Sanatorium - Marek Konarski - ebook

Sanatorium ebook

Marek Konarski

4,0

Opis

Nieważne, kim jest przeciwnik. Ważne, by drużyna zawsze była razem.

Trzej najlepsi kumple – Krążek, Basti i Michu. Mają po siedemnaście lat i właśnie rozpoczynają kolejne wspólne wakacje w słonecznej Gdyni. Połączeni futbolową pasją, na osiedlowym boisku są nie do pokonania. Wszystko się zmienia, gdy do ich świata ponownie wkracza widmo śmierci. Dla ciężko chorego ojca Krążka jedynym ratunkiem jest leczenie w amerykańskiej klinice, które wiąże się z ogromnymi kosztami… Od tej pory w głowach nastolatków plącze się tylko jedna myśl: jak zdobyć pieniądze? Walka ich drużyny z nowym, dużo silniejszym przeciwnikiem właśnie się rozpoczęła…

Byli w opałach. To nie ulegało wątpliwości. Nie pierwszy raz się to zdarzało. Przywykli do tego. Mieli jednak zasadę: nigdy się nie poddawać! Grali już razem od lat. Na osiedlowych boiskach ich piątka nie miała sobie równych. Jeśli brakowało im techniki, nadrabiali sprytem. Zmęczenie zamieniali w determinację, a każde prowadzenie przeciwnika potrafili przekształcić w prawdziwie sportową wściekłość. W rezultacie wygrywali większość meczów w nieformalnej lidze osiedlowej.

Marek Konarski
Rodowity Gdynianin. Pasjonat sportów ekstremalnych oraz miłośnik kuchni włoskiej. Lokalny patriota, dla którego rodzinne miasto stanowi główną inspirację w twórczości. Jak wspomina sam Autor, najlepsze koncepcje prowadzonych przez niego prac pojawiają się podczas zażywania długich kąpieli pod prysznicem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 283

Rok wydania: 2021

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (2 oceny)
1
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
dagmara-rek

Całkiem niezła

Książka mówiąca o przyjaźni nastolatków. Dorosły człowiek czytając ją może się zanudzić. Stwierdzam że jest to książka taka ‚zapchajdziura’. Mimo wszystko polecam by przeczytały ją młode osoby. Dzięki niej mogą zobaczyć czym jest prawdziwa przyjaźń i walka o życie innej osoby.
10



PROLOG

ROZGRZEWKA

Darek wpatrywał się w twarze chłopaków. Długo. Cierpliwie. Dopóki nie pojawiło się na ich obliczach zakłopotanie. Dopiero wtedy odpuścił. Spojrzał w bok, jakby chciał dać im odetchnąć chociaż na chwilę. Pilnował się przy tym bacznie, żeby nie wymsknął mu się nawet mały uśmieszek. Jeszcze na to nie zasłużyli.

– Darek. – Usłyszał za plecami.

Odwrócił się, a jego wzrok napotkał zmęczone oblicze komendanta policji. Stary, dobry Stach! Zawsze siedział w pierwszej ławce jak rasowy prymus i dochrapał się wysokiego stanowiska. Pan Komendant Policji.

– Musisz podpisać w kilku miejscach – oświadczył funkcjonariusz. – W zasadzie to powinienem zadzwonić także po rodziców pozostałych chłoptasiów.

– Daj spokój. – Darek pokręcił głową.

A jeszcze niedawno to mały Staś przychodził do Darka i kumpli, prosząc, żeby się z nim pobawili. Teraz inni przychodzili prosić Stacha. Życie potrafi przynosić różne niespodzianki. Nigdy nie wiadomo, kto w końcu stanie się proszącym, a kto zajmie miejsce proszonego.

– Pamiętaj, że robię to tylko dla ciebie. – Komendant nieco teatralnie pogroził palcem. – I przymykam oko ostatni raz. Oni trafiają tu ostatnio stanowczo za często. Rozumiem, że to wybryki rozwydrzonych młodzieniaszków, ale są jakieś granice. Weź ich w końcu za… – Machnął zrezygnowany ręką. – Żebym ich tu więcej nie oglądał!

Darek znowu spojrzał na siedzących pod ścianą chłopaków. Nie wyglądali na przestraszonych. Za to z każdej strony wychodziło z nich zmęczenie.

– Dzięki, Stachu. – Uścisnął dłoń kolegi ze szkolnych lat i machnął na nastolatków.

Zrozumieli błyskawicznie i zerwali się z krzeseł. Gdy wychodzili z komendy, przywitał ich słoneczny poranek. Gdynia uśmiechała się do nich bezchmurnym niebem i upałem.

Darek zatrzymał się na schodkach przed komisariatem. Przeciągnął się, ziewając szeroko.

– Ja was ukatrupię! – rzucił. – Jestem po nocce. Kiedy mam się wyspać?

Odpowiedziały mu tylko wzruszenia ramion. Pokręcił z niedowierzaniem głową i ruszył w kierunku czarnej skody fabii, która najlepsze lata miała już najwyraźniej za sobą. Chłopaki poczłapały za mężczyzną.

Gdy tylko drzwi samochodu zamknęły się za ostatnim wsiadającym, Darek odwrócił się w kierunku tylnego siedzenia.

– I co ja mam z wami zrobić? – zapytał. – Czy nie możecie się powstrzymać od tego, żeby coś przeskrobać? Jeszcze jeden taki wybryk i nie pomoże, że komendant jest moim znajomym.

Milczeli. Co zresztą mogli odpowiedzieć? Tymczasem Darek ciągnął dalej:

– Ile razy mam wam tłumaczyć, żebyście nie robili dymu na mieście? Czy wy mnie lekceważycie? Ile razy można powtarzać?

Z każdym wyrzucanym przez Darka zdaniem chłopaki zwieszały głowę bardziej i bardziej. W końcu nie dało się już niżej. Pozostało im tylko czerwienić się coraz mocniej. Dali plamę, to było pewne!

– No dobra, macie szczęście, że jest jeszcze wcześnie, bo o trzynastej gramy mecz. Tam już nie może być żadnej lipy! – oświadczył szorstkim głosem Darek.

Dłużej już nie mógł wytrzymać. Parsknął śmiechem. Chłopcy spojrzeli na niego ze zdziwieniem. Po chwili oni również się uśmiechali. Stara skoda fabia trzęsła się od śmiechu prawdziwego i niewinnego. To śmiech przyjaciół, którzy byli razem na dobre i złe. Po prostu…

ROZDZIAŁ 1

PIERWSZY GWIZDEK

– Plecy! – krzyknął Darek. – Plecy!

Krążek, który był przy piłce, nie zdążył jednak zareagować. Chudy dryblas czający się z tyłu Krążka umiejętnie wyłuskał piłkę spomiędzy nóg przeciwnika, odepchnął go ciałem i pognał w kierunku bramki, na której stał Darek. Wyglądało na to, że trzeba przygotować się na najgorsze. Wyrostek rozpędzał się coraz bardziej. Piłkę prowadził pewnie, tuż przy nodze. Widać było, że jest zdeterminowany i wyjątkowo skupiony. Nic go nie rozpraszało. Nawet coraz głośniejsze gwizdy chłopaków siedzących na ławce obok boiska.

Wyrostek pędził. Darek pochylił się i zrobił dwa kroki do przodu. Dobrze wiedział, że zaraz będzie musiał skrócić pole. Tylko tak miał szansę obronić strzał.

***

Byli w opałach. To nie ulegało wątpliwości. Nie pierwszy raz się to zdarzało. Przywykli do tego. Mieli jednak zasadę: nigdy się nie poddawać! Grali już razem od lat. Na osiedlowych boiskach ich piątka nie miała sobie równych. Jeśli brakowało im techniki, nadrabiali sprytem. Zmęczenie zamieniali w determinację, a każde prowadzenie przeciwnika potrafili przekształcić w prawdziwie sportową wściekłość. W rezultacie wygrywali większość meczów w nieformalnej lidze osiedlowej. Byli jak Barcelona w lidze hiszpańskiej – niedoścignieni i finezyjni.

Kiedy dokładnie poczuli w sobie pasję piłkarską? Chyba mieli ją od urodzenia. Gdy Krążek, Basti i Michu spotkali się po raz pierwszy, ledwie odrastali od ziemi. Wtedy nie mieli jeszcze swoich pseudonimów. Byli po prostu Adamem, Sebastianem i Michałem. Poznali się na osiedlu, a każdy z nich miał wtedy przy sobie piłkę do nogi. Krążek przyszedł w towarzystwie ojca – Darka. O czym wtedy rozmawiali? Co dokładnie robili? Dziś już nikt tego nie pamiętał. W umysłach chłopaków pozostał tylko ten moment spotkania. Od tamtej pory byli nierozłączni. I chociaż teraz mieli po siedemnaście lat, a po wakacjach rozpoczynali naukę w III klasie Technikum Mechanicznego w Gdyni, dla nich niewiele się zmieniło. Nadal byli tymi samymi chłopakami, którzy wiele lat temu natknęli się na siebie na placu zabaw. Łączyła ich nie tylko pasja do piłki nożnej i wielkich klubów. To była prawdziwa przyjaźń na zawsze. Taka, która nie mija. Każdy z nich był miłośnikiem innego klubu, ale nawet to im nie przeszkadzało. Krążek zachwycał się Barceloną, Basti – Liverpoolem, a Michu dałby się pociąć za Juventus. Owszem, kłócili się między sobą, który z tych klubów jest najlepszy w Europie. Spierali się, czy pałeczka pierwszeństwa należy się Messiemu, Ronaldo czy Salahowi. Toczyli dyskusje, który z tych klubów ma lepsze ustawienie i taktykę. Zastanawiali się, który trener jest wizjonerem, a który tylko udaje geniusza piłkarskiego. I nigdy nie byli sami.

Darek zawsze im towarzyszył. Przyszedł przed laty z Krążkiem i można powiedzieć, że po prostu już został. Z czasem coraz częściej włączał się w ich dyskusje. Na początku tłumaczył im różne zawiłości piłkarskie – przepisy, terminy, taktyki. Opowiadał ciekawostki o największych piłkarzach. W końcu razem zaczęli oglądać transmisje meczów piłkarskich. To była prawdziwa celebracja. Każdy zakładał szalik lub koszulkę ukochanego klubu. Robili tak nawet wtedy, gdy mecz toczył się między innymi klubami niż te, którym kibicowali. Ile przy tym zostało zjedzonej pizzy! Ile pochłoniętych chipsów i chrupek! Ile wlanych w siebie litrów coli! Nikt tego nie zliczy!

Kiedy Darek zaczął z nimi grać? To był przypadek. Jednak wiele spraw i zdarzeń wywodzi się z przypadku. Tak już jest na tym świecie. Przypadek nie raz prowadził do wybuchu wojny. Przypadek mógł sprawić, że spotkało się dwoje ludzi i zostało ze sobą na całe życie. W końcu przypadek sprawiał, że jedni tracili życie, a inni je zachowywali. A ile było przypadkowych bramek w meczach piłkarskich? Nikt ich nie zliczy! Nie powinno zatem dziwić, że Darek zaczął grać z Krążkiem, Bastim, Michem i Pomponem (kolejny równy gość i członek drużyny) przez przypadek. Tamtego dnia miał się odbyć ważny mecz w osiedlowej lidze – spotkanie sportowe z kategorii kluczowych, by wyłonić zwycięzcę całego sezonu. Bezpośrednie starcie lidera i wicelidera lokalnej tabeli. Krążek z chłopakami bronili mistrzostwa, które zdobyli w poprzednim sezonie. Chodziło zatem również o prestiż. Niestety, dzień zaczął się fatalnie. Pierwszy telefon Krążek odebrał, leżąc jeszcze w łóżku. Nie wiedział dokładnie, która godzina. Był jednak przekonany, że jest jeszcze bardzo wcześnie. Może właśnie wzeszło słońce?

– Michu, oszalałeś? – Krążek ziewnął ostentacyjnie do smartfona. – Dlaczego budzisz ludzi w nocy?

Michu miał ważną wiadomość. Krążek szybko zorientował się, że coś jest nie w porządku. Wystarczyło posłuchać głosu rozmówcy.

– Groszek dziś nie zagra – wypalił w końcu Michu.

– Jak to nie zagra? – Krążek rozbudził się błyskawicznie i usiadł na łóżku.

– No nie zagra i już!

– Spękał? – zapytał Krążek, ale sam w to nie wierzył.

– Nie zagra ani dziś, ani jutro, ani pojutrze – ciągnął dalej Michu. – Ten debil złamał nogę!

Tym razem Krążek zerwał się na równe nogi.

– Zwariowałeś? – wypalił do telefonu. – Te żarty nie są śmieszne!

– Krążek, powaliło cię? – Michu wyraźnie się zirytował. – Myślisz, że robiłbym sobie jaja z takiej sprawy?

– Ja pierdolę! – zawył z rozpaczy Krążek. – Jak on to zrobił?

Przez chwilę w telefonie panowała cisza. W końcu Michu znowu się odezwał:

– Groszek chciał się popisać przed jakąś laską. Założył się, że skoczy z jakiegoś muru czy chuj wie z czego. I skoczył.

Krążek był wściekły. Miał ochotę rzucić czymś w ścianę. Nie znalazł jednak pod ręką niczego odpowiedniego. Zapytał więc tylko:

– Groszek przyznał się do takiego wygłupu?

– Skąd! Pompon był z nim i go wsypał. Groszek to matoł!

W tej sytuacji Krążkowi nie pozostawało nic innego, jak zgodzić się z przyjacielem.

– Mam ochotę iść do niego i złamać mu drugą nogę! – rzucił na koniec rozmowy.

Musieli szybko coś wymyślić. Brak jednego z graczy oznaczał po prostu dyskwalifikację i utratę mistrzostwa. Żaden pomysł nie zdążył mu jednak przyjść do głowy, bo zadzwonił Basti.

– Słyszałeś? – zapytał na powitanie.

– Słyszałem.

– Co robimy? – W głosie Bastiego można było wyczuć wyraźną panikę.

– Nie wiem. Daj pomyśleć. – Krążek starał się opanować nerwy.

– Trzeba kogoś znaleźć!

Krążek westchnął i powiedział już nieco spokojniej:

– Wiem, że musimy kogoś znaleźć. I to kogoś dobrego, bo z tamtymi kolesiami nie ma żartów. I najlepiej, gdy będzie to ktoś na dłużej. Zanim Groszek wyleczy nogę, zacznie się przecież kolejny sezon.

W końcu ustalili, że każdy z nich popyta w swoim bloku. Próbowali udawać przed sobą nawzajem, że to dobry pomysł, ale każdy z nich wiedział, że znalezienie zmiennika, który będzie świetny na bramce, graniczy z cudem.

– Coś taki struty? – zapytał Darek przy śniadaniu.

Krążek tylko wzruszył ramionami i dalej wpatrywał się beznamiętnie w kanapkę z serem i pomidorem.

Darek się wyprostował.

– Słuchaj, młody – zaczął spokojnym głosem – jestem po nocce i nie mam siły na rozkminianie żadnych tajemnic, więc wal prosto z mostu. Zapytam raz jeszcze. Co jest grane? Denerwujesz się przed dzisiejszym finałem ligi?

Krążek pochylił się jeszcze bardziej nad kanapką.

– Może nie być żadnego finału – wymruczał.

– O czym ty mówisz? – Darek odstawił kubek z kawą.

– Nie mamy bramkarza.

– Jak to? A Groszek? – Darek domyślał się już, że stało się jakieś nieszczęście.

– Szkoda mówić! – wyjąkał Krążek. – Dla laski złamał nogę.

– Dziwne, myślałem, że z powodu kobiet łamane są serca, a nie nogi.

Darek liczył, że rozładuje nieco ponurą atmosferę, ale wyraźnie nie wyszło. Syn nie zwrócił nawet uwagi na jego słowa.

– Rozumiem, że nie macie żadnego planu. – Darek wrócił do meritum sprawy.

Krążek spojrzał na ojca z rozpaczą w oczach.

– Nie mamy nikogo, kto mógłby zastąpić Groszka – powiedział.

– A ten chłopak z parteru? Maciek?

– On gra w szachy. Nie ma pojęcia o piłce!

– Racja! – Darek wstał od kuchennego stołu i zaczął się przechadzać po pomieszczeniu. Co chwila przystawał, spoglądał na syna i rzucał jakiś pomysł:

– Tomek z drugiego piętra?

– Siedzi tylko na Facebooku. Gdy raz próbował kopnąć piłkę, nie trafił i zaliczył glebę.

– Ten chłopaczek z drugiej klatki?

– Konio? Z czwartego piętra? Nienawidzi mnie, odkąd… Po prostu mnie nienawidzi!

– Wiem! Kwiatkowski z trzeciego piętra. Wiesz, ten z ostatniej klatki.

Krążek pokręcił głową.

– No co? Też nie umie grać w piłkę? – zirytował się Darek, nieco już zrezygnowany.

– Jest świetny!

– To w czym rzecz?

– Wyprowadził się ze starymi rok temu do Szwecji. – Krążek odsunął talerz z kanapkami.

Darek spojrzał na syna. Kto wie, być może właśnie to spojrzenie okazało się decydujące. Nagle poczuł, że musi pomóc Krążkowi za wszelką cenę. To był jego obowiązek. Musiał to zrobić! Nie, raczej chciał.

– Mam rozwiązanie – oznajmił nagle.

Krążek zerwał się z krzesła.

– Naprawdę? Jakie? – Wylała się z niego ogromna ekscytacja.

– Ja stanę na bramce – poinformował Darek.

Krążek ciągle patrzył na ojca, jakby nie docierało do niego, co właśnie usłyszał.

– Hej! Ziemia do stacji kosmicznej! – Darek próbował się uśmiechnąć. – Co, nie poradzę sobie?

Krążek nie miał wątpliwości, że ojciec stanie na wysokości zadania. Nigdy nie widział go w roli bramkarza, ale jakiś głos krzyczał w nim, że to najlepszy pomysł. Poza tym nie mieli innego wyjścia.

Przyjaciele nie byli mniej zaskoczeni niż Krążek. Jeśli nawet dręczyły ich jakieś wątpliwości, ukrywali je pod uśmiechami. Powrócił również entuzjazm, bo wiedzieli już, że nie zostaną zdyskwalifikowani.

Jak poszło? Darek puścił cztery gole. Jednak chłopaki zdobyły aż sześć bramek i finał należał do nich. Przy okazji okazało się, że Darek jest po prostu świetny na bramce. W tamtym meczu uratował ich w sytuacjach, które wydawały się wręcz beznadziejne. W kolejnych spotkaniach również świetnie dawał sobie radę. W ten sposób pozostał na dłużej i stał się ważnym filarem drużyny. Stracił na tym tylko Groszek, który po wyleczeniu kontuzji nie wrócił do składu. Chłopaki chyba nigdy nie wybaczyły mu tak do końca, że przez swoją nonszalancję osłabił ekipę. Z drugiej strony dzięki niemu zyskali nowego, i do tego świetnego bramkarza. Dlatego jakaś część nich była wdzięczna Groszkowi.

Tak zaczęła się kariera Darka w osiedlowej lidze.

***

Chociaż wydawało się to niemożliwe, wyrostek przyspieszył jeszcze bardziej. Z łatwością zostawiał za sobą zawodników przeciwnej drużyny. Był naprawdę szybki. Darek słyszał, że ich przeciwnicy pozyskali nowego piłkarza, ale nie spodziewał się, że to będzie taka torpeda. Drepcząc po polu bramkowym, Darek zaczynał czuć niepokój. Podejrzenie, że nikt nie zdoła zatrzymać napastnika, zmieniało się w pewność. Teraz wszystko zależało od Darka. Jednak to go nie przestraszyło. Od śmierci żony nauczył się, że musi stawiać czoła największym wyzwaniom i problemom. Nie, właściwie zaczęło się to już w trakcie jej choroby. Informacja o raku spadła na nich jak grom. Takie wiadomości zawsze wywołują szok. Młoda, wydawałoby się, że zdrowa kobieta nagle stała się wrakiem człowieka. Krążek miał wtedy dwanaście lat. Był za duży, żeby niczego nie pamiętać, a za mały, żeby to wszystko zrozumieć. Zresztą Darek też tego nie rozumiał. Nie rozumiał, dlaczego lekarze tak późno wykryli raka u jego żony. Nie rozumiał, dlaczego nie potrafili jej pomóc. Nie rozumiał, dlaczego jego ukochana kobieta musiała cierpieć. Nie rozumiał w końcu, dlaczego umarła. Przecież takie rzeczy przytrafiają się innym, a nie nam. Tylko innym.

Zostali sami. Na to nie byli gotowi, chociaż postępująca szybko choroba żony wskazywała, co się wkrótce stanie. Pomimo wszystko Darek nie chciał dopuścić do siebie tej informacji. Wyglądało na to, że Krążek również wierzy w powrót mamy do zdrowia. W końcu nadszedł smutny dzień, gdy wszelka nadzieja po prostu zniknęła. I zostali sami. Teraz wszystko zależało już tylko od Darka. Musiał znaleźć w sobie dość siły, żeby być ojcem, a jednocześnie zastąpić synowi matkę. Czy to w ogóle było możliwe?

Szybko się okazało, że jednak nie są tak do końca sami. Michu i Basti pojawiali się u Krążka niemal codziennie od czasu pogrzebu. Wspierali go, jak tylko potrafili. Przy okazji byli również wsparciem dla samego Darka. Ci młodzieńcy mieli w sobie tyle pasji, chęci życia i radości, że z łatwością zarażali tym innych. Krążek przy nich odżywał, Darek również. W ten sposób dzień po dniu składał to, co zostało roztrzaskane wraz ze śmiercią żony. Musiał być sprytny i wytrwały. Nie mógł się poddawać w żadnej sytuacji. Dobrze wiedział, że Krążek go obserwuje, próbuje wyczytać z jego twarzy, w jakim jest stanie. Dlatego Darkowi nie wolno było okazywać słabości. Zostawiał ją na noc. Gdy nikt nie widział, wiele razy płakał w poduszkę. Wyrzucał z siebie wszystko to, co go gnębiło, dusiło. Dzięki temu rankiem miał siłę, żeby zająć się synem. Oczywiście nikomu nie przyznałby się do tych słabości. W jego życiu nie było już na nie miejsca. Bo wszystko zależało już tylko od Darka.

***

Przez chwilę Darek się zastanawiał, czy to będzie strzał po ziemi, czy w powietrzu. Nic nie wiedział o tym napastniku. Innych znał już na tyle dobrze, aby przewidzieć ich zachowanie na boisku. Ten stanowił nieznane niebezpieczeństwo. Jedno tylko było pewne: chłopak to bardzo dobry gracz, miał świetną technikę.

Darek pochylił się nieco do przodu i stanął na mocno ugiętych nogach. Jeszcze chwilę! Skrócić pole. Wybić z rytmu. Zablokować strzał.

Pędzący z piłką na bramkę chłopak nie miał najwyraźniej żadnych dylematów. Doskonale wiedział, co chce zrobić. Był skoncentrowany i pewny swoich możliwości. Najwyraźniej czuł, że za chwilę będzie triumfował. Przyspieszył. Piłka wydawała się przyklejona do jego nogi.

Darek zacisnął zęby.

Chłopak odchylił nieco ciało, przygotowując się do strzału. Widać było, że nie włoży w to całej siły. Wyraźnie stawiał na technikę.

Dwa kroki Darka do przodu.

Błyskawicznie kurczący się dystans.

Zmrużone oczy napastnika.

Gotowość do wyłapania piłki.

Pot.

Determinacja.

Skupienie.

Strzał.

Piłka nie doleciała do Darka. W ostatniej chwili Basti zrobił desperacji wślizg. Był daleko. Nie miał prawa dotknąć piłki. A jednak jej dotknął. Zrobił to czubkiem buta, ale to wystarczyło. Piłka została wybita w bok. Napastnik przeciwnika stanął jak wryty ze zdziwienia. Darek nie miał czasu się nad tym zastanawiać. Obserwował już, jak Krążek dopada toczącą się na aut piłkę i holuje ją na bramkę przeciwnika. To była zemsta. Wyraźnie chciał dać nauczkę przeciwnikowi za to, że tamten poczuł się zbyt pewnie. Nic tak nie denerwowało Krążka na boisku, jak brak pokory.

Wystarczyły dwa szybkie podania. Wymiana piłki między Krążkiem a Michem. W rezultacie Krążek błyskawicznie znalazł się sam na sam z bramkarzem przeciwnej drużyny. Strzelił z całej siły. Nie silił się na subtelność. Piłka załopotała w siatce bramki.

Chłopaki rzuciły się z radości na Darka będącego filarem drużyny, krzycząc przy tym na cały głos. Okazało się, że to był przełom w meczu. Bramka zdobyta przez Krążka podłamała przeciwników i otworzyła drogę do zwycięstwa. Potem strzelił Michu, po nim znowu Krążek, następnie Basti. Nawet Darek pokonał bramkarza przeciwnej drużyny z karnego. Gole padały jeden za drugim. Oczywiście przeciwnicy nie pozostawali dłużni. Darek musiał wyciągać kilkakrotnie piłkę ze swojej bramki.

– Panowie, siedem do czterech to nie jest zły wynik – oznajmił Darek po meczu. – Wygraliśmy!

Byli w opałach, ale potrafili odwrócić losy meczu.

– Messi byłby z nas dumny! – krzyczał Krążek.

– Ronaldo chyli przed nami czoła! – wtórował Basti.

– Salah padłby z wrażenia! – śmiał się Michu.

– Ja też jestem z was dumny, chłopaki. – Darek poklepał każdego z nich po plecach. – Pompon, też byłeś świetny! – dodał.

Pompon się uśmiechnął. Dotąd stał nieco z boku, ale zachęcony przez Darka podszedł.

– Jesteśmy najlepsi! – krzyknął w euforii.

Odpowiedziały mu uśmiechy chłopaków.

– Tak, jesteśmy najlepsi, i dlatego zabieram was teraz na zimną colę – oznajmił Darek.

– Która godzina? – Pompon spojrzał w panice na zegarek schowany w jego plecaku. – Ja muszę lecieć.

– Stary, a cola? – Darek pokręcił głową. – Jesteś częścią drużyny. Smucimy się razem i razem się cieszymy. Pamiętasz?

Pompon najpierw się zmieszał, a potem powiedział nieśmiało:

– Obiecałem ojcu pomóc w remoncie.

Darek się uśmiechnął.

– Skoro obiecałeś, to ruszaj! – Poklepał chłopaka po ramieniu. – Może potrzebujecie naszej pomocy?

– Nie, damy radę. – Pompon chwycił swój plecak i pognał w kierunku bloku.

Pozostali przyglądali mu się przez chwilę, a potem znowu zaczęli krzyczeć z radości. Krzyczeli nawet głośniej niż za pierwszym razem. Cieszyli się chwilą, bo wiedzieli, że radość przemija błyskawicznie, odchodzi niepostrzeżenie i niekiedy trudno ją odzyskać. Warto zatem delektować się jej obecnością.

***

Zimna cola była ich rytuałem po meczu. Bez względu na to, czy wygrali mecz, czy przegrali, drużyna zawsze chłodziła się zimnym napojem po sportowych zmaganiach. Różnica była tylko taka, że po porażce nastroje były kiepskie. Tego dnia jednak wszyscy byli w doskonałym humorze. Komentowali z przejęciem niedawne wydarzenia z boiska.

– Widzieliście, jaką siatę założyłem ich bramkarzowi przy trzecim golu? – ekscytował się Krążek.

– A ostatni gol? – przypomniał Basti. – Bramkarz prawie płakał.

Ciszę rozdarł ich śmiech.

– Dla mnie dzisiejszym mistrzostwem był jednak wślizg Bastiego przed pierwszym golem – zauważył Darek.

Potem ukłonił się ostentacyjnie Bastiemu, oddając mu najwyższe honory.

– Mistrzu – powiedział i poklepał chłopaka po ramieniu.

Rozległy się oklaski. Chłopaki wstały i biły brawo Bastiemu, pogwizdując przy tym z uznaniem. Basti wyraźnie poczerwieniał na twarzy, ale był zadowolony z tego podziwu.

Siedzieli z zimną colą z boku sklepu spożywczego i wyglądali jak zgrana paczka przyjaciół. W ich przypadku nie były to jednak pozory, ale prawda. Wiedzieli o sobie wszystko lub prawie wszystko. Znali nawzajem swoje mocne i słabe strony. Mało tego, potrafili po głosie poznać, w jakim nastroju jest każdy z nich. Tak, byli zgraną paczką. A wśród nich prym wiódł Darek. Tak dobrze wkomponował się w tę grupę, że pasował do niej idealnie. Nie widać było nawet różnicy wieku. W codziennych rozmowach starał się unikać mentorskiego tonu, jakim zwykli przemawiać rodzice. Próbował być po prostu kumplem syna i jego przyjaciół. Oni to akceptowali i często zapominali, że mają do czynienia ze starszym od nich człowiekiem, a do tego ojcem jednego z nich. Darek był po prostu ich przyjacielem.

Nie oznacza to jednak, że czasami nie musiał wracać do roli prawdziwie ojcowskiej. Szczególnie wtedy, gdy Krążek narozrabiał, a zwykle wpadał w kłopoty razem z Bastim i Michem. Wtedy Darek przemawiał do nich szorstko, niemal oficjalnie. Przybierał ton nieznoszący sprzeciwu, prawie autorytarny. Oni słuchali tego z przejęciem. Przynajmniej takie sprawiali wrażenie. Zgadzali się, że postąpili źle, zdawali sobie sprawę ze swojej słabości. Niestety, gorzej było z ich silną wolą. Mieli bowiem dziwny dar wpadania w kłopoty. Często działo się to niemal przez przypadek, jakby ciążyło nad nimi jakieś fatum. A może było to po prostu naturalne dla takich młodzieńców? W końcu kiedy popełniać błędy, jeśli nie w tym właśnie wieku? Chociaż Darek przemawiał czasami do nich ostro, nie potrafił się długo na nich złościć. Gdy uznał, że ton pouczający już się wyczerpał, a on jako ojciec zrobił już swoje, znowu się do nich uśmiechał. Oni czekali na ten uśmiech jak spragniony wody na pustyni. W ten sposób wszystko wracało do normy. I wszystko znowu się powtarzało przy następnym występku chłopaków.

***

– Dobra, muszę lecieć. – Darek wrzucił pustą puszkę po coli do kosza.

Te słowa również należały do ich rytuału. Po meczu zawsze odpoczywali razem, ale w pewnym momencie Darek wcześniej się zbierał. Wiedział, że chłopaki czasami muszą posiedzieć tylko we własnym gronie. Stanowił część ich paczki. Był jednak ojcem Krążka należącym do innego pokolenia. Sądził, że to może ich jednak trochę krępować. Nigdy jednak nie zapytał, czy tak rzeczywiście jest. Nie chciał roztrząsać tego tematu. Wolał pozostać przy swoim rytuale.

Do rytuału należało również to, że po oddaleniu się Darka chłopaki „przechodziły” z coli na piwo. Oczywiście także zimne i wypijane pod sklepem. Narażali się tym na mandaty, ale żaden z chłopaków nie przejmował się zbytnio.

Tym razem trafiło na Bastiego. Po szybkiej zrzutce zaskórniaków chłopak zniknął w sklepie. Czekali w milczeniu, jakby się wręcz modlili o szczęśliwy powrót przyjaciela. Modlitwy okazały się owocne, ponieważ Basti po chwili wyłonił się ze sklepu, targając trzy butelki z piwem. Od razu oddał je Michowi. To on był specjalistą od otwierania butelek zębami. Nikt nie potrafił zrobić tego lepiej. Teraz również szybko uwinął się z kapslami i już po chwili trójka przyjaciół delektowała się orzeźwiającym, chmielowym smakiem.

– Jesteśmy naprawdę dobrzy – odezwał się Basti, gdy zaspokoił już pierwsze pragnienie.

– Dobrzy? Jesteśmy najlepsi w nogę w tej części Gdyni! – poprawił Michu.

Basti i Michu spojrzeli na Krążka. Milczał. Stał tak, ściskając butelkę, i wpatrywał się gdzieś przed siebie. Z wrażenia aż miał otwarte usta. Wydawało się, że zaraz oczy wyjdą mu na wierzch.

– Ja pierdolę! – odezwał się nagle, nie przerywając obserwacji.

Chłopaki spojrzały w tym samym kierunku. Po drugiej stronie ulicy szła chodnikiem młoda dziewczyna. Ostentacyjnie kręciła tym, co chłopaków najbardziej ekscytuje, a do tego wiatr rozwiewał jej długie blond włosy. Basti i Michu również otworzyli usta z wrażenia. Nagle dziewczyna spojrzała w ich kierunku i wyraźnie się uśmiechnęła. Wtedy Krążek osunął się po ścianie sklepu na chodnik. Był blady.

– W porządku? – zaniepokoił się Basti.

– Ja pierdolę! – wymamrotał Krążek. – Zakochałem się.

Michu i Basti spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem. Krążek przez chwilę udawał złość, ale w końcu i on nie wytrzymał. Dołączył do przyjaciół. Śmiali się długo i zatapiali się coraz bardziej w tej radości. Tak po prostu.

ROZDZIAŁ 2

GRA POZYCYJNA

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
PROLOG. ROZGRZEWKA
1. PIERWSZY GWIZDEK
2. GRA POZYCYJNA
3. UTRATA BRAMKI
4. ODPRAWA TAKTYCZNA
5. SAMOTNY RAJD Z PIŁKĄ
6. DOŚRODKOWANIE
7. PUŁAPKA OFSAJDOWA
8. KOREKTA USTAWIENIA
9. ŻÓŁTA KARTKA
10. RZUT ROŻNY
11. DRYBLING
12. FAUL
13. ATAK SKRZYDŁEM
14. RZUT KARNY

Sanatorium

Wydanie pierwsze

ISBN: 978-83-8219-693-1

© Marek Konarski i Wydawnictwo Novae Res 2021

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt

jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu

wymaga pisemnej zgody wydawnictwa Novae Res.

Redakcja: Joanna Rychter

Korekta: Magdalena Wołoszyn-Cępa

Grzegorz Araszewski

Foto: Czupirek | https://commons.wikimedia.org | CC-BY-SA-3.0-PL

| aa-w | depositphotos.com

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest w księgarni internetowej zaczytani.pl.

Podziękowania dla Wyższej Szkoły Humanistycznej Towarzystwa Wiedzy Powszechnej w Szczecinie za wsparcie i sfinansowanie niniejszej publikacji.

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek