Urwisko - Robert Małecki - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Urwisko ebook i audiobook

Robert Małecki

4,6

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

102 osoby interesują się tą książką

Opis

Najsilniejsza jest nienawiść do samego siebie

Drugi tom nowego cyklu kryminalnego Roberta Małeckiego z policjantami Archiwum X Marią Herman i Olgierdem Borewiczem

Nie ma mroczniejszego koszmaru niż ten, w którym umiera twoje dziecko. A co, jeśli to nie sen i winę za tę śmierć ponosisz wyłącznie ty?

Dzień, w którym w rozgrzanym samochodzie umiera Zuzia, na zawsze odciska piętno na jej rodzinie. Pod ciężarem odpowiedzialności matka dziewczynki przeżywa załamanie, a gdy wydaje się, że już przezwyciężyła traumę, znika bez śladu.

Kilka lat później bydgoski zespół Archiwum X wraca do akt sprawy. Wszystko wskazuje na to, że jej rozwiązanie jest blisko. Do czasu. Policjanci, znużeni piekielnym upałem, nagle gubią tropy, a prawda, ukryta w cieniu mrocznych zdarzeń, wymyka im się z rąk.

Maria Herman i Olgierd Borewicz muszą rozwiązać zagadkę kolejnej okrutnej zbrodni i nie dać się zwieść własnym demonom…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 473

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 13 godz. 20 min

Lektor: Andrzej Ferenc

Oceny
4,6 (1335 ocen)
880
358
80
14
3
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
AgnieszkaSulkowska

Nie oderwiesz się od lektury

Mam wrażenie, że Robert Małecki z każdą kolejną książką jest coraz lepszy w swoim pisarstwa. Dla mnie pozycja nieodkładalna, cudownie angażując czytelnika! Fabuła uszyta na miarę, POLECAM!
100
kurwamacjapierdole

Nie oderwiesz się od lektury

Nic dodać nic ująć, Czekam na kolejną część
60
lucynastelljes

Nie oderwiesz się od lektury

Super lektura
50
elakoza

Nie oderwiesz się od lektury

Doczekałam się wreszcie następnego tomu. Nie zawiodłam się. Rewelacja. Mam nadzieję na ciąg dalszy.
62
dorsie1978

Nie oderwiesz się od lektury

Fantastyczna!
40

Popularność




Opieka re­dak­cyjna: EWE­LINA KO­RO­STYŃ­SKA
Re­dak­cja: ANNA MI­LEW­SKA
Ko­rekta: JA­CEK BŁACH, MA­RIA ROLA, AGNIESZKA STĘ­PLEW­SKA
Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wych: TO­MASZ MA­JEW­SKI
Zdję­cia na okładce: OLENA SER­GIENKO/Unsplash, JO­ANNA NIX-WAL­KUP/Unsplash
Re­dak­tor tech­niczny: RO­BERT GĘ­BUŚ
© Co­py­ri­ght by Ro­bert Ma­łecki © Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie, 2023
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-08-07835-8
Wy­daw­nic­two Li­te­rac­kie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kra­ków bez­płatna li­nia te­le­fo­niczna: 800 42 10 40 księ­gar­nia in­ter­ne­towa: www.wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl e-mail: ksie­gar­nia@wy­daw­nic­two­li­te­rac­kie.pl tel. (+48 12) 619 27 70
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Pa­mięci Ma­te­usza Ku­char­skiego,mo­jego dziel­nego chrze­śniaka,który od­szedł przed­wcze­śnie

PRO­LOG

To nie wy­glą­dało na ła­godną i szybką śmierć.

Roczna dziew­czynka bez­gło­śnie pła­kała. Pot spły­wał jej po czer­wo­nej z wy­siłku twa­rzy. Pro­sto­wała drżące rączki, wy­gi­nała ciało w łuk, pró­bu­jąc się uwol­nić z cia­sno za­pię­tych pa­sów fo­te­lika sa­mo­cho­do­wego.

Prze­ra­żona ko­bieta nie­mal od­sko­czyła od szczel­nie za­mknię­tego auta, wy­sta­wio­nego na sło­neczny żar. Miało już być po wszyst­kim.

Tym­cza­sem mała wciąż żyła.

Kil­ka­na­ście mi­nut wcze­śniej tam­tego czwart­ko­wego przed­po­łu­dnia, w naj­go­ręt­szy dzień czerwca dwa ty­siące sie­dem­na­stego roku, ci­szę za­kłó­ciły krót­ko­trwały ter­kot sil­nika oraz od­głos dra­pa­nia wy­so­kich traw o pod­wo­zie. Sa­mo­chód po­to­czył się w dół po sta­rej grun­to­wej dro­dze i za­trzy­mał w po­bliżu ta­fli wody przy za­po­mnia­nym przez świat żwi­ro­wi­sku.

Zgrzyt­nął ręczny, a po­tem ci­sza znów na mo­ment wy­peł­niła to miej­sce.

Prze­rwało ją głu­che trza­śnię­cie drzwi.

Ko­bieta za­pa­mię­tała, o któ­rej wy­sia­dła z auta, lecz stres spra­wił, że chwilę póź­niej stra­ciła ra­chubę czasu.

Ode­szła kilka me­trów da­lej, kuc­nęła w żół­tej pla­mie syp­kiego pia­sku i zmu­siła się do wol­nego re­cy­to­wa­nia tek­stu pio­senki, którą usły­szała rano w ra­diu. Wo­lała cięż­sze dźwięki, ale ten po­powy utwór za­gnieź­dził się w jej gło­wie i co rusz od­twa­rzał się na nowo. Pod­dała się tej me­lo­dii, bo tylko w ten spo­sób była w sta­nie za­trzy­mać na­tłok my­śli.

Po­wtó­rzyła pierw­szy wers i drugi, ale ten trzeci, jak na złość, ule­ciał jej z pa­mięci.

– Po­ko­chać cię, mój Char­lie, Char­lie. Tak czu­łam, że mocna to rzecz – szep­tała nad wodą ko­lejny już raz, jakby to miało spra­wić, że zgu­bione słowa same ją od­najdą. Tym­cza­sem czarna dziura w pa­mięci roz­ra­stała się do mon­stru­al­nych roz­mia­rów.

Ni­jak nie umiała so­bie przy­po­mnieć frag­mentu tek­stu.

Może to przez ten upał, po­my­ślała.

Pro­mie­nie słońca obez­wład­niały, a w za­głę­bie­niu te­renu nie było na­wet skrawka cie­nia. Woda, po­kryta rzęsą przy za­ro­śnię­tych brze­gach, nio­sła mdły za­pach i skądś, być może z po­bli­skiej kępy dzi­kich traw, do­bie­gało ba­sowe brzę­cze­nie much.

Strużka potu po­to­czyła się po skroni, bluzka przy­le­piła się do ple­ców.

Za­mknęła oczy i pró­bo­wała prze­trwać.

I wtedy to się stało.

Ci­szę prze­rwał gło­śny sy­gnał te­le­fonu. Serce za­biło jej szyb­ciej, apa­rat omal nie wy­padł z drżą­cych rąk.

Od­rzu­ciła po­łą­cze­nie, cho­ciaż miała ochotę po­ga­dać. Po­czu­łaby się le­piej, za­bi­łaby czas. A tak jej my­śli wciąż za­przą­tał ten cho­lerny trzeci wers pio­senki, za­gu­biony gdzieś w sy­nap­sach.

W przy­pły­wie zło­ści się­gnęła po ka­mień, le­żący obok jej nogi, i ci­snęła go w wodę. Chlup­nęło, okręgi fal roz­bie­gły się do brze­gów i ta­fla wody znów znie­ru­cho­miała.

Może to już?

Po­my­ślała, że po­winna już je­chać.

Na wszelki wy­pa­dek od­cze­kała jesz­cze chwilę. Z za­mknię­tymi oczami od­li­czyła do trzy­dzie­stu i w końcu po­de­szła do sa­mo­chodu.

Szarp­nęła za przed­nie drzwi.

Go­rące po­wie­trze na­gro­ma­dzone w au­cie sma­gnęło ją po go­łych no­gach, jakby otwo­rzyła wrota pie­kieł i uwol­niła wrzącą lawę. Wraz z cie­płem w noz­drza ude­rzył ją ciężki i kwa­śny odór mo­czu.

Z tru­dem po­wstrzy­mała tor­sje i po­otwie­rała po­zo­stałe drzwi.

Znowu mu­siała po­cze­kać, aż wnę­trze nie­wiel­kiego po­jazdu się wy­chło­dzi. Cho­ciażby odro­binę, byle nie czuć tego smrodu.

Wie­rzyła, że Bóg, je­śli gdzieś jest, wy­na­gro­dzi jej te wszyst­kie stresy. Prze­cież ro­biła to z mi­ło­ści.

Po­czuła, że coś łazi jej po ra­mie­niu i kie­ruje się w stronę oboj­czyka. Chciała strą­cić owada, lecz zdą­żył od­le­cieć, więc do­tknęła tylko swo­jej wil­got­nej od potu skóry. Po chwili na­tręt wró­cił. Znów pac­nęła dło­nią i tym ra­zem udało jej się zgnieść nie­wiel­kiego ro­bala o wą­skim od­włoku za­koń­czo­nym dwoma dłuż­szymi wło­skami.

Wzdry­gnęła się z obrzy­dze­nia.

Uznała, że nie zo­sta­nie tu ani chwili dłu­żej. Po­za­my­kała drzwi, usia­dła na roz­grza­nym fo­telu i mimo że kie­row­nica wciąż była go­rąca, prze­krę­ciła klu­czyk w sta­cyjce.

Pu­ściła sprzę­gło i wy­co­fała auto w górę po nie­rów­nej po­chylni. Tam na­wró­ciła, a dwie­ście me­trów da­lej, kiedy wje­chała w las i prze­krę­ciła lu­sterko wsteczne, by nie wi­dzieć ob­razu tyl­nej ka­napy, znów coś usia­dło jej na szyi.

Wci­snęła pe­dał ha­mulca do oporu, aż opony wgry­zły się w żwir.

Sa­mo­cho­dem szarp­nęło.

Wy­sko­czyła na drogę i cała się otrze­pała.

Do­piero gdy była pewna, że nic jej nie grozi, wró­ciła do auta. Na wszelki wy­pa­dek obej­rzała się w prze­krzy­wio­nym lu­sterku i na­gle zo­ba­czyła, że taki sam pa­skudny owad znowu po niej spa­ce­ruje.

– Spier­da­laj! – Chciała go za­bić, ale i tym ra­zem był szyb­szy.

Uciekł do tyłu.

Naj­waż­niej­sze, żeby dał jej już spo­kój, bo mu­siała się sku­pić.

Po­pra­wiła włosy i wy­je­chała z za­cie­nio­nego le­śnego traktu na za­laną słoń­cem as­fal­tową drogę.

Wszystko szło zgod­nie z pla­nem.

Dla­tego zdo­była się na uśmiech i włą­czyła ciężką mu­zykę.

Do­kład­nie taką, jaką lu­biła naj­bar­dziej.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki