Sudety. Raj utracony - Jaroslav Rudiš - ebook + audiobook

Sudety. Raj utracony ebook i audiobook

Jaroslav Rudiš

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Ten zbiór opowiadań przywraca pamięć o świecie, który zniknął wraz z wojną i powojennymi wypędzeniami Niemców z Kraju Sudetów. Czołowi czescy autorzy pokazują czesko-niemieckie pogranicze sprzed katastrofy – pełne zwyczajnego życia, marzeń, miłości, ale także narastających podziałów społecznych. Każda historia odsłania inny fragment wielonarodowych Sudetów, gdzie wielka historia nieustannie przecina się z codziennością mieszkańców. Niezwykły klimat książki dopełniają ilustracje Jaromíra 99 inspirowane archiwalnymi fotografiami. 

Autorzy opowiadań:  Jaroslav Rudiš, Petra Dvořáková, Petra Klabouchová, Marie Hajdová, Leoš Kyša, Jakuba Katalpa, Michal Vrba, Michaela Klevisová, David Jan Žák, Kateřina Tučková
Przedmowa:  Martin Groman, Michal Stehlík
Tłumaczenie:  Katarzyna Dudzic‑Grabińska, Kamil Czaiński, Julia Różewicz, Agata Wróbel

Tłumaczenie niniejszej publikacji zostało dofinansowane przez Ministerstwo Kultury Republiki Czeskiej

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury
 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 337

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 22 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Tomasz Ignaczak

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wypędzona historia

Nie ma co udawać – głównym celem czeskiego „rozrachunku” z Niemcami po maju 1945 roku było po prostu wypędzenie. Dokonano go, i to w sposób metodyczny, a wręcz nieludzki. Miało to swoje potworne przyczyny oraz długofalowe skutki. Jednym z nich jest wypędzenie przez nas z pogranicza – czy też „z Sudetów”, jeśli państwo wolą tradycyjne czeskie, choć nieprecyzyjne określenie – również historii. Nie tylko ludzie zabrali ze sobą swoją przeszłość i swoją wersję relacji o niej, ale też przestano snuć opowieść o tych terenach i ich dziejach, zupełnie jakby historia państwa czeskiego rozgrywała się tylko w otoczonej górami dolinie. Uchwycenie tych przemilczanych opowieści i przywrócenie im głosu jest dziś naszym obowiązkiem. Nikt za nas tego nie zrobi.

Już sam fakt, że „Sudetoniemców”, czy też czeskich Niemców, wepchnęliśmy do jednego worka, zrobiliśmy z nich jednolitą masę, kolektyw, zaprzecza prawdzie historycznej. Zanim nastało całe to zło, zanim oni sami masowo uwierzyli, że krzykliwa ideologia III Rzeszy przyniesie proste rozwiązanie ich skomplikowanych problemów, ludzie, którzy tu mieszkali, byli w rzeczywistości dosyć niejednorodni, zróżnicowani i barwni. Bogaci przedsiębiorcy i hotelarze w Karlowych Warach, robotnicy przemysłowi w kraju usteckim, górnicy z Rudaw, chłopi z żyznych południowych Moraw, tkacze na Szumawie i pod Ještědem, szklarze czy rzemieślnicy wytwarzający biżuterię w Jabloncu nad Nysą, górale z Karkonoszy, Niemcy z Ołomuńca, Brna, Igławy, prascy Niemcy i „Prajzovie” z Opawszczyzny, którzy jeszcze w międzywojniu podtrzymywali dumę z bycia onegdaj krajem koronnym. Dlaczego to oni mieliby stracić swoją historię, równie chwalebną i współtworzącą kraj jak ta, którą cieszyli się Czesi w swoich regionach?

Nie rozumieli tego. Dlaczego mieliby to rozumieć? Przed rokiem 1918 byli panami na swoich ziemiach, a we własnym państwie, monarchii austro-węgierskiej, przeważali liczebnie. Co najmniej mogli żyć w przekonaniu, że to ich tożsamość jest dominująca. Po 1918 stali się, ze swojej perspektywy, służącymi swoich dawnych służących. Ponadto wszędzie mówiono o prawie do samostanowienia, którego im odmówiono (choć zabiegali o nie). Co najmniej od połowy dziewiętnastego wieku znali koncept Wielkich Niemiec, który był zdecydowanie sprzeczny z ideą czeskiego państwa narodowego. Nasze marzenie nie było ich marzeniem, zatem nie mieli zamiaru w nim uczestniczyć, mimo że ostatecznie nie mieli wyjścia.

Jeszcze za czasów monarchii ich życie było logiczne i uporządkowane, ponadto miało oparcie w stosunkowo silnej administracji samorządowej. W swoich wsiach i miastach mogli wiele spraw urządzać po swojemu. Przybierało to przeróżne kształty – doszło nawet do tego, że pod koniec XIX wieku Wiedeń usunął miejscowych włodarzy z ratusza w Libercu. W stolicy nie spodobało się, że miejscowi kierują miastem w zbyt pruskim stylu i spoglądają raczej na Berlin. Był to jednak tylko efekt swobód, jakimi cieszyły się poszczególne narody w monarchii. Z nich zrodziła się silna tożsamość lokalna, w wielu miejscach podparta gospodarczą siłą konkretnych regionów. Nie bez powodu niektórzy dzielą Kraj Sudetów na „bogaty” (od Karlowych Warów, przez Karkonosze, aż do Opawszczyzny) i „biedny” (od Szumawy po rolnicze południowe Morawy przy granicy z Austrią, choć te ziemie wcześniej postrzegano jako po prostu Austrię).

Wykorzeniono nie tylko tych zmuszonych do odejścia, ale wykorzenili się też ci, którzy w te strony przybyli. Teraz, gdy ludzie z Chomutova, Liberca, Svitav i innych miejscowości zadają sobie pytanie, kiedy wreszcie będą tu w domu, nie pozostaje im nic innego niż wiara, że nastąpi to, gdy się zakorzenią, gdy na cmentarzach będą mieć pochowane dwa, trzy pokolenia. Jeśli „nowi” cokolwiek ze sobą przynieśli na te ziemie, z pewnością nie była to wiara. Ta odeszła wraz z poprzednimi mieszkańcami, a jeszcze mocniej plewiono ją w kolejnych dekadach, gdy nowy reżim systematycznie plądrował, burzył i niszczył kościoły, krzyże i wszystko, co mogło przypominać o wygnanych. Szumawa, Rudawy czy Karkonosze były obsiane krzyżami, sanktuariami i innymi miejscami kultu religijnego. Nie wzięły się one znikąd. Ludzie tutaj intensywnie żyli, wierzyli i przeżywali, w wielu przypadkach w sposób charakterystyczny dla danego obszaru. Częściowo po katolicku, gdzie indziej po ewangelicku, ale zawsze w swoim specyficznym stylu.

Był jeszcze jeden aspekt życia w Kraju Sudetów, który odszedł w zapomnienie i o którym już się nie mówi. W niektórych regionach Niemcy żyli we własnym otoczeniu, gdzie indziej mieszali się z ludnością czeską. Jak to bywa, towarzyszyły temu nie tylko spory i odgradzanie się, ale też śluby i inne formy współżycia społecznego, o czym zresztą traktują zamieszczone w niniejszej książce opowiadania Michala Vrby czy Michaeli Klevisovej. Zazwyczaj jednak te dwie narodowości raczej egzystowały obok siebie, niż żyły razem. Im mniejsze miasto, im dalej od ośrodka typu Liberec czy Karlowe Wary, tym bardziej ludzie byli zmuszeni do samodzielności. Nic więc dziwnego, że w Kraju Sudetów powstawały czysto niemieckie enklawy i ich mieszkańcy nie czuli konieczności spotykania się, kontaktu czy współpracy z Czechami.

Nie tylko w górach i na odludziu, ale też w miastach widać było znaczącą różnicę, na przykład przy zakładaniu różnych towarzystw. Mało kiedy powstawały one jako wspólne inicjatywy. Czesi i Niemcy żyjący w Czechach, na Morawach i Śląsku zainteresowali się tego rodzaju organizacjami zwłaszcza po 1860 roku, kiedy stowarzyszanie się było już możliwe, ale partie polityczne dopiero się powoli rodziły. Gdy Niemcy zaczęli ćwiczyć w Deutscher Turnverband, Czesi założyli Towarzystwo Gimnastyczne Sokół. Nie przypadkiem pierwsze tego rodzaju zajęcia odbyły się w Jabloncu. I nie przypadkiem za narodzinami Sokoła stali Czesi niemieckiego pochodzenia, Miroslav Tyrš (Friedrich Emanuel Tirsch) i Jindřich (Heinrich) Fügner. Niemcy zakładali towarzystwa śpiewacze, teatralne, strażackie, sportowe, muzyczne, oszczędnościowe i przeróżne inne – Czesi robili to samo. Stopień rozwoju ich działalności wynikał z rozkładu sił w danym miejscu. Gdzie Niemcy byli mocniejsi, czeskich organizacji było mało – i vice versa. Gdzie Niemcy mieli towarzystwo Witiko czy Gothard, tam Czesi – Slávię albo Bořivoja.

Kością niezgody często bywały szkoły. Za cesarstwa prawo zakładało tworzenie placówek dla mniejszości, aby ci „słabsi” (czyli Czesi) nie byli zmuszani do dostosowywania się (germanizacji). Jeśli w jakimś niemieckim regionie było choć trochę Czechów, mogli oni prowadzić czeską szkołę dla mniejszości narodowych. W międzywojennej Czechosłowacji obowiązywała ta sama zasada, ale jej źródło i cel były inne. Czeskie szkoły dla mniejszości wciąż powstawały w Kraju Sudetów, ale teraz władze czyniły to, aby miejscowe dzieci przeciągnąć na swoją stronę (zbohemizować je). Nowa placówka była czeska, podczas gdy często nie starczało na remonty tych niemieckich. Gdy państwo tworzyło sieć przedszkoli, ani jedno z nich nie było niemieckojęzyczne. Ochrona mniejszości powoli przeradzała się w ograniczanie jej praw. Miejscowym Niemcom trudno było to zignorować. Gdy urodzony w Jiczynie austriacki pisarz Karl Kraus po 1918 roku ostrzegał Czechów przed triumfalizmem kosztem mniejszości, miał na myśli właśnie takie działania.

Wraz z powstaniem Czechosłowacji rzeczywiście wiele się zmieniło. Nie tylko w pierwszych miesiącach, gdy narodziły się starania o przyłączenie do Niemiec całych pogranicznych regionów (Kraju Sudetów, Niemieckich Moraw, Okręgu Szumawskiego), co spotkało się jednak z oporem nowego państwa czechosłowackiego. Znaczna część obywateli „znalazła się” w kraju, który „nie był ich”. Miało to potem swój wydźwięk na przykład w politycznym oporze, zachowaniu administracji samorządowej, odmowach umieszczania nazw ulic w języku czeskim obok tablic niemieckich itp. Często tego rodzaju spory o nazwy własne kończyły się na sali sądu administracyjnego. Czechosłowacki rząd starał się „bohemizować” niemieckie tereny, finansował czeskie inicjatywy kulturalne, sportowe i inne.

Wielkim wstrząsem dla czeskich Niemców było nie tylko powstanie nowego państwa, ale też kryzys gospodarczy na początku lat trzydziestych, który odcisnął piętno szczególnie na czeskim pograniczu – w czasie zbiegły się kłopoty w rolnictwie i załamanie w przemyśle lekkim, który był w tym regionie kluczowy. Krótko mówiąc, w okresie recesji ludzie przestają kupować towary, zatem przemysł lekki bankrutuje. Ale skutki tej sytuacji były też wyraźnie polityczne, bo niemieckie partie obwiniały rząd, że nie potrafi zająć się ich problemami i niewystarczająco wspiera pogranicze. To też jedno ze źródeł radykalizacji tych grup. Jest faktem, że polityka gospodarcza Czechosłowacji była zorientowana nacjonalistycznie – na przykład podczas reformy rolnej, gdy państwo rekwirowało i następnie rozdawało majątek ziemski, w niemieckie ręce trafił absolutnie minimalny obszar. Nowe regulacje miały bowiem wzmacniać element czeski. Nic więc dziwnego, że na długo zapomnieliśmy o tym aspekcie kryzysu lat trzydziestych – kompletnie nie pasował do uproszczonej historii o tych „dobrych” i tych „złych”.

Gdy mówimy o pograniczu w okresie międzywojennym, mamy na myśli przede wszystkim czeskich Niemców. Nie powinno nas to szokować, gdyż w 1921 roku w kraju żyły cztery miliony Czechów i ponad dwa miliony Niemców; ci drudzy głównie w pobliżu granic. Z trudem można nazywać tę grupę zaledwie mniejszością narodową. Na Morawach proporcje były oczywiście bardziej na korzyść Czechów – dwa miliony versus pół miliona – ale na Śląsku ci, którzy deklarowali narodowość czechosłowacką, liczebnie równali się Niemcom, a do tego należy jeszcze uwzględnić Polaków na Śląsku Cieszyńskim itd. Ponadto żyli tu też Żydzi, do Czech i na Morawy przenosili się Rusini, Słowacy, Węgrzy, a także na przykład morawscy Chorwaci, mieszkający w pobliżu Mikulova. Należeli oni do przestrzeni niemieckojęzycznej, lecz po 1918 roku rząd czechosłowacki chciał ich wykorzystać jako element słowiański i zorganizował im nawet czeską szkołę.

Takie proporcje życia „obok siebie”, a nie „razem”, były pod wieloma względami charakterystyczne dla koegzystencji Czechów i Niemców w tak zwanych Sudetach również po 1918 roku. Po tym, jak opadły emocje rewolucyjnych miesięcy, Niemcy w wielu miejscach zaakceptowali sytuację i w nowym państwie dalej żyli po swojemu – wielu z nich nawet aktywnie. Międzywojenny dziennikarz Ferdinand Peroutka po latach wspominał, że w swoim fundamentalnym dziele, Budování státu. Československá politika v letech popřevratových (Budowa państwa. Czechosłowacka polityka w latach po rewolucji), miał zamiar opisać wydarzenia aż do 1926 roku, kiedy to przedstawiciele niemieckich partii demokratycznych weszli do trzeciego rządu Antonína Švehli, przez co stali się od tego momentu współtwórcami „swojego” kraju. Ale te rozdziały pisałby prawdopodobnie dopiero po 1935 roku, kiedy było już wiadomo, że nic z tego nie wyszło. Niecałą dekadę później wszystkie te państwowotwórcze ugrupowania zostały zmiażdżone przez Konrada Henleina i jego Sudetendeutsche Partei (Partię Niemców Sudeckich). Nadeszła era zła, era prostych rozwiązań i radykalnych kroków, które na zawsze naznaczyły współżycie Czechów i Niemców oraz zniweczyły jego perspektywy na przyszłość.

O tym, że nie udało się „zjednać Niemców dla republiki”, jak mawiał Peroutka, jasno świadczyły wydarzenia po konferencji w Monachium. Wszystko, co czeskie, musiało zostać usunięte z Kraju Sudeckiego. Nie tylko ludzie, ale też pamięć. Zlikwidowano czeskie partie polityczne i stowarzyszenia, ich majątek przypadł Rzeszy, język czeski został zakazany w urzędach, Czesi nie mogli obejmować stanowisk w administracji państwowej, zniknęły czeskie gazety, książki i filmy, radio nadawało tylko po niemiecku, zabroniono działalności czeskim teatrom amatorskim, klubom piłkarskim, nie mogły odbywać się procesje, kazania i msze czy zabawy taneczne. Konfiskowano czeskie fabryki, firmy i majątki. Poszkodowani byli nie tylko Czesi, lecz także niemieccy antyfaszyści, socjaldemokraci, oczywiście Żydzi i komuniści, ale też na przykład świadkowie Jehowy. Od tego momentu wszystko miało być „nasze i tylko po naszemu”. To oznaczało zdeptanie wieloletniej tolerancji i zasad współżycia. Na powierzchnię wypłynął ewidentny i radykalny triumfalizm. Dwadzieścia lat to zbyt krótki czas na zmianę pokoleń, na przeobrażenie przekonań, polityki i nadziei. Dawne emocje, być może odsunięte na bok czy stłumione, można było łatwo podsycić. Wina za to ciążyła na obu stronach, przyczyną był też kryzys i sytuacja na świecie. Po prostu nałożyło się na siebie wiele nieszczęśliwych elementów. Twierdzenie to nie ma być usprawiedliwieniem tego, co się wydarzyło, lecz poszukiwaniem drogi do wyjaśnienia sprawy.

Oczywiście przez te niepełne dwie dekady nie wszyscy zajmowali się polityką, zresztą nigdy tak nie było. Ale wszyscy skupiali się na swoim życiu i chcieli, aby było ono lepsze. Gdy można było odnieść wrażenie, że ludziom mieszkającym w Niemczech wiedzie się lepiej, ci w Czechach do nich dołączyli, przy czym zadziałało tutaj połączenie wiary w poprawę warunków materialnych z zewem „krwi i języka”. Właśnie to opisała Milena Jesenská tuż przed wybuchem wojny, gdy zamiast narzekać na „niewiernych” Niemców, pojechała do nich, aby zrozumieć sytuację. Spotkała się z wieloma spośród nich. Na przykład z niemieckim kolejarzem, gdzieś na północy: młody mężczyzna z żoną i małymi dziećmi, której nie było stać nawet na to, aby mieszkała na swoim, i gnieździła się u rodziców. Jego bracia z Niemiec wyśmiewali się z niego: widzisz, co ci Czesi dają? Mężczyzna wnioskował na kolei o przydział służbowego domku, ale go nie dostał. Prosił cztery razy. „Jeśli za piątym też mi go nie dadzą, pójdę do Henleina” – mówił gorzko czeskiej dziennikarce. To nie był świadomy opór polityczny. To było rozczarowanie.

To kolejna warstwa historii, która po 1945 roku zniknęła i już nie była opowiadana. Historii tych, którzy tu żyli zarówno przed 1918 rokiem, jak i później, którzy widzieli to, co widzieli, i przeżyli to, co przeżyli. Często nie były to opowieści przedstawiające Czechosłowację w pozytywnym świetle. Kiedy sytuacja zmieniła się po konferencji w Monachium, ci ludzie wciąż byli „w domu”, tyle że ten „dom” przeniósł się z Czechosłowacji do Rzeszy, a oni teraz mieli doczekać się tego lepszego życia. Doczekali się jednak wojny i za nią zapłacili – ponownym upadkiem ekonomicznym, biedą, a liczni również życiem swoich synów, których zamiast świetlanej przyszłości czekał Stalingrad czy inne pola bitewne na wschodzie. Jeszcze w trakcie wojny zaczęto gdzieniegdzie stawiać poległym pomniki, tak jak robiono to dwie dekady wcześniej z ofiarami I wojny światowej. Niemniej te monumenty również zniknęły po 1945 roku – martwi też nie mieli prawa tu zostać.

Nie opowiadamy sobie tych historii – zupełnie jakby Kraj Sudecki nie miał swojej przeszłości, tylko tę „naszą”. Przecież przed 1918 rokiem to nie była „nasza” historia, tylko „ich”, więc po co ją opowiadać? Zupełnie jakby po Monachium nic się tam nie wydarzyło. Dla nas jest to region, który na ponad sześć lat został „bez historii”. Jak film, który się zatrzymał – i ktoś wcisnął play dopiero na wypędzenie Niemców w czterdziestym piątym. Jakby historia nie przysługiwała terytorium, miejscu, lecz tylko narodowi definiowanemu za pomocą języka. A zatem teraz za pomocą tego naszego języka będziemy opowiadać też dzieje „ich” terytorium i „ich” narodu.

Martin Groman, Michal StehlíkPrzełożyła Katarzyna Dudzic-Grabińska

Zákupy–Sarajewo

Jaroslav Rudiš

Przełożyła Katarzyna Dudzic-Grabińska

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Tytuł oryginału: Sudety: Ztracený ráj

Redakcja: Jerzy Cierniak

Korekta: Magdalena Wołoszyn-Cępa, Małgorzata Kuśnierz

Współpraca produkcyjna: Szczepan Kulpa

Redaktor inicjujący: Tomasz Zaród

Redaktorka prowadząca: Urszula Pieczek

Projekt okładki i ilustracje: Jaromír 99

Adaptacja projektu okładki i makieta: Karolina Korbut

© Copyright by Petra Dvořáková, Marie Hajdová, Jakuba Katalpa, Petra Klabouchová, Michaela Klevisová, Leoš Kyša, Jaroslav Rudiš, Kateřina Tučková, Michal Vrba, David Jan Žák, 2025

© Copyright for the cover art and illustrations by Jaromír 99, 2025

© Copyright for the foreword by Martin Groman, Michal Stehlík, 2025

© Copyright for the Czech edition Host – vydavatelství, s. r. o., 2025

© Copyright for the Polish translation by Kamil Czaiński, Katarzyna Dudzic-Grabińska, Julia Różewicz, Agata Wróbel, 2026

© Copyright for the Polish edition by Książkowe Klimaty, 2026

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Tłumaczenie niniejszej publikacji zostało dofinansowane przez Ministerstwo Kultury Republiki Czeskiej

ISBN 978-83-68640-09-0

Książkowe Klimaty

www.ksiazkoweklimaty.pl

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek