Pusty kosz - Tamara Reznikova - ebook + książka

Pusty kosz ebook

Reznikova Tamara

4,0

Opis

Główna bohaterka, młoda kobieta o imieniu Aleutyna, przeżywa ciężkie chwile. Największymi ciosami są zdrada męża i ciąża nastoletniej córki.

Jedyne wsparcie znajduje w teściowej, która w młodości przeżyła podobną tragedię. Mimo to Aleutyna nie może poradzić sobie z tymi trudnymi doświadczeniami.

Ma pretensje do Boga, któremu kiedyś ufała, a teraz stał się jej daleki i obcy. Straciła nadzieję na pozytywne zmiany w swoim życiu. Wyznawane dotąd wartości straciły status priorytetu. Jednak wydarza się coś, co wywraca jej myślenie do góry nogami. Od tego momentu wszystko się zmienia i kobieta zaczyna patrzeć na świat innymi oczami. Przyjmuje ze zrozumieniem zarówno własny ból, jak i cierpienia innych oraz spieszy z pomocą potrzebującym. Dystansuje się wobec codziennych problemów i dociera w głąb swej duszy. To pomoże jej zmierzyć się z tym, co ma nadejść...

 

 

Tamara Reznikova urodziła się w Gruzji, wychowywała się zaś w Rosji. W 1997 roku wraz z mężem Wiktorem i dziećmi przeprowadziła się do USA. W 1999 roku ich życie uległo diametralnej zmianie. Wtedy też ujawnił się talent pisarski Tamary. W 2005 roku ukazała się jej pierwsza powieść. Wszystkie jej książki oparte są na autentycznych historiach. Na polskim rynku do tej pory wydano dwie powieści: Maja, Morelowe drzewo oraz A gwiazdy wszystko widziały. Pierwsza z nich została laureatem w plebiscycie „Najlepsza książka na jesień” w 2018 roku.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 254

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (9 ocen)
5
1
2
0
1

Popularność




Bóg raz się odzywa i drugi, tylko się na to nie zważa. We śnie i w nocnym widzeniu, gdy spada sen na człowieka; i w czasie drzemki na łóżku [...] aby uchronić duszę od grobu, ażycie − od ciosu dzidy.

Księga Hioba 33,14–15.18

Potem Jezus znalazł go w świątyni irzekł do niego: „Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło”.

Ewangelia Jana 5,14

Rozdział pierwszy

Od samego rana na Aleutynę spadały same nieprzyjemności. Po pierwsze, kiedy prasowała ulubioną spódnicę, zaczęła kipieć kawa, rozlewając się z niemiłym sykiem po kuchennej płycie. Po drugie, na spódnicy powstał przypalony ślad po żelazku pozostawionymna niej, kiedy kobieta rzuciła się ku kipiącej kawie. Najlepsza spódnica była już do wyrzucenia. Po trzecie, mąż Aleksy pojechał do pracy bez swej codziennej filiżanki kawy, złoszcząc się najej ślamazarność i nieporadność.

− Normalne kobiety wieczorem przygotowują sobie i domownikom ubrania na następny dzień, a nie dopiero rano, kiedy wszyscy się spieszą − rzucił na odchodnym.

− Wieczorem byłam zajęta! − krzyknęła w ślad za nim.

− Nie trzeba było tak długo plotkować z przyjaciółeczkami przez telefon − dobiegło już z podwórka.

W jego uwadze wyraźnie dała się słyszeć uszczypliwość. Mąż chciał wzbudzić w niej poczucie winy za niesprostanie obowiązkom.

Wycierając kuchenną płytę, Aleutyna strząsała zpoliczków łzy żalu. Po tylu latach wspólnego życia nie przyzwyczaiła się jeszcze do szorstkości męża. Za każdym razem podobne zarzuty sprawiały jej przykrość. Brak wzajemnego zrozumienia, jaki w ostatnich latach narastał między nimi, stwarzał w ich domu coraz bardziej napiętą atmosferę. Myśli o mężu, jak zawsze, napawały ją bólem. Czuła się rozbita i nieszczęśliwa.

− Boże, czy Ty nie widzisz, jakiego mam męża? Codziennie się na mnie złości! Nigdy mi nie pomaga. Zawsze wszystko sama, wszędzie sama... Nasze sprawy coraz bardziej różnią się od siebie. Przecież nie jestem workiem treningowym, Boże. Błagam Cię, zrób coś...

Wposzukiwaniu czegoś nowego do ubrania, Aleutyna przeglądała garderobę, złoszcząc się na siebie i na wszystko wokół. Praca w banku zobowiązywała do starannego ubioru. Do bluzki, którą zamierzała włożyć razem ze zniszczoną teraz spódnicą, nic nie pasowało. W sypialni panował totalny bałagan. Julia, nastoletnia córka, kilka razy już o coś ją pytała, lecz kobieta była do tego stopnia roztargniona, że po prostu nie słyszała własnego dziecka.

− Mamo! − Dziewczynka w końcu podniosła głos. − Gdzie podział się mój niebieski skórzany pasek? Leżał na fotelu w moim pokoju. Zaraz przyjedzie szkolny autobus! Spóźnię się!

− Co? − spytała Aleutyna, spojrzawszy na córkę z roztargnieniem.

− Pasek, mój skórzany pasek znów gdzieś się zapodział! Pewnie wczoraj tłukłaś nim Bena!

− Tak, oberwał. Strasznie dokazywał. Zobacz w jego pokoju. Tam go chyba rzuciłam. I powiedz mu, by prędzej się ubierał. Śniadanie już na stole. Pośpieszcie się.

Zgryźliwość męża i nieustanne uwagi teściowej odnośnie do porannych porządków w domu oraz jej pouczenia, że najlepiej wszystko przygotować wieczorem, wzbudzały w Aleutynie falę oburzenia i doprowadzały do wściekłości. Nie była jednak z tych, którzy łatwo ustępują, więc niemal codziennie broniła swego zdania wzaciętych kłótniach z mężem. Wtedy też obrywało się nieobecnej teściowej. Matka męża drażniła ją swym stoickim spokojem. Czyż ta starsza kobieta nie może zrozumieć zabieganej synowej, kręcącej się stalepo domu niczym wiewiórka na kołowrotku? Jej synalek zaś ani myśli pomagać żonie! On w ogóle uważa się za człowieka nieugiętego w swych przekonaniach i mającego zawsze rację. Wszystkie jego życzenia winny być natychmiast spełniane, a jego decyzje nie podlegają dyskusji. Poza tym większość ludzi pije kawę z ekspresu, lecz Aleksy wymaga, by co rano żona przygotowywała mu kawę z pianką w specjalnym tygielku, gdyż w jego rodzinie picie kawy było prawdziwym rytuałem wprowadzonym przed laty przez matkę. Często też mawia, że od dzieciństwa pamięta zapach palonych w domu i świeżo mielonych kawowych ziaren. Żeniąc się, nie zamierzał porzucić swych przyzwyczajeń. Każdego ranka aromat świeżo mielonej kawy musiał unosić się po całym domu, docierać do każdego kąta i wnikać nawet do szaf z ubraniami. Ten zapach skuteczniej poprawiał Aleksemu humor niż najdroższe perfumy żony...

Aleutyna, wyjechawszy w końcu z domu swym nissanem, zamknęła pilotem drzwi garażu. Jadąc ulicą i mijając domy sąsiadów, oddychała powoli igłęboko, starając się uspokoić po burzliwym poranku. Rozdrażnienie ciągle jeszcze jej nie opuszczało. Kobieta była poirytowana do tego stopnia, żeczuła, jakby buchała z niej para niczym z pękniętej chłodnicy. Siedmioletni Beniamin siedział cicho na tylnym siedzeniu, nie do końca jeszcze rozbudzony, rozumiejąc jednak, że lepiej nie odzywać się do mamy i o nic nie pytać. Aleutyna zahamowała łagodnie przed wejściem do szkoły, w wyznaczonym do tego miejscu, gdzie czekali już na dzieci dyżurni nauczyciele. Przesławszy pannie Helmus dyżurny uśmiech, jakim od dawna była przyzwyczajona uśmiechać się do klientów banku, Aleutyna pomachała Beniaminowi i doczekawszy się odwzajemnienia, ruszyła powoli w kierunku banku. Mając nadzieję, że muzyka ukoi jej rozedrgane nerwy, włączyła płytę z piosenkami religijnymi. Kobieta śpiewała przyjemnym sopranem:

W sercu nowa pieśń rozbrzmiewa,

Będąca głosem mego Pana:

− Jestem przy tobie niby tarcza,

Nie bój się ziemskich ciemności.

Jezus, mój Zbawca,

Daje mi radość

I potrzeby serca zaspokaja.

Z Nim dusza moja śpiewa...

Nie, Aleutyna nie była w stanie tego słuchać. W jej sercu dźwięczała zupełnie inna pieśń. Jezus nie dawał jej żadnej radości. Jej dusza nie śpiewała. Wręcz przeciwnie − wyła z rozpaczy. Przełączając zatem numer piosenki na odtwarzaczu, omal nie wpadła na jadącą przed nią białą hondę, zwalniającą przed światłami. Przestraszona Aleutyna ostro zahamowała, zaledwie dwadzieścia centymetrów od tamtego samochodu. Drobne kropelki potu niczym perełki zalśniły na czole, a serce biło jak oszalałe.

− Nie można doprowadzać się do takiego stanu − rugała samą siebie. − A jużna pewno nie za kierownicą.

Kobieta skupiła teraz całą uwagęna drodze przed sobą i obserwacji ruchu w tylnym lusterku, starając się jednocześnie wyrównać oddech. Do budynku banku weszła przez podwójne drzwi z przyklejonym, od dawna wystudiowanym uśmiechem, którego używała w pracy. W tej chwili jej uprzejmość adresowana była do pracowników banku, kolegów i kierownictwa. Nieco później, kiedy do sali wejdą pierwsi klienci, ona zmieni się wręcz w żywy ideał. Żaden z interesantów w kontakcie z nią nie będzie w stanie się domyślić, jakie troski i zmartwienia tłuką się w jej sercu.

Klienci banku, starający się zostać obsłużonymi przez Aleutynę, to głównie rosyjskojęzyczni mieszkańcy miasta, mający problemy z językiem angielskim. Codziennie, słuchając tych ludzi, cierpliwie im wyjaśniała, jak należy postąpić w tej czy innej sytuacji, udzielając przy tym wielu pożytecznych wskazówek. Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini, Mołdawianie i wszyscy, którzy władali rosyjskim lepiej niż angielskim, chcieli dostać się właśnie do niej, stąd też przed okienkiem „naszej Aleczki” stała zawsze najdłuższa kolejka. Klienci ją wprost uwielbiali. Starym zwyczajem dawali jej w dowód wdzięczności bombonierki, słodycze, herbatę, kawę, czekolady, a nawet perfumy. To nie było przyjęte wśród Amerykanów, lecz emigranci z dawnego Związku Radzieckiego pielęgnowali w Ameryce własne obyczaje.

Dzisiaj również była uprzejma dla petentów, miło się do nich uśmiechała, choć w głowie i sercu gnieździły się zupełnie inne uczucia.

− Mam was już wszystkich dość! − mówiła sobiew duchu. − Czy nie możecie podejść do innego okienka? Od dwudziestu lat mieszkają w Ameryce, a nie znają podstawowych pojęć po angielsku! Najprostszych spraw nie umieją załatwić!

Nareszcie koniec urzędowania. Po drodze do domu Aleutyna wstąpiła do supermarketu, by zrobić najpotrzebniejsze zakupy i nawet tu spotykała znajome twarze. Znów musiała nałożyć służbową maskę, miło się uśmiechać i odpowiadać naukłony, dopóki nie wsiadła do swego nissana. W domu czekało ją spotkanie z teściową, co wcale jej nie cieszyło. Mieszkali naprzeciwko siebie. Po ślubie Aleksy od razu zaczął budować dwa domy, aby mama-wdowa była blisko niego i by mogli sobie w każdej chwili wzajemnie pomagać. To nie podobało się Aleutynie. Uważała, że teściowa powinna utrzymywać się wyłącznie zwłasnej emerytury i nie oczekiwać pomocy ze strony syna czy synowej. Jej mąż był jednak innego zdania.

Matka Aleksego, niemłoda już dama, codziennie czekała na powrót wnuków ze szkoły iczęstowała je obiadem. Była to spokojna, mądra i życzliwa kobieta. Jej włosy były zaledwie muśnięte siwizną, a na twarzy trudno było dostrzec choćby jedną zmarszczkę. Tylko kiedy się uśmiechała, wokół oczu rozbiegały się drobne promyczki, zdradzające jej wiek. A pani Irena często się uśmiechała, a wtedy niczym zapalona lampa roztaczała wokół ciepło i światło. Zawsze była zadbana i pełna wdzięku. Z okna swej kuchni widziała też powracającą z pracy Aleutynę.

− Może wstąpisz? − proponowała za każdym razem. − Napijemy się herbaty, a ty sobie trochę odpoczniesz.

− Nie mogę − wymawiała się wówczas synowa. − W domu czeka mnie mnóstwo pracy. Może innym razem.

− Jak chcesz, kochana.

„Innym razem” było tak samo. Aleutyna miała nadzieję, że teściowa kiedyś się znudzi i przestanie ją zapraszać na herbatę. Przez otwarte okno kuchni młoda kobieta słyszała, jak babcia Irena wyprawia wnuki do domu:

− Mama już wróciła, więc możecie wracać do siebie, moje złotka. Musicie przecież odrobić lekcje. I nie zapomnijcie pomóc mamie. Jak Bóg da, zobaczymy się jutro.

Juliai Beniamin niechętnie opuszczali przytulny domek babci, mimo że dom rodziców był o wiele większy. Miał kilka sypialni, ładny ogród, a z okien roztaczał się piękny widok, tak różny od miejskiego pejzażu. Mimo to u babci podobało im się bardziej. Z nią było wesoło i ciekawie. Pomaganie jej było samą przyjemnością, bo każde domowe zajęcia babcia Irena zmieniała w zabawę.

Dzieci migiem przebiegły ulicę i wpadły do domu przez garaż. Potem weszły na piętro i zniknęły w swoich pokojach. Poranna kłótnia rodziców nie zapowiadała nic dobrego również na zbliżający się wieczór.

Wyjmując z bagażnika torby z zakupami, Aleutyna zawołała gniewnie:

− Julia, chodź no tutaj! Kiedy tylko potrzebuję pomocy, zawsze gdzieś się chowasz! Trzeba rozpakować zakupy i poukładać wszystko naswoje miejsca.

Dzieci nawet się nie odezwały. Tracąc resztki cierpliwości, kobieta energicznie weszła na piętro i otworzyła drzwi do pokoju córki. Tu, jak zawsze, panował bałagan. Na podłodze, na łóżku, na biurku i wszędzie, gdzie tylko się dało, walały się puste puszki po coca-coli. Dżinsy, adidasy i czapkiw różnych miejscach przyciągały wzrok kolorowymi plamami, pomimo że wścianę była wbudowana szafa na ubrania i obuwie. Widok uzupełniały jeszcze pudełka po frytkach i sandwiczach, ani trochę nie ciesząc oczu matki. Julia nie reagowała na zakaz wnoszenia do pokoju jedzenia. Ochota na spożywanie posiłków w tym zagraconym barłogu zwanym sypialnią brała górę nad posłuszeństwem względem rodziców.

Dziewczyna leżała w adidasach na niezaścielonym łóżku. Na jej brzuchu spoczywała książka w twardej okładce, po której rytmicznie bębniła palcami. Oczy miała zamknięte, a jej głowa kiwała się z boku na bok. Aleutyna przez chwilę przyglądała się córce, czując, że za chwilę wybuchnie.

− Julia! − krzyknęła, kipiąc z gniewu i oburzenia. Nie widząc żadnej reakcji, podeszła do dziewczyny i potrząsnęła jej ramieniem.

Nastolatka otworzyła oczy igwałtownie podrzuciła głową. Wyjąwszy niechętnie słuchawki z uszu, nadal nie zmieniała swej pozycji. Miała taką minę, jakby połknęła coś obrzydliwego.

− Czego?! Uczę się!

Aleutyna wiedziała, że Julia kłamie, co ostatnio zdarzało się coraz częściej. Miała ochotę ściągnąć ją złóżka i porządnie nią potrząsnąć. Wstrzymała się jednak i starając się zachować spokój, powiedziała:

− Za pięć minut chcę cię widzieć na dole. Rozpakujesz zakupy i poukładasz je, gdzie należy! I jeszcze jedno: albo w twoim pokoju będzie porządek, albo będziesz mieszkała na strychu bez klimatyzacji. Masz cały wieczór, aby tu posprzątać. Wiesz, gdzie leżą worki na śmieci. Zrozumiałaś?!

− Tak.

− No, to bierz się do roboty.

W oczach dziewczyny błysnął gniew zmieszany z nienawiścią. Odwróciła wzrok i bez pośpiechu wstała z łóżka. Odkąd ukończyła piętnaście lat, przestała znajdować wspólny język z rodzicami i nauczycielami, więc wolała trzymać się od nich z daleka. Nie podobali im się jej przyjaciele, ubiór czy muzyka. Nieustannie skarżyli się, że nie chce z nimi szczerze rozmawiać. A komu chciałoby się rozmawiać z ludźmi tak beznadziejnie odstającymi od życia? Prędzej już wolałaby spędzić cały dzień na fotelu dentystycznym niż od rana do wieczora rozmawiać z matką czy ojcem. Rodzice oczekiwali, że będzie robiła to, czego oni sobie życzą. O nie, tak nigdy nie będzie. Niech nawet tak nie myślą. Ma już piętnaście lat i własne życie. Nie ma zamiaru postępować „jak wszyscy”...

Rozdział drugi

Ku ogromnemu zdziwieniu Aleutyny Aleksy przyjechał wieczorem wyjątkowo wcześnie. Zwykle kończył pracę po ósmej i wracał przed dziewiątą. Brał prysznic, zostawiając na podłodze przestronnej łazienki wybrudzoną na budowie koszulę, a po obfitej kolacji oglądał telewizjęi koło jedenastej szedł spać. Z dziećmi miał słaby kontakt, rzadko interesował się ich szkolnymi sprawami.

Dzisiejszy wieczór wydawał się Aleutynie jakąś cudowną bajką. Była już przygotowana do kolejnego starcia, uzbroiwszy się w mocne argumenty na wypadek obrony. Okazały się jednak całkowicie nieprzydatne.

Aleksy wszedł do domu o wpół do siódmej z ogromnym bukietem szkarłatnych róż.

− Cześć. − Uśmiechnął się do żony. − To dla ciebie. − Wręczając kwiaty, rzekł skruszonym tonem: − Wybacz, że rano tak na ciebie naskoczyłem.

Aleutyna patrzyła na męża z niedowierzaniem, nie mogąc się zdecydować, czy przyjąć od niego kwiaty, czy też rzucić mu je w twarz. W tym momencie Aleksy ponownie ją zaskoczył:

− Jesteś zmęczona, kochanie? Jeśli pozwolisz, to ja sam przygotuję kolację, a ty sobie odpocznij.

− Ależ... − Zdumienie odebrało jej mowę.

Nie oczekiwała takiej propozycji ze strony męża. Słowo „kochanie” w ogóle nie mieściło się w jego leksykonie. Musiało więc upłynąć trochę czasu, zanim to, co usłyszała, dotarło do jej świadomości.

− Mówisz poważnie?

Z uśmiechem skinął potakująco głową.

− No, to warto się temu przyjrzeć − dodała dość sceptycznie.

Wstawiła kwiaty do wazonu i z coraz większym zdumieniem, nie wierząc własnym oczom, obserwowała, jak mąż drewnianą łyżką miesza na patelni kawałki piersi z kurczaka z cienko pokrojoną cebulą. Potem na desce pojawiły się kolorowe pagórki pokrojonejw słupki marchewki, ziemniaków, bakłażanów i kabaczków. Kiedy to wszystko się dusiło, Aleksy nakrywał stół dla czterech osób.

− Takie cuda nie zdarzają się na tym świecie! − rzekła niezbyt głośno Aleutyna, nie wytrzymawszy presji nagłych emocji.

Nie wiedziała, jak się zachować. Po szesnastu latach małżeństwa coś takiego zdarzyło siępo raz pierwszy i było podobne do próby generalnej przed spektaklem teatralnym.

− Gdzie on się tego wszystkiego nauczył?− Nie mogła pojąć. − Przecież on nigdy niczego podobnego nie robił. Nigdy! Może matka go wreszcie zawstydziła?

Dzieci zeszły po schodach, zwabione zapachem duszonego kurczaka z warzywami, przyprawionego sosem sojowym. Na widok ojca w kuchni, a do tego jeszcze w jaskrawym fartuchu i ze ścierkąw jednej ręce, a z drewnianą łopatką w drugiej, zatrzymały się zdziwione, nie wiedząc, co o tym myśleć. Aleutyna siedziaław fotelu, przeglądając jakiś ilustrowany magazyn. Kiedy poczuła na sobie pytające spojrzenia syna i córki, wzruszyła tylko ramionami i rozłożyła ręce. Aleksy, nie zwracając na nich uwagi, z niezmąconym spokojem nucił jakąś wesołą melodię, wkładając przy tym do koszyka starannie pokrojone kromki białego i ciemnego pieczywa. Na zielonych listkach jarmużu pyszniła się sałatka z pomidorów, awokado i czerwonej cebulki, prezentując się wspaniale na dużym białym półmisku ustawionym na środku stołu.

Beniamin pamiętał, że do urodzin mamy zostało jeszcze sporo czasu. Będą dopiero w sierpniu. Dzień Kobiet jest w marcu, aDzień Matki przypada dopiero w maju. Teraz jest październik i żadnych uroczystości rodzinnych się nie przewiduje. Co więc się dzieje? Chłopiec w skupieniu przypominał sobie daty urodzin wszystkich domowników i inne ważniejsze uroczystości.

− W tak historycznym wydarzeniu powinna wziąć udział również babcia − szepnęła Julia bratui odwracając jego uwagę od myśli o okazjach do świętowania, niezauważenie wyślizgnęła się z domu.

Po pięciu minutach wróciła, trzymając za rękę babcię.

− No, zobacz tylko, babciu − mówiła poruszona, stawiając starszą kobietę przed faktem dokonanym. − Powinnam to utrwalić na wideo.

Dziewczyna wyjęła z kieszeni dżinsów iPhone’a i tak, by ojciec nie widział, zaczęła filmować niecodzienne wydarzenie. Aleksy był tak pochłonięty przygotowaniami rodzinnej kolacji, że nikogo nie zauważał. Po jego bladej twarzy błąkał się zagadkowy uśmiech, lecz myśli wydawały się być daleko od miejsca, gdzie się znajdował. Zobaczywszy matkę, postawił na stole piąte nakrycie.

− Proszę wszystkich do stołu − oznajmił, zdejmując fartuch. − Mamusiu, zmów modlitwę.

Wszyscy stanęli przy swoich krzesłach. Irena z niedowierzaniem patrzyła na syna, niczego nie rozumiejąc. Podziękowawszy Bogu za obfitość pożywienia na stole, zwróciła się do Aleksego:

− To oczywiście ci się chwali, że wcześniej wróciłeś z pracy, by przygotować rodzinną kolację. Jednakże, prawdę mówiąc, nie mogę sobie przypomnieć, gdzie nauczyłeś się gotować i tak pięknie nakrywać do stołu? Nigdy nie zauważałam uciebie podobnych zdolności.

− To nic trudnego, mamusiu − odparł syn, wkładając do ust sporą porcję sałatki.

− Może w tajemnicy przed nami zacząłeś uczęszczać na kursy kulinarne? − pytała dalej Irena.

To proste pytanie matki wpędziło jednak Aleksa w zakłopotanie. Krztusząc się sałatką, poczerwieniał i zaczął kaszleć. Aleutyna, poderwawszy się z miejsca, nalała mężowi szklankę wody. Przez dłuższą chwilę przy stole panowało milczenie.

− A może macie jakąś rocznicę, o której nie wiem? − nie ustępowała teściowa.

Aleutyna i dzieci wzruszyły tylko ramionami. Danie przygotowane przez głowę rodziny było tak znakomite, jak dzieło wytrawnego kucharza. Julia i Beniamin już drugi raz kładli na swoje talerze kawałki smacznego mięsa z warzywami.

− Mamo, nie rób sensacji ze zwykłego posiłku − odezwał się w końcu Aleksy.

− Dobrze, synku. − Irena się uśmiechnęła. − Będziemy pamiętać, że mamy w rodzinie tajemniczego szefa kuchni, ukrywającego swe wybitne zdolności kulinarne.

Po kolacji dzieci posiedziały trochę z babcią, posłuchały kilku psalmów, które przeczytała im na głos, a potem czmychnęły do swoich pokoi. Teściowa próbowała pomóc Aleutynie sprzątnąć ze stołu, lecz ta podziękowała, mówiąc, że sama sobie poradzi. Starszej kobiecie nie pozostało więc nic innego jak pożegnać się, życząc wszystkim dobrej nocy, i wrócić do siebie.

Aleksy posiedział jeszcze trochę przed telewizorem, a potem, podśpiewując cicho, poszedł do sypialni. Sprawiał wrażenie, że nie ma o czym rozmawiać z żoną, nawet o swym kulinarnym wyczynie. Przechodząc obok, spojrzał na małżonkę wzrokiem, w którym nie dało się dojrzeć choćby odrobiny miłości. Aleutyna nie rozumiała, w jakim celu odegrał ten cały spektakl z kwiatami i kolacją. W ogóle niczego nie rozumiała. Jej własny mąż był dla niej całkowitą zagadką. Niekiedy trudno było zawczasu się domyślić, jak postąpi w tej czy innej sytuacji. Co się stało z mężczyzną, którego tak bardzo kochała, wychodząc za niego? W tamtym czasach układała sobie wspaniałe plany. Było w nich tyle słońca i radości! Stopniowo jednak życie zaczęło nanosić własne korekty. Wszystko, co w ostatnich latach wiązało się z Aleksym, usiane było obficie kolcami, na które Aleutyna co rusz się nadziewała. Z biegiem lat wymarzone szczęście ulotniło się ze wszystkich jej planów...

Kobieta usiadła w fotelu, by zastanowić się nad dziwnym zachowaniem męża i nad sobą. I bez tego jej marny nastrój pogarszał się coraz bardziej. Za oknem było równie ciemno, jak w jej duszy. Analizując w pamięci swoje zalety, czuła, jak wzrasta jej samoocena, a wraz z nią − złość na męża. Wers z trzeciego Psalmu, przeczytany głośno przez teściową po kolacji, mówiący, że Bóg jest tarczą dla wszystkich, którzy w Niego wierzą, nie dawał jej już takiego ukojenia jak dawniej. Miała wrażenie, że ta ochraniająca ją tarcza jest podziurawiona, a Bóg stał się bardzo daleki. Aleutyna nie potrafiła zrozumieć, co się właściwie stało. Dawniej, kiedy była jeszcze młodą dziewczyną, czuła nieustannie Bożą obecność. Potem, w latach małżeństwa, pojawiły się inne priorytety, inne wartości. Wszystko się zmieniło, lecz na początku nadal zachowywała się spokojnie. Choć niedzielne nabożeństwa nie przynosiły jej już takiej radości jak dawniej...

Wsypialni świeciła się lampka nocna. Aleksy leżał z zamkniętymi oczami. Aleutyna wiedziała, że mąż nie śpi. Zacisnęła pięści. Miała ochotę go udusić. Jej rozdrażnienie rosło jak temperatura w słońcu południową porą. Powstrzymując gniew, położyła się na swojej połowie łóżka, starając się nie dotknąć męża. Leżeli obok siebie jak dwoje obcych ludzi. Z równym skutkiem mogła wznosić się między nimi ściana. Wysoka i nie do pokonania.

Budzik pozbawił ją snu o wpół do siódmej. Przez pewien czas leżała jeszcze z otwartymi oczami. Nie chciało jej się opuszczać przyjemnie ciepłej pościeli, ale trudno; trzeba było wstać, szykować śniadanie, gotować mężowi kawęi zbierać się do pracy. Nie mogła mieć nadziei, żeAleksy będzie jej pomagał codziennie, tak jak wczorajszego wieczora. Po prostu w to nie wierzyła, nie potrafiąc też zrozumieć, dlaczego tak się zachował.

Rano mąż jak zwykle był milczącyi nie zwracając prawie uwagi na dzieci, myślał o czymś tylko jemu wiadomym. Miał znowu ponury i niezadowolony wyraz twarzy, jakby wczorajszy wieczór z kolacją i różami wcale się nie wydarzył.

− No, dalej − gderała gniewnie Aleutyna. − Dąsaj się, nie rozmawiaj... Przykro patrzeć na ciebie.

Wychodząc zdomu, Aleksy, odwróciwszy się w drzwiach, rzucił:

− Aha, zapomniałem ci powiedzieć. Jutro będziemy mieli gości. Zaprosiłem na szóstą Olegaz Niną...

− Jak to jutro? − przerwała mężowi oburzona. − Jutro jest sobota. O szóstej trzydzieści mam próbę chóru.

Aleksy bez słowa zamknął za sobą drzwi, nie zwracając uwagi na niezadowolenie żony. Aleutyna miała znów przed sobą zepsuty dzień...

W sobotę po śniadaniu kazała córce pościerać kurze we wszystkich pokojach i odkurzyć cały dom. Jej słowa jak zwykle spotkały się z wywróceniem oczu i niezadowoloną miną. Bena zmusiła do pozbierania walających się po całym domu klocków Lego i małych samochodzików, którymi chętnie się bawił. Chłopiec nigdy nie ograniczał się do swojego pokoju, więc jego zabawki były wszędzie, nawet w sypialni rodziców.

Julia długo burczała odkurzaczem i szurała ścierką po meblach. Na matkę nie zwracała najmniejszej uwagi. Chciała jak najprędzej skończyć sprzątanie i wyrwać się z domu. Była bowiem umówiona na pierwszą randkę z całkiem dorosłym chłopakiem, poznanym w ubiegłą niedzielę na imprezie młodzieżowej. Wysoki, przystojny Artiom nie spuszczał z niej oczu przez cały wieczór, a potem zdobył od kogoś jej numer telefonu. Dzwonił codziennie, aż w końcu namówił ją, by pojechała z nim do restauracji na wodzie, w sąsiednim miasteczku. Julia nie zamierzała mówić rodzicom, że wybiera się na pierwsze w jej życiu spotkanie z chłopakiem, bo przecież by jej nie puścili. Artiom ma czekać w swoim samochodzie za rogiem ich ulicy. Postanowiła zniknąć z domu, kiedy matka z ojcem będą czymś zajęci. Właściwie ojcem się nie przejmowała. Przez cały dzień siedział w swym pokoju przy komputerze, nie zwracając uwagi na domowników, lecz matka obserwowała każdy jej krok, nieustannie wyszukując jej nowe zajęcia. Odkurzając, Julia zastanawiała się, co ubrać, aby już na początku zaskoczyć chłopaka...

Aleutyna postanowiła, że mimo wszystko pójdzie na próbę chóru, nawet gdyby groziło to kolejną kłótnią z Aleksym. Te sobotnie wieczory były dla niej odprężeniem, jej jedyną radością. Rekompensowały wszystkie domowe przykrości. Podobało jej się być w centrum uwagi chórzystów i dyrygenta. Lubiła uczyć się nowych pieśni i występować solo. Wszyscy zachwycali się jej pięknym głosem. Żadne kościelne święto nie obchodziło się bez pieśni w jej solowym wykonaniu...

Kobieta przygotowała kilka rodzajów sałatek, poddusiła wołowinę, wstawiła do piekarnika zapiekankę ziemniaczaną, rozłożyła na stole śnieżnobiały obrus i nakryła do kolacji. Oleg i Nina byli starymi przyjaciółmi rodziny. Znali się jeszcze z czasów młodości i pobrali się w odstępie dwóch miesięcy. Para ta, zdaniem Aleutyny, stanowiła idealne małżeństwo. Trudno zrozumieć, jak udawało im się, mimo upływu lat, być tak szczęśliwym stadłem i mieć miłe, posłuszne dzieci. Można było odnieść wrażenie, że Oleg dosłownie zdmuchuje z żony każdy pyłek, a ona odwzajemnia mu się, współzawodnicząc z nim w okazywaniu czułości i zrozumienia. Tego właśnie sekretu Aleutyna w żaden sposób nie potrafiła odkryć. Jednakże mimo owej lekkiej zazdrości zawsze cieszyła się na spotkanie z przyjaciółmi. Napisała Aleksemu, żeby zabawiał gości, a ona na pewno wróci przed ósmą. W sam raz na herbatę. Liścik położyła na blacie stołu i poszła się przebrać. Udało jej się wyjechać z domu jeszcze przed przybyciem gości, będąc także niezauważoną przez męża, który cały dzień siedział przy komputerze. Bena wysłała do teściowej, a Julia, skarżąc się na ból głowy, prosiła, by do rana jej nie budzić.

Wróciła, tak jak obiecała, przed ósmą. Goście ucieszyli się na widok gospodyni, lecz mroczne spojrzenie, którym obrzucił ją Aleksy, kazało przypuszczać, żeznów jest niezadowolony. Nina zdążyła już sprzątnąć ze stołu brudne naczynia i nakryć do herbaty, przynosząc z kuchni przygotowane przez Aleutynę przysmaki. Oleg swoim zwyczajem kręcił się koło żony, pomagając jej nawet w obcym domu. Patrząc na przyjaciół, Aleutyna starała się nie uzewnętrzniać mocno zżerającej ją zazdrości. Przyglądanie się cudzemu szczęściu, kiedy nie ma się własnego, było nie do wytrzymania. Nałożyła sobie na talerz trochę sałatki i usiadła przy stole.

− Wybaczcie, kochani, ale nie mogłam opuścić próby − usprawiedliwiała się, nie patrząc na męża. − Wkrótce Święto Plonów i jest wiele przygotowań...

− Przecież prosiłem, żebyś dzisiaj nie wychodziła! − rzucił gniewnie Aleksy.

− Moi drodzy, wszystko w porządku. − Oleg starał się załagodzić sytuację. − To nie jest powód do kłótni. Przecież nie jest jeszcze późno. Posiedzimy, porozmawiamy i powspominamy stare, dobre czasy.

Aleksy jednak nie odpuszczał. To, że żona postąpiła tak, a nie inaczej, doprowadzało go do szału i tylko obecność przyjaciół powstrzymywała go przed kolejną awanturą.

− Biblia mówi, że żona powinna być posłuszna mężowi, prawda? A jak jest w waszej rodzinie? − dopytywał się.

− W naszej rodzinie wszystko jest bardzo proste − odparł Oleg. − Nie staramy się zdobywać władzy jednego nad drugim, lecz razem podążamy ku doskonałości. To wynika z naszych wzajemnych relacji, zbudowanych na miłości i szacunku.

Aleksy zamilkł, nie wiedząc, co powiedzieć. Natomiast Aleutyna, wzdychając głęboko i z zazdrością, z trudem powstrzymała płynące z głębi serca łzy.

Rozdział trzeci

Goście wyszli krótkopo jedenastej. Aleksy, pokazując swą miną i zachowaniem, jak bardzo jest zły na żonę, znów zamknął się w swoim domowym biurze. Sprzątając ze stołu, Aleutyna co chwilę strząsała łzy spływającepo policzkach. Spojrzawszy w ciemne okno kuchni, zamarła. Przeraziła ją twarz kobiety, odbijająca się w szybie.

− Dość tego! − powiedziała sama do siebie, zdejmując fartuch. − Najwyższy czas zająć pozycję zwycięzcy!

Z piżamą w ręku weszła do pokoju synka, by się przekonać, czy dobrze śpi. Chłopiec leżał naboku, wtulony w dużego, pluszowego zająca. Poprawiła mu kołdrę i pocałowawszy w pulchny policzek, cichutko wyszła.

W pokoju córki paliła się nocna lampka, rozjaśniając wnętrze słabym światłem. Nieruchoma sylwetka na łóżku świadczyła o tym, żeJulia mocno śpi. Aleutyna zapragnęła nagle pocałować córkę na dobranoc, lecz szybko zrezygnowała z tego zamiaru, uświadamiając sobie, że Julii to się może nie spodobać. Poza tym dziewczyna prosiła, by do rana jej nie budzić. Znosić przykrości ze strony własnego dziecka byłoby już ponad jej siły. Kobieta ostrożnie zamknęła drzwi i po cichu, w miękkich pantoflach, udała się do sypialni dla gości, położonej między pokojami córki i syna. Nie miała ochoty dzielić małżeńskiego łoża z człowiekiem, który okazał się grubianinem i hipokrytą. Niech sobie tam śpi sam jeden. Będzie trzymać go na dystans tak długo, ile będzie trzeba. Jutro przeniesie tu wszystkie swoje rzeczy. Teraz zaś spać, spać... Nawet w nowej pościeli nie przestawała myśleć o mężu i o swym bólu, choć jej myśli uciekały tysiące mil od miejsca, gdzie się obecnie znajdowała...

Dzieje ich życia wAmeryce nie różniły się niczym od setek podobnych historii emigrantów, którzy przybyli tu z dawnego Związku Radzieckiego. Rodzice opuścili Ukrainęw 1991 roku, kiedy Aleutyna skończyła dwanaście lat. Rodzina zamieszkaław jednym z miast w zachodniej Florydzie, gdzie osiedlił się brat matki, wyemigrowawszy do Stanów Zjednoczonych dziesięć lat wcześniej. Kiedy tylko wysiedli z boeinga i znaleźli się na terenie USA, dziewczynka nie przestawała się dziwić wszystkiemu, co widziała dokoła.

Domyw rodzinnym Równym, podjazdy z zapachem kotów i ich dwupokojowe mieszkanie nieustannie przygniatały Aleutynę swymi sufitami i ścianami. Żeby spokojnie odrabiać lekcje, dziewczynka często chodziła do sąsiadki, dawnej nauczycielki mamy, pani Zinaidy. Tam też po raz pierwszy usłyszała o Jezusie Chrystusie. Starsza kobieta zabrała kiedyś małą Aleczkę do kościoła iku jej wielkiemu zdziwieniu, rodzice nie byli temu przeciwni, anawet wyrazili życzenie pójścia tam w niedzielę wraz z córkąi panią Zinaidą.

Chrzest przyjęli całą trójką już w Ameryce. Rodzice płakali ze wzruszenia jak dzieci, a Aleutyna uważała ten dzień za najszczęśliwszy w jej życiu. Wówczas Chrystus wiele dla niej znaczył. Zaczynała nowe życie, pełne zadziwiających odkryć i szczęścia. Pan Bóg zdobył jej serce. Dziewczynka lubiła przebywać z ludźmi kochającymi Chrystusa. Lubiła też śpiewać religijne piosenki, hymny, psalmy, recytować wiersze, jednym słowem czuła nieustającą radość mającą swe źródło w miłości do Boga. Na każdym kroku doświadczała Jego miłosierdzia. Jej życie pełne było planów i zapowiadało się wspaniale pod okiem Bożej Opatrzności. Niespodziewanie, niczym powiew świeżego, wiosennego wiatru, wtargnął w nie Aleksy − wysoki, dobrze zbudowany, przystojny. Chłopak nawet podczas nabożeństwa nie odrywał oczu od młodziutkiej ślicznotki. Wprawiało to ją w nie lada zakłopotanie i czuła wtedy, jak płoną jej policzki. Kiedy ich spojrzenia zetknęły siępo raz pierwszy, Aleutyna uświadomiła sobie, że jej serce nie należy już do niej.

Spotykali się na wieczorkach młodzieżowych przy kościele, a potem były kwiaty, podarki, kawiarnie, restauracje. Rodzice odnosili się jednak do chłopaka z pewną rezerwą. Namawiali córkę, by nie spieszyła się ze ślubem i poczekała co najmniej dwa lata. Jeśli to mocna i prawdziwa miłość, a do tego jeszcze zesłana przez Boga, to czas tylko ją wzmocni iutrwali, a dziewczyna się upewni, że za tego człowieka warto wyjść za mąż. Po drugie zaś musi najpierw ukończyć college. Na nic zdały się jednak wszelkie perswazje: pierwsza, gorąca miłość zawróciła jej w głowie i wypełniła serce. Źródło wspólnych zainteresowań tych młodych wydawało się nie do wyczerpania.

− Mamusiu, tatusiu, ja bez Aleksego nie mogę już żyć, nie mogę oddychać − tłumaczyła rodzicom. − Nie bójcie się, skończę szkołę, tylko błagam, nie stawajcie na drodze mojemu szczęściu! Chcemy się pobrać. Alosza jest wspaniałym człowiekiem i wierzącym chrześcijaninem.

− Niepokoję się, córeczko, bo moje serce mówi mi coś innego − argumentowała matka, wycierając łzy.

− Ja również nie widzę woli Bożej w twoim zamążpójściu, Alu − wtórował jej ojciec smutnym tonem. − Jeśli cię kocha, to poczeka.

Wkrótce Aleksy sam do nich przyszedł. Patrząc na niego, Aleutyna traciła oddech z zachwytu. Chłopak długo przekonywał jej rodziców, że będzie do samej śmierci kochał i szanował ich córkę. Obiecał, że niczego jej nie zabraknie, a zaraz po ślubie zacznie budować duży dom.

Dwudziestotrzyletni Aleksy oficjalnie się oświadczył i włożył na jej serdeczny palec pierścionek z brylantem. Wzięli ślub tydzień po jej osiemnastych urodzinach. Potem mężczyzna zbudował dom, tak jak obiecał: duży i przestronny. Nie ma w nim jednak rodzinnego szczęścia. Wszystko układało się cudownie do chwili, kiedy w pierwszej ciąży Aleutynę zaczęły męczyć poranne nudności. Mdliło ją przy każdym intensywniejszym zapachu. Prosiła wówczas męża, by nie używał żadnej wody kolońskiej, lecz on często o tym zapominał, a wtedy targały nią torsje. Godzinami leżała w łóżku, nie mając sił, by zajmować się domem. Wtedy to właśnie zapodziała się gdzieś miłość Aleksego. Tak przynajmniej przez te wszystkie lata wydawało się Aleutynie.

Oczy zapiekły ją od gorących łez. Lśniącymi strużkami spływały po skroniach i znikały we włosach. Dlaczego wszystko jest takie podłe? Przecież się kochali. Gdzie podziała się ich miłość? Jak ją przywrócić, jeśli mąż staje się coraz bardziej obcy i prawie już z nią nie rozmawia? Bóg tylko wie, jak jej ciężko i jak cierpi.

Nagle do jej uszu dotarło ciche skrzypnięcie. Zaczęła nasłuchiwać. Nie miała wątpliwości, że ktoś wchodzi po schodach. Dzieci śpią w swoich pokojach, więc chyba tylko Aleksy może się do niej skradać. Sądząc po odgłosach, musi być w samych skarpetkach. Nie miała jednak zamiaru mu otworzyć. Jego tupet sięgał już zenitu. Jednakże ta część duszy, gdzie żyła w Aleutynie niedopieszczona, spragniona miłości i uwagi męża kobieta, rozpaczliwie się temu sprzeciwiała, pragnąc, by do niej przyszedł. Wytarłszy łzy, cała zamieniła się w słuch. Miała wrażenie, że bicie jej serca rozlega się echem w korytarzu. Ostrożne kroki nieobutych nóg przeszły jednak koło jej pokoju i skierowały się do sypialni Julii. Kobieta odrzuciła kołdrę i czując w całym ciele ogromne napięcie, postawiła bose stopy na podłodze. Kto mógłby nocą skradać się do pokoju jej córki? Na komodzie leżały trzy duże kamienie dekoracyjne z napisami „Wiara”, „Nadzieja”, „Miłość”. Wzięła ten największy, z napisem „Miłość” i otwarłszy po cichu drzwi, ruszyłana palcach w kierunku ciemnego cienia zbliżającego się do pokoju Julii. Drżącymi palcami natrafiła na kontakt. Kiedy jasne światło zalało korytarz, Aleutyna zobaczyła przed sobą córkę. Strach zniknął, ustępując osłupieniui oburzeniu. Z nieukrywanym zdziwieniem patrzyła na letnią kurtkę Julii, na pantofle w jej rękach i torebkę pod kolor obuwia.

− Gdzie byłaś? − spytała w końcu matka.

Julia potrząsnęła głową i patrząc matce prosto w oczy, odparła:

− Spacerowałam z przyjaciółmi.

− Aleksy! − Przechylając się przez poręcz, Aleutyna zawołała męża, nie pomyślawszy, żemoże obudzić Bena. Jej głos zabrzmiał donośnie w ciszy dużego domu. − Chodź szybko na górę!

− Może zawołasz jeszcze babcię? − zapytała drwiąco Julia.

− Nie wymądrzaj się! − odparowała matka. − Stój tu, dopóki ojciec nie przyjdzie!

Gniew, tak starannie maskowany przez cały wieczór, teraz kipiał w nieji zmuszał serce do szalonego galopu. Drżąc ze zdenerwowania, przeszła obok córki i weszła do jej sypialni. Zapaliła światło, zostawiając drzwi otwarte na oścież. Na łóżku, pod kołdrą, leżał wielki pluszowy miś. Na chwilę zamknęła oczy. Serce nadal biło jak oszalałe.

− Co się dzieje? Co to za krzyki ponocy? − Aleksy, wściekły, że go obudzono, patrzył groźnie razna żonę, to znów na córkę.

− Dlaczego ty nie jesteś w piżamie? − spytał w końcu Julię. − Wybierałaś się gdzieś?

− Nie, ona dopiero co wróciła! − odparłaza córkę Aleutyna, trzęsąc się z oburzenia. − Spójrz tylko!

Pokazała na łóżko, gdzie leżał zawinięty w kołdrę wielki, pluszowy miś Bena. Nie rozumiała, jak dobra, wierząca, wychowana po chrześcijańsku dziewczyna może spokojnie łgać w