Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Poznaj Karolinę. Kobietę z życiem poskładanym w równą kosteczkę. Kobietę tak porządną i poukładaną, że aż nudną. Na szczęście dla naszej historii Karolina spotyka tajemniczego mężczyznę, na kilka chwil porzuca swoje sztywne zasady i oddaje się zapomnieniu. Jest przekonana, że już nigdy więcej nie spotka Aleksa. Los jednak ma dla niej niespodziankę, ponieważ mężczyzna nie odpuszcza i nie daje o sobie zapomnieć.
Czy Karolina pozwoli, by namiętny nieznajomy na dobre namieszał w jej uporządkowanym życiu? I ciekawe, co na to jej... chłopak?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 230
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Natalia Waszak-Jurgiel, 2026
Projekt okładki
Justyna Knapik
Redakcja
Ewa Hoffmann-Skibińska
Korekta
Monika Malita-Bekier, Barbara Sacka
Łamanie i skład
Beata Kostrzewska
Opracowanie wersji elektronicznej
Karol Bociek
ISBN 978-83-68468-56-4
Kraków 2026
Wydawnictwo BOOKEND
www.bookend.pl
Capital Village Sp. z o.o.
ul. Gęsia 8/202, 31-535 Kraków
Tel: 663 041 041
Dla wszystkich, którzy za wszelką cenę starają się być porządnymi ludźmi.
Pamiętajcie o własnym szczęściu ;)
Książkę dedykuję mojemu mężowi – forevaaaaa <3
Karolina – kobieta idealna. Jako dziecko nigdy nie sprawiała większych problemów. Owszem, zdarzyło jej się głośno zapłakać lub coś zepsuć, ale to były regularne dziecięce niedoskonałości. Poza tym zawsze słuchała rodziców. Sprzątała swoje zabawki. Nie marudziła i nie hałasowała, gdy przyjmowali gości, co zdarzało się nieczęsto. Jadła warzywa i owoce. Wkładała na siebie to, co przygotowała dla niej mama. Ze szkoły przynosiła dobre stopnie, nie dostawała uwag, nie wagarowała, odpowiedzialnie odrabiała lekcje i z wyprzedzeniem informowała o konieczności zakupienia bloku technicznego czy zebrania kasztanów albo wyhodowania rzeżuchy. Grzecznie bawiła się z koleżankami. Nie popalała za szkołą. Maturę zdała bez problemu i tak też dostała się na studia. Mieszkała na stancji, którą opłacali jej rodzice. Chodziła na wszystkie zajęcia. Dzieliła się notatkami i zawsze była lubiana, choć nie pozwalała od siebie ściągać. Każdy z przedmiotów zaliczyła w pierwszym terminie. Studiowała dziennie, a w weekendy pracowała jako kelnerka. Jej życzliwość, wysoka kultura osobista i ponadprzeciętna cierpliwość przynosiły wysokie napiwki. Ponadto raz w tygodniu udzielała korepetycji. Zarobione pieniądze przeznaczała na dodatkowe kursy doskonalące, resztę roztropnie odkładała. Raz na jakiś czas pozwalała sobie na drobne przyjemności, ale nigdy nie wykorzystywała w tym celu portfela rodziców.
Obecnie pracuje i dobrze zarabia. Stać ją na samodzielne utrzymanie. Wynajmuje mieszkanie: łazienka, salon z kuchnią i dwie sypialnie. W drugiej sypialni mieszka jej koleżanka, dlatego że to rozsądne – tańsze, wygodniejsze i bezpieczniejsze. W ich mieszkaniu nie ma zalegającego kurzu, niewyniesionych śmieci, sterty naczyń w zlewie, góry nieogarniętego prania, plam na podłodze, co w większości jest zasługą Karoliny.
Nie pali, bo to niezdrowe, dym papierosowy śmierdzi, a oddech palacza ją obrzydza. Stroni od alkoholu i wszelkich używek, nie marnuje życia na kaca i luki w pamięci. Pozwala sobie wyłącznie na symboliczny toast. Nie przeklina. Uważa, że każdą emocję można przekazać bez pomocy wulgarnych słów. Dzień zaczyna zawsze od szklanki wody i pilnuje, by w ciągu dnia wypić jej odpowiednią ilość. Na kawę pozwala sobie raz dziennie, bo taka porcja nie wpływa negatywnie na zdrowie, a nawet zmniejsza ryzyko wystąpienia niektórych chorób. Nie słodzi, absolutnie. Wstaje o szóstej trzydzieści, więc nie kładzie się później niż o dwudziestej trzeciej. Odżywia się zdrowo, a w jej diecie królują owoce i warzywa, suplementuje witaminę D, regularnie bada krew. Wyniki ma oczywiście książkowe. Chipsy je wyłącznie w sylwestra. Czasami pozwala sobie na ciastko do kawy, ale jeśli ma możliwość, wybiera jakąś fit wersję.
Wie, że ruch i dobra kondycja to nie tylko kwestia sylwetki, ale również zdrowia, dlatego w jej przypadku idealna figura to tylko efekt uboczny. Regularnie uczęszcza na fitness. To znaczy uczęszczała. Po dwóch latach uznała opłacanie karnetu za nielogiczne. Zrobiła więc kilka stosownych kursów i obecnie, po pracy, prowadzi zajęcia w klubie fitness należącym do ojca jej koleżanki. We wtorki „Zdrowy kręgosłup”, a w czwartki „Brzuch, uda, pośladki”. W weekendy dba o odpowiednią porcję cardio na basenie lub na rowerze. Jeśli pogoda sprzyja, wybiera jogging. Gdy ma możliwość, rezygnuje z tramwaju na rzecz spaceru. Dba o siebie, więc rzadko choruje. Nigdy nie zdarzyło jej się wziąć urlopu na żądanie.
Ma chłopaka. Od ponad dwóch lat spotyka się z Pawłem. Paweł jest o rok od niej starszy, klasycznie przystojny, sympatyczny, umie ją rozbawić, dobrze im się rozmawia, jej rodzice go akceptują. Czasami nocują u siebie. Karolina ma sakramenty, chodzi do kościoła w każde święto, a gdy w niedzielę odwiedza rodziców, zawsze im towarzyszy na mszy, ale to kobieta nowoczesna, nie czekała z tym do ślubu. Niemniej na tym etapie znajomości to jeszcze nie pora na zakładanie rodziny. On się z nią zgadza, nie naciska na wspólne zamieszkanie. To wyrozumiały mężczyzna. Jest im ze sobą dobrze.
Idealna… To chyba mimo wszystko nienajlepsze słowo, ma ono bardzo indywidualny wydźwięk. Każdy ma inne wyobrażenie człowieka idealnego. Hmm… Porządna. Tak.
Karolina to pod każdym względem porządna kobieta, która przez całe swoje prawie dwudziestoośmioletnie życie nie miała sobie nic złego do zarzucenia.
Dobrze: bądźmy szczerzy. Raz jej się zdarzyło, że nie ustąpiła miejsca w przepełnionym tramwaju kobiecie w zaawansowanej ciąży, gdy wokół niej siedzieli: inna kobieta z dwójką dzieci na kolanach, dwie staruszki, chłopak z nogą w gipsie, kolejna ciężarna i ktoś w ciemnych okularach z białą laską niewidomego. Do dziś ma wyrzuty sumienia, ale po pierwsze, była wtedy jeszcze od poprzedniego wieczoru pod wpływem alkoholu (i to jeden z wielu powodów, dlaczego go nie spożywa), miała okropne nudności i bała się, że jak wstanie, to się przewróci, a potem zwymiotuje. A po drugie, za cztery przystanki wysiadała i wtedy ta pani mogła sobie usiąść.
Poza tym naprawdę nie ma sobie nic złego do zarzucenia. I nikt, kto ją zna, nie może nic złego o niej powiedzieć, bo Karolina to naprawdę porządna kobieta jest.
* * *
Przygląda się teraz swojemu odbiciu w lustrze, nie rozumiejąc, skąd w jej głowie takie dziwne myśli. Przecież to do niej niepodobne…
Stoi w toalecie wielkości mniej więcej jej mieszkania. Umyła dłonie w absurdalnie malutkiej w tej scenerii umywalce z zielonego szkła umieszczonej na rozciągniętym wzdłuż kilkumetrowej ściany marmurowym głębokim blacie. Mogłaby się na nim spokojnie położyć. Tylko po co?
Przegląda się w lustrze zajmującym całą powierzchnię ściany od blatu po sufit. Ma dzisiaj delikatny makijaż. Włosy spięła w luźny kok. Osobiście woli rozpuszczone, ale Paweł lubi, gdy ma spięte. Podarował jej tę prostą klamrę w postaci złotej obręczy z długą szpilką w tym samym kolorze.
Karolina nie wydaje pieniędzy na niepotrzebne zachcianki, ale na tę okazję kupiła nową sukienkę. Seksowną sukienkę. Nawet Jolka, jej współlokatorka, uznała ją za jednorazową, bo Paweł ją z niej zedrze i nie będzie co zbierać. Mała czarna za kolano, ale z pazurem. Na ramiączkach, z głębokim dekoltem, dość mocno wyciętymi plecami i oczywiście z rozcięciem do połowy uda, tej wyższej połowy. Karolina ma niewielkie piersi. Pełne, jędrne, okrągłe, ale niewielkie, więc nie potrzebowała dziś biustonosza. Wie, że wygląda obłędnie. To znaczy Jolka tak powiedziała, ale jej też się wydaje, że to prawda. Materiał sukienki jest lekko połyskujący i elastyczny. To drugie bardzo jej się spodobało, gdy przymierzała ją w butiku. Wyobraziła sobie wtedy, że Paweł będzie mógł bez problemu wsunąć dłoń pod rozcięcie i ten elastyczny materiał nie będzie mu wadził w eksploracji jej ciała. Niestety Paweł nie okazał tak dużego entuzjazmu, którego się spodziewała, a w zasadzie nie miał nawet okazji go wyrazić.
I stoi teraz sama w tej obcej, ekskluzywnej toalecie. Wpatruje się w swoje odbicie i zastanawia, skąd w jej uporządkowanej głowie taka nieopisana potrzeba na… Właśnie? Na co? Stara się to zrozumieć, stara się ubrać to w słowa, gdy otwierają się drzwi, a do środka wchodzi młody mężczyzna. Być może w jej wieku, może nieco starszy. Karolina nie odwraca się, nie rusza się, obserwuje go w lustrze. On spogląda na nią zaskoczony i chce coś powiedzieć, ale ona odzywa się pierwsza.
– Przepraszam. – Uśmiecha się uprzejmie. – Nie zamknęłam drzwi na zamek.
– Lubisz, gdy cię ktoś nachodzi w toalecie? – pyta zaczepnie.
– Po prostu nie umiałam – przyznaje szczerze.
Chłopak unosi brew zaskoczony, zamyka drzwi i przez chwilę przygląda się prostej złotej klamce umieszczonej w prostych ciemnych drzwiach, w prostej nieoznaczonej niczym ścianie, jakby nawet brakowało w niej futryny. Przechyla głowę w zamyśleniu, by potem dotknąć delikatnie klamki i nacisnąć ją od środka ruchem, jakby otwierał drzwi od auta. Wywołuje to ciche kliknięcie. Następnie znów tradycyjnie naciska klamkę, prezentując dziewczynie, że zablokował zamek.
– Ta-da. – Uśmiecha się zabójczo.
– Hmm… Okej – podsumowuje lekko zdumiona. Nie wpadłaby na to sama.
Chłopak pozostawia zamknięte drzwi i podchodzi bliżej niej. Staje dwa kroki za nią, chowa ręce w kieszeniach spodni i patrzy na jej odbicie w lustrze.
– Wyglądasz jak dama w opałach – odzywa się cicho.
– Po czym wnosisz?
– Zastygłaś – zauważa. – I to chyba na długo zanim tu wszedłem.
Rzeczywiście. Odkąd umyła ręce, stoi tak przed tym lustrem i się gapi. Odchrząkuje teraz, przygładza dłońmi sukienkę i odwraca się do niego, uśmiechając uprzejmie.
– Czy mogę ci jakoś pomóc? – pyta mężczyzna, przyglądając się jej badawczo, bo ona wciąż stoi nieruchomo i prawdopodobnie bez zamiaru rychłego opuszczenia pomieszczenia.
– Wątpię, byś był w stanie mi pomóc – odpowiada grzecznie.
– A czego potrzebujesz?
Kiedy Karolina słyszy to pytanie z ust mężczyzny, który przygląda jej się hipnotyzującymi brązowymi oczami; z ust przystojnego mężczyzny ubranego w dobrze skrojony czarny elegancki garnitur i kremową koszulę z rozpiętym pod szyją guzikiem; z ust mężczyzny, który – musi wbrew sobie przyznać – pociąga ją bardzo; z ust obcego mężczyzny, nagle rozumie, czego potrzebuje, i w końcu udaje jej się to ubrać w słowa.
– Potrzebuję orgazmu, naprawdę dobrego orgazmu. Potrzebuję, żeby mnie ktoś przeleciał tak dobrze, żebym wstydziła się później spojrzeć mu w oczy. Naprawdę myślisz, że jesteś w stanie mi pomóc?
O dobry Boże! Czy ona powiedziała to na głos? Obcemu mężczyźnie? Przecież to taka porządna kobieta!
Uśmiechnął się. Znaczy słyszał…
Czyli powiedziała to na głos. No pięknie.
Zawstydzona szybko wlepia wzrok w podłogę. On podchodzi do niej i unosi jej brodę, zmuszając, by na niego spojrzała. Uśmiecha się w taki sposób, że miękną jej kolana.
– Myślę, że da się zrobić – oznajmia nonszalancko.
Oczywiście. Przecież musiałby być kompletnym gamoniem albo impotentem, żeby w takiej sytuacji odmówić pomocy. Co miał innego powiedzieć? Że nie jest w stanie? Żeby popytała na dole? Albo może, że ona nie jest w jego typie? Na pewno… Poza tym gdyby z jakiegokolwiek powodu jej odmówił, to już w ogóle by się dzisiaj załamała, tracąc wszelkie poczucie kobiecości.
W każdym razie to, że jej tak powiedział, wcale nie oznaczało, że ona teraz była zobowiązana z tej pomocy skorzystać. Uśmiechnie się, przeprosi, wyjdzie i postara się o tym zapomnieć. Na pewno tak zrobi, bo ona to przecież porządna kobieta jest.
Tymczasem odwzajemnia uśmiech i niemal rozmarzona przygryza dolną wargę.
– Okej – szepcze.
Co się z nią dzisiaj dzieje?
– Okej? – upewnia się, sunąc dłonią wzdłuż jej żuchwy.
– Okej… – potwierdza, przeciągając uwodzicielsko.
– Okej. – Przyjmuje do wiadomości i całuje ją w usta.
Mężczyzna zaplata palce w jej luźnym koku, a wtedy złota igła spada cichym brzękiem na marmurowy blat i jej ciemne włosy opadają na odkryte ramiona.
Obcy mężczyzna okazuje się mieć fantastyczne usta, fenomenalne poczucie pocałunkowego rytmu, a do tego wie, co to idealna ilość języka w pocałunku.
Ale zaraz, czy ona naprawdę planuje oddać się temu obcemu mężczyźnie? W toalecie?! Dobrze, jest tu ekskluzywnie i pachnie jak w spa, a tyle wolnej przestrzeni nie ma ani w jej mieszkaniu, ani na jej całym osiedlu, ale to wciąż toaleta. I, nie zapominajmy! To wciąż obcy mężczyzna. Nieziemsko przystojny, wysoki, dobrze zbudowany, pewny siebie, pachnący pożądaniem obcy mężczyzna!
Ale to tylko pocałunek, który w każdej chwili można przerwać. Dobry pocałunek, jeden z lepszych, które jej się przydarzyły. Och, dobrze, najlepszy! Ale można go przerwać, jeszcze jest nadzieja. Tylko że on wtedy kładzie dłoń na jej udzie i wędruje nią wzdłuż rozcięcia, a potem pod nim, a elastyczny materiał sukienki nie przeszkadza mu w eksploracji jej gorącego ciała… I ona przepada.
Gdy jego dłoń dociera do jej pośladka, zaciska się na nim intensywnie. Jest sobie teraz wdzięczna za lata pracy nad swoją pupą, za te wszystkie przysiady i ośle wykopy. On, ściskając ten obłędny tyłek, przyciąga ją mocno do siebie, tak żeby na własnym ciele poczuła, jak mocno się zaangażował i jak bardzo się jemu to pomaganie podoba, a ma już na to niezwykle twardy dowód. Kiedy ona go czuje, przestaje zupełnie myśleć, a jej ręce ciasno oplatają jego szyję.
Druga jego dłoń ląduje na jej drugim pośladku. Przez chwilę bawi się brzegiem jej delikatnych koronkowych stringów, zakupionych na dzisiejsze wyjście razem z sukienką, po czym jednym energicznym ruchem zrywa je z niej. Ona przerywa pocałunek i wpatruje się w niego oniemiała. On uśmiecha się i wykorzystuje tę chwilę, by rozpiąć swój pasek i spodnie.
Oj, w tym momencie się chłopak przeliczył. Ona się jemu nie odda. Koleś dosłownie zdarł z niej gacie! Porwał je, a przecież dało się to zrobić normalnie, kulturalnie, bez niszczenia garderoby. Poza tym: co to za typ? Skąd on się tutaj wziął? Jeszcze mogłaby się czymś od niego zarazić!
Z wewnętrznej kieszeni marynarki chłopak wyciąga prezerwatywę, a marynarkę zdejmuje i rzuca na blat po drugiej stronie umywalki. A ona wcale nie zamierza odejść. Czeka zniecierpliwiona. Gdy on zsuwa bokserki ona, zupełnie nietypowo dla siebie, bo całkiem bez wstydu, mierzy go spojrzeniem. Wraca wzrokiem do jego oczu i opuszcza ramiączka sukienki, odkrywając przed nim swoje nagie piersi. Podobają mu się, widać to. Szybko kończy nakładać gumkę i bierze je w dłonie. Przez chwilę ściska je, przygryza i ssie jej sutki. Potem jedna z jego dłoni znów wędruje w dół, do rozcięcia, do uda, do pośladka, do idealnie wydepilowanego bikini. Znów ją całuje. Chcąc sprawdzić, czy jest na niego gotowa przejeżdża dwoma palcami wzdłuż jej warg, co przyprawia ją o dreszcze. Mruczy zadowolony w jej usta, gdy odkrywa odpowiedź. Ona nie pamięta, kiedy ostatnio była tak gotowa. Chłopak podwija jej sukienkę, unosi ją i kładzie jej tyłek na zimnym marmurowym blacie, od czego znów przechodzą ją dreszcze. Ponownie ją całuje, a ona oplata go nogami, zrzucając ze stóp swoje złote szpilki na podłogę. Jedną ręką ją obejmuje, drugą pieści jej pierś. Wtedy w nią wchodzi, nagle i bez ostrzeżenia, energicznie, głęboko, a ona jęczy zadowolona prosto w jego rozchylone usta. Chłopak powtarza trzy razy znany ludzkości od wieków ruch, po czym zostając w niej, lekko się od niej odsuwa, tak by widzieć jej twarz. Jedną ręką wciąż przyciąga ją mocno do siebie, ale drugą dłoń zabiera z jej piersi, odgarnia kosmyk włosów z jej czoła, po czym… zaczyna rozmowę.
– Jak masz na imię?
– Poważnie? – pyta oszołomiona.
– Postanowiłem, że ci pomogę i bardzo się w to zaangażowałem – mówi z głupkowatym uśmieszkiem. – Chyba mam prawo wiedzieć chociaż, jak masz na imię.
Rzuca mu gniewne spojrzenie, a wtedy on porusza się w niej delikatnie, na tyle tylko, by zrozumiała, że im szybciej odpowie, tym szybciej skończą rozmawiać i wrócą do przerwanej czynności. Chłopak po chwili znów nieruchomieje, a dziewczyna mięknie.
– Karolina.
– Aleks.
Wyciąga do niej dłoń. Tą dłonią, która przed momentem dotykała wszystkich jej intymnych części ciała, która przez pięć minut znajomości poznała ją bardziej niż każdy inny, tą dłonią będzie się z nią teraz witał. Nie widząc innego wyjścia, ona ściska tę dłoń i nie wiedzieć czemu, kontynuuje rozmowę.
– Po prostu Aleks czy Aleksander?
– Aleksander.
– To chyba Olek.
– Ale ja nie lubię Olek…
– Dlaczego?
– Z dzieciakiem mi się kojarzy. Nie chcę, żebyś dochodząc, krzyczała „Olek!!!”. A Aleksander to trochę za dużo sylab, wyjdzie, jakbyś kibicowała jakiejś drużynie sportowej.
Śmieje się rozbawiona.
– Czyli jak coś, to mam krzyczeć „Aleks!!!”?
– Ale biorąc pod uwagę okoliczności, to może nie za głośno.
Lekko się spina, kiedy przypomina jej o okolicznościach. Nie daje jej na szczęście długo nad tym rozmyślać, bo jego usta wracają do brutalnie namiętnych pocałunków, a jego dłoń znów błądzi, szukając sobie odpowiedniego miejsca to na jej pośladku, to na piersi, to we włosach. Zapragnęła lepiej go poczuć, więc rozpina guziki jego koszuli i rozchyla ją. On mruczy przeciągle w jej usta i mocniej zaciska na niej dłonie, gdy ona ociera swoimi sutkami o jego tors. Porusza się w niej coraz energiczniej, dysząc w jej usta, w jej uszy i w szyję, a ona pracuje zawzięcie biodrami na rzecz ich wspólnej rozkoszy, wydając z siebie zduszone jęki. Nagle znów przestaje się w niej ruszać i przerywa ich gorący pocałunek, na co ona niemal wyje w jego usta.
– No kurwa! Co znowu?! – I to by było na tyle z jej nieprzeklinania.
Śmieje się z niej.
– Nic, spokojnie, zaraz kończymy – odpowiada rozbawiony.
– Nie chcę kończyć, dobrze mi… – szepcze, ponownie zaskakując siebie samą.
– Oj, chcesz… – zapewnia i odsuwa ją lekko od siebie.
Obserwuje go rozpalona i przestraszona. On kładzie jej nagie plecy na tym zimnym i absurdalnie wielkim marmurowym blacie. Zakłada jej ręce nad głowę, a ona poddaje się temu bez protestów. Jedną ręką ściska jej pierś, drugą pośladek i zaczyna wyścig do mety. Trzeba mu oddać, że stara się, a nie jest to dla niego łatwe, by dotarła pierwsza. Ona chce być cicho, oddycha szybko i głośno, a nawet przygryza palce, ale on chyba wziął sobie do serca, że ma później wstydzić się spojrzeć mu w oczy. Nigdy tak bezmyślnie nie klęła, nigdy nie jęczała z takim zapałem i nigdy też, absolutnie nigdy nie osiągnęła tak kompletnego spełnienia, po którym mogłaby przestać istnieć, bo najważniejsze się już dokonało.
Skończyli.
Wychodzi z niej bardzo delikatnie i pomaga jej wstać, a potem całują się jeszcze przez chwilę. Już nie tak zawzięcie i namiętnie. Delikatnie, wręcz romantycznie. Aż nagle po prostu przestają.
Doprowadzają się do porządku bez słowa. Potem ona zakłada szpilki, poprawia makijaż, upina włosy, przegląda się w lustrze ostatni raz. Wyciąga rękę po leżące na marmurowym blacie stringi, ale on uprzedza ją i chowa je do kieszeni.
– To moje majtki – oznajmia stanowczo, zaskoczona jego ruchem.
– Już ci się do niczego nie przydadzą. Chyba że planujesz je zacerować.
– A tobie one na co?
– Na pamiątkę.
Wzdycha. To nie ma sensu.
– W takim razie… – Uśmiecha się zawstydzona. – Dziękuję za pomoc.
Rozbawia go. Podchodzi do niej, unosi jej brodę i daje całusa. Ostatniego.
– Przyjemność po mojej stronie – zapewnia.
Uśmiecha się i odsuwa od niego, kierując się do wyjścia. Udaje jej się otworzyć zamek tym samym sposobem, w jaki został zamknięty. Otwiera drzwi.
– Karolina – woła za nią, więc obraca się w jego kierunku. – Miło było cię poznać.
– Wzajemnie, Aleks.
I wychodzi.
Być może zobaczy go jeszcze tego wieczoru gdzieś w tłumie, ale potem już się nie spotkają, a ona wróci do swojego normalnego życia. Z tą różnicą, że teraz będzie miała sobie dwie rzeczy do zarzucenia. Może trzy, jeśli liczyć osobno tę wiązankę bluźnierstw. I życie wróci do normy.
Ale wy już dobrze wiecie, że nie powstałaby ta historia, gdyby rzeczywiście tak miało się stać.
A to taka porządna kobieta była…
Kac moralny
Obudziła się nagle, jakby coś ją wystraszyło. Szybko usiadła wyprostowana na łóżku i wtedy przypomniała sobie wydarzenia poprzedniego wieczoru. A w zasadzie jedno konkretne wydarzenie, które miało miejsce na zimnym wielkim marmurowym blacie. W łazience. W rezydencji – bo domem tego nazwać nie można – jej szefa. Podczas przyjęcia z okazji dziesięciolecia firmy.
O słodki Jezu…
Wstała i wyszła z sypialni. W salonie zastała Jolkę, która siedziała na kanapie z kubkiem kawy w ręku, scrollując smartfon. Dziewczyna podniosła głowę znad ekranu telefonu i na widok współlokatorki odparła zdziwiona:
– Myślałam, że cię nie ma?!
– A gdzie miałabym być? – zapytała zdezorientowana Karolina.
– No… U Pawła?
– Paweł. Kurwa… – wymamrotała pod nosem.
Znowu te bluzgi… Spodobało jej się czy co?
Jola zmrużyła oczy i przyglądała się chwilę koleżance.
– Karola, wszystko okej?
Karolina przez moment zastanawiała się, czy cokolwiek jest jeszcze okej. Doszła do zdumiewającego wniosku, że wczorajsze wydarzenie było całkiem okej… Nie chciała teraz o tym rozmyślać, więc zmieniła temat.
– Jolka, a dlaczego ty nie śpisz?
– Jak to: dlaczego?
– A od kiedy jesteś takim rannym ptaszkiem?
– Nie jestem. – Parsknęła.
– To dlaczego nie śpisz?
– Bo już prawie południe?
– Żartujesz?!
Karolina pobiegła do kuchni, by sprawdzić, którą godzinę wskazuje wyświetlacz na piekarniku.
Jedenasta czterdzieści trzy.
– Nie pamiętam, kiedy spałam tak długo… – mruknęła do siebie.
Wróciła do Jolki i opadła na sofę obok niej, a ta zapytała:
– A Paweł jeszcze śpi?
– Paweł? A skąd mam wiedzieć?
Jolka zdezorientowana skinęła głową w stronę drzwi do sypialni Karoliny.
– Pawła nie ma?
– Nie…
– Kora, co się wczoraj wydarzyło? – spytała już poważnie zaaferowana stanem mentalnym przyjaciółki. Nigdy wcześniej nie widziała jej tak rozkojarzonej i w takim… ogólnym nieładzie.
Karolina przygryzła wargę, w jej oczach pojawiły się łzy, potem na jej usta zbłądził dziwny, lekko niepokojący uśmieszek. Podrapała się po głowie, roztrzepując włosy. Wstała, stanęła naprzeciwko Jolki i poważnym tonem oznajmiła:
– Ja ci wszystko opowiem, ale najpierw sobie zrobię kawę i zaraz do ciebie wracam.
– Kawę przed śniadaniem…?
Postanowiła nie odpowiadać. Też ją to zdziwiło, ale miała ochotę, więc kierowana zachcianką poczłapała do ekspresu. Kilka minut później z kubkiem czarnej kawy w ręku usiadła obok przyjaciółki. Po chwili namysłu odstawiła naczynie na stolik i ponownie podreptała do kuchni. Przyniosła cukierniczkę. Wsypała do kubka dwie czubate łyżeczki cukru, czemu Jola przyglądała się oniemiała. Nie była to najbardziej szalona rzecz, jaką w życiu widziała, ale w wykonaniu jej współlokatorki… Wiele wskazywało na to, że postradała zmysły. Karolina zamieszała kawę głośnymi stuknięciami łyżeczki w kubek, a potem odłożyła ją na stolik. Nie na serwetkę, nie na podkładkę, nie na talerzyk. Na stolik. Pięknie…
Upiła łyk czarnego płynu i uśmiechnęła się zadowolona, mówiąc:
– Wow. Smaczna. O czym my… A, tak. Więc wczoraj… – odwróciła się w stronę rozmówczyni – po tym, jak zrobiłaś mi makijaż i wyszłaś, ja wbiłam się w tę nową kieckę…
– I te nowe stringi? – Jolka szybko wczuła się w opowieść.
– Tak, tak. I te nowe stringi też. – Zarumieniła się lekko. – Tak jak rozmawiałyśmy, włożyłam złote szpilki i spięłam włosy tą złotą szpilą od Pawła. Założyłam biżuterię, którą wybrałyśmy, i byłam gotowa. Miał być za dziesięć minut i wtedy dostałam esemesa. Niedługiego, ale poczekaj, przeczytam ci.
Poszła do sypialni po telefon. Wróciła, usiadła i odczytała głośno:
– „Nie zdążę, przepraszam. Baw się dobrze”.
– Co, kurwa?! – krzyknęła Jolka i wyrwała jej telefon z ręki, by zobaczyć to na własne oczy. – Dziesięć minut przed wyjściem?!
Karolina wzruszyła ramionami.
– Nawet nic mu nie odpisałam ani nie dzwoniłam, bo to nie miało sensu. Skoro dziesięć minut przed umówioną godziną nie był gotowy, to… – Westchnęła ciężko. – Nie wiem, Jolka, jakoś odechciało mi się wszystkiego. Miałam nawet taką myśl, żeby po prostu przebrać się w piżamę i zaszyć pod kołdrą. Ostatecznie zadzwoniłam po taksówkę i pojechałam sama.
– A miało być tak pięknie…
– Taa… – Upiła łyk kawy. – Ale to dopiero początek historii.
Jolka uniosła brew.
– Zamieniam się w słuch.
– Jolka, ja ci to muszę opowiedzieć, bo inaczej oszaleję! – wypaliła. – Ale ty mi obiecaj, że nie będziesz przerywać, okej? Żadnych komentarzy i głupich tekstów, dopóki nie skończę! Okej?!
– Okej… – wymamrotała w odpowiedzi, wyraźnie zaintrygowana.
– Dobra. To słuchaj. – Karolina skrzyżowała nogi, siadając po turecku i oparła się o oparcie boczne sofy tak, by dokładnie widzieć przyjaciółkę. – Gdy już któryś raz z kolei musiałam się uśmiechać i udawać, że nic wielkiego się nie stało, potwierdzając, że tak, niestety przyszłam sama, bo Pawła coś zatrzymało w pracy, poczułam się jak jakaś oszustka. Jak dziecko z wymyślonym przyjacielem.
– Przecież twoi znajomi z pracy kojarzą Pawła. Wiedzą, że sobie go nie wymyśliłaś.
– Wiem… Ale miałam wrażenie, jakbym udawała, że w ogóle ktoś miał ze mną przyjść. Chyba przez to, że tak na ostatnią chwilę odwołał. Po prostu… Nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. W każdym razie stwierdziłam, że muszę chwilę pobyć sama i poszłam do toalety. Przyjęcie odbywało się w salonie, w którym otwarto okna tarasowe wychodzące na ogród.
Tu poświęciła kilka minut na przekazanie Jolce, co to za dom. Wspomniała nie tylko o wielkim marmurowym blacie w łazience, ale też palmie, której liście sięgały ponad antresolę, kuchennej wyspie wielkości ich całej kuchni, z salonem oczywiście, i długim korytarzu, który prowadził do miliona pomieszczeń.
– Obie toalety na dole były zajęte i jedna z kelnerek poinstruowała mnie uprzejmie, że za pierwszymi drzwiami na górze również znajduje się łazienka, z której można korzystać. Poszłam tam.
Opowiadała przyjaciółce, jak zastygła w toalecie, jak pojawił się w niej obcy mężczyzna i co mu odpowiedziała na pytanie, czego potrzebuje.
– Nie! Nie powiedziałaś tak! – krzyknęła Jolka.
– Miałaś nie przerywać! – upomniała ją od razu.
– Chyba nie sądzisz, że usiedzę cicho przy takiej historii?!
– Będziesz musiała, jeśli chcesz wiedzieć, co było dalej!
– Dobrze… – Westchnęła, starając się poskromić emocje. – Co było dalej?
– Podszedł do mnie, podniósł mi lekko brodę, tak żebym na niego spojrzała, i powiedział, że… – Zacięła się.
– Że? – ponagliła niecierpliwie jej słuchaczka.
– Że myśli, że da się zrobić…
Jolka nie wytrzymała i głośno się zaśmiała, a na jej policzkach pojawiły się wypieki z zaciekawienia.
– Ha, ha, ha! Boże, Kora, czy to będzie historia porno?! Powinnam przygotować popcorn?
Karolina przewróciła oczami i nie odpowiedziała na pytanie. Jej mina zdecydowanie odzwierciedlała urazę.
– Oj, przepraszam… – odparła Jolka słodkim tonem, bardzo zainteresowana dalszym ciągiem historii. – I co potem?
– Pocałował mnie. – Wzruszyła ramionami, jakby to nie była wcale najgorętsza plotka, którą kiedykolwiek przekazała innej osobie.
Jolka wzięła głęboki wdech i już prawie to złośliwie skomentowała, ale potem szybko ugryzła się w język i zapytała spokojnie:
– Karolina, zanim powiesz coś jeszcze… Czy mogłabyś przybliżyć mi wygląd tego jegomościa? Tak, żebym miała pełen pogląd na sytuację…
Dziewczyna ponownie przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się i odpowiedziała na pytanie:
– Wyższy ode mnie, ale tak akurat, bo w moich złotych szpilkach, to musiałam tylko lekko głowę zadrzeć, żeby go pocałować. – Po tych słowach lekko się zarumieniła. – Dobrze zbudowany. Widać, że dba o siebie. Nie jakiś strasznie umięśniony, ale taki…
– Jak Paweł?
– Hmm… – Spuściła głowę zawstydzona. – Wizualnie ciało w sumie lepiej… Wiesz, taka ładnie zarysowana klatka i plecy takie w dotyku miłe.
– Plecy miłe w dotyku? Uuuu… – pisnęła cicho Jola. – Mów dalej. Włosy?
– Ciemny blond, krótko ostrzyżone z tyłu i przy skroniach, ale na czubku dłuższe i kilka takich fajnych loczków opadających lekko na czoło. – Uśmiechnęła się szeroko na wspomnienie.
– Oooo… Podoba mi się. Co jeszcze?
– Gładko ogolony. Miał taką malutką bliznę pod ustami. – Mówiąc to, stuknęła kilka razy czubkiem palca w skórę pod swoją dolną wargą. – Brązowe oczy, ale nie ciemne, dosyć jasne jak na brązowe, może trochę orzechowe, ładne. Uśmiech jak z reklamy normalnie… Może mi się to śniło…
– Wątpię, żeby twój mózg sam ci to zafundował! I co potem?
Karolina przeszła do dalszej części historii, którą Jolka słuchała z wyraźnym zainteresowaniem. Niczego nie ukrywała. Potrzebowała się wygadać i wyrzucić to z siebie.
– I nagle on wyciąga gumkę, a ja nawet o tym nie pomyślałam! – Zakryła twarz dłońmi. Naprawdę o tym nie pomyślała… Jakie to było nieodpowiedzialne!
– Kora, ty ladacznico – skomentowała Jola ze śmiechem.
– Jezu, Jola… Ja bym mu się tam oddała, zaciążyła i jeszcze by mnie czymś zaraził!
– Wywłoka!
– Dokładnie! Bo mi mózg wyłączyło całkiem! A nawet nie piłam alkoholu! To się wydarzyło całkowicie na trzeźwo!
– Dobra… ważne, że miał! Dawaj dalej!
Dziewczyna śmiała się z rozmowy kochanków, której Karolina nawet nie musiała streszczać. A potem przeszła do finału.
– Ja nie wiem, czy mnie czasem ktoś nie słyszał Jolka… Jeny, ja się darłam jak opętana.
– Nierządnica… Bóg ci tego nie wybaczy…
– Wal się!
– Karolina… – Jolka upomniała ją tonem srogiej nauczycielki.
– Jolka…? – Karolina podjęła nieśmiałym tonem.
– No? – Dziewczyna nie umiała ukryć ekscytacji w głosie.
– Ja nigdy nie miałam takiego…
– Dużego miał?
– Co?
– No… – Poruszyła wymownie brwiami.
– Jeny, Jolka… Normalnego. Znaczy z tych, co widziałam, to wydał mi się normalny. Nie mały i nie jakiś wielki. Czemu ja ci to mówię…? – Westchnęła. – Jolka, ja takiego orgazmu nie miałam.
– Nigdy?
– Nigdy. To znaczy miałam, ogólnie miałam. Ale nie aż tak!
– Biedactwo… – Uścisnęła serdecznie dłoń przyjaciółki. – Ale co? Skończył, wyszedł i poszedł sobie? Czy jak?
– No nie…
– To co było dalej?
– Dalej… – Zawahała się. – Pomyślisz, że to dziwne…
– Jedyne, o czym myślę, to że ci zazdroszczę wieczoru… – Zaśmiała się. – Dokończ, proszę. Wiesz, że nie lubię niedokończonych historii.
– Eh… Dalej, czyli już po wszystkim, pomógł mi wstać z blatu i chwilę się całowaliśmy.
– Całowaliście? – Jolka uniosła brew.
– Tak… I już nie tak jak wcześniej. Tylko raczej… Nie chcę użyć tego słowa, bo jest zupełnie nieadekwatne do tego całego wydarzenia, ale to wydało mi się takie nawet romantyczne. I on był taki delikatny… Potem się po prostu odsunęliśmy od siebie, ogarnęliśmy i wyszłam. A, i jak wychodziłam, to powiedział, że miło było mnie poznać.
– Ha, ha! Raczej, że miło! I wróciłaś potem na przyjęcie?
– Tak, to wydarzyło się jeszcze dość wcześnie.
– I widziałaś go później?
– Właśnie nie! Bałam się, że gdzieś go zobaczę, że będzie z żoną albo coś! Ale nie widziałam go w ogóle… Co w sumie było chyba jeszcze gorsze… Może mi się to naprawdę tylko śniło…?
Jolka uśmiechnęła się złowieszczo.
– Na dowód, że ci się nie śniło, pokaż te rozdarte stringi!
– Nieee… – Karolina zaczerwieniła się ze wstydu.
– Dawaj! Ze szczegółami opowiedziałaś mi takie wydarzenie, a wstydzisz się gacie pokazać? Błagam! – Jola prychnęła rozbawiona.
– Nie pokażę… – wymamrotała Karolina.
– Kora? Przecież nie wymyśliłaś sobie tego…
– Nie wymyśliłam – przyznała.
– To pokaż.
– Nie mogę.
– Dlaczego?
Powiedziała dlaczego. Jolka wybuchła śmiechem.
– Ty niegrzeczna dziewczynko! Nie tylko wracałaś do domu z gołym tyłkiem, ale całkiem bez gaci?!
Karolina schowała twarz w dłoniach, ale też się śmiała. Po kilku kolejnych zbereźnych komentarzach Joli, gdy się uspokoiły, Karolina nagle spochmurniała.
– Muszę powiedzieć Pawłowi…
– Zwariowałaś?! A po co?!
– Jak to po co? Przecież nie mogę go całe życie okłamywać?!
– Kora, jakie całe życie? Daj sobie z nim spokój. Już nie pierwszy raz cię wystawił, a do tego najwyraźniej nawet nie umie porządnie zrobić ci dobrze!
Ta dziewczyna to naprawdę ma tylko jedno w głowie!
– Jolka! Przecież to nie jest najważniejsze…
– Ale nie jest nieważne. Poza tym jeśli mu powiesz, to stanie się jedna z dwóch rzeczy. Albo, co całkiem prawdopodobne, w ogóle ci nie uwierzy i będzie się śmiał, że chcesz w ten sposób zrobić mu na złość.
Karolina pomyślała, że niestety: to rzeczywiście prawdopodobne.
– Albo – kontynuowała Jola – o ile nie zakończy waszego związku, unosząc się honorem, będzie ci to wiecznie wypominał. I mimo że to on zawsze coś spierdoli, to już wiecznie ty będziesz ta zła. I nie mów, że nie mam racji.
Nie powiedziała.
* * *
Jeszcze dobę wcześniej, w pogodny i rześki poranek końcówki kwietnia, życie Karoliny było spokojne i poukładane, a kolejne dni racjonalnie zaplanowane. Tego samego dnia, ciepłego i pogodnego wieczoru, wszystko się zmieniło. Karolina zdradziła swojego chłopaka, którego darzyła naprawdę szczerym uczuciem. Darzy! Przecież wciąż go kocha… Bo kocha, prawda? I zrobiła to w tak niedorzeczny i perfidny sposób, jakby to był jej chleb powszedni. A nie był, o nie!
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że jej się to podobało. Oczywiście nie zdrada sama w sobie i nie sam fakt jej dokonania! Ale ten jeden, konkretny stosunek, który miała przyjemność odbyć. Bo nie mogła się oszukiwać – przyjemność niewątpliwie była nieziemska…
Siedziała w piżamie na sofie, trzymając w rękach kubek słodzonej kawy, którą piła ze smakiem przed śniadaniem, przed szklanką wody, przed poranną toaletą. Siedziała i odtwarzała w głowie raz po raz wydarzenia poprzedniego wieczoru. Rozmyślała o tym, jak dobrze jej zrobił i jak wyjątkowo się czuła przez te kilka chwil.
Nazwijmy jednak rzeczy po imieniu – dała się przelecieć jakiemuś obcemu, podejrzanemu typowi. I teraz uśmiechała się na jego wspomnienie jak głupiutka nastolatka, która pierwszy raz całowała się z chłopakiem i już planuje w głowie listę gości na ich wspólne wesele. Jakie to było żałosne…
Myślała o Aleksie. Aleks. Co to w ogóle za imię? Aleksander. Olek. Musiała przyznać mu rację, to zdrobnienie też jej się nie podobało.
Wspominała z rozmarzeniem jego orzechowe oczy, bo wydawało jej się, że patrzyły na nią z uczuciem. Przypomnijmy, że facet przeleciał ją w kiblu, a ta teraz wspominała, jak na nią patrzył, ubzdurawszy sobie w tym jakieś wyższe emocje.
Miała wrażenie, że wciąż czuje na policzku dotyk jego delikatnej dłoni. Zastanawiała się, skąd wzięła się ta jego blizna. Wyobrażała sobie, że mógł stanąć w czyjejś obronie, mógł oberwać, broniąc honoru kobiety, lub uratować czyjeś życie. Nie do końca umiała wyobrazić sobie, jak miałaby ucierpieć jego broda, zostawiając taką bliznę, ale była przekonana, że powstała w efekcie jakiegoś bohaterskiego czynu.
W ogóle nie wzięła pod uwagę, że mógł być niezdarą i przewrócił się, jadąc na rowerze, że zrobił sobie krzywdę po pijaku albo po prostu dostał w mordę od faceta jednej z kobiet, które przeleciał w taki sam sposób jak ją – nie zastanawiając się nawet wcześniej, czy powinien.
Rozmyślając tak, w ogóle, ani przez moment, nie pomyślała o Pawle. O swoim wspaniałym Pawle, z którym tworzyła szczęśliwy związek, i u boku którego planowała swoją przyszłość. I którego kochała, prawda?
Czuła wyrzuty sumienia, ale tylko przez tę jedną chwilę, gdy rozmawiała o nim z Jolką. Potem przestała o nim myśleć. Całą jej głowę pochłonął Aleks. To takie absurdalne! Przecież to nie ta Karolina…
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Dedykacja
Prolog
Rozdział 1
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Dedykacja
