Siła miłości #SYNDYKAT3 - Agnieszka Lingas-Łoniewska, Anna Szafrańska - ebook + audiobook

Siła miłości #SYNDYKAT3 ebook i audiobook

Agnieszka Lingas-Łoniewska, Szafrańska Anna

4,7

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

28 osób interesuje się tą książką

Opis

Kiedy potrafisz tylko zabijać, nie możesz jednocześnie pokochać całym sercem.

 

Grzegorz Długosz zwany Glistą, ma jeden cel: chronić swoich najbliższych. Gdy na szali staje los jego siostry, musi podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu. Zdrada syndykatu zwykle kończy się śmiercią, ale czy znając jego pobudki, Gabriel Kreis będzie potrafił mu przebaczyć?

 

Lena jest młodą kobietą, okrutnie skrzywdzoną przez los i ludzi. Jako nastolatka trafiła do domu publicznego. Odkąd żołnierze Anioła uwolnili ją i inne dziewczyny, ufa tylko mężczyźnie, który wyniósł ją z piekła na własnych rękach. Czuje się bezpieczna jedynie przy nim, co jego – zamkniętego w sobie samotnika – mocno wkurza.

 

Glista jest maszyną do wykonywania rozkazów Anioła i nie ma w jego sercu miejsca na nic innego. Był tresowany od najmłodszych lat, aby być tajną bronią syndykatu. Tymczasem młodziutka skrzywdzona dziewczyna budzi w nim coś, czego sam się nie spodziewał. Czy twardy gangster będzie umiał odpowiedzieć na uczucie, jakim zostanie obdarzony?

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 307

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 10 min

Lektor: Ewa Abart

Oceny
4,7 (693 oceny)
552
102
30
6
3
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
AnnaZielinskaPieprz

Nie oderwiesz się od lektury

Kolejna fantastyczna historia o poznańskich złych i kochających chłopakach❤️❤️❤️ UWIELBIAAM!!! A Gawron??? bardzo zaintrygował!!
Gosiula05

Nie oderwiesz się od lektury

Ksiązka ciekawa,z fajnymi tekstami(Glista contra Diabeł😁),dużo akcji i bolesnych tematów jak np handel kobietami .Czekam na czwarty tom z niecierpliwością
60
marcia1212

Nie oderwiesz się od lektury

Cała seria to po prostu PETARDA Nie wiem jak wytrzymam to czekanie na kolejne tomy
40
Edytaalan

Nie oderwiesz się od lektury

każda jedna wciągająca i przeczytana jednego dnia. Dziękuję za tak świetne opowiadania i do zobaczenia w kolejnej części
30
Marta5151

Nie oderwiesz się od lektury

Rewelacja! Płakałam.... aż żal, że się skończyła, ale z niecierpliwością czekam na Agę i Gawrona 😏
30

Popularność




PIOSENKA PRZEWODNIA:

Widzę, jak cierpisz ze mną,

Nie mogę patrzeć, jak cię ranię,

Powinnaś odejść dawno, powinnaś sobie kogoś znaleźć.

Kortez, Dobry moment

Dla naszych wspaniałych Czytelniczek i Czytelników. Za to, że jesteście, kupujecie i wypożyczacie nasze książki. I za to, że dzięki Wam możemy dalej tworzyć i wymyślać pasjonujące historie, za które potem chcecie nas…

Aga i Ania

PROLOG

– Wiesz co, Grzesiek? – Diabeł przekrzykiwał świszczące wokół nas kule. – Kiepsko to widzę, żebyśmy zabrali stąd dupy w jednym kawału.

Już samo to, że Daniel zwrócił się do mnie po imieniu, świadczyło o naszym nieciekawym położeniu. A dokładniej o gównianym położeniu.

Wzruszyłem ramionami i zmieniłem magazynek. Ostatni. Przeładowałem w skupieniu i czekałem na moment, aż dwaj zasrańcy po mojej lewej również wystrzelają się z amunicji. Po chwili tak się właśnie stało; debile zrobili to jednocześnie. Ułamek sekundy później strzeliłem jednemu, a potem drugiemu między oczy, po czym schowałem się za filar, a na moją zakrwawioną koszulę posypał się gruz.

– Ja cię przed Ewą tłumaczyć nie będę.

Diabeł zrobił minę, jakby to żony bał się bardziej, a nie kilkudziesięciu Ukraińców z M4-WAC-47.

– Okej, więc mnie osłaniaj. I pamiętaj, „osłaniaj” znaczy: „pilnuj, żeby nie odstrzelili mi łba”!

Prawie roześmiałem mu się w twarz. To się nazywa motywacja! Jeśli wygrzebiemy się z tego gówna, częściej będę go straszył żoną.

– Tylko łba? – prychnąłem. – Mała strata. Ale rozumiem, że gdzie indziej mogą celować?

Lufą wskazałem na jego krocze.

– Pojebawszy?! To równoznaczne z ostrym wkurwem mojej Ewuni.

– Idź już i nie pierdol. Anioł na nas czeka.

Diabeł spojrzał na mnie z góry i szczerząc się jak debil, przesunął językiem po zębach.

– Wykurwijmy ich w kosmos!

O tak. Do tego to i ja się paliłem. Byłem złakniony krwi i tak jak moich braci napędzała mnie żądza zemsty.

Za krew. Za honor. Za lojalność.

I za pierdoloną miłość!

ROZDZIAŁ 1

Żar mnie przekona lub już mnie przekonał,

Że nie ma co kochać tych,

Którzy nie mają czym kochać.

Tymek, C0PIK, Klubowa suka

Zniecierpliwiony zerknąłem na zegarek. Coś długo im schodziło załatwianie tych „pilnych spraw”. Nie to, że się martwiłem czy coś, ale miałem nadzieję, że przez tych kilka godzin Anioł i Diabeł nie wpakowali się w jakąś nową aferę. W ostatnim czasie było ich już wystarczająco dużo.

Wczesnym rankiem obaj wypadli z fortecy Kreisa. Zabrali ze sobą około dwudziestu ludzi, oczywiście uzbrojonych po zęby. Mieli umówione spotkanie z naszą wtyką w policji, która przejęła sprawę tajemniczej śmierci Wołkowa w centrum miasta. Wraz z Diabłem odpowiednio spreparowaliśmy dowody – kamery miejskiego monitoringu w całym rewirze uległy tajemniczej awarii, a my zatarliśmy wszelkie ślady obecności Anioła. Jedyne, czego żaden z nas nie potrafił zatuszować, to otwór po kulce w głowie Wołkowa i fragmenty jego mózgu, które rozbryzgały się wokół niczym jakaś abstrakcyjna mozaika. Priorytetem było jak najszybsze wyciszenie i zamknięcie sprawy. Na tym zależało nie tylko nam, lecz także wdowie po Wołkowie, która chciała zmyć się z Polski.

I właśnie taki otrzymałem przydział na dziś – pilnować, aby przyrodnia siostra Kaliny nie zrobiła czegoś głupiego. Ja miałem oko na Kalinę i Klarę, które bawiły się z małym Wołkowem w ogrodzie, natomiast ktoś inny miał oko na mnie. Czułem na sobie jej stalkerski wzrok i ćwiczyłem jebaną cierpliwość.

W południe ochrona przy bramie poinformowała mnie, że świta Kreisa wjeżdża na posesję. Wyciągnąłem słuchawkę z ucha i w końcu głęboko odetchnąłem. Anioł i Diabeł mieli niespotykany talent do pakowania się w kłopoty, a mnie z kolei nie uśmiechało się kolejny raz ratować im tyłków.

– Co tak długo? – przywitałem ich, gdy wyczułem ruch za sobą.

Zauważyłem, że Anioł pociera lekko zaczerwienione knykcie. W końcu nauczył się zakładać wzmocnione rękawiczki do każdej roboty. Najwidoczniej podziałał komentarz jego ciężarnej żony, która zobrazowała mu, że jeśli będzie chodził poobijany i z siekanym mięsem zamiast twarzy, wystraszy ich dziecko. Jeszcze nienarodzone, zaznaczam. Ale Kalina przechodziła ostatnio niezłą fazę z tymi całymi hormonami ciążowymi, więc żaden z nas nie miał wystarczająco dużych jaj, aby wdawać się z nią w polemikę.

– Nie marudź, pełzaku. Ach, tęskniłeś? – Diabeł chrupał te swoje orzeszki w miodzie i uśmiechał się do mnie całkowicie wyluzowany.

– Jak popierdolony.

– Wzrusza mnie twoja troska, ale nie złość się, a przynajmniej nie na mnie. To jego wina! – Wskazał na Kreisa. – Wczuł się w rolę i za długo edukował naszych żołnierzy.

Anioł łypnął na nas spode łba, a ja już wiedziałem, w czym rzecz. Mieli to zostawić mnie, ale najwyraźniej Kreis chciał osobiście zająć się żołnierzami, którzy mieli za zadanie obstawić okolicę podczas wyjazdu Wołkowa i jego ludzi.

– Spierdolili, trzeba było dać im lekcję życia – odparł, ostentacyjnie strzelając palcami.

– Kochany ojciec! – przytaknął Diabeł i złożył ręce jak do komunii. – Za dobrą robotę nagradza, za zjebaną – karze. Aż boję się pomyśleć, co się stanie z przyszłym chłopakiem twojej córki, kiedy odbędziesz z nim podobną moralizującą rozmowę!

– Jakim chłopakiem? – warknął, jakby to załatwiało sprawę.

– Ano właśnie! – Diabeł pstryknął palcami, jakby chciał pokazać, że kimkolwiek jest przyszły-niedoszły chłopak panny Kreis, już gryzie piach.

– Przestań głupio pierdolić, jeszcze nawet nie znamy płci dziecka. To może być syn, wziąłeś to pod uwagę?

– W sumie… to nawet by było lepiej! Jeden ptaszek do upilnowania, a nie całe stado. Ale spoko, bracie, twoja dzidzia może liczyć na najbardziej zajebistych wujków pod słońcem, co nie, pełzaku?

– Amen – odpowiedziałem natychmiast.

Co jak co, ale kwestia ochrony dziecka mojego brata była sprawą nadrzędną i niezaprzeczalną. Po tym, co zrobił dla mnie Gabriel, byłem wierny jemu i jego rodzinie jak pies. Jednak najwyraźniej nie wszyscy byli tego świadomi. Zbaraniała mina Diabła mówiła sama za siebie – musiał doznać udaru. Zakrztusił się, a z jego otwartej gęby wypadło kilka orzeszków.

– Czy ty właśnie się ze mną zgodziłeś? – Złapał Anioła za ramię i nim potrząsnął. – Zgodził się, prawda?

– Spasuj – rzucił szef na odczepnego, jednak ledwo zauważalnie skinął z wdzięcznością głową w moją stronę. Kwestię bezpieczeństwa rodziny uważał za sprawę najwyższej wagi, podobnie jak ja. Zaraz potem spoważniał i spojrzał w kierunku ogrodu. – Trzeba iść do Klary. Działo się coś podejrzanego?

– Nie spuszczałem jej z oka. Kaliny zresztą też.

Gabriel zacisnął szczęki, wziął głęboki oddech i ruszył do przodu, a my w ślad za nim. Kalina zauważyła nas pierwsza. Posadziła sobie dzieciaka Klary na biodrze i wstała, aby podejść do męża.

– Jesteście – sapnęła z ulgą. Musiałem przyznać, że w obliczu ostatnich wydarzeń i tak całkiem nieźle się trzymała. – Długo was nie było.

Gabriel dotknął ramienia żony, ale zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, wcięła się Klara. Stanęła wyprostowana jak struna i zmierzyła Kreisa chłodnym spojrzeniem.

– Załatwione? – spytała wyniośle.

– Jak już mówiłem, nasz człowiek obiecał zająć się sprawą. Musisz uzbroić się w cierpliwość.

Klara spurpurowiała ze złości.

Prawda była taka, że każdy z nas chciał jak najszybciej pozbyć się wdowy po Wołkowie i grzecznie odstawić ją na Ukrainę, ale sytuacja nieco się skomplikowała – jakiś jebany świadek wezwał szkieły*, a ci zaczęli węszyć. Anioł wszędzie miał wtyki. Od lat intensywnie pracował nad rozwinięciem cichej siatki współpracowników i ludzi, na których może polegać, jednak trochę musiało potrwać, zanim zamiotą sprawę pod dywan. Plusem było to, że nikt nie powiązał Wołkowa z Aniołem, dzięki czemu my mogliśmy rozpocząć własne dochodzenie. Ktoś nas zdradził, wsypał, a przez zamordowanie na naszym terenie bossa ukraińskiej mafii, z którym syndykat Kreisa robił deale, zawisło nad nami widmo wojny domowej.

Klara nie była wyłącznie dupą do towarzystwa Wołkowa. Nie była też głupia, dlatego dobrze rozumiała znaczenie swojej obecnej roli – przejęła władzę po mężu, przynajmniej tymczasowo, ale dopóki nie znaleźliśmy sprawcy, do naszych obowiązków należało zapewnienie jej bezpieczeństwa, czy jej się to podobało, czy nie. Jednak sądząc po roszczeniowej postawie, nasza gościnność nie była jej na rękę.

– Nie zrozum mnie źle, ale głęboko w dupie mam wasze procedury – prychnęła rozjuszona. – Rodzina i sojusznicy wyczekują pogrzebu. Muszę wrócić do Kijowa, żeby wszystkim się zająć, ale nie mogę tego zrobić, bo nie wyjadę z Polski bez ciała mojego męża!

– Uspokój się. Rozumiem to. Ale dopóki nie znajdziemy winnego, nie pozwolimy ci wyjechać. To niebezpieczne – zaoponował Anioł.

Klara splotła ręce i hardo uniosła brodę. Z góry spojrzała na Kreisa.

– Ilja jest innego zdania.

„O, ty suko!”, pomyślałem, ale nawet o milimetr nie drgnęła mi powieka.

Podobnie jak moim braciom.

– Kontaktowałaś się z nim? – spytał Anioł, jak gdyby nigdy nic.

– Zadzwonił do mnie po dotarciu do Kijowa. Musiałam mu powiedzieć, co stało się z jego ojcem. Obiecał mnie zastąpić do czasu mojego powrotu.

– Ufasz mu? Po tym wszystkim, czego się dopuścił wobec nas i swojego ojca?

– W obecnej sytuacji? Nie mam wyjścia – odparła niewzruszona. – Zawsze pragnął władzy, a ojciec nie chciał mu jej przekazać. Właśnie dlatego zrobił się taki niepokorny i do końca próbował mu zaimponować.

– Ta, tyle że zabrał się do tego od dupy strony.

Klara wbiła długie zadbane paznokcie w blade ramię. To dało mi do myślenia.

Podszedł do niej ochroniarz i szepnął coś na ucho. Skinęła głową, a on przekazał jej telefon.

– Да. Відмінно, подбайтепро решту**.

Rozłączyła się i popatrzyła na nas pustym wzrokiem.

– Transport właśnie przekroczył granicę. Zgodnie z obietnicą złożoną przez mojego męża zapewnimy kobietom ochronę, dopóki nie wrócą do swoich rodzin, oraz rekompensatę za milczenie. A ja chcę wyjechać. Z ciałem męża i dzieckiem, i to jak najszybciej, Anioł.

Bez mrugnięcia okiem odebrała skołowanej Kalinie chłopczyka i wróciła do domu. Dopiero gdy zostaliśmy sami, spojrzeliśmy po sobie.

– No… To faktycznie poszło jak po maśle – skwitował ironicznie Diabeł.

– Ochujeliście do reszty?! Na jej oczach zabito męża! – syczała Kalina, gromiąc nas wzrokiem. – Okażcie trochę współczucia, zamiast traktować ją wyłącznie jak… kolejnego kontrahenta! To przede wszystkim moja siostra, a nie kolejna głowa imperium Wołkowa!

Gabriel nawet nie próbował zatrzymać żony, gdy ruszyła w ślad za Klarą. Diabeł odgarnął włosy z czoła i przysiadł na jednym z leżaków zwolnionych przez panie.

– Nowy ład, stary burdel.

Zmęczony potarłem powieki.

– Zacznij zapisywać te frazesy, co? – rzuciłem.

– A co później miałbym z nimi zrobić? Wydać jako tomik wierszy? Zabawniej jest, jak dzielę się z wami moim ukrytym talentem!

– To ukryj go głębiej, najlepiej w dupie.

Przerwaliśmy natychmiast, gdy Anioł stanął pomiędzy nami. Miał zmarszczone brwi i wcale mu się, kurwa, nie dziwiłem. Wdepnęliśmy w całkiem niezły syf, a na dodatek poruszaliśmy się po omacku. Wyczułem, że w rozmowie z Klarą Kreis ją podpuszczał, żeby sprawdzić, po czyjej jest stronie. Pilnowała się znakomicie, jednak te niepozorne, ledwo zauważalne nerwowe gesty świadczyły o tym, że być może przestała być sojuszniczką poznańskiego syndykatu.

– Pogadam z Kaliną. Delikatnie wybadam sprawę.

Daniel prychnął i parodiując szefa, powtórzył „delikatnie”. Gabriel wściekle przesunął językiem po zębach i ruszył w stronę domu.

– Za kwadrans w gabinecie. Diabeł, przejrzyj monitoring, dowiedz się, kiedy rozmawiała z tym kutasem Ilją. Coś mi tu śmierdzi.

– Robi się. – Zasalutował i natychmiast się zmył.

– No a ty – Anioł zwrócił się do mnie – po spotkaniu pojedziesz do domu, prześpisz się, ogarniesz. Będziesz mi potrzebny wieczorem.

– Jasne, szefie – odparłem od razu. Po chwili odchrząknąłem, bo uznałem, że muszę dodać coś jeszcze: – Tyle że przyjadę z tą całą Leną.

Zerknął na mnie przez ramię i zatrzymał się gwałtownie.

– Nadal chodzi za tobą krok w krok? – spytał, a ja wyczułem w jego tonie cień dobrego humoru.

Cóż, ja byłem innego zdania.

– Przyssała się jak rzep.

– Mnie nie przeszkadza, ale niech się trzyma z kobietami. Twoje oczy i uszy są mi teraz potrzebne, więc dobrze by było, gdyby nic cię nie rozpraszało – dodał poważnie.

– O to nie musisz się martwić.

Przyjął moją odpowiedź i przeskakując po dwa stopnie, wbiegł na piętro szukać swojej narwanej żonki.

Ponieważ miałem jeszcze trochę czasu do ponownego spotkania z Gabrielem, poszedłem do kuchni. Stałem na tarasie przez kilka godzin, a że lato było cholernie upalne, marzyłem o szklance lodu z wodą. Właśnie w tej kolejności. Kiedy tylko przekroczyłem próg, przed oczami zobaczyłem wysoką, pękatą szklankę, wypełnioną prawie po brzegi kostkami parującego lodu.

– Proszę – usłyszałem niepewny, cichy głosik.

Znowu ona. Wątła blondynka z rozpuszczonymi długimi włosami i wwiercającymi się we mnie ogromnymi zielonymi oczami, w których dało się też dostrzec złote błyski. Kurwa.

Zdusiłem wściekłe warknięcie. Gwałtownie wyrwałem szklankę z rąk dziewczyny, na co zareagowała nerwowym wzdrygnięciem. Zaraz jednak zebrała się w sobie, bezszelestnie podbiegła do hokera przy wyspie i go dla mnie odsunęła. Nerwowo zagryzłem szczęki. Zignorowałem odsunięty hoker i wybrałem miejsce na drugim końcu marmurowej wyspy. Byłem złośliwy, ale naprawdę miałem nadzieję, że do tej dziewczyny w końcu dotrze, że nie potrzebuję ani jej wdzięczności, ani tym bardziej służalczości. Była jak duch, cień, którego za cholerę nie mogłem się pozbyć.

Wkurzony spojrzałem na nią, a ona oczywiście się spłoszyła i odwróciła wzrok. Rozgryzłem w zębach kostkę lodu.

– Zrób coś dla mnie i się na coś przydaj. Popilnuj dzieciaka Klary albo pomóż w czymś Kalinie, bo nie mam czasu cię niańczyć – warknąłem.

Więcej na mnie nie patrzyła. Potulnie przytaknęła i zniknęła za drzwiami.

Westchnąłem i potarłem czoło. Gdybym wiedział, że tak to się skończy, wcisnąłbym Lenę pierwszemu lepszemu żołnierzowi, aby ten wyniósł ją z burdelu Lampy. Wtedy to jego dupy by się uczepiła, a mnie zostawiła w spokoju.

– Baj de łej, Ewka kazała ci przekazać, że masz się ogarnąć z tą swoją wrodzoną kurwicą, bo ci nogi z dupy powyrywa – powiedział Diabeł, który właśnie wszedł do kuchni z laptopem pod pachą. Nieproszony przysiadł się do mnie i przysunął sobie szklany słój z ciasteczkami. – Coś się tak dopierdolił do Leny?

– Wkurwia mnie. To wystarczy.

– Prawie zapomniałem, że człowiek nie musi się odzywać, żeby cię wkurwić. Wystarczy, że oddycha – prychnął i krzywiąc się z obrzydzeniem, zamknął słój.

Uśmiechnąłem się wrednie.

– Z Agnieszką wszystko okej? – Diabeł zmienił temat.

– Jest u matki. Pilnuje jej Gawron.

– No to spoko, możesz trochę spuścić z tonu.

– Nie miałeś przypadkiem czegoś zrobić dla Gabriela? – spytałem, tym samym dziękując mu za niepotrzebne rady.

Zadowolony, wyciągnął przed siebie dłoń.

– Myślisz, że te zwinne paluszki służą wyłącznie temu, by wysłać moją kobietę w kosmos? Nie żebym narzekał, bo ta czynność jest jedną z moich ulubionych…

– Do rzeczy.

– Ogarnąłem monitoring. Sprawdziłem też zapis z pluskwy w pokoju Klary. I niestety, nie mam dla bossa dobrych wiadomości. – Tu skrzywił się jeszcze bardziej niż podczas jedzenia ciastek owsianych bez grama cukru. – Wczoraj przed kolacją Klara zniknęła w łazience w swoim pokoju z telefonem należącym do jej ochroniarza. Rozmowa była przekierowana przez zagraniczne serwery, więc nie dałem rady jej namierzyć. Dodatkowo pluskwa nic nie zarejestrowała, bo ta cwaniara puściła na full wodę.

– Nie dasz rady podczyścić nagrania?

– Z tyloma dźwiękami, pogłosem, szumem? Nie ma opcji.

– Cóż, to twój problem. Rusz tyłek, już czas.

Daniel zrobił minę, jakby szedł na ścięcie. Po części czułem się podobnie. Wieczorem nie ja pilnowałem Klary, ale jeden z wyznaczonych przeze mnie ludzi, który właśnie spadł w naszym wewnętrznym rankingu.

Daniel stanął przed gabinetem Kreisa i udał, że wzdryga się przerażony.

– To co? Ty pukasz, a ja mówię?

Przewróciłem oczami. Przebywanie z Diabłem było jak masochistyczne testowanie własnej cierpliwości.

* * *

Po omówieniu podejrzeń wobec Klary i jednogłośnym przyznaniu, że wpakowaliśmy się w niezłe gówno, zawinąłem się do domu. Nie sam, bo moim niechcianym towarzyszem była Lena. Milczała przez całą drogę, a wzrok miała utkwiony w szybę. Agnieszka wspomniała, że młoda Ukrainka lubi widoki nielicznych pól i lasów, które mijaliśmy w drodze do Chludowa.

Plułem sobie w brodę, że pozwoliłem Lenie zostać. Nie żeby ktokolwiek zapytał mnie o zdanie, jednak mogłem zwyczajnie wpakować jej kościsty tyłek do samochodu i odesłać ją razem z Agnieszką. W końcu były przyjaciółkami czy coś takiego, więc – do cholery – powinny trzymać się razem! Tyle że ta mała chciała zostać ze mną. W jej oczach byłem bohaterem, wybawcą czy innym pierdolonym księciem, ale nie tylko dlatego, że wyniosłem ją z burdelowni Lampy. Agnieszka powiedziała jej, że to ja odpowiadam za nalot na spelunę Janosa, gdzie przetrzymywali Lenę od ponad roku. Widocznie ubzdurała sobie, że ma jakiś chory dług wdzięczności wobec mnie. Niejednokrotnie dobitnie uświadamiałem jej, że gówno obchodzi mnie zarówno ona, jak i jej wdzięczność, ale widocznie przekaz nie dotarł tam, dokąd trzeba. Sytuacji nie polepszało też to, że wszyscy użalali się nad biedną Leną, za to ja notorycznie obrywałem jako ten „samolubny dupek pozbawiony wrażliwości”. Niech i tak będzie, nie miałem z tym problemu. Za to Lena była prawdziwym wrzodem na dupie.

Dojechaliśmy do rezydencji, którą kilka dni temu przyznał mi Anioł. Była to piętrowa nowoczesna willa z ogromnym zalesionym ogrodem, odgrodzona od drogi betonowym murem wysokim na kilka metrów. Szybko zapoznałem się z raportem od ochroniarzy i wszedłem do domu. Ona, oczywiście, była krok za mną. Nie miałem głowy do zajmowania się nią, bez skrupułów poszedłem więc od razu do swojego pokoju. W całym domu były panoramiczne okna, więc nim się rozbroiłem i ściągnąłem garnitur, opuściłem rolety. Potem położyłem się do łóżka. Nigdy nie potrzebowałem dużej, albo nawet standardowej, ilości snu, ale musiałem zregenerować ciało. Nie miałem też problemów z zaśnięciem i nigdy nie miewałem snów. Po prostu zasypiałem od razu, żeby za chwilę otworzyć oczy i być w pełni przytomny.

Wieczorem poszedłem na siłownię. Teraz nie miałem czasu, aby przejść pełny, regularny trening, musiała mi wystarczyć bieżnia. Głośno zapodałem Klubową sukę od Tymka i C0PIK-a i szybko wbiłem się we właściwy rytm. Godzinę później, po prysznicu i ponownym uzbrojeniu, zszedłem do holu, a tam… Lena grzecznie i w milczeniu czekała przy drzwiach.

Chyba nie stała tu jak kołek, odkąd wróciliśmy od Kreisów?

– Co robiłaś? – rzuciłem, zanim ugryzłem się w język.

Odpowiedziała, ledwo poruszając ustami:

– Nic. Ja czekała na pana.

– Mówi się „czekałam” i nie zaczynaj zdania od „ja”, to niepotrzebne i brzmi dziwacznie – burknąłem, zapinając mankiety białej koszuli. – Po chuj tu stałaś, mogłaś iść do swojego pokoju.

Pokręciła głową, a jej jasne włosy miękko opadły na ramiona. Wskazała za siebie, na kuchnię.

– Czekałam – powiedziała z akcentem. – Na pana.

Niechętnie spojrzałem w tamtym kierunku. Światło było przygaszone, ale zauważyłem, że na ociekaczu leżą suszące się miski i patelnia, a na kuchence stoi duży garnek ze stali nierdzewnej. Pachniało… nawet smacznie.

– Mówiłem, że nie musisz gotować, chyba że dla siebie.

Przygryzła usta i splotła dłonie przed sobą.

– To strogonow. Ja… Myślałam, że pan lubi.

Lubiłem, i to cholernie, ale Lena właśnie mi go obrzydziła. Konsekwentnie odmawiałem próbowania przygotowanego przez nią jedzenia, bo nie chciałem jeszcze bardziej jej do siebie przywiązać. Wyminąłem ją i po prostu wyszedłem z domu. Wsiadłem do samochodu i nim włączyłem silnik, usłyszałem ciche trzaśnięcie drzwi z prawej strony. Kątem oka zarejestrowałem, że Lena nerwowo poprawia długą spódnicę, tak by dokładnie zakryła jej nogi.

Przypomniałem sobie jej garderobę z kilku poprzednich dni. Ubierała się bardzo skromnie. Agnieszka zadbała, żeby nie brakowało jej modnych, markowych ciuchów, mimo to nigdy nie widziałem, aby włożyła coś innego niż obszerne swetry, bezkształtne bluzy czy bluzki z długim rękawem. To tyczyło się również workowatych dżinsów i długich do ziemi spódnic. Czy w ten sposób próbowała stać się niewidoczna, nie wyróżniać się z tłumu i nie skupiać na sobie wzroku? Może myślała, że jeśli odkryje coś więcej, skusi mężczyzn? Pobłażliwie pokręciłem głową. Słabe zagranie. Na ładną buźkę poleci każdy, bez względu na proporcje ciała.

Zamurowało mnie. Czy właśnie przyznałem, że jest ładna? Od kiedy zwracam uwagę na takie rzeczy, tym bardziej wobec mojej etatowej stalkerki?

– Pamiętasz, co kazałem ci zrobić, kiedy byliśmy u Kreisów? – rzuciłem do Leny.

Nietrudno zgadnąć, co i kiedy powiedziałem, skoro dzisiaj odezwałem się tam do niej tylko raz.

– Pomagać. Pani Klarze i pani Kalinie – odparła powoli, skupiając się na dokładnej wymowie.

– Kaliny masz słuchać w pierwszej kolejności. Jeśli dalej będziesz się za mną włóczyć, ostro się wkurwię, rozumiesz? Będę miał w dupie, o co prosiła moja siostra, i zamknę cię w domu, czy to jasne?

Nerwowo zacisnęła dłonie i chyba pobladła jeszcze bardziej.

– T-tak. Przepraszam.

Zerknąłem na nią ukradkiem. Smętnie zwiesiła głowę, a jej drobne usta zadrgały żałośnie. Cholera, tym razem chyba przegiąłem. Mogłem sobie darować groźbę zamknięcia w domu.

Powoli wciągnąłem powietrze przez nos. Irytowało mnie to chodzenie wokół niej na palcach. Rozumiałem, że nie miała w życiu łatwo. Porzucona przez rodziców, trafiła pod opiekę starej, schorowanej babci, a gdy ta nie mogła dłużej się nią zajmować, znalazła się w domu dziecka. To było okropne miejsce – dyrekcja placówki wypożyczała dzieciaki na imprezy organizowane przez tamtejszych polityków. To dość powszechny proceder: polityk czy biznesmen przekazuje darowiznę na rzecz ośrodka, a w zamian dostaje nieletni towar. Tak Lena wpadła w łapy Ilji współpracującego z Miszczem i została przekazana do burdelu Janosa. Była bita, gwałcona, poniewierana przez popierdolonych klientów. Przeżyła horror w czystej postaci, ale czy to znaczy, że już nigdy miała nie wrócić do żywych? Z drugiej strony powinienem najlepiej wiedzieć, że traumy zasianej w dzieciństwie nie da się łatwo wyplenić. Jeśli wpadłeś w bagno, nie masz pojęcia, że istnieje coś więcej poza ścierwem, które cię oblepia, i że możesz się go pozbyć.

Cholera, to ja miałem dług wobec Leny. To ona uchroniła moją siostrę przed podobnym losem. Może naprawdę powinienem spuścić z tonu.

– Idź – powiedziałem, gdy stanęliśmy w holu domu Kreisów.

Skuliła ramiona, ale potulnie poszła do kuchni, gdzie urzędowały dziewczyny. Był tam też Diabeł, przyklejony do pleców Ewy. Niech Lena zaprzyjaźnia się z nimi, nie ze mną.

Obstawiałem, że Gabriel nadal siedzi w gabinecie, i to tam skierowałem kroki. Bingo.

– Jesteś, dobrze – powiedział, zerkając na mnie znad tabletu.

Wyciągnął dłoń z szuflady, w której trzymał swoje cacuszka, i zamknął ją na klucz. Mógłbym pomyśleć, że dorobił się konkretnej paranoi, gdybym sam nie łapał za klamkę za każdym razem, kiedy słyszałem szmer za plecami.

Gabriel odłożył tablet, wstał zza biurka i gestem pokazał mi, byśmy wyszli na korytarz.

– Kalina uparła się, żeby najpierw zjeść kolację, cytuję: „jak cywilizowani ludzie”. Później zajmiemy się robotą.

– Odrobina oddechu ci nie zaszkodzi.

– Mówisz jak moja żona – prychnął.

– Wypraszam sobie, aż tak intymne relacje nas nie łączą.

Zerknął na mnie przez ramię i uśmiechnął się ironicznie.

– Czy nie za dużo przebywasz z Diabłem? – zapytał. – Udziela ci się jego spaczone poczucie humoru.

– Boże, kurwa, uchowaj!

Poklepał mnie po ramieniu i przypomniał, żebyśmy przy wspólnym stole powstrzymali się od gadania o interesach i nadmiernego przeklinania. Kolejny przykaz jego żony, do którego przestrzegania zobligowała nas wszystkich.

Gdy siadaliśmy do stołu, dołączyła do nas Klara z dzieckiem. Dziewczyny – wątpiłem, by Daniel w czymkolwiek pomagał, raczej przeszkadzał – przygotowały sos boloński i domowej roboty makaron. Naczynia przechodziły z rąk do rąk w atmosferze pozornego odprężenia. Czekałem tylko, aż Diabeł wtrąci swoje trzy grosze. I nie myliłem się.

– Ej, wiecie co? Gdy na nas patrzę, przypomina mi się ten serial Rodzina Soprano! Verme***, podaj parmezan, per favore! – zawołał do mnie, gestykulując jak typowy Włoch.

Rzuciłem w niego trójkątną grudką sera i tarką.

– Udław się.

– Mor… Znaczy… Spokój – powiedział Gabriel dziwnie zdławionym głosem i z niepokojem zerknął na żonę, która ostrzegawczo zmrużyła oczy. – I żadna rodzina Soprano. Co najwyżej familia Kreisa.

– Za to wypiję! – Kalina podniosła kieliszek z wodą.

Wznieśliśmy toast, choć niektórzy z nas wyraźnie się ociągali – Klara się skrzywiła, jakby ktoś dał jej do wypicia koński mocz. Obserwowałem ją nieustannie, bo jak nikt inny znałem się na ludziach i potrafiłem ich rozgryźć. A jej niejasne zagrywki wkurwiały mnie coraz bardziej.

Pod koniec kolacji do Gabriela ktoś zadzwonił. Wyszedł, rzuciwszy nam jednoznaczne spojrzenie, a Kalinę uspokajająco pogłaskał po dłoni. Daniel robił to, co wychodziło mu najlepiej, czyli błaznował, podczas gdy Klara ewidentnie wychodziła z siebie, aby się dowiedzieć, o czym rozmawia Kreis. Gdy wrócił, Diabeł urwał w pół słowa.

– Zajebiście dobre wieści – powiedział zadowolony Gabriel, gdy usiadł na swoim miejscu. – Prokuratura zamknęła śledztwo. Jutro rano wydadzą nam ciało twojego męża – zwrócił się do Klary miękkim tonem, jednocześnie zezując na swoją żonę.

Kolejny dowód, że Kalinka idealnie nadawała się do roli szyi, która kręci głową.

– Dziękuję. Czy to znaczy, że mogę już wracać? – zapytała pani Wołkow.

– Jak najbardziej. Jeszcze dzisiaj ustalimy szczegóły twojego wyjazdu. Przyznam ci ochronę i ludzi, którzy będą ci towarzyszyć do granicy.

Klara wyglądała na daleką od okazania radości na te wieści.

– Mam swój samolot i własnych ludzi – odparła wyniośle.

Z Gabriela wyparowywały resztki cierpliwości. Niejeden miałby pełne pory na widok wkurwionego Anioła, ale Klara ani na moment nie opuściła gardy.

– Rozumiem, jednak miej na uwadze nasze wspólne interesy i samo miejsce zajścia. W tym momencie droga lądowa wydaje się najbezpieczniejsza. Będziecie zmieniać samochody, tablice, ustalimy miejsca na bezpieczny postój…

– To nie było żadne zajście! – Klara podniosła głos. – To było morderstwo!

– Właśnie, morderstwo – warknął i zgromił ją wzrokiem. – A ja nie chcę, żeby ktokolwiek wątpił w mój układ z twoim mężem. Mam zasady i jestem lojalny wobec ludzi, z którymi robię biznesy. To stara szkoła, w którą wierzył też Wołkow. Dlatego obiecuję, że dorwę skurwiela, który zamordował twojego męża, i wyślę ci jego jebane serce w prezencie gwiazdkowym. Tobie z kolei włos z głowy nie spadnie, dopóki moi ludzie nie odstawią cię do przejścia granicznego w Korczowej. A deal między Kreisem i Wołkowem jest nadal aktualny. Pytanie, czy i ty będziesz współpracować?

Nie drgnęła mu nawet powieka, gdy przypierał Klarę do niewidzialnego muru zwanego lojalnością. Ta w końcu odpuściła, chociaż minę miała nietęgą.

– Zgadzam się – powiedziała głucho.

– Doskonale. Wezmę pod uwagę twoje zdanie w kwestii ochrony. Dołączysz do nas podczas spotkania?

Kalina położyła dłoń na ramieniu przyrodniej siostry.

– Zajmę się Igorem – powiedziała uspokajającym tonem.

Blondynka drgnęła, jakby wybudziła się z letargu. Marszcząc brwi, spojrzała na syna, a w jej pustych oczach w końcu pojawił się przebłysk jakiegoś uczucia.

– Dołączę – wyszeptała nieobecnym głosem i przymykając powieki, przytuliła gaworzące dziecko do piersi. – Tak, dołączę.

Siostry popatrzyły na siebie. Coś drgnęło między nimi, a atmosfera wyraźnie się ociepliła. Kalina z łzawym uśmiechem pokiwała głową i pochyliła się nad książeczką, którą właśnie gniótł w rączkach Igor.

– Pokaż, co tam oglądasz – powiedziała miękko. – Och! Jaka śliczna świnka!

Daniel zajrzał jej przez ramię.

– Dorodna. Z jajeczniczką wjedzie idealnie!

Kalina przymrużyła oczy i chyba ostatkiem sił powstrzymała się, aby nie walnąć go książeczką po głowie.

– Zamknij się, barbarzyńco.

– Daniel, proszę… – stęknęła Ewa.

W ogólnej wrzawie dosłyszałem dziwny, wcześniej nieznany mi dźwięk. Zaciekawiony, spojrzałem w bok i zobaczyłem, że ramiona Leny podrygują w niekontrolowanym ruchu. Śmiała się. Pierwszy raz widziałem, aby ta cicha, wycofana dziewczyna się zaśmiała. Widocznie poczuła na sobie mój wzrok, bo zerknęła na mnie spod rzęs. Przestała przygryzać wargi i naprawdę się uśmiechnęła. Ciepło. Szczęśliwie. Bez strachu.

Później tłumaczyłam sobie, że to tylko zbieg okoliczności, bo dziwnym trafem i zupełnie nieświadomie sam wygiąłem usta w czymś na kształt uśmiechu. Uśmiechałem się do niej.

Nie, nie przywiązywałem się do Leny. Nie ma, kurwa, takiej opcji.

* Szkieł – (z gwary poznańskiej) policjant [wszystkie przypisy pochodzą od autorek].

** Tak? Doskonale, zajmijcie się resztą (ukr.).

***Verme – robal (wł.).