Twoje nieświadome wzorce. Jak sprawić, by działały dla ciebie - Courtney Tracy - ebook

Twoje nieświadome wzorce. Jak sprawić, by działały dla ciebie ebook

Courtney Tracy

0,0
54,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

W jaki sposób to, czego sobie nie uświadamiasz, kieruje twoim życiem – i co z tym zrobić?

Dr Courtney Tracy obala przestarzałe podejście do samorozwoju. Zamiast próbować zmieniać to, jak funkcjonujemy jako ludzie (spojler: to niemożliwe!), proponuje nową metodę pracy z nieświadomością, opartą na sprawdzonym programie 12 kroków. Dzięki przystępnym wyjaśnieniom naukowym, anegdotom i licznym otwierającym oczy ćwiczeniom przejdziesz prawdziwą rewolucję w postrzeganiu siebie i innych. Z książki dowiesz się m.in.:

• czym są nieświadomość i jak wpływa na twoje codzienne życie,

• jakimi ukrytymi motywami się kierujesz, podejmując decyzje, i jak to zmienić (lub zaakceptować),

• jak nauczyć się kontrolować cierpienie i przyjemność, by one nie kontrolowały ciebie,

• dlaczego to zupełnie normalne, że czasem nie wiesz, co czujesz,

• jak zachować integralność somatyczną, czyli równowagę między ciałem i umysłem,

• czym jest nieświadomość pokoleniowa, która dotyczy każdego z nas,

• jak zwiększać swoją świadomość, by żyć pełniej, szczęśliwiej i w zgodzie z każdą cząstką siebie (i co to tak naprawdę znaczy?).

Ta książka jest prawdopodobnie jedną z pierwszych publikacji poświęconych wszystkim ukrytym procesom, które zachodzą wewnątrz ciebie – i pierwszą, która pokaże ci, jak nieustannie poszerzać swoją świadomość.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 356

Data ważności licencji: 5/28/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Podziękowania

Wyrazy naj­głęb­szej wdzięcz­no­ści kie­ruję przede wszyst­kim do mojego męża, któ­rego nie­usta­jące wspar­cie i miłość były dla mnie opar­ciem i bez­pieczną przy­sta­nią. W chwili uka­za­nia się tej książki świę­tu­jemy dwu­dzie­sto­le­cie naszego związku. Bez cie­bie, Max, nie mogła­bym się stać tym, kim jestem. Kocham cię.

Moim rodzi­com, Kenowi i Deneen, dzię­kuję za życie. Za to, że nie­za­leż­nie od oko­licz­no­ści pozwa­lali mi być sobą i sami też pozo­stali sobą, czyli kocha­ją­cymi i naprawdę faj­nymi ludźmi. Zawsze będę waszą małą dziew­czynką. Kocham was oboje bar­dziej, niż wam się wydaje.

Tri­cio i Jefie, dzię­kuję wam za wspar­cie i miłość oraz za poło­że­nie fun­da­men­tów, na któ­rych buduję swoje marze­nia. (I dzięki za męża, jest wspa­niały).

Spe­cjalne podzię­ko­wa­nia należą się też Sammi Cools, to twoje serce i umysł wyty­czyły moją drogę jako Truth Doctor. Zasłu­gu­jesz na wszystko, co naj­lep­sze. Nie prze­sta­waj czuć, to twoja wielka siła.

Jes­sice Flo­res dzię­kuję, że ode­brała ode mnie tele­fon wtedy i każ­dego innego dnia. Mam nadzieję, że będziesz to robić także w przy­szło­ści. Jesteś naj­lep­szą przy­ja­ciółką, jaką kie­dy­kol­wiek mia­łam, i jestem z cie­bie dumna.

CeCe Lyro, moja genialna agentko lite­racka, zary­zy­ko­wa­łaś i zaję­łaś się moim pro­jek­tem z pasją i zaan­ga­żo­wa­niem prze­kra­cza­ją­cymi moje naj­śmiel­sze ocze­ki­wa­nia. To dzięki twoim wska­zów­kom ta książka przy­jęła swoją osta­teczną formę. Dzię­kuję za zaufa­nie i za to, że moje marze­nie stało się rze­czy­wi­sto­ścią.

Ceri i Sarze dzię­kuję za to, że były ze mną na eta­pie pisa­nia książki i szu­ka­nia wydawcy, z wdzię­kiem i cier­pli­wo­ścią poma­ga­jąc mi prze­brnąć przez wszyst­kie zawi­ło­ści tego pro­cesu (także te, któ­rych sama byłam przy­czyną).

Dzię­kuję Eileen Roth­schild i całemu zespo­łowi St. Mar­tin’s za dostrze­że­nie w moim pomy­śle war­to­ści i zaufa­nie mi, że dostar­czę wam książkę takiej jako­ści, na jaką liczy­li­ście. Wasza wiara w ten pro­jekt była dla mnie źró­dłem moty­wa­cji i powo­dem do dumy.

Dzię­kuję też wszyst­kim ludziom na całym świe­cie, któ­rzy zoba­czyli mnie w mojej naj­praw­dziw­szej postaci. Wasza akcep­ta­cja i wspar­cie dodają mi odwagi do bycia naj­bar­dziej auten­tyczną wer­sją sie­bie. Dzię­kuję wam. Tak bar­dzo, bar­dzo się cie­szę, że jeste­ście.

Jak radzić sobie z byciem człowiekiem?

„Nie potra­fię się zmie­nić”. „Ni­gdy nie będę w sta­nie się kon­tro­lo­wać”. „Tylko ja taki jestem”. „Bycie czło­wie­kiem jest takie trudne”.

Masz rację. Bycie czło­wie­kiem jest trudne (ale mylisz się co do reszty). Nauczy­łam się w życiu dwóch prawd o ludz­kiej kon­dy­cji, które osta­tecz­nie dopro­wa­dziły mnie do napi­sa­nia tej książki. Nie dowie­dzia­łam się tego pod­czas stu­diów magi­ster­skich ani kiedy uczy­łam się zawodu psy­cho­te­ra­peuty. To, co teraz powiem, wynika z moich wła­snych doświad­czeń życio­wych i lat spę­dzo­nych na słu­cha­niu histo­rii innych ludzi.

Oto moje prawdy:

Wielu z nas trak­tuje sie­bie (i/lub innych ludzi) okrop­nie, a wynika to z tego, że:

więk­szość z nas nie wie, jak funk­cjo­nuje czło­wiek. Jeśli nie rozu­miesz sie­bie, nie jesteś też w sta­nie zro­zu­mieć innych.

Nad­szedł czas, aby nauczyć się, jak radzić sobie z byciem czło­wie­kiem.

Kiedy mówię o radze­niu sobie, nie mam na myśli oducze­nia cię bycia czło­wie­kiem. Cho­dzi mi o opa­no­wa­nie sztuki sta­wa­nia się lep­szą wer­sją sie­bie, o bycie najlep­szą osobą, jaką możesz się stać. Chcę, żebyś uwie­rzył, że wbrew temu, co prze­czy­tasz w popu­lar­nej pra­sie, nie trzeba wcale prze­żyć głę­bo­kiej traumy, by dzia­łać na auto­pi­lo­cie i pozwo­lić nie­wi­dzial­nym siłom prze­jąć kon­trolę nad two­imi emo­cjami i zacho­wa­niem. To po pro­stu część ludz­kiej kon­dy­cji. Odbu­do­wy­wa­nie sie­bie zaczyna się od uświa­do­mie­nia sobie, być może po raz pierw­szy w życiu, że bycie czło­wie­kiem w obec­nym sta­nie to czę­sto jeden wielki bała­gan.

Spójrzmy praw­dzie w oczy: bycie czło­wie­kiem jest skom­pli­ko­wane. Wiąże się z poru­sza­niem w świe­cie, w któ­rym wiele z histo­rii kształ­tu­ją­cych twoją toż­sa­mość zostało napi­sa­nych przez innych lub przez ogół spo­łe­czeń­stwa. To życie z mózgiem, który za pomocą auto­ma­tycz­nych myśli i osą­dów podej­muje decy­zje w twoim imie­niu, lecz bez two­jej wie­dzy. To życie, w któ­rym czę­sto jesteś zmu­szony igno­ro­wać sygnały, które wysyła ci twoje ciało – czy to w postaci stresu obja­wia­ją­cego się bólem fizycz­nym, czy prze­czuć, któ­rych nie słu­chasz, bo wolisz kie­ro­wać się „logiką”. Przy­kła­dem takiego zacho­wa­nia jest wybór part­nera według wyso­ko­ści jego zarob­ków, a nie tego, jak cię trak­tuje.

Od chwili two­ich naro­dzin kształ­tuje cię spo­łe­czeń­stwo, w tym twoja rodzina, przy­ja­ciele i normy kul­tu­rowe, w któ­rych cię wycho­wano, a nawet języki, któ­rymi się posłu­gu­jesz i które pozwa­lają ci nazy­wać abs­trak­cyjne poję­cia. Nie­które uczu­cia można wszak wyra­zić tylko za pomocą okre­ślo­nego słowa z danego języka. Świat i jego miesz­kańcy narzu­cili ci, jaki, ich zda­niem, powi­nie­neś być: jakie role odgry­wać, jakie zacho­wa­nia prze­ja­wiać i jakie ocze­ki­wa­nia speł­niać. Nikt jed­nak nie wspo­mi­nał przy tym o praw­dzi­wej, suro­wej esen­cji ludz­kiej natury. Więk­szość z nas ni­gdy nie spo­tkała nikogo, kto by z nami usiadł i poroz­ma­wiał o tym, co dzieje się w naszym wnę­trzu: o burzy wra­żeń, myśli, uczuć i zacho­wań, które skła­dają się na nasze wewnętrzne i zewnętrzne doświad­cze­nia. Musie­li­śmy radzić sobie z tym sami, bez niczy­jej pomocy.

Nikt ni­gdy cię tak naprawdę nie nauczył, jak być czło­wie­kiem, dla­tego pro­ces radze­nia sobie z wła­snym czło­wie­czeń­stwem wymaga kwe­stio­no­wa­nia przy­ję­tych nar­ra­cji i zasta­no­wie­nia się, czy rze­czy­wi­ście rezo­nują one z two­imi naj­głęb­szymi praw­dami i naj­waż­niej­szymi war­to­ściami. To przy­glą­da­nie się wybo­rom i decy­zjom, które podej­mu­jesz każ­dego dnia. Zada­wa­nie sobie pytań, czy robisz to świa­do­mie, czy też w opar­ciu o wzorce wyuczone w prze­szło­ści, które wciąż przy­no­szą ci ten sam zna­jomy ból tu i teraz. Wsłu­chi­wa­nie się w mądrość wła­snego ciała i uzna­nie, że fizyczne odczu­cia i emo­cje są nie tylko szu­mem w tle, lecz istot­nymi sygna­łami wska­zu­ją­cymi drogę do zdro­wia i dobrego samo­po­czu­cia.

Kim jest Courtney Tracy?

Jestem kobietą, która uro­dziła się w połu­dnio­wej Kali­for­nii jako córka dwojga zako­cha­nych w sobie nasto­lat­ków.

Moi rodzice szybko się pokłó­cili, ni­gdy się nie pobrali i nie­mal od razu zosta­łam dziec­kiem samot­nej matki, która łapała się wielu róż­nych prac, ale i tak nie zdo­ła­łaby się utrzy­mać bez zasiłku i bonów żyw­no­ścio­wych. Pod dachem swo­ich wła­snych rodzi­ców, woj­sko­wych laty­no­skiego pocho­dze­nia, sta­rała się wycho­wać mojego młod­szego przy­rod­niego brata i mnie – emo­cjo­nalną, nieco upartą i skłonną do popa­da­nia w zamy­śle­nie małą dziew­czynkę – naj­le­piej, jak potra­fiła.

Kiedy mia­łam 7 lat, prze­szłam test GATE i zna­la­złam się w 99 per­cen­tylu, co zakwa­li­fi­ko­wało mnie do pro­gramu dla szcze­gól­nie uzdol­nio­nych uczniów. Ja jed­nak upar­cie odma­wia­łam współ­pracy. W kla­sie było dla mnie za jasno, a nauczy­ciel był za gło­śny. Zsi­ka­łam się też na lek­cji, i to wię­cej niż raz, bo nie potra­fi­łam słu­chać sygna­łów, które wysy­łało mi moje ciało. Za nic nie chcia­łam tam wra­cać.

Kiedy mia­łam 8 lat, całe lato spę­dzi­łam na wie­lo­krot­nym czy­ta­niu egzem­pla­rza Wojny i pokoju mojego dziadka – tysiąc­trzy­stu­stro­ni­co­wej filo­zo­ficz­nej powie­ści o prze­zna­cze­niu i wol­nej woli na tle wojen­nej zawie­ru­chy w Rosji – odma­wia­jąc robie­nia cze­go­kol­wiek innego.

Kiedy mia­łam 10 lat, poje­cha­łam do Disney­landu („naj­szczę­śliw­szego miej­sca na Ziemi”) i jestem pewna, że to było naj­gor­sze prze­ży­cie mojego dzie­ciń­stwa. W żad­nym innym miej­scu nie musia­łam zno­sić tylu bodź­ców naraz.

W wieku 13 lat stra­ci­łam dzie­wic­two i dowie­dzia­łam się, że pewne sub­stan­cje che­miczne mogą łatwo zmie­nić to, jak się czu­jesz, myślisz i co robisz. Spodo­bało mi się to.

A w wieku 15 lat, kiedy pozna­łam chło­paka, któ­rego w przy­szło­ści mia­łam nazy­wać swoim mężem, po raz pierw­szy poszłam na odwyk. Nie byłam już wtedy w sta­nie kon­tro­lo­wać mojego ciała, mózgu i umy­słu. Odwyk raz przy­no­sił sku­tek, a raz nie.

7 lat póź­niej, już po tym, jak razem ucie­kli­śmy, by wziąć ślub, a ja wciąż kom­plet­nie się nie kon­tro­lo­wa­łam, on posta­wił mi ulti­ma­tum (piszę o nim w tej książce), które na zawsze zmie­niło moje życie i wpro­wa­dziło je na zupeł­nie nowe tory. To wła­śnie wtedy, w wieku 22 lat, w końcu zde­cy­do­wa­łam się prze­jąć kon­trolę nad swoim życiem, wkra­cza­jąc przy oka­zji na drogę, która zapro­wa­dziła mnie do zawodu psy­cho­te­ra­peutki.

12 lat, pięć firm, cztery stop­nie naukowe, dwoje dzieci i wie­lo­letni staż w szczę­śli­wym mał­żeń­stwie póź­niej mogę śmiało powie­dzieć, że nauczy­łam się kon­tro­lo­wać sie­bie i swoje życie w spo­sób, który wcze­śniej nawet nie wyda­wał mi się moż­liwy. Nie jestem ide­alna, ale jak wkrótce się prze­ko­nasz, w sta­wa­niu się lep­szą wer­sją sie­bie cho­dzi o coś innego.

Cześć, nazy­wam się Court­ney Tracy. Jestem absol­wentką Uni­wer­sy­tetu Połu­dnio­wej Kali­for­nii, licen­cjo­no­wa­nym pra­cow­ni­kiem socjal­nym i dok­to­rem psy­cho­lo­gii kli­nicz­nej. Jestem też wła­ści­cielką kilku firm dzia­ła­ją­cych w obsza­rze zdro­wia psy­chicz­nego, człon­ki­nią zarządu kilku orga­ni­za­cji non-pro­fit oraz wie­lo­krot­nie nagra­dzaną twór­czy­nią tre­ści – znaną w Inter­ne­cie jako The Truth Doctor – obser­wo­waną przez ponad dwa miliony osób. Dzielę się moją prawdą, aby pomóc ci dzie­lić się twoją. Moja dzia­łal­ność zmie­niła życie wielu ludzi.

Zosta­łam tera­peutką (kimś, kto pomaga innym prze­cho­dzić przez wyzwa­nia natury psy­chicz­nej), ponie­waż dora­sta­jąc, sama bar­dzo potrze­bo­wa­łam zro­zu­mieć, co się ze mną dzieje, jak sobie pomóc i jak prze­stać ranić sie­bie i innych. Potrze­bo­wa­łam edu­ka­cji i prak­tyki – to wła­śnie te dwa narzę­dzia chcę ci dać w postaci tej książki.

Jestem tera­peutką, ponie­waż żyjemy w świe­cie, który potrze­buje tera­peu­tów – w świe­cie, który pędzi tak szybko, że nasze ciała nie mogą sobie z tym pora­dzić, w któ­rym tak wiele rze­czy wywo­łuje lęk, że nasze mózgi nie są w sta­nie tego prze­two­rzyć, i który nakłada na nas tyle ogra­ni­czeń, że trudno nam speł­niać marze­nia.

Jestem dr Court­ney i jestem tera­peutką, ponie­waż bycie czło­wie­kiem jest trudne – rozu­miem to i nie chcę zosta­wiać cię z tym samego.

Co znajdziesz w tej książce?

Książka Twoje nie­świa­dome wzorce zabie­rze cię w podróż, którą podzie­li­łam na dwa etapy.

W czę­ści I posta­ram się zmie­nić to, jak rozu­miesz bycie czło­wie­kiem. Pode­prę się bada­niami i dowo­dami nauko­wymi, aby uświa­do­mić ci, że masz o wiele mniej­szą kon­trolę nad swoim życiem, niż ci się wydaje. Nie martw się tym jed­nak zbyt­nio, bo w czę­ści II poznasz metodę 12 kro­ków, dzięki któ­rej nauczysz się, jak świa­do­mie doko­ny­wać wybo­rów i jak prze­jąć kon­trolę nad samym sobą. Część pierw­szą czyta się jak pod­ręcz­nik psy­cho­lo­gii napi­sany przez two­jego naj­lep­szego przy­ja­ciela (który jest rów­nież tera­peutą), a część druga ma być twoim prze­wod­ni­kiem na dro­dze do bar­dziej świa­do­mego życia. Pomoże ci zauwa­żyć złe nawyki lub po pro­stu te, któ­rych nie byłeś świa­domy, opra­co­wać plan ich zmiany, napra­wić błędy z prze­szło­ści, a następ­nie podzie­lić się swoją prawdą z innymi, aby i oni mogli zna­leźć wła­sną. W tej książce zawar­łam wszystko, co wiem, wszystko, co kie­dy­kol­wiek pomo­gło moim klien­tom i mnie.

Jeśli stu­dio­wa­łeś psy­cho­lo­gię, nie­które idee opi­sane w tej książce wyda­dzą ci się zna­jome. Inne będą nowe albo wyja­śnione w spo­sób, który pomoże ci je naprawdę zro­zu­mieć. Pod­czas pracy nad książką czer­pa­łam też wie­dzę z innych dzie­dzin nauki, w tym z fizjo­lo­gii, nauk o mózgu i ukła­dzie ner­wo­wym oraz filo­zo­fii (nie bój się, to będzie pro­sta, zabawna i war­to­ściowa lek­tura). Mam nadzieję, że mój styl pisa­nia i spo­sób, w jaki prze­ka­zuję infor­ma­cje, wzbo­ga­ca­jąc je histo­riami z mojego wła­snego życia, okażą się war­to­ścią dodaną do pracy kli­ni­cy­stów i bada­czy, któ­rzy jako pierwsi opra­co­wali przed­sta­wione tutaj teo­rie i kon­cep­cje.

W trak­cie reali­za­cji 12 kro­ków będziesz odpo­wia­dać na pyta­nia, wyko­ny­wać ćwi­cze­nia, aż w końcu doświad­czysz tego, jak to jest naprawdę czuć, że żyjesz, znać samego sie­bie i doko­ny­wać świa­do­mych wybo­rów. Więk­szość ćwi­czeń ma pod­stawy w nauce i meto­dach tera­peu­tycz­nych o udo­wod­nio­nej sku­tecz­no­ści w roz­wią­zy­wa­niu wielu powszech­nych pro­ble­mów, z któ­rymi się bory­kamy jako istoty ludz­kie (takich jak lęk, depre­sja, stres, impul­syw­ność, poczu­cie wyob­co­wa­nia czy trauma). Dla zain­te­re­so­wa­nych przy­go­to­wa­łam w załącz­niku zesta­wie­nie poszcze­gól­nych ele­men­tów pro­gramu z meto­dami tera­pii potwier­dzo­nymi bada­niami nauko­wymi, na któ­rych bazują.

Ta książka jest praw­do­po­dob­nie jedną z pierw­szych publi­ka­cji poświę­co­nych wszyst­kim ukry­tym pro­ce­som, które zacho­dzą wewnątrz cie­bie – począw­szy od tego, jak działa twoje ciało, przez auto­ma­tyzm decy­zji podej­mo­wa­nych przez cie­bie bez zasta­no­wie­nia, aż po spo­soby, w jakie doświad­cze­nia życiowe wpły­wają na twoje zacho­wa­nia. Cho­ciaż poszcze­gólne infor­ma­cje mogą nie być nowe, wie­rzę, że zebra­nie ich wszyst­kich razem i moje wyja­śnie­nia okażą się dla cie­bie przy­datne.

Czy­ta­jąc tę książkę, dowiesz się cze­goś o mnie, a ja pomogę ci dowie­dzieć się cze­goś o tobie. Wymie­nimy się naszymi histo­riami i praw­dami. Mam nadzieję, że uda mi się zachę­cić cię do opo­wie­dze­nia swo­jej histo­rii komuś innemu, do naucze­nia go 12 kro­ków, któ­rych ja wkrótce nauczę cie­bie, do sze­rze­nia prawdy. Dla­czego? Cóż, Dan Brown wyra­ził to naj­le­piej w swo­jej książce Zagi­niony sym­bol:

„Prawda […] kryje w sobie moc. […] Gdy sły­szymy prawdę, czu­jemy, jak w nas roz­brzmiewa, nawet jeśli jej nie poj­mu­jemy, jak wibruje w naszej pod­świa­do­mo­ści. Nie odkry­wamy prawdy, a raczej ją sobie przy­po­mi­namy… przy­wo­łu­jemy… przy­zy­wamy… jakby już w nas była”1.

12 kroków do świadomego życia

Krok 1. Przy­znaj, że nie­świa­do­mość kon­tro­luje twoje życie.

Krok 2. Uwierz, że ist­nieje lep­sza, bar­dziej świa­doma wer­sja cie­bie.

Krok 3. Celowo wybierz świa­do­mość jako narzę­dzie zmiany.

Krok 4. Spójrz na cały ten bała­gan, któ­rego udało ci się unik­nąć.

Krok 5. Szcze­rze opo­wiedz o swo­ich nie­świa­do­mych wzor­cach zacho­wań dru­giemu czło­wie­kowi.

Krok 6. Przy­go­tuj się, two­rząc listę spo­so­bów, jak upo­rząd­ko­wać swoje życie.

Krok 7. Pra­cuj nad sobą, świa­do­mie dba­jąc o swoją nie­świa­do­mość.

Krok 8. Weź odpo­wie­dzial­ność i zrób listę osób, któ­rym twoje nie­świa­dome zacho­wa­nia wyrzą­dziły krzywdę.

Krok 9. Napraw szkody, które wyrzą­dziła twoja nie­świa­do­mość.

Krok 10. Zacho­waj czuj­ność, gdyż nie­świa­dome wzorce mają wielką moc.

Krok 11. Nie­ustan­nie posze­rzaj swoje rozu­mie­nie świa­do­mo­ści i dosto­so­wuj je do zmie­nia­ją­cych się warun­ków.

Krok 12. Żyjesz świa­do­mie? To dobrze. Teraz pomóż w tym komuś innemu.

Część I. Gdy nieświadomość przejmuje kontrolę

CZĘŚĆ I

GDY NIE­ŚWIA­DO­MOŚĆ PRZEJ­MUJE KON­TROLĘ

1. Trzy części nieświadomości

1.

Trzy czę­ści nie­świa­do­mo­ści

Zanim zosta­łam tera­peutką, byłam suką.

Nie mówię, że tera­peutka nie może być suką, bo… może. Jeśli jed­nak dzi­siaj zapy­tał­byś mnie, kim jestem, odpo­wie­dzia­ła­bym: „Jestem tera­peutką”. Gdy­byś zapy­tał mnie o to 15 lat temu, powie­dział­bym: „Jestem suką”. Czy ta odpo­wiedź ma sens? Nie. Jed­nak więk­szość tego, co myślimy, czu­jemy i mówimy, nie ma sensu. Zwłasz­cza jeśli nie nauczy­li­śmy się rozu­mieć samych sie­bie i nie­świa­do­mie bro­nimy się przed zra­nie­niem. Takie zacho­wa­nia nie mają wiele wspól­nego z tym, jak naprawdę chcie­li­by­śmy żyć.

Suki zacho­wują się tak, jakby miały nad wszyst­kim kon­trolę. Tera­peuci wie­dzą, że jej nie mają2.

Dora­sta­jąc, niczego innego nie pra­gnę­łam tak, jak mieć kon­trolę. A mimo to przez ponad dekadę byłam książ­ko­wym przy­kła­dem kogoś, kto nad niczym nie panuje. Ludzie dzwo­nili do mnie, żeby miło spę­dzić czas – i nie mam tu na myśli kozetki psy­cho­te­ra­peuty, lecz ten rodzaj dobrej zabawy, który zwy­kle odbywa się w łóżku. Pisali do mnie, bo brali nar­ko­tyki – i wcale nie pro­sili o pomoc w ich odsta­wie­niu, ale żebym je dla nich zała­twiła. Nie dba­łam o innych, tak samo jak nie dba­łam o sie­bie.

Z psy­cho­lo­gią po raz pierw­szy zetknę­łam się w liceum. Jakimś cudem tra­fi­łam na zaję­cia dla zaawan­so­wa­nych (cho­dzi­łam do klasy dla „mądrych dzie­cia­ków”) i zmu­sza­łam się do pój­ścia tam o 7.00 rano, obu­dziw­szy się 20 minut wcze­śniej. Wychy­la­jąc się przez okno samo­chodu mojego chło­paka, patrzy­łam na wła­sne wymio­ciny i myśla­łam: „Wczo­raj mogłam umrzeć”. Było mi to wtedy kom­plet­nie obo­jętne. Nie myśla­łam o tym, że wle­wa­nie whi­skey z Colą do żołądka peł­nego ecstasy i taniego jedze­nia na wynos zwy­kle nie koń­czy się dobrze.

Dosta­łam się do col­lege’u tylko po to, by na następne kilka lat awan­so­wać z wychy­la­nia się przez okno samo­chodu do tra­ce­nia przy­tom­no­ści gdzieś pod nim (pew­nie żadna z tych dwóch opcji nie była bez­piecz­niej­sza od dru­giej). Kiedy mia­łam 22 lata, po dzi­kich, cał­ko­wi­cie prze­ćpa­nych latach impre­zo­wa­nia, w trak­cie któ­rych przy­naj­mniej raz podano mi pigułkę gwałtu i o mało nie umar­łam, zdia­gno­zo­wano u mnie zabu­rze­nie oso­bo­wo­ści typu bor­der­line. Ta dia­gnoza zmie­niła całe moje życie. Oso­bo­wość chwiejna emo­cjo­nal­nie pod­typu gra­nicz­nego, w skró­cie bor­der­line, to zabu­rze­nie cha­rak­te­ry­zu­jące się nie­sta­bil­no­ścią w rela­cjach, postrze­ga­niu samego sie­bie, emo­cjach i zacho­wa­niu3. Impul­syw­ność. Roz­wią­złość. Ten­den­cje samo­bój­cze. I silny lęk przed utratą kon­troli. Bingo! Ta ety­kietka świet­nie paso­wała do dwu­dzie­sto­kil­ku­let­niej mnie.

Dia­gnoza wraz z ulti­ma­tum posta­wio­nym mi przez mojego lice­al­nego chło­paka, obec­nie mojego męża, obu­dziła we mnie głę­bo­kie pra­gnie­nie zmiany. Nie cho­dziło nawet o waru­nek, który mi posta­wił: „Zmień się albo cię zosta­wię”, ale o to, że kiedy to powie­dział, usły­sza­łam: „Zmień się albo stra­cisz naj­wspa­nial­szą osobę w swoim życiu”, a ja nie chcia­łam, żeby tak się stało. Wtedy pierw­szy raz odwa­ży­łam się zaj­rzeć do swo­jego wnę­trza i zebra­łam się na odwagę, żeby przy­znać: „Kiedy myślisz, że masz kon­trolę nad swoim życiem, tak naprawdę je spie­przy­łaś. Jesteś gotowa, żeby z tym skoń­czyć?”. Byłam.

Nie­za­leż­nie od tego, czy się­gną­łeś po tę książkę ze względu na dia­gnozę, ulti­ma­tum, naj­zwy­klej­sze pra­gnie­nie zmiany życia na lep­sze, czy jesz­cze coś innego, cie­szę się, że tu jesteś. Ta książka jest o zmia­nie, o przej­mo­wa­niu kon­troli, o podej­mo­wa­niu pracy nad sobą pomimo stra­chu i poczu­cia, że wszystko sprzy­się­gło się prze­ciwko tobie. Ma ci pomóc w dostrze­że­niu w sobie tego, co ukryte, tego, o czym możesz nawet nie wie­dzieć; w zro­zu­mie­niu sys­te­mów i funk­cji, które decy­dują (bar­dziej niż ty sam, przy­naj­mniej teraz) o tym, co myślisz i czu­jesz oraz jak się zacho­wu­jesz.

Przez dzie­się­cio­le­cia psy­cho­lo­go­wie uni­kali osób z zabu­rze­niami bor­der­line. Tera­peuci woleli nie pra­co­wać z ludźmi takimi jak ja (nie­któ­rzy dalej tak mają). „Oni są tacy, jacy są, i ni­gdy się nie zmie­nią”. Choć brzmi to okrop­nie, tak naprawdę ma sens. Ludzie nie­chęt­nie podej­mują się trud­nych i nie­przy­jem­nych zadań, a wspie­ra­nie kogoś w pro­ce­sie zmiany, gdy jego wzorce zacho­wań są głę­boko zako­rze­nione w prze­trwa­niu, lęku i stra­chu, to paskudna robota.

Nie trzeba jed­nak cier­pieć na żadne cho­roby psy­chiczne (ani fizyczne), żeby ciało, mózg i umysł wymknęły się spod kon­troli. Więk­szość naszych myśli, uczuć i zacho­wań zaczyna się w naszej nie­świa­do­mo­ści (czę­ści nas, która leży poza świa­do­mo­ścią), a to ozna­cza, że czę­sto nie decy­du­jemy o tym, co myśleć, czuć i jak się zacho­wy­wać. Brzmi jak wymówka, ale to prawda.

Ludzka nie­świa­do­mość ma wielką moc – o wiele więk­szą niż świa­do­mość (ta część nas samych, któ­rej jeste­śmy świa­domi). Powo­dem, dla któ­rego sta­jemy się więź­niami nawy­ków, które chcie­li­by­śmy zmie­nić, zacho­wań, które ranią nas samych i innych ludzi wokół, oraz myśli i uczuć, któ­rych nie chcemy, jest to, że nasze ciało, mózg i umysł nieświa­domie pró­bują nas chro­nić, utrzy­mać przy życiu. Dla nie­świa­do­mo­ści naj­waż­niej­szym celem jest prze­trwa­nie, a nie szczę­ście.

Praw­do­po­dob­nie defi­niu­jesz sie­bie poprzez swoje świa­dome wybory: decy­zje, które pod­ją­łeś, to, nad czym myśla­łeś i co odczu­wa­łeś, osoby, które polu­bi­łeś, pracę, o którą się ubie­ga­łeś, zapro­sze­nie, które odrzu­ci­łeś. Rzecz w tym, że pra­wie wszyst­kie te doświad­cze­nia zacho­dzą nie­świa­do­mie. Wiele teo­rii pró­bo­wało wyja­śnić zwią­zek mię­dzy ludzką świa­do­mo­ścią a nieświa­do­mo­ścią (w jaki spo­sób to, czego jeste­śmy świa­domi, uza­leż­nione jest od tego, co nieświa­dome i na pod­sta­wo­wym pozio­mie zga­dzają się one co do jed­nej rze­czy: nie­świa­do­mość kon­tro­luje co naj­mniej 95% wszyst­kich two­ich myśli, uczuć, zacho­wań i opi­nii4, nawet jeśli więk­szość zasług przy­pi­su­jesz świa­do­mo­ści.

W arty­kule opu­bli­ko­wa­nym w maga­zy­nie „Time” pod tytu­łem Why You’re Pretty Much Uncon­scious All the Time5. (Dla­czego wła­ści­wie cały czas jesteś nie­świa­domy) wyja­śniono rela­cję mię­dzy nie­świa­do­mo­ścią a świa­do­mo­ścią w nastę­pu­jący spo­sób: świa­domy „ty” jest jak nie­zbyt inte­li­gentny szef firmy, któ­rej pra­cow­nicy (wszyst­kie nie­świa­dome czę­ści) sami badają rynek i wyko­nują całą pracę, a następ­nie wrę­czają sze­fowi doku­menty do pod­pi­sa­nia, by to on zgar­nął wszyst­kie zasługi.

To wła­śnie robi­łam przez te wszyst­kie lata z wła­snym cia­łem, mózgiem i umy­słem – z taką róż­nicą, że myśla­łam sobie, jak to faj­nie jest być sze­fem, cho­ciaż moi pra­cow­nicy potra­fili za każ­dym razem spie­przyć robotę. Założę się, że masz tak samo: przy­pi­su­jesz sobie wszyst­kie zasługi i porażki swo­jej nie­świa­do­mo­ści.

Jesteś osobą odpo­wie­dzialną za swoje życie. I naj­wspa­nial­szą osobą w swoim życiu. Dla­tego zasłu­gu­jesz na zmianę. Zasłu­gu­jesz na posta­wie­nie sobie ulti­ma­tum, któ­rego potrze­bu­jesz. Zasłu­gu­jesz na to, żeby uwie­rzyć, że to nie­prawda, że „taki już jesteś” i „zawsze będziesz”.

Oto pewna prawda: Cho­ciaż roz­wi­nę­li­śmy się jako gatu­nek i możemy się pochwa­lić inte­li­gen­cją i wie­loma zdol­no­ściami, wciąż jeste­śmy sza­le­nie nie­świa­domi i nie mamy nad sobą kon­troli. Kolejna prawda: Możesz kon­tro­lo­wać to, nad czym wydaje ci się, że nie panu­jesz, a ta książka nauczy cię, jak to robić.

Nie­któ­rzy twier­dzą, że nie potrzeba nam w życiu suk. Nie do końca się z tym zga­dzam. Życie z suką może być cie­kaw­sze i zabaw­niej­sze. A wiesz, kto jest teraz naj­więk­szą suką w twoim życiu? Twoja nie­świa­do­mość. Cho­dzi za tobą wszę­dzie i ni­gdy cię nie opusz­cza, chce peł­nej kon­troli i doko­nuje kiep­skich wybo­rów, chyba że wyko­nasz dużo pracy, aby usta­wić ją do pionu.

PRAWDA NA WYNOS: Nie musisz pozby­wać się swo­jej nie­świa­do­mo­ści, musisz jed­nak nauczyć się ją kon­tro­lo­wać.

Modlitwa o pogodę ducha na sterydach

Ist­nieje pewne uni­wer­salne prawo, które wpływa na cie­bie jako istotę ludzką i które może cię popchnąć na skraj prze­pa­ści, jeśli go nie rozu­miesz. To prawo mówi, że czło­wiek czuje się ze sobą dobrze na tyle, na ile ma poczu­cie kon­troli nad swoim życiem. To ona jest naszą siłą. Kiedy wymyka nam się z rąk, czę­sto czu­jemy się bez­silni.

W psy­cho­lo­gii nazy­wamy to umiej­sco­wie­niem kon­troli6. Owo umiej­sco­wie­nie wska­zuje, gdzie twoim zda­niem znaj­dują się siły decy­du­jące o twoim życiu. Możesz mieć wewnętrzne lub zewnętrzne umiej­sco­wie­nie kon­troli. Osoby z wewnętrz­nym umiej­sco­wie­niem kon­troli wie­rzą, że mają moc kształ­to­wa­nia wła­snego życia i że ich dzia­ła­nia mogą przy­no­sić realne rezul­taty. Z kolei osoby z zewnętrz­nym umiej­sco­wie­niem kon­troli są prze­ko­nane, że to czyn­niki znaj­dujące się poza ich kon­trolą odgry­wają dużą, jeśli nie decy­du­jącą rolę w okre­śla­niu kie­runku, w jakim poto­czy się ich życie.

Zgad­nij, który typ umiej­sco­wie­nia kon­troli przed­sta­wiają poniż­sze sytu­acje: wewnętrzny, zewnętrzny czy mie­szany?

Sytu­acja nr 1: Wła­śnie napi­sa­łeś egza­min. Obla­łeś. Uczy­łeś się, ale nie tyle, ile mogłeś, bo „jakie to ma zna­cze­nie?”. Inni zdali, dostali pozy­tywne oceny. Nazy­wasz ich „szczę­ścia­rzami”, a test „oszu­stwem”. Zamiast popra­co­wać nad swo­imi meto­dami nauki albo skon­tak­to­wać się z wykła­dowcą, od razu rzu­casz te zaję­cia7.

Sytu­acja nr 2: Dowia­du­jesz się, że w two­jej fir­mie trwa rekru­ta­cja na sta­no­wi­sko, na które masz odpo­wied­nie kwa­li­fi­ka­cje. Cho­ciaż kon­ku­ren­cja jest duża, decy­du­jesz się prze­jąć ini­cja­tywę. Mówisz sobie: „Może po pro­stu spró­buję?”. Roz­wi­jasz się zawo­dowo, bie­rzesz na sie­bie dodat­kowe obo­wiązki i dbasz o rela­cje ze współ­pra­cow­ni­kami (nawet jeśli tego nie­na­wi­dzisz). Dosta­jesz awans8.

Sytu­acja nr 3: Sta­jesz przed zło­żo­nym pro­ble­mem. Czu­jesz się przy­tło­czony i narze­kasz na różne czyn­niki zewnętrzne, które stają ci na dro­dze. Mimo to jesteś otwarty na nie­stan­dar­dowe roz­wią­za­nia i pro­sisz współ­pra­cow­ni­ków o pomoc. Testu­jesz różne metody roz­wią­za­nia pro­blemu i robisz wszystko, co w two­jej mocy, ponie­waż wie­rzysz, że „to ty decy­du­jesz o swo­jej przy­szło­ści”. Nie­stety nic nie działa, a pro­blem pozo­staje. Ana­li­zu­jesz wewnętrzne i zewnętrzne przy­czyny nie­po­wo­dze­nia i przed­sta­wiasz je swo­jemu sze­fowi. Jesteś gotowy pró­bo­wać dalej9.

Osoby, które czują, że siły zewnętrzne kon­tro­lują ich życie (jak w sytu­acji nr 1), czę­sto obwi­niają innych i źle zno­szą nie­po­wo­dze­nia. Z kolei ci, któ­rzy czują się odpo­wie­dzialni za swoje życie (jak w sytu­acji nr 2), cechują się pozy­tyw­nym nasta­wie­niem, radzą sobie w dobrych i złych cza­sach i szybko odbi­jają się od dna. Niektó­rzy ludzie doświad­czają obu typów umiej­sco­wie­nia (co poka­zuje sytu­acja nr 3), prze­cho­dząc płyn­nie od poczu­cia kon­troli do wra­że­nia, że to zewnętrzne siły kie­rują ich życiem – i odwrot­nie.

Jakie jest twoje umiej­sco­wie­nie kon­troli?

Zacznij od zada­nia sobie czte­rech poniż­szych pytań10. (Zapisz swoje odpo­wie­dzi. Potrak­tuj to zada­nie poważ­nie, może zmie­nić twoje życie).

Czy trudno ci powie­dzieć „nie”, kiedy ktoś pró­buje ci coś sprze­dać?

Czy kiedy cze­goś chcesz, ciężko pra­cu­jesz, żeby to zdo­być?

Czy sta­rasz się dowie­dzieć jak naj­wię­cej o czymś, co może mieć wpływ na twoje sprawy?

Czy czu­jesz, że zasłu­ży­łaś na dobre rze­czy, które ci się przy­tra­fiły?

Odpo­wiedź na pierw­sze pyta­nie poka­zuje, jak szybko jesteś w sta­nie prze­jąć kon­trolę nad swo­imi decy­zjami; dru­gie i trze­cie – do jakiego stop­nia twoim zda­niem masz kon­trolę; a czwarte – jak bar­dzo wie­rzysz, że twoje dzia­ła­nia wpły­wają na rezul­taty, jakie osią­gasz.

Jeśli czu­jesz, że nie masz zbyt dużego wpływu na to, co ci się przy­tra­fia, ta książka jest wła­śnie dla cie­bie. Pomoże ci zro­zu­mieć, że możesz kon­tro­lo­wać wię­cej, niż myślisz, zwłasz­cza wła­sne per­spek­tywy i decy­zje. Cie­szę się, że ją czy­tasz. Jeśli już teraz czu­jesz, że do pew­nego stop­nia masz kon­trolę nad swoim życiem, to świet­nie. To dobry począ­tek. A jeśli sama kon­cep­cja umiej­sco­wie­nia kon­troli była dla cie­bie zupeł­nie nowa, kiedy zaczy­na­łeś czy­tać, i ni­gdy się nad tym nie zasta­na­wia­łeś, to zna­czy, że wyko­na­łam część mojej pracy. Zyska­łaś świa­do­mość, że ist­nieje coś, co wpły­wało na twoje życie bez two­jej wie­dzy, ponie­waż to, czy uwa­żasz, że masz kon­trolę na swoim życiem, decy­duje o tym, czy rze­czy­wi­ście możesz ją mieć. Teraz już wiesz, że taka zależ­ność ist­nieje, i możesz zacząć ją wyko­rzy­sty­wać, aby coś zmie­nić.

Jed­nym ze spo­so­bów na szyb­kie prze­nie­sie­nie kon­troli z zewnątrz do wewnątrz jest zada­nie sobie pyta­nia: „Co jesz­cze mogę zro­bić?” albo „Czy mogłem zro­bić coś ina­czej? Czy wtedy zyskał­bym to, czego chcia­łem?”, za każ­dym razem, gdy sto­isz przed trudną decy­zją, lub po jakimś waż­nym wyda­rze­niu. Następ­nie posta­raj się zro­bić to wszystko, o czym pomy­śla­łeś. Na zebra­niach Ano­ni­mo­wych Alko­ho­li­ków, jed­nej z naj­bar­dziej zna­nych grup samo­po­mo­co­wych, czę­sto powta­rza się nastę­pu­jące słowa:

„Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmie­nić, odwagi, abym zmie­niał to, co mogę zmie­nić, i mądro­ści, abym odróż­niał jedno od dru­giego”11.

Tekst ten nazywa się modli­twą o pogodę ducha12. Mądrość w nim zawarta zmie­niła życie milio­nów ludzi. Też możesz z niej sko­rzy­stać (nie­za­leż­nie od tego, czy masz pro­blemy z nad­uży­wa­niem sub­stan­cji odu­rza­ją­cych, czy nie). Prze­ana­li­zujmy je linijka po linijce.

„Użycz mi pogody ducha, abym godził się z tym, czego nie mogę zmie­nić”.

Bądźmy szcze­rzy. Jest mnó­stwo rze­czy, które chciał­byś zmie­nić. Na przy­kład świa­tło na zie­lone, kiedy jesteś spóź­niony, albo to, że twój były poślu­bił kogoś innego zamiast cie­bie, albo to, że reklamy są zawsze gło­śniej­sze niż twój ulu­biony pro­gram w tele­wi­zji. Nie możesz nic z tym zro­bić. Przy­naj­mniej nie na wła­sną rękę. A jed­nak cią­gle zło­ścisz się z tego powodu. Rozu­miem cię. Też nie­raz klę­łam na czer­wone świa­tło o 7.58 w ponie­dzia­łek rano, obwi­nia­jąc je za to, że spóź­nię się do pracy.

Pogoda ducha ozna­cza spo­kojny umysł, opa­no­wa­nie i wyci­sze­nie. To uczu­cie, jakie daje wol­ność od stresu, zmar­twień i emo­cjo­nal­nego cha­osu. Czy możesz sobie wyobra­zić, że jesteś spo­kojny, cho­ciaż spóź­niasz się do pracy? Zado­wo­lony, nawet gdy uko­chana osoba bie­rze ślub z kimś innym? Że nie prze­szka­dza ci regu­lo­wa­nie gło­śno­ści co 5 minut? Ta książka nauczy cię, jak osią­gnąć wła­śnie taki stan ducha. Nie zrobi z cie­bie wyzu­tego z emo­cji zom­bie (tego chyba nikt by nie chciał), ale nauczy cię świa­do­mie wybie­rać i kon­tro­lo­wać to, co myślisz, czu­jesz i jak reagu­jesz na rze­czy, któ­rych nie możesz w życiu zmie­nić.

„Użycz mi […] odwagi, abym zmie­niał to, co mogę zmie­nić”.

Odwaga to pod­chwy­tliwy temat. Masz wra­że­nie, że ci jej bra­kuje? Myślę, że się mylisz. Musisz tylko zmie­nić spo­sób, w jaki ją defi­niu­jesz. Kiedy ludzie myślą o odwa­dze, zazwy­czaj przy­cho­dzą im do głowy wiel­kie rze­czy, takie jak skok na bun­gee z wyso­kiego mostu, oświad­cze­nie się miło­ści swo­jego życia albo wyjazd do pracy do innego kraju. Odwaga to jed­nak nic innego, jak dzia­ła­nie nawet wtedy, gdy się boisz lub nie­pew­nie czu­jesz. Nie musi to być nic spek­ta­ku­lar­nego.

Jako ludzie jeste­śmy zapro­gra­mo­wani, żeby dążyć do sta­ło­ści i akcep­to­wać zmiany tylko wtedy, gdy naprawdę czu­jemy, że pomogą nam prze­trwać. Twoja nie­świa­do­mość pro­wa­dzi cię po linii naj­mniej­szego oporu. Być może więc nie cho­dzi o to, że nie jesteś zbyt odważny. Być może dzia­łasz po pro­stu zgod­nie z para­dyg­ma­tem, który do tej pory pozwa­lał ci prze­trwać. Teraz jed­nak nad­szedł czas, by z tym skoń­czyć i otwo­rzyć się na zmiany.

Sam decy­du­jesz o tym, co nazy­wasz odwagą. Wzię­cie do ręki tej książki było odważne. Nie masz poję­cia, co w niej jest, ale poświę­casz swój czas, żeby się tego dowie­dzieć. Pod­ją­łeś się dzia­ła­nia, któ­rego sku­tek jest nie­pewny. Być może boisz się zmian, boisz się prze­jąć kon­trolę, a mimo to… cią­gle tu jesteś. To wła­śnie jest odwaga. Zacznij ją w sobie dostrze­gać i uży­wać jej także w tych trud­niej­szych sytu­acjach, dobrze?

„Użycz mi […] mądro­ści, abym odróż­niał jedno od dru­giego”.

Cała ta książka to w zasa­dzie modli­twa o pogodę ducha na ste­ry­dach. Ma cię nauczyć odróż­nia­nia tego, co możesz zmie­nić i na co masz wpływ, od tego, co jest poza twoją kon­trolą – w odnie­sie­niu do two­jego ciała, mózgu i umy­słu. Wszystko to oczy­wi­ście w kon­tek­ście zdro­wia psy­chicz­nego oraz przez pry­zmat tego, czego w danym momen­cie jesteś świa­domy, a co leży poza twoją świa­do­mo­ścią – w nie­świa­do­mo­ści. Chcia­ła­bym, aby ta książka pomo­gła ci zna­leźć wła­ściwy balans pomię­dzy tymi ele­men­tami życia, które możesz kon­tro­lo­wać, i tymi, które powi­nie­neś zaak­cep­to­wać.

Ist­nieją aspekty życia, oko­licz­no­ści i wyda­rze­nia, które są poza naszą kon­trolą. Trzeba to przy­znać już na samym początku. Dzięki tej książce możesz zmie­nić swój spo­sób postrze­ga­nia rze­czy­wi­sto­ści, podej­mo­wa­nia decy­zji i postę­po­wa­nia. Czego jed­nak nie zdo­łasz zmie­nić? Świata, w któ­rym żyjesz, w któ­rym nie wszyst­kie istoty ludz­kie są trak­to­wane jak ludzie. Z ostat­niej czę­ści tej książki dowiesz się, jak wyko­rzy­stać zdo­bytą wie­dzę, aby pozy­tyw­nie wpły­wać na innych i na swoją spo­łecz­ność. Naj­pierw jed­nak musisz zro­zu­mieć, jak obja­wia się twoja nie­świa­do­mość i pod­jąć kon­kretne kroki (a wła­ści­wie 12 kro­ków) w kie­runku samo­uz­dro­wie­nia. Aby poma­gać innym, musisz naj­pierw pomóc sobie.

Jak daje o sobie znać twoja nieświadomość?

Jeśli popro­sisz kogoś, aby opi­sał czło­wieka, nad któ­rym kon­trolę prze­jęła nie­świa­do­mość, zapewne wyobrazi sobie osobę na skraju zała­ma­nia psy­chicz­nego, zacho­wu­jącą się w spo­sób jasno wska­zu­jący, że potrze­buje natych­mia­sto­wej pomocy. W łagod­niej­szym warian­cie pomy­śli o kimś, kto musi zostać pod­dany psy­cho­ana­li­zie, aby dowie­dzieć się, skąd się wzięła jego trauma.

POZNAJ NAJ­WAŻ­NIEJ­SZE POJĘ­CIA: Psy­cho­ana­liza to bada­nie czy­je­goś umy­słu w celu zro­zu­mie­nia pod­staw jego myśle­nia i zacho­wa­nia.

W nie­któ­rych przy­pad­kach oczy­wi­ście może tak być, ale nie­świa­do­mość nie obja­wia się tylko w wyniku traumy z prze­szło­ści. To coś znacz­nie wię­cej.

Wszy­scy doświad­czamy nie­świa­do­mych myśli, uczuć, zacho­wań i per­cep­cji, które nie są do końca zdrowe ani korzystne dla nas czy dla innych ludzi, nawet jeśli ta nie­świa­doma część nas jest bar­dziej akcep­to­wana spo­łecz­nie lub mniej rzuca się w oczy. A to, że nie uwa­żamy, że coś jest poza naszą kon­trolą, nie ozna­cza, że nie może zna­leźć się poza nią. Z kolei to, że zwy­kle mamy coś pod kon­trolą, nie gwa­ran­tuje, że zawsze tak będzie.

Wszy­scy jeste­śmy isto­tami ludz­kimi z wbu­do­wa­nym wewnętrz­nym kom­pa­sem, który poza naszą świa­do­mo­ścią decy­duje o tym, jak funk­cjo­nu­jemy, czego jeste­śmy świa­domi i do jakiego stop­nia jeste­śmy w sta­nie się kon­tro­lo­wać. Dla­tego cza­sami czu­jemy, że nad wszyst­kim panu­jemy, a innym razem nie. Cza­sami doko­nu­jemy świa­do­mych wybo­rów i żyjemy chwilą, ale rów­nie czę­sto zda­rza nam się mówić do sie­bie: „Nie mam poję­cia, jakim cudem pamię­ta­łam, żeby to zro­bić”, „Jak mogłam tego nie wyczuć?” albo „To tak, jak­bym w kółko uma­wiała się przez przy­pa­dek z tą samą osobą, tylko w róż­nych cia­łach” czy „Nie wiem dla­czego, ale wyczu­wam od tego gościa jakieś nie­po­ko­jące wibra­cje”. Wła­śnie o to cho­dzi. W taki spo­sób obja­wia się nie­świa­doma część cie­bie.

Pierw­szym pyta­niem, które należy zadać, nie jest więc: „Czy twoja nie­świa­do­mość przej­muje kon­trolę?”, bo tak po pro­stu jest. Należy się raczej zasta­no­wić, jak to się u cie­bie obja­wia. Omówmy pokrótce trzy czę­ści nie­świa­do­mo­ści i to, w jaki spo­sób poszcze­gólne z nich dają o sobie znać w twoim życiu. Wie­dza to pod­stawa świa­do­mo­ści.

#1: Twoje ciało odpowiada na bodźce i reaguje bez twojej wiedzy i zgody

Tak działa nie­świa­do­mość soma­tyczna. Two­rzą ją takie ele­menty, jak per­cep­cja soma­tyczna, pro­cesy fizjo­lo­giczne, sygnały nie­wer­balne i reak­cje układu ner­wo­wego. Per­cep­cja soma­tyczna to spo­sób, w jaki odczu­wasz i doświad­czasz bodź­ców oddzia­łu­ją­cych na twoje ciało: tem­pe­ra­tury, dotyku, ruchu, a nawet tego spe­cy­ficz­nego odczu­cia, które poja­wia się, gdy osoba, która cię masuje, kom­plet­nie nie ma poję­cia, co robi. (Uci­ska­nie? A może ból? Oba okre­śle­nia pasują). Do pro­ce­sów fizjo­lo­gicz­nych zali­czamy m.in. szyb­kie bicie serca, rów­no­mierny oddech i motyle w brzu­chu. Wska­zówki nie­wer­balne to mimika twa­rzy, która zdra­dza twój nastrój, odru­chowe opusz­cza­nie ramion, gdy doświad­czasz smutku, i uni­ka­nie kon­taktu wzro­ko­wego, kiedy kła­miesz. Reak­cje układu ner­wo­wego obej­mują walkę lub ucieczkę, a także inne odru­chy zapew­nia­jące prze­trwa­nie, takie jak zabra­nie ręki od gorą­cej kuchenki.

Możesz oczy­wi­ście być świa­domy takich odru­chów. Naj­czę­ściej jed­nak zda­jesz sobie z nich sprawę dopiero po fak­cie albo przy­naj­mniej w trak­cie, co ozna­cza, że zazwy­czaj nie przyj­mu­jesz świa­do­mie postawy z opusz­czo­nymi ramio­nami, bo czu­jesz, że coś cię prze­ro­sło. Nie z wła­snej woli zbiera ci się na wymioty z ner­wów przed pierw­szą randką ani też nie zdra­dzasz z pre­me­dy­ta­cją nie­szcze­ro­ści, gdy nie możesz spoj­rzeć komuś w oczy. To się po pro­stu dzieje.

Doświad­cze­nie utraty kon­troli nad wła­snym cia­łem jest zazwy­czaj znane oso­bom, które cier­pią z powodu prze­wle­kłego bólu, nie­peł­no­spraw­no­ści fizycz­nej lub cho­roby, pacjen­tom wra­ca­ją­cym do zdro­wia po ope­ra­cji i wielu innym ludziom w roz­ma­itych sytu­acjach. Z per­spek­tywy zdro­wia fizycz­nego lub medy­cyny nie jest to więc spe­cjal­nie nowa ani zaska­ku­jąca kon­cep­cja. Jed­nak w kon­tek­ście zdro­wia psy­chicz­nego o tym zja­wi­sku mówi się dopiero od kilku dekad.

Twoje ciało, w pew­nym sen­sie, ma swój wła­sny rozum i nad­szedł czas, abyś zaczął go słu­chać.

#2: Twój mózg myśli, postrzega, ocenia i interpretuje niemal zupełnie samodzielnie

Tak obja­wia się nie­świa­do­mość poznaw­cza. Ta część nie­świa­do­mo­ści, za którą stoją pro­cesy umy­słowe i prze­twa­rza­nie infor­ma­cji poza naszą świa­do­mo­ścią, odpo­wiada za takie zacho­wa­nia, jak myśle­nie ste­reo­ty­pami (błędy poznaw­cze), doświad­cza­nie FOMO, czyli lęku przed wypad­nię­ciem z obiegu (pier­wotne motywy ewo­lu­cyjne), auto­ma­tyczne odwza­jem­nia­nie czy­je­goś uśmie­chu (naśla­dow­nic­two) i stre­so­wa­nie się, gdy twój part­ner jest zestre­so­wany (zara­ża­nie afek­tywne).

Twój mózg jest leniwy. Nie chce mu się myśleć wię­cej, niż to konieczne. Cechuje go skąp­stwo poznaw­cze, co ozna­cza, że ma ten­den­cję do roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów przy uży­ciu jak naj­mniej­szej ilo­ści ener­gii i wysiłku. Mie­rzysz się ze skom­pli­ko­wa­nym pyta­niem, na które może być wiele odpo­wie­dzi? Po pro­stu podaj pierw­szą, która przyj­dzie ci do głowy. To naj­szyb­szy spo­sób, żeby mieć rację! (Twój mózg myśli, że szyb­ciej zna­czy lepiej). Widzisz tę blon­dynkę? Na pewno jest taka sama jak inne. Nie roz­ma­wiaj z nią. (Twój mózg nie chce doświad­czać nie­przy­jem­no­ści, więc używa gene­ra­li­za­cji, żeby tego unik­nąć).

Motywy pier­wotne zmu­szają twój mózg do uzna­wa­nia za prio­ry­te­towe tych decy­zji, któ­rych pod­ję­cie może pomóc ci prze­trwać, unik­nąć cho­rób, roz­mno­żyć się itd. Z tego powodu możesz np. oce­niać bar­dziej pozy­tyw­nie kosme­tyki do opa­la­nia albo pro­dukty die­te­tyczne w cza­sie, gdy szu­kasz part­nera, niż wtedy, gdy nie jesteś zain­te­re­so­wana pozna­wa­niem nikogo nowego13. Twój mózg myśli: „Być może te rze­czy są dla mnie dobre, bo mogą dopro­wa­dzić mnie do celu, na któ­rym mi zależy…”. Twoje prze­ko­na­nia zmie­niają się w zależ­no­ści od tego, co w danej chwili staje się prio­ry­te­tem – zarówno dla cie­bie, jak i dla nie­świa­do­mej czę­ści two­jego mózgu.

Naśla­dow­nic­two i zara­ża­nie afek­tywne wystę­puje wtedy, gdy się wście­kasz, bo twój part­ner jest wście­kły, albo kiedy dziecko uczy się radze­nia sobie z emo­cjami, obser­wu­jąc tech­niki regu­la­cji sto­so­wane przez jego rodzi­ców. Podobny mecha­nizm działa w przy­padku per­so­nelu pierw­szego kon­taktu, który doświad­cza tak zwa­nej traumy zastęp­czej14 – cią­głe sty­ka­nie się z oso­bami, które prze­żyły traumę, powo­duje, że pro­fe­sjo­na­li­ści sami doświad­czają jej obja­wów, takich jak trud­no­ści z kon­cen­tra­cją lub kosz­mary senne.

Oczy­wi­ście i tym razem możesz zda­wać sobie z tego wszyst­kiego sprawę, ale w tych momen­tach, gdy twoja nie­świa­do­mość poznaw­cza działa bez two­jego udziału, a twoja świa­do­mość nie rzuca świa­tła na zacho­dzące w twoim umy­śle pro­cesy, wszystko może wziąć w łeb. Możesz na przy­kład nie­świa­do­mie powie­lać złe wzorce zaob­ser­wo­wane u człon­ków rodziny lub wynie­sione z poprzed­nich związ­ków albo przez zbyt pochopne wycią­ga­nie wnio­sków stra­cić wspa­niałe przy­jaź­nie i moż­li­wo­ści. Może się też zda­rzyć, że będziesz postę­po­wać wbrew swoim war­to­ściom, ponie­waż znaj­dziesz się pod pre­sją albo będziesz się bał (to wła­śnie w takich sytu­acjach twoja nie­świa­do­mość działa naj­sku­tecz­niej).

Uświa­do­mie­nie sobie, że twój mózg sam z sie­bie uczy się two­jego życia, oce­nia je, dostrzega i inter­pre­tuje, może być prze­ra­ża­jące. Zarę­czam ci jed­nak, że zanim skoń­czysz czy­tać tę książkę, będziesz prze­szczę­śliwy, że się o tym dowie­dzia­łeś, ponie­waż nauczysz się kon­tro­lo­wać ten pro­ces. Są na to dwa spo­soby: zmiana sys­te­mów poznaw­czych w mózgu oraz świa­dome reago­wa­nie na sygnały, które wysyła ci ten organ. Będzie świet­nie, jeśli nauczysz się obu tych metod.

#3: To, czego nieświadomie doświadczasz, wpływa na to, jak postrzegasz siebie, innych i świat

Ist­nieje wresz­cie nie­świa­do­mość psy­cho­ana­li­tyczna, praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej znana ze wszyst­kich. Więk­szość auto­rów porad­ni­ków nazywa ją pod­świa­do­mo­ścią, odwo­łu­jąc się do teo­rii nie­świa­do­mo­ści Zyg­munta Freuda. Oso­bi­ście nie lubię słowa „pod­świa­do­mość”. Uwa­żam, że opi­nia publiczna bar­dzo czę­sto rozu­mie to poję­cie w cha­rak­te­ry­styczny dla pop­p­sy­cho­lo­gii, uprosz­czony spo­sób. Cały pro­blem nie­świa­do­mo­ści zostaje w ten spo­sób spro­wa­dzony do stwier­dze­nia, że umysł może wymknąć się spod kon­troli, przez co zupeł­nie pomija się zagad­nie­nia nie­świa­do­mo­ści soma­tycz­nej i poznaw­czej. Co wię­cej, sam Freud uży­wał słowa „pod­świa­do­mość” tylko we wcze­snych latach swo­jej kariery nauko­wej, potem z tego zre­zy­gno­wał, a mimo to wielu z nas wciąż posłu­guje się tym poję­ciem (wię­cej na ten temat prze­czy­tasz w roz­dziale 2).

Wpisz słowo „pod­świa­do­mość” w wyszu­ki­warkę Google Scho­lar. W 98% arty­ku­łów znaj­dziesz je tam, gdzie powi­nien poja­wić się ter­min „nie­świa­do­mość”. Teraz spró­buj wyszu­kać „pod­świa­do­mość” za pomocą zwy­kłej wyszu­ki­warki Google. Znaj­dziesz całe mnó­stwo pop­p­sy­chol­gicz­nych arty­ku­łów, które w prze­wa­ża­ją­cej mie­rze zawie­rają bzdurne infor­ma­cje i zostały napi­sane tylko po to, żeby gene­ro­wać klik­nię­cia.

Więk­szość ludzi błęd­nie rozu­mie kon­cep­cję nie­świa­do­mo­ści psy­cho­ana­li­tycz­nej, zakła­da­jąc, że jest ona czymś uza­leż­nio­nym wyłącz­nie od dotych­cza­so­wych prze­żyć. Jeśli nowe doświad­cze­nia zastą­pią stare, zmie­nisz się i poczu­jesz się lepiej. I choć po czę­ści może być to prawdą, ludzki umysł działa według pew­nych auto­ma­tycz­nych i domyśl­nych mecha­ni­zmów, które nie są w sta­nie się zmie­nić. Należą do nich m.in. kontr­fakty, zasada bólu i przy­jem­no­ści oraz wyuczona bez­rad­ność (co swoją drogą – spo­iler – jest mylącą nazwą, ponie­waż tak naprawdę wcale nie jest cał­ko­wi­cie wyuczona).

Kontr­fakty to myśli o tym, co mogłoby się wyda­rzyć, gdy­byś pod­jął inną decy­zję. Mówisz np.: „Gdy­bym tylko tego nie zro­bił”, i w gło­wie od razu poja­wia ci się mnó­stwo wspa­nia­łych sce­na­riu­szy, które ni­gdy się nie zisz­czą. Pach­nie nie­po­ko­jem i żalem? Tym wła­śnie jest, ale to po czę­ści auto­ma­tyczna reak­cja. Wystę­puje nie tylko dla­tego, że czu­jesz do sie­bie złość lub masz niską samo­ocenę, ale dla­tego, że w ten spo­sób nie­świa­do­mie funk­cjo­nu­jesz jako istota ludzka – bez względu na to, przez co prze­sze­dłeś.

Zasada bólu i przy­jem­no­ści odnosi się do faktu, że jako czło­wiek zawsze będziesz natu­ral­nie dążyć do przy­jem­no­ści i uni­kać bólu. Nie jest to coś, co możesz zmie­nić. Możesz nato­miast spró­bo­wać zro­zu­mieć tę reak­cję i dosto­so­wać się do niej – zarówno fizjo­lo­gicz­nie, jak i w sfe­rze kon­cep­tu­ali­za­cji.

Innym obja­wem psy­cho­ana­li­tycz­nej nie­świa­do­mo­ści jest wyuczona bez­rad­ność – stan, w któ­rym doświad­cze­nia życiowe osta­tecz­nie dopro­wa­dzają nas do utraty wiary w sie­bie. Czę­sto postrzega się ją jako moralną porażkę i nie­zdol­ność do bycia sil­nym w obli­czu prze­ciw­no­ści losu. Porażkę pono­simy jed­nak my rozu­miani jako spo­łe­czeń­stwo. Bez­rad­ność nie zawsze jest świa­doma, ale zawsze jest poten­cjal­nie nieświa­doma. Kiedy twój mózg naprawdę uwie­rzy, że nic się nie da zro­bić, powie ci, że nie warto nawet pró­bo­wać. Nie twier­dzę, że ma rację (pamię­taj, że masz do czy­nie­nia ze skąp­cem poznaw­czym), ale z pew­no­ścią będzie tak myślał.

Twoim zada­niem pod­czas lek­tury kolej­nych roz­dzia­łów tej książki będzie zro­zu­mie­nie, w jaki spo­sób twoje dotych­cza­sowe doświad­cze­nia życiowe ufor­mo­wały twoją psy­cho­ana­li­tyczną nie­świa­do­mość i jak razem z nie­świa­do­mo­ścią soma­tyczną i poznaw­czą wytwo­rzyły auto­ma­tyczne sche­maty myśle­nia, czu­cia, odbie­ra­nia bodź­ców i podej­mo­wa­nia decy­zji, a potem wyja­śnię ci, co możesz z tym zro­bić.

Wła­śnie pozna­łeś wszyst­kie trzy czę­ści swo­jej nie­świa­do­mo­ści: soma­tyczną, poznaw­czą i psy­cho­ana­li­tyczną.

Twoja trzy­czę­ściowa nie­świa­do­mość, a nie tylko „pod­świa­do­mość”, to potężna, nie­upo­rząd­ko­wana część cie­bie – cza­sem zwo­dząca na manowce, czę­sto ryzy­kowna, ale do pew­nego stop­nia także pomocna. Jest czymś bar­dzo waż­nym dla nas, istot ludz­kich, dla­tego warto zacząć o nią dbać. W kolej­nych roz­dzia­łach dowiesz się wię­cej o tym, co robi dla cie­bie każda z czę­ści nie­świa­do­mo­ści, poni­żej zamiesz­czam więc tylko krót­kie pod­su­mo­wa­nie:

Nie­świa­do­mość soma­tyczna to reak­cje i odczu­cia, które zacho­dzą w twoim ciele i mózgu bez two­jej świa­do­mo­ści i kon­troli.

Nie­świa­do­mość poznaw­cza to odbie­ra­nie bodź­ców i prze­twa­rza­nie infor­ma­cji przez mózg bez two­jej świa­do­mo­ści i kon­troli.

Nie­świa­do­mość psy­cho­ana­li­tyczna to twoje życiowe doświad­cze­nia, które wpły­wają na cie­bie bez two­jej świa­do­mo­ści i kon­troli.

Zanim zagłę­bimy się w to, jak możesz zmie­nić swoje życie za pomocą 12 kro­ków, które opi­sa­łam w dru­giej czę­ści tej książki, i zanim zacznę szcze­gó­łowo oma­wiać kon­kretne czę­ści two­jej nie­świa­do­mo­ści w roz­dzia­łach od trze­ciego do pią­tego, chcia­ła­bym ci wyja­śnić, w jaki spo­sób te trzy czę­ści ze sobą współ­pra­cują, zarzą­dza­jąc twoim życiem. I tak, posłużę się w tym celu ana­lo­gią do samo­chodu (mało ory­gi­nalne, wiem).

Kontrolowanie niekontrolowanego

Wyobraź sobie samo­chód. Pomyśl o wszyst­kich jego funk­cjach, czę­ściach, kie­rowcy i rodzaju paliwa, które do niego wle­wasz.

Jak to się ma do trzech czę­ści nie­świa­do­mo­ści?

Twoja soma­tyczna nie­świa­do­mość (twoje ciało i mózg) jest jak skła­da­jący się z wielu czę­ści samo­chód. Twoje ręce i nogi to jego cztery koła – dzięki nim się poru­szasz i prze­miesz­czasz z punktu A do punktu B. Wnę­trze samo­chodu to wnę­trze two­jego ciała. Nie­któ­rzy bar­dzo o nie dbają, inni wolą nawet o tym nie myśleć, ponie­waż… cóż, to jeden wielki śmiet­nik. A sil­ni­kiem jest twój mózg – bez niego samo­chód nie będzie dzia­łał.

Musisz nauczyć się obsłu­gi­wać wła­sne ciało tak, jak nauczy­łeś się pro­wa­dzić samo­chód. Prze­jażdżka z dobrym kie­rowcą to przy­jem­ność, bo jazda jest kom­for­towa i płynna; z począt­ku­ją­cym lub po pro­stu kiep­skim – wręcz prze­ciw­nie. Jeśli nie umiesz obsłu­gi­wać swo­jego ciała, zawsze będziesz wyglą­dać na osobę przy­tło­czoną, nie­pewną i nie­zdarną. To nie będzie kom­for­towa jazda przez życie. To tro­chę tak, jakby twój samo­chód miał wbu­do­waną funk­cję omi­ja­nia wszyst­kich dziur w dro­dze, ale ty dowie­dzia­łeś się o niej dopiero rok po zaku­pie i zasta­na­wiasz się: „Dla­czego, do dia­bła, nie prze­czy­ta­łem instruk­cji? Cały czas byłem sfru­stro­wany, a wcale nie musia­łem”.

Twoja nie­świa­do­mość poznaw­cza doty­czy z kolei dzia­ła­nia sil­nika (czyli mózgu). Ter­min „neu­ro­róż­no­rod­ność” – ozna­cza­jący nie­pa­to­lo­giczne róż­nice w funk­cjo­no­wa­niu mózgu u róż­nych ludzi w zakre­sie socja­li­za­cji, poru­sza­nia się, ucze­nia, sku­pia­nia uwagi itp.15 – dobrze oddaje róż­nice mię­dzy sil­ni­kami w poszcze­gól­nych mode­lach samo­cho­dów. Nie­które mają auto­ma­tyczną skrzy­nię bie­gów, inne manu­alną. Nie­które są wprost stwo­rzone do zadań spe­cjal­nych, np. w samo­cho­dach spor­to­wych lub tere­no­wych, a inne nie potra­fią im spro­stać bez świa­do­mego popro­wa­dze­nia wprawną ręką, o ile w ogóle okażą się do tego zdolne.

Jeśli chcesz zro­zu­mieć, jak działa nie­świa­do­mość poznaw­cza, wyobraź sobie, że twój samo­chód prze­łą­cza się w tryb auto­no­micz­nej jazdy. Dla nie­któ­rych to bło­go­sła­wień­stwo. Dla innych prze­kleń­stwo. Moim zda­niem tryb auto­no­micz­nej jazdy w nowej Tesli to kosz­mar. Auto­no­micz­ność w tym przy­padku ozna­cza, że samo­chód widzi zie­lone świa­tło, kiedy jest czer­wone, albo czer­wone, kiedy jest zie­lone; zaczyna się roz­pę­dzać na lewym pasie, kiedy do zjazdu z auto­strady zostało mi tylko kil­ka­set metrów, albo dosto­so­wuje tempo jazdy do samo­chodu przede mną, a ja wła­śnie spóź­niam się na ważne spo­tka­nie. Podob­nie jak Tesla, twoja nie­świa­do­mość ma gdzieś twoje cele. Zrobi tylko to, do czego została zapro­gra­mo­wana, chyba że zmu­sisz ją do cze­goś innego16.

Nie­świa­do­mość psy­cho­ana­li­tyczna to kie­rowca i rodzaj paliwa, które zatan­ko­wał. Cza­sami to ty wybie­rasz, dokąd chcesz jechać, cza­sami to ty wle­wasz paliwo do baku. Bywa jed­nak i tak, że to inni ludzie decy­dują o kie­runku jazdy (sie­dzą na miej­scu kie­rowcy). Może się też zda­rzyć, że ktoś naleje ci do baku nie­od­po­wiedni rodzaj paliwa i samo­chód zepsuje się na amen.

Pali­wem dla nie­świa­do­mo­ści psy­cho­ana­li­tycz­nej są twoje doświad­cze­nia z prze­szło­ści, mające wpływ na cie­bie i twoje zacho­wa­nia w spo­sób, któ­rego czę­sto nie rozu­miesz i nie dostrze­gasz. Cho­ciaż to porów­na­nie nie oddaje wszyst­kich nega­tyw­nych uczuć zwią­za­nych z zanie­dby­wa­niem i wyko­rzy­sty­wa­niem oraz kon­se­kwen­cjami takich prze­żyć, to jeśli ktoś zasto­so­wał wobec cie­bie prze­moc skut­ku­jącą traumą, to tak, jakby nalał oleju napę­do­wego do sil­nika na ben­zynę. To, czego doświad­czasz w życiu, może ci zarówno pomóc funk­cjo­no­wać wydaj­nie i z łatwo­ścią, jak i spra­wić, że twój sil­nik się zatrze, że coś się w tobie zablo­kuje albo zepsuje na dobre.

To, w jaki spo­sób pro­wa­dzisz samo­chód, komu pozwa­lasz sia­dać za kie­row­nicą i jaki rodzaj paliwa tan­ku­jesz, prze­kłada się na to, co cię w życiu spo­tyka i dokąd pro­wa­dzi cię ta podróż. A wiesz, co jest w tym naj­bar­dziej dener­wu­jące? W życiu, zupeł­nie tak jak wtedy, kiedy byłeś nie­letni i nie mia­łeś prawa jazdy, możesz być tylko pasa­że­rem swo­ich wła­snych doświad­czeń, dopóki nie znaj­dziesz wystar­cza­jąco dużo czasu, prze­strzeni, siły spraw­czej i moż­li­wo­ści, aby zacząć o sobie decy­do­wać. Wielu z nas wciąż nie ma poczu­cia peł­nej spraw­czo­ści nawet w doro­słym życiu z powo­dów zarówno wewnętrz­nych, jak i zewnętrz­nych, świa­do­mych i nieświa­do­mych, na przy­kład gdy blo­kują nas wła­sne lub cudze decy­zje, nawet jeśli nie zda­jemy sobie z tego sprawy.

PRAWDA NA WYNOS: Podob­nie jak samo­chód, twoje ciało i mózg dzia­łają naj­le­piej, gdy dobrze je znasz i się o nie trosz­czysz.

Wrzućmy wsteczny (gra słów zamie­rzona) i wróćmy do kon­cep­cji, którą już pokrótce omó­wi­łam: o zdol­no­ści samo­chodu do jazdy manu­al­nej, auto­ma­tycz­nej lub w obu try­bach.

W tej ana­lo­gii ważne jest to, że nawet kiedy uży­wasz auto­pi­lota, to ty decy­du­jesz, kiedy go włą­czyć i jaki będzie osta­teczny cel podróży. Możesz prze­łą­czyć się w tryb auto­no­micz­nej jazdy (miejmy nadzieję, że tra­fisz pod wła­ściwy adres), usiąść wygod­nie i cze­kać, aż doje­dziesz. Jeśli twój samo­chód nie jest aż tak nowo­cze­sny, zawsze możesz usta­wić tem­po­mat i zre­lak­so­wać się – przy­naj­mniej do czasu, aż będziesz musiał znowu naci­snąć pedał gazu i upew­nić się, że doje­dziesz tam, dokąd zmie­rzasz. Różne mózgi i różne ciała też mają różne opcje.

Ludzie nie dzia­łają jed­nak tylko manu­al­nie albo tylko na auto­pi­lo­cie. Jeste­śmy czymś w rodzaju hybrydy. Świa­do­mość i nie­świa­do­mość wspól­nie pro­wa­dzą ten wspa­niały orga­niczny pojazd i mogą nas zawieźć albo na szczyt naszych marzeń i moż­li­wo­ści, albo na skraj prze­pa­ści (mój tata dosłow­nie zje­chał kie­dyś z klifu po grzyb­kach psy­cho­de­licz­nych).

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Cytat w prze­kła­dzie Zbi­gniewa Kościuka, Zagi­niony sym­bol, Alba­tros, War­szawa 2010, s. 505–506 [przyp. tłum.]. [wróć]

Jako tera­peuci rozu­miemy, a przy­naj­mniej mam taką nadzieję, że nie możemy i nie powin­ni­śmy kon­tro­lo­wać naszych pacjen­tów. Dla­czego? Ponie­waż na ich decy­zje, zacho­wa­nia, myśli i uczu­cia wpły­wają siły poza naszą (i ich) kon­trolą. W tera­pii cho­dzi o to, by ludzie nauczyli się kon­tro­lo­wać samych sie­bie. [wróć]

U.S. Depart­ment of Health and Human Servi­ces, Bor­der­line Per­so­na­lity Disor­der, https://www.nimh.nih.gov/health/topics/bor­der­line-per­so­na­lity-disor­der [Natio­nal Insti­tute of Men­tal Health], dostęp 21.12.2025. [wróć]

E. Mor­sella, C.A. Godwin, T.K. Jantz, S.C. Krie­ger, A. Gaz­za­ley, Homing In on Con­scio­usness in the Nervous Sys­tem: An Action-based Syn­the­sis, „Beha­vio­ral and Brain Scien­ces” 2015, t 39, e168. [wróć]

J. Klu­ger, Why You’re Pretty Much Uncon­scious All the Time, „TIME” 2015, 26.06.2015. [wróć]

J.B. Rot­ter, Gene­ra­li­zed Expec­tan­cies for Inter­nal ver­sus Exter­nal Con­trol of Rein­for­ce­ment, „Psy­cho­lo­gi­cal Mono­gra­phs: Gene­ral and Applied 1966, t. 80, nr 1, s. 1–28. [wróć]

Zewnętrzne umiej­sco­wie­nie kon­troli. [wróć]

Wewnętrzne umiej­sco­wie­nie kon­troli. [wróć]

Mie­szane umiej­sco­wie­nie kon­troli. [wróć]

Cztery wymie­nione tutaj pyta­nia zostały zaadap­to­wane i opra­co­wane na pod­sta­wie prac Patri­cii Dut­twe­iler. The Inter­nal Locus of Con­trol Index (ICI) autor­stwa Patri­cii Dut­twe­iler to dwu­dzie­sto­ośmio­ele­men­towe narzę­dzie badaw­cze stwo­rzone do pomiaru, gdzie dana osoba umiej­sca­wia siły rzą­dzące jej życiem; P.C. Dut­twe­iler, The Inter­nal Con­trol Index: A Newly Deve­lo­ped Measure of Locus of Con­trol, „Edu­ca­tio­nal and Psy­cho­lo­gi­cal Measu­re­ment” 1984, t. 44, nr 2, s. 209–221. [wróć]

Usu­nę­łam z cytatu Boga, ponie­waż chcę, aby z tej metody mogli sko­rzy­stać wszy­scy ludzie, nie tylko wie­rzący. Dosto­suj ją do wła­snych poglą­dów. [wróć]

Modli­twa o pogodę ducha Ano­ni­mo­wych Alko­ho­li­ków (AA) została zmie­niona w sto­sunku do ory­gi­nału. Ory­gi­nalny tekst został napi­sany na potrzeby kaza­nia w latach trzy­dzie­stych XX wieku przez Rein­holda Nie­buhra, ame­ry­kań­skiego teo­loga, a w latach czter­dzie­stych XX wieku zaczął być uży­wany na spo­tka­niach AA. [wróć]

W tym bada­niu wyka­zano, że pra­gnie­nie posia­da­nia part­nera może cza­sami prze­sła­niać zagro­że­nia dla zdro­wia zwią­zane z zacho­wa­niami zwięk­sza­ją­cymi atrak­cyj­ność: S.E. Hill, K.M. Durante, Court­ship, Com­pe­ti­tion, and the Pur­suit of Attrac­ti­ve­ness: Mating Goals Faci­li­tate Health-Rela­ted Risk Taking and Stra­te­gic Risk Sup­pres­sion in Women, „Per­so­na­lity and Social Psy­cho­logy Bul­le­tin” 2011, t. 37, nr 3, s. 383–394. [wróć]

D.C. Bran­son, Vica­rious Trauma, The­mes in Rese­arch, and Ter­mi­no­logy: A Review of Lite­ra­ture, „Trau­ma­to­lo­gia” 2019, t. 25, nr 1, s. 2–10. [wróć]

F. Aze­vedo, S. Mid­dle­ton, J.M. Phan, S. Kapp, A. Gou­r­don-Kan­hu­kamwe, B. Iley, M. Elshe­rif, J.J. Shaw, Navi­ga­ting Aca­de­mia as Neu­ro­di­ver­gent Rese­ar­chers: Pro­mo­ting Neu­ro­di­ver­sity Within Open Scho­lar­ship, https://www.psy­cho­lo­gi­cal­science.org/obse­rver/gs-navi­ga­ting-aca­de­mia-as-neu­ro­di­ver­gent-rese­ar­chers [„Obse­rver”], dostęp 31.10.2022. [wróć]

Elon, wiem, że się sta­rasz to napra­wić. Od cze­goś trzeba zacząć. Postęp, nie per­fek­cja. Nie pozy­waj mnie. [wróć]