Powiedz tak! - Anna Szafrańska - ebook + audiobook + książka

Powiedz tak! ebook i audiobook

Szafrańska Anna

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

11 osób interesuje się tą książką

Opis

Miłość to nie wszystko. Trzeba jeszcze zdobyć sympatię rodziny...

 

Wygląda na to, że Stefania w końcu odnalazła swoje miejsce na ziemi. Zdecydowała się na przeprowadzkę do Drzewicy, przyjęła oświadczyny Michała i stworzyła prawdziwą, rodzicielską więź ze swoją pasierbicą, małą Melanią. Tymczasem na kilka godzin przed uroczystym przyjęciem zaręczynowym w domu Michała pojawia się jego siostra, która najwyraźniej nie pała do Stefanii sympatią. Niechęci do kandydatki na synową nie kryją także rodzice Michała. A to dopiero początek problemów, które mogą okazać się początkiem końca tego związku...

 

– Miałabyś na coś ochotę? A może odpoczniesz po podróży? Zaprowadzę cię do pokoju…

– Daruj sobie. Znam ten dom lepiej niż ty – przerwała mi sztywno Gosia, kładąc na podłodze małą torbę podróżną, a ja w duchu błagałam, by jutro z samego rana dostała pilny telefon z kliniki i musiała wracać do Poznania. Olać to, że właśnie rozpoczął się weekend. Im mniej czasu spędzałam z Gośką, tym lepiej było dla mojego zdrowia psychicznego.

– Doskonale zdaję sobie z tego sprawę – odpowiedziałam najmilej, jak umiałam.

– Więc przestań stać nade mną. Potrafię się poruszać po mieszkaniu mojego brata.

Momentalnie przestałam się zmuszać do uśmiechu. Było mi już zupełnie obojętne, czy dostrzeże grymas wściekłości na mojej twarzy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 475

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 31 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Agnieszka Postrzygacz

Oceny
4,5 (482 oceny)
317
110
41
12
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
nataliaklosinska

Dobrze spędzony czas

fajna
00
helutek7

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam bardzo
00
MariolaAndrzejczak

Nie oderwiesz się od lektury

i takie happy endy lubię
00
Marchewka1980

Nie oderwiesz się od lektury

Druga część historii Stefanii i Michała. Pełna emocji i zwrotów akcji opowieść o pięknej miłości, o którą trzeba zawalczyć z przeciwnościami losu. Ponad 400 stron pasjonującej lektury .
00
Bajkaa85

Nie oderwiesz się od lektury

Polecam, dobrze sie czytalo.
00



Anna Szafrańska

Powiedz tak!

ROZDZIAŁ 1

Zawarczałam pod nosem.

Naprawdę muszę się tego oduczyć. To niezbyt dobrze świadczy o dwudziestosześcioletniej kobiecie, narzeczonej lekarza (zresztą jedynego w okolicy) i świeżo upieczonej (aczkolwiek jeszcze przyszywanej) mamie pięcioletniej dziewczynki. Ale właśnie przez tę małą terrorystkę warczę pod nosem, przeklinając siarczyście.

Dzień po tym, jak Michał mi się oświadczył, Mela najbardziej przejęła się tym, że tata nic jej nie powiedział. Poważnie, tylko ten prawie sześcioletni krasnoludek, który dopiero co odrósł od podłogi, mógł piszczeć żałośnie, a na koniec tupnąć nóżką i śmiertelnie się na nas obrazić, zamykając się w swoim pokoju. Myśleliśmy, że do wieczora, ostatecznie do następnego dnia, jej przejdzie. Ale Mela to wcielony anioł zemsty. Już się nauczyłam, że pod żadnym pozorem nie można jej podpaść. Więc, by zakopać topór wojenny, zaproponowałam, by pomogła mi zorganizować małe przyjęcie dla najbliższych, na którym powiemy o naszych planach. Nigdy wcześniej nie widziałam, by w jednej sekundzie naburmuszona mina ustąpiła miejsca ogromnemu, szaleńczemu uśmiechowi.

Stoję więc w kuchni od wczesnego rana, piekąc, gotując i szatkując. I mając cichą nadzieję, że chociaż połowa z tego będzie jadalna, biorąc pod uwagę ilość jadu, która wycieka z moich ust za każdym razem, gdy przeklinam pod nosem.

Właśnie wstawiałam biszkopt do piekarnika, gdy drzwi otworzyły się i zatrzasnęły z hukiem. Od progu powitał mnie śmiech Agnieszki.

– Hej, siostra! – zawołała śpiewnie i jak dla mnie zbyt radośnie.

Zawarczałam w odpowiedzi. Cholera. Może założę sobie na nadgarstek gumkę recepturkę i będę za nią pociągać, gdy tylko zachce mi się fuknąć. Podejrzewam, że zerwałaby się, jeszcze nim minęłoby południe.

Aga rzuciła siatki na wolne miejsce na blacie, to które nie było jeszcze zachlapane ani obsypane mąką. Kątem oka zauważyłam wybałuszone w czystym przerażeniu niebieskie oczęta.

– Poważnie, to wygląda jak katastrofa! – pisnęła, zduszając śmiech.

– Zamknij się – syknęłam, zrzucając rękawice kuchenne. Rozmasowałam sobie skronie, usilnie próbując sobie przypomnieć, co miałam dalej zrobić.

Widząc, że miotam się z kąta w kąt, Agnieszka ściągnęła sweter, cisnęła go na krzesło między jadalnią a salonem i zabrała się do rozpakowywania siatek.

– Ile gości zaprosiłaś?

– Nie ja zapraszałam tę hałastrę.

– Okej, to kogo zaprosiła Melania?

– Tak na oko?

– Pi razy drzwi.

– Chyba pół miasteczka – mruknęłam pod nosem, wyciągając z lodówki kawał mięcha, który miałam zamarynować. Aga zamarła, a jej czerwone usteczka rozwarły się w przerażeniu. – No dobra, tylko nasza rodzina i znajomi Michała – sprecyzowałam, przewracając oczami.

Kuzynka wskazała gestem na zawaloną kuchnię.

– To chyba będziemy się u was stołować przez najbliższy tydzień – skwitowała ironicznie, zamykając za mną lodówkę. Jej uwagę przykuła lista napisana koślawymi, wielgachnymi literkami, przyczepiona magnesem do lodówki. – Co to?

– Czytaj – zachęciłam, ciekawa jej reakcji.

Przywołując ostatnie resztki spokoju, zaczęłam obierać czosnek, podczas gdy Aga zanosiła się śmiechem, miętosząc listę potraw, które kazała przygotować Melania.

– Poważnie kazała ci to wszystko zrobić? – Otarła wierzchem dłoni oczy, po czym westchnęła z uznaniem. – To ci mały diabełek.

– Mnie to mówisz?

– Nagrabiliście sobie, nie mówiąc nic Melanii. – Wzruszyła ramionami, odwieszając kartkę na swoje miejsce. – To chyba miała być kara.

– Ale dlaczego ja mam przez to cierpieć?! – Lamentowałam głośno, gdy Aga podwijała rękawy kraciastej koszuli. – Przecież ja nic nie wiedziałam o planach Michała! W życiu bym się nie spodziewała, że przyjdzie mu do tego pustego łba paść na kolano i wyciągnąć pierścionek.

– Wiesz, jesteście ze sobą dwa lata. Każdy się tego spodziewał. No, każdy poza tobą. A właśnie, gdzie winowajca?

– O którym mówisz? O tej, która wrobiła mnie w to przyjęcie, czy o Panu Wolno-Mi-Wszystko?

– O Michale – zachichotała, szturchając mnie w bok. – A o ile mnie pamięć nie myli, to sama zaproponowałaś Meli, żeby pomogła ci zorganizować przyjęcie.

Gdybym wiedziała o wybujałej wyobraźni Melanii, ta propozycja w życiu nie przeszłaby mi przez gardło.

– Michał jest na dole – odparłam spokojniej, zerkając przez ramię na zegar. – Powinien o trzynastej kończyć dyżur, a jest… Jasna złocista cholera! Dwunasta!

Biorąc uspokajający wdech, Aga otworzyła szufladę, gdzie trzymałam przyprawy.

– Więc nie traćmy czasu.

– Nie wiem, jak ci dziękować!

– A od czego ma się siostrę? – rzuciła lekko, całując mnie w ramię.

To prawda. Byłyśmy siostrami. Na całego.

Wiele czasu zajęło mi odbudowanie dawnych relacji z Agą. Chociaż, jeśli miałam być zupełnie szczera, to właściwie zaczęłyśmy od czystej kartki. Ponownie. Ale tym razem postawiłam sobie za punkt honoru, by żadne demony mojej burzliwej przeszłości nie wtrącały się w skrupulatnie budowaną przeze mnie i Michała przyszłość. Bo tym był dla mnie Michał. Teraźniejszością i przyszłością. Nie potrafiłam sobie wyobrazić nic innego.

Czasami wracałam wspomnieniami do tego koszmaru, gdy uciekłam od Michała. Próbowałam zdusić uczucia w zarodku i wmówić sobie, że z biegiem czasu o wszystkim zapomnę, a zauroczenie nim traktowałam jako złudną mrzonkę.

Naszła mnie fala dreszczy, bo nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak teraz wyglądałoby moje życie. Samotna, zraniona, zgorzkniała? To pewne.

No i czym by było życie bez Melanii? Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie przypuszczałam, że można tak kogoś pokochać. Dogłębnie i z miejsca. Jak na pstryknięcie palcem. Nawet nie potrafię opisać tego uczucia, a ponoć jestem elokwentna i wygadana. To po prostu palące uczucie gdzieś w okolicach serca, które rośnie z każdym oddechem i rozsadza od środka. W takich momentach, gdy Mela jest gdzieś niedaleko mnie, rzucam wszystko i przytulam małą, ile tylko mam sił, dziękując, że pozwoliła mi zająć miejsce w jej życiu. Bo byłoby takie puste, gdyby nie Michał. I Mela.

– Nie wiedziałam, że umiesz robić torty – przerwała mi rozmyślania Aga.

– Uwierz mi, ja też nie.

Kuzynka rzuciła mi przerażone spojrzenie z drugiej strony kuchni. Tak, chyba byłam na najlepszej drodze, żeby doprowadzić Agę do zawału. Po tej małej deklaracji mojego braku wiedzy na temat pieczenia czegokolwiek poza babeczkami i ciastami, kuzynka zaproponowała, że wszelkie kwestie cukiernicze bierze na siebie. Byłam jej bardziej niż wdzięczna. Jasne, mogłam poskreślać pewne punkty z listy Melanii, ale nie chciałam jej zawieść. Grałam nieczysto, angażując do pomocy Agę, ale wolałam to niż widzieć wygięte w podkówkę czerwone usteczka Meli. Nawet jeśli była terrorystką pozbawioną wszelkich skrupułów.

Agnieszka sprawdziła stan biszkoptu i chyba wyszedł mi dobrze, bo zabrała się do robienia kremu. Tęczowy tort. Gdy oglądałam w internecie filmiki przedstawiające wykonanie takiego dzieła sztuki, padł na mnie blady strach. Siedem różnokolorowych warstw. Jedna stanowiła dla mnie wyzwanie, a tu było aż siedem. No i weź tu przekrój idealnie biszkopt na kilka warstw!

Odwróciłam się, żeby wyciągnąć z szafki naczynie żaroodporne, gdy poczułam ten dreszcz, od którego zjeżyły mi się wszystkie włoski na ciele. Zza moich pleców wyrosła ręką, która z łatwością ściągnęła z najwyższej półki szklany półmisek.

– Co słychać na linii frontu? – zamruczał mi do ucha Michał, przeciągając nosem po moich włosach.

Na swoje usprawiedliwienie dodam, że zawsze, gdy tak robił, miękły mi kolana i ogólnie przypominałam trzęsącą się, bezmózgą galaretkę. Tak właśnie działał na mnie narzeczony. Zawsze.

Nawet zapomniałam, że kwadrans temu obwiniałam go o całe to zamieszanie.

– Staram się nie zwariować – odpowiedziałam kąśliwie, gdy mój język przestał przypominać sztywny kołek.

– Innymi słowy: przyda nam się ratunek – dorzuciła Aga, urabiając mikserem masę.

Michał wyciągnął z kieszeni dżinsów gumkę do włosów i mrugając do mnie porozumiewawczo, związał swoje blond kosmyki na karku.

– Jestem zwarty i gotowy do działania – wyszeptał swoim obezwładniającym chropowatym głosem, a gdy zakołysał biodrami przy moim tyłku, zrozumiałam, że to nie jest tylko dwuznaczny tekst. Resztkami samokontroli trzepnęłam go po rękach. Nie mogłam się skupić, gdy tak sugestywnie się o mnie ocierał.

– W takim razie – zaczęłam, starając się, by mój głos brzmiał chłodno i nieprzystępnie. To nie była najlepsza pora na myślenie o szybkim numerku na kuchennym blacie. Chociaż może moje spięte ciało… Nie, nie, nie! Trocka, wyciągnij swój umysł z rynsztoka! – Skoro jesteś już wolny, to może ogarniesz ten gulasz warzywny z pulpetami? W lodówce masz miskę z mięsem mielonym, już wszystko doprawiłam.

Przytaknął, ale zanim ruszył na drugi koniec kuchni, otarł się o mnie jeszcze raz, niby przesuwając mnie tak, jakbym mu stała na drodze, a kradnąc mi szybkiego, acz głośnego całusa, kompletnie pozbawił mnie tchu. Nim zdołałam się ogarnąć, dusił się ze śmiechu z głową wetkniętą do lodówki.

I jak miałam być zła na tego faceta? Myślałam, że to niemożliwe, by dwie osoby mogły okazywać sobie czułość tak samo, jak w momencie, gdy były na etapie zakochania, ale to prawda. Czasami było między nami obłędnie romantycznie i jeśli jeszcze kilka lat temu taki obrazek przyprawiłby mnie o ból brzucha, to teraz za nic nie zmieniłabym zachowania Michała. Pochlebiało mi, że nadal szuka każdej możliwej próby kontaktu, a gdy jesteśmy w towarzystwie, nie chce wypuścić mnie z rąk.

Było… naprawdę dobrze, a nawet jeszcze lepiej, biorąc pod uwagę to, jak kiedyś postrzegałam wszystkie te romantyczne bzdury.

Przed czwartą oficjalnie ogłosiłam wykonanie planu Melanii. Obyło się bez telefonu do firmy cateringowej bądź do knajpy z pierogami. Potrawy leżały na półmiskach na odgruzowanym blacie, a kuchnia była wymuskana, jakby jeszcze parę godzin temu nie trwała tu istna wojna gastronomiczna. Widząc, że wszystko jest już dopięte na ostatni guzik, Aga zebrała się do wyjścia razem z Michałem, który jechał odebrać Melę z przedszkola. Ja postanowiłam wziąć długą relaksującą kąpiel. Przynajmniej tak długą, na jaką mi pozwolą Malczewscy.

Dosłownie kwadrans spędziłam zanurzona po szyję w białej pianie, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Na ułamek sekundy przymknęłam oczy, zaciskając zęby, żeby nie krzyknąć mrożącego krew w żyłach „kurwa”. Zawiązując poły szlafroka, jako tako wytarta, ostrożnie zeszłam na dół. Nim doszłam do drzwi, naszło mnie złe przeczucie, które potwierdziło się, gdy spojrzałam przez judasza. Zmięłam w ustach kolejne przekleństwo. Kopciuszek miał złą macochę i jej córki. Ja miałam siostrę Michała.

Przyklejając na twarz sztuczny uśmiech, otworzyłam drzwi zamaszystym ruchem.

– Gosia! Jesteś… wcześnie – rzuciłam lekko, starając się, by moje słowa nie zabrzmiały jak „wynoś się i przyjdź za godzinę, maszkaro!”.

Siostra Michała była wysoką, smukłą blondynką o identycznych jak u brata oczach. Z tą różnicą, że oczy Michała zdradzały jakiekolwiek emocje. Jej były całkowicie pozbawione blasku, a zdegustowany wyraz twarzy pogłębił się jeszcze bardziej, gdy zlustrowała mój wygląd.

– Musiałam wcześniej wyjechać z Poznania, bo na popołudnie zapowiadali gigantyczne korki na autostradzie. Chyba nie miałam krążyć po tej wsi, czekając, aż wybije szósta? – wyjaśniła chłodnym tonem, unosząc wysoko brew. – Przeszkodziłam w czymś?

– Oczywiście, że nie, dobrze, że jesteś wcześniej. Brałam tylko kąpiel przed tym wieczornym zamieszaniem – dodałam jeszcze milszym tonem, prowadząc przyszłą szwagierkę do salonu. – Michał pojechał po Melę, powinni być lada chwila.

– Cudownie – westchnęła bez entuzjazmu.

Przestępując z nogi na nogę, starałam się opanować nerwy.

– Miałabyś na coś ochotę? A może odpoczniesz po podróży? Zaprowadzę cię do pokoju…

– Daruj sobie. Znam ten dom lepiej niż ty – przerwała mi sztywno Gosia, kładąc na podłodze małą torbę podróżną, a ja w duchu błagałam, by jutro z samego rana dostała pilny telefon z kliniki i musiała wracać do Poznania. Olać to, że właśnie rozpoczął się weekend. Im mniej czasu spędzałam z Gośką, tym lepiej było dla mojego zdrowia psychicznego.

– Doskonale zdaję sobie z tego sprawę – odpowiedziałam najmilej, jak umiałam.

– Więc przestań stać nade mną. Potrafię się poruszać po mieszkaniu mojego brata.

Momentalnie przestałam się zmuszać do uśmiechu. Było mi już zupełnie obojętne czy dostrzeże grymas wściekłości na mojej twarzy. Gosia nie zawsze była dla mnie taka oschła, jednak od jakiegoś czasu nasze relacje trąciły wręcz wrogością, a ja nie potrafiłam się doszukać jej przyczyny.

Zaciskając ręce na ramionach, starałam się ukryć trzęsące się ze złości palce.

– Gosia, ja naprawdę nie wiem, co zrobiłam nie tak…

– Wiele zrobiłaś, ale nie mnie ci to mówić – przerwała, drapieżnie mrużąc oczy.

– To ty masz ze mną problem, więc chyba od ciebie powinnam to usłyszeć – warknęłam przez zęby. – Jeśli chcesz mi coś powiedzieć, to wal. Nie mam zamiaru psuć sobie reszty wieczoru przez twoje muchy w nosie.

Byłam na nią tak wściekła, że puściły mi wszelkie hamulce. Miałam ochotę chwycić ją za te ułożone długie blond włosy i wytargać za próg domu. Jeśli tak miał wyglądać ten wieczór, to wolałam go zupełnie odwołać niż słuchać przez następne kilka godzin, jak bardzo mnie nie znosi i w ogóle nie pochwala decyzji o ślubie.

Widząc budzące się do życia kurwiki w moich oczach, Gosia przestąpiła z nogi na nogę, przybierając podobną do mojej pozę.

– Proszę, proszę. Wreszcie zobaczyłam twoje prawdziwe oblicze. To jeden z powodów, dla których cię nie lubię. Jesteś sztuczna. Kokietujesz wszystkich, łącznie z moim bratem. Nie mogę pogodzić się z myślą, że to właśnie on złapał się na twoje tanie flirty, jednak całe jego życie to masa błędów i jeśli chce popełnić jeszcze jeden, jego sprawa.

Sapnęłam, kompletnie pozbawiając się tchu. Wydawało mi się, że moja niedoszła szwagierka właśnie sprzedała mi konkretny cios w splot słoneczny.

– A ty jesteś… jesteś… – dyszałam, celując w nią palcem. Mimo że byłyśmy o krok od wielkiej kłótni, nie zamierzałam się zniżyć do jej poziomu. – Wredna!

Gosia przewróciła oczami, obdarzając mnie pobłażliwym uśmieszkiem podszytym litością.

– Jak dojrzale – rzekła z przekąsem.

Poprawiłam poły szlafroka i mocniej zacisnęłam palce na jedwabistym pasku.

– Okej, nie jestem dojrzała, czasami bywam wredna i niemiła, ale kocham Michała i chcę być mamą dla Melanii! Kocham ich oboje, a ty, jego jedyna siostra, powinnaś uszanować naszą…

– Kim? – Oczy Gosi z każdym wypowiadanym przeze mnie słowem stawały się coraz większe, a wrogość w jej oczach urosła do rangi amoku. – Zaraz, chyba nie…

W tym momencie drzwi trzasnęły głośno, a po drewnianym parkiecie rozniósł się odgłos małych stópek. Mela wpadła prosto w moje objęcia, już od progu nawijając z przejęciem, jak bardzo koleżanki z grupy zazdrościły jej dzisiejszego przyjęcia. Dopiero gdy obok stanął Michał, całując mnie w policzek, i spostrzegł Gośkę, która już z trudem nad sobą panowała, Melania oderwała się ode mnie i przytuliła do nóg cioci.

– Ciocia Macia!!! – krzyczała, podskakując jak piłeczka.

Michał przysunął się, przyciągając mnie delikatnie do swojego boku. Wyczuł, jak drżałam, powstrzymując złość. Na widok jego zmarszczonych w konsternacji brwi, musiałam szybko odwrócić głowę, żeby nie dostrzegł pierwszych śladów łez. Nie lubiłam tracić nad sobą panowania, szczególnie gdy prowokowała mnie swoimi tekstami Gośka. A już zwłaszcza gdy wszystkiemu przyglądała się Melania.

– Hej, szkrabie – zbyła ją szybko ciotka, siląc się na uśmiech. – Michał, musimy koniecznie porozmawiać.

– Ciebie też miło widzieć, Gosiu – sapnął sztywno, doskonale wyczuwając sytuację. – Mela, umyj ręce, muszę z ciocią…

Gosia, nie dając mu dokończyć, wystąpiła do przodu, nie zważając na Melę nadal przyczepioną do jej nóg. Nie panowała już nad sobą. A ja drżałam z wściekłości i strachu.

– Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że ta dziewucha będzie wychowywała…

– Przestań! – huknął Michał, sprawiając, że obie z Melą drgnęłyśmy nerwowo. Widząc, że to na chwilę przyhamowało Gosię, rozluźnił się minimalnie i powiedział: – Mela, pójdziesz z mamą na górę? Zaraz przyjdą goście.

Dziewczynka od razu przytaknęła, biorąc mnie za rękę i wciągając na schody. Wyszłam z pokoju, nie patrząc na Michała i Gośkę. Próbowałam wszystkiego, żeby się do niej zbliżyć. Zawsze starałam się być gościnna, gdy do nas przyjeżdżała, jednak wszystko to było na nic. A co gorsza, Gośka uważała moje zachowanie za pokaz aktorstwa. Nie wiedziałam już, jak ją do siebie przekonać. Miałam stworzyć z Michałem i Melą rodzinę, a ona mnie nie akceptowała. Chociaż… nie tylko ona. Poznałam rodziców Michała rok temu podczas naszej tygodniowej wycieczki do Krakowa. Przekonałam się, że wszystko, o czym opowiadał mi narzeczony, to prawda; jego rodziców wiecznie nie było w domu, rzadko organizowali wspólne wyjścia, i nawet mieli problem ze znalezieniem czasu dla własnej wnuczki. Na początku wydawali się mili i sympatyczni, ale to, co się stało pierwszego wieczora, gdy położyliśmy Melę spać, to był prawdziwy horror. Matka Michała nie wybaczył mu rozwodu i porzucenia pracy w klinice na rzecz zostania lekarzem na wsi, nie mówiąc już o związku ze mną. Nigdy nie widziałam Michała tak wściekłego.

– Ciocia jest zła? – spytała Mela, którą zdążyłam rozebrać w naszej łazience.

Spojrzała na mnie burzowymi oczkami pełnymi niepokoju. Przytuliłam ją odruchowo, składając całusa na jej zmarszczonym czółku.

– Nie, po prostu jest zmęczona po podróży – skłamałam gładko, robiąc śmieszną minę. – Z Poznania długo się jedzie.

– No i jest nudno – zachichotała Mela, zasłaniając rączkami ustka, jakby zdradzała mi jakąś wstydliwą tajemnicę.

– Sama widzisz. Dobra, to szybka kąpiel i wybieramy kreacje, co?

– Zaje!

Przewróciłam bezradnie oczami. Naprawdę musiałam poważnie porozmawiać z ciocią Beatą na temat jej słownictwa. I miałam tylko cichą nadzieję, że w poniedziałek nie usłyszę od nauczycielki Meli z przedszkola żadnych rewelacji.

Mała była tak rozbrajająco szczęśliwa, że nie sposób było się nie zarazić jej nastawieniem do czekającego nas przyjęcia. Odetchnęłam z ulgą, gdy pozwoliła mi na chwilę wyjść do sypialni pod pretekstem przygotowania sukienki, ale zamiast tego usiadłam na łóżku, ukrywając twarz w dłoniach.

Na początku naszego związku mieliśmy z Michałem ogromne problemy. Bałam się za bardzo zaangażować. Bałam się łączącego nas uczucia, jego przyszłości i przede wszystkim, jak długo ono przetrwa. Ale z czasem, gdy coraz częściej przyjeżdżałam do Drzewicy, nasze uczucie rosło w siłę, a rozłąka tylko pogłębiała wzajemną tęsknotę. W konsekwencji zrezygnowałam ze stolicy na rzecz Drzewicy i mieszkających w niej najważniejszych dla mnie osób. Jakie to dziwne. Jeszcze dwa lata temu myślałam, że przyjazd na ślub Agi i Pawła to największy błąd mojego życia, a tymczasem odnalazłam tu siebie. Nie potrafiłabym z tego zrezygnować, nawet jeśli to oznaczało trwającą latami utarczkę z rodziną Michała. On miał mnie, a ja jego, i nic nie powinno tego zniszczyć.

Ocierając resztkę łez, podniosłam się z łóżka z nowym nastawieniem. Tak, powinnam być silna, bo na szali leżało moje szczęście, moja przyszłość. Już nie byłam dawną Stefą, która po czymś takim jak ostra wymiana zdań z Gośką spakowałaby się i uciekła na drugi koniec Polski. Raz, że nie miałam dokąd uciekać, a dwa, że nie miałam najmniejszego zamiaru.

Wyciągnęłam z szafy zieloną sukienkę, uśmiechając się w duchu z własnej próżności. To była ta sama sukienka, którą miałam na sobie na pierwszej randce z Michałem.

Poczułam na ramionach kojący dotyk silnych dłoni mojego narzeczonego, by w następnej sekundzie pozwolić się przyciągnąć do jego przyjemnie umięśnionego ciała.

– Przepraszam za Gośkę – szepnął na wydechu, zagłębiając twarz w moje niedbale związane na karku włosy.

– Mela jest w naszej łazience – poinformowałam go półszeptem, gdy jego usta zaczęły sprzedawać mi drobne pocałunki na łuku szyi. – O co Gośce chodzi? Ja rozumiem, nie każdy musi mnie lubić, ale…

Cholera, znowu to samo. Już myślałam, że po kryjomu wydusiłam z siebie wszystkie wstrzymywane łzy, a tu… Michał obrócił mnie do siebie, biorąc moją twarz w dłonie.

– Maleńka, proszę, nie płacz. Nie dzisiaj. To nasz wieczór.

– Ale Michał… nie wiem, dlaczego Gośka jest taka wredna. Nie czuję się przez to dobrze w jej towarzystwie. A tym bardziej nie chcę, żebyście się kłócili z mojego powodu.

– A kto się kłóci? – Wzruszył ramionami, zaglądając mi w oczy. – Wyjaśniliśmy sobie pewne rzeczy i jeśli chce zostać na naszym przyjęciu zaręczynowym, to ma cię szanować. Kocham cię, maleńka, i nic, co mówi moja siostra, tego nie zmieni. Jesteś dla mnie ważniejsza.

– Wiem z doświadczenia, że odcinanie się od rodziny wcale nie jest przyjemne – wymamrotałam, skupiając uwagę na nitce przy guziku koszuli mojego faceta.

– Nie, nie jest – przyznał cicho.

Przytaknęłam, przełykając ślinę. Przed oczami stanął mi ten wieczór, gdy kłócił się ze swoją matką. Mimowolnie poczułam zdradziecki dreszcz przemieszczający się po kręgosłupie lodowatą falą.

– A twoi rodzice? Nie przyjadą?

– Nie mogą. Praca – skwitował gardłowym pomrukiem, na co tylko kiwnęłam głową. – Ale dzwoniłem do nich przed chwilą i powiedzieli, że chętnie odwiedzą nas w przyszły weekend.

– Fantastycznie – wydusiłam z siebie po chwilowym szoku. Naprawdę świetna wiadomość! Fakt, że w ogóle mają w planach przyjechać do Drzewicy, stanowił jakiś punkt zwrotny w naszych relacjach.

– Będzie dobrze. Po prostu martwią się o… nas – dodał, biorąc mnie ponownie w objęcia.

– Tak jak Gosia? To lepiej od razu przepisz mi afobam.

– Afobam? Tobie? Upoję cię butelką wina i będziesz kochać cały świat.

Chciałam palnąć go w głowę, ale zapomniałam, że nasza różnica wzrostu była znacząca, szczególnie gdy nie miałam na nogach szpilek. Wykorzystując moje przewracanie oczami, Michał pochylił się szybko i mnie pocałował. Całowaliśmy się naprawdę często, jednak na wybuchy namiętności pozwalaliśmy sobie jedynie za zamkniętymi drzwiami… albo przynajmniej, gdy nikt nie patrzył. Jakoś czułam się dziwnie skrępowana, gdy miękły mi kolana i wydawałam te wszystkie żenujące dźwięki. Chociaż Michał wcale nie uważał ich za odrażające, wręcz przeciwnie. Taka nieprzyzwoitość tylko go nakręcała. Mnie zresztą też, ale nikt inny nie miał prawa o tym wiedzieć.

Westchnęłam głęboko prosto w jego usta, a gdzieś z tyłu głowy zapaliła mi się czerwona lampka, że już tylko sekundy dzielą nas od padnięcia na łóżko. Trudno było mi odepchnąć Michała, szczególnie gdy jego giętki język tak pobudzał mój narząd smaku.

– Zwolnij, wielkoludzie – sapnęłam, czując, jak czerwienię się na twarzy po tej małej dawce pieszczot.

Z groźnym warknięciem oderwał się od moich ust, ale jego dłonie żyły własnym życiem, intensywnie ugniatając moje pośladki. Przyciemniony wzrok Michała przeniósł się na łóżko, a gdy rozpoznał leżącą na nim zieloną sukienkę, jego opuchnięte usta i brwi wygięły się w ten irytujący sposób.

– Więc… to twoja kreacja na wieczór?

– Może. – Wzruszyłam ramionami, odwracając się plecami do niego.

Zawarczał jeszcze raz, zacieśniając uścisk na moich biodrach.

– Nie igraj ze mną, zła kobieto.

– Zawsze mogę ściągnąć szlafrok – drażniłam się z nim, sugestywnie rozsupłując węzeł na pasku. W następnej sekundzie zostałam poderwana, a moje nogi samoistnie zacisnęły się na biodrach Michała. Jego oczy koloru burzowego nieba zwęziły się do rozmiaru maleńkich szparek, a ja już wiedziałam, czym to może się skończyć. Przełknęłam ślinę, boleśnie świadoma wypukłości kształtującej się pod moją pupą i szlafroka, który już zupełnie się rozchylił tak, że Michał miał fantastyczny widok na moje nagie piersi.

– Maleńka, jeśli nie chcesz, żeby Mela była świadkiem, jak…

– Okej, jasne, dobra, zrozumiałam, czaję! – pisnęłam spanikowana, wierzgając nogami.

– Mamo! Bąbelki popękały!

Oboje natychmiast przywołaliśmy się do porządku. Porwałam z szuflady z bielizną potrzebne rzeczy i w ekspresowym tempie włożyłam sukienkę. Wszystko to zajęło mi mniej niż pół minuty. Przez ten czas Michał zdążył poprawić spodnie. Przewróciłam oczami, klepiąc go w rękę, by pomógł mi zapiąć łańcuszek z zawieszką w kształcie serduszka, który dostałam na ostatnie urodziny od Meli i Michała.

– Wiesz – zagaił, skupiając się na mikroskopijnym zapięciu, które wyglądało groteskowo w jego dużych palcach. – Dziwnie się czuję, słysząc, jak Mela mówi do ciebie „mamo”.

Zamrugałam porażona, okręcając głowę w jego stronę.

– Dziwnie dobrze czy dziwnie źle?

Michał zapiął łańcuszek, a na jego twarz wypłynął pełen zadowolenia uśmieszek.

– Cholernie dobrze.

ROZDZIAŁ 2

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Powiedz tak!

ISBN: 978-83-8423-458-7

© Anna Szafrańska i Wydawnictwo Novae Res 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Marzena Kwietniewska-Talarczyk

KOREKTA: Agnieszka Goszczycka

OKŁADKA: Oliwia Błaszczyk

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.