16 osób interesuje się tą książką

Opis

Wielka Magia – zdaniem m.in. „USA Today” i „Vanity Fair” najgorętsza książkowa premiera tej jesieni!

Autorka Jedz, módl się, kochaj i innych bestsellerowych książek od lat inspiruje czytelników. Teraz wszystkim, którym brakuje pewności siebie, wytrwałości czy cierpliwości, by podążyć za swymi marzeniami i powołaniem, pokazuje, jak z powodzeniem przezwyciężyć te obawy.

Jeśli pragniesz napisać książkę, stworzyć dzieło sztuki, znaleźć nowe sposoby wykonywania pracy lub po prostu nasycić swoje codzienne życie pewną dozą pasji – Wielka Magia otworzy przed tobą cudowny świat twórczej ciekawości, mocy i radości.

Ta książka powstała w odpowiedzi na ogromne zainteresowanie czytelników. Wykład o kreatywności podczas TED Conference, który dała Elizabeth Gilbert, obejrzało do tej pory na YouTubie ponad 11,5 mln osób.

Gilbert odziera z tajemnicy proces tworzenia, opisuje praktyki wielkich twórców i pokazuje nam, jak czerpać natchnienie z codzienności. - „Harper’s Bazaar”

Gilbert to empatyczny i inspirujący coach dla wszystkich, którzy pragną więcej od życia. - „Library Journal”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 238

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 35 min

Lektor: Paulina Holtz

Popularność


Pytanie: Czym jest kreatywność?

Odpowiedź: Relacją pomiędzy człowiekiem a tajemnicami natchnienia.

Odwaga

Ukryty skarb

Dawno, dawno temu żył sobie mężczyzna, który nazywał się Jack Gilbert i nie był ze mną spokrewniony – a szkoda.

Jack Gilbert był wspaniałym poetą, ale nie przejmuj się, jeśli o nim nie słyszałeś. To nie twoja wina, bo on po prostu nie chciał być znany. Mimo wszystko miałam okazję zapoznać się z jego twórczością i uwielbiałam go z pełnego szacunku dystansu, a teraz chciałabym opowiedzieć ci o nim.

Urodził się w 1925 roku w Pittsburghu i dorastał w hałasie i smogu tego przemysłowego miasta. W młodości pracował w fabrykach i hutach stali, ale bardzo wcześnie poczuł poetyckie powołanie. Chętnie mu się poddał, i to z takim samym nastawieniem, z jakim inni traktują powołanie zakonne. Tworzenie poezji było dla niego praktyką religijną, aktem miłości i dozgonnym zobowiązaniem, że będzie dążył do łaski i transcendencji. Myślę, że to bardzo dobre podstawy do zajęcia się poezją, podobnie jak każdą inną dziedziną, która wymaga serca i budzi w nas chęć do życia.

Jack mógł być sławny, bo miał zarówno talent, jak i charyzmę, ale nie chciał tego. Już za pierwszy tomik wierszy, opublikowany w 1962 roku, otrzymał nagrodę Wydawnictwa Uniwersytetu Yale dla młodych poetów i został nominowany do nagrody Pulitzera. Jego poezja cieszyła się uznaniem nie tylko krytyków, ale i czytelników, o co niełatwo w dzisiejszym świecie. Jack był pełen pasji, przystojny i seksowny, a przy tym doskonale sobie radził podczas publicznych występów. Kobiety ciągnęły do niego jak muchy do miodu, a mężczyźni uważali go za swojego idola. Na zdjęciach w „Vogue’u” wypadł świetnie – i romantycznie. Ludzie go uwielbiali, tak że mógł się stać prawdziwą gwiazdą.

Tymczasem on miał dość tego całego zamieszania wokół swojej osoby i po prostu zniknął. Po latach wyjaśnił, że nie chodziło mu nawet o to, że sława demoralizuje i rozleniwia, tylko że jest nudna – dzień w dzień dokładnie to samo. A jemu zależało, żeby jego życie było głębsze, wielowarstwowe, bardziej urozmaicone. Dlatego wyjechał do Europy, gdzie przebywał przez dwadzieścia lat. Trochę mieszkał we Włoszech, trochę w Danii, ale przez większość czasu w pasterskiej chacie na szczycie góry w Grecji. Tam mógł spokojnie kontemplować odwieczne tajemnice, obserwować, jak zmienia się życie, i pisać wiersze. Przeżywał romanse, napotykał przeszkody i odnosił zwycięstwa. Czuł się szczęśliwy. Od czasu do czasu pracował zarobkowo, żeby się utrzymać, ale niewiele potrzebował. Pozwolił, żeby o nim zapomniano.

Po dwudziestu latach Jack Gilbert znów dał o sobie znać, wydając kolejny tom wierszy. Literacki świat ponownie się w nim zakochał. On ponownie mógł cieszyć się sławą, ale – też ponownie – zniknął, tym razem na dziesięć lat. I tak to się toczyło: izolacja, publikacja świetnych wierszy i znów izolacja. Przypominał rzadką odmianę storczyka zakwitającego raz na wiele lat. Sam nigdy nie zabiegał o uwagę. (Podczas jednego z niewielu wywiadów, których udzielił, zapytano go, jak odseparowanie się od branży wydawniczej wpłynęło na jego karierę. Roześmiał się i stwierdził: „Przypuszczam, że katastrofalnie”).

Jeśli o mnie chodzi, to usłyszałam o Jacku Gilbercie dlatego, że w późniejszym okresie życia wrócił do USA i – z niewiadomych dla mnie przyczyn – przyjął na krótko stanowisko wykładowcy na wydziale twórczego pisania University of Tennessee w Knoxville. Tak się złożyło, że rok później, w 2005 roku, ja objęłam dokładnie tę samą posadę. (Na uniwersytecie zaczęto żartobliwie nazywać to stanowisko „katedrą Gilbertów”). W swoim gabinecie, który wcześniej należał do Jacka, znalazłam jego książki. Wydawało mi się, że czuję tam jeszcze ciepło jego obecności. Przeczytałam jego wiersze i zrobiły na mnie wielkie wrażenie – zarówno ich wspaniałość, jak i to, jak bardzo przypominały twórczość Whitmana. („Musimy zaryzykować zachwyt”, pisał. „Musi nam starczyć uporu, by akceptować swoje zadowolenie w bezlitosnym piekle tego świata”).

Mieliśmy takie samo nazwisko, zajmowaliśmy to samo stanowisko i gabinet, uczyliśmy wielu tych samych studentów, a teraz zachwyciły mnie jego słowa. Nic dziwnego, że tak bardzo mnie zaciekawił. Zaczęłam wypytywać o niego wszędzie, gdzie się dało. Kim był Jack Gilbert?

Studenci powiedzieli mi, że był najbardziej niezwykłym człowiekiem, z jakim się zetknęli. Wydawał się nie z tego świata. Żył w stanie nieustannego zachwytu i zachęcał ich do tego samego. Wspominali, że uczył ich nie tyle, jak pisać poezję, ile dlaczego: z powodu zachwytu. Z powodu upartego zadowolenia. Przekonywał ich, że muszą prowadzić jak najbardziej twórcze życie, by w ten sposób walczyć z bezlitosnym piekłem współczesnego świata.

Ale przede wszystkim prosił swoich uczniów, żeby byli odważni. Bez odwagi, twierdził, nigdy nie zdołają wykorzystać swojego niesamowitego potencjału. Bez odwagi nigdy nie poznają świata tak dogłębnie, jak chciałby być poznany. Bez odwagi ich życie będzie bardzo pospolite – zapewne znacznie bardziej, niżby chcieli.

Nigdy nie poznałam Jacka Gilberta osobiście i już nie poznam, bo zmarł w 2012 roku. Oczywiście mogłam go wcześniej odszukać i postarać się z nim spotkać, ale właściwie tego nie chciałam. (Miałam przykre doświadczenia z osobistym poznawaniem swoich idoli. Czasem kończy się to sporym rozczarowaniem). W każdym razie odpowiadało mi, że istnieje on w mojej wyobraźni jako znaczący i potężny byt utkany z jego wierszy i opowieści, które o nim słyszałam. I postanowiłam, że tak pozostanie, że będę go znała tylko przez swoją wyobraźnię. Jest tam do dzisiaj – dla mnie nadal żywy, całkowicie mój, zupełnie jakbym go sobie wymyśliła.

Nigdy jednak nie zapomnę, co prawdziwy Jack Gilbert powiedział pewnej osobie z krwi i kości. Była to nieśmiała studentka z University of Tennessee, która opowiedziała mi, że pewnego dnia po zajęciach poświęconych tworzeniu poezji Jack wziął ją na bok. Pochwalił jej utwór, po czym zapytał, co chce zrobić ze swoim życiem. Z wahaniem przyznała, że być może chciałaby zostać pisarką.

Uśmiechnął się do niej z bezgraniczną wyrozumiałością i spytał: „Ale czy masz odwagę? Czy masz odwagę pokazać światu swoją pracę? Skarby ukryte w twoim wnętrzu liczą, że powiesz tak”.

Definicja twórczego życia

Dla mnie to właśnie jest podstawowym pytaniem, wokół którego obraca się twórcze życie: Czy masz odwagę pokazać światu skarby, które się w tobie kryją?

Żeby było jasne: nie mam pojęcia, co się w tobie kryje. Bo i skąd? Być może sam nie bardzo to wiesz, choć zapewne czasem coś ci świta. Nie znam twoich możliwości i aspiracji, twoich pragnień czy talentów. Ale niewątpliwie coś wspaniałego jest w tobie ukryte. Twierdzę to z pełnym przekonaniem, bo wierzę, że wszyscy jesteśmy chodzącymi skarbnicami nieodkrytych jeszcze bogactw. Uważam, że to jeden z najstarszych, a jednocześnie najbardziej wspaniałomyślnych dowcipów spłatanych nam przez wszechświat – dla jego i naszej uciechy. Wszechświat ukrywa w nas, ludziach, nieznane klejnoty, a potem przygląda się z boku, czy potrafimy je znaleźć.

Poszukiwania w celu odkrycia tych skarbów – oto twórcze życie.

Zebranie się na odwagę, żeby wyruszyć na te poszukiwania – to decyzja przesądzająca, czy nasze życie będzie przyziemne czy fascynujące.

Często zaskakujący rezultat tych poszukiwań – to właśnie nazywam Wielką Magią.

Wzbogacone życie

Zależy mi, żebyśmy dobrze się zrozumieli. Dla mnie kreatywne życie nie ogranicza się do zawodowego czy choćby amatorskiego poświęcenia się sztukom pięknym, muzyce lub literaturze. Nie musisz tworzyć poezji na szczycie greckiej góry, dawać koncertów w Carnegie Hall ani zdobyć Złotej Palmy w Cannes. (Chociaż jeśli zależy ci na tego rodzaju osiągnięciu, to oczywiście działaj w tym kierunku. Uwielbiam patrzeć, jak ludzie porywają się z motyką na słońce). Nie, kiedy mówię o twórczym życiu, traktuję to znacznie szerzej. Chodzi mi mianowicie o życie, którym w znacznie większym stopniu kieruje ciekawość niż strach.

Jeden z moich ulubionych przykładów kreatywnego życia pochodzi z ostatnich lat i dotyczy mojej koleżanki Susan, która zaczęła uprawiać łyżwiarstwo figurowe po czterdziestce. Dokładniej mówiąc, nie zetknęła się z tym sportem po raz pierwszy, bo była łyżwiarką już jako dziecko. Bardzo to lubiła, ale mając kilkanaście lat, zrezygnowała, gdy okazało się, że nie wystarcza jej talentu, by zostać mistrzynią. (Ach, ten nasz system kształcenia, w którym „utalentowane” dzieci oddziela się od tłumu, by na swych wątłych barkach dźwigały ciężar twórczych aspiracji społeczeństwa. A co z całą rzeszą pozostałych, skazywanych na przyziemne, pozbawione inspiracji życie?)

Susan po przerwaniu swojej przygody z łyżwiarstwem figurowym nie myślała o nim przez ćwierć wieku. Po co zawracać sobie czymś głowę, skoro nie można być najlepszym? A potem skończyła czterdzieści lat i uderzyło ją, jak bardzo zobojętniała na rozmaite sprawy. Dręczył ją niepokój. Poczuła się nudna i ociężała. Zaczęła się zastanawiać nad swoim życiem, jak to często robimy przy takich okrągłych urodzinach. Zadała sobie pytanie, kiedy ostatnio czuła się lekka, radosna i – tak – twórcza we własnej skórze. Ku swojemu zaskoczeniu odkryła, że było to dwadzieścia kilka lat wcześniej, kiedy jako nastolatka uprawiała łyżwiarstwo figurowe. Nie mogła uwierzyć, że przez tyle czasu odmawiała sobie zajęcia, które ubarwiało radością jej życie, i była ciekawa, czy nadal będzie ją cieszyć.

Uległa tej ciekawości. Kupiła łyżwy do jazdy figurowej, znalazła lodowisko i zatrudniła trenera. Nie zwracała uwagi na wewnętrzny głos, który jej powtarzał, że to szaleństwo, że tylko się ośmieszy. Przezwyciężyła też ogromne zażenowanie ogarniające ją, gdy pomyślała, że na lodzie będzie jedyną kobietą w średnim wieku wśród filigranowych dziewięciolatek.

Po prostu to zrobiła.

Trzy razy w tygodniu wstawała przed świtem i rankiem, przed rozpoczęciem wymagającej pracy, przez godzinę jeździła na łyżwach. Jeździła, jeździła i jeździła. Okazało się, że sprawia jej to taką samą przyjemność jak kiedyś. Właściwie nawet większą, bo będąc dorosła, potrafiła docenić wartość przeżywanej radości. Dzięki jeździe figurowej poczuła, że żyje, i miała wrażenie, że się nie starzeje. Opuściło ją poczucie, że jest tylko konsumentem, zaledwie sumą swoich codziennych zadań i obowiązków. Wreszcie wzięła się do czegoś z własnej inicjatywy, wreszcie coś ze sobą robiła.

Wykonując figury na lodzie, czuła, jak odżywa, skok po skoku, obrót po obrocie.

Dodam, że Susan nie rzuciła pracy, nie sprzedała domu, nie zerwała wszystkich znajomości i nie przeprowadziła się do Toronto, żeby tam trenować po siedemdziesiąt godzin tygodniowo pod okiem trenera mistrzów olimpijskich. Ponadto ta historia nie kończy się zdobyciem przez nią mistrzowskich medali. Właściwie wcale się nie kończy, bo moja koleżanka nadal jeździ na łyżwach kilka razy w tygodniu. Nie dla zwycięstw, tylko dlatego, że dzięki temu znajduje piękno i transcendencję w życiu – czego nie osiągnęła w żaden inny sposób. I chciałaby spędzać jak najwięcej czasu w tym stanie ducha, dopóki żyje.

I to wszystko.

To właśnie nazywam twórczym życiem.

Dla każdego z nas będzie ono polegało na czymś innym i różne będziemy osiągać rezultaty, ale mogę z całym przekonaniem powiedzieć jedno: twórcze życie jest życiem znacznie bogatszym. Jest głębsze, szczęśliwsze, wielowymiarowe i bez porównania bardziej interesujące. Takie życie – polegające na nieustannym wydobywaniu na światło dzienne ukrytych w twoim wnętrzu klejnotów – niewątpliwie samo w sobie należy do dziedziny sztuk pięknych.

Bo w twórczym życiu zawsze jest obecna Wielka Magia.

Tytuł oryginału: Big Magic

Copyright © 2015, Elizabeth Gilbert

All rights reserved

Copyright © for the Polish e-book edition by

REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2015

Informacja o zabezpieczeniach

W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

W publikacji wykorzystano czcionkę z rodziny Liberation (https://fedorahosted.org/liberation-fonts/)

Redaktor: Agnieszka Horzowska

Projekt okładki: Helen Yentus

Fotografia na okładce: Henry Hargreaves

Opracowanie graficzne polskiej wersji okładki: Michał Pawłowski / www.kreskaikropka.pl

Wydanie I e-book

(opracowane na podstawie wydania książkowego:

Wielka Magia, wyd. I, Poznań 2015)

ISBN 978-83-7818-956-5

Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61-867-47-08, 61-867-81-40, fax 61-867-37-74

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

e-Book: Sławomir Folkman / www.kaladan.pl


„Drogi Strachu! Kreatywność i ja zamierzamy wyruszyć razem w podróż, więc rozumiem, że pojedziesz z nami, bo zawsze to robisz. Wiem, że twoim zdaniem masz do wykonania poważne zadania w moim życiu i że traktujesz swoją pracę poważnie. Najwyraźniej polega ona na wzbudzaniu we mnie straszliwej paniki, ilekroć mam zrobić coś interesującego. Muszę przyznać, że rewelacyjnie wykonujesz swoje zadanie. Zatem rób swoje, skoro uważasz, że musisz. Ale ja też będę podczas tej podróży robić swoje, czyli ciężko pracować i koncentrować się na tym. A Kreatywność będzie się trzymać swojej roli, czyli stymulowania mnie i inspirowania. W tym samochodzie jest dość miejsca dla nas wszystkich, dlatego możesz się rozgościć, ale musisz zrozumieć jedno: Tylko Kreatywność i ja będziemy podejmować decyzje w trakcie podróży . Uznaję i szanuję to, że należysz do rodziny, dlatego nie wykluczam cię z naszych zajęć, ale mimo to twoje sugestie nie będą brane pod uwagę. Możesz zająć miejsce i wyrazić swoje zdanie, ale nie masz prawa głosu. Nie wolno ci dotykać atlasów drogowych, nie wolno proponować objazdów i nie wolno regulować temperatury. Stary, zabraniam ci nawet ruszać radio . Ale przede wszystkim, drogi stary przyjacielu, absolutnie nie wolno ci prowadzić”.