Świadectwo. Stany Zjednoczone 1885-1915 - Charles Reznikoff - ebook + książka

Świadectwo. Stany Zjednoczone 1885-1915 ebook

Charles Reznikoff

0,0
50,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Poetycko-dokumentalny cykl amerykańskiego poety Charlesa Reznikoffa „Świadectwo” tworzą tzw. recytatywy, epickie utwory o dziejach Stanów Zjednoczonych z lat 1885-1915, oparte na amerykańskich księgach i rejestrach sądowych. Pisane metodą obiektywistyczną, czyli podążające za detalem, za tym, co widać i słychać, bez komentarza, bez oceny. Autor przytacza relacje świadków, ofiar i sprawców. To najambitniejszy projekt Reznikoffa. „Opracowując te epizody, wyobrażałem sobie, że jestem kimś w rodzaju archeologa. Nie wymyśliłem ich, ale nie wymyślili ich także autorzy pierwszych opisów. Wyczyściłem je ze słów, które wydawały mi się niekonieczne, tu i tam zastąpiłem je słowami, które wydały mi się bardziej wydajne niż oryginalne sformułowania, i kiedy tylko mogłem, wprowadzałem rytm, jak do wiersza”. Wyboru i przekładu dokonał Piotr Sommer.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 118

Rok wydania: 2026

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Charles Reznikoff, Testimony. The United States (1885–1915): Recitative

Wybór, przekład i opracowanie

Piotr Sommer

Redaktor prowadzący

Kamil Piwowarski

Projekt obwoluty, okładki i stron tytułowych

Tomek Frycz

Korekta

Ryszarda Krzeska

© Copyright by the Estate of Charles Reznikoff

© Copyright for the translations, notes and afterword by Piotr Sommer

© Copyright for this edition by Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2026

Księgarnia internetowa www.piw.pl

www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy

Wydanie pierwsze, Warszawa 2026

Państwowy Instytut Wydawniczy

ul. Foksal 17,   00-372 Warszawa

tel. 22 826 02 01, e-mail: [email protected]

ISBN 978-83-8196-738-9

1885–1890

Południe

[Jim wszedł do domu]

Jim wszedł do domu

i wziął linki od pługa

i poszedł do stajni

i jedną linkę przywiązał do osła

i wyprowadził osła

i przytroczył osła do płotu;

i pętlę na drugiej lince zarzucił mu na szyję

i zaczął ciągnąć.

Osioł zaczął całkiem zdrowo ryczeć.

Rano jego ciało leżało

pięć czy sześć metrów od stajni,

kark tuż za łbem

był sinoczarny.

[W pewną ponurą niedzielę]

W pewną ponurą niedzielę – cały dzień siąpił deszcz –

zupełnie trzeźwy Patrick Conolly

wsiadł do tramwaju.

Przez jakiś czas jechał

nie wykazując „najmniejszych oznak niewłaściwego zachowania”,

kiedy nagle dostał ataku

apopleksji

i zaczął wymiotować.

W wagonie było wielu pasażerów:

niektórzy widząc, co się dzieje, wysiedli;

inni krzyczeli

żeby to on wysiadł.

Kiedy ktoś spytał go, czy jest pijany,

potrząsnął przecząco głową

i powiedział

„Wysiądę”,

ale

kiedy próbował się podnieść,

upadł na płask

i leżał bezradnie na podłodze.

Motorniczy i jeden z pasażerów

dźwignęli go,

wynieśli z wagonu

i zostawili na ulicy –

między szynami a jezdnią,

niewiele ponad pół metra od szyn.

Chwilę później,

z powodu drgawek

jego ciało tak zmieniło pozycję

że nogi znalazły się na jednej z szyn.

Przechodząca kobieta

pospieszyła mu z pomocą

i wraz z jakimś mężczyzną

przesunęli go na chodnik. I tam w siąpiącym deszczu

pozostał.

[Był pochmurny i deszczowy dzień]

Był pochmurny i deszczowy dzień,

a ona siedziała do późna z Fullerem przy kominku

w starym domu na wzgórzu

jakieś pięćdziesiąt metrów od drogi.

Między nimi stała butelka whisky

i oboje pili już jakiś czas

i Fuller śpiewał piosenkę „Pijaka ciężki los”.

[Della i Cliff tańczyli na zabawie]

Della i Cliff tańczyli na zabawie

kadryla. Chwytając Dellę za rękę

żeby zrobić obrót

w figurze zwanej „łańcuchem”,

Cliff próbował zdjąć jej z palca

pierścionek. Zdążyła palec zagiąć.

Kiedy tańczono tę figurę jeszcze raz

udało mu się.

Powiedziała partnerowi, że zgubiła pierścionek.

I patrząc Cliffowi prosto w oczy,

powiedziała do partnera i tych, którzy pomagali mu szukać,

że nie znajdą pierścionka na podłodze:

ktoś go ma.

Cliff to usłyszał,

naciągnął kapelusz na twarz

i, odwróciwszy się do Delli tyłem,

zaczął rozmawiać ze swoją partnerką.

[Podczas potańcówki]

Podczas potańcówki

kiedy Berry tańczył

z pistoletem w tylnej kieszeni spodni,

Williams przyczepił mu do pleców marynarki

białą chusteczkę.

Z powodu języka, jakiego używał,

koledzy wyprowadzili Berry’ego

z sali

i nie pozwolili wrócić

dopóki nie obieca, że już nie będzie

o tym mówić.

Ale on mówił, i dalej wyzywał Williamsa,

który zapewnił go ponownie

że był to tylko żart;

Berry jednak powiedział

że muszą załatwić sprawę

na zewnątrz.

Williams ruszył do wyjścia

i zszedł po schodkach

w ciemność –

poza krąg światła padającego z okien.

Berry szedł za nim, lecz kiedy

stanął na progu

Williams uderzył go w to miejsce

gdzie nos zaczyna być czołem

kijem

grubości laski –

choć niektórzy mówili

że była to sztacheta z cmentarnego płotu.

[Pewnej niedzieli w maju]

Pewnej niedzieli w maju

kilku młodych mężczyzn

kąpało się w rzece

gdy obok przechodził jakiś nieznajomy

któremu zaproponowano, żeby się dołączył.

Wszedł do wody

ale po chwili wyszedł wściekły

bo ktoś go ochlapał,

wyciągnął nóż

i ugodził jednego z mężczyzn.

W ciągu kilku minut

ugodzony mężczyzna zmarł.

Nieznajomego aresztowano

i ze związanymi z tyłu rękami

doprowadzono do sklepu

oddalonego o pół mili w górę rzeki.

Tutaj zaczął gromadzić się tłum.

Krewny zmarłego –

nie było go wśród pływających –

ze strzelbą w rękach

wezwał zebranych

do rozejścia,

i stanął naprzeciw nieznajomego,

który miał wciąż związane z tyłu ręce.

Nie padło ani jedno słowo.

Wtedy krewny zmarłego strzelił

i zabił nieznajomego.

[Padł strzał]

Padł strzał

od strony trzciny cukrowej

oddany przez kogoś

kto przemykał

pochylony,

z pistoletem w ręku.

Jeden z Murzynów wszedł w trzcinę

zobaczyć kto to,

i zobaczył Colemana siedzącego na zwalonym pniu,

i przyniósł mu z festynu

kawałek kurczaka.

Junius poszedł spać

i zostawił kilka tlących się szmat –

komary dawały ostro.

Zdążył pospać kilka minut

kiedy wszedł Coleman.

Junius spytał o swój pistolet.

Coleman powiedział: