Wydawca: Filia Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 514 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka To jedno zdjęcie - Dorota Milli

 

Piękna opowieść o uczuciu, które tli się niczym drobna iskra, i tylko czeka by wybuchnąć z całym miłosnym żarem.

Eugenia Lipiec wie czego chce i zwykła sięgać po to bez wahania. Gdy dostaje propozycję wyjazdu do Londynu, nie zastanawia się długo i wyrusza w drogę, która ma ją zaprowadzić na szczyty świata mody. Podąża za marzeniem by zostać top model. Nie jest to jednak łatwe, tym bardziej, że gdy trzeba iść na ustępstwa, wrodzona duma lubi wpędzać w coraz to większe kłopoty...

Spragniona przygód Eugenia rzuca się w wir wydarzeń. Gdy na swojej drodze do szczęścia spotyka mężczyznę, który pochodzi z odmiennego świata, w którym królują prawo i porządek z wrodzonym wdziękiem postanawia przeciągnąć go na swoją stronę, świetnie się przy tym bawiąc. Spokojny Tom i żywiołowa Eni razem odkrywają sekrety Londynu, przy okazji odsłaniając swoje. Dokąd ich to zaprowadzi pokaże to jedno, wyjątkowe zdjęcie.

Opinie o ebooku To jedno zdjęcie - Dorota Milli

Fragment ebooka To jedno zdjęcie - Dorota Milli

Diana, Andrzej, dziękuję za Wasz Londyn.

Dla Was!

Duma powinna być pancerzem, nie mieczem

Henry de Montherlant

1

Czuła wibracje. Delikatnie drżała, wpadając w błogi stan wewnętrznej nieważkości. Miała przymknięte oczy, by tym bardziej rozkoszować się chwilą. Zawieszenie, jakie towarzyszyło jej nad ziemią, pozwalało zatrzymać czas, zniewolić w próżni. Ponad godzinę była uwięziona, zamknięta i w pełni zrelaksowana.

Otworzyła oczy, odkrywając zielone tęczówki, które jarzyły się zachwytem. Patrzyła w okienko ukazujące świat rozciągnięty w dole. Uśmiechnęła się, z utęsknieniem czekając na nową przygodę. Nowy rozdział w jej drodze przez życie, które tym razem miało zjednoczyć się z jej marzeniami.

Odwiedziła Londyn dwa razy. To było jej trzecie spotkanie, z którym wiązała spore nadzieje i liczyła na wypełnienie się przeznaczenia. Ośmiomilionowe miasto mgieł, z echem historii, szklanych wieżowców, ciężkich budowli i licznych zaułków, które przetrwało wieki, przecinała Tamiza, jak wąż wijąc się i pusząc swoją długością. Królowa brytyjskich rzek przecinała jedno z największych miast Europy i dumnie prezentowała swoją siłę ograniczoną jedynie przez kanały.

Ocknęła się, wpadając w chaos otaczającego świata. Oklaski współpasażerów rozbrzmiały z siłą, gdy samolot dotknął pasa startowego, bezpiecznie lądując na angielskiej ziemi. Poznała rodaków, którzy zawsze po wylądowaniu w ten sposób dziękowali pilotowi za bezpieczne dostarczenie ich do celu podróży.

Zawsze jako pierwsza pchała się do wyjścia, ale tym razem chciała dłużej cieszyć się niewiadomą. Tym dreszczem niepewności, który czekał ją za drzwiami lotniska. Gdy więc pasażerowie przepychali się do wyjścia, ona siedziała w głębokim skupieniu, wypowiadając życzenia. Tym razem musiało się jej udać. Nie widziała innego scenariusza na swoją przyszłość. Świat mody był jej przeznaczony, mimo że wciąż stała na jego progu.

Zaczęło się niewinnie, jak ziarenko, które wpadło do ziemi i zaczęło powoli kiełkować, wypuszczając mocne pędy kwiatów, rozrastające się z każdym dniem i miesiącem. Dziesięcioletnia dziewczynka z nadmorskiej miejscowości, kołysząc się na huśtawce, patrzyła w morze. Wyobraziła sobie, jak staje się piękna, jak zachwyca i błyszczy na okładce modnego pisma, zdobiąc jego pierwszą stronę. Kiosk z gazetami stał na jej ulicy i zawsze, gdy go mijała, zatrzymywała się przy magazynach chociażby popatrzeć. To wtedy zapragnęła być przepiękną panią z gazety. Eteryczna, ulotna i z innego wymiaru, bo tak postrzegała kobiety na zdjęciach.Świat, który je otaczał, wydawał się kolorowy, magiczny i ponadrzeczywisty. Pragnęła należeć do tego królestwa, stając się ważną jego częścią.

Eugenia Lipiec przebudziła się ze wspomnień z uśmiechem. To tamtego dnia po raz pierwszy stworzyła swoją wizję przyszłości. W słoneczny dzień znalazła swoją drogę do szczęścia, którą od ponad dwóch lat z uporem i energią podążała. Teraz rozpoczynała kolejny etap marszu po okładkę i bilet wstępu do świata mody. Dostała propozycję, z której bez wahania skorzystała. Nie bacząc na zobowiązania, porzuciła warszawską rzeczywistość na rzecz londyńskiej. Widziała w tym rękę Opatrzności, więc mocno ją pochwyciła i trzymała z uporem, nie chcąc puścić.

Nie spieszyła się, przechodząc przez ogromne lotnisko Heathrow, które przerażało wielkością. Nie chciała zabłądzić. Mimo że miała wyobraźnię przestrzenną, tutaj zupełnie się ona wypalała, rozpraszana przez liczne sklepy, rozgałęzione korytarze i kolorową falę ludzi pochodzących z każdego zakątka świata. Na kilka ulotnych chwil wszyscy pasażerowie wpadali w wir londyńskiej przystani, która niedługo ich pożegna, wypuszczając ze swych ośmiorniczych ramion.

Skorzystała z toalety, chcąc odpowiednio przygotować się do pierwszego spotkania z Londynem. Wiedziała, że zapamięta ten dzień. Nowa i wyczekiwana przez nią rzeczywistość w końcu stanie się codziennością. Rozczesała włosy, które mieniącą się lawą czerwieni spływały jej po plecach, sięgając pasa. Były proste, grube i ogniste, tak samo jak jej brwi i podkręcone rzęsy. Przejrzała się w lustrze i poprawiła makijaż naturalnie podkreślający jej urodę. Była modelką o wzroście sto siedemdziesiąt osiem centymetrów. Chuda i wysoka wyróżniała się swoją aparycją.

W jej serce wlała się fala ekscytacji. Niecierpliwie czekała na swoje walizki. Dwa bagaże ukrywały tylko niewielki procent jej dorobku ubrań, które od kilku lat nabywała i chomikowała. Uwielbiała ubrania czy to o modnej formule, czy klasycznym kroju. Korzystała z licznych promocji, wyprzedaży albo sklepów z odzyskaną odzieżą. Miała słabość do nowości i czasem, gdy fundusze pozwoliły, zaszalała, kupując zestaw znanego projektanta. Inwestowała w modę nie tylko swój czas, lecz także pieniądze. Była ciałem i duchem uzależniona od trendów, stylów i świata blichtru i przepychu. Uwielbiała ten wyróżniony na tle szarości kolorowy kosmos, który do wszystkich przemawiał przez okładki magazynów, światowe wybiegi i plotkarskie strony, pokazując, że tylko nieliczni mieli do niego wstęp. Eugenia od zawsze pragnęła być jego częścią, marzyła, by przekroczyć bramy modowego raju, bo dzięki niemu stawała się piękną istotą, podziwianą przez wszystkich.

Chwyciła dwie walizki i pewnym krokiem pomaszerowała do wyjścia. Liczyła, że jej wypchane kartony z ubraniami dotrą najpóźniej pojutrze. Nie chciała, by zaginęły w drodze do jej nowego domu. Naprawdę się o nie martwiła.

Skierowała się w stronę światła, zafascynowana gwarem, który ją przyciągał. Przez masywne liczne szyby z lekkością przebijały się promienie słoneczne, zalewając rozległe przestrzenie lotniska jasną poświatą. Z szerokim uśmiechem minęła bramkę, wypatrując w gąszczu oczekujących znajomej twarzy. Florentyna Mazurek miała ją odebrać i zawieźć do siebie. To ona zaprosiła ją, chcąc pomóc w karierze modelki. Eugenia zatrzymała się zaskoczona. Nigdzie nie wypatrzyła pyzatej twarzy i czarnej gęstej grzywki przyjaciółki.

2

– Wysoka i chuda, bo jak inaczej miała wyglądać modelka – mruczał pod nosem, zirytowany garstką informacji, które dostał od Florki. Poprosiła go o przysługę, a on zgodził się jej pomóc. Zawsze wolał jednak mieć wszystko uzgodnione do ostatniego najdrobniejszego szczegółu. Teraz było inaczej, dostał telefon i zadanie, z którego postanowił się wywiązać.

Od dwudziestu minut stał przed bramką i wypatrywał modelki. Miała być wysoka, chuda i ruda. Tylko tyle wskazówek. Nie miał nawet kartki, by napisać jej dziwne imię. Spieszył się, wyskakując z biura między spotkaniami. Miał napięty grafik, ale starał się jak zawsze wszystko załatwić, nie pomijając żadnej sprawy.

Dojrzał wysoką dziewczynę o rudych włosach i pomachał do niej. Wyglądała na piętnaście lat. Rudowłosa uśmiechnęła się zalotnie, odpowiadając na jego gest. Gdy starszy mężczyzna popatrzył na niego groźnie, speszył się, odgadując, że był to jej ojciec. Zaczął nerwowo oddychać, irytując się przydzielonym mu zadaniem. Nie znosił być nieprzygotowany. Drażniło go to i wywoływało nieprzyjemny stan niepewności i wyczekiwania.

Z niecierpliwością popatrzył na zegarek. Nie wiedział, czy dziewczyna w ogóle dotarła do Londynu. Czy spóźniła się, czy może zmieniła termin przylotu? Modelki kojarzyły mu się z ładnymi laleczkami, które trzeba podziwiać. Nie rozumiał, po co młode dziewczyny walczyły, by nimi zostać. Zawód nie był bezpieczny i długotrwały. Liczył się tylko wygląd i wymiary idealnego ciała. Żywy wieszak, który zaprezentuje kolejny modowy łach. W dodatku nie trzeba mieć żadnych umiejętności, jedynie ładnie i proporcjonalnie wyglądać. Nie miał dobrego zdania o modelkach. Kojarzyły mu się z próżnością.

Fala pasażerów przesuwała się do przodu. Tom stracił już nadzieję, że wykona powierzone mu zadanie. Myślami odpłynął do kolejnego czekającego go wyzwania. Wtedy wypatrzył jeden kolorowy punkt wybijający się na tle szarości i czerni. Pomrugał zaskoczony, czy dobrze widzi, czy to mu się nie przywidziało. Dziewczyna jednak wciąż tam była i niepewnie rozglądała się dookoła. Stanowiła tak wyostrzony i niepasujący element obrazu codzienności, że obserwował ją z zachwytem. Ubrana w żółty wiosenny płaszczyk, w niebieskich butach na szpilkach i z ognistymi długimi jak liana, opadającymi jej na plecy włosami przyciągała wzrok każdego mijanego przechodnia. Pochłaniał ją wzrokiem. Kiedy spojrzała w jego kierunku, dostrzegł jej oczy. Intensywnie zielone, duże i piękne.

Odgadł, że to ona. To po nią przyjechał. Była wysoka, a przez szpilki tym bardziej górowała nad innymi. Skinął głową, dając znak, że na nią czeka. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że wstrzymał oddech. Kiedy do niego podeszła, otuliła go swoim zapachem, nutką drapieżności, ale i łagodności. Patrzyła na niego z zainteresowaniem wymieszanym z wahaniem.

– Witamy w Londynie. Jestem od Florki – powiedział z powagą po polsku z naleciałościami akcentu brytyjskiego. – Mam panią odebrać.

– Cudownie – rzuciła dziewczyna.

Obdarzyła go czarodziejskim uśmiechem, który ponownie pozbawił go tchu. Pomrugał, nie wiedząc, czy śni i czy zaraz się nie obudzi.

– Muszę napić się kawy. – Eugenia wciąż się uśmiechała, zaskoczona przystojnym mężczyzną. Nie wiedziała, kto to był i dlaczego on, a nie Florka ją odbiera. Nie skupiła się jednak długo na tym zagadnieniu. Gdy spojrzała w jego oczy, poczuła drobne mrowienie. Jeszcze nigdy nie doświadczyła takiego szczypania pod skórą. Jego szare oczy były hipnotyzujące, choć największą zaletę stanowiło to, że mimo jej wysokiego wzrostu i szpilek on wciąż nad nią górował.

– Przykro mi, ale nie mamy na to czasu. – Dźwięk jego głosu był poważny i stonowany. Odpowiedź była kategoryczna, niedopuszczająca negocjacji.

– Nie popsujesz mi tego. To mój pierwszy dzień nowego życia i musi być idealny.

– Wybacz, ale nie mogę ci poświęcić więcej czasu. – Chwycił jej bagaże i ruszył do wyjścia.

Eugenia wybałuszyła oczy, patrząc na jego plecy. Oceniła jego wysoką i masywną sylwetkę na pogrubiony plus, z zafascynowaniem podziwiając pośladki. Ocknęłasię zaskoczona swoją nachalną obserwacją, ale i oddalającym się bagażem. Dogoniła go, lawirując między ludźmi. Mimo że miała szpilki, nie sprawiło jej to żadnej trudności.

– Nie wybaczę! Pięć minut cię nie zbawi.

– Czasem pięć minut to wieczność, zwłaszcza w korku. – Nie zatrzymał się, nawet na nią nie spojrzał. Szedł przed siebie, stawiając duże kroki.

– Zatrzymamy się na chwilkę, a ja wyskoczę i kupię na wynos. Na pewno niedaleko jest jakaś fantastyczna kawiarnia, gdzie podają najlepszą kawę na świecie. Proszę! – Chwyciła go za rękę, zmuszając tym samym do zatrzymania. Popatrzyła mu błagalnie w oczy. – To nie zajmie wiele czasu...

Tom spojrzał w jej duże zielone oczy. Wydawały się smutne, a pełne wiśniowe usta złożone jak do pocałunku, przekazywały to samo. Stała blisko, więc dostrzegł jej delikatną, wręcz porcelanową cerę z kilkoma miedzianymi piegami na nosie i ustach. Była naprawdę piękna.

– Dobrze – rzekł, kapitulując pod jej urokiem.

– Jesteś moim bohaterem. – Jak za pomocą czarodziejskiej sztuczki smutek zniknął, a w oczach rozszalała się radość. – Gdzie masz samochód?

– Tam... – wydusił, mocno zaskoczony. Dziewczyna zupełnie go oślepiała swoją urodą i barwnością.

Czarne cacko z bawarskim logo na masce prezentowało się godnie w promieniach słońca, które świeciło na szarym niebie. Czarna skórzana tapicerka tym bardziej podnosiła klasę i wygodę pasażerów, boczkami opatulając jak przy uścisku. Eugenia z pietyzmem wtuliła się w wygodne siedzenie auta, upajając się zapachem skóry. Właśnie takim samochodem chciała się poruszać, przemierzając drogi europejskich miast w kierunku kolejnego pokazu czy sesji zdjęciowej. Na razie jednak podróże za kółkiem zostawały jedynie w sferze marzeń. Nie miała prawa jazdy i przy jej intensywnym grafiku w najbliższym czasie miało tak pozostać.

– Kim jesteś? – zapytała z wahaniem, nagle zdając sobie sprawę ze swojego marnego położenia. Poszła z obcym mężczyzną do samochodu, a teraz on ją dokądś wiózł. Jeszcze nigdy nie okazała takiej naiwności.

– Przepraszam, powinienem się przedstawić. – Uświadomił sobie, że zachował się nieodpowiedzialnie. Zamiast się upewnić, że dziewczyna jest tą właściwą, porwał jej bagaże i wsadził do samochodu. – Tom Mazurek.

– Jesteś bratem Florki! Nie jesteście do siebie podobni.

– Siostra wdała się w mamę, a ja w ojca. A ty? – Zerknął na nią z pytaniem w oczach.

– Eni Lipiec. Florka prosiła, byś mnie odebrał? Nie miała czasu?

– Nie dopytywałem. Zadzwoniła i poprosiła o zabranie przyjaciółki z lotniska, więc się zjawiłem.

– Zawsze jesteś taki pomocny? – zapytała z uśmiechem.

Tom popatrzył na nią z wahaniem. Zastanawiał się, kim była ta dziewczyna.

– Staram się – odrzekł z powagą i tym bardziej skupił na drodze.

– Kiedy będziemy w kawiarni? Zaczynam się niecierpliwić. Chyba mnie nie okłamałeś? – zapytała dla formalności. Mężczyzna okazał się dziwnie milczący, a jego poważny wzrok i nieodgadnione spojrzenie sprawiały, że gubiła się w ocenie.

Tom zmarszczył brwi i zacisnął szczęki. Eugenia nie wiedziała, czy to dobrze, czy raczej źle wróży. Zmieszała się i więcej nie dopytywała.

Cisza wypełniła wnętrze samochodu, zapanował pozorny spokój. Jednak w głowach obydwojga rozdzwoniły się dzwonki niespokojnych myśli. Zerkali na siebie z niepewnością i dystansem. Nagle odkryli swoje istnienie i przerazili się tej bliskości.

– Jesteśmy na miejscu. Tak jak obiecałem – rzucił z powagą.

– Dziękuję. Należysz do osób, które dotrzymują słowa.

Spojrzeli na siebie niepewnie.

Eni odetchnęła dopiero wtedy, gdy szare oczy przestały się w nią wpatrywać. Poczuła się jak na sali sądowej, kiedy oskarżyciel czeka na jej potknięcie, by zaatakować.

Podeszli do lady. Eni wyrwała się do przodu i wybierała rodzaj kawy, rozmawiając z baristą. Jej angielski nie był perfekcyjny, ale z łatwością mogła się porozumieć. Tom stał z boku zaskoczony jej żywotnością i energią kipiącą w oczach.

Mimo jego odmowy zamówiła mu kawę. Mężczyzna pokręcił głową i popatrzył na zegarek, wręcz słysząc sekundy odliczane do czekającego go spotkania. Modlił się o szybki przejazd, bo jedynie to gwarantowało jego punktualność. Zaskoczony popatrzył na ceramiczne filiżanki w dłoniach dziewczyny. Zapach kawy uwodził zmysły, ale szybko otrząsnął się i zmarszczył jasne brwi.

– Miała być na wynos.

– Och, zapomniałam. Zobacz... Tam jest pusty stolik. – Nie czekając, pognała przed siebie i szybko zajęła miejsce. Delikatnie ustawiła filiżanki na ciemnym blacie, by nie stracić ani kropli czarnego napoju. Przewiesiła torbę i płaszczyk na oparciu krzesła. Zdejmując żółte okrycie, odsłoniła czarne spodnie z dziurami na kolanach i czarny top. Obcisły strój podkreślał jej smukłą i kruchą figurę.

– Nie mam na to czasu. – Tom podszedł, ale nie usiadł, tylko z góry popatrzył na dziewczynę, czekając na jej wytłumaczenie.

– Chyba mnie tu samej nie zostawisz? – zapytała z miną niewiniątka.

– Od początku miałaś taki plan.

– A ty w niego wpadłeś. Wyluzuj. Jesteś za bardzo spięty. Nawet z charakteru nie przypominasz Florki.

Tom usiadł i upił łyk kawy. Popatrzył na zegarek.

– Daję ci pięć minut, a później wychodzę. – Głos miał spokojny i wyważony, zupełnie pozbawiony emocji.

– Obraziłeś się?

– Obraziłem? – odpowiedział pytaniem.

– No, puściłeś focha?

– Cokolwiek sugerujesz, nie pokrywa się z prawdą.

– Co za elokwencja. Zgasiłeś mnie.

Tom popatrzył na dziewczynę ze skupieniem w oczach. Zastanawiał się, czy to wina tego, że już dawno nie było go w Polsce i nie wiedział, że obowiązuje nowy słownik, czy też dziewczyna ustaliła własny, który go zaskakiwał i wprowadzał w osłupienie.

– A więc, Tom, może mi trochę podpowiesz i zdradzisz, czym się zajmujesz? – Popatrzyła na jego krótkie, ułożone blond włosy, gładką skórę bez zarostu i usta o idealnie wykrojonym kształcie. Nie uszła jej uwagi jego masywna, wyprofilowana męska sylwetka, którą podkreślał dopasowany garnitur o niebieskim stonowanym odcieniu. Eni puściła wodze fantazji, widząc Toma na brzegu plaży z deską surfingową pod pachą i szarymi oczami odbijającymi blask zachodzącego słońca.

– Jestem adwokatem.

– Co takiego? – Usłyszała głośny zgrzyt w myślach, który całkowicie przegnał jej rozkoszne wyobrażenie. – Adwokatem?

– Czy to źle? – Zawód, który wykonywał, u wszystkich wzbudzał podziw, dlatego zaskoczyła go zawiedziona mina dziewczyny.

– Chyba nie.

– Chyba?

– Nie wzbudza ekscytacji.

– Ekscytacji? – Złapał się na tym, że powtarza jej słowa jak papuga. Napił się kawy, chcąc zyskać chwilę na zastanowienie. – Jaki zawód kojarzy ci się z ekscytacją? – zapytał spokojnie.

– Wiele mi się kojarzy, ale na pewno nie adwokat. – Wzruszyła ramionami, kończąc temat.

– Czas na nas. – Wstał i bez chwili zwłoki skierował się do wyjścia.

– Jesteś upiornie obowiązkowy. Ale to cecha dobrego adwokata. – Uśmiechnęła się, patrząc mu w oczy.

Tom zignorował ją i pchnął drzwi, zostawiając za sobą zapach aromatycznej kawy.

Dojechali do domu Florki w rekordowym czasie. Tom wręczył Eni swoje klucze do mieszkania siostry, obiecując odebrać je przy okazji. Szybko się pożegnał i zostawił dziewczynę na ulicy z dwiema walizkami u boku.

Eni patrzyła za oddalającym się czarnym punktem, zastanawiając się, co właśnie przeżyła. Czy to podróż i nowe powietrze wpłynęły na zawirowania w jej myślach, czy mężczyzna niezdradzający żadnychemocji?

***

Czuła się dziwnie. Kręciła głową z niedowierzaniem, ciągnąc walizki do drzwi niewysokiego domu z czerwonej cegłówki. Miała wizję idealnego przywitania miasta, z którym wiązała spore nadzieje. Planowała jako toast napić się londyńskiej kawy, pospacerować nad Tamizą i podziwiać w tle most Tower Bridge, by wtopić się w klimat Londynu, poznać jego zgiełk, dźwięk i zapach. Pierwsze godziny miały być jak wstęp do baśni, magiczne i wyjątkowe, lecz postać Toma wszystko przyćmiła. Pochłonął swoją osobą jej całą uwagę, a miasto stało się tylko tłem. Nie spodobało jej się to, tym bardziej że nawet nie wiedziała, gdzie się znajduje.

Minęła próg mieszkania, które prezentowało się miło i przytulnie. Jasne i błękitne barwy przeplatały się ze sobą, dodając świeżości i lekkości. Na parterze znajdował się salon z aneksem kuchennym i łazienka. Kanapa z dużymi poduchami obiecywała wygodę, a fotel o szarej tapicerce stojący pod oknem, spokój i odosobnienie. Drewniany blat niskiego stolika pokrywały książki i gazety, ale wszystko było ułożone w niewysokich stosikach. Kuchnia w odcieniu bieli również prezentowała ład i schludność. Eni odstawiła walizki i zajrzała do łazienki. Nieduża z wanną eksponowała się bardzo kobieco, zwłaszcza z ustawionymi dookoła wypalonymi świecami. Kilka z nich stało przy lustrze, tworząc nierównomierną woskową armię. Zachwycona, weszła na drewniane schody, chcąc poznać resztę domu.

Na piętrze była ciągłość kolorystyczna, choć w dwóch przyległych sobie sypialniach zmieniono barwy. Pokój zawalony rzeczami i ubraniami był w kolorze moreli. Białe meble tonowały intensywny odcień pokrywający cztery ściany. W odróżnieniu od salonu nie było tu ładu, a jedynie chaos, jak po inwazji gromady rozszalałych dzieciaków.

Eni opuściła, jak się domyśliła, przestrzeń Florki i zajrzała do pokoju obok. Tym razem ściany były beżowe, a meble brązowe, ciężkie i zajmujące sporo miejsca. Weszła do środka, zgadując, że to jej przyszłe królestwo. Otworzyła okno i wsłuchała się w cichą ulicę. Widok był na front domu i blisko zaparkowane samochody. Rozejrzała się, rozbudzając wyobraźnię. Po chwili wiedziała już, jak urozmaicić toporne wnętrze, by stało się komnatą godną przyjęcia księżniczki.

Godzinę zajęło jej wypakowanie ubrań i kosmetyków. Układając rzeczy, cicho nuciła, a jej twarz zdobił rozmarzony uśmiech. Zbiegła po schodach i przygotowała sobie kawę. Zauważyła drzwi prowadzące do niewielkiego ogrodu. Z ciepłym kubkiem w dłoniach usiadła na leżaku, wyciągając przed siebie długie nogi. Rozkoszowała się chwilą, przynajmniej tak rekompensując sobie swoje zmienione plany.

– Eni! – Florentyna Mazurek pochyliła się nad śpiącą przyjaciółką. Uśmiechnęła się i poprawiła ciężką, grzywkę, która grubą falą opadała jej na brwi. Ciemna czuprynka jak kask sięgała jej do uszu i podkreślała idealny owal głowy. Dziewczyna mierzyła metr sześćdziesiąt pięć centymetrów wzrostu, choć wyglądała na niższą z powodu zaokrąglonych kształtów w okolicach bioder i brzucha. Wieczna wojowniczka o szczupłą figurę miała pyzatą twarz i niebieskie oczy, które okalały ciemne rzęsy. Pyzate policzki przy uśmiechu ukazywały dołeczki, a mały kulkowaty nosek znikał wtedy w fałdach, wyglądając przy tym jak kuleczka.

– Florka! – Eni otworzyła oczy. – W końcu jesteś.

– Spałaś. Lot musiał cię zmęczyć.

– Raczej impreza. Pożegnalna, z przyjaciółmi – wyjaśniła z uśmiechem, rozciągając się i pozbywając resztki snu. Eugenia miała wiele przyjaciół, była osobą otwartą i towarzyską. Z łatwością nawiązywała nowe przyjaźnie. Dla niej życie oznaczało bywanie w tłumie ludzi,z głośną muzyką i feerią kolorów w tle. Jej żywiołowa natura ukazywała się na każdym kroku, co dodatkowo podkreślały ogniste włosy.

– Wypoczęłaś?

– Aż nadto. Nabrałam siły na dalsze imprezowanie.

– Chcesz gdzieś wyjść? – Florka weszła do domu, a jej nowa współlokatora podążyła za nią.

– Oczywiście. Pierwszy dzień, pierwsza noc, wszystko musi być wyjątkowe. Dlaczego nie odebrałaś mnie z lotniska?

– Wybacz. Musiałam zająć się klientem, który miał poważny problem. Szef mi go przydzielił, licząc, że dobrze się nim zajmę, a ponieważ walczę o kolejny szczebel mojej kariery, nie mogłam odmówić. Gość niespodziewanie zjawił się w biurze i nie umiałam go wygonić. Ale Tom się tobą zajął.

– Właśnie Tom... Dlaczego nie wiedziałam, że masz brata?

– To nie była tajemnica.

– Ale dlaczego mnie nie ostrzegłaś! – Od momentu, gdy spojrzała w jego szare oczy, przestawiła się na tryb zawieszenia i dopiero jak zniknął, odblokowała się, wracając do rzeczywistości.

– Przed bratem?

– Nie powiedziałaś, że jest cholernie przystojny.

– To mój brat, więc trudno mi to ocenić. Nie jest brzydki...

– I wysoki! Wygląda jak surfingowiec.

– Tom i deska? Eni masz mocno rozbrykaną wyobraźnię. – Florka roześmiała się, wizualizując sobie brata w luźnych ubraniach i rozwianej fryzurze. – To adwokat z krwi i kości. Poukładany i spokojny.

– Wyważony i milczący.

– Tak, to on. Podoba ci się? – zapytała z zaskoczeniem, wnikliwie przyglądając się przyjaciółce.

– Oczywiście. Stop! Nic z tych rzeczy. Nie angażuję się w żadne związki damsko-męskie. Moją miłością jest kariera zawodowa. Modeling i moda to moje powołanie i jedyny kierunek.

– To dobrze. Tym bardziej że ma partnerkę.

– Partnerkę? Że niby dziewczyna czy narzeczona?

– Coś pomiędzy. Spotykają się od kilku miesięcy. Jak na mojego brata to bardzo długo, nie wiem, czy czasem się jej nie oświadczy? Może to coś poważnego?

– Czy słusznie wychwyciłam twój sprzeciw?

– Mój brat nie emanuje miłością, a czy nie tak powinien zachowywać się ktoś zakochany? – Florka westchnęła z żalem. Ona i jej starszy brat nie mieli szczęścia w szukaniu drugich połówek. Intuicja jej mówiła, że ta dziewczyna Toma też nie była właściwa.

– A kochają się?

– Zadajesz trudne pytania. Mój brat jest skryty, nie okazuje emocji. Nie wiem, co do niej czuje, ale wiem, że jest obowiązkowy i kieruje się logiką, więc pewnie ostatecznie taki będzie jego krok.

– Wieje nudą.

– Tom nie jest nudny – oburzyła się Florka. – Jest bardzo kochany i zawsze mogę na niego liczyć.

– Zdecydowanie nuda! Taki przystojny, a taki zwykły – Eni mruknęła z rozczarowaniem.

– To mój brat, Rudzielcu, więc masz być dla niego miła. Przyjechałaś tu robić karierę i na niej się skup.

– Oczywiście. To jaki pub odwiedzimy?

3

Pierwsza noc w Londynie i już robiło się ciekawie. Eugenia stała przed dużym lustrem i małym polaroidem uwieczniała moment. Niebieskie wytarte dżinsy przylegały do jej nóg jak druga skóra, a biała koszulka opinała jej ciało, uwydatniając drobne kształty. Włosy rozpuściła i rozczesała, a na twarz nałożyła delikatny makijaż, podkreśliwszy oczy czarną kreską.

Zbiegła ze schodów i stanęła koło Florki, która przerwała swoje czynności na rzecz pozowania do zdjęcia.

– Sweet – wykrzyczała Eni, patrząc w niewielki obiektyw. – Mamy to. – Poczekała, aż zdjęcie wielkości karty bankomatowej wysunie się z małego aparatu. – Idealnie.

– Jak zwykle wyszłam grubo. Nie to światło, nie ten profil, prawdę mówiąc nie ta twarz.

– Wyszłaś super. Gotowa. – Eni niecierpliwiła się, chcąc już otoczyć się ludźmi i muzyką.

– Nie powinnaś odpocząć i przygotować się na szukanie agencji?

– Och, Florka, nie zamulaj. Na obowiązki przyjdzie czas, teraz przyszedł czas na zabawę.

– Fajnie, tylko że jest początek tygodnia, a jutro idę do pracy.

– Wrócimy przed północą, więc zdążysz się wyspać. – Eni pociągnęła przyjaciółkę za rękę, nie chcąc słyszeć więcej protestów. – Zamówiłaś taksówkę? Czy pojedziemy metrem? A tak w ogóle, to gdzie my mieszkamy? – zapytała, wychodząc z domu i rozglądając się po spokojnej ulicy. – Twój braciszek nie był zbyt rozmowny.

– W Dagenham, we wschodniej części Londynu. Przejdziemy się, do najbliższego pubu jest niedaleko.

– Myślałam o centrum – mruknęła Eni zawiedziona.

– Następnym razem.

– Oby w tym tygodniu.

Florka popatrzyła na uśmiechniętą Eni, która tanecznym krokiem przemierzała uliczki, by jak najszybciej dotrzeć do celu i miejsca zabawy. Dzieliło je pięć lat, a Florka czuła się o wiele starsza i bardziej zgnuśniała. Praca pochłaniała większość jej uwagi i dnia, tylko w czasie wolnym niekiedy wyskakiwała do pubów. Od kilku lat pracowała w biurze rachunkowym na stanowisku samodzielnej księgowej i nadal wiązała z tym zawodem swoją najbliższą i dalszą przyszłość. Poprawiała sobie nastrój shoppingiem i czekoladą w każdej postaci, która była miłością jej życia.

Wieczór był ciepły, więc z przyjemnością przeszły się uliczkami uśpionej gminy, szybko zatrzymując się przy narożnym domu, który nazwą zachęcał do odwiedzenia. Liczne stoliki wypełnione stałymi bywalcami zastawiały wejście do pubu.

Eni spodobało się to, co zobaczyła, więc bez wahania minęła próg miejscowego punktu spotkań mieszkańców. Rozejrzała się. Spodobał jej się ciężki dębowy wystrój bijący od ścian i solidnego baru. Podeszła do drewnianego wysłużonego blatu i zamówiła cztery shoty, by zmiękczyć ciało i rozluźnić umysł.

Florka nie chciała uchodzić za sztywniaka i marudę, więc bez zbędnych protestów wypiła z przyjaciółką, tym samym świętując jej przybycie.

Zamówiły piwo Guinness i zajęły wolny boks, wygodnie się rozsiadając. W rogu sali Eni wypatrzyła wolną przestrzeń, w której przy dźwiękach muzyki płynącej z głośników bujały się dwie pary. Ludzi było mało, ale to nie ograniczało Eni, która już rwała się do zabawy.

– Często tu przychodzisz?

– Byłam raz. – Florka rozejrzała się po lokalu, w którym od roku nic się nie zmieniło. – Jak się tu wprowadziłam, zaprosiłam moje koleżanki z pracy.

– Razem balujecie?

– Bardzo rzadko. Mają rodziny. Olivia ma męża i dwójkę dzieci, a Lexie kolejnego narzeczonego i jedno dziecko.

– Smutne historie opowiadasz, a powinnyśmy świętować. Zatańczymy!

– To nie jest najlepszy pomysł.

– Dlaczego? Jesteśmy najfajniejszym laskami w tym pubie, więc zaraz ktoś podejdzie.

– Mów za siebie. – Florka upiła spory łyk piwa. Potrzebowała się bardziej zmiękczyć, bo przy Eni wychodziła na nudziarę.

– Zamówię ci jeszcze piwo. Spoko, mam kasę. – Po chwili Eni wróciła z kolejnymi pokalami wypełnionymi ciemnym napojem, którego bąbelki zbierały się na górze jak grona winogron. – Rozejrzałaś się? Coś sobie wybrałaś?

Florka zakrztusiła się, usłyszawszy beztroski ton przyjaciółki. Eni niezrażona obserwowała mężczyzn zajmujących sąsiednie stoliki.

– Wybór niewielki, ale może jednak.

– Tak podrywasz facetów? – Florka była zupełnie zaskoczona i onieśmielona odwagą i pewnością Eni.

– Podrywam? Ależ skąd? To tylko towarzysze zabawy. Przecież nie szukam faceta. Lubię poznawać nowych ludzi, a gdzie indziej, jak nie w pubie. Nikt się nie spina, bo wszyscy są po pracy. Przyszli się rozluźnić i zabawić.

– Ale oni mogą odebrać to inaczej?

– To szybko ich wyprowadzę z błędu. Mogą być moimi kumplami, na więcej niech nie liczą.

– Zaraz... Ilu ty masz znajomych na Facebooku? – zapytała, by mieć jasny obraz.

– Tysiąc i liczba wciąż rośnie. – Eni uśmiechnęła się i pociągnęła Florkę za rękę, zmuszając do wstania. Po chwili obie stały na prowizorycznym parkiecie i ruszały się w takt skocznej muzyki. Eni zamknęła oczy i dała sięponieść muzyce, nie skupiając na otoczeniu. Liczyłasię zabawa i smak wolności, który otulił jej żywiołową duszę. Śmiała się i klaskała, zmuszając swoją towarzyszkę do uśmiechu. Rozgrzane zajęły stolik, by dokończyć swoje piwa.

– I co?

– Mam dość. – Florka sapała, jakby przebiegła maraton.

– To dopiero jedna piosenka.

– Na tydzień wystarczy.

– Masz swojego faworyta? – zapytała, oglądając gości. Z rozczarowaniem stwierdziła, że Florka nie nadaje się na towarzysza tańca, więc przeszła do kolejnej kategorii. – Spójrz na tamtego przy barze. Cały czas na ciebie patrzy.

– Nie, to nie najlepszy kandydat. – Mężczyzna był wysoki i przystojny z dużymi oczami, którymi lustrował otoczenie. Florka zawstydziła się, gdy ich oczy się spotkały. Spostrzegła, że podwinęła jej się bluzka, odsłaniając pulchne fałdki na brzuchu. W panice naciągnęła ubranie. – Cholera, wszystko mi widać. Ale wstyd. – Zaczerwieniła się, pochyliła głowę, by to ukryć.

– Daj spokój, jest tak ciemno, że ledwo cokolwiek można wypatrzyć. Wyluzuj i idź, zamów nam piwa i zagadaj.

– Nie ma mowy. Facet nie jest w moim typie.

– A jaki jest twój typ? – Gdy Florka wskazała jej otyłego mężczyznę, z którego wylewały się boczki tłuszczu, wzdrygnęła się. – Żartujesz? On jest makabrycznie brzydki, nawet w ciemności.

– Brzydota zazwyczaj kryje ładną duszę – odrzekła Florka z przekonaniem i wiarą w swoje słowa.

Eni popatrzyła na nią w osłupieniu i po chwili, mrużąc oczy, pokręciła głową.

– Mnie to nie przekonuje. Idź do przystojniaka, a brzydala zostaw desperatkom.

– Ale brzydal jest łatwiejszy i nie ma wygórowanych wymagań.

– Idziesz na łatwiznę? Aż tak nisko się oceniasz? Przecież z ładnymi przyjemniej się rozmawia. Nie mówię, że musi być jak z okładki, ale powinien przynajmniej o siebie dbać. Brzydal jak nic od roku nie oglądał się w lustrze.

– U przystojniaka nie mam szans. Pewnie przelotnie na mnie spojrzał, a ty wyciągnęłaś pochopne wnioski.

– Florka, zrób coś ze sobą. Wciąż marudzisz, że potrzebujesz faceta. Mnie ten kierunek nie interesuje, ale nie będę ci życia organizować. Skoro kogoś szukasz, przynajmniej sięgaj wyżej i wybieraj schludne opakowanie. Przecież widać, że brzydal jest pełny konserwantów.

– Nie marudzę. Może raz wspomniałam.

– To twój ulubiony temat, zaraz po czekoladzie.

– Nie znasz mnie aż tak dobrze. Dopiero się wprowadziłaś – rzuciła z urazą.

– Pójdziemy na kompromis i zamiast na przystojniaku i brzydalu skupimy się na sobie. Idziemy tańczyć.

– Myślałam, że ten wieczór spędzimy spokojnie. Świece, wino... – utyskiwała Florka, która miała już dość atrakcji. Mimo to nie przeciwstawiła się i podreptała za przyjaciółką.

– A ja myślałam, że pojedziemy do centrum i odwiedzimy kilka pubów.

– Rozalię też tak ciągnęłaś na imprezy? Jakoś trudno mi to sobie wyobrazić. – Florka bujała się, udając, że sprawia jej to przyjemność.

– Rozalia to domatorka, ale miałam mnóstwo przyjaciół, którzy uwielbiali tak jak ja bawić się na mieście.

Florce wpadł do głowy powód, dlaczego Eni nie wyszło w Warszawie.

– Planujesz bawić się i zwiedzać kluby? – sondowała, szukając potwierdzenia swojej tezy.

– Oczywiście. Wejdę wszędzie, gdzie mnie wpuszczą i będzie mnie na to stać. Warszawę mam już zaliczoną. Dwa lata wystarczyły, bym poznała każdy imprezowy kąt stolicy. Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zaprosiłaś mnie do Londynu.

– Mnie to akurat zaczyna przerażać – mruknęła Florka. Właśnie zdała sobie sprawę, że nieświadomie przygarnęła do domu tornado.

4

Obudziła się z lekkim bólem głowy. Kac był jej znany w różnych odcieniach, więc zastosowała tradycyjną terapię. Szklanka wody plus kawa, plus tabletka przeciwbólowa miały uwolnić ją od dolegliwości. Z kuchni wyszła do ogrodu, chcąc wypełnić płuca londyńskim powietrzem i nagrzać ciało promieniami słońca świecącego na czystym niebie. Miniony wieczór odbiegał od jej wyobrażenia i planu, ale nie było najgorzej. Gdy Florka się rozluźniła, dotrzymała jej kroku i przestała przejmować się odsłoniętymi boczkami, zwłaszcza przy piruetach. Wróciły od domu w wyśmienitych humorach, dużo później po północy. Noc była krótka. Szczególnie dla Florki, która o szóstej musiała się zerwać i wyruszyć do pracy.

Eni popatrzyła na zegarek. Późne popołudnie wykluczało plan zobaczenia centrum. Znacznie lepiej jest zacząć zwiedzanie z samego rana, by do wieczora cieszyć się miastem. Skupiła się na odświeżeniu i dojściu do siebie. Po długiej kąpieli włożyła bawełniany bardzo wygodny kombinezon.

Przejrzała szafę ze zniecierpliwieniem, zastanawiając się, kiedy dotrze reszta jej rzeczy. By uspokoić myśli, posegregowała ubrania w szafie i podzieliła je na odpowiednie style i kategorie, wręcz z pedanterią podchodząc do zadania. Obcisłe topy umieściła obok koszulek, bluzki obok koszul, marynarki obok ramonesek, spódnice blisko sukienek, do tego różne rodzaje spodni z podziałem na swobodniejsze i eleganckie.

Po uporządkowaniu garderoby popatrzyła w duże lustro sięgające podłogi. Tworzyło jedność z drzwi szafy.Eni przeszła na koniec pokoju i patrząc w odbicie, ruszyła wyuczonym krokiem, takim jak na pokazie. Z jej postawy biła pewność siebie. Wyprostowała sylwetkę, opuściła łopatki i odrobinę wysunęła do przodu biodra. Gdy jej wyimaginowany catwalk[1] się skończył. Zawróciła, dochodząc do ściany.

Westchnęła i rzuciła się na łóżko. Zawirowało jej w głowie, ale uśmiech nie zniknął. Rozmarzyła się, czując radość w sercu. Zamieszkała w Londynie, mieście mody zaraz po Paryżu i Mediolanie. Była przekonana, że zrealizuje swoje marzenia. Warszawę i tamtejsze zobowiązania zostawiła za sobą, nie przejmując się konsekwencjami. Musiała w pełni skorzystać z szansy.

Zerwała się z łóżka i podeszła do lustra. W odbiciu szukała dziewczyny z pokazów mody i sesji zdjęciowych. Eni Red, która zachwycała urodą i stylem. Nie lubiła przeglądać się w lustrze, ale w zdjęciach. Dzięki modelingowi stawała się piękną i cudowną istotą. Kochała zawód modelki, bo za każdym razem stawała się kimś innym. Odgrywała najróżniejsze role, czy to na pokazie, czy na sesjach. Fotograf chwytał chwilę, którą uwieczniał na zdjęciu. Przez tę wieczność mogła być nastolatką z rozwianymi włosami, poważną bizneswoman z okularami na nosie, czy femme fatale z mrocznym nieodgadnionym spojrzeniem, której krwista suknia powiewała na dachu wieżowca na tle granatowego nieba.

Modeling to ciągłe wyzwanie, dążenie do perfekcyjności i oryginalności. Uchwycenie magicznej chwili na zdjęciu czy pokazanie najnowszej kolekcji, by sprzedać modowy look po pierwszym marszu na wybiegu. Dla żywiołowej Eni był to kolejny test do sprawdzenia się i pochwycenia radości życia. Nie nudziła się, bo wciąż pokonywała kolejne szczeble, przechodziła próby, chcąc dosięgnąć celu, o jakim od najmłodszych lat śniła. Każdy sezon to nowe rozdanie, więc rodziła się jak Feniks z popiołów, ponownie walcząc o miejsce w kołowrotku bezwzględnej modowej spirali.

Zmienianie się nie było jedyną zaletą w zawodzie, Eni uwielbiała poznawać nowych ludzi i podróżować, co było nieodzowną codziennością modelki. Zwiedzała miasta, miała możliwość uchwycić klimat i poznawać ich mieszkańców o innym spojrzeniu na otaczający świat. Barwność i inność zachwycały ją i wciąż pociągały, rozbudzając jej apetyt do większego odkrywania i smakowania.

Pochodziła z małego nadmorskiego Dźwirzyna, które jedynie w sezonie letnim nabierało gwaru i życia. Wczasowicze z całego kraju odwiedzali jego szerokie plaże i atrakcje blisko położonego Kołobrzegu, korzystając z pięknej pogody i urlopu, który kończył się zbyt szybko. Eni uwielbiała ten zgiełk, a lato było jej ukochaną porą roku.

Po liceum przebierała nogami, by wyrwać się z domu. Nie chciała iść na studia, do czego zmuszali ją rodzice. Nie planowała statecznego zawodu i wyrzucenia kotwicy, zanim tak naprawdę opuściła port. Marzyła o przygodzie i zabawie. Łaknęła poczucia wolności i niezależności. Pragnęła poddać się wiatrowi, który poniesie ją i wyrzuci na nieznany brzeg.

Rodzice Eni prowadzili jadłodajnię. Matka była główną kucharką, a ojciec przywoził zaopatrzenie. Oprócz domu, gdzie na wyższym piętrze znajdowało się ich mieszkanie, a na parterze kuchnia i stołówka, na terenie działki mieścił się jeszcze parterowy budynek z kilkoma pokojami do wynajęcia. Rodzina Lipców pracowała razem, mierząc się, jak co roku, z kolejną falą napływających turystów.

Eni pomagała i zarabiała w stołówce jako kelnerka, lecz wciąż z nadzieją wypatrywała odległego lądu, zapatrzona w horyzont. Mama przeciwstawiała się jej szalonym planom i zawodowi, o którym jedyna córka wciąż z pasją i pragnieniem w głosie opowiadała. Chciała, by córka miała bezpieczny zawód, by życie jej nie zraniło. Ognista natura Eni nie dała się jednak ujarzmić i gdy nadarzyła się sposobność, opuściła rodzinny dom i wsiadła w pociąg do Warszawy.

Przyjaciółka Rozalia jej to umożliwiła, zapraszając do siebie do Warszawy. Sama Rozalia dostała taką sposobność od starszej siostry Lukrecji, która podążając za miłością, powróciła w rodzinne strony. Rozalia i Eni mogły więc rozwinąć skrzydła w stolicy i podążyć za marzeniami. Rozalii udało się. Oprócz tego, że stworzyła własną markę i firmę, to jeszcze spotkała prawdziwą miłość. Utknęła w Warszawie, nawet nie myśląc o powrocie do rodzinnego Dźwirzyna. Eni również nie miała zamiaru wracać. Chciała zdobywać świat, podbijać go na własnych warunkach, na własnych zasadach.

Warszawa ją zachwyciła, ale apetyt Eni rósł w miarę jedzenia tym bardziej, kiedy jej agencja wysyłała ją na kontrakty do innych dużych miast. Przez pierwszy rok od popisania umowy dziewczyna odwiedziła Paryż, Mediolan, Londyn i Japonię. Zachwyciła się wielkością świata i utkała kolejne marzenie, które umożliwiał jej zawód modelki. Zwiedzanie i poznawanie odległych zakątków stało się jej drugim celem, który skrupulatnie realizowała.Pobyt w Londynie miał być przełomowy i wiążący.Liczyła na współpracę z najlepszą agencją, w którejbooker[2] zapewni jej sporo wyzwań i pieniędzy. Wszystko, o czym marzyła, zaczynało się powoli realizować.

[1]Catwalk – (ang.), wybieg dla modelek.

[2] Booker – organizuje grafik modelki, pokazy, sesje, negocjuje kontrakty.

5

Przeglądała repertuar imprezy Fashion week,odliczając czas do jej rozpoczęcia. Dwa tygodnie mody w roku znaczą w branży modowej tyle, ile dla filmowców „Złote Globy” i „Oskary” razem wzięte. Wielkie pokazy odbywające się w kilku miastach mody, czyli w Paryżu, Nowym Jorku, Londynie, Mediolanie, a nawet w Dubaju były hucznie ogłaszane i promowane na całym świecie. Prestiżowe modowe show zalewało również ulice, gdzie szafiarki,projektanci, redaktorzy magazynów, fotografowie, celebryci, gwiazdy, czyli wszyscy ci znani i mniej znani prezentują swój modowy look na każdy dzień pokazu.

Kreatywni projektanci wystawiają swoje najnowsze kolekcje, które jeszcze kilka godzin temu były poddawane obróbce. Święto modowe stanowiło okazję, by się wylansować i wypromować. Bywanie i spotkania z ważnymi modowego świata niekiedy otwierały drzwi do high fashion niejednemu projektantowi czy modelce.

Eni liczyła na szczęście od losu, a skoro już rozdał jej dobre karty i wygraną w postaci możliwości zamieszkania w Londynie, w następnym rozdaniu spodziewała się pokera. Modelki, które zostaną zauważone, mogą liczyć na zapchany grafik i liczne propozycje współpracy, rozpoczynając zupełnie nowy etap w karierze.

Miała czas do modowego wydarzenia, ale to nie osłabiło jej apetytu na szybkie podpisanie umowy z najsławniejszą londyńską agencją modelek. Chciała się ukryć pod skrzydłami najlepszego bookera, który z odpowiednią dbałością zatroszczy się o jej renomę. Pragnęła współpracy ze znaną marką, która wypromuje ją i jak Kate Moss ustawi na piedestale, z którego nikt jej nie zepchnie.

Podekscytowana zadzwoniła do swojej przyjaciółki, by w ten sposób pozbyć się nagromadzonej euforii. Z Rozalią Lis łączyła ją siostrzana więź i to od najmłodszych lat. Zawsze się wspierały i nawzajem sobie pomagały. Ich przyjaźń była wieczna, nic nie mogło zburzyć ich miłości. Wykorzystała Messengera i już po chwili zobaczyła na ekranie tableta uśmiechniętą twarz Rozalii.

– Nie mogę uwierzyć, że naprawdę tu jestem. Eni Red zawitała do Londynu i nie ma zamiaru się z niego ruszać! – Szczęśliwa podkreślała swoje modowe przezwisko, które odkryła po współpracy ze znanym włoskim projektantem. Nazwał ją „Red Girl” ze względu na jej intensywny czerwony odcień włosów.

– Zacznij od początku. Jak lot? – Rozalia z jasnymi długimi włosami, naturalnie rozświetlonymi przez słońce miała drobną twarz i duże niebieskie oczy, które były przesłonięte okularami w szklanych oprawach.

– Nie zdążyłam się znudzić.

– Pasażerowie?

– Do wytrzymania.

– Pierwsze wrażenia?

– Pamiętasz, że zaplanowałam świetny początek, by odpowiednio przywitać Londyn, ale niestety plany uległy zmianie. Florka się nie zjawiła, a zamiast niej odebrał mnie jej starszy brat. Zaznaczę tylko, że przystojny, dobrze zbudowany i wysoki Tom Mazurek, który w najmniejszym stopniu nie jest podobny do swojej młodszej siostry.

– Tyle komplementów dotyczących jednego faceta, czy to coś znaczy?

– Oczywiście, że nie. Opisuję tylko, co widzę. Wygląda jak surfingowiec, ale okazało się, że jest adwokatem. Wiem, nuda, i to mu powiedziałam, kiedy zaciągnęłam go do kawiarni, by przynajmniej wypić kawę. Mało mówi, niewiele emocji pokazuje, dziwny, spokojny...

– Miałaś zachwycać się Londynem, a nie bratem przyjaciółki. Jak dla mnie coś tu jest nie tak.

– Bo przez niego mój plan przywitania City poszedł w odstawkę. Spieszył się i zanim się obejrzałam, wyrzucił mnie z samochodu i zostawił pod domem Florki. – Zaczęła się bawić włosami, wkręcając długie pasma w palce.

– Nie martw się, zdążysz nadrobić zaległości.

– Pewnie, że tak. Florkę wyciągnęłam do pubu. Liczyłam, że pojedziemy do centrum, ale marudziła coś o pracy, więc zadowoliłam się pobliską miejscówką. Zrobiło się przyjemnie, dopiero gdy Florka zupełnie się wyluzowała. Nie wiem, jak ona wstała do pracy. Po dwóch godzinach snu?

– Eni, daj jej odetchnąć. Florka ma obowiązki – tłumaczyła Rozalia, która znała imprezowy gen przyjaciółki.

– Nie znoszę tego słowa. Lepiej zmieńmy temat. Jutro ruszam w miasto.

– Szukasz agencji?

– Zobaczymy... – rzuciła wykrętnie. – Nie stawiam sobie sztywnych ram. Okaże się w trakcie, ale załóżmy, że taki jest cel. – Eni zaczęła się rozwodzić nad swoimi idealnymi wizjami współpracy i wysypem zleceń. – Oczywiście wszystkie punkty zamierzam zrealizować.

– Na pewno ci się uda. Trzymam kciuki.

– Będę cię informować na bieżąco, a teraz kolej na twój raport.

– Drogomir planuje ze mną małżeństwo, czyli sakramentalne „tak” i podróż poślubną.

– I teraz o tym mówisz?! – krzyczała w oszołomieniu. – Oczywiście się zgodziłaś. Jak się oświadczył?

– Nic nie jest przesądzone. – Broniła się Rozalia. – Drogomir jest impulsywny. To, co pomyśli, jest na języku. Nie oświadczył się, tylko rzucił pytanie, ot tak, wieczorem, kiedy oglądaliśmy film.

– Co za gamoń. I na czym stanęło?

– Jesteśmy na etapie rozmowy o kontrakcie małżeńskim.

– Że jak? Nie dość, że się nie oświadczył, to jeszcze narzuca swoje warunki. – Eni pokręciła głową, nie mogąc uwierzyć.

– To akurat mój pomysł. Nauczona doświadczeniem, czekam, aż emocje opadną i podejdzie do tego ważnego tematu odpowiednio – rzekła Rozalia bardzo pewna swego. Negocjacje trwały, choć szala przesuwała się na jej korzyść.

– Drogomir się zmienił. To nie jest ten sam człowiek. – Eni widziała w myślach jego wysoką, szczupłą sylwetkę i czarne nieprzeniknione oczy. Jasne włosy zazwyczaj były pokryte drobnym pyłem, unoszącym się z drewna, w którym tworzył. Był rzeźbiarzem z powołania i odnosił sukcesy, nawet po latach ukrywania się w leśnej ciszy.

– Nie wiem, czy nie zmieni zdania, jak przyjdzie do organizacji ślubu. Ja chcę odpowiedniej oprawy, a Drogomir wejść i wyjść z urzędu stanu cywilnego, co jest nie do przyjęcia.

– Dobra, przy jakim punkcie utknęliście?

– Ja chcę ślubu w Dźwirzynie, co komplikuje organizację, w końcu jego cała rodzina pochodzi z Warszawy. Nawet nie doszliśmy do listy gości. – Westchnęła z żalem. – W każdym razie nie ustąpię.

– Wiesz, martwiłam się o ciebie, ale teraz zaczynam o niego.

– Przekażę, że go pozdrawiasz. – Rozalia uśmiechnęła się z przekonaniem, sądząc, że po kilku dniach, gdy ukochany ochłonie, będzie łatwiejszy do współpracy.

– A co z psiarnią?

– Och, Dama jest cudowna. Taka dostojna i dumna. Potrafi się odpowiednio zachować, co niestety wciąż nie udzieliło się Młotkowi. Nadał łamie zasady – mówiła z miłością o swoich dwóch pupilach, które z Drogomirem przygarnęli pod swój dach. Dama tak samo jak Młotek była rasy wilczur, z czystą kartoteką i rodowodem, co zdradzały jej spokojne oczy. – Młotek nieujarzmiony arogant, który potrzebuje czasu, by się ustatkować. Dama udaje, że Młotek nie istnieje, a on jej nadskakuje i zaczepia.

– Wykapany pan – rzuciła Eni z rozbawieniem.

– Coś w tym jest. Oczywiście Młotek wciąż zapewnia mnie o swoim głębokim uczuciu i przekonuje się do swojego pana. Drogomir się tym nie przejmuje i cieszy względami spokojnej Damy. Cały czas podkreśla, że gdyby miał wybierać, zostawiłby Damę.

– Czyli normalna rodzinna sielanka. A jak biznesy?

– Cudownie. Klientela dopisuje, kolekcja opraw się sprzedaje, więc produkujemy dalej. Mam nowy pomysł na ciekawą kolekcję.

– Mów, wiem, że nie zgadnę.

– Tym razem będzie to kolorowy silikon z mocną stalą nierdzewną. – Rozmowa zeszła na techniczne sprawy, które Rozalia z pasją w ruchach i oczach opisywała przyjaciółce. Była optykiem z miłością do okularów.

Eni zakończyła rozmowę z optymizmem. Rozejrzała się po swoim pokoju, już planując metamorfozę sypialni. Właśnie zaczynała się nudzić.

6

Ze splątanymi włosami, jeszcze nie w pełni obudzona zeszła do kuchni napić się wody. Dach nagrzał się, więc w jej sypialni było gorąco jak w piekarniku. Nawet otworzenie okna niewiele zmieniło. Zasłony nie powstrzymały słońca, które przez szpary wprosiło się do środka, rozbudzając go i powodując duszność. Sierpień dopisał i wciąż można było się cieszyć nadmiarem słońca i ciepłym letnim wiatrem.

Po pierwszym chłodnym łyku od razu zrobiło jej się lepiej. Zerknęła na zegarek i stwierdziła, że jej sen właśnie dobiegł końca. Wczorajszy wieczór spędziła na niemiłosiernym nudzeniu się, bo Florka kategorycznie odmówiła udziału w jakimkolwiek wyjściu. Dziś miała nadrobić zaległości i maksymalnie wykorzystać wolny czas.

Słysząc pukanie, ruszyła do drzwi przez salon. Przy drugim kroku wdepnęła stopą w coś miękkiego i lepkiego. Przechyliła nogę, oczom nie wierząc.

– Bez jaj... Ptasie mleczko? – W podskokach na jednej nodze dotarła do drzwi, za którymi ktoś z niecierpliwością pukał. – Tom? – Była zaskoczona jego idealną prezencją. Wyglądał jak elegant z żurnala, a ona przy nim jak szmaciana lalka.

– Może pomóc? – Z powagą i delikatnie chwycił jej kostkę i pochylając się, ściągnął rozgnieciony i rozpaćkany piankowy przysmak. Dziewczyna wsparła się na chłopaku, by nie upaść, zaskoczona jego przyjemnym zapachem. Popatrzył jej w oczy zafascynowany ich zielonym odcieniem. Nawet fala niespokojnych włosów wywołała w nim zachwyt.

– Dziękuję – wydusiła, przez chwilę zupełnie się zawieszając. Mężczyzna stał przed nią ubrany w dopasowany garnitur z krawatem o zielonym odcieniu. Miał gładką, ogoloną twarz i ułożone włosy. Wszystko w nim było uporządkowane i pewne. – To już przesada, nie uważasz? – Ocknęła się i dla pewności ręką pogładziła stopę, sprawdzając, czy się nie klei. Kleiła się. – Trzeba coś z tym zrobić.

– Próbuj, naprawdę ci kibicuję, ale czekolada w tym domu to świętość.

– Cześć wam! – Florka zbiegła ze schodów i ziewając, weszła do kuchni, po czym mechanicznie nastawiła ekspres. Potrzebowała szybkiej pobudki umysłu. Włosy sterczały jej na głowie, jak jeżowi igły, a luźna piżama zwisała z boków, maskując nadmierne wypukłości.

– Właśnie wdepnęłam w ptasie mleczko – oświadczyła Eni, uważając, że trzeba to zgłosić, po czym wypisać mandat i ukarać winnego.

– Och, jaka szkoda. Musiało mi wypaść z pudełka, gdy wczoraj niosłam je do pokoju.

– W nocy też się objadasz? – zapytała Eni z niedowierzaniem.

– Nie... Źle mnie zrozumiałaś, tylko odniosłam je na miejsce.

– Nie wierzę ci, Florka. Tam trzymasz zapasy? – zapytała podejrzliwie.

– Uważaj, wkraczasz na grząski grunt – mruknął Tom, z powagą przysłuchując się ich rozmowie. Sam często próbował wpłynąć na siostrę i jej miłość do czekolady, ale nic nie wskórał. Uzależnienie było zbyt silne, by laik bez doświadczenia z psychologii sobie z nim poradził.

– Nie mam żadnych zapasów – wypierała się z uporem. – Zamiast rozdeptać, powinnaś je zjeść i od razu miałabyś lepszy humor. Czego potrzebujesz, braciszku? – zmieniła szybko temat.

– Masz dla mnie dokumenty?

– Tak... Oczywiście. – Podała mu teczkę leżącą na komodzie. – Przekaż Markowi, że ma podliczony dochód, wystarczy tylko zapłacić. Kawy?

– Piłem, dzięki. Mam wszystko, czego mi potrzeba – rzekł i popatrzył na Eni, nieco zwlekając z wyjściem. Zupełnie nie wiedział, co tu jeszcze robi. Miał masę zajęć i spotkań z klientami. – Przepraszam, że zostawiłem cię z walizkami i nie pomogłem wnieść ich do środka, ale spieszyłem się – powiedział zamiast wyjść.

– Poradziłam sobie.

– A jak Londyn, już się poznaliście?

– Dziś zamierzam wyciągnąć do niego rękę.

– W takim razie powodzenia. – Wyszedł, zamykając po cichu drzwi.

Eni odprowadziła go wzrokiem, wysoko oceniając jego wysoką i umięśnioną sylwetkę.

– Twój brat ma świetny tyłek.

– Tom w ogóle jest świetny. I nie mówię tego, bo jest moim bratem – zastrzegła, jedząc kanapkę. – Pomaga innym i to bezpłatnie. Polacy czasem potrzebują adwokata, a nie stać ich na jego usługi. Tom robi to jako wolontariusz.

– Naprawdę? Czyli to u was rodzinne. Pomaganie innym bez korzyści finansowych. Nie tylko pomogłaś Rozalii w prowadzeniu księgowości, lecz także wspierasz rodaków. – Nie umknęła jej rozmowa o teczce Marka, po którą przyjechał Tom.

– Dziękuję, miło, że tak mówisz. Obydwoje lubimy to robić. W odróżnieniu od jego partnerki. To Polka, a udaje, że nie zna polskiego. W sklepie czy w innym publicznym miejscu podaje się za Brytyjkę. Ewidentnie wstydzi się swojego pochodzenia. Jest przeciwna działaniom mojego brata, oczywiście tym darmowym. Wciąż się o to spierają.

– Chciałabym ją poznać. – Eni zastanawiała się, jaką przystojny Tom wybrał sobie dziewczynę.

– Nie, nie chciałabyś. To chodzący ideał. Szczupła, bardzo kobieca figura, dziewczęca uroda, wyższe wykształcenie, odpowiednie maniery. Przyszła pani prokurator. Nie cierpię jej.

– Ideał bez serca to nie ideał.

– Potrafisz mnie pocieszyć. Zaraz... Może ty też coś dla mnie zrobisz bezinteresownie? Chociaż nie, w końcu cię przygarnęłam pod swój dach – spostrzegła z uśmiechem.

– Co chodzi ci po główce? Nawet włosy ci się nastroszyły od knucia.

– Może przyciągniesz uwagę Toma. Oczywiście, nieformalnie i przynajmniej na jakiś czas. Dopóki jego idealna dziewczyna nie da mu spokoju.

– Stop! Wyhamuj, Florka. Jesteś moją przyjaciółką, więc traktuję cię jak siostrę, a idąc dalej, twój brat jest moim przyszywanym, ale bratem. Poza tym jest dorosły i sam decyduje. Mam na głowie poważniejsze sprawy. Kariera i własne potrzeby do zrealizowania, i to niezwłocznie. Nic nie może mnie rozpraszać.

– Oceniasz jego tyłek. Nie zachowujesz się jak siostra.

– Stwierdziłam tylko fakt.

– I nie słyszałam, żebyś miała jakąś karierę… – Florka chciała zmotywować przyjaciółkę do działania.

– Dziś jadę do centrum rozeznać się i poznać klimat miasta. Potrzebuję wtopić się w tłum.

– Myślałam, że jedziesz szukać agencji?

– Tak... Oczywiście. Zobaczymy. Na pewno muszę poznać miasto, by swobodnie się w nim poruszać.

– W jeden dzień? To niemożliwe.

– Zobacz, czekolada. – Eni wyjęła z szuflady tabliczkę i położyła pod nosem Florki. Chciała zmienić temat i sądziła, że ten unik zadziała. – Nawet otwarta.

– Ale ja jeszcze nie skończyłam śniadania.

– Jak chcesz. – Nie zdążyła zamknąć szuflady, gdy znieruchomiała.

– Zaczekaj, daj mi ją. Czuję, że ten dzień będzie smutny, więc trzeba się na niego odpowiednio przygotować. – Sięgnęła po kostkę, która szybko roztopiła się na języku.

– Tyle wystarczy?

– Nie, ale reszta po śniadaniu.

– Naprawdę czeka cię ciężki dzień czy to tylko gaszenie wyrzutów sumienia?

– Miałaś jechać do miasta, więc się zbieraj.

– Pojadę z tobą.

– Tego się obawiałam. – Florka wiedziała, że w metrze nie będzie mogła podjadać, gdy obok będzie siedział strażnik i bacznie ją obserwował.

***

Została sama w otoczeniu tłumu. Przedział metra wypełniony był różnobarwnymi twarzami, z różnymi konturami i spojrzeniami. Na kolorowo czy w stonowanych barwach wypełniali jasną przestrzeń, rozmyślając o problemach, czekających zadaniach lub marząc o wciąż niedoścignionym szczęściu. Gdy Florka wysiadła, Eni przejrzała swój plan poznania Londynu, a raczej zobaczenia jego najciekawszych miejsc. Tym razem drobiazgowo chciała im się przyjrzeć i wyczuć klimat miasta.

Miała mętlik w głowie, bo ciekawych miejsc do odwiedzenia było mnóstwo. Chciała dzisiaj, wręcz natychmiast, poznać jego zakamarki, ale czas zbyt szybko płynął, nie przyjmując reklamacji. Zaznaczyła kreską najbardziej kuszące punkty, choć wiedziała, że szybko je zlekceważy i wybierze drogę, którą wskaże jej serce. Nawet ona sama nie potrafiła utrzymać swojej niepokornej duszy w ryzach.

Zamierzała spędzić dzień w pędzie, więc włożyła wygodne trampki. Ubranie prezentowało się skromnie. Krótki przylegający top i czarne legginsy podkreślające jej długie i szczupłe nogi. Czerwone włosy splotła w praktyczny warkocz, a na twarz nałożyła delikatny, wręcz niewidoczny makijaż. Jej niewielki ekwipunek zmieścił się w małym plecaku, który narzuciła na ramię.

Wysiadła na stacji metra przy Bank Station i pochwyciła gen przygody, który rozdzwonił się w jej głowie ze zdwojoną siłą. Rozejrzała się, z radością przyjmując ciepłe podmuchy wiatru i słońce na błękitnym niebie, które pomiędzy wysokimi budynkami chowało się jak za kurtyną. Pęd miasta wdarł się do jej uszu, zagłuszając inne dźwięki. Szum aut, stukot butów, trąbienia, rozmowy mijanych przechodniów, wszystko to otoczyło Eni z każdej strony. Była w siódmym niebie.