11,99 zł
Freya spędziła magiczną noc z przystojnym Australijczykiem. Rano zamierzała się z nim pożegnać i dalej poszukiwać bratanka swej zleceniodawczyni, spadkobiercy fortuny w Stanach. Podczas rozmowy okazało się, że od dawna szuka właśnie jego. Heath niechętnie zgadza się opuścić na krótko Australię, ale prosi ją, by mu towarzyszyła w świecie, którego nie zna. Freya nie potrafi mu odmówić…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 161
Rok wydania: 2026
Rachel Bailey
Szaleństwo zmysłów
Tłumaczenie:
Elżbieta Chlebowska
Tytuł oryginału: The Lost Heir
Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2023
Redaktor serii: Ewa Godycka
© 2023 by Rachel Robinson
© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o. o., Warszawa 2026
Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.
Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.
Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.
HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.
Bez ograniczania wyłącznych praw autora i wydawcy, jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI) jest wyraźnie zabronione. HarperCollins korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.
Wszystkie prawa zastrzeżone.
HarperCollins Polska sp. z o.o.
02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A
www.harpercollins.pl
ISBN: 978-83-291-2418-8
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
Freya Wilson magle się przebudziła. I rozejrzała wokół. Nie poznała miejsca. Co tu robi?
Głowa jej pękała. Przez okno wpadało jaskrawe światło słońca. Tanie meble, byle jakie dodatki. To nie jest jej sypialnia. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, że znajduje się na drugim końcu świata, w Australii, w nadmorskim miasteczku Noosa. Ale nie w hotelu.
W gardle jej zaschło, w ustach czuła kwaśny smak. Poprzedniego wieczoru za dużo wypiła, urwał jej się film. Pamiętała tylko zamglone obrazy.
Poderwała się, jasnoniebieskie bawełniane prześcieradło zsunęło się z gołego ciała. Obcy kraj, obce miejsce, a ona siedzi w stroju Ewy. Pościel po drugiej stronie łóżka wygnieciona. Ktoś tu spał. Gdzie jest teraz?
Przyleciała do Australii na prośbę matki chrzestnej, Sarah Rutherford, na poszukiwanie spadkobiercy miliardowej fortuny, Josepha Rutherforda II. Na krótkiej liście było pięć prawdopodobnych osób. Ostatnio wyeliminowała z niej trenera fitnessu z Nowej Zelandii – nie był poszukiwaną osobą.
Teraz zamierzała sprawdzić właściciela australijskiego baru. Heath Dunstan nie miał konta w mediach społecznościowych. Nie wiedziała nawet, jak wygląda. Znalazła tylko lokalizację jego baru.
Pamiętała kierowcę, który przywiózł ją z lotniska do Noosa Heads. Ciągnąc za sobą podręczną walizkę, stanęła na progu tętniącego życiem lokalu. Barman z błyszczącymi ciemnymi oczami powitał ją uśmieszkiem, unosząc jeden kącik ust, jakby dawał jej tajny znak.
Usiadła na stołku przy barze i próbowała wyciągnąć z niego informacje na temat właściciela, zresztą z marnym skutkiem. Udawała turystkę na wakacjach, aby móc tu wrócić i dowiedzieć się czegoś więcej.
Co się działo dalej?
Na podłodze zauważyła swoją seledynową sukienkę, wciągnęła ją przez głowę i podeszła do okna.
Przed sobą widziała lśniący niebieski ocean, piaszczystą białą plażę i surferów, którzy próbowali szczęścia na spienionych falach. Przypomniała sobie, że barman opowiadał jej o porannym pływaniu na desce…
O rany, zrobiła to?
Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu wskazówek, gdzie jest.
Przystojny barman – Karl? Kelly? Cody? – był jedyną osobą, którą zapamiętała z wczorajszej nocy, poza barmanką obsługującą klientów po drugiej stronie długiej drewnianej lady.
Serce jej łomotało. Tłumaczyła Sarah, że nie nadaje się do tej roboty, ale matka chrzestna się uparła. Freya była policyjną biegłą księgową, a nie agentką specjalną. Nie miała doświadczenia w tropieniu osób zaginionych. Lubiła liczby. Kolumny liczb i arkusze kalkulacyjne były jej żywiołem. Śledzenie ludzi, którzy się ukrywali, zdecydowanie ją przerastało.
Rozległ się szczęk klucza w drzwiach.
Zamarła. Gdyby miała z sobą walizkę i torebkę, mogłaby szybko wyjść, gdy tylko drzwi się otworzą. Niestety, nigdzie ich nie widziała. Trzeba zachować spokój. Może uda jej się zebrać trochę informacji o właścicielu baru, skreśli go z listy i ruszy dalej.
Drzwi skrzypnęły. W wejściu stanął barman z wczorajszego wieczoru. Był półnagi, przez ramię miał przewieszony ręcznik, pod pachą trzymał deskę surfingową.
– Cześć – powiedział i twarz rozjaśnił mu ten sam filuterny półuśmiech. – Nie byłem pewien, czy jeszcze cię tu zastanę.
– No tak. – Starała się patrzeć mu w oczy, a nie gapić się na muskulaturę opalonego torsu.
Oparł deskę o ścianę, energicznie wytarł ręcznikiem rozjaśnione od słońca włosy.
– Morze było wspaniałe. Jazda na falach jak bajka.
Freya wyjrzała przez okno, by zyskać na czasie, ale jaskrawe słoneczne światło raziło w oczy. Ból głowy dokuczał coraz bardziej. Wspomnienia minionej nocy przelatywały jej przed oczami, ale nie dawały się logicznie uporządkować. Gdyby się przespała z tym Adonisem, chyba by pamiętała. Nie mogłaby wymazać z pamięci kogoś o ciele greckiego boga.
– Wezmę prysznic, a jeśli masz ochotę, możemy potem zejść na dół i zjeść śniadanie. A przynajmniej napić się kawy – zaproponował przystojniak.
– Jasne – bąknęła, ale zabrzmiało to jak pytanie.
– Dobrze się czujesz?
– Szczerze mówiąc – wzięła głęboki wdech – to zabawne, ale nie pamiętam wczorajszej nocy.
– Nie wyglądałaś na pijaną – odparł speszony i zakrył usta opaloną dłonią. – Nie byłem… Nie miałem zamiaru…
– O nic cię nie oskarżam – zapewniła go pospiesznie. – Jestem tylko trochę zawstydzona.
– Chcesz się napić wody? – Sięgnął po szklankę. – Mówiłaś o długim locie. Może to efekt różnicy czasu w połączeniu z alkoholem? – Napełnił szklankę wodą.
Wychyliła ją duszkiem.
– Dziękuję. Czuję się tak, jakbym od wielu dni była w drodze. Leciałam z Nowego Jorku do LA, potem do Nowej Zelandii, a po jednym dniu do Australii – wyjaśniła.
– Jet lag i brak snu to kiepskie połączenie – przyznał i podrapał się po karku.
Miał imponujące bicepsy napinające się pod skórą. Poczuła przyjemny dreszczyk i przypomniała sobie, że minionej nocy też przyglądała się jego imponującej muskulaturze. Niemal czuła pod palcami gładką skórę.
Odwróciła wzrok. Musi sobie przypomnieć wydarzenia minionej nocy.
– Zapytałam cię w barze, co polecasz.
Na szczęście opuścił ramiona i wsunął ręce do kieszeni spodni.
– Podałem ci daiquiri z mango, potem do zamknięcia piłaś dżin z tonikiem. Trochę flirtowaliśmy. Więcej niż trochę.
Zgadza się. Lubiła tropikalne drinki, gdy pasowały do otoczenia. Zwykle też zamawiała dżin z tonikiem. Ta ilość alkoholu nie wystarczyłaby do całkowitej utraty pamięci, nawet przy jet lagu i dość słabej głowie.
– Rzadko piję. Podróże transoceaniczne też odbywam nieczęsto. Postaram się nie łączyć jednego z drugim. – Skrzywiła się, bo ból rozsadzał jej czaszkę. – Co właściwie działo się w nocy?
– Powiedziałaś, że nie masz nigdzie rezerwacji, a w sezonie trudno o wolne miejsca w hotelach. Zaproponowałem ci nocleg na jedną noc na kanapie.
– Obudziłam się w twoim łóżku. Goła. – Uniosła brwi w niemym pytaniu.
– Po zamknięciu baru, kiedy Tina poszła do domu, usiedliśmy przy kontuarze, a ja wyciągnąłem dobry dżin. Wypiliśmy jeszcze dwie kolejki.
– I tak się zaczęło? – Wróciło parę wspomnień, ale dotyczyły głośnego śpiewania przebojów z lat dziewięćdziesiątych. – Zrobiliśmy sobie karaoke?
– Nie dopuściłaś mnie do mikrofonu. Byłaś jak gwiazda rocka. – Uśmiechnął się. – Masz dobry głos.
Pamiętała jakieś ballady. Stała wtedy…
– Wskoczyłam na kontuar?
Potwierdził z tłumionym śmiechem.
– A potem kazałam ci wdrapać się ze mną. – Zawstydziła się. Najlepiej zapaść się pod ziemię.
– Zdarzyło mi się to pierwszy raz, a mam ten bar od pięciu lat.
Przypomniała sobie, jak złapała go za koszulę i przyciągnęła do siebie.
– Pocałowałam cię – wyszeptała.
W domu była odpowiedzialną osobą, z zasadami, nudną nawet. A wczoraj niespodziewanie poczuła potrzebę zrobienia czegoś szalonego. Znalazła się po drugiej stronie świata, nikt jej nie znał, nikt nie kontrolował, najwyższa pora zaskoczyć samą siebie.
Poderwała seksownego barmana i poszła z nim do łóżka. Gwałtownie się zaczerwieniła. Umierała ze wstydu, ale też była trochę dumna, że stać ją na takie ryzyko.
– Zgadza się. – Jego usta wykrzywił uśmieszek. – Dziewczyno, to było gorące!
Emanował z niego seksualny wdzięk, który pozbawił ją tchu. Potrzebowała chwili, aby się ogarnąć.
– A potem? – Wskazała brodą łóżko.
– Zrobiliśmy to. Dwa razy. Nie pamiętasz?
– Niejasne przebłyski, ale im więcej o tym rozmawiamy, tym lepiej sobie przypominam. – Wyglądał na zawiedzionego, więc dodała szybko: – Jestem pewna, że byłeś świetny.
Parsknął śmiechem, po czym opanował się i mruknął:
– Plasterek na męskie ego.
Zdała sobie sprawę, jak protekcjonalnie to zabrzmiało. Na szczęście potraktował jej słowa jak żart, a nie powód do obrazy, więc zaśmiała się razem z nim.
– Najgorsze, że nie pamiętam, jak ci na imię.
– Heath. – Wyciągnął rękę. – Heath Dunstan.
Straciła grunt pod stopami i w głowie jej się zakręciło. To niemożliwe! Pierwszy raz pozwoliła sobie na nieodpowiedzialny wybryk, dlaczego właśnie z nim?
– Myślałam, że Kyle albo Cody – bąknęła.
– Tina, moja barmanka, nazywa mnie Kelly, od tego surfera, Slatera. Mówi, że na wodzie mam podobny styl.
– Ale naprawdę nazywasz się Heath Dunstan – powtórzyła, by mieć pewność.
– Tak. To ja. – Spoważniał. – Jakiś problem?
– Tak. Nie. Być może.
Nie przypominał Rutherfordów z ich ciemnymi włosami i pociągłymi twarzami, więc może nie jest ich spadkobiercą. Rozpaczliwie czepiała się wątłej nadziei.
– A co chodzi?
– Szukałam cię. Po to przyleciałam do Australii.
– Czas na ciebie. – Zesztywniał i jego twarz się zmieniła. Sięgnął po jej torebkę leżącą na blacie kuchennym i wcisnął jej w ręce. – Miło było cię poznać, ale nie wracaj.
Otworzył drzwi i niemal wypchnął ją na antresolę, z której roztaczał się widok na bar, a na końcu były kręcone metalowe schody.
Poczuła, że kręci jej się w głowie. Jak ma to wszystko wytłumaczyć Sarah? „Przepraszam, przespałam się z facetem, zanim zdałam sobie sprawę, że jest na liście, a teraz on nie chce ze mną gadać”.
Nigdy dotąd nie zachowała się tak nieprofesjonalnie. Sarah będzie bardzo zawiedziona.
Desperacja zmusiła ją do szybkiej reakcji. Oparła o futrynę nogę i bark, aby powstrzymać go przed zatrzaśnięciem drzwi.
– Heath, przepraszam, nie mówię jasno, ale mam strasznego kaca i głowa mi pęka. Proszę, daj mi kilka minut. Parę pytań, nic więcej.
– Nie ma mowy – wycedził. Jego oczy, przed chwilą roześmiane, były teraz zimne i oskarżycielskie.
Nie ma wyboru, musi mu powiedzieć wszystko.
– Bardzo prawdopodobne, że jesteś miliarderem, ale o tym nie wiesz. – Zawahał się i to jej pozwoliło skuteczniej zablokować drzwi. – Daj mi dziesięć minut na wyjaśnienie, potem sobie pójdę. Obiecuję.
Zmarszczył brwi. Sprawiał teraz ponure wrażenie. Zamarła w oczekiwaniu na werdykt.
– Pięć minut. Potem na zawsze znikniesz mi z oczu.
– Zgoda. – Miała nadzieję, że się uda.
Heath zaklął pod nosem i wpuścił do mieszkania rudowłosą kobietę o brązowych oczach, która niemal zawróciła mu w głowie. Jeśli z powodu jednorazowej przygody zaprzepaścił lata ukrywania się i wieloletnie poświęcenie matki, nigdy sobie nie wybaczy.
Zasady ostrożności, które matka mu wpajała przez całe życie, spowodowały, że nie zapraszał nieznajomych do swojego domu. Wczoraj na chwilę stracił kontrolę.
Potrzebował relaksu. W dniu urodzin mamy zazwyczaj jeździli z siostrą do miejsca na odludziu, gdzie cztery lata temu rozsypali jej prochy. W tym roku miał problem z harmonogramem pracy personelu. Musiał zastąpić pracownika w barze; jako właściciel nie miał wyboru.
Mae proponowała odłożenie wyprawy, ale stanęło na tym, że pojedzie tam sama – jedno z nich będzie na miejscu, aby uczcić pamięć mamy.
Skoro Freya – jeśli tak ma na imię – go odnalazła, dobrze, że przynajmniej Mae nie jest na jej celowniku. Jeśli będą musieli zmienić tożsamość i wyjechać z miasta, łatwiej będzie to zrobić, gdy prześladowcy nie wiedzą o istnieniu jego siostry.
Freya podeszła do wysokiego okna z widokiem na plażę, bawiła się paskiem torebki.
– Masz pięć minut. – Znacząco spojrzał na zegarek.
– To delikatna sprawa. Naprawdę muszę mówić pod presją czasu?
– Pięć minut to wystarczająco dużo. – Serce mu zamarło, gdy pomyślał, że wszystko było wielką mistyfikacją. – Wskoczyłaś mi do łóżka, żeby mnie uwieść? Historyjka o zaniku pamięci też jest wyssana z palca?
Zaczerwieniła się i rumieniec przykrył lekkie piegi na policzkach.
– Wcale nie. A skoro o tym mowa, wszystko się skomplikowało i ta noc nie powinna mieć miejsca.
– Tu się zgadzamy. Przejdź do rzeczy. Masz cztery i pół minuty.
– Szukam kogoś, a ty jesteś na liście. Twój akt urodzenia mówi, że przyszedłeś na świat w Meksyku. Czy jest szansa, że naprawdę urodziłeś się w Stanach i miałeś innego ojca?
To, że znała jego lipny akt urodzenia, zapaliło mu w głowie lampkę alarmową. Kwestionowanie jego prawdziwości – to drugi niepokojący sygnał.
– Nie mam powodu ci się tłumaczyć. Nie wiem, kim jesteś. – Spojrzał na nią wrogo.
– Nazywam się Freya Wilson i jestem biegłą księgową pracującą dla FBI.
– Szuka mnie FBI? – Ciarki przeszły mu po plecach.
– Nie, jestem na urlopie. To przysługa dla bliskiej osoby.
– Podsumujmy fakty. Jesteś tu prywatnie, nie masz żadnych uprawnień, poszłaś do łóżka z kimś, kto rzekomo jest celem twoich poszukiwań, i oczekujesz, że opowiem ci historię mojego życia. Może zacznij od tego, że podasz mi więcej informacji.
Wciąż miał nadzieję, że to pomyłka, ale i tak nie miał zamiaru znaleźć się na celowniku FBI. Skrzyżował ręce na piersi i czekał.
– Poproszono mnie, żebym znalazła mężczyznę, który urodził się jako Joseph Rutherford II. W przeszłości poszukiwali go zawodowi detektywi, ale nie wpadli na jego trop. Ja się tym zajęłam po raz pierwszy.
– Zdaje się, że Joseph Rutherford II nie chce być znaleziony. – Z trudem utrzymywał pokerową minę.
– Jego matka uciekła z nim, kiedy był małym dzieckiem. Może nie zdawać sobie sprawy z tego, jakie ma możliwości.
– Szukasz dorosłego mężczyzny. Gdyby chciał, już dawno by odnalazł swoich krewnych.
– Są okoliczności, o których nie wie.
– Chodzi o pieniądze?
– Czeka na niego duża suma na funduszu powierniczym. Ma prawo o tym wiedzieć.
– Forsa to nie wszystko. – Matka wpoiła mu, że pieniądze wydobywają z ludzi najgorsze cechy.
Bar przynosił wystarczające zyski, aby żyć wygodnie, i nie nakładał na niego żadnych zobowiązań.
– Żona Josepha Rutherforda od niego uciekła. Nie znam szczegółów. Nikogo o nic nie oskarżam. Rutherford ojciec nie żyje. Jeśli się go obawiała, zagrożenie już nie istnieje.
– Czas minął. – Spojrzał na zegarek. – Niepotrzebnie przyleciałaś. Nie jestem człowiekiem, którego szukasz.
– Heath – ostrzegła go ze współczuciem – nie będę ostatnią osobą, która do ciebie zapuka. Jeśli Joseph Rutherford II to ty, pojawią się kolejni. Nie ja sporządziłam listę, ja ją tylko sprawdzam.
– Wyjaśnij zleceniodawcy, że to ślepa uliczka.
– Nie mogę. Chodzi nie tylko o pieniądze, są też krewni.
– Powiedziałaś, że stary człowiek nie żyje.
– Miał siostrę. Sarah. Nigdy nie straciła nadziei, że odnajdzie bratanka. To ona mnie wysłała. – Twarz Freyi złagodniała.
Dorastał z matką i siostrą, były dla niego całym światem, ale zawsze chciał mieć większą rodzinę.
– Nie jestem zainteresowany – powiedział jednak.
– Jeśli to ciebie szukam, to powinieneś się dowiedzieć, że Sarah jest cudowną ciotką. Chce jak najlepiej dla bratanka i może ci pomóc poradzić sobie z… komplikacjami. – Zacisnęła usta, potem westchnęła. – Heath, czy to ty?
Podszedł do okna. Patrzył na fale uderzające o brzeg. Morze zawsze przynosiło mu ukojenie. Tym razem udało mu się myśleć bardziej racjonalnie. Skoro został odnaleziony, powinien zmierzyć się z przeszłością.
Jego rodzina. Jego dziedzictwo.
Dopóki się da, ukryje prawdę o Mae. Zakładając, że Freya i jej podobni porządnie wykonali swoje zadanie, wiedzą o jej istnieniu, ale matka zarejestrowała narodziny córki rok po fakcie, w Meksyku. W papierach figuruje inny ojciec. Nie pozwoli na to, aby zmarnowało się poświęcenie mamy.
– Mówiąc uczciwie, sam nie wiem – przyznał. – Moja matka przez całe życie przed kimś uciekała, kilka razy zmieniała nazwisko. Prawdziwe zachowała w tajemnicy w obawie, że się wygadam. Zabrała swój sekret do grobu.
Po jej śmierci oboje z siostrą mieszkali w Australii pod przybranym nazwiskiem, co mogło im przysporzyć problemów prawnych i skończyć się deportacją. On miał prawo do amerykańskiego obywatelstwa, urodził się w Stanach, jednak nie miał dokumentów pozwalających na ustalenie prawdziwej tożsamości.
Mae była w gorszej sytuacji, przyszła na świat w Meksyku. Nie zamierzał ryzykować rozdzielenia z siostrą. Byli wzorowymi mieszkańcami miasteczka, przestrzegali prawa, Australia stała się ich domem. Wścibska rudowłosa Amerykanka wprowadziła zamęt do jego życia.
– Masz dwa wyjścia – powiedziała. – Jeśli nie jesteś potomkiem Rutherfordów, testy DNA to pokażą. Zrekompensujemy ci poniesione koszty, wykreślimy z listy i wrócisz do swojego życia.
– A jeśli jestem człowiekiem, którego szukasz?
– Przyjedziesz do USA, załatwimy sprawy spadkowe, przejmiesz odziedziczony majątek. Skoro nie chcesz pieniędzy, rozdasz je albo wyrzucisz, twoja sprawa. Ale masz do czego wracać. No i raz na zawsze przestaniesz się oglądać przez ramię, czy ktoś cię nie ściga. W dodatku zyskasz ciotkę, która bardzo chce cię poznać. W obu wariantach wygrywasz. Nie masz nic do stracenia.
Przymknął oczy. Zawsze się bał, że nadejdzie taki dzień. Matka bardzo dobrze ich zakamuflowała, ale nie można się ukrywać przez całe życie.
Załatwi tę sprawę raz a dobrze. W ten sposób zachowa kontrolę nad sytuacją i ochroni Mae.
– Zrobię to – odparł wreszcie. – Jeden warunek. Bez względu na wynik testu DNA między nami już nic nie będzie.
Kiwnęła głową, a on miał wrażenie, że jego życie się posypało. W duchu przeprosił mamę i poszedł zrobić kawę.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
