobie po zapiekance. Warszawiak wybrał salami z kukurydzą i ostrym sosem. Pożerając ją, przyglądał się miejscu, w którym się znaleźli.

– Gdzie jesteśmy? – zapytał.

– Kazimierz to takie miasto w mieście. Tutaj życie jest całkiem inne niż w centrum. Mniej licealistów, ludzie zazwyczaj z zagranicy. Zapiekanki królewskie to jedna z największych perełek, jakie można tutaj znaleźć.

– Rozumiem. Kurczę, dlaczego Polacy tu nie przychodzą?

– Teraz ten region mocno odżywa, ale dla mnie im mniej, tym lepiej. W ten sposób czuję się wyjątkowa.

– To śmieszne, ale jest w tym jakiś sens.

– Słuchaj, muszę uciekać do domu, zostało nam jeszcze jedno miejsce na dziś.

Chwyciła go za rękę i poszli w kierunku Wisły. Minęli po drodze Starą Zajezdnię i plac Wolnica, a po kilku minutach stanęli przy murku obok rzeki. Wiatr kołysał lekko włosami Karoliny oraz tworzył fale na wodzie. Było ciemno. W rzece odbijały się światła Podgórza. Nasz bohater, zapatrzony w wolno płynącą Wisłę, delektował się ostatnim ciepłym jesiennym wiatrem. Wtedy dziewczyna położyła głowę na ramieniu chłopaka.

Jak widzicie, to piękna historia. Bardzo romantyczna i z zewnątrz, gdy na nich patrzę, trochę im zazdroszczę. Wydają się szczęśliwi, pasują do siebie. Ty też tak pewnie uważasz.

Chcesz wiedzieć, czy się pocałowali? Nie.

Chcesz wiedzieć, czy to kolejna opowieść o miłości nastolatków rodem z Disney Channel? Nie.

PS Ta dziewczyna była ładniejsza niż Selena Gomez.

Życie nie zawsze jest takie, jakie byśmy chcieli. Jest o wiele brudniejsze niż tani polski film o miłości, w którym człowiek kojarzący się tylko z graniem księdza w serialu nagle staje się macho i wyrywa małolatkę.

Ona wsiadła do autobusu, on chciał zamówić ubera, ale postanowił pojechać tramwajem. Dotarł na przystanek obok ulicy Miodowej. Po drugiej stronie zobaczył ubraną w fartuch kelnerski dziewczynę, która kłóciła się z jakimś chłopakiem. Była wysoką brunetką z bardzo ładnie zarysowanym tyłkiem, a chłopak oprócz świecących białych najków nie miał na sobie nic interesującego. Warszawiak zwrócił uwagę, jak dziewczyna rzuca w niego telefonem, i domyślił się, że znalazła tam coś lub kogoś. Nasz bohater szyderczo się uśmiechnął i wsiadł do tramwaju numer trzy. Usiadł obok okna i spojrzał jeszcze raz na obrażoną kelnerkę. Z jej oczu płynęły łzy, a chłopak zbierał rozwalony telefon z chodnika. Pomyślał przez chwilę o tym, jakie życie jest nie fair. Dlaczego wartościowe osoby kochają te bezwartościowe?

Amicum

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Initium
Amicum
Tractus
Somnium
Conscientia
Aemulor
Feminae
Flava
Exitium
Persona

Wyświetleni

Wydanie pierwsze

ISBN: 978-83-8219-285-8

© Wojciech Polański i Wydawnictwo Novae Res 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt

jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu

wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

Redakcja: Dominik Leszczyński

Korekta: Emilia Kapłan

Okładka: Krystian Żelazo

Wydawnictwo Novae Res

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek