Szepty pokoleń - Monika Chodorowska - ebook
NOWOŚĆ

Szepty pokoleń ebook

Chodorowska Monika

0,0

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Marysia jedzie do siostry do Jastrzębiej Góry, by wreszcie znaleźć odpowiedzi na pytania, które od lat nie dają jej spokoju. Mimo dawnych zaproszeń Dorota nie wita jej z otwartymi ramionami. W domu siostry Marysia czuje się jak intruz, ale nie zamierza wyjechać, dopóki nie odkryje prawdy.

Wszystko zmienia się podczas awarii wodnej w piwnicy, gdy Dorota wyjawia, że schowała tam obrazy namalowane przez babcię Zuzę. Marysia zaczyna przyglądać się im uważniej i szybko nabiera przekonania, że to nie są zwykłe rodzinne pamiątki. W namalowanych kopiach może kryć się wiadomość, którą Zuza pozostawiła swoim bliskim.

Jakie tajemnice wyjdą na jaw?
Kto okaże się sprzymierzeńcem, a kto zawiedzie?
I co Zuza chciała powiedzieć swojej rodzinie?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 14

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © Monika Chodorowska Copyright © 2026 by Lucky

Projekt okładki: Ilona Gostyńska-Rymkiewicz

Źródło obrazu: Exclusive stock (stock.adobe.com)

Skład i łamanie: Michał Bogdański

Redakcja i korekta: Halina Bogusz

Wydawnictwo Lucky ul. Żeromskiego 33 26-600 Radom

Dystrybucja: tel. 501 506 203 48 363 83 54

e-mail: [email protected]

Wydanie I

Radom 2026

ISBN 978-83-68684-53-7

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Dopóki nie uświadomisz sobie nieświadomego,będzie ono kierowało twoim życiem,a ty nazwiesz to przeznaczeniem.

Carl Gustaw Jung

W poprzednim tomie

Bohaterkami powieści są siostry Dorota i Marysia, które poróżniła wola babci Zuzanny. Jedna otrzymała w spadku pięknie położony dom nad morzem, w Jastrzębiej Górze, druga – nic. Marysia pokornie przyjęła wolę babci. Sprzeciwił się jej mąż – Kuba, który podczas kłótni o spadek obraził szwagierkę i skłamał, że wypowiada się również w imieniu żony. Dorota zerwała kontakt z Marysią, która, nieświadoma sytuacji, nie może zrozumieć postępowania siostry.

Marysię opanowuje dziwna apatia. Odizolowuje się od świata i rodziny, rzuca pracę w redakcji pism popularnonaukowych i w końcu podejmuje próbę samobójczą.

Ratuje ją mąż. Wydarzenia zmuszają go do zrewidowania swojego życia i postępowania wobec żony. W tajemnicy buduje dom, o którym zawsze marzyła.

Kuba, uchodzący za furiata, jest całkowicie podporządkowany ojcu, właścicielowi obiektów sportowych, oraz wspólnej pracy. Prowadzi z nim ośrodek przy plaży miejskiej w Ełku i organizuje plenerowe imprezy, dzięki czemu osiąga znaczące dochody.

Lekarzem prowadzącym Marysi okazuje się Jacek, z którym kiedyś wiązała duże nadzieje. Marysia zostaje zaproszona do prywatnej kliniki Jacka i poddana terapii u doktor Leny, młodej i asertywnej lekarki.

Dorota mieszka w Jastrzębiej Górze w domu na klifie i wynajmuje pokoje wczasowiczom. Dorabia szyciem. Na różne sposoby wspiera ją córka Olga, która przytrafiła się niepełnoletniej Dorocie. Olga odziedziczyła zdolności plastyczne i manualne po prababci. Przez lata nie potrafi znaleźć porozumienia z matką.

Marysia i Dorota nigdy nie nawiązały bliskiego kontaktu ze swoją matką Honoratą, ich zdaniem egoistką i histeryczką. Dorota nie wybaczyła matce, że nie pozwoliła jej wrócić do domu i kazała zostać u babci Zuzy, gdy Dorota zaszła w ciążę. Z kolei Marysia odbiera matkę jako obcą osobę. Córki, nie znając historii życia matki, mają odmienny niż ona obraz babci Zuzanny.

Elżbieta, z zawodu weterynarz, po próbie samobójczej matki dochodzi do wniosku, że nie chce już być ratownikiem rodzinnym. Próbuje zająć się własnym życiem i przejmuje zaniedbane schronisko dla zwierząt. Na wspólniczkę bierze Jaśminę, sąsiadkę rodziców, miłośniczkę zwierząt, która zaprzepaściła studia weterynaryjne z powodu trudnej sytuacji rodzinnej.

Przez powieść przewija się obraz Balthusa „Dziewczyna przy oknie” z 1955 roku, który od lat wisiał w mieszkaniu Marysi. Przedstawia dziewczynę siedzącą przy oknie tyłem do obserwatora. Modelka sprawia wrażenie nieobecnej. Jej ciało przechyla się ku światu, jakby chciała dostać się do niego i tego wszystkiego, co się tam kryje.

Zuza, która zajmowała się reprodukcjami obrazów z domeny publicznej, stworzyła trzy kopie tego obrazu. Nie mając dobrego kontaktu ze swoją córką Honoratą, a matką Doroty i Marysi, chciała za pośrednictwem płócien przekazać coś ważnego córce i wnuczkom.

Bohaterowie powieści:

Dorota Bogucka

Łukasz – ojciec Olgi

Olga – córka Doroty i Łukasza

Marek – chłopak Olgi

Marysia Bednarczyk

Kuba – mąż Marysi

Elżbieta – córka Marysi i Kuby

Hubert – przyszły zięć

Honorata Bogucka – matka Marysi i Doroty, ich ojciec nie żyje

Jadwiga i Bronisław Bednarczykowie – rodzice Kuby

Zuzanna Olechowska – babcia Marysi i Doroty

Jaśmina Trela – sąsiadka Marysi, wspólniczka Elżbiety w prowadzeniu schroniska

Jacek Radliński – psychiatra

Alicja – jego zmarła córka

Lena Zakrzewska – psychiatra Marysi

Sylwia Zręba – przyjaciółka Doroty z dzieciństwa

pan Stanisław – stróż pracujący w schronisku, które prowadzą Elżbieta i Jaśmina

Gabrysia – niepełnosprawna wnuczka pana Stanisława, wolontariuszka w schronisku

Gosia i Piotr – przyjaciele Marysi i Kuby z Władysławowa

Olgierd Pasikowski – architekt

pani Ala – samozwańczy detektyw i biuro informacji sąsiedzkiej w jednym, sąsiadka obserwatorka mieszkająca w tym samym bloku co Marysia, Kuba, Jaśmina

Robert – kolega Elżbiety z kliniki

Rozdział 1

Marysia i Dorota

Spojrzała na dom na skarpie. Był jak potężna góra do zdobycia. Wiedziała, że jeżeli chce zmienić swoją sytuację, musi się z nią zmierzyć. Może właśnie dlatego nie podjechała razem z Kubą i bagażami pod dom, tylko chciała wejść po schodach.

Najpierw jednak nie mogła odmówić sobie widoku, za którym od dawna tęskniła. Żywioł przywitał ją szarością i wzburzeniem, jakby chciał oddać jej nastrój.

Wiele razy pragnęła przyjechać do Jastrzębiej Góry, by dowiedzieć się, z jakiego powodu siostra nie odzywała się do niej przez lata. Teraz nie wiedziała, co zrobić. Z jednej strony czuła podekscytowanie, z drugiej panikę.

Czy powinna tu przyjeżdżać? Czy Dorota w ogóle na nią czeka? A może zaprosiła pod wpływem chwili i już tego żałuje? – Westchnęła. Wyjęła telefon, bo poczuła, że dostała SMS-a. Odpisała Elżbiecie, że dojechała szczęśliwie i poprosiła, by powiadomiła o tym babcię. Sprytnie to wymyśliłam – pochwaliła się w myślach. W ten sposób uniknę kontaktu, na który nie mam sił.

Gdy wkładała telefon do kieszeni, uśmiechnęła się. Rozśmieszyła ją ta zamiana ról. Kiedyś to ona czekała na wiadomość z podróży od córki.

Schodek po schodku pokonywała drogę w nieznane. Wciąż czuła zachwiania równowagi. Wiatr spowalniał jej kroki, rozwiewał włosy. Nie mogła ich okiełznać. Czy powinnam zawrócić? – zastanawiała się. W połowie drogi zatrzymała się. Zdjęła włosy z twarzy i spojrzała na morze. Widok zapierał dech w piersiach i nie dlatego, że po raz kolejny zachwycił ją rozmiarem i pięknem.

W oddali zauważyła coś, w co nie mogła w pierwszej chwili uwierzyć: skaczące nad wodą ssaki. Świat zaczął wirować. Nadmiar emocji połączony z osłabieniem okazał się bardziej uciążliwy, niż myślała. Potrzebowała chwili, by dojść do siebie, ale nawet na moment nie zamknęła oczu.

Czy to się dzieje naprawdę? Stała jak zahipnotyzowana. Nie mogła pozwolić, by umknął jej choć ułamek.

Z ogromną zwinnością walenie wyskakiwały z wody, by za chwilę powtórnie się zanurzyć. Prezentowały swe umiejętności, jakby dawały przedstawienie.

Przez głowę przebiegały jej wszystkie informacje na ich temat. Dość szybko zyskała pewność, że to nie są morświny.

Każda możliwość obcowania z tego typu rzadkimi zjawiskami sprawiała, że czuła się wyróżniona przez los, choć inni ludzie nie podzielali takiego myślenia.

– Jak to możliwe? – Zdumienie połączone z oszołomieniem obezwładniało jej ciągle niedomagający organizm. Wróciły wspomnienia. Spojrzała w niebo i uśmiechnęła się. Jakże była wdzięczna za ten wyjątkowy spektakl. Dawno nie czuła się tak dobrze. Co innego redagować o tym tekst, a co innego widzieć na żywo.

Odprowadzała delfiny tęsknym spojrzeniem, aż zniknęły. Miała nadzieję, że kiedyś znów je zobaczy.

Zrobiło jej się lżej, bo pomyślała, że już dla tego doświadczenia warto było przyjechać.

Czy mam to uznać za dobry znak? – zastanawiała się i rozśmieszyło ją, że wciąż rozpatruje to w tych kategoriach.

Tymczasem Dorota stała na skarpie i obserwowała siostrę. Spoglądała na nią z wysokości i nie mogła nie przyznać, że ta perspektywa bardzo jej odpowiadała.

Marysia, z wybrzmiewającym w niej zachwytem nad tym, co udało jej się przed chwilą zaobserwować, zauważyła siostrę. Spojrzały na siebie lustrująco. Żadna nie zrobiła kroku w kierunku drugiej.

W tej chwili zawahania znalazły się wszystkie trudne emocje przeżywane przez nie ostatnio. Bezbłędnie odszyfrowały swoje odczucia i nastawienie. W końcu były siostrami. Czy miały w sobie gotowość do naprawy tego, co od lat nie działało zarówno między nimi, jak i w rodzinie? Tylko co do jednego się zgadzały – nie chciały już tego tak zostawić.

Każda spekulowała w myślach i zastanawiała się, jak to się wszystko skończy, gdy zamieszkają razem.

– Jesteś, ciociu! – Olga przyszła im z pomocą, wymijając matkę i zbiegając na dół. Objęła czule Marysię i szepnęła jej do ucha:

– Bardzo się cieszę, że przyjechałaś. – Marysia uśmiechnęła się.

Siostrzenica wprowadziła ją na górę, chwyciła zostawione przez Kubę torby i weszła do domu.

Dorota i Marysia stały naprzeciwko siebie. Jeszcze chwila, a Marysia zawróciłaby.

– Jak się czujesz? – spytała w końcu Dorota. – Marysia westchnęła.

– Dziwnie – odpowiedziała i spojrzała na dom. – Podtrzymujesz zaproszenie, czy może zmieniłaś zdanie? – spytała, mając dość niepewności.

– Jasne – odparła Dorota mało przekonująco. – Wejdź, proszę. Nie wiem, czemu tu stoimy – wzruszyła ramionami.

Marysia stawiała nieporadnie kroki. Coś wypędzało ją z tego domu. Rozglądała się, wychwytując zmiany. Jej wzrok przykuła pusta półka, na której stały kiedyś wazy i misy babci przywożone z każdej podróży. Rozejrzała się, ale nie znalazła ich w innym miejscu. Gdy powróciły wspomnienia, poczuła wzruszenie. Przez chwilę widziała babcię krzątającą się i zapraszającą do środka. Nie mogła nad sobą zapanować.

Dorota spostrzegła emocje siostry i odruchowo zbliżyła się, ale nie zrobiła nic więcej. Coś jest ze mną nie tak – stwierdziła w myślach. Przeraziło ją uświadomienie sobie, że nie jest zdolna do zwykłych ludzkich gestów wobec siostry.

Kiedy odwiedziła ją w szpitalu, odnajdywała w sobie więcej ludzkich odruchów niż tutaj. Zdała sobie sprawę, że wtedy bała się o nią. A teraz? Co takiego ją powstrzymywało?

Marysia otarła łzy.

– Dam radę – oznajmiła, wybawiając siostrę z kłopotu. Dorota przygryzła wargę.

– Jesteś głodna?

– Nie, ale herbaty się napiję.

Niełatwo było Marysi odnaleźć się w domu, w którym kiedyś tak chętnie przebywała. Tłumaczyła sobie, że może nie ocenia sytuacji obiektywnie, że powinna dać sobie i Dorocie trochę czasu, ale nie mogła pozbyć się uczucia zawodu z powodu wyczuwanej niechęci siostry. Gdyby tych złych fluidów nie starała się zrównoważyć Olga, szala decyzji o powrocie do Ełku już by się przechyliła. Może Kuba zdążyłby jeszcze zawrócić?

– Czy kiedykolwiek któraś z was widziała tu delfiny? – zagaiła mimo przeżywanych trudnych emocji. Opowiedziała, co udało jej się zobaczyć dosłownie przed chwilą.

– Marek kiedyś o tym wspominał. Chyba jak był dzieckiem – odezwała się Olga, stawiając przed ciotką herbatę.

– W Bałtyku żyją tylko morświny. Delfiny musiały przypłynąć z Morza Północnego. Żyją w bardziej zasolonych wodach. Jestem zadziwiona, że tutaj, dzisiaj... O mało nie wymknęło jej się, że to jedyna jasna strona wizyty.

– Pamiętasz? – zwróciła się do siostry, żeby jej przypomnieć wyprawę z dziadkiem, ale Dorota nie zareagowała. W przeciwieństwie do Olgi.

– Widać los chciał cię wyróżnić, ciociu – odezwała się, nie zdając sobie sprawy, jak te niewinnie wypowiedziane słowa podziałają na jej matkę.

– Kim jest Marek? – dopytywała.

– Leniwy gnojek, z którym zadaje się moja córka – odpowiedziała zgryźliwie Dorota, jakby tylko czekała na okazję, by jej dopiec. Olga zmierzyła matkę wzrokiem.

– Nie prowokuj mnie, bo opiszę twoich absztyfikantów – odpowiedziała.

– Spróbuj. – Zabrzmiało jak groźba.

Zawsze ubolewała, że siostra nie była w najlepszych stosunkach z córką, ale w tej wypowiedzi wyczuła mieszankę nie tylko złości, ale i nienawiści. Aż przeszedł ją dreszcz. Ucieszyła się, że nigdy w ten sposób nie zwracała się do Elżbiety.

Zamknęła oczy, nie kontrolując tego, co robi. Zresztą w tym momencie chyba już jej nie zależało, by się kryć z uczuciami. Po co ja tu przyjechałam? Dawno nie żałowała tak swojej decyzji. Wpadła z deszczu pod rynnę. Czyżbym uciekła od krzyków Kuby, by znosić kłótnie siostry z córką? Jestem idiotką – stwierdziła, ubolewając nad tym, co zrobiła.

– Nie gniewajcie się, ale pójdę się położyć – oznajmiła, nie patrząc im w oczy. Nie chciała widzieć wyrazu twarzy kobiet w obawie, by ich spojrzenia jej nie zatrzymały. Gdzie mogę się ulokować?

– Zaprowadzę cię, ciociu.

– Nie jesteś w najlepszych stosunkach z mamą? – zagadała, podążając za siostrzenicą.

– Szkoda gadać, ciociu. – Olga wyraźnie nie chciała o tym rozmawiać.

Marysia słyszała podniesione głosy w salonie i żeby odwrócić od tego uwagę, wróciła do myślenia o delfinach. O tej gorszej, niepopularnej ich stronie.

Większość ludzi postrzegała je jako społecznie uzdolnione, inteligentne, zwinne stworzenia, mające wiele emocjonalnych cech podobnych do ludzi. Znane były opowieści, że pomagały rybakom w łowieniu ryb, ratowały tonących. Mało kto wiedział, że potrafiły również atakować ludzi czy zabić własne potomstwo. Mimo że większość nietypowych zachowań dało się racjonalnie wytłumaczyć, fakty były faktami.

A może ludzi nie interesuje wiedza, która zaburzyłaby obraz tych pięknych zwierząt? Z jednej strony to przystosowawcze, z drugiej akceptują tylko część prawdy o świecie. Westchnęła, bo sama przyznała, że w obecnej chwili musi się skupić na czymś pozytywnym, w przeciwnym razie zwariuje.

Włożyła zatyczki do uszu i zrozumiała, że znów odgradza się od świata, który trudno jej dźwigać. Może jednak jest to akt ratowania siebie – stwierdziła.

Lena miała rację. Chyba zbytnio się pośpieszyłam z odwiedzinami. Ale przecież tak długo czekałam na to zaproszenie. Czy mam się teraz obwiniać, że chciałam odzyskać kontakt z siostrą? Nie o to przecież chodzi. Po prostu nierozsądnym było mieć nadzieję, że odzyskam równowagę w tak popapranym domu – pomyślała.

Wyjrzała przez okno. Bezmiar żywiołu obezwładniał, sprawiał, że ilekroć na niego spoglądała, wstrzymywała oddech. Towarzyszył człowiekowi w życiowej wędrówce, ale w przeciwieństwie do ludzi, nie widać było po nim upływu czasu.

Czasami wodą targał silny wiatr, wywołując sztormy. Wtedy wzburzone morze potęgowało w niej strach. Czasami lekka fala pojawiała się to tu, to tam, tworząc bałwany. Lubiła ten morski taniec. Z kolei w bezwietrzne dni morze przypominało spokojną taflę jeziora.

Często zmieniało kolory i nastroje w zależności od padającego światła. Kto tym wszystkim zarządza? – rozmyślała.

Targana wydarzeniami czuła się podobnie. Nic nie zależało od niej. Uświadomiła sobie, że zachowywała się, jakby zatraciła intuicję. Kolejny raz przybiła ją świadomość, jak bardzo podjęte przez nią decyzje i zaniechania rzutowały na innych: na Elżbietę, Kubę.

Niewiele z nim rozmawiała na długo przed tym, co się stało. Nie witali się i nie żegnali, nie spędzali razem czasu, nie patrzyli na siebie, nie dotykali się, nie kochali. Współistnieli, wymieniając zdawkowe informacje. Ile mogli tak funkcjonować?

Widziała tylko swoje problemy. Kiedy już stać ją było na przyjęcie perspektywy męża, docierało do niej, dlaczego brak aktywności z jej strony mógł doprowadzać go do frustracji i w końcu do furii. Próbował nawiązać kontakt wiele razy, na różne sposoby. Pamiętała te próby, ale i to, że je odrzucała. Inny już dawno by mnie zostawił. On jednak tego nie zrobił – odetchnęła.

Czemu to wszystko wraca do mnie właśnie teraz? Czy dlatego, że mogę spojrzeć z dystansu? Nie napawał ją dumą fakt, że od dłuższego czasu skupiała się wyłącznie na sobie.

Wyolbrzymianie własnych potrzeb pozwalało nie zauważać potrzeb innych, nawet tych, których kochała. Izolowało od najbliższych, ale to nie dlatego chciała się odciąć. Przecież kochała rodzinę.

Z przerażeniem stwierdziła, że gdy ucieka od cierpienia, cierpi jeszcze bardziej, a wraz z nią jej bliscy. Zachowywała się jak alkoholik albo narkoman. Zaczęła ją nagle uwierać skorupa, w którą weszła.

Czy powołano ją do życia wbrew jej woli? Niby jak mieli ją o to spytać – uśmiechnęła się na takie myślenie, ale ono wiele o niej mówiło. Czyżby tkwiła w nieswoim świecie? Dopadały ją różne wątpliwości, miała dylematy, a za nimi pojawiały się dolegliwości. I czy chciała, czy nie, musiała też podejmować nie swoje decyzje i ponosić ich konsekwencje. A jakie byłyby moje decyzje i mój świat?

Gdy zaczęła rozważać różne perspektywy, uświadomiła sobie, że będzie przez żywioł obserwowana codziennie. Zastanawiała się, co morze zobaczy: samotną kobietę wypatrującą czegoś bardzo istotnego?

Czy porozumienie z siostrą jest w ogóle osiągalne? – Westchnęła.

Reprodukcje na ścianach w całym domu przypomniały jej o ulubionym obrazie, który wisiał w jej mieszkaniu. Nie znalazła tutaj podobnego, choć wiedziała, że babcia podarowała go również Dorocie. Czemu tak go poszukiwała?

Jak bardzo wpływała na mnie historia, którą opowiadał obraz z mojej ściany? – postawiła przed sobą pytanie. Czyżby jego nostalgia rozlewała się we mnie i nie zdawałam sobie z tego sprawy? Jedno było pewne. Ilekroć na niego patrzyła czy przypominała sobie o nim – tęskniła. Za babcią, inną relacją z matką, siostrą, mężem. Ale miała też w sobie ogromny smutek. Żal, którego nie mogła powstrzymać. Za czymś, co już nie wróci, za czymś, za czym pójść mogła, a nie poszła. Tylko jaką mam pewność, że byłabym wtedy szczęśliwsza? Nie znała odpowiedzi.

Pokój, w którym zamieszkała, znała dobrze. Od lat były w nim tylko niezbędne sprzęty: łóżko, biurko, szafa i mała lodówka. Otworzyła drzwiczki.

– No nie – pokręciła głową i uśmiechnęła się. Nie mogła uwierzyć, że na talerzyku leżała szarlotka. Wiedziała, że to sprawka Olgi. Ilekroć Marysia przyjeżdżała do Jastrzębiej, zabierała Elę i Olgę do cukierni. Jednak odłożyła ciastko po jednym kęsie.

Wciąż jeszcze nie odzyskała smaku. Schudła z tego powodu już prawie dziesięć kilo. Ale wcale nad tym nie ubolewała. Kiedyś lubiła dopasowane kreacje, teraz zamieniła je na obszerne sukienki, długą bluzę, sweter, luźne spodnie.

SMS wytrącił ją z rozmyślań.

Kuba dziękował, że dała się odwieźć do Jastrzębiej. Kuba i podziękowania. To coś nowego – pomyślała. Informował, że zatrzymał się we Władysławowie u wspólnych znajomych.

Kiedy przyjeżdżali do Jastrzębiej, regularnie odwiedzali Piotrka i Gosię, jego żonę. Lubiła ją za umiejętność słuchania i rozsądek.

Tę znajomość też urwała bez słowa. Miała do siebie żal, ale poziom jej niezadowolenia z siebie był zbyt wysoki, by kolejne niezadowolenie mogło cokolwiek zmienić.

Zmęczona podróżą i wszystkimi emocjami związanymi z przyjazdem, ale też z miłym wspomnieniem o witających ją delfinach – zasnęła.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki