Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
37 osób interesuje się tą książką
Dziewczyna. Dwaj bracia. Gra z ogniem
Kamila Hamilton znów ma u boku swoich dwóch najbliższych przyjaciół. Tyle że Taylor i Thiago Di Bianco nie są już tylko jej przyjaciółmi. Łączy ich coś bardziej skomplikowanego… i jeszcze bardziej niebezpiecznego.
Zielonooki Thiago wciąż odbiera jej dech. Niebieskooki Taylor pozostaje jej oparciem. Ale bracia się zmienili. Uczucia Kamili również.
Życie dziewczyny rozpada się w momencie, w którym jej rodzice się rozwodzą a przyjaciółki odwracają się plecami. Kamila będzie potrzebowała braci Di Bianco bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Obu.
Czy zdoła ochronić Taylora przed tym, co do niego czuje? Jak poradzi sobie z widokiem Thiago całującego kogoś innego? I jak długo jeszcze zdoła ukrywać przeszłość, która może zniszczyć wszystko?
Drugi tom trylogii TELL ME– jeszcze więcej napięcia, sekretów i elektryzującego pożądania.
Oto dalsze losy bohaterów filmu „Powiedz mi po cichu” dostępnego na Amazon Prime Video.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 281
Dla tych wszystkich,
którzy kiedykolwiek uwierzyli, że nie są wystarczający.
Jesteście!
Prolog
Kami
Znów pakowaliśmy się w kłopoty. Tym razem za sprawą najstarszego i niby najrozsądniejszego z nas trojga.
To, że ściągnął nas tu w środku nocy, a na miejscu od razu wyjął z plecaka kawałek metalu, zapalniczkę i apteczkę, nie wróżyło niczego dobrego. Tyle że to był Thiago Di Bianco, a Thiaga zawsze się słuchało. Cieszył się tym przywilejem, bo był od nas starszy o trzy lata. Najstarszy dowodzi – proste.
Czasem trudno mi było przestrzegać tej niepisanej zasady, bo oznaczała wykonywanie poleceń kogoś, kto przy każdej okazji ciągnął mnie za warkocze i na wszelkie sposoby doprowadzał do płaczu. Mimo to musiałam przyznać, że przy Thiagu czułam się bezpiecznie nawet w czasie najbardziej przerażających przygód. Był dla mnie i dla Taylora kimś w rodzaju przewodnika, dawał nam poczucie sensu, nawet gdy robiliśmy coś zupełnie idiotycznego.
A jednak od tamtej nocy, kiedy włamaliśmy się po słodycze do domu sąsiada, a ja przeżyłam z Thiagiem swój pierwszy pocałunek, coś się zmieniło w sposobie, w jaki się do mnie odnosił. Przestał mnie szarpać za włosy, za to zaczął jeszcze bardziej się rządzić i coraz częściej domagał się mojej uwagi.
– Co chcesz z tym zrobić? – zapytałam, wpatrzona w zapalniczkę.
Pomysły Thiaga stawały się coraz bardziej szalone i wymagały od nas coraz większej odwagi. Lubiłam przygody, ale miałam też trochę rozsądku. A może po prostu wiek mnie powstrzymywał.
– Nic strasznego, dasz radę – powiedział i odwrócił się do okienka, pod którym stał jego plecak.
Spojrzałam na Taylora – zerkał nerwowo na swojego starszego brata.
Siedzieliśmy w domku na drzewie czy raczej w drewnianej budce, którą Thiago jakimś cudem zdołał zbudować wśród gałęzi.
Dla Taylora to była pierwsza wizyta na górze i domek zrobił na nim spore wrażenie.
– Nie bój się, Kami – powiedział teraz i wziął mnie za rękę. – Jestem tu z tobą.
Uśmiechnęłam się, ale wtedy coś uderzyło w nasze splecione dłonie.
Thiago.
– Nawet jeszcze nie wiecie, o co chodzi – powiedział. Usiadł między nami z zapalniczką i pokazał nam metalowy trójkąt, który już wcześniej zdążył nam mignąć. – Wiecie, co to jest?
Żadne z nas nie odpowiedziało.
– Próba przyjaźni.
– Ten kawałek metalu to ma być próba przyjaźni? Niby jak? – zapytałam z niedowierzaniem. Patrzyłam to na zapalniczkę, to na metal i zastanawiałam się, o co może chodzić.
Thiago zwrócił się w moją stronę.
– Nie ma niczego trwalszego na świecie niż tatuaż, prawda? – zapytał, po czym zapalił zapalniczkę.
Drobny płomień oświetlił nasze twarze.
– I nie ma lepszego symbolu naszej przyjaźni niż coś, czego nigdy nie da się usunąć…
– Co ty zamierzasz, Thiago? – zapytał Taylor i popatrzył na niego z niepokojem.
Thiago nie odpowiedział.
Trzymał ten mały metalowy kształt nad ogniem, aż rozgrzał go do czerwoności. A potem spojrzał na mnie, żeby się upewnić, że to widzę, i przyłożył sobie rozpalony trójkącik do lewego nadgarstka.
Mocno zacisnął usta i zamknął oczy, kiedy metal palił mu skórę.
– Thiago, przestań! – krzyknęłam, ale mnie zignorował.
Wytrzymał kilka sekund i dopiero wtedy oderwał metal od ręki.
Taylor i ja pochyliliśmy się, żeby obejrzeć ślad.
Był czerwony. Bardzo czerwony. I pomarszczony. Thiago specjalnie się poparzył!
– Odbiło ci? – zapytałam. Nie mogłam w to uwierzyć.
– Bolało? – spytał oszołomiony Tay ze wzrokiem wbitym w brata.
– Wcale nie było tak źle… – stwierdził Thiago i wyciągnął nadgarstek w naszą stronę, żebyśmy mogli dokładniej się przyjrzeć. Na czerwonej skórze wyraźnie było widać mały trójkącik. – Kto następny?
Popatrzyliśmy na siebie z Taylorem szeroko otwartymi oczami, przestraszeni.
– Nie zamierzam przypalać sobie ręki!
– To nie ręka, tylko nadgarstek – uściślił Thiago. Ale nawet nie spojrzał na brata. Patrzył tylko na mnie. – To co, księżniczko? Chcesz tatuaż na całe życie, czy wolisz być tchórzem jak ten tutaj? – rzucił. Najwyraźniej nie troszczył się w tej chwili o uczucia brata.
– Nie jestem żadną księżniczką! – Byłam wściekła. Zebrałam się na odwagę, uklękłam i podciągnęłam rękaw swetra. – Dawaj – dodałam bez mrugnięcia okiem.
Do dziś pamiętam, jaki Thiago wydawał się wtedy ze mnie dumny.
I do dziś pamiętam ból, który przyszło mi znieść przez ten jego kretyński pomysł.
1
Kami
W ciągu ostatnich dwóch tygodni chłód na dobre zagościł w Carsville. Ostatnie dni lata i ciepłe promienie słońca odeszły w zapomnienie, a ich miejsce zajęły ulewne deszcze i groźba tornada. Trudno było nawet wyjść z domu, żeby choć trochę się rozerwać. Choć i tak nie było mnie stać na rozrywki. Wiele bym dała, żeby pojechać do miasteczka, wstąpić do kawiarni Mill’s i zamówić sobie truskawkowy koktajl albo kawę z czekoladowym muffinem. Tyle że przez bankructwo taty zostałam bez samochodu, którym mogłabym tam dojechać.
Na szczęście wciąż mogłam pogapić się w okno. A może powinnam raczej powiedzieć: na nieszczęście… Od pół godziny śledziłam wzrokiem ruchy dziewczyny, która podawała Thiagowi narzędzia, prezentując przy tym swoje długie nogi w spódniczce ledwo zakrywającej pupę.
Na zewnątrz było osiem stopni! Serio nie było jej zimno?
Skąd w ogóle Thiago ją wytrzasnął? Gdzie ją poznał?
Wkurzało mnie, że była naprawdę prześliczna. Miała długie ciemne włosy, a oczy prawie na pewno błękitne. Stała dość daleko, ale w pewnym momencie odwróciła się w stronę mojego domu, a światło, które czasem przedzierało się przez chmury, rozjaśniło jej twarz. Cholera, ta dziewczyna była naprawdę przepiękna. Wysoka, smukła, idealna…
Nie udało mi się powstrzymać od porównań. Moje metr sześćdziesiąt pięć, włosy do ramion, już pociemniałe, odkąd lato przeszło do historii… O rany, w zestawieniu z nią czułam się jak kijanka.
Dłonie, które teraz obejmowały tę dziewczynę, dwa tygodnie wcześniej, w samochodzie, głaskały mnie wśród szalejącej burzy. Gdy zamykałam oczy i wracałam myślami do tamtej chwili, serce momentalnie mi przyspieszało. Czułam, jak robi mi się gorąco, uda mimowolnie się napinają, a myśli uciekają do tamtego momentu, gdy Thiago i ja zachłannie się całowaliśmy. Odtwarzałam to w pamięci i wyobrażałam sobie, jak by to było posunąć się wtedy jeszcze dalej, poczuć jego dłonie na skórze, na piersiach, poczuć, jak jego palce dają mi przyjemność, jego wzrok wpija się we mnie, a nasze ciała się ze sobą łączą…
Ktoś zapukał do drzwi i wyrwał mnie z tych fantazji.
– Kamilo, tata i ja musimy z tobą porozmawiać. – Mama zajrzała do pokoju. – Przyjdź do nas do salonu.
Nie zdradziła nic więcej. Zamknęła drzwi, a po chwili na schodach rozległy się jej kroki.
Spojrzałam jeszcze raz przez okno i zobaczyłam… jak Thiago całuje się z tamtą.
Zabolało… Nawet nie wiem, gdzie dokładnie. Nie wierzę, że złamane serce naprawdę może krwawić, a jednak czułam ból. Rozdzierający.
Zaciągnęłam zasłony.
Czego mogli nagle ode mnie chcieć rodzice?
Ostatnie tygodnie spędziłam zamknięta w pokoju, z muzyką na cały regulator, żeby nie słyszeć ich kłótni. Próbowałam uciekać myślami jak najdalej.
Tylko od czasu do czasu Taylorowi udawało się mnie stamtąd wyciągnąć. Wsiadaliśmy wtedy do jego samochodu i jechaliśmy do Stony Creek.
Szliśmy do kina albo przesiadywaliśmy w Starbucksie, gdzie godzinami piliśmy kawę i rozmawialiśmy. Nasza relacja rozwijała się w zawrotnym tempie, a ja z każdym dniem stawałam się coraz bardziej uzależniona od jego towarzystwa, czułości, pocałunków i od sposobu, w jaki potrafił mnie rozśmieszyć.
Nie wiem, jak on to robił, ale kiedy byłam z nim, wszystkie problemy po prostu znikały. Potrafiłam nawet zapomnieć o Thiagu. Kiedy byliśmy sami, znowu stawaliśmy się Taylorem i Kami – najlepszymi przyjaciółmi. Tylko że teraz wszystko było bardziej intensywne.
Jednak kiedy nie było go obok, czułam się rozdarta. Moje serce kochało jednego chłopaka, a pragnęło innego… Miałam wrażenie, że jestem najgorszą osobą na świecie.
Zeszłam po schodach do salonu. Mama siedziała na białej sofie, zwrócona twarzą w stronę kominka, w którym zaczęliśmy już palić ze względu na chłody. Aż trudno było uwierzyć, że w ciągu dwóch tygodni piękne lato przeszło w późną jesień.
Mój brat Cameron rozłożył się na drugiej sofie, z Nintendo Switch w dłoniach, a dźwięki Mario Bros wypełniały cały pokój. Ostatnio Cam był wyjątkowo markotny. Nie dawał się przytulić, nie chciał się bawić w ogrodzie. Prawie całe dnie spędzał przed telewizorem – grał w coś albo oglądał kreskówki. Ledwo rozpoznawałam w nim tego sześciolatka, którego wybuchy śmiechu potrafiły rozjaśnić mi nawet najbardziej ponury dzień. Usiadłam obok niego i zwróciłam się do rodziców:
– O co chodzi?
Tata, który właśnie poprawiał drewno w kominku, wyprostował się, odłożył metalowe szczypce i popatrzył na mamę.
– Dzieci… Wasz tata i ja się rozwodzimy.
Na moment wszystko we mnie zamarło. Konsola brata przestała wydawać dźwięki.
– Co? – wydusiłam wreszcie, gdy po pierwszym szoku odzyskałam mowę.
Rodzice się kłócili – tak. Mama bywała nieznośna – jasne. Ale przecież się kochali, prawda? Cholera, w końcu przetrwali nawet zdradę! Mama przyprawiła tacie rogi, a mimo to on jej wybaczył.
– Rozmawialiśmy o tym i doszliśmy do wniosku, że to nie jest dla was dobre, byście żyli w atmosferze ciągłych kłótni… – zaczął tata.
– Ty się nie kłócisz, tylko ona – wtrąciłam i wycelowałam palcem w mamę.
Strach, wściekłość i bezsilność buzowały we mnie jak woda w garnku pod ciśnieniem.
– Kamilo! – oburzyła się mama. – To nie są żarty, a twoja opinia nie ma tu znaczenia. Czasem miłość po prostu się kończy i…
– Och, proszę cię! – Prychnęłam i zerwałam się na równe nogi. – Nie wciskaj mi kitu o miłości. To nie miłość się skończyła, tylko pieniądze!
Spojrzałam na tatę, ale uciekł wzrokiem na podłogę.
Boże… On wcale nie chciał się rozwodzić.
– Jak śmiesz…?! – zareagowała mama.
– Jak śmiem? – wyrzuciłam z wściekłością. – Ledwo zaczęły się problemy, a ty natychmiast odwróciłaś się do taty plecami! Gdy tylko zrobiło się trudniej, kiedy tylko straciłaś swoje weekendy w SPA, wypasione samochody i codzienne wyprawy na zakupy, od razu zażądałaś pieprzonego rozwodu!
– Kamila, dosyć. – Tata przerwał mój wybuch.
– Nie będę tolerować takich odzywek, rozpuszczona smarkulo… – spróbowała uciąć mama.
– Ja jestem rozpuszczona?! – zapytałam z niedowierzaniem.
Otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale tata huknął dłonią w stół.
– Dość tego! – krzyknął i zamilkłyśmy. – Koniec dyskusji. Kamila, wiem, że ci się to nie podoba, ale już postanowione. Rozwodzimy się. A teraz trzeba ustalić, jak to wszystko będzie wyglądać i…
– Zostaję z tobą – przerwałam mu bez chwili namysłu. – Nie zamierzam z nią mieszkać. Nie zostawię cię samego, tato…
– Zostaniecie z mamą – uciął. Popatrzył na mnie i na Cama.
Dopiero wtedy przypomniałam sobie o bracie.
Siedział cicho i wpatrywał się w nas bez słowa.
– Chcemy, żeby to przebiegło możliwie spokojnie. Zostaniecie tutaj, w domu. Ja przeprowadzę się prawdopodobnie do Stony Creek, wynajmę tam mieszkanie.
– Co? – zapytałam ze łzami w oczach. – Tato… ja nie chcę, żebyś się wyprowadzał.
Poczułam się jak mała dziewczynka. Nie mogłam nic zrobić, żeby powstrzymać przygniatające poczucie bezradności.
– Będziemy się widywać w weekendy… – zaczął tata.
– To ustali sąd, Roger. Nie obiecuj dziecku czegoś, czego sam jeszcze nie wiesz – przerwała mu mama.
Spojrzałam na nią z nienawiścią.
– Nie nazywaj mnie dzieckiem. I daruj sobie teksty o sądach. Jeśli będę chciała się widywać z tatą, to będę się z nim widywać, jasne?
– Przecież nikt nie mówi, że macie się nie widywać – odparła mama i zacisnęła usta. – Ale dopóki jesteś niepełnoletnia, będziesz mieszkać tam, gdzie ja zdecyduję, i robić, co ci każę.
Parsknęłam śmiechem, w którym nie było ani grama wesołości.
– W styczniu kończę osiemnaście lat – przypomniałam jej z satysfakcją. – Masz jeszcze dwa i pół miesiąca na decydowanie za mnie.
– Kamila… – upomniał mnie ojciec.
– Nie! – rzuciłam ostro i popatrzyłam mu prosto w oczy. – Gdy tylko będę pełnoletnia, przeprowadzam się do ciebie. I możesz mówić, co chcesz.
Energicznie ominęłam stół i ruszyłam po schodach do swojego pokoju.
Nie mogłam w to uwierzyć. Po prostu nie mogłam.
A już myślałam, że matka nie zdoła upaść niżej…
Płakałam, wtulona w poduszkę. Bałam się tego, co będzie dalej. Jak ona mogła zostawić mojego tatę? Przecież to ona była niewierna. To ona nas wszystkich oszukiwała. To ona rozbiła dwie rodziny. To z jej winy siostra Taylora i Thiaga umarła, a Katia Di Bianco straciła to, co kochała najbardziej… To mama powinna się wynieść, przecież dom należał do taty – w końcu sama nigdy w życiu nie przepracowała ani jednego dnia. Była cholerną utrzymanką, córką bogaczy, która od dziecka chciała tylko jednego: nie pracować, bawić się w dom, jeździć na odosobnienia duchowe i kupować przecenione torebki Chanel.
Była żałosna.
Płakałam, dopóki nie zasnęłam ze zmęczenia. Po kilku godzinach otworzyłam oczy. Na dworze zapadła już noc, a wiatr z hukiem uderzał w moje okno.
Wsparłam się o poduszki i wtedy ktoś zapukał do pokoju.
Nie odpowiedziałam, ale drzwi się uchyliły i do środka weszła osoba, którą kochałam najbardziej na świecie.
– Kami… – powiedział Cameron i podszedł do mojego łóżka. – Co to jest rozwód?
Zamknęłam oczy i przytuliłam brata do siebie.
Następnego dnia tata zawiózł nas do szkoły. Wysadził mnie pod liceum, a potem skręcił w stronę podstawówki, żeby zostawić Camerona. Oba budynki łączył długi korytarz, w którym uczniowie wystawiali swoje prace. Odkąd nie miałam samochodu, do szkoły zwykle zabierałam się z Taylorem lub jechałam rowerem. Albo przywozili nas rodzice – wtedy najbardziej pokrzywdzony był Cam, bo zaczynał lekcje o dziewiątej, nie o ósmej, jak ja. Ale w sumie chyba nic sobie z tego nie robił. Wcześniej – kiedy to ja go odwoziłam – zawsze siadał na szkolnym patio i grał na konsoli.
Przecięłam parking i weszłam prosto do szkoły, na zatłoczony korytarz. Nie miałam ochoty siedzieć na zewnątrz, gdzie znajomi palili, gadali, śmiali się i udawali, że są najfajniejsi na świecie. Poza tym Kate i ja wciąż się do siebie nie odzywałyśmy, a reszta dziewczyn najwyraźniej postanowiła trzymać się jej.
Podeszłam do swojej szafki i zaczęłam wyjmować książki na następną lekcję. Zbliżał się listopad, a to oznaczało, że egzaminy były tuż-tuż. Musieliśmy dokończyć projekty, zaprezentować je, a potem złożyć na piśmie. Do tego dochodziły jeszcze zajęcia dodatkowe, których większość z nas potrzebowała, żeby zdać na dobrą uczelnię.
Świadomość, że muszę nie tylko dostać się na Yale, ale też zdobyć stypendium, wywróciła moje plany do góry nogami. Nie mogłam sobie pozwolić na luz. Grałam o własną przyszłość, o niezależność… o wszystko.
– Cześć, piękna – wyszeptał mi ktoś do ucha.
Uśmiechnęłam się, odwróciłam i oparłam plecami o szafkę.
– Cześć – odpowiedziałam. Nareszcie poczułam to ciepło, którego dziś potrzebowałam bardziej niż kiedykolwiek.
– Myślałem, że to ja miałem cię dziś zabrać do szkoły – powiedział Taylor i odgarnął mi włosy za ucho.
– Tata się uparł – wyjaśniłam. – Zapomniałam ci powiedzieć, przepraszam. – Dopiero teraz dotarło do mnie, że powinnam była go uprzedzić.
– Nic się nie stało – odpowiedział. Jego błękitne oczy wędrowały po mojej twarzy. Dotknął palcami moich policzków. – Płakałaś? – zapytał.
– Nie – rzuciłam odruchowo.
– Kami…
Odwróciłam się do szafki, zatrzasnęłam ją i odeszłam kilka kroków.
– Widzimy się na biologii – powiedziałam i ruszyłam w swoją stronę. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego tak trudno mi było powiedzieć Taylorowi o rozwodzie rodziców.
Chyba po prostu nie chciałam, żeby ktokolwiek się nade mną użalał. Nie potrzebowałam litości ani współczujących spojrzeń, dlatego wolałam jak najdłużej trzymać w tajemnicy to, co działo się w domu.
– Hej, Kami! Poczekaj! – usłyszałam wołanie Ellie z końca korytarza. Zatrzymałam się, żeby mnie dogoniła. – Jak weekend? – zapytała, ale widziałam, że czuje się nieswojo.
Nic dziwnego. Przez ostatnie dwa tygodnie trzymałam się z dala od wszystkich poza Taylorem.
– Bywało lepiej – odpowiedziałam wymijająco i skierowałam się do sali profesora Trivequiego.
– Słyszałaś o imprezie w sobotę? – zapytała, niezrażona moim ponurym tonem. – Halloween wypada w środku tygodnia, więc impreza ma być w sobotę u Arona.
O matko, impreza u Arona Martina…
Na samą myśl bolała mnie głowa, chociaż uwielbiałam Halloween. Zawsze kochałam się przebierać, dekorować dom, opychać się słodyczami. Ale w tym roku zamierzałam sobie to wszystko odpuścić. Planowałam tylko iść z bratem po cukierki, a moje przebranie miało się ograniczyć do prześcieradła z dwoma otworami na oczy. Już widziałam Taylora, jak będzie się tarzał ze śmiechu.
– Idziesz, prawda? – zapytała podekscytowana Ellie.
– No nie wiem, Ellie… – odparłam i przygryzłam wargę. Weszłam do klasy. Usiadłam w pierwszej ławce, a Ellie zajęła miejsce obok mnie.
– No weź – westchnęła rozczarowana. – Od tygodni snujesz się po korytarzach jak zombiak, prawie z nikim nie rozmawiasz i ciągle masz smutną minę. Co się z tobą dzieje? Powiedz mi! Przecież jesteśmy najbliższymi przyjaciółkami…
Rzeczywiście byłyśmy. Spośród wszystkich znajomych najbardziej ufałam właśnie Ellie. Najbardziej ją lubiłam i miałam z nią najsilniejszą więź. Chociaż ostatnio przy wszystkich czułam się jak ryba wyjęta z wody.
– Kate chce, żebyś przyszła – powiedziała, jakby miało mi to robić różnicę. – Mówiła, że fajnie byłoby, gdybyśmy wszystkie przebrały się w tym samym stylu. Tak jak robiłyście w podstawówce…
Ellie dołączyła do naszej klasy później. Jako jedyna pochodziła z dużego miasta – i to z Nowego Jorku – więc miała znacznie szersze horyzonty i zero głupich uprzedzeń. Dlatego tak dobrze się dogadywałyśmy.
– Jeśli pójdę, to przebiorę się tak, jak sama zechcę, a nie tak, jak wymyśli sobie Kate.
Twarz Ellie momentalnie się rozpromieniła.
– Czyli jednak idziesz?
Spojrzałam w te jej brązowe oczy i nie byłam w stanie odmówić.
– Skoro nie mam wyboru…
Rzuciła mi się na szyję, a w tej samej chwili do klasy wszedł nauczyciel.
– No dobrze, wyjmijcie kartki i długopisy. Kartkóweczka z macierzy…
Spojrzałyśmy na siebie w popłochu.
Karmo, dlaczego aż tak mnie nienawidzisz?
Sprawdzian poszedł mi tak sobie. W ostatnich tygodniach niby się uczyłam, ale prawie nic nie przyswajałam. Miałam w głowie tyle rozpraszaczy, że trudno było mi się skupić. Mój wzrok sunął po zdaniach, ale myśli uciekały do wszystkich aktualnych problemów: do kłótni rodziców, do „przyjaciółek” i ich nagłej niechęci, do Taylora i Thiaga…
Miałam nadzieję, że to wszystko nie przełoży się na wynik kartkówki i że dostanę chociaż czwórkę. Na zwykłą tróję nie mogłam sobie pozwolić.
Ledwie wyszłam z klasy, poczułam w tylnej kieszeni dżinsów wibrację telefonu. Wiem, wiem – to głupota go tam nosić, ale kto tego nie robi? Na ekranie zobaczyłam, że dzwoni matka.
Odrzuciłam połączenie.
Nie zamierzałam z nią rozmawiać. Ani dziś, ani do końca roku szkolnego.
Telefon znowu zadzwonił.
Znowu rozłączyłam.
– Kto to? – zapytała Ellie. Szłyśmy razem w stronę pracowni chemicznej.
– Moja matka.
Ellie zrobiła wielkie oczy i obie parsknęłyśmy śmiechem.
W tej samej chwili z radiowęzła rozległ się głos dyrektora:
– Kamila Hamilton, tu dyrektor, proszę jak najszybciej stawić się w moim gabinecie.
Wszyscy na korytarzu zwrócili się w moją stronę.
– Co ty znowu odwaliłaś? – szepnęła Ellie.
– Nic!
Poczułam ukłucie strachu. Pomyślałam, że zignorowanie telefonu od matki i nagłe wezwanie przez dyrektora mogą być ze sobą powiązane. Może coś się stało rodzicom? Albo dziadkom?
– Złapiemy się później – zawołałam do Ellie i pobiegłam w drugą stronę.
Dziesięć minut później stałam przed biurkiem sekretarki dyrektora Harrisona. Czekał na mnie.
– Dzień dobry, panno Hamilton – powiedział i gestem zaprosił mnie, żebym weszła i usiadła.
– Co tym razem zrobiłam? – zapytałam nerwowo.
Dyrektor usiadł naprzeciwko mnie i westchnął.
– Pani nic… dla odmiany – odparł spokojnie. Czekałam na dalszy ciąg. – Za to pani brat, Cameron… – zaczął, ale w tym momencie ktoś zapukał do gabinetu. – Proszę – zawołał dyrektor.
Odwróciłam się, żeby zobaczyć kto to.
Drzwi się otworzyły i stanął w nich bohater wszystkich moich nocnych fantazji. Poczułam szarpnięcie w żołądku, kiedy nasze spojrzenia się spotkały… choć tylko na sekundę, bo odwrócił wzrok tak szybko, że nie zdążyłam zatonąć w jego ciemnozielonych oczach.
– Ach, pan Di Bianco – odezwał się dyrektor Harrison. – Właśnie miałem wyjaśnić pannie Hamilton, dlaczego ją wezwałem.
– Dzień dobry, panie dyrektorze. Przyszedłem, bo chciałbym uczestniczyć w pana rozmowie z Kamilą – powiedział.
Dźwięk mojego imienia w jego ustach wywołał u mnie rozkoszny dreszcz. Thiago był taki przystojny… Włosy w kolorze ciemnego blondu niedbale zaczesane do tyłu, lekki zarost, imponujący wzrost, cała jego sylwetka… Jak on to robił? Jak mógł być tak bezczelnie atrakcyjny?
– Co się dzieje z Cameronem? Nic mu nie jest? – zapytałam, kiedy wreszcie przypomniało mi się, o czym była mowa, zanim zjawił się Thiago.
– Znowu wdał się w bójkę – poważnym tonem wyjaśnił dyrektor.
Thiago podszedł do biurka i stanął tak, by widzieć nas oboje.
– Tak naprawdę, panie dyrektorze, nie sądzę, żeby to Cameron zaczął tę awanturę. Obserwuję go już od jakiegoś czasu i widzę, że trzyma się na uboczu. Nie bawi się z innymi dziećmi, tylko siedzi sam na szkolnym dziedzińcu i gra na konsoli. Nie chciałem zgłaszać sprawy, dopóki nie zyskam pewności, ale podejrzewam, że Cameron doświadcza przemocy ze strony kolegów.
Na te słowa coś we mnie pękło.
– Co takiego…? – zapytałam drżącym głosem.
– Jest pan tego pewien, panie Di Bianco? Nasza szkoła ma zerową tolerancję dla wszelkich aktów przemocy. Jeśli podejrzewa pan kogoś…
– Chodzi o Geordiego Walkera, panie dyrektorze – odparł Thiago i spojrzał na mnie. – Z tego, co widziałem, jest liderem klasy. Reszta dzieci robi, co on każe.
– Brat Daniego? – spytałam z niedowierzaniem.
– Ma pan dowody na poparcie swoich słów, panie Di Bianco? To bardzo poważne zarzuty.
– Mój brat od kilku tygodni wraca do domu z twarzą w opłakanym stanie – powiedziałam, a w głowie zaczęły mi się układać wszystkie elementy tej układanki.
– Panie dyrektorze, prowadzę z nimi zajęcia wychowania fizycznego dopiero od kilku tygodni, ale już po paru dniach widziałem, że coś jest nie tak.
Rzeczywiście: dwa tygodnie wcześniej wuefista najmłodszych klas odszedł z pracy z powodów osobistych. Od tamtej pory jego miejsce zajmował Thiago. Przez ostatnie dwa tygodnie słuchałam opowieści brata na temat nowego nauczyciela – naszego sąsiada. Mały nie przestawał paplać o tym, czego się nauczył na wuefie i jak świetnie się bawi na tych lekcjach. Od dwóch tygodni słuchałam, że jego marzeniem są piłka i obręcz do koszykówki. Nagle ogarnęła go obsesja na punkcie tego sportu, bo chciał iść w ślady swojego nowego idola – Thiaga.
– Co oni mu zrobili? – zapytałam wściekła.
– W ostatnich tygodniach widziałem, jak śmieją się z Camerona, wyzywają go, popychają… Interweniowaliśmy już kilka razy, ale Cameron zawsze twierdzi, że to tylko zabawa.
Nie mogłam w to uwierzyć… Mój braciszek, mój mały, słodki braciszek, który nie skrzywdziłby nawet muchy…
– Więc skąd pewność, że to nie zabawa? – zapytał dyrektor.
Spojrzałam na niego z oburzeniem. Nie wierzyłam własnym uszom!
– Stąd, że zamknięcie dziecka w szkolnej toalecie na całą poranną zmianę raczej trudno nazwać zabawą, panie dyrektorze – chłodno odparł Thiago.
Dyrektor odchrząknął, po czym zaczął porządkować papiery na biurku. W końcu skinął głową.
Wiedziałam, o co chodzi. Geordie Walker – tak samo jak Dani Walker – miał w tej szkole specjalne względy, bo był synem jednego z najważniejszych darczyńców. Wszyscy o tym wiedzieli. Ogromna suma, którą rodzice Daniego wpłacili na konto szkoły w zamian za to, by pozwolono mu wrócić do drużyny, była absurdem. I aktem niesprawiedliwości, który wciąż sprawiał, że gotowała mi się krew.
– Maggie, wychowawczyni Camerona i Geordiego, skontaktowała się z twoją matką i chciała się z nią spotkać, żeby poinformować o całej sprawie. Ale matka kazała jej rozmawiać z tobą.
– Dzwoniła do mnie wcześniej… – Nie zamierzałam dodawać, że odrzuciłam połączenie.
– Panie dyrektorze, mogę zaprowadzić pannę Hamilton do skrzydła dla najmłodszych. Porozmawiamy z nauczycielami i spróbujemy znaleźć jakieś rozwiązanie.
Dyrektor przyjrzał mi się przez chwilę, a potem skinął głową.
– Tak, spróbujcie to rozwiązać. Te dzieci mają po sześć lat, na miłość boską. W takich maluchach nie ma za grosz złośliwości.
Na jakim świecie on żył? Dzieci potrafią być naprawdę okrutne. Zdążyłam już sobie przysiąc, że nie spocznę, dopóki mój brat znowu nie poczuje się w szkole bezpiecznie.
Wyszłam od dyrektora, a Thiago poszedł za mną.
– Chodź, zaprowadzę cię do Maggie. Mówiła, że musi porozmawiać z kimś z rodziny, a że nikt poza tobą się nie zjawił…
– Gdzie jest teraz mój brat? – zapytałam. Czułam ogromną potrzebę, żeby go przytulić.
– W pokoju nauczycielskim. Powiedziałem mu, że może tam zostać, dopóki nie wrócę.
Ruszyłam za Thiagiem pustymi korytarzami. Wszyscy byli na lekcjach. Minęliśmy schody i skręciliśmy w lewo, aż dotarliśmy do korytarza wystawowego, który prowadził do skrzydła dla najmłodszych.
– Właściwie to parę razy tu przystanąłem, żeby obejrzeć te obrazy. Myślałem, że znajdę wśród nich jakieś twoje dzieła… – zagadnął mnie Thiago. Chyba chciał trochę rozluźnić atmosferę.
Wiele razy patrzyłam na te ściany i marzyłam, żeby wystawić tu swoje prace. Ale nigdy nie miałam odwagi.
– Nie znajdziesz tu nic mojego. – Wzruszyłam ramionami.
Thiago przez chwilę mi się przyglądał, ale w końcu ruszył dalej.
Wreszcie przeszliśmy przez drzwi prowadzące do drugiej części szkoły. Od razu czuło się tu inną atmosferę. Ściany pomalowane były na żywe kolory – zupełne przeciwieństwo szarości i bieli panujących w liceum. W gablotkach wisiały dziecięce rysunki, w kątach stały wieszaki uginające się od kurtek i plecaczków.
Mój brat dopiero w tym roku zaczął szkołę. Kiedy Thiago zaprowadził mnie do pokoju nauczycielskiego i otworzył drzwi, zobaczyłam Camerona skulonego na kanapie i pogrążonego we śnie. Poczułam, jak do oczu napływają mi łzy.
Ile on musiał wycierpieć, podczas gdy my wszyscy tylko go karciliśmy i robiliśmy mu wymówki za to, że od tygodni dziwnie się zachowywał…
Nie powinnam była słuchać matki. Przecież wiedziałam, że Cam nigdy nie wdałby się w bójkę, chyba że ktoś naprawdę by go sprowokował.
– Kamila? Cieszę się, że przyszłaś – odezwał się za mną jakiś łagodny głos.
Odwróciłam się… i wtedy ją zobaczyłam.
To była ona – ta piękność, która poprzedniego popołudnia całowała się z Thiagiem przed jego domem. Ta sama, która w mikroskopijnej minispódniczce kokietowała go, podając mu narzędzia jak wzorowa pomocnica.
– Maggie Brown – przedstawiła się ze słodkim uśmiechem, w którym błysnęły idealnie białe zęby. – Jestem wychowawczynią twojego brata. Musimy porozmawiać.
Spojrzałam na nią i skręciło mnie w żołądku.
Tak – miała błękitne oczy.
Tak – była piękna.
I tak – teraz pracowała ramię w ramię z Thiagiem.
2
Kami
Lepiej porozmawiajmy gdzie indziej – zdecydowała Maggie.
Poszliśmy za nią długim korytarzem, aż dotarliśmy do drzwi z tabliczką „Orangutany”.
Weszliśmy we troje do sali i od razu zauważyłam, że to typowa klasa dla maluchów – wszędzie pełno kolorów, rysunków, na jednej ścianie wypisana tabliczka mnożenia, na drugiej znajdował się alfabet.
– Czy mogłabyś opowiedzieć mi trochę o waszej sytuacji w domu? – wypaliła Maggie i wsparła się o swoje biurko.
Siedziałam za jednym z dziecięcych stolików. Thiago ustawił się obok Maggie i nie umknęło mojej uwadze, że prawie się dotykali.
– Po co ci to? – Nie zamierzałam zwracać się do niej per pani. Mogła być ode mnie starsza najwyżej o pięć lat.
– Od początku roku szkolnego twój brat coraz bardziej izoluje się od reszty… Przez to niektóre dzieci zaczęły go postrzegać jako słabszego i mu dokuczać. Dzieci potrafią być…
– To dlaczego przez tyle czasu nic z tym nie zrobiłaś? – przerwałam jej ostro. Narastała we mnie złość. – Jak zauważył dyrektor Harrison, oni mają po sześć lat i jakiś metr wzrostu.
– W tej szkole stawiamy na to, żeby uczniowie rozwijali się w sposób niezależny, odnajdowali własną tożsamość w ramach…
– Co to za farmazony? Mój brat jest nękany, a wy się tylko przyglądacie!
– Kamila… – wtrącił cicho Thiago i spróbował uciszyć mnie wzrokiem.
– Przestań z tym „Kamila”! – rzuciłam ostro. – Od dwóch tygodni widzisz, co się dzieje. Dlaczego nic mi nie powiedziałeś?! Jesteśmy sąsiadami!
Nie wiem, po co to powiedziałam. Może po to, żeby ta cała Maggie następnym razem trochę się zastanowiła, zanim znów wpadnie do swojego nowego chłoptasia prawie rozebrana. Mój brat nie powinien jej tak oglądać.
– Przecież już ci wyjaśniłem, dlaczego milczałem. Chciałem się upewnić, co tak naprawdę się dzieje, zanim…
– Tu chyba nie trzeba być geniuszem, co? – przerwałam mu z wściekłością. – Od kiedy to normalne, że sześciolatek chodzi cały posiniaczony?
Kiedy to powiedziałam, dotarło do mnie, jaka ja sama byłam głupia, że wcześniej tego nie zauważyłam. Jak mogłam łyknąć te wszystkie wymówki? Że niby kolce z krzaków, że niby się przewrócił w czasie gry w piłkę…
To była moja wina… Tak bardzo skupiałam się na swoim życiu, na własnych problemach, na kłopotach rodziców, że zupełnie przegapiłam oczywiste sygnały. I mój brat na tym ucierpiał.
– Dlatego zamierzamy podjąć odpowiednie kroki – spokojnie powiedziała Maggie. – Ale muszę wiedzieć, czy w domu dzieje się coś niedobrego.
Spojrzałam na Thiaga, który stał teraz bez słowa, choć w jego oczach tlił się niepokój. Potem przeniosłam wzrok na nią.
– Nasi rodzice się rozwodzą – ustąpiłam. Uparcie unikałam wzroku Thiaga. Nie chciałam widzieć, jak napawa się moim nieszczęściem. Przecież wielokrotnie dał mi do zrozumienia, że chciałby, aby moja rodzina skończyła tak samo jak jego.
Maggie posłała mi współczujące spojrzenie.
„Daruj sobie te miny!” – miałam ochotę jej wykrzyczeć, ale zamiast tego mówiłam dalej.
– No więc tak… można powiedzieć, że atmosfera, w jakiej teraz żyje mój brat, nie należy do najzdrowszych.
– Tak właśnie pomyślałam, kiedy zobaczyłam jego rysunek sprzed paru dni. – Obeszła biurko i otworzyła szufladę.
Podała mi kartkę, a ja poczułam, jak ściska mi się serce.
Na rysunku było kilka ludzików patyczaków. Po lewej stronie kartki znajdowała się – jak zgadłam – nasza mama. Cam narysował ją większą niż resztę postaci i bardzo oddaloną od pozostałych. Miała dwa zielone kółka zamiast oczu – od razu pomyślałam o stereotypowych plasterkach ogórka na oczach klientek SPA. W drugim końcu kartki stał tata, którego rozpoznałam po wydatnym brzuchu. Przyciskał do ucha telefon i był odwrócony bokiem do pozostałych. Siebie Cam narysował pośrodku, z iguaną obok. Ale najbardziej zaskoczył mnie mój patyczak. Był maleńki, z krótkimi blond włosami i z bardzo smutną miną. Z oczu spływały mu łzy.
Czy tak widział mnie mój brat?
Czy tak widział nas wszystkich?
Trudno mi było oderwać wzrok od tego rysunku.
Thiago patrzył na mnie z niepokojem. Wydawało mi się, że jego dłoń uniosła się na kilka centymetrów, ale zaraz zacisnęła się w pięść i opadła.
– Takie maluchy bardzo mocno przeżywają rozstanie rodziców. Często zamykają się w sobie. Być może właśnie dlatego nie powiedział w domu, co się dzieje.
– W takim razie co można z tym zrobić? – zapytałam głosem cichszym niż zwykle.
– Chciałabym porozmawiać z twoimi rodzicami, ale oboje jasno dali mi do zrozumienia, że w tej chwili nie mogą przyjść na spotkanie. Słyszałam, jak niektóre dzieci mówiły Camowi, że jego ojciec jest złodziejem. Dlatego potrzebowałam, żebyś mi opowiedziała, co się u was dzieje. Żebym miała choć ogólne pojęcie, w jakim kierunku z tym wszystkim pracować. Nie chciałabym znowu wyrzucać dzieci z klasy – to tylko nakręca między nimi jeszcze większą wrogość i…
– Złodziejem? – przerwałam jej. Dopiero teraz złapałam sens jej słów. – Kto tak powiedział?
Maggie zerknęła na Thiaga. Wyglądała na skrępowaną.
– Geordie opowiada, że twój ojciec ukradł jego ojcu dużo pieniędzy…
– To nieprawda!
– Mówię ci tylko to, co słyszałam od dzieci.
Podniosłam się z miejsca.
Za tym wszystkim mogła stać tylko jedna osoba.
– Powiedziałam ci już wszystko, co potrzebujesz wiedzieć. – Chciałam się stamtąd jak najszybciej zabrać.
– Dobrze by było, gdybyś czasem wpadła na przerwie zobaczyć się z Cameronem. Bywa, że już sama obecność kogoś z rodziny potrafi przestraszyć inne dzieci i zakończyć nękanie.
Spojrzałam na nią jak na wariatkę.
– Oczywiście, że będę go odwiedzać na przerwach, możesz być tego pewna – powiedziałam z przekonaniem – i przywalę każdemu, kto odważy się choćby tknąć mojego brata.
Nie czekałam na odpowiedź, tylko wyszłam z klasy i ruszyłam korytarzem.
– Kamila! – Usłyszałam głos Thiaga, gdy byłam już w połowie drogi.
Zatrzymałam się i wzięłam głęboki oddech, po czym odwróciłam się w jego stronę.
– Czego chcesz?
Skrócił dzielący nas dystans w trzech dużych krokach.
– Nie możesz mówić nauczycielce, że będziesz tłukła dzieciaki. Ty jesteś normalna?!
– Skoro nikt ich nie chce powstrzymać, sama to zrobię. – Spiorunowałam go wzrokiem.
– Tak się tego nie załatwia.
– Ach tak? A niby jak się to załatwia według ciebie?
Thiago rozejrzał się po korytarzu, po czym chwycił mnie za ramię i odciągnął na bok, za filar, naprzeciwko składziku na środki czystości.
– Uspokój się, dobrze? – Jego zielone oczy błyszczały jak nigdy. – Dopilnuję, żeby nikt go nawet nie tknął.
Przed chwilą chciałam go posłać do diabła, ale dotarło do mnie, co powiedział.
– Naprawdę to zrobisz? – spytałam z niedowierzaniem.
Thiago skinął głową. Wędrował wzrokiem po mojej twarzy jak lekarz zaniepokojony stanem zdrowia pacjenta.
– Wszystko w porządku? – zapytał. Nie odrywał ode mnie oczu.
Poczułam w dłoniach znajome mrowienie – miałam ochotę wyciągnąć ręce, opleść nimi jego kark i przyciągnąć go do siebie, żeby znów poczuć smak jego ust.
– Lepiej niż kiedykolwiek – odparłam chłodno.
– Przykro mi z powodu twoich rodziców… – zaczął, ale z mojej piersi wyrwał się gorzki, pusty śmiech.
– Nie obrażaj mojej inteligencji. – Zrobiłam krok w tył. – Przecież wiem, że tego właśnie chciałeś. Czyżbyś już zapomniał, jak bardzo nienawidzisz mojej rodziny?
Thiago zamrugał, a w jego oczach zapaliły się iskry gniewu.
– Nigdy nie zapomnę, że egoizm twojej matki zabił moją siostrę. Nigdy. Ale to nie znaczy, że źle życzę tobie i twojemu bratu.
Zamarłam. Wpatrywałam się w niego, bo nie mogłam uwierzyć, że to powiedział. Poczułam niemal desperacką potrzebę, żeby mnie dotknął. Żeby mnie objął. Żeby mnie pocałował.
Nie myślałam.
Moja dłoń powędrowała na jego kark. Wspięłam się na palce.
Ale Thiago mnie powstrzymał.
Położył mi dłonie w talii i odsunął mnie od siebie.
– Nie – powiedział poważnie. Oddychał ciężko. – Nie możemy tego zrobić. Z tysiąca różnych powodów, ale przede wszystkim dlatego, że jesteś z moim bratem, niech to szlag.
Gwałtownie cofnęłam dłonie z jego karku, jakbym dotknęła rozżarzonego metalu.
Do oczu natychmiast napłynęły mi łzy.
Byłam okropną osobą.
Thiago się we mnie wpatrywał. Przez ułamek sekundy wyglądał, jakby żałował, ale zaraz potem rysy mu stwardniały.
– Jeśli będziesz chciała wiedzieć cokolwiek o Cameronie, możesz na mnie liczyć. Ale poza tym… proszę, trzymaj się ode mnie z daleka.
Odwrócił się i odszedł.
Poszłam po brata, żeby spędzić z nim trochę czasu i porozmawiać. Powiedziałam mu, że wiem, co się dzieje, i że nie rozumiem, dlaczego nie powiedział mi o tym wcześniej.
– Nie chciałem być kapusiem…
Maggie pozwoliła mi zabrać Cama na boisko dla starszych uczniów, więc kupiłam mu w szkolnej stołówce lody i teraz siedzieliśmy razem na trawie. W oddali pierwszoklasiści grali w piłkę.
– Cam, nie jesteś żadnym kapusiem, jasne? Nikt nie ma prawa robić ci krzywdy. Nikt. Słyszysz mnie?
Nawet nie chciał spojrzeć mi w oczy. Patrzył gdzieś w stronę chłopaków grających w piłkę, choć jego mina mówiła mi, że wcale ich nie widzi.
– Cam… – zaczęłam, ale musiałam wziąć głęboki oddech. – To, że mama i tata się rozstają, jest bardzo smutne. Możesz o tym ze mną porozmawiać, wiesz? Ja też jestem smutna.
Wtedy podniósł wzrok.
– Naprawdę?
– Jasne – potwierdziłam. Nie mogłam patrzeć na to, w jakim jest stanie. – Ale czasem lepiej, żeby rodzice się rozstali. Chyba nie lubisz słuchać, jak cały czas się kłócą?
Cam małą piąstką wyrywał trawę i odrzucał ją daleko.
– Nie chcę, żeby tata był sam – powiedział po chwili ze łzami w oczach.
Poczułam, że ściska mi się serce.
Objęłam brata od tyłu i przycisnęłam do siebie.
– Tata nie będzie sam – powiedziałam i poczułam, jak jego ciało drży od szlochu. – Będziemy go odwiedzać w każdy weekend. I wiesz co? Będziemy mogli oglądać Gwiezdne wojny do północy, bo nie będzie tam mamy, więc nie każe nam iść spać!
Cam zwrócił do mnie twarz i uśmiechnął się przez łzy.
– Możemy obejrzeć wszystkie? Zrobimy moraton?
Parsknęłam śmiechem.
– Tak, możemy zrobić maraton, jasne.
Wyraźnie poweselał i ożywił się na myśl o tym, że trochę poszalejemy z dala od mamy.
Po tej krótkiej rozmowie odprowadziłam go do jego sali, a sama wróciłam akurat w samą porę, żeby zabrać książki i zdążyć na lekcję literatury.
– Wszystko w porządku? – zapytał Taylor, gdy tylko zobaczył mnie wchodzącą do klasy.
Za każdym razem, kiedy mieliśmy wspólne zajęcia, siadaliśmy obok siebie. Sama nie wiem, czy to był dobry pomysł, bo już i tak trudno mi było się skupić, a on wcale mi tego nie ułatwiał. Jego ręka zawsze wędrowała w okolice moich ud, choć za każdym razem ją powstrzymywałam; naprawdę nie mogłam sobie pozwolić na kolejną naganę od dyrektora.
Jednocześnie nie przestawało mnie zaskakiwać, jaki Taylor jest bystry. Pewnego dnia pisaliśmy do siebie w zeszycie – nie pamiętam już o czym – i w którymś momencie wyrwał mi się chichot. To oczywiście zwróciło uwagę nauczyciela, który od razu zadał nam jakieś koszmarnie trudne pytanie o Lenina, na które Taylor bez chwili wahania odpowiedział. Nauczyciel tylko zacisnął usta i wrócił do prowadzenia lekcji.
– Co chcesz studiować na uniwersytecie? – zapytałam kiedyś, gdy siedzieliśmy w jego samochodzie zaparkowanym w strugach deszczu.
Zaskoczył mnie tekstem, że chce zostać astronautą.
Spojrzałam wtedy na niego szeroko otwartymi oczami, a on wybuchnął śmiechem.
– Widzę, że w ogóle we mnie nie wierzysz. Ale nie, tak serio to chcę zostać programistą.
Tego też się nie spodziewałam.
– Dlaczego akurat to?
– Żeby zhakować wszystkie strony porno na świecie i nigdy już nie musieć płacić za subskrypcję.
Przewróciłam oczami, a on znowu się roześmiał.
Z Taylorem zawsze tak było – człowiek nigdy się przy nim nie nudził – i właśnie to w nim uwielbiałam. Zwłaszcza że we mnie już dawno zgasła ta dziecięca iskra. Wszystkie te zasady, pozory i oczekiwania powoli zamieniły mnie w kogoś przewidywalnego, przesadnie poprawnego; w kogoś, kto nigdy nie łamał reguł i zawsze potulnie kiwał głową, kiedy należało.
Taylor pomagał mi być lepszym człowiekiem. Uczył, że życie jest po to, żeby je przeżywać bez hamulców. Że dzień bez głośnego śmiechu to dzień stracony. I że zawsze możemy zrobić coś, dzięki czemu znowu poczujemy się dobrze we własnej skórze.
Gdzie się podziewałaś? – napisał mi teraz w zeszycie.
Spojrzałam na niego i pożałowałam, że od początku nie zwróciłam się do niego po wsparcie. Że nie opowiedziałam mu o rodzicach, nie wtuliłam się w jego pierś i nie pozwoliłam, żeby mnie po prostu przytulił i pocieszył…
Było mi tak strasznie smutno.
Wzięłam głęboki oddech, żeby powstrzymać łzy, a wtedy on zrobił coś, czego zupełnie się nie spodziewałam.
– Proszę pana, coś mnie ugryzło w stopę! – wrzasnął jak szalony i wszyscy natychmiast się odwrócili.
Pewnie bym się wystraszyła, gdyby nie to, że ukradkiem puścił do mnie oko.
– Co takiego? – zapytał nauczyciel, wyraźnie zaniepokojony.
– Coś mnie ugryzło! Boże, jak boli!
– Chcesz iść do pielęgniarki? To była osa?
– Nie wiem, ale boli jak cholera! – Taylor wstał i ani przez chwilę nie dotknął podłogi prawą stopą. Naprawdę wczuł się w rolę. – Pomóż mi, Kami, proszę!
Natychmiast zerwałam się z miejsca i podeszłam, żeby mógł się na mnie wesprzeć.
– A jeśli jestem uczulony?! – zawołał i teatralnym gestem chwycił się za gardło.
Nauczyciel spojrzał na niego z przerażeniem.
– Natychmiast do pielęgniarki, Di Bianco! Już! Dasz radę go odprowadzić, Hamilton?
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
