Praktyczny poradnik dla wysoko wrażliwych - Mąkolska Beata - ebook + książka

Praktyczny poradnik dla wysoko wrażliwych ebook

Mąkolska Beata

1,5

Opis

Jeśli czujesz się przytłoczony własnymi myślami i emocjami, łatwo cię zranić i czasami chciałbyś po prostu zniknąć, może to oznaczać, że jesteś osobą wysoko wrażliwą (WWO). Dzięki tej książce nauczysz się eliminować stany lękowe i zarządzać własną energią na co dzień. Dowiesz się, jak żyć w zgodzie ze sobą, kierując się intuicją i nie ulegając presji zewnętrznej czy negatywnym myślom. Autorka podpowie ci, jak odzyskać poczucie własnej wartości, pozytywne myślenie, wzmocnić relacje oraz motywację do działania. Nauczysz się samoakceptacji i holistycznego podejścia, stawiając na swój rozwój duchowy, nie tylko na poziomie mentalnym czy emocjonalnym. Ale przede wszystkim w wymiarze duchowym opartym na intuicji, co korzystnie wpłynie na twój rozwój osobisty. Czerp siłę z wysokiej wrażliwości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 496

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
1,5 (2 oceny)
0
0
0
1
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
wilkunek

Z braku laku…

W książce czasem pojawi się parę przydatnych porad, ale przeplatane one są ezoteryką, energią duchową i innymi rzeczami, których co najmniej nie da się udowodnić, jest to całkowicie niepotrzebne i zaciemnia przekaz tak, że każdą stronę trzeba samodzielnie weryfikować, czy to prawda. Brakuje przypisów i źródeł w jasny sposób. Od poradnika raczej wymaga się już zweryfikowanej wiedzy.

Popularność




REDAKCJA: Natalia Paszko

SKŁAD: Emilia Dajnowicz

PROJEKT OKŁADKI: Emilia Dajnowicz

Wydanie I

Białystok 2023

ISBN 978-83-8301-354-1

Copyright © 2022 by Beata Mąkolska

© Copyright for the Polish edition by Studio Astropsychologii, Białystok 2022

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy żadna część tej książki nie może być powielana w jakimkolwiek procesie mechanicznym, fotograficznym lub elektronicznym ani w formie nagrania fonograficznego. Nie może też być przechowywana w systemie wyszukiwania, przesyłana lub w inny sposób kopiowana do użytku publicznego lub prywatnego – w inny sposób niż „dozwolony użytek” obejmujący krótkie cytaty zawarte w artykułach i recenzjach.

Poczyniono wszystkie starania, aby upewnić się, że informacje zawarte w tej książce są pełne i dokładne. Niemniej jednak, ani wydawca, ani autor nie zajmują się udzielaniem profesjonalnych porad poszczególnym czytelnikom. Pomysły, procedury i sugestie zawarte w tej książce nie mają na celu zastąpienia konsultacji z lekarzem. Wszystkie sprawy dotyczące zdrowia wymagają nadzoru medycznego. Ani autor, ani wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za jakiekolwiek szkody, rzekomo wynikające z korzystania z informacji i sugestii zawartych w tej książce.

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku.

www.facebook.com/Wydawnictwo.Studio.Astropsychologii

15-762 Białystok

ul. Antoniuk Fabr. 55/24

85 662 92 67 – redakcja

85 654 78 06 – sekretariat

85 653 13 03 – dział handlowy – hurt

85 654 78 35 – www.talizman.pl – detal

strona wydawnictwa: www.studioastro.pl

Więcej informacji znajdziesz na portalu www.psychotronika.pl

ZAMIAST WSTĘPU

Niech cię powitam, pokrewna mi, wrażliwa istoto. Jeżeli wzięłaś do ręki tę książkę, to z pewnością masz w sobie specyficzną subtelność, którą być może czasem starasz się wcisnąć jak najgłębiej w siebie, by przetrwać dzień w mało wrażliwym otoczeniu. Być może masz wrażenie, że nie pasujesz do tego świata, nie gonisz za trendami, wiele rzeczy wydaje ci się płytkie, niepotrzebne, nazbyt okrutne. Szukasz głębszego sensu i jeśli go nie znajdujesz – często cierpisz. Żeby było ciekawiej – masz poczucie, że mało kto ciebie nie rozumie. Twoje emocje są jak góra lodowa – zaledwie skrawek wystaje na zewnątrz, ogromna większość jest schowana przed światem, bo przecież większość emocji, przemyśleń nosisz w sobie.

Ja ciebie rozumiem.

I powiem ci coś jeszcze: jest nas więcej.

W ostatnich latach hasło „wysoka wrażliwość” wypłynęło na światło dzienne dzięki cudownej badaczce Elaine. N. Aron, która przeprowadziła badania naukowe na temat tej cechy i upowszechniła ją poprzez swoją pracę i swoje książki. To bardzo przydatna lektura, otwierająca oczy wielu ludziom. Nagle okazuje się, że wiele wysoko wrażliwych osób wychodzi z ukrycia – jeszcze z odrobiną nieśmiałości i dystansu, ale już z większą nadzieją na akceptację i zrozumienie.

Wiem, bo spotykam takie osoby każdego dnia. Pracuję z nimi od lat. Choć problemy, z jakimi zwracają się do mnie wysoko wrażliwe osoby, mogą być różne, zwykle u ich podstaw leży coś, co ja nazywam zarządzaniem własną energią. Wiem, że słowo „zarządzanie” raczej nie kojarzy się z duchowością i rozwojem osobistym, a jednak – jeżeli weźmiesz pod uwagę fakt, iż większość z nas każdego dnia dysponuje określoną ilością energii do życia, okazuje się, że głównie wysoko wrażliwe osoby zupełnie nie potrafią zarządzać tą energią. Często nie mogą sobie poradzić z nagłym spadkiem energii, wybuchami złości, czy pojawiającym się „nie wiadomo skąd” przejmującym smutkiem. W sumie, nie ma się co dziwić – zwykle nikt nie uczy nas w dzieciństwie zarządzania własną energią.

Czas nadrobić zaległości.

Ta książka powstała po to, by ułatwić ci poznanie własnej wrażliwości i nauczyć się zarządzać swoją energią na co dzień.

W książce przytaczam wiele różnych historii, ponieważ na konkretnych życiowych przykładach można najlepiej zrozumieć pewne procesy. Większość bohaterek tych historii nazywa się Kasia, bądź Ania, bo takie imiona były najpopularniejsze za czasów mojej młodości. Pamiętaj jednak, że, choć wszystkie przykłady są jak najbardziej prawdziwe, bohaterki i okoliczności są często zlepkiem różnych postaci, aby chronić prywatność dziewczyn.

Nie ma odrębnego rozdziału traktującego o pracy, ponieważ działalność zarobkowa jest częścią naszego życia codziennego i tak naprawdę to jak ona wygląda i co się w niej dzieje, także jest odzwierciedleniem tego, co mamy w sobie. Zatem wiele przykładów dotyczących kwestii zawodowych znajdziesz w trakcie czytania książki. Podobnie nie wyodrębniałam działu związanego z macierzyństwem i wysoką wrażliwością, bo temat jest tak obszerny, że wymaga osobnej książki, do której napisania nieuchronnie zmierzam. Jednak i w tym zakresie znajdziesz sporo przykładów i wskazówek w poradniku.

Choć książkę napisałam dla kobiet i do nich kieruję się w narracji, także wysoko wrażliwi mężczyźni znajdą w niej praktyczne wskazówki. Schematy umysłu mamy bowiem te same, choć niektóre są bardziej lub mniej nasilone w zależności od panujących stereotypów. Jeżeli jesteś wysoko wrażliwym mężczyzną, także i dla ciebie ta książka będzie solidną bazą wiedzy służącej do okiełznania własnej wrażliwości.

Potraktuj tę książkę jako podstawowy filar, bazę wiedzy, dzięki której lepiej zrozumiesz wysoką wrażliwość, nauczysz się z nią funkcjonować i poznasz jak mieć większą kontrolę nad swoimi myślami, emocjami, swoją życiową energią. Prowadząc kanał w serwisie Youtube, wiele wysoko wrażliwych osób dziękowało mi za przedstawiane informacje, przykłady, wiedzę. Twierdzili, że dzięki temu, co powiedziałam, zrozumieli lepiej siebie, zrozumieli, co się z nimi dzieje, poczuli ulgę. Jedna z dziewczyn niegdyś pięknie ujęła to co robię mówiąc, że działam „tak bardzo holistycznie, łącząc wiedzę dotyczącą psychologii i zachowań ludzkich z duchowością i praktycznymi wskazówkami”. Jestem jej niezmiernie wdzięczna za te słowa, bo pięknie odzwierciedlają moje lata pracy, zdobywania wiedzy i doświadczenia. Zawsze interesowało mnie jak coś można zastosować w praktyce, dlatego na następnych stronach znajdziesz dość konkretne podejście, które – według mnie – wcale nie wyklucza się z duchowością i pracą z energią. W tej książce zebrałam wiedzę, moje obserwacje, wnioski, analizy, odczyty i doświadczenia zdobyte w pracy związanej ze wspieraniem ludzi w ich rozwoju osobistym i duchowym. Niech ta wiedza przysłuży się tobie. Wprowadź ją w życie.

Beata

Tu mnie znajdziesz:

www.beatamakolska.pl

https://www.youtube.com/c/beatamakolska

1WYSOKO WRAŻLIWY CZŁOWIEK, CZYLI KTO?

Kiwasz twierdząco głową? Witaj w świecie wysoko wrażliwych osób! Wcale nie jesteś odosobniona, choć owszem, możesz się czuć jak mitologiczne stworzenie, ponieważ więcej osób wokół ciebie prawdopodobnie jest niewysoko wrażliwych.

Wysoka wrażliwość a uwarunkowania pokoleniowe

Wysoko wrażliwe osoby różnią się między sobą, to oczywiste. Wysoka wrażliwość została wyodrębniona jako cecha. Zatem, biorąc pod uwagę, że każdy człowiek ma wiele cech – tworzy nam się swoisty kalejdoskop wysoko wrażliwych ludzi. To, co dość mocno rzuca się w oczy, to różnice, które nazwę pokoleniowymi. Dorastanie w takich, a nie innych warunkach – nie tylko rodzinnych, ale i społecznych – ma na nas ogromny wpływ.

Wysoko wrażliwe osoby urodzone w latach 50. i 60.

Wysoko wrażliwe osoby urodzone przed powiedzmy 1960 rokiem (to naprawdę granica bardzo płynna), charakteryzują się często większą chwiejnością emocjonalną. Dojrzewały w latach, gdy nie mówiło się o wysokiej wrażliwości, pojęcie rodzicielstwa bliskości nie istniało, wiedza na temat rozwoju psychicznego dziecka była z pewnością trudniej dostępna dla przeciętnego rodzica niż obecnie. Wielu rodziców nie widziało także potrzeby interesowania się tematem – wszak ludzie „od zawsze mieli dzieci” i „jakoś się one wychowywały”. W przypadku wysoko wrażliwych osób to „jakoś” ma ogromne znaczenie. Gdy bowiem taka wysoko wrażliwa dziewczynka nie otrzymała wsparcia, gdy była porównywana do np. bardziej przebojowych sióstr, gdy była zostawiana sama sobie, sama w domu na długie godziny, gdy jej osobiste potrzeby emocjonalne były ignorowane (w najlepszym wypadku), bądź wyśmiewane – nasiliło się jej poczucie wewnętrznego lęku. I to poczucie lęku jest bardzo głębokie i towarzyszy wysoko wrażliwym dziewczynom, nawet gdy już same zostają babciami. Ciekawe jest to, że często mają niewysoko wrażliwe córki, które nad nimi dominują, zaś wysoką wrażliwość widzą u swoich wnuków. I często dojrzewają z tymi wnukami, dają im tyle ciepła, cierpliwości i zrozumienia, ile im brakowało za dziecka. Te wysoko wrażliwe kobiety są bardzo podatne na manipulacje. Jeżeli i ty jesteś z takich roczników (pamiętaj, że jedynie bardzo orientacyjne wskazałam granicę), to prawdopodobnie masz wokół siebie wiele osób, które nawykły mówić ci, co masz robić, uważają cię za słabszą, zbyt emocjonalną, być może – niedostosowaną do świata. Może już jesteś zaznajomiona z pojęciem „toksycznych osób” i nawet wiesz, że tak właśnie na ciebie działają. Bardzo często są to osoby bardzo bliskie (przynajmniej w teorii), czyli mąż, dzieci, przyjaciółka, siostra… Być może już nawet wiesz, że ich reakcje, ich słowa ci nie służą, że pogrążają cię emocjonalnie. Być może utknęłaś w martwym punkcie, bo nawet jeżeli przeczytałaś książki o asertywności i próbowałaś wdrożyć co nieco w życie – to wciąż napotykasz opór i brak zrozumienia. Wtedy wątpisz, czujesz się gorsza, myślisz, że tobie nie ma szans się udać. Mniej więcej w takim schemacie trafiają do mnie dziewczyny (piszę dziewczyny o wszystkich kobietach z którymi współpracuję, niezależnie od wieku; bardzo lubię to określenie); z coraz mniejszą nadzieją, że uda im się cokolwiek zmienić. Jeżeli i ty jesteś taką dziewczyną, spieszę z wyjaśnieniem, że dopóki będziesz się czuła ofiarą (obojętnie czego: złego wychowania, toksycznego rodzica, braku sprawiedliwości), to nic się nie zmieni. Najpierw ty musisz zaakceptować swoją wrażliwość, zmienić myślenie o sobie samej, nauczyć się szanować siebie i swoje potrzeby, a dopiero potem – zmieniają się relacje z otoczeniem. Ta książka powstała także po to, by ci w tym pomóc. I nie zrażaj się tym, że może ci to zająć nieco więcej czasu.

Niektóre znajomości nie przeżywają takiej przemiany. Ludzie wokół dziwią się, że spokojnej i dobrej kobiecie „odbiło”, bo nagle śmiała odmówić opieki nad wnukami i pojechała sobie na wyjazdowe warsztaty z przyjaciółką. A przecież była na każde zawołanie! Dostosowywała się do trybu życia tych młodszych, tych jakże bardziej zapracowanych, tych jakże ważniejszych! Toteż jeżeli myślisz poważnie o zmianie wewnętrznej, przygotuj się, że otoczenie zewnętrzne, twoi bliscy, mogą ci to naprawdę utrudniać.

Choć zdarza się i zupełnie odwrotnie. Wyobraź sobie zdziwienie na twarzy Krystyny, która drżącym głosem oznajmiła swojej czterdziestoletniej córce, że się rozwodzi, a córka rzuciła jej się na szyję z radości i wykrzyknęła: „Nareszcie mamo! Już dawno powinnaś była to zrobić!”. Krystyna wychowała się w przekonaniu, że kobieta musi mieć męża, że bez męża jest niemal bezwartościowa, a przynajmniej wybrakowana i że jakikolwiek ten mąż byłby, należy mu się szacunek (rozumiany jako bezwzględne podporządkowanie się). „Nie pije, nie bije, pieniądze przynosi, czego chcesz więcej?” – mawiała jej matka. Gdy dzieci były małe i Krystyna próbowała się odnaleźć w świecie pieluch, rzeczywiście chyba niczego więcej nie oczekiwała. Może czasem zwykłego pytania, jak się masz, jak się czujesz, albo wzięcia dzieci na spacer, choćby w sobotnie popołudnie, żeby ona mogła odpocząć. Dzieci rosły, życie wciągało i Krystyna przywykła do tego, że właściwie życie jest ustawione pod męża. Gotowała to, co on lubi, sprzątała tak, jak on lubi, ubierała się tak, jak on chciał (miało być poważnie, czyli Krystyna chodziła w szaro-czarno-brązowych bezkształtnych zestawieniach). A że przy swojej wysokiej wrażliwości wychwytywała nastrój męża już gdy tylko przekraczał próg domu, schodziła mu z drogi kiedy trzeba, albo parzyła kawę, gdy tylko czuła, że tego potrzebował. Najgorsze były spotkania towarzyskie, imieniny, święta, kiedy przychodziła rodzina męża. Cokolwiek Krystyna zrobiła – było niedobrze. Za mało ugotowała, albo za dużo, albo nie zrobiła sałatki, albo zrobiła dwie, a po co. A to krzywo siedziała, a to za mało gadała z gośćmi, a to brzydko się ubrała, a to miała za duży dekolt (czyli coś innego niż golf). Mąż był wiecznie niezadowolony i w dodatku lubował się w publicznym krytykowaniu wszystkiego co z nią związane. Ukojenie Krystyna odnajdywała w kwiatach – jej dom był pełen przeróżnych roślin. Chętnie obdarowała małymi sadzonkami koleżanki w pracy (przynajmniej do przejścia na emeryturę). Każdego roku jej balkon był różowy od pelargonii. Przełom w życiu Krystyny nastąpił, gdy zmarł ojciec jej męża, a ona rozchorowała się, co uniemożliwiało jej podróż do innego miasta, gdzie miał być pogrzeb. Mąż, który do tej pory zawsze był obecny w domu po pracy (weekendy spędzał przed telewizorem), wyjechał na dwa tygodnie. I te dwa tygodnie zmieniły życie Krystyny. Dwa dni po jego wyjeździe przespała. A potem wstała, jak „młody bóg” – zdrowa i pełna sił. Doświadczyła ciszy (mąż każdego dnia oglądał program telewizyjny), doświadczyła snu (mąż chrapał, więc nie wysypiała się od lat), doświadczyła bałaganu (uznała, że skoro jest chora i nie ma męża, to wystarczająca wymówka, by sobie odpuścić na kilka dni sprzątanie), doświadczyła beztroskiego śmiechu, gdy pozwoliła sobie zaprosić do siebie dawną znajomą (wcześniej nigdy nie sądziła, że ma możliwość). Pozwoliła sobie pomyśleć, że czuje się bardzo swobodnie, dobrze i poczuła jednocześnie głęboki żal, że nie ma tego na co dzień. Minęły kolejne dwa lata, a Krystyna zaczęła się interesować sobą, swoim rozwojem. Kroczek po kroczku wyrywała dla siebie wolność – ku własnemu zdziwieniu odważyła się zapisać do klubu fitness, choć mąż uważał, że to głupie i dla „małolat”. Kupiła sobie kilka bluzek w kwiaty. Dołączyła do klubu czytelniczego w lokalnej bibliotece. Aż przyszedł dzień, gdy, robiąc zakupy w pobliskim warzywniaku, była świadkiem rozmowy sprzedawczyni z zapłakaną dziewczyną. Okazało się, że chciała ona zostawić kartkę w sklepie, ponieważ jest zmuszona oddać kotkę. I Krystyna usłyszała samą siebie mówiącą: „Ja ją wezmę”. Dalej wszystko potoczyło się tak szybko, że miała „luki w pamięci” jak to określiła.

Krystyna:

Po prostu ocknęłam się w fotelu własnego mieszkania i zdumiona patrzyłam na kota, kuwetę i inne rzeczy, które dała mi ta dziewczyna. Dotarło do mnie, jakie to szaleństwo, że mój mąż jak tylko wróci z pracy, będzie kazał mi oddać tego kota, bo on uważa, że zwierzęta brudzą i śmierdzą. A potem ta kotka – przysięgam ci – podeszła do mnie, usiadła, miauknęła i tak spojrzała mi w oczy, że wybuchnęłam płaczem. Wszystko mi puściło, te wszystkie lata, a kotka wskoczyła mi na kolana i zaczęła mruczeć. Ja nie wiem ile płakałam, szlochałam, a kot cały czas był przy mnie! I przysięgam ci, że gdy już nie miałam czym płakać, wiedziałam jedno – ten kot zostaje ze mną i koniec.

Kot został. I jak już wiesz – Krystyna złożyła papiery rozwodowe. Dostała pełne wsparcie córki, która, jak się okazało, nie rozumiała, jak jej matka przez lata mogła się godzić na takie upokorzenia.

Trochę trwało zanim Krystyna przestała czuć się ofiarą, zanim przestała uważać, że to inni mają decydować o jej życiu, bo ona albo nie wie, albo nie ma kwalifikacji, albo jest za głupia (jak to określał jej mąż i w co, po latach wysłuchiwania, już sama wierzyła). To jest proces, który czasem naprawdę trwa. Dlatego, jeżeli czujesz, że jesteś wysoko wrażliwą dziewczyną takiego pokolenia – daj sobie czas, daj sobie cierpliwość, ale też pilnuj swojej wytrwałości i swojego celu. W tych pokoleniach jeszcze często ogromną rolę odgrywa wychowanie w religii katolickiej (nie mieszaj Boga czy Siły Wyższej z religią), gdzie pozycja kobiety jest przedstawiana raczej niezbyt chwalebnie, bądź usłużnie, czyli raczej niżej od mężczyzny. Niemal cały wydźwięk religijny można by zawęzić do takiego sformułowania, powtarzanego na każdej mszy: moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Jeżeli i ty mówiłaś to przez lata, to tak zaprogramowałaś się na winę, na poczucie bycia ofiarą, kimś gorszym, kimś kto musi przepraszać, że w ogóle żyje. Koniec z tym podejściem kochana! Jeżeli chcesz żyć, jeżeli chcesz wykorzystać światło jakie masz w sobie, przestań je gasić poczuciem winy i wstydem! Nikomu nie jesteś niczego winna. Nikogo za nic nie musisz przepraszać. Nic nikomu nie musisz udowadniać.

3 ZAPANOWAĆ NAD UMYSŁEM

Myśli przewodnie:

To, w jaki sposób myślisz, jest pewnego rodzaju nawykiem.

Większość twoich myśli nie jest twoja.

Myśli są napędzane emocjami, a emocje generują myśli.

Sposób, w jaki myślisz, jest nawykiem

Poznaję wiele wspaniałych wysoko wrażliwych osób, ludzi w różnych momentach życiowych. Czasem w większym, czasem w mniejszym kryzysie, czasem w dżungli prawdziwie ciężkich emocji, a czasem na pustyni depresji, z której nie wiadomo jak się wydostać. Czasem jest to też wydawałoby się zwyczajne życie, przez niektórych oceniane jako „wygodne”, nawet „dobre”, a jednak dziwna pustka, niedosyt czy niepokój, a nawet trudne do określenia poczucie braku chodzą jak cień za człowiekiem. Najczęściej pływamy wtedy w niekończącym się oceanie przytłaczających myśli.

Z perspektywy lat doświadczeń w pracy z ludźmi widzę, że zapanowanie nad umysłem najczęściej jest najważniejszym krokiem w poprawie jakości swojego życia i wydaje się wielu osobom bardziej realne niż zapanowanie nad emocjami. I właśnie dlatego od tego zaczniemy.

Niezależnie od tego, czy uważasz, że masz hiperaktywny/nadaktywny umysł (często tak określają go osoby przychodzące do mnie) i dlatego „nie możesz przestać myśleć”, spróbuj otworzyć się na możliwość, że to, w jaki sposób myślisz, jest nawykiem. I to najczęściej nawykiem wykształconym bardzo, bardzo dawno, mało tego – zazwyczaj w dużej mierze przeniesionym od któregoś z opiekunów z dzieciństwa (rodziców, babci, dziadka itd.). Tak jak chodzimy w określony sposób (zobacz jak łatwo można poznać, że idzie ktoś, kogo znamy, tylko gdy słyszymy w jaki sposób idzie, jak ciężko czy lekko stawia stopy na ziemi, czy szura nogami, czy raczej „wali” o podłoże, czy jest to krok „energiczny”, czy spokojny, a może chodzi „cichutko jak myszka”), tak samo myślimy w określony sposób. Jeżeli przyjmiesz, że sposób w jaki myślisz to jakiś rodzaj nawyku, to tym samym, otwierasz się na możliwość zmiany tego nawyku.

Mała dygresja, zanim twój umysł powie ci, że to niemożliwe myśleć inaczej.

Przez wiele lat prowadziłam szkolenia z autoprezentacji. Były to kameralne spotkania dla osób, które chciały umieć wreszcie wypowiadać się na zebraniu w pracy, przedstawić raport, były postawione przed koniecznością prowadzenia szkoleń wewnątrz firmy, czy przygotowywały się na rozmowę kwalifikacyjną. Jednym z elementów, na które zwracamy wtedy uwagę, jest właśnie postawa i sposób chodzenia. To, czy ktoś stoi wyprostowany czy lekko zgarbiony, czy idzie krokiem sprężystym, czy prostuje kolana czy nie, czy najpierw prowadzą kogoś jego barki czy brzuch – to przekłada się na odbiór tej osoby. Jeżeli dana osoba trzyma głowę prosto, broda jest na takim poziomie, że jest przestrzeń przed gardłem (głowa ani zadarta, ani opuszczona), ręce ma swobodne, krok sprężysty, pewny, do tego patrzy nam w oczy – od razu odbieramy jako pewną siebie. Czy można zmienić sposób chodzenia? Można. Czy można zmienić sposób w jaki stoisz? Można. Wiedzą o tym osoby, które np. uczęszczały na kursy tańca towarzyskiego, gdzie bardzo dużą uwagę przykłada się do układania ciała w odpowiednią postawę (tak zwana „rama”), czy choćby na gimnastykę korekcyjną (która ma w założeniu – jak można poznać po nazwie – skorygować postawę). Zatem, ku zaskoczeniu niektórych osób, sporą część owego spotkania poświęcaliśmy na przygotowanie odpowiedniego kroku czy ułożenia postawy ciała w trakcie szykowanego przemówienia. Jak to zwykle bywa, większość z nas tak bardzo skupia się na tym co chce powiedzieć (treść merytoryczna), że zapomina o przygotowaniu się fizycznym, jak na przykład ćwiczenie odpowiedniego kroku, oddechu, postawy, utrzymania wzroku. Ja wiem, że są tzw. „urodzeni mówcy”, którzy nie muszą tego ćwiczyć, po prostu mają „talent” (choć na pewnym poziomie nie jest to do końca prawda – mają zazwyczaj taki temperament, że od małego ćwiczą swoje wystąpienia, przemawiając do rodziców, kolegów, znajomych – jest to częścią ich charakteru!). Jednak większość ludzi zdecydowanie potrzebuje wyćwiczyć takie elementy, aby wzmocnić swój przekaz, czy w ogóle być wysłuchanym. Wierz mi, nie ma znaczenia w ogóle co mówisz, jeżeli mówisz to niewyraźnie, za cicho, stojąc byle jak, garbiąc się, czy stojąc bokiem/tyłem do odbiorcy. I przechodzimy do sedna – praca z ciałem działa w dwie strony. Jeżeli nie jesteś do końca pewna siebie, ale zaczniesz naśladować chód pewnego siebie człowieka, postawę pewnej siebie osoby i będziesz to robić dłuższy czas, to trochę się tak poczujesz – jak bardziej pewna siebie osoba. Umysł, który nie lubi zmian najprawdopodobniej będzie to wyśmiewać, dlatego często wtedy mówimy, że czujemy się „głupio” (jasne, że czujesz się inaczej, bo do tej pory tak nie robiłaś!). Kiedy jednak nie ulegniesz tym ocenom i będziesz ćwiczyć krok pewnej siebie osoby, z czasem zmienisz swój sposób chodzenia właśnie na bardziej pewny siebie i tym samym zmienisz też to jak się czujesz.

5 JAK PODNOSIĆ POZIOM SWOJEJ ENERGII

Myśli przewodnie:

Znajdź swoją ładowarkę i podpinaj się do niej, kiedy potrzebujesz.

Nie próbuj nadążyć za ekstrawertycznym światem.

Opanuj wyższą sztukę dążenia do równowagi energetycznej.

Co cię ładuje, co cię wzmacnia

Wiesz już na jakie czynności i myśli zużywasz energię w ciągu dnia. Czas dokładnie ustalić, co „daje” ci energię. Nie mam na myśli czegoś „magicznego”, co sprawi, że dostaniesz niesamowity strzał energii – bardziej chodzi o takie czynności, dzięki którym wydatki energetyczne zostają zrównoważone. Coś jak z ładowaniem telefonu – gdy masz 100 procent baterii, nie szukasz ładowarki, po prostu korzystasz z aparatu wedle uznania. Być może dopiero przy 50 procentach zaczynasz zastanawiać się, czy warto już podładować telefon, czy możesz jeszcze poczekać – w zależności od tego, jak zamierzasz korzystać z tego urządzenia w późniejszym czasie i w zależności od tego, czy będziesz mieć dostęp do gniazdka elektrycznego. A być może dopiero przy 30 procentach? Wiele osób, wiedząc, że czeka je np. załatwianie licznych spraw poza domem, zwraca uwagę na to, by choć przed wyjściem przez chwilę podładować telefon. Wolą uniknąć sytuacji, w której telefon jest całkiem rozładowany. Oczywiście, są też tacy, którzy w ogóle się tym nie przejmują i tacy, których uzależnienie od telefonu stanowi już poważny problem. Mówimy o porównaniu, które (mam nadzieję) pozwoli ci w nieco prostszy sposób zrozumieć zarządzanie własną energią.

Być może jesteś już tak zabiegana i odcięta od swojej duszy, że możesz mieć problem z rozróżnieniem tego co rzeczywiście cię „ładuje”, a co jest tylko tym, co „słyszałaś”, że ma cię ładować. Jesteśmy programowani na każdym kroku, w różny sposób, zatem można ulec wpływom manipulacyjnym kompletnie nieświadomie. Dla przykładu – pewna wysoko wrażliwa dziewczyna powiedziała mi, że aby się zrelaksować (jak to określiła), chodzi do kosmetyczki i „na paznokcie”. Coś mi w tej wypowiedzi nie pasowało, zatem zapytałam ją wprost, którą z jej koleżanek, czy znanych jej bliskich kobiet takie rzeczy relaksują. I trafiłam w punkt, ponieważ był to sposób na relaks jej niewysoko wrażliwej starszej siostry. Wychowana w przekonaniu, że starsi mają rację, ślepo podążyła za jej sposobem relaksowania się, mimo iż – jak przy pogłębieniu rozmowy okazało się – ona wcale nie lubi jak dotykają ją obcy ludzie (co jest bardzo częste u wysoko wrażliwych osób). Zatem, wizyta w salonie kosmetycznym była tak naprawdę kolejną stresującą rzeczą powodującą wyciek energii, ponieważ każdemu wyjściu towarzyszyło wewnętrzne spięcie i myśli „powinnam się relaksować”. Tego typu lansowane przez kobiece czasopisma rozrywki raczej nie relaksują i nie ładują wysoko wrażliwych kobiet. Wysoko wrażliwa kobieta nie lubi zazwyczaj chodzić do fryzjera, chyba że jest to znana jej od lat, ta sama sprawdzona fryzjerka. Raczej nie będzie się ładowała na głośnym i pełnym atrakcji wieczorze w spa, zaplanowanym przez jej niewysoko wrażliwą koleżankę – ponieważ wyjściu towarzyszy zbyt wiele niewiadomych. Są to nowe miejsca, nowi ludzie, być może nie do końca znane współtowarzyszki wyprawy. Jeżeli jeszcze nigdy nie była w tego typu miejscu, będzie towarzyszyło jej napięcie związane z tym, że np. nie wie, jak się ubrać, zastanawia się, czy będzie umiała się odpowiednio zachować – cokolwiek to „odpowiednio” znaczy.

Co zatem „ładuje” wysoko wrażliwe osoby? Zwykle, gdy pytam je o to, potrafią bez problemu wymienić co je ładuje, co dodaje im energii. Mają na myśli czynności, po których czują się bardziej wypoczęte, zrelaksowane nie tyle fizycznie (choć to też jest ważne), co przede wszystkim psychicznie. Zwykle wymieniany jest sen, drzemka, spacer, czy przebywanie na łonie natury. Przez lata rozmów z wysoko wrażliwymi osobami nazbierałam trochę przykładów – poniżej przeczytasz autentyczne wypowiedzi.

Co dodaje ci energii? Kiedy się ładujesz? Kiedy się regenerujesz?

• „kiedy się solidnie wyśpię, wtedy mogę wszystko!”;

• „uwielbiam wieczory, gdy dzieci śpią, jest cisza i półmrok, możemy z mężem przytulać się i być wdzięczni za to, że mamy fajne dzieci i jak dobrze, że już śpią”;

• „zawsze, gdy idę na spacer z psem, gdy się bawię z nim – mam mnóstwo energii, wracam wypoczęta i z czystą głową. Nawet, jak mi się czasem nie chce iść, to spojrzę w te jego oczy jak węgielki i od razu mi lepiej!”;

• „uwielbiam siedzieć przy ognisku i patrzeć w ogień”;

• „dobrze mi robią na głowę spacery do lasu, gdy przytulam się do drzew, zbieram liście, szyszki, dotykam mchu, szukam dzięciołów”;

• „najbardziej regenerują mnie spacery wzdłuż brzegu morza. Staram się przynajmniej dwa razy w miesiącu być na plaży. Czasem wystarczy po prostu trochę posiedzieć na niej w ciszy – co jest możliwe poza sezonem”;

• „może to nic wielkiego, ale uwielbiam obserwować ptaki przy karmniku, w ogóle ptaki”;

• „wracam do domu, głaszczę moją kotkę, gadam do niej, ona mi odpowiada, mruczy – to są najlepsze momenty mojego dnia”;

• „uwielbiam oglądać wschody słońca. Jest coś magicznego w tym momencie”;

• „najbardziej regenerują mnie wędrówki po górskich szlakach jesienią, gdy nie ma turystów”;

• „jazda na rowerze, najlepiej samemu. Wsiadam, jadę i wreszcie nie myślę”;

• „gdy mogę w spokoju posiedzieć, napić się kawy czy herbaty”;

• „czytanie dobrej książki, najlepiej takiej optymistycznej, albo czego co jest związane z rozwojem osobistym, afirmacjami” sprawia mi wiele radości;

• „w ciągu dnia najbardziej regeneruje mnie drzemka”;

• „uwielbiam oglądać albumy ze zdjęciami, gdy dzieci były małe”;

• „leżenie pod kocem i przytulanie się do partnera”;

• „oglądanie jakiejś lekkiej komedii, albo odcinka serialu Przyjaciele”;

• „uwielbiam przesadzać kwiaty, doglądać je, pielęgnować. Albo nawet po prostu patrzeć jak rosną”;

• „szydełkowanie, uwielbiam to”;

• „bieganie ze słuchawkami w uszach i dobrą muzyką”;

• „słuchanie muzyki, którą lubię”;

• „kąpiel w wannie przy relaksującej muzyce”;

• „plecenie makram ze sznurka, albo innych takich ozdóbek”;

• „rysowanie. Uwielbiam coś szkicować, porysować, pokolorować”;

• „prace w ogrodzie, przy kwiatach, roślinach, oj… uwielbiam. Już samo myślenie o tym mnie relaksuje”.

7 PODSTAWY FUNKCJONOWANIA WYSOKO WRAŻLIWYCH OSÓB

Myśli przewodnie:

Funkcjonujemy na różnych poziomach, wszystkie są ze sobą połączone i wpływają na siebie.

Jak panować nad emocjami, żeby one nie panowały nad tobą.

Wszystko, czego potrzebujesz, masz w sobie.

Poziomy funkcjonowania

Jeżeli chcesz całkiem dobrze funkcjonować w świecie, w którym większość osób nie jest wysoko wrażliwa, potrzebujesz zadbać sama o siebie. To wyświechtane przez ostatnie lata hasło, zostało przedstawione jako umiejętność właściwego wydawnia pieniędzy na swoje zachcianki. Tymczasem dbanie o siebie to troska o swoją równowagę energetyczną.

Tak jak napisałam we wstępnie, podstawą funkcjonowania wysoko wrażliwych osób jest umiejętność zarządzania własną energią. Kluczowe elementy:

• zarządzanie własnymi myślami i skupianie się na konstruktywnych stylach myślowych;

• wypracowanie sposobów podejmowania decyzji;

• uświadomienie sobie czynników pochłaniających twoją energię każdego dnia, a także czynników,dzięki którym ładujesz swoją energię każdego dnia;

Już poznałaś, co za tym idzie, wiesz już jak istotne jest utrzymywanie uważności na siebie, swoje myśli, swoje emocje i tym samym utrzymywanie względnej równowagi energetycznej. Pewnie, że możesz mieć gorszy dzień, możesz czegoś nie zauważyć, mogą wystąpić nieprzewidziane okoliczności – żyjemy na planecie mało perfekcyjnej, zatem miej świadomość, że raczej nie będziesz idealnie w równowadze energetycznej każdego dnia. Ważne byś wiedziała, w jaki sposób możesz do niej dążyć, bo to sprawia, że nie jesteś bezsilna wobec napierających bodźców, a czujesz własną moc, sprawczość i możesz się skupić na rozwijaniu siebie i swoich talentów czy umiejętności.

Jeśli spojrzysz na siebie holistycznie, jeśli zobaczysz, że masz ciało fizyczne, emocje, umysł, duszę, a to wszystko funkcjonuje w połączeniu dzięki energii życiowej, jasnym stanie się dla ciebie, że potrzebujesz dbać o każdy z tych poziomów funkcjonowania. Nie ma sensu jedynie mentalna praca nad przekonaniami, jeżeli się nie wysypiasz. Nic ci nie dadzą najzdrowsze diety świata, jeżeli zamiatasz emocje pod dywan. I nie będziesz czuć satysfakcji z życia, mimo godzin spędzonych w bezruchu medytacji, jeżeli nie robisz tego, co kochasz, co cię zasila każdego dnia.

W utrzymywaniu równowagi energetycznej na co dzień pomaga:

Na poziomie fizycznym

• wysypianie się;

• wartościowe posiłki, które służą twojemu ciału, zdrowiu;

• dbanie o sprawność i elastyczność ciała, także w postaci umiarkowanego ruchu;

• zapewnienie sobie momentów regeneracji w ciągu dnia.

Na poziomie umysłowym

• skupianie się na konstruktywnych stylach myślowych;

• skupianie się na rozwijaniu swoich talentów i umiejętności;

• dostarczanie do umysłu wartościowych, rozwijających przekazów i treści;

• praktykowanie uważności.

Na poziomie emocjonalnym

• robienie każdego dnia tego, co ci służy, po czym czujesz się dobrze, po czym masz więcej energii, albo czujesz się spokojniejsza;

• posiadanie wartościowych relacji (osób, przy których czujesz się dobrze, swobodnie, czujesz akceptację, wsparcie i zainteresowanie od drugiej osoby);

• bieżące uwalnianie emocji i tym samym – uzdrowienie przeszłości (tak, bywa, że jest niemalże „praca” codzienna – jest to tak kluczowe jak praktykowanie uważności i jednocześnie w oczywisty sposób z nią powiązane);

• praktykowanie wdzięczności.