Opis

Layla musi poślubić o czterdzieści lat starszego Hassana. Taka jest ostatnia wola jej zmarłego ojca. Dzięki temu małżeństwu Hassan przejmie w kraju władzę, choć należy się ona komu innemu – to szejk Raz Al Zahki jest prawowitym następcą. Layla za wszelką cenę chce uniknąć małżeństwa z Hassanem. Wpada na pomysł, jak to zrobić, a jednocześnie pomóc Razowi odzyskać należną mu pozycję. Zdeterminowana wyrusza na pustynię, by go odnaleźć i złożyć mu propozycję…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 154

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Sarah Morgan

W sercu pustyni

Tłumaczenie: Jan Kabat

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Persowie uczą swych synów w wieku od pięciu do dwudziestu lat tylko trzech rzeczy: jazdy konnej, posługiwania się łukiem i mówienia prawdy.

Herodot, ok. 484-425 p.n.e.

– Cicho. – Layla zakryła dłonią usta siostry. – Nadchodzą.

Żałowała, że nie zdążyła wyszukać lepszej kryjówki. Kotara w komnatach ojca nie dawała żadnej pewności, lecz ona wiedziała, że to najbezpieczniejsze miejsce. Nikt nie szukałby tu księżniczek, którym nie wolno było wchodzić do ojcowskiej sypialni, nawet w dniu jego śmierci.

Lecz Layla sama chciała się upewnić, czy człowiek nazywający się jej ojcem leży martwy na łożu i nie zerwie się, by popełnić jakiś grzech przeciwko niej albo jej siostrze. Stała za kotarą i słyszała jego ostatnie złowróżbne tchnienie. Nie wyraził skruchy z powodu zmarnowanego życia, nie wezwał też do siebie córek. Nie wymówił słowa żalu z powodu wyrządzonych krzywd. Zwłaszcza ostatniej, która miała przypieczętować los jednej z nich.

„Hassan musi poślubić Laylę. Tylko dzięki temu naród uzna go za władcę Taszkanu”.

Usłyszawszy kroki, Layla mocniej przycisnęła dłoń do ust siostry i czekała w napięciu, aż ktoś odsunie kotarę.

Zza grubego materiału dotarł odgłos kroków.

– Przeszukaliśmy pałac. Nigdzie ich nie ma.

– Nie mogły zniknąć.

Od razu rozpoznała ostry głos Hassana, kuzyna ojca i – gdyby woli rodziciela stało się zadość – jej przyszłego małżonka. Liczącego sześćdziesiąt lat i spragnionego władzy bardziej niż ojciec.

Ujrzała z przerażającą jasnością swą przyszłość, czarniejszą niż mrok za kotarą. Czuła na dłoni ciepłe usta siostry i wstrzymywała oddech.

– Znajdziemy je, Hassanie.

– Za kilka godzin będziecie tytułować mnie Jego Ekscelencją – odwarknął Hassan. – I lepiej je znajdźcie. Zajrzyjcie do biblioteki, starsza zawsze tam przesiaduje. Młodsza jest zarozumiała. Wyślemy ją do Ameryki. Ludzie wkrótce o niej zapomną. Poślubię jej siostrę przed świtem. Na szczęście jest spokojna, nie będzie się sprzeciwiać.

Nie zna nawet mojego imienia, pomyślała Layla, i nie ma pojęcia, jaka jestem. Wątpiła, czy wie w ogóle, jak wygląda, i była pewna, że nie obchodzi go, czego pragnie. Tak jak jej ojca. Jedyna osoba, która się o nią martwiła, drżała teraz w jej objęciach.

Jej młodsza siostra. Przyjaciółka. Rodzina.

Wieść, że zamierzają wysłać Jasminę do Ameryki, spotęgowała grozę sytuacji. To byłoby najgorsze ze wszystkiego.

– Po co się spieszyć ze ślubem? – spytał ktoś.

– Obaj wiemy, że gdy tylko dowie się o śmierci starego szejka, zjawi się.

Layla wiedziała, o kim mówi. Wiedziała też, że Hassan się boi. Tak bardzo przerażała go sława pustynnego wojownika i prawowitego władcy Taszkanu, że jego imię było zakazane w otoczonym murami mieście. Tym bardziej ludzie uważali go za bohatera.

Teraz Layla, w chwili prywatnego buntu, wymówiła w myślach to imię.

Raz Al Zahki.

Książę, który żył jak Beduin pośród miłującego go ludu. Człowiek pustyni o żelaznej determinacji, sile i cierpliwości. Był gdzieś teraz, ale wiedzieli o tym jedynie nieliczni. Otaczająca go tajemniczość wzmagała niepokój w Cytadeli Taszkanu.

Echo kroków na kamiennej posadzce cichło w dali. Gdy drzwi się zamknęły, Jasmina odetchnęła głęboko.

– Myślałam, że mnie udusisz.

– Bałam się, że krzykniesz.

– Nie jestem aż tak żałosna.

Layla wzięła ją za rękę i wyjrzała ostrożnie zza kotary.

– Poszli. Jesteśmy bezpieczne.

– Bezpieczne? Ten pomarszczony gruby potwór zamierza poślubić cię przed świtem, a mnie wysłać do Ameryki.

– Nie zrobi tego. Nie pozwolę, żeby mi cię odebrał.

– Jak? Chcę, żebyśmy były razem. Nie wyobrażam sobie innego życia. Ty musisz zamykać mi usta, kiedy nie powinnam ich otwierać, a ja muszę pilnować, żebyś nie spędziła całego życia nad książkami.

W głosie Jasminy pobrzmiewała rozpacz i Layla odczuła nagle ciężar odpowiedzialności.

Czuła się mała i słaba wobec bezgranicznej ambicji Hassana.

– Obiecuję, że nas nie rozdzielą.

– Jak zamierzasz dotrzymać tej obietnicy?

– Jeszcze nie wiem. Myślę.

– Myśl prędzej, bo za parę godzin ja będę w samolocie lecącym do Ameryki, a ty w łóżku Hassana.

– Jasmino! – Layla spojrzała zszokowana na siostrę, która wzruszyła ramionami.

– To prawda.

– Co ty wiesz o męskim łóżku?

– Nie aż tyle, ile bym chciała wiedzieć. Może nie byłoby źle wyjechać do Ameryki.

Na ustach Jasminy błąkał się uśmiech, a Layla poczuła ucisk w krtani. Jej siostra potrafiła rozjaśnić najgłębszy nawet mrok.

– Nie mogę cię stracić. – Bała się nawet o tym myśleć. – I nie stracę.

Jasmina popatrzyła w stronę łoża.

– Ojciec naprawdę nie żyje?

– Tak. – Layla nic nie czuła. – Jesteś smutna?

– Niby dlaczego? Widzę go na własne oczy dopiero po raz piąty, ale nie żyje, więc wychodzi na to, że widziałam go tylko cztery razy. Zamienił nam życie w piekło i robi to nawet po śmierci. – Jej błękitne oczy zapłonęły furią. – Wiesz, czego chcę? Żeby Raz Al Zahki wjechał do miasta na tym swoim przerażającym czarnym rumaku i wykończył Hassana. Byłabym mu taka wdzięczna, że od razu bym wyszła za niego i dała mu setkę dzieci.

Layla nie chciała patrzeć na postać leżącą na łożu.

– Nie ożeniłby się z tobą. Jesteś córką człowieka odpowiedzialnego za śmierć jego ojca i jego pięknej żony. Nienawidzi nas, a ja nie mogę go za to winić.

Siebie też nienawidziła za więzy krwi z człowiekiem tak nieludzkim.

– Powinien ożenić się z tobą. Nikt nie mógłby rzucić mu wyzwania, a Hassan byłby skończony.

Ten pomysł był horrendalny, z drugiej strony jednak od niechcianego małżeństwa dzieliły ją tylko godziny.

– Jasmino…

– Podobno miłował żonę tak bardzo, że po jej śmierci ślubował nikogo więcej nie pokochać. Czy może być coś bardziej romantycznego?

Layla poczuła, jak z miejsca opuszcza ją odwaga. Ona by tak nie potrafiła.

– To nie jest romantyczne. To tragiczne.

– Ale być kochaną tak bardzo przez człowieka równie silnego i honorowego…

Jasmina zapatrzyła się gdzieś w dal.

– Przestań marzyć – upomniała ją Layla. Kochała tylko siostrę, innej miłości nie znała. Nigdy nic nie czuła w obecności mężczyzn. Zawsze patrzyła na świat trzeźwo i teraz też musiała to robić. – Jeśli wyślą cię do Ameryki, nie ujrzę cię więcej. Nie dopuszczę do tego.

– Jak? Hassan jest najniebezpieczniejszy, kiedy się boi, a Raz Al Zahki go przeraża. Nie pozwala nawet wymawiać jego imienia. Ale wszyscy to robią, zwłaszcza kobiety. Sama słyszałam.

– Znowu poszłaś na targ? Oszalałaś?

Jasmina zignorowała pytanie.

– Powiadają, że ma serce z lodu i że roztopi je tylko odpowiednia kobieta. Zupełnie jak w tej legendzie o Mieczu i Kamieniu, którą mi czytałaś.

– Och, dorośnij! – Layla zastanawiała się, jakim cudem siostry mogą tak bardzo się różnić. – To była legenda, a to tutaj dzieje się naprawdę.

– Sądzę, że nadejdzie. – Jasmina nie kryła podniecenia. – Grał na zwłokę, kiedy nasz ojciec i Hassan spiskowali. Teraz, gdy ojciec umarł, na pewno zamierza przejąć należną mu godność szejka. Hassan jest przerażony, tak jak i rada. Wysłali patrole na pustynię, choć Raz zna ją lepiej niż ktokolwiek. Nie śpią, bo boją się, że wkroczy nocą do Cytadeli i wymorduje ich we śnie. Nie miałabym nic przeciwko temu. Sama wskazałabym mu drogę.

– Zważaj na słowa.

– Dlaczego? Co mogą mi jeszcze zrobić? I tak nas rozdzielają. Jadę do Ameryki, a ty poślubisz Hassana. Może być coś gorszego?

– Nie poślubię Hassana. – Layla podjęła już decyzję.

– Jak chcesz temu zapobiec? Hassan będzie władcą tylko pod warunkiem, że się z tobą ożeni.

– Więc się nie ożeni.

Jasmina popatrzyła na siostrę z politowaniem.

– Zmusi cię.

– Nie zmusi, jeśli mnie nie znajdzie. – Nie chcąc nawet myśleć o tym, co zamierza zrobić, pobiegła do ojcowskiej garderoby i wzięła dwa burnusy. Jeden rzuciła siostrze. – Włóż to. Zakryj włosy i twarz. Zaczekaj na mnie za kotarą, muszę wziąć coś z biblioteki.

– Myślisz w takiej chwili o książkach?

– Książka może być wszystkim… przyjacielem, ucieczką, nauczycielem… – urwała nagle. – Nieważne. Musimy się stąd wydostać. To będzie jak zabawa w chowanego. – Dostrzegła na twarzy siostry przerażenie. Obie wiedziały, co ta zabawa niegdyś oznaczała. – Te konie, które tak kochasz… potrafisz dosiąść jednego z nich?

– Oczywiście!

– Naczytałam się o arabach, więc myślę, że damy radę. – Miała nadzieję, że się nie myli. – Przedostaniemy się do stajni, a stamtąd wyruszymy na pustynię.

– Na pustynię? Dlaczego?

Choć w myślach buntowała się przeciwko temu, odparła:

– Odnajdziemy Raza Al Zahkiego.

Pustynię omiatał wiatr, szepcząc o śmierci szejka.

Raz Al Zahki stał na skraju obozowiska i wpatrywał się w nocną ciemność.

– Prawda czy plotka?

– Prawda – zapewnił stojący obok Salem. – Potwierdzona.

– Zatem najwyższa pora. – Raz już dawno nauczył się skrywać uczucia, ale poczuł teraz w ramionach ból napięcia. – Wyruszamy dziś w nocy do miasta.

– Jest coś jeszcze, Wasza Wysokość – odezwał się Abdul, jego wieloletni przyjaciel i doradca. – Tak jak przewidywałeś, Hassan planuje poślubić za kilka godzin najstarszą księżniczkę.

– Nim ostygło ciało jej ojca? – Raz roześmiał się cynicznie. – Jak widać, przygniata ją smutek.

– Hassan jest starszy od niej o czterdzieści lat – mruknął Salem. – Co ona na tym zyskuje?

– To żadna tajemnica. Będzie dalej żyć w pałacu i cieszyć się przywilejami. – Raz zapatrzył się w horyzont. – Jest córką najokrutniejszego człowieka, jaki kiedykolwiek rządził Taszkanem. Nie zasługuje na współczucie.

– Jeśli Hassan poślubi dziewczynę, trudniej ci będzie podważyć sukcesję.

– Dlatego zamierzam dopilnować, by do ślubu nie doszło.

Abdul spojrzał na niego wystraszony.

– Chcesz więc zrealizować swój plan? Nawet jeśli to, co sugerujesz, jest…

– Jedynym wyjściem – przerwał mu Raz, słysząc twardość w swym głosie. Cieplejsze uczucia, do jakich był niegdyś zdolny, zmarły wraz z kobietą, którą kochał. – Rozważyliśmy wszystko i… – urwał, gdy z ciemności dobiegł gwar głosów. Jego strażnicy otoczyli go bezzwłocznie. Ludzie, którzy służyli mu od piętnastu lat, gdy brutalnie zamordowano jego ojca. Którzy oddaliby za niego życie.

Abdul zasłonił go własnym ciałem. Raz, łagodnie lecz stanowczo, odsunął doradcę na bok, ten jednak zaprotestował.

– Odejdź! To może być zamach.

Raz skupił wzrok na szczupłej postaci chłopca, którego trzymało dwóch jego ludzi.

– Nie wygląda na groźnego.

– Znaleźliśmy go na pustyni w pobliżu granicy z Zurbanem. Jest chyba sam i mówi, że ma wiadomość dla Raza Al Zahki.

Wiedząc, że chcą chronić jego tożsamość, dał im znak, by podeszli bliżej. Chłopiec osunął się na kolana, a Raz dostrzegł pod szatami szczupłość jego ciała.

– Jaką masz wiadomość dla Raza, chłopcze? – spytał Salem.

– Muszę pomówić z nim osobiście – wymamrotał jeniec prawie niezrozumiale. – Bez świadków.

– Nie zbliżyłbyś się do niego nawet na sto kroków. Zjadłby cię żywcem.

– Nie obchodzi mnie, co ze mną zrobi, byle mnie wysłuchał. Zaprowadźcie mnie do niego. Błagam.

Chłopiec pochylił głowę, a Raz zwrócił uwagę na kształt szczupłych ramion.

– Nie boisz się?

Wiatr szarpał szaty chłopca, który przytrzymywał je desperacko.

– Tak, boję się, ale nie Raza Al Zahkiego.

– To trzeba ci dać nauczkę. – Strażnik podniósł chłopca z ziemi, a ten syknął z bólu. – Zatrzymamy go tutaj, rankiem zaś przepytamy.

– Rano będzie za późno. Muszę mówić z nim teraz. Chodzi o przyszłość Taszkanu.

Raz przyglądał się chłopcu okrytemu zbyt obszernymi szatami.

– Zaprowadźcie go do mojego namiotu.

Wszyscy spojrzeli na niego zdumieni.

– Zróbcie to – nakazał Raz, ale strażnicy wciąż się wahali.

– Najpierw go przeszukamy…

– Zaprowadźcie go do mojego namiotu i zostawcie nas samych.

Abdul dotknął jego ramienia.

– Nigdy nie kwestionowałem twych decyzji, Wasza Wysokość, ale tym razem proszę, by towarzyszyli ci strażnicy.

– Sądzisz, że nie potrafię obronić się przed kimś tak słabym?

– Sądzę, że Hassan nie cofnie się przed niczym. To może być pułapka.

– Zgadzam się – wtrącił Salem. – Idę z tobą.

Raz położył mu dłoń na ramieniu.

– Doceniam to, ale musisz mi zaufać.

– Jeśli coś ci się stanie…

– Dopilnujcie, by nam nie przeszkadzano. – Odprawił strażników i wszedł do namiotu, po czym opuścił jego poły.

Chłopiec klęczał w najdalszym kącie, wciąż związany. Raz podszedł do niego i przeciął sznury jednym ruchem noża.

– Wstań.

Chłopiec podniósł się po chwili wahania, po czym znów uklęknął.

– Chyba nie dam rady – rzucił przez zaciśnięte zęby. – Jechałem długo na koniu i skaleczyłem się w kostkę, kiedy spadłem z siodła.

Raz popatrzył na szczupłą postać u swych stóp.

– Powiedz mi, dlaczego tu jesteś.

– Będę mówić tylko z Razem Al Zahkim, nikim innym.

– Więc mów – nakazał cicho Raz, a chłopiec podniósł zdumiony głowę.

– To ty?

– Ja tu zadaję pytania. – Raz schował nóż. – I chcę wiedzieć, co robi kobieta w moim obozie, i to w środku nocy. Dlaczego weszłaś bezbronna do jaskini lwa, księżniczko?

Layla czuła ból, którego źródłem był upadek z konia i świadomość, że jej siostra zaginęła gdzieś na pustyni. Wszystko przez nią.

To ona podsunęła ten głupi pomysł, choć zawsze podejmowała każdą decyzję z rozwagą.

Byłoby lepiej, gdyby Hassan wysłał Jasminę do Ameryki. Wiedziałaby przynajmniej, że siostrze nic nie grozi.

Teraz zaś Jasmina była zgubiona, ona sama zaś trafiła jako więzień do obozu Raza Al Zahkiego, człowieka, który miał wszelkie powody jej nienawidzić.

Człowieka, który wiedział, z kim ma do czynienia.

Stał na szeroko rozstawionych nogach, jego przystojna twarz nie zdradzała nawet śladu uśmiechu. Ciało odznaczało się muskularną budową wojownika, ramiona były szerokie i mocne. Wiedziała, że cierpiał kiedyś straszliwie, ale jego oblicze nie pozwalało się tego domyślać. To nie był złamany człowiek. Nie miał w sobie nic miękkiego. Od samego początku wyczuwała w nim pewność siebie i władczość typowe dla przywódcy.

– Wiedziałeś cały czas, kim jestem?

– Zorientowałem się po kilku sekundach. Twoja twarz zapada w pamięć, księżniczko. I twoje oczy.

Nikt nigdy tak do niej nie mówił i teraz poczuła się zaskoczona.

Czytała o nim, zapamiętując wszystko: datę urodzin, niezwykłą karierę wojskową, dyplom inżyniera. Wiedziała, że jest znakomitym jeźdźcem i że zna się na koniach arabskich. Uświadomiła sobie jednak, że niewiele mówi to o człowieku.

Nie wiedziała, że jego oczy są ciemniejsze niż pustynia nocą ani że sprawuje władzę stokrotnie większą, niż się wydawało. Że potrafi przejrzeć każdego. Że suche fakty nie oddają siły ani charyzmy.

Przypomniała sobie plotki, które przekazała jej siostra. Raz Al Zahki był kobieciarzem. Zanim się zakochał, a potem zamknął w sobie.

– Skąd mnie znasz?

– Muszę znać swoich wrogów.

– Nie jestem twoim wrogiem.

Nie mogła go winić za te słowa. Jego rodzina doznała straszliwych cierpień od jej rodziny. Od pokoleń dzieliła je przepaść.

– Wobec tego muszę zadać ci drugie pytanie… gdzie jest Hassan? Tak bardzo się boi, że przysyła kobietę?

– Nie jestem tu z powodu Hassana. Towarzyszyła mi siostra, Jasmina, ale spadłam z konia. Przepraszam… pomóż mi ją odszukać. Błagam. Jest sama na pustyni i nie ma pojęcia, jak przeżyć.

Była zrozpaczona, lecz on nie okazywał współczucia.

– Gdzie jest Hassan?

– Może w pałacu, a może nas szuka. Nie wiem.

– Nie wiesz? Przecież to człowiek, którego masz za kilka godzin poślubić.

Gdyby Hassan znalazł najpierw Jasminę…

– Wiesz o ślubie?

– Wiem wszystko.

– Jeśli uważasz, że chcę go poślubić, to najwyraźniej nie wiesz wszystkiego.

Dostrzegła w jego oczach błysk zaskoczenia.

– Jak się wydostałaś pałacu, jeśli nie za jego zgodą?

– Uciekłyśmy. Moja siostra kocha konie. Wzięła ze stajni najszybszego. Niestety, zapomniała mi powiedzieć, że nie potrafi go okiełznać. Nie poradziłyśmy sobie z nim.

– Nie poradziłyście sobie? Jechałyście na jednym koniu?

– Tak. Nie jesteśmy ciężkie, poza tym nie chciałyśmy się rozdzielać. – Nie powiedziała mu, że nigdy wcześniej nie jeździła konno. Wiedziała wszystko o arabach, ale ani razu żadnego nie dosiadła. – Coś go wystraszyło i wierzgnął. Spadłam, a on pognał dalej z Jasminą na grzbiecie. Też pewnie spadła.

Próbowała dźwignąć się z kolan, gdy do namiotu wbiegły dwa duże psy. Czworonogi znieruchomiały, szczerząc zęby.

Raz powiedział coś do nich, a one przywarły brzuchami do ziemi, patrząc na niego z uwielbieniem.

– Saluki? – Strach niemal dławił jej oddech. – Masz charty perskie?

– Znasz tę rasę?

– Oczywiście. Jest jedną z najstarszych na świecie. Znajdywano je zmumifikowane w piramidach egipskich obok ciał faraonów.

Nie wspomniała o mrocznych doświadczeniach, o których wolałaby zapomnieć.

– Twierdzisz, że chciałyście uciec. Dokąd?

– Do ciebie. – Obserwowała psy. – Próbowałyśmy cię znaleźć.

– W noc śmierci twojego ojca? Nie widzę łez, więc sądzę, że tak jak on nie żywisz sentymentów.

Naprawdę tak myślał?

Chciała zaprotestować, ale wiedziała, że chwila jest nieodpowiednia.

– Ojciec wyraził przed śmiercią życzenie, żebym poślubiła Hassana.

– To dlaczego mnie szukałaś?

– Jesteś prawowitym władcą, ale jeśli mnie poślubi, osłabi to twoją pozycję, a wzmocni jego.

Wydawało się, że słucha jej z uwagą.

– To wciąż nie wyjaśnia, dlaczego tu jesteś.

Dopiero teraz Layla uświadomiła sobie, jak bardzo miała nadzieję, że właśnie on to powie. Słynął ze swej inteligencji, prawda? Nie pojmował, dlaczego się tu znalazła? Nie dostrzegał jedynego rozwiązania?

– Nie winię cię, że nas nienawidzisz. – Powiedziała to bezwiednie i gdy spojrzała na niego, mogła tylko myśleć o stracie, której doznał. – Zapomnij o tym, kim jestem. Proszę cię tylko, żebyś zrobił to, co należy zrobić.

– A co według ciebie należy zrobić, księżniczko?

Żaden mężczyzna nigdy nie pytał jej o zdanie. Od dnia, w którym zrobiła pierwszy krok, aż do chwili, gdy wymknęła się wraz z siostrą przez okno ojcowskiej sypialni.

Ten mężczyzna jednak ją spytał. I słuchał jej.

Był dumny i pewny siebie. Zrozumiała, dlaczego tak wielu ludzi mu ufało. Różnił się od Hassana tak, jak ocean różni się od pustyni.

– Sam wiesz. Musisz zająć należne ci miejsce. Położyć temu kres, zanim Hassan zakończy to, co zaczął mój ojciec. Zanim zrujnuje kraj w samolubnym dążeniu do władzy… I dlatego musisz mnie poślubić. Teraz. Zanim Hassan mnie odnajdzie i zabierze.

Tytuł oryginału: Lost to the Desert Warrior

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2013

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2013 by Sarah Morgan

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2015

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-1715-6

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.