Wydawca: Wydawnictwo JK (Aha, Feeria) Kategoria: Sensacja, thriller, horror Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 330 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Skrzywdzona - Natasha Preston

Scarlett Garner nie pamięta nic sprzed swoich czwartych urodzin. Gdy tylko próbuje wydobyć z pamięci jakieś wspomnienia, ból głowy staje się nie do zniesienia. Powoli więc godzi się z tym, że jakaś jej część przepadła na dobre. Kiedy w jej szkole zjawia się nowy uczeń, który próbuje pomóc Scarlett w odzyskaniu wspomnień, dziewczyna zakochuje się w nim bez pamięci. Wydaje się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, ale wówczas wypadek samochodowy powoduje pojawienie się przebłysków dawno zapomnianych wydarzeń. Czy na pewno jednak chciałaby je pamiętać? Dobrze, że w tym trudnym czasie może liczyć na Noaha, który oferuje jej takie wsparcie, o jakim marzyłaby każda z nas. Tylko że powody jego zaangażowania stają się coraz bardziej niejasne...

Opinie o ebooku Skrzywdzona - Natasha Preston

Fragment ebooka Skrzywdzona - Natasha Preston

Tytuł oryginału: Awake

Przekład: Karolina Pawlik Opieka redakcyjna: Maria Zalasa Redakcja: Agnieszka Grzywacz Korekta: Grzegorz Krzymianowski Adaptacja okładki na potrzeby polskiego wydania: Norbert Młyńczak

Cover and internal design © 2015 by Sourcebooks, Inc. Cover image © Maria Heyens / Arcangel Images

Copyright © 2015 by Natasha Preston. Originally published in the United States of America by Sourcebooks Fire, an imprint of Sourcebooks, Inc. www.sourcebooks.com All rights reserved. Copyright for Polish edition and translation © Wydawnictwo JK, 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana za pomocą urządzeń elektronicznych, mechanicznych, kopiujących, nagrywających i innych bez uprzedniego wyrażenia zgody przez właściciela praw.

ISBN 978-83-7229-778-5 Wydanie I, Łódź 2018

Wydawca: JK ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 tel. 42 676 49 69 fax 42 676 49 29www.wydawnictwofeeria.pl

Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer.

Chciałabym zadedykować tę książkę moim czytelnikom. Dziękuję, że umożliwiliście mi spełnienie marzeń!

ROZDZIAŁ 1

Scarlett

Imogen puknęła mnie w ramię i wskazała w stronę wejścia do klasy.

– W końcu jakieś ciacho – szepnęła.

Nie myliła się. Chłopak, który stał przy drzwiach pani Wells, był boski – tak boski, że absolutnie nie powinien uczęszczać do naszej szkoły.

– Witamy w Fordham High, Noah – powiedziała pani Wells. – Usiądź, proszę, tam. – Wskazała wolne miejsce koło mnie. Imogen mocno złapała mnie za ramię. – Scarlett, Imogen, w tym roku macie prawie wszystkie lekcje z Noahem, więc bardzo was proszę, żebyście się nim zajęły i wszystko mu pokazały.

Twarz Im pojaśniała ze szczęścia.

– Oczywiście!

„Powodzenia, Noah”.

Noah podszedł do naszej ławki na końcu sali. Jego postawa – jakby ta klasa należała do niego – zwracała uwagę wszystkich obecnych, ale jego wzrok utkwiony był we mnie. Zaczęłam się wiercić na krześle, a moja twarz poczerwieniała. Noah wyglądał na starszego i nosił się tak, jakby mówił: „Gówno mnie to wszystko obchodzi”.

– Cześć – powiedział, ciągle wpatrując się tylko we mnie.

– Hej. Ja jestem Scarlett, a to Imogen. – Wskazałam na moją najlepszą przyjaciółkę. – Wygląda na to, że będziemy przewodniczkami twojej wycieczki.

– Dzięki – odpowiedział. Brzmiał na jeszcze starszego, niż wyglądał. Wymawiał wyrazy o wiele dokładniej niż większość dzieciaków tutaj. – Chociaż ta buda jest tak mała, że wątpię, żeby ktoś mógł się tutaj zgubić.

– Racja! – powiedziała Imogen i nachyliła się nad ławką, żeby Noah mógł ją zobaczyć zza mnie.

Bobby odwrócił się na krześle.

– Lubisz wrestling, Noah?

Noah zmarszczył czoło. Uniosłam dłoń.

– Bobby nie chce się z tobą bić! To wielki fan WWE.

– Nie, żadnej walki – potwierdził Bobby. – Wyglądasz na gościa, który umie sobie radzić.

Noah wyszczerzył zęby.

– To właśnie przez takie radzenie sobie wywalili mnie z ostatniej szkoły.

Nie wyglądał na kogoś, kto wdaje się w bijatyki, no ale znałam go dopiero od jakichś pięciu sekund. Może powtarzał klasę.

– Ile masz lat? – zapytałam go. – Wyglądasz na więcej niż piętnaście czy szesnaście.

– Szesnaście – odpowiedział. – A ty?

– Ja też.

– Dopiero co skończyła – wtrąciła się Imogen, wyraźnie zirytowana tym, że jest ignorowana. – Ja też tyle mam.

Prawie przewróciłam oczami. Noah raczej nie przeleci jej teraz na ławce tylko dlatego, że byli w tym samym wieku odrobinę dłużej niż ja i on.

– Tak, miałam urodziny w zeszłym miesiącu.

Noah dalej nie zwracał uwagi na Imogen.

– To tak jak mój brat! Którego dnia dokładnie?

– Trzynastego. Dzięki Bogu w tym roku to nie był piątek.

Roześmiał się.

– Jesteś przesądna?

Kiwnęłam głową.

– I to jak. Nie przejdę pod drabiną ani nie pójdę drogą, którą przebiegł czarny kot. Macham do srok1, choć to zależy, ile ich widzę, i rzucam sól przez ramię. – Noah uniósł brew. Wzruszyłam ramionami. – Moi rodzice są dość przesądni. I podejrzliwi.

– Wow – powiedział. – No cóż, w sumie nigdy nie wiadomo, co cię może spotkać w tym wielkim, złym świecie.

„W tym wielkim, złym świecie”. Doznałam déjà vu. Słyszałam już gdzieś tę frazę, ale nie mogłam sobie przypomnieć gdzie.

Zadzwonił dzwonek i aż podskoczyłam.

– Gotowy na angielski? – zapytałam Noaha, ignorując to dziwne wrażenie, które mnie ogarnęło.

– Nie za bardzo. Ale będziesz siedzieć koło mnie, nie? W końcu to ty przewodzisz tej wycieczce.

Imogen wypadła z klasy, zanim zdążyliśmy się zebrać. Miała podły humor, bo Noah nie jadł jej z ręki.

Uśmiechnęłam się.

– Jasne.

– To skąd się tu przeprowadziłeś? – zapytałam Noaha w drodze na następną lekcję.

Podczas naszego pięćdziesięciominutowego angielskiego Noah zadał mi mnóstwo pytań, jakby próbował się o mnie dowiedzieć absolutnie wszystkiego. Nowi uczniowie zwykle nie byli aż tak rozmowni, ale mnie się to podobało i też chciałam wszystko o nim wiedzieć.

– Z wyspy Hayling.

– Super. Jak tam jest?

– Mało miejsca – odpowiedział.

Uczyłam się o niej na geografii, gdy przerabialiśmy brytyjskie wyspy. Była naprawdę maleńka.

– Czemu przeprowadziłeś się do Bath?

– Tata dostał tu pracę. Na Hayling niewiele się działo, więc od razu mi się tu spodobało.

Dotarliśmy do skrzydła z klasami do przedmiotów ścisłych. Odwróciłam się do Noaha.

– Cieszę się, że trafiłeś tutaj. – Wybałuszyłam oczy tak bardzo, że aż mnie rozbolały. „Czemu powiedziałam to na głos, do cholery?”. Wzdrygnęłam się. Jeśli być może podoba ci się jakiś facet, nie informujesz go o tym od razu! A już zwłaszcza nie, jeśli poznałaś go godzinę temu.

Noah wsunął sobie dłoń we włosy, odsunął je z czoła i uśmiechnął się. W jego błękitnych oczach zamigotało światło. Naprawdę zamigotało. Kiedyś myślałam, że bardziej podobają mi się przystojni bruneci, ale jednak nie, zdecydowanie wolę przystojnych blondynów. Szczęka Noaha wyglądała, jak wyrzeźbiona z kamienia, a jego usta… każda dziewczyna wpatrywałaby się w nie z otwartą buzią.

Spojrzał w dół – był o całą głowę wyższy ode mnie.

– Cieszę się, że ty się cieszysz.

Przygryzłam wargę i zrobiłam mały krok w tył. Podobał mi się. Nie miałam co do tego wątpliwości, ale Noah wyglądał, jakby miał mnie zaraz pocałować, a ja nie byłam na to gotowa.

Zawołano nas do klasy. Na ławkach stały palniki Bunsena, co oznaczało, że będę musiała naprawdę się skupiać na słowach nauczyciela, bo czeka nas jakiś eksperyment. Nienawidziłam przeprowadzać eksperymentów.

– Jesteś dobry z chemii? – zapytałam Noaha.

Parsknął śmiechem.

– Można by chyba z tego zrobić kiepski żart. Ale tak, nieźle sobie radzę z chemią.

– To świetnie, bo ja jestem beznadziejna. Mam tak fatalne oceny, że nie rozumiem, czemu zmuszają mnie, żebym ciągle na nią chodziła. Myślę, że sama moja obecność w sali znacząco obniża poziom całej klasy.

Roześmiał się.

– Nie możesz być aż tak słaba!

– Tylko poczekaj.

– Siadajcie – powiedział nauczyciel, pan Gregor. – Noah, witaj na zajęciach, czy przerabiałeś…

I w tym momencie się wyłączyłam. Nie mogłabym jeszcze bardziej zminimalizować swojego zainteresowania chemią, nawet gdybym się starała. Więcej się o niej nauczyłam, oglądając Teorię wielkiego podrywu niż w szkole.

Ocknęłam się, kiedy Noah wlewał coś do probówki.

– Po co nam to? – Wskazałam na palnik Bunsena.

– Naprawdę nie lubisz nauk ścisłych, nie?

– Nie.

– A wiesz, ja tak naprawdę też nie. Na świecie występuje za dużo zjawisk, których nauka w żaden sposób nie potrafi wyjaśnić.

– To w co wierzysz?

Noah wzruszył ramionami.

– Jeszcze nie wiem. W każdym razie mogę nie lubić nauk ścisłych, ale chemię akurat rozumiem. Będę ci tłumaczył po kolei każdy etap doświadczenia, a ty możesz robić sobie notatki i zobaczymy, czy uda mi się pomóc ci zdać ten przedmiot.

„Po raz kolejny: powodzenia, Noah”.

Zsunęłam zatyczkę z długopisu i spróbowałam się skoncentrować na słowach, a nie na jego głębokim głosie oraz wrażeniu, jakie na mnie robił jego krzywy uśmiech. Nie ma opcji, żeby udało mu się pomóc mi z chemią – nie jako przedmiotem w każdym razie.

Nawet gdy Noah przeprowadzał doświadczenie, co chwilę zerkał na mnie, jakbym była najbardziej interesującą rzeczą na tej planecie albo jakby się bał, że jeśli spuści ze mnie wzrok, zaraz ktoś mnie zamorduje.

Kiedy wszystko było gotowe, poprosił:

– Powiedz mi coś o sobie.

– Mamy chyba zrobić tak, żeby te… odczynniki ze sobą zareagowały. – „Poza tym niewiele jest do opowiadania”.

Noah wzruszył ramionami.

– Mamy chwilę. Proszę cię.

Była jedna taka sprawa… Nie lubiłam o niej wspominać, bo była dość dziwna i opowiadanie o niej zawsze kończyło się tym samym pytaniem: „Jakim cudem nie doprowadza cię to do szału?”. Z westchnieniem zaczęłam:

– Nie mam żadnego wspomnienia sprzed czwartego roku życia.

Brwi Noaha natychmiast się uniosły.

– Co?

– W naszym domu był pożar. Wszystko straciliśmy. Rodzicom udało się wydostać nas – mnie i mojego brata, Jeremy’ego – na zewnątrz, ale nawdychaliśmy się dymu i trafiliśmy do szpitala. Kiedy się obudziłam, nic nie pamiętałam.

– Nic?

– Absolutnie nic. Teraz pamiętam tylko moment przebudzenia w żółtym pokoju. Nie pamiętałam nawet swojej rodziny.

– Kiedy coś sobie przypomniałaś?

Zmarszczyłam czoło.

– Nigdy. Rodzina wypełniła luki, opowiadając mi o wszystkim, co razem robiliśmy, ale ja tego tak naprawdę nie pamiętam.

– To jakieś wariactwo. Mogli ci wmówić, co chcieli.

Zaśmiałam się.

– Tak, byłby z tego niezły ubaw. A usłyszałam jedynie nudne: „Jesteśmy zwykłą rodziną, a ty i twój brat ciągle się ze sobą kłócicie”.

– Mogli ci powiedzieć, że jesteś królewną. A może naprawdę jesteś królewną, a oni cię porwali…

– Dobra już, dobra – przerwałam mu. – Masz nadaktywną wyobraźnię.

Uśmiechnął się i powiedział:

– Przepraszam. To po prostu trochę dziwne.

– Bardzo dziwne. Ponoć stłumiłam w sobie wszystkie wspomnienia przez traumę, jaką przeżyłam.

– Myślisz, że kiedyś odzyskasz pamięć?

Wzruszyłam ramionami.

– Pewnie nie. Ale to nie ma już znaczenia.

– Chyba nie. Chociaż mnie byłoby ciężko ze świadomością, że straciłem cztery lata i mnóstwo doświadczeń, których już nie pamiętam.

– Kiedyś mnie to wkurzało, ale już mi przeszło. Wielu ludzi niewiele pamięta ze swojego dzieciństwa. Ja nie pamiętam tylko pierwszych czterech lat.

– Chodziłaś na terapię albo poddano cię hipnozie?

Roześmiałam się.

– Nie. To naprawdę nie jest taki wielki problem. Próbowałam sobie przypomnieć, ale mam po prostu pustkę w głowie.

Uśmiechnął się.

– Pewnego dnia wszystko sobie przypomnisz.

Przestałam w to wierzyć jakieś cztery lata temu.

Średniowieczny przesąd, w który do dzisiaj wierzą niektórzy Brytyjczycy, wywodzący się z przekonania, że przemierzający ziemię Szatan przyjmuje postać sroki. Machanie do tego ptaka ma mu zasygnalizować, że przejrzeliśmy jego kamuflaż, więc nie może nam zrobić nic złego (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki). [wróć]

ROZDZIAŁ 2

Scarlett

Sto jedenaście. Tyle SMS-ów wysłaliśmy do siebie z Noahem przez te sześć dni, odkąd trafił do naszej szkoły. To jakaś zupełnie nienormalna liczba, jeśli wziąć pod uwagę to, że prawie w ogóle się nie znaliśmy. Ale wcale nie wydawało mi się, że Noah jest dla mnie obcym człowiekiem. Rozmawialiśmy niemal o wszystkim – o tym, co lubimy i czego nie lubimy, o rodzinie, znajomych, najśmieszniejszych chwilach z naszego życia, i tych najstraszniejszych też. I mimo że ciągle jeszcze sporo musieliśmy się o sobie nauczyć, miałam wrażenie, że znam go już całkiem nieźle. On też przejawiał wielką determinację, żeby dowiedzieć się wszystkiego o tej szarej myszce, którą byłam.

Po całym tygodniu w szkole, który spędziliśmy głównie na intensywnym flirtowaniu, wkroczyłam w pełni do krainy obsesji i teraz niemal każda moja myśl dotyczyła Noaha. Irytowałam sama siebie i byłam pewna, że moja rodzina mnie znienawidziła.

– Zaraz wychodzę – poinformowałam rodziców.

– Kto na ciebie czeka?

– Nikt. Idę do Noaha, a potem idziemy razem do miasta.

Jedna z ciemnych brwi mojego taty uniosła się.

– No to cię tam odprowadzimy. Najwyższy czas, żebyśmy w końcu poznali tego chłopaka.

– Co? – Nie, to się nie może stać.

– Skarbie, chyba nie myślisz, że pozwolimy ci odwiedzać w domu kogoś, kogo prawie nie znasz i kogo my nie widzieliśmy na oczy, prawda? – zapytała mama.

– Właśnie tak myślę! Noah jest w porządku.

– Na pewno, ale jeśli chcesz się z nim spotykać poza szkołą, musimy go poznać – dodał tata. – Wezmę tylko kluczyki.

– Nie mówicie poważnie! Dlaczego mi to robicie? Czy macie pojęcie, jak strasznie będę się wstydzić, kiedy się u niego zjawię z rodzicami u boku? – Czy oni nigdy nie byli nastolatkami?

Jeremy wybuchł śmiechem.

– Świetne przedstawienie.

Spiorunowałam go wzrokiem.

– Nienawidzę cię.

– No już, skończmy z tym melodramatyzmem – powiedziała mama. – Zabieraj kurtkę i jedziemy.

– Możecie przynajmniej zaczekać w samochodzie?

– Przecież to się w ogóle mija z celem tej wyprawy! W taki sposób nie poznamy Noaha.

Idąc za nią, wyburczałam:

– Wiem.

Po dziesięciu minutach zapukałam do drzwi Noaha i głęboko odetchnęłam. Nie powiedział mi, czy jego rodzice będą w domu. Moi stali tuż za mną.

Drzwi otworzył chłopak, który wyglądał jak kopia Noaha. Jego brat.

– Hej! To ty jesteś Scarlett?

– Tak. A ty to Finn? Poznaj moich rodziców.

– Marissa i Jonathan. Mów nam po imieniu.

– Bardzo mi miło. Zapraszam do środka. Noah gdzieś się tu kręci. Mogę wam coś podać? Może coś do picia?

Pokręciłam głową.

– Nie, dzięki.

– My też podziękujemy – powiedział tata. – Czy twoi rodzice są w domu?

– Tak, w kuchni. Wejdźcie dalej.

Poszłam za Finnem do białej kuchni wykończonej na wysoki połysk. Chłopak usiadł na obrotowym krześle przy blacie, więc zrobiłam to samo, ale wolałabym, żeby Noah się pośpieszył. Dlaczego Finn go nie zawołał?

Państwo York odwrócili się. Oboje odznaczali się niewymuszoną urodą, tak samo jak ich synowie.

– To właśnie moi rodzice, Bethan i Shaun. Mamo, tato, to Scarlett i jej rodzice, Marissa i Jonathan.

Oczy pani Bethan rozbłysły.

– Scarlett! Tak fajnie w końcu cię poznać! I bardzo się cieszę, że przyprowadziłaś rodziców! Marissa, Jonathan, jak się macie?

– No to na co idziecie? – zapytała mnie starsza kopia Noaha.

– Nie mam pojęcia. Ja i moi przyjaciele robimy tak, że idziemy do kina i dopiero sprawdzamy, co grają. To już taki nasz rytuał.

– Serio? Widziałaś dużo beznadziejnych filmów?

– Mnóstwo – odpowiedziałam.

Finn się uśmiechnął, przez co zrobił się jeszcze bardziej przystojny, ale w moich oczach ciągle nie dorównywał Noahowi. No, ale ja miałam już przecież prawie obsesję na punkcie jego młodszego brata.

– Czy muszę cię pytać, jakie masz intencje co do Noaha? – zapytał, próbując zwalczyć kolejny uśmiech.

Roześmiałam się, okręciłam na krześle i ułożyłam przedramiona na blacie.

– Przyrzekam ci, że moje intencje są szlachetne.

– Okropnie go to rozczaruje. – Mrugnął do mnie okiem. – Opowiedz mi coś o sobie.

– Niewiele jest do opowiadania.

– A więc jesteś zwykłą nastolatką? Nie trzymasz w szafie żadnych trupów?

Uniosłam palec.

– Kiedy miałam dziesięć lat, ukradłam czekoladowy batonik ze sklepu ze słodyczami. Ale było mi z tym tak źle, że nie mogłam go zjeść.

Finn się roześmiał.

– Była z ciebie prawdziwa buntowniczka, co nie?

– No. Badass jak się patrzy – odparłam z idealnym amerykańskim akcentem na ostatniej sylabie.

– Tak mi się wydawało, że słyszałem trzaśnięcie drzwi – powiedział Noah. Właśnie wszedł do kuchni i szerzej otworzył oczy, kiedy zobaczył, że moi rodzice rozmawiają z jego. – Finn, dlaczego mnie nie zawołałeś?

– Gdyby układanie fryzury zajmowało ci mniej czasu, byłbyś z nami na dole i sam mógłbyś ich wpuścić, panienko.

Ach, ta braterska miłość.

– Przepraszam za mojego brata. To twoi rodzice?

Mama i tata odwrócili się i zaczęła się kolejna runda powitań.

Uważnie obserwowałam tatę. Rozluźnił ramiona i uśmiechał się, kiedy rozmawiałam z Noahem. Całe szczęście! Ewidentnie nie uważał, że Noah zaraz mnie zamorduje.

– Chyba powinniśmy już iść, żeby dzieciaki zdążyły do kina – powiedziała mama. – Fantastycznie było was wszystkich poznać. Musimy się kiedyś spotkać.

Bethan dotknęła ramienia mamy.

– Byłoby świetnie. Nie zdążyliśmy tu zawrzeć wielu znajomości.

– Gotowy? – zapytałam Noaha. – Czy potrzebujesz jeszcze czasu, żeby poprawić fryzurę?

Finn się roześmiał i uniósł rękę, żebym przybiła mu piątkę. Klasnęłam dłonią o jego dłoń, a gość, którego nie mogłam wybić sobie z głowy, krzywo na mnie spojrzał.

– Dobra. Wy dwoje nigdy więcej się nie spotkacie. – Pociągnął mnie za rękę. Zsunęłam się ze stołka. Dotyk jego miękkiej, ale zdecydowanej dłoni na mojej sprawił, że ugięły się pode mną kolana.

Szybko się ulotniliśmy, podczas gdy moi rodzice ciągle gadali z jego, i ruszyliśmy w stronę skrótu do centrum. Tak bardzo nie mogłam się doczekać spędzenia z nim czasu poza szkołą, że prawie podskakiwałam.

– Twoje ulubione święto?

– Hmm – mruknęłam. – Boże Narodzenie albo Wielkanoc. Chyba Wielkanoc.

– Dlaczego?

– Jeździmy do dziadków w odwiedziny, a oni urządzają naprawdę wielkie polowania na jajka1. Mieszkają na farmie, więc znalezienie wszystkich zajmuje nam dosłownie cały dzień. Potem rozpalamy w kominku w salonie, pijemy gorącą czekoladę i zjadamy jajka. A potem zapadamy w cukrową śpiączkę, ale i tak to kocham. To już za trzy miesiące!

Noah uśmiechnął się do mnie szeroko.

– A ty?

Zmarszczył czoło.

– Nie za bardzo obchodzimy święta. Pewnie Boże Narodzenie. A więc wyjeżdżasz na Wielkanoc?

– Yup. Do Kornwalii. Nie będzie nas od czwartku do poniedziałku po południu, ale moja paczka zazwyczaj coś organizuje w poniedziałkowy wieczór, jeśli chciałbyś wpaść.

– Co wtedy robicie? – zapytał.

Wzruszyłam ramionami.

– Po prostu się spotykamy. Imogen ma basen przy domu, więc spędzamy dzień w wodzie, a faceci przypalają żarcie na grillu.

– Pływacie na zewnątrz w kwietniu?

– Tak. W zeszłym roku było spoko, ale rok wcześniej angielska pogoda dała nam popalić.

– Ale i tak pływaliście?

– No. To taka nasza tradycja.

– Zupełnie popieprzona – mruknął. Roześmiałam się. – A urodziny? Planujesz już jakąś imprezę?

– Próbuję przekonać tatę, żebym mogła je urządzić w jakimś klubie, gdzie wpuszczają nastolatków.

– Nie chce się zgodzić?

– Boi się, że ludzie wniosą alkohol, więc wolałby, żeby impreza była u nas w domu.

– Do domu też można wnieść alkohol.

Wyrzuciłam ręce w powietrze.

– No właśnie. Ale jestem pewna, że niedługo się podda.

– Nie potrafi ci odmawiać?

Zbliżaliśmy się do kina i widziałam już naszych znajomych, stojących przed budynkiem. Chciałam spędzić z Noahem więcej czasu sam na sam.

– W ogóle. – Podeszliśmy do wszystkich. – Dotarliśmy. Hej!

– Hej – odpowiedziała Imogen i natychmiast zrobiła zupełnie niesubtelny krok w stronę Noaha. – Nie możemy wybrać między romansem a horrorem.

– Przecież już wybraliśmy – powiedział Bobby. – Nie oglądam żadnego żałosnego pitu-pitu o zakochanych, więc idziemy na slashera.

Imogen przewróciła oczami.

– W porządku. Mam to gdzieś.

– Ja nie mam nic przeciwko – powiedziałam. – A ty? – zwróciłam się do Noaha.

Uniósł brew, jakby chciał powiedzieć: „Skoro alternatywą jest romans…”.

Bobby klasnął w dłonie.

– No to ustalone. Seans zaczyna się za pół godziny, więc może skoczymy jeszcze pograć na automatach?

Jeśli liczyć trailery i reklamy, film zacznie się najwcześniej za godzinę.

Nie odpowiedzieliśmy na pytanie Bobby’ego, tylko ruszyliśmy w stronę pasażu znajdującego się naprzeciwko kina. Imogen wystrzeliła naprzód. Od zeszłego roku, kiedy ze sobą zerwali, była wobec Bobby’ego zimna jak góra lodowa. Wszystko dlatego, że to on ją rzucił. Nie spodobało jej się to. Nikt nie zrywa bezkarnie z Imogen Forest.

– Zaraz skopię ci tyłek w powietrznego hokeja. – Noah trącił mnie w łokieć.

– Pewnie tak. Jestem w tym beznadziejna.

Chris popatrzył na mnie z przyganą w oczach. Wiedział, że wcale nie jestem beznadziejna. Wręcz przeciwnie: w naszej grupie byłam najlepsza. Ale to wcale nie znaczyło, że uda mi się pokonać Noaha, więc nie chciałam, żeby się nastawił, że jestem dobra w te klocki.

– Prawda, Scar-Scar nie potrafiłaby posłać krążka w upatrzone miejsce, nawet gdyby od tego zależało jej życie.

– Wielkie dzięki, Chrissie!

Kiedy przyszłam do tej szkoły, to właśnie Chris przygarnął mnie pod swoje skrzydła, wszystko mi pokazał i wprowadził do swojej paczki, która szybko stała się również i moją.

Weszliśmy do środka i chłopaki poszli zamienić trochę kasy na żetony. Chris złapał mnie za ramię i odciągnął na bok.

– Ty i ten nowy. Coś między wami jest?

Z trudem powstrzymałam się przed szczerzeniem zębów jak idiotka i wzruszyłam ramionami.

– Nie bardzo.

– Nie bardzo? Ciągle ze sobą flirtujecie i jeszcze chwila, a zaczniecie się obśliniać. On nawet teraz na nas patrzy i próbuje się zorientować, czy coś do siebie świrujemy. Mam cię pocałować? – W oczach rozbłysły mu figlarne ogniki.

Walnęłam go w ramię.

– Ani mi się waż, Christopherze!

– W porządku, nudziaro. Jeszcze niczego z tobą nie próbował?

– Znamy się od jakichś dwóch minut.

Imogen stanęła obok nas i uniosła idealnie wyregulowane brwi.

– Może jest gejem?

– Nawet jeśli, to co? – odpowiedziałam, ale w głębi serca miałam nadzieję, że Noah jest hetero.

Chris przewrócił oczami.

– Nie jest gejem! Po prostu wie, że nie jesteś łatwa.

Wbił tym szpilę Imogen. Zasłużyła na to, bo nie zachowywała się jak przystało na najlepszą przyjaciółkę. Gdyby Noah jej się nie podobał, wspierałaby mnie podobnie jak Chris.

Wszyscy popatrzyliśmy w jego kierunku. Noah rozmawiał z kimś przez telefon, ale wzrok miał utkwiony we mnie. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, odwrócił głowę.

– Ciekawe, o co mu chodzi – powiedział Chris.

Imogen uśmiechnęła się złośliwie i wzruszyła ramionami.

– Pewnie rozmawia ze swoją dziewczyną.

– Im, zamknij się.

Noah rozłączył się, wsunął komórkę do kieszeni i podbiegł do nas.

– Wszystko okej? – zapytałam. „Błagam, niech on nie ma dziewczyny”. Gdyby miał, oznaczałoby to, że zachowywał się jak ostatni dupek. Ciągle przecież ze sobą flirtowaliśmy i wymienialiśmy SMS-y.

– Tak, pewnie – odpowiedział i swobodnie zarzucił mi rękę na ramiona. To był przyjacielski gest, ale i tak sprawił, że cała się w środku rozpłynęłam. Imogen przewróciła oczami i odwróciła się od nas. Miałam gdzieś, co sobie myśli.

Podeszliśmy do stołu do gry. Noah ciągle mnie obejmował, a Chris puszczał do mnie oczka. Nie narzekałam.

Wielkanocna zabawa w krajach anglosaskich. Dorośli ukrywają jajka (najczęściej z czekolady, ale również ugotowane na twardo lub plastikowe) w ogrodzie lub w domu, a zadaniem dzieci jest znaleźć ich jak najwięcej. Na koniec czasem przyznaje się nagrody za różne osiągnięcia, np. dla tego, kto zebrał największą liczbę jajek lub tego, kto zrobił to najszybciej. [wróć]

ROZDZIAŁ 3

Noah

Siedziałem na kolejnej mało odkrywczej lekcji o literaturze angielskiej. Nudziłem się jak mops. Przez te dwa tygodnie, odkąd byłem w zwykłej szkole, jeszcze ani razu nie mieliśmy lekcji poza klasą. A przecież nauka to coś więcej niż czytanie podręczników.

Scarlett siedziała obok mnie. Pilnowałem tego tak bardzo, że teraz jej przyjaciele zostawiali dla mnie wolne miejsce, jeśli nie zdążyłem przyjść do klasy przed nimi. Nie wyglądało na to, żeby Scarlett miała z tym jakiś problem.

Nie dziwiło mnie, że czytaliśmy Szekspira, ale naprawdę nie mogłem zrozumieć, czemu po skończeniu Romea i Julii mieliśmy jeszcze oglądać film. Jakby nauczyciele zupełnie się poddali.

Imogen odwróciła się do nas i zapytała:

– Kino i automaty wieczorem?

– Mam szczerą nadzieję, że przeszkodziłaś klasie dlatego, że miałaś coś do powiedzenia o Montecchich i Capuletich – powiedział nauczyciel.

Imogen odwróciła się z grymasem na twarzy i wymamrotała:

– Przepraszam, panie Stevenson.

– Dzisiaj też z nami pójdziesz? – wyszeptała Scarlett, kiedy nauczyciel na nowo zajął się przy biurku tym, co robił wcześniej.

– Pomyślałem, że może moglibyśmy iść gdzieś razem.

Scarlett zamrugała trzy razy, zanim odpowiedziała:

– Wtedy też poszliśmy razem.

– Wiem, ale byli z nami inni.

Beznadziejnie jej szło ukrywanie uczyć. Otworzyła szerzej oczy i zmieniła postawę ciała.

– A co chcesz robić?

– Chciałbym zabrać cię na spacer.

– Spacer?

– Tak – odpowiedziałem z uśmiechem. Do tej pory nie spędzaliśmy czasu tylko we dwoje, bo zawsze towarzyszyli nam jej przyjaciele. Potrzebowałem pobyć z nią na osobności. – Obiecuję, że ci się spodoba.

Zmarszczyła nos.

– Wątpię, ale dobrze.

Oczywiście, że się zgodziła.

– Świetnie. Przyjdę po ciebie o czwartej, żebyś miała czas przebrać się po szkole.

Kiwnęła głową i wróciła do lektury. Było jasne, że nie miała ochoty na spacer, ale chciała spędzić ze mną czas. Musiałem nauczyć się, jak przekonywać ją do różnych rzeczy.

Zadzwonił dzwonek oznajmiający przerwę obiadową. Zamknąłem książkę, którą przeczytałem już w wieku dziewięciu lat, i schowałem ją do plecaka.

– Jesteś głodna? – zapytałem Scarlett, kiedy wychodziliśmy z klasy.

– Okropnie. Na pewno wezmę dzisiaj frytki.

– Wiesz, że smaży się je w strasznej ilości oleju.

– Tak – odpowiedziała.

Tego też nie rozumiałem. Tylu ludzi nie dba o to, co znajdzie się w środku ich ciała. Zjadają nawet rzeczy, o których wiadomo, że są niezdrowe.

– A ty co zjesz? Znowu sałatkę?

– Pewnie tak – odpowiedziałem. To było jedyne danie, co do którego miałem pewność, że nie ocieka chemikaliami i konserwantami. – Smakuje mi. Powinnaś jej kiedyś spróbować.

Scarlett zatrzymała się.

– Myślisz, że powinnam zamienić frytki na sałatkę?

– Co jest z tobą nie tak, Noah? – warknęła Imogen. – Jak możesz jej mówić, że jest gruba?

– Nigdy czegoś takiego nie powiedziałem. – Odwróciłem się do Scarlett. – Wiesz, że nie o to mi chodziło. – Zmarszczyła brwi, a ja spanikowałem. Dotknąłem jej ramienia i uśmiechnąłem się. – No weź, nie sądzisz chyba, że właśnie to miałem na myśli. Nie musisz w sobie zmieniać absolutnie niczego. Chodziło mi tylko o aspekt zdrowotny, nie o to, żebyś się odchudzała.

– Scarlett, chodź ze mną – rzuciła Imogen i spojrzała na mnie spode łba.

– Dlaczego ona cię odciąga? Wyjaśniłem już to nieporozumienie. – Pogłaskałem Scarlett kciukiem po ramieniu.

– Im, wszystko w porządku? Wiem, o co mu chodziło.

– Ty tak serio? Wiem, że nie jesteś przyzwyczajona do tego, że faceci zwracają na ciebie uwagę, ale to jest po prostu śmieszne.

Scarlett skurczyła się w sobie i przygryzła wargę. Miałem ochotę się odgryźć i powiedzieć Imogen dokładnie, co o niej myślę, ale pewnie nie zapunktowałbym tym u Scarlett.

– Chyba powinnaś iść poszukać Bobby’ego i Chrisa, zanim jeszcze bardziej zranisz swoją najlepszą przyjaciółkę – stwierdziłem.

– To jakiś żart. Scarlett, czemu pozwalasz, żeby on robił z ciebie takie popychadło? – powiedziała Imogen.

– Wcale jej tak nie traktuję! To ty tak robisz.

Imogen uniosła ręce.

– Niech ci będzie.

Odczekałem, aż odejdzie, i zapytałem Scarlett:

– Wszystko w porządku?

– Tak – odparła. – Myślisz, że Im odezwie się do mnie w najbliższym czasie?

– Szczerze mówiąc, sądzę, że to ona powinna się martwić, czy ty odezwiesz się do niej. Nie miała prawa tak się na tobie wyżywać.

Scarlett wzruszyła ramionami.

– Ona tak czasem ma.

Zazgrzytałem zębami i puściłem jej ramię. Czemu nie była bardziej asertywna?

– W każdym razie przykro mi, że w jakiś tam sposób wziąłem w tym udział. – Wyminąłem ją, żeby stanąć z nią twarzą w twarz.

Scarlett spojrzała na mnie i przygryzła wargę. Jej ciemnoniebieskie oczy błyszczały. Naprawdę była wyjątkową pięknością. Im dłużej się w nią wpatrywałem, tym mocniej biło mi serce.

– To nie była twoja wina – wyszeptała. Jej wzrok osunął się na moje usta, a potem wrócił do moich oczu.

Zalała mnie fala gorąca. Też chciałem ją pocałować. Była bardzo pociągająca, taka słodka i czysta. Ale nie mogłem tego zrobić. Jeszcze nie. Musiałem pamiętać, co tutaj robię.

Wypuściłem powietrze z płuc.

– Chodźmy po te twoje frytki.

Uśmiechnęła się szeroko i odpowiedziała:

– Nie, chyba jednak wezmę sałatkę, skoro ktoś tu daje sobie głowę uciąć, że nie smakuje okropnie.

Ze śmiechem położyłem dłoń na jej plecach i poprowadziłem ją do baru sałatkowego w stołówce.

– Zdecydowanie nie smakuje okropnie.

Po szkole wróciłem do domu przebrać się w cieplejsze ciuchy i buty trekkingowe i poszedłem po Scarlett.

Otworzyła mi drzwi ze smętną miną.

– Czy to dobry strój na spacer? – zapytała.

– Tak, świetnie wyglądasz. – Miała na sobie polarową kurtkę, wąskie dżinsy i kozaki.

– No to chodźmy.

– Twoi rodzice są w domu? Może powinienem im najpierw powiedzieć, dokąd idziemy?

Scarlett zachichotała i pokręciła głową.

– Oboje są jeszcze w pracy. Ale powiedziałam Jeremy’emu.

– Okej, to ruszajmy.

– A gdzie dokładnie?

– Przecież to tu jest tak pięknie. Połazimy trochę po okolicy. Obiecuję, że odstawię cię do domu przed zmrokiem.

Kiedy ruszyliśmy ścieżką, wziąłem ją za rękę. Scarlett była ciepła i pociągająca i tak bardzo nie potrafiła ukryć uśmiechu, że aż zachciało mi się śmiać. Lubiłem czuć ciężar jej dłoni w mojej.

– Dobra. Nigdy wcześniej nie spacerowałam po okolicy, w której mieszkałam.

– Dlaczego?

– No cóż, często zmienialiśmy miejsce pobytu, kiedy byłam mała. Tutaj mieszkamy od trzech lat i to najdłuższy okres bez przeprowadzki w moim życiu.

– Naprawdę? Dlaczego tak często się przeprowadzacie?

– Przez pracę taty.

– Aha. – Odwróciłem wzrok. Zastanawiałem się, czy jej rodzice kiedykolwiek zdradzą jej prawdziwy powód tych częstych zmian. – Myślisz, że kiedyś stąd wyjedziecie?

– Nie jestem pewna. Wygląda na to, że rodzice zapuścili tu korzenie, więc mam nadzieję, że nie. Znalazłam tu przyjaciół.

– Wcześniej ich nie miałaś?

– No, nie było sensu. Ciągle się przeprowadzaliśmy i traciłam kontakt ze znajomymi, więc w końcu przestałam próbować się do kogokolwiek zbliżać.

Wyczułem smutek w jej głosie. Gdyby Scarlett nie została uprowadzona, nigdy nie dowiedziałaby się, co to samotność.

– Ja moich starych przyjaciół znam od dziecka. Jesteśmy zgraną paczką. Nie wyobrażam sobie, jakby to było dorastać tylko z bratem.

Scarlett leniwie uniosła jedno ramię.

– Nie wiedziałam, że można żyć inaczej, więc mi to nie przeszkadzało.

– Przed pożarem też się tak często przeprowadzaliście?

– Nie… nie wydaje mi się, ale nie jestem pewna. Mogę się mylić.

– Niewiele wiesz o tamtym okresie?

– Nic nie pamiętam – przypomniała mi.

– Ale rodzice musieli ci opowiadać o waszym życiu!

– Pewnie tak.

Dlaczego ona nie chce sobie przypomnieć? Chciałem… Nie, musiałem sprawić, żeby sobie przypomniała.

– Może pewnego dnia odzyskasz wspomnienia.

Na pewno tak się stanie. Zamierzałem delikatnie, ale często wracać do tego tematu, żeby w końcu sobie przypomniała.

Szliśmy ogólnodostępną ścieżką, która wiła się między polami i lasami. Natura była mi tak bliska, że uspokajała mnie wewnętrznie. Bardzo tęskniłem za swoją wspólnotą, ale wśród przyrody, otoczony jej siłami, wyczuwałem łączącą nas więź.

Już niedługo Scarlett też się dowie, jak to jest.

ROZDZIAŁ 4

Noah

Nigdy wcześniej nie ekscytowała mnie perspektywa spotkania z dziewczyną, ale gdy poznałem Scarlett, zaledwie trzy tygodnie wcześniej, zawładnęły mną uczucia, które – jak kiedyś sądziłem – miałem poznać dopiero na późniejszym etapie życia. Nie powinienem nic do niej czuć. To miało w ogóle nie być możliwe.

Zadzwonił dzwonek do drzwi. Wytarłem dłonie w dżinsy. To na pewno ona.

Rodzice siedzieli na sofie – oboje coś czytali. Spojrzeli na mnie i uśmiechnęli się.

– Gotowy, Noah? – zapytał tata.

Kiwnąłem głową i wstałem.

– Jak zawsze.

Wiele zależało od tego, czy uda mi się przekonać do siebie Scarlett. Musiałem poradzić sobie z tym zadaniem. Zerknąłem w lustro w holu, odetchnąłem głęboko i zapodałem sobie w myślach motywującą gadkę. Myśli o domu dodawały mi siły. Od mojej wspólnoty dzieliło mnie wiele kilometrów, ale napędzała mnie świadomość, że wszyscy jej członkowie stoją za mną murem.

Otworzyłem drzwi. Scarlett stała na progu z torbą z zakupami i równie szerokim uśmiechem jak mój. Jej towarzystwo było oszałamiającym doświadczeniem.

Kwiecień nadszedł szybko. Kochałem wiosnę, kiedy wszystko wracało do życia, a powietrze stawało się o wiele cieplejsze.

– Gotowy na wieczorek filmowy? Nie mogę uwierzyć, że nigdy wcześniej nie spędzałeś czasu z przyjaciółmi przed telewizorem.

Wzruszyłem ramionami i poprowadziłem ją do środka.

– Wolę przebywać na świeżym powietrzu.

– No cóż, omijało cię coś wspaniałego.

– Scarlett, cześć! – Mama wyszła z salonu akurat wtedy, kiedy Scarlett wchodziła do domu. Powinni z tatą przestać tak często pojawiać się znienacka w jej obecności, bo w końcu zacznie to dziwnie wyglądać.

– Dobry wieczór, pani York.

– Miałaś mówić mi po imieniu, pamiętasz? – odparła mama.

Scarlett pokiwała głową.

– Tak.

– Jakie macie plany na dzisiaj?

Scarlett uniosła torbę z zakupami.

– Wieczór filmowy i przekąski.

– Brzmi świetnie. Noah, drzwi do twojego pokoju mają być ciągle otwarte.

Zmarszczyłem czoło. Ponoć mi ufali, ale za każdym razem, kiedy mówili mi, że mam zostawić otwarte drzwi albo żebym zwolnił tempo, czułem, że mnie osądzają i że moja lojalność podawana jest w wątpliwość. Wiedziałem, jak mam to rozegrać. Nic nie schrzanię.

Lubiłem Scarlett, tak. Mogłem oszukać moją rodzinę, ale nie siebie. To jednak wcale nie znaczyło, że dla nastoletniego zauroczenia zrezygnuję z całego mojego życia.

– Dobrze – odpowiedziałem trochę ostrzejszym tonem, niż zwykle odzywałem się do rodziców. „Zaufajcie mi”. Mama skinęła krótko głową i wróciła do salonu. – No to chodź na górę, pokaż mi, jak dobrze można się bawić przed telewizorem.

Scarlett uśmiechnęła się, wyminęła mnie i skierowała się na schody, a potem prosto do mojego pokoju. Nie mogłem się powstrzymać przed patrzeniem na nią. Była dość niska, ale dzięki zgrabnym nogom i szczupłej sylwetce wydawała się wyższa. Włosy w kolorze przyćmionego brązu opadały jej na plecy luźnymi, splątanymi falami.

– No dobra. – Odwróciła się do mnie, kiedy dotarliśmy do pokoju. – Co chcesz najpierw obejrzeć: Batmana: Początek czy Spider-Mana?

Wzruszyłem ramionami.

– Żadnego nie widziałem. Sama wybierz.

– Co? Nie widziałeś ani Batmana, ani Spider-Mana? Żadnego filmu?

– Nie.

– Noahu York, gdzieś ty żył przez ostatnie szesnaście lat?

Zmusiłem się do śmiechu i wyjąłem z jej wyciągniętej w moim kierunku ręki pudełko z Batmanem.

– Najpierw ten.

– Okej, wiem, że przynajmniej jadłeś kiedyś popcorn, ale błagam, powiedz, że oreo też.

Uśmiechnąłem się szeroko i odpowiedziałem:

– Wychowałem się na dość odosobnionej farmie na malutkiej wysepce, ale nie byliśmy aż tak odcięci od świata. – Kłamałem. Dopóki Scarlett nie pokazała mi pudełka tych ciastek, nie miałem pojęcia, czym jest oreo.

– No, sama nie wiem, nie oglądasz za dużo telewizji, nigdy nikogo nie zaprosiłeś na wieczorek filmowy, nie jadasz śmieciowego żarcia i nigdy nie miałeś dziewczyny.

– Ale to zabawne, że poznałem cię trzy tygodnie temu, a już udało mi się zmienić status wszystkich tych punktów. – Serce mi stanęło, kiedy uświadomiłem sobie, co powiedziałem. Wiedziałem, że muszę doprowadzić sprawy do etapu dziewczyny/chłopaka, ale nie sądziłem, że dojdzie do tego w taki sposób. Scarlett miała czuć się przy mnie jak ktoś wyjątkowy. Nasza relacja musiała być romantyczna. I to nie tylko dlatego, że bezwzględnie potrzebowałem jej absolutnego zaufania.

Niestety, uwadze Scarlett nie umknęło moje małe przejęzyczenie. Patrzyła na mnie uważnie w ciszy.

– Zrobiłeś już to wszystko?

– A chcesz tego?

Zmarszczyła brwi.

– Nie ma mowy, to ja zapytałam pierwsza.

Ze śmiechem położyłem na łóżku najpierw filmy, a potem torbę, którą wciąż ściskała w rękach, i pochyliłem głowę, żeby nasze twarze znalazły się na tym samym poziomie.

– No cóż, myślę, że to całkiem niezły pomysł.

– Znamy się tak krótko – odpowiedziała cicho, niemal szeptem.

– Wiem, ale podoba mi się to, co widziałem do tej pory. Przecież nie pytam, czy za mnie wyjdziesz. Nie musimy być razem do końca życia. Słuchaj, to wszystko jest dla mnie bardzo nowe, ale lubię cię i chciałbym zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja między nami.

Twarz rozświetlił jej uśmiech, od którego prawie stanęło mi serce. Wcale nie pomogło mi to utrzymać na wodzy moich uczuć.

– Skoro tak się sprawy mają, wchodzę w to – odpowiedziała Scarlett.

Wpatrywaliśmy się w siebie jak para przygłupów, a atmosfera między nami coraz bardziej gęstniała. Powinienem ją pocałować. Nigdy wcześniej nie całowałem się z dziewczyną. Ona miała kiedyś chłopaka, więc prawdopodobieństwo, że już się z kimś kiedyś całowała, było wysokie. Nie chciałem wyjść na niedoświadczonego idiotę.

Ale nadeszła już pora. Dość długo pozwalałem, żeby sytuacja rozwijała się z minimalnym tylko kontaktem fizycznym. Scarlett chciała, żebyśmy posunęli się dalej, i to od jakiegoś czasu, ale ja nie zamierzałem się śpieszyć, żeby to, co jest między nami, nie wypaliło się zbyt szybko.

Sięgnąłem po nią, delikatnie złapałem ją za biodra i przyciągnąłem do siebie. Jej dłonie oparły się o moją klatkę piersiową. Rozłożyła palce, a następnie przesunęła je na moje ramiona. Tak, na pewno robiła to już wcześniej.

Pochyliłem się. Moje serce zaczęło bić jak szalone, kiedy poczułem na wargach jej oddech. To były dla mnie zupełnie nieznane wody, ale kiedy staliśmy tak blisko siebie, kiedy trzymałem ją w ramionach, czułem, że to najnaturalniejsza rzecz pod słońcem. Przerażało mnie to. Uczucia, które do niej żywiłem, niemal mnie obezwładniały, chciałem uciec i się przed nimi schować. Rozumiałem miłość. Czułem ją do bardzo wielu ludzi. To jednak było czymś zupełnie innym. Przyprawiało mnie o mętlik w głowie, podniecało mnie i przerażało, i zaskakiwało swoją siłą.

Kiedy nie mogłem dłużej wytrzymać napięcia, przyciągnąłem ją jeszcze bliżej, żeby zniknęły te ostatnie centymetry dystansu między nami. Usta Scarlett były gładkie i miękkie, idealnie dopasowały się do moich. Emanowało od niej ciepło i czułem się w jej obecności, jakbym trafił do domu. Wcześniej nie potrafiłem sobie wyobrazić takich uczuć.

Jej dłonie wsunęły się w moje włosy, a ja jeszcze mocniej przytuliłem ją do siebie. Przesunąłem językiem po jej dolnej wardze, a ona owinęła sobie dłuższe kosmyki z tyłu mojej głowy wokół palców. Im dłużej ją całowałem, tym mocniej biło mi serce. Odsunęliśmy się od siebie w tym samym momencie.

Po raz pierwszy zobaczyłem, że ona naprawdę jest światłem.

– No to… Batman? – zapytałem. Odchrząknąłem i dalej trzymałem ją w ramionach. Próbowałem kontrolować oddech i nieregularne tętno, żeby nie domyśliła się, jak bardzo na mnie działa.

Scarlett kiwnęła głową z uśmiechem tak zachwycającym, jakby należał do gwiazdy filmowej, i powiedziała:

– To świetny film.

Pocałowałem ją niewinnie i wypuściłem z objęć.

– Rozgość się, włączę go.

Scarlett przysunęła się bliżej mnie, kiedy usiadłem na łóżku. Wcześniej była między nami niewielka przerwa, ale teraz jej ręka mocno dotykała mojej na całej długości. Pragnąłem jednocześnie dwóch przeciwstawnych rzeczy: żeby była jeszcze bliżej mnie i dalej.

– Gotowy na pierwszy w twoim życiu wieczorek filmowy? – zapytała, kiedy zaczął się film.

Tak bardzo chciałem otoczyć ją ramieniem. Czułem zapach jej owocowego szamponu, co z jednej strony wprowadzało chaos w moje myśli, a z drugiej mnie uspokajało.

– Gotowy – skłamałem. To, co się między nami działo, było prawdziwe, a ja absolutnie nie czułem się na to przygotowany.

Zbliżała się Wielkanoc, a ja w końcu mogłem zobaczyć na własne oczy, jak bardzo Scarlett kocha to święto. Jej pokój był dosłownie zawalony pisankami, kurczaczkami i zajączkami. Splecione ze sobą jasnoniebieskie i żółte szarfy wisiały na ścianie nad jej łóżkiem.

Jej entuzjazm był zarazem słodki i uzależniający. Odkąd zostaliśmy parą, moi rodzice mieli nas z daleka na oku. Jej rodzice pilnowali nas… z całkiem bliska. Chociaż bardzo chciałem spędzać z nią czas sam na sam i tak, by nikt nam nie przerywał, rozumiałem, czemu jej rodzice stosowali zasadę szeroko otwartych drzwi.

Leżała obok mnie i oglądała Transformers. Wieczorki filmowe stały się dla nas pewnego rodzaju tradycją. Nie mieliśmy w domu telewizora, kiedy byłem dzieckiem, więc Scarlett uparła się, że pokaże mi wszystko, co mnie wcześniej ominęło. Nadal wolałem spędzać czas na świeżym powietrzu, ale kochałem wszystkie chwile z nią, bez względu na to, co robiliśmy.

– Pamiętam, że w dzieciństwie bawiliśmy się z bratem transformersami. Strasznie kłóciłem się z Finnem o to, kto dostanie takiego żółtego. Przynajmniej tak mi się wydaje, że to były transformersy.

Spojrzała na mnie z mojego ramienia, na którym oparła głowę.

– Nie potrafię sobie wyobrazić, że kłóciłeś się z Finnem. Jesteście ze sobą tak blisko!

– Wierz mi, kiedyś często darliśmy koty. A ty i Jeremy?

– Dogadywaliśmy się lepiej w dzieciństwie. Nie wiem, czy kłóciliśmy się przed pożarem. Pewnie tak.

Przyglądałem się jej przez jakąś minutę, tonąc w spojrzeniu ciemnoniebieskich oczu. Miały niesamowity kolor, jak niebo o północy. Były piękne.

– No co? Ciągle ci się wydaje, że to dziwne, że nic nie pamiętam, nie? – zapytała Scarlett.

– Nie, pewnie, że nie! Dziwne wydaje mi się tylko to, że nie chcesz sobie przypomnieć, nie to, że nic nie pamiętasz.

Usiadła prosto i przybrała defensywną pozę.

– Chcę sobie przypomnieć! Po prostu tego nie potrafię. Próbowałam kilka razy przez te wszystkie lata, ale zawsze frustruje mnie to tak bardzo, że zaczynam świrować. Sprawia mi to ból, Noah. Fizyczny też, bo od tych prób zawsze boli mnie głowa.

– W porządku – powiedziałem. – Przepraszam. Ale gdybyś jednak chciała sobie przypomnieć, mogę ci pomóc. Może jakoś uda mi się zdjąć z ciebie trochę tej presji. Nie podoba mi się myśl, że czegoś pragniesz, ale za bardzo się boisz, żeby po to sięgnąć.

Ściągnęła usta.

– Jeśli kiedykolwiek zdecyduję się na jeszcze jedną próbę, na pewno ci o tym powiem.

Uniosłem ręce i powiedziałem:

– Dobrze, przepraszam. Nie chciałem cię zdenerwować.

– Możemy wrócić do filmu?

Oparłem się o zagłówek i wyciągnąłem do niej rękę. Z lekkim oporem położyła się koło mnie i jak wcześniej wtuliła w mój bok. Coś było nie tak, a ja uświadomiłem sobie, że nie lubię, kiedy Scarlett się na mnie złości, nawet jeśli to nigdy nie trwa długo.

– Przepraszam – wyszeptałem znowu i pocałowałem ją w czubek głowy. Musiałem to naprawić. Czułem się fatalnie i wiedziałem, że dopóki tego nie zrobię, nie poprawi mi się humor.

– Wszystko w porządku – odpowiedziała Scarlett. Przytuliła się do mnie mocniej i pociągnęła nosem, jakby mnie wąchała. Zamknąłem oczy. Lubiłem widzieć i czuć dowody jej uczuć względem mnie.

To była nasza pierwsza prawdziwa kłótnia, pierwszy raz, kiedy odsunęła się ode mnie ze złości. Chciałem zrobić wszystko, co w mojej mocy, żeby nigdy więcej nie doszło do takiej sytuacji, chociaż wiedziałem, że to niemożliwe.

ROZDZIAŁ 5

Scarlett

Byłam na totalnym haju. To ostatni dzień szkoły przed Wielkanocą. Noah i ja szliśmy korytarzem za Imogen, Chrisem i Bobbym, trzymając się za ręce.

Za dwa dni wyjadę na weekend do dziadków i chociaż będę tęsknić za moim chłopakiem, nie mogłam się tego doczekać. Myślałam tylko o polowaniu na jajka. Pewnie znajdziemy nawet kilka z zeszłego roku. Co z tego, że robiliśmy się coraz starsi, i tak zawsze z radością chwytaliśmy koszyk i wyruszaliśmy na poszukiwania.

– Zobaczymy się na obiedzie – powiedział Noah, kiedy musieliśmy się rozstać, żeby iść na różne lekcje.

Imogen wciągnęła mnie przez drzwi i zajęłyśmy miejsca. Ciągle nie bardzo się jej podobało, że Noah był ze mną i w ogóle nie zwracał na nią uwagi. Starałam się nie dopuszczać do tego, żeby psuło mi to humor, ale wkurzało mnie, że nie potrafiła się cieszyć moim szczęściem. Gdyby miała teraz chłopaka, na pewno by się tak nie zachowywała.

– Już się z nim przespałaś? – zapytała.

Zaniemówiłam z wrażenia. Imogen dość beztrosko podchodziła do takich tematów, ale nie spodziewałam się, że zapyta mnie o to prosto z mostu, zwłaszcza że Noah i ja byliśmy razem dopiero od kilku tygodni, a to byłby mój pierwszy raz.

– Nie, ale dzięki, że pytasz.

Przewróciła oczami.

– Nie zachowuj się jak cnotka. Myślisz, że faceci tacy jak Noah czekają na seks w nieskończoność?

– Myślę, że nie zmuszam go do czekania w nieskończoność. Zresztą Noah wcale taki nie jest. – Naprawdę nie był. Nie rzucał dwuznacznych uwag na prawo i lewo i zwykł rozmawiać z dziewczynami, a nie z ich biustami. Bardzo mnie szanował i ani razu nie wspomniał o seksie. Nie wiedziałam, co mu siedzi w głowie – chociaż kiedy się całowaliśmy, chyba mogłabym zgadnąć – ale nie był z tych, którzy nachalnie nagabują.

– Pewnie, że nie. Aleś ty naiwna, Scarlett.

– Noah nie jest takim facetem, do jakich ty jesteś przyzwyczajona. Nie wszyscy są tacy sami!

– Wow, wielkie dzięki za tę uwagę!

– Weź, przestań! Nie możesz twierdzić, że chłopak mnie rzuci, jeśli się z nim zaraz nie prześpię, a potem się obrażać, kiedy mówię ci prawdę. Jesteś moją przyjaciółką, więc będę z tobą szczera i powiem ci, że zachowujesz się jak ostatnia świnia. Co chwilę masz złamane serce, bo wyszukujesz facetów, którym zależy tylko na jednym, chociaż świetnie wiesz, co to za typy. No sorry, ale przez takie zachowanie nie bardzo masz prawo, żeby narzekać albo mnie oceniać.

Pan Waters rozpoczął lekcje, a ja nigdy wcześniej nie byłam taka szczęśliwa, że siedzę na matematyce. Imogen udawała, że pochłonęły ją równania, które mieliśmy rozwiązać, ale wiedziałam, że chciała jedynie pokazać, że mnie ignoruje. Nie lubiłam sprawiać mojej przyjaciółce przykrości, ale nie zamierzałam też potulnie znosić tego, jak obrzuca mnie gównem.

W kieszeni zawibrował mi telefon, ale nauczyciel na szczęście pomagał komuś na drugim końcu sali, więc tego nie usłyszał. Wysunęłam telefon i otworzyłam wiadomość. Pochodziła, oczywiście, od Noaha. „U mnie po szkole. Wolna chata”.

Rzadko mieliśmy okazję, żeby być gdzieś sam na sam, więc natychmiast odpowiedziałam mu krótkim „tak” i schowałam komórkę.

Lekcje mijały mi o wiele za wolno, ale tylko dlatego, że był to ostatni dzień przed feriami. Moja mama zgodziła się na wszystko pod warunkiem, że „wrócę przed dziewiątą”, więc Noah i ja poszliśmy do niego prosto po szkole. Nie przyznałam się Imogen, że Noah zaprosił mnie do siebie pod nieobecność rodziców, bo popatrzyłaby na mnie z miną spod znaku „A nie mówiłam”, a wcale mi na tym nie zależało. Zresztą to w ogóle nie była jej sprawa.

– Gdzie są twoi rodzice i Finn? – zapytałam.

– Mama i tata pojechali odwiedzić przyjaciół i wrócą dopiero jutro wcześnie rano, a Finn umówił się na randkę z jakąś dziewczyną z pracy. Mam nadzieję, że nie wróci do domu zbyt wcześnie.

– Na pewno nie, chyba że ta randka wyjątkowo im się nie uda.

Noah uścisnął moją rękę.

– Miejmy więc nadzieję, że się sobie spodobają.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki