Tomo w tarapatach - Barbara Wicher - ebook + audiobook

Tomo w tarapatach ebook i audiobook

Barbara Wicher

4,8

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Nowa przygoda rezolutnego robota Tomo, który pragnąc poznawać świat… popada w niezłe tarapaty. Tomo jest już pełnoprawnym członkiem rodziny. Pokochali go nie tylko najmłodsi – Antek i Amelka – ale także dziarski jamnik Drops. Zasłyszana rozmowa prowadzona między dwoma mężczyznami tuż za żywopłotem sprawi, że ciekawski robot uwikła się w aferę, z której nie będzie tak łatwo się wyplątać. Barbara Wicher zabiera nas do świata, w którym przyjaźń mimo różnic jest naprawdę możliwa! W końcu, na dobre czy na złe… tomo to znaczy przyjaciel!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 19

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 32 min

Oceny
4,8 (4 oceny)
3
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Re­dak­cjaAgnieszka Czap­czyk
Ko­rektaBo­żena Si­gi­smund
Pro­jekt gra­ficzny okładkiŁu­kasz Sil­ski
Skład i ła­ma­nieAgnieszka Kie­lak
Ilu­stra­cjeŁu­kasz Sil­ski
© Co­py­ri­ght by Skarpa War­szaw­ska, War­szawa 2023 © Co­py­ri­ght by Bar­bara Wi­cher, War­szawa 2023
Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-83291-11-6
Wy­dawca Agen­cja Wy­daw­ni­czo-Re­kla­mowa Skarpa War­szaw­ska Sp. z o.o. ul. Bo­row­skiego 2 lok. 24 03-475 War­szawa tel. 22 416 15 81re­dak­cja@skar­pa­war­szaw­ska.plwww.skar­pa­war­szaw­ska.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Roz­dział 1

Rach-ciachi po krzyku!

Amelka przy­tu­liła Tomo, jakby że­gnała się z nim na za­wsze.

– Och! Masz szczę­ście, że nie mu­sisz cho­dzić do den­ty­sty... – wes­tchnęła.

– Prze­cież to tylko wi­zyta kon­tro­lna. – Bab­cia mach­nęła ręką.

– Rach-ciach i po krzyku! – do­dał dzia­dek.

– Ciach? I po krzyku? – skrzy­wiła się Amelka.

– Tak tylko się mówi. – Dzia­dek się ro­ze­śmiał. – To zna­czy, że to nic wiel­kiego.

Bab­cia i dzia­dek miesz­kali w tej sa­mej miej­sco­wo­ści, w któ­rej znaj­do­wał się dom Antka i Amelki. Wnuki czę­sto ich od­wie­dzały, a cza­sami zo­sta­wały na dłu­żej. Zwłasz­cza gdy ro­dzice wy­jeż­dżali, jak te­raz. Za­zwy­czaj po­byty w domu dziad­ków były we­sołe i wy­peł­nione przy­jem­no­ściami. Tym ra­zem jed­nak ro­dzice po­pro­sili bab­cię, żeby za­brała wnuki na umó­wioną wi­zytę u den­ty­sty.

Bab­cia chwy­ciła bor­dową to­rebkę i klu­cze.

– Idziemy! – za­ko­men­de­ro­wała i ru­szyła przo­dem.

– Do zo­ba­cze­nia, Drops! – An­tek po­tar­mo­sił jam­nika po szorst­kim karku. – Nie­długo wró­cimy. Gdyby ci się nu­dziło, mo­żesz po­ba­wić się z dziad­kiem i z Tomo.

Bach! Trach! Bab­cia za­mknęła drzwi i prze­krę­ciła klucz.

Tomo i Drops chwilę wpa­try­wali się w zie­lone drzwi, po czym prze­nie­śli wzrok na dziadka.

Star­szy pan z wes­tchnie­niem usiadł na ka­na­pie.

– Uff... No tak... Tro­chę so­bie od­pocznę. Pół nocy nie spa­aałem! – Ziew­nął, po czym zdjął oku­lary i po­tarł po­wieki. – Alarm u są­siadki znowu się włą­czył i z go­dzinę wył jak sza­lony, a po­tem już nie usną­łem. A wy, sły­sze­li­ście alarm? – za­py­tał.

– Ow­szem – przy­tak­nął Tomo. – Ja sły­sza­łem.

Drops nie przy­tak­nął, ale też sły­szał alarm. Wtó­ro­wał mu na­wet wy­ciem, do­póki bab­cia go nie skrzy­czała.

– Po co ko­muś alarm? – za­py­tał Tomo.

– A bo ja wiem? – Dzia­dek wzru­szył ra­mio­nami. – Na­sza oko­lica taka spo­kojna, że dom mógłby stać otwo­rem, a i tak nic by nie zgi­nęło. Ale od­kąd Woź­nia­kowa do­wie­działa się, że ko­lek­cja szpi­lek do kra­wa­tów po jej mężu być może jest coś warta, boi się, że zło­dzieje ją okradną. We­zwała fa­chow­ców od alar­mów, wy­dała kro­cie i te­raz mamy atrak­cje! Coś tam wi­docz­nie źle wy­re­gu­lo­wali, bo już trzeci raz włą­czył się bez po­wo­oodu... – Dzia­dek znowu ziew­nął.

– Po­baw się, dziecko, z Drop­siem w ogro­dzie – po­wie­dział, wska­zu­jąc ręką w kie­runku drzwi ta­ra­so­wych pro­wa­dzą­cych na tył domu. – Ja się chwilkę zdrzemnę.

Tomo uwiel­biał, gdy dzia­dek na­zy­wał go „dziec­kiem”. Lu­bił też ba­wić się z Drop­sem.

– Chodź, pie­sku – po­wie­dział i ru­szył do wyj­ścia.

Drops szczek­nął, sko­czył ucie­szony, po­rwał piłkę i ni­czym po­cisk po­gnał do ogrodu.

– Ciii – upo­mniał go Tomo, ale dzia­dek nie za­re­ago­wał na rwe­tes. Kiedy Tomo prze­kra­czał próg od­dzie­la­jący go od na­sło­necz­nio­nego ta­rasu, star­szy pan już chra­pał.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki