Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
27 osób interesuje się tą książką
Elira, najmniej znacząca córka króla, całe życie pozostaje w cieniu sióstr. Jej dar przenoszenia ciepła nikogo nie interesuje, dopóki ostatnie smocze jajo nie odpowiada właśnie na nią. Wtedy Vaelor, brutalny i zaborczy książę Popielnych Gór, wybiera ją na żonę.
Małżeństwo szybko okazuje się kolejną walką o wolność. Vaelor przywykł rozkazywać i chronić po swojemu, a Elira nie zamierza pozwolić, by znów ktoś decydował za nią. W świecie pełnym przemocy odkrywa siłę własnej magii i uczy się stawiać granice.
Między nimi narasta jednak coś więcej niż gniew i pożądanie. Zaborczość Vaelora miesza się z potrzebą ochrony, a niechciany układ powoli zmienia się w więź, dla której oboje mogą być gotowi poświęcić wszystko.
Ostrzeżenie o treści: książka przeznaczona jest dla dorosłych czytelników. Zawiera graficznie opisane sceny erotyczne, brutalną przemoc, krew, śmierć, uwięzienie, przymus i traumę.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 444
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
A.M. ARDEN
PIERWSZY ŻAR
CZARNY CIERŃ
Dziekanów Nowy 2026
Copyright © Opti Księgi Agata Konieczna, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żadna część niniejszej publikacji nie może być kopiowana, reprodukowana, przechowywana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie ani w jakikolwiek sposób — elektronicznie, mechanicznie, za pomocą fotokopii, nagrania lub innych systemów przechowywania i udostępniania informacji — bez uprzedniej pisemnej zgody właściciela praw autorskich, z wyjątkiem krótkich cytatów wykorzystywanych w recenzjach i omówieniach.
Niniejsza książka jest utworem fikcyjnym. Imiona, postacie, miejsca, wydarzenia i dialogi zostały stworzone na potrzeby powieści. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób, miejsc lub zdarzeń jest przypadkowe.
Autorka: A.M. ARDEN
Tytuł: Pierwszy Żar
Imprint: Czarny Cierń
Wydawca: Opti Księgi Agata Konieczna
Projekt okładki: Opti Księgi Agata Konieczna
Skład i przygotowanie do publikacji: Opti Księgi Agata Konieczna
Wydanie: I
ISBN: 978-83-981627-3-9
Książka przeznaczona jest wyłącznie dla pełnoletnich czytelników. Powieść zawiera dosadne i graficznie opisane sceny erotyczne, sceny brutalnej przemocy, śmierci, krwi, uwięzienia, przymusu i traumy, a także elementy niejednoznacznej zgody oraz przekraczania granic seksualnych. Niektóre fragmenty mogą wywołać silny dyskomfort.
Czytelnik podejmuje lekturę świadomie.
ROZDZIAŁ 1
ROZDZIAŁ 2
ROZDZIAŁ 3
ROZDZIAŁ 4
ROZDZIAŁ 5
ROZDZIAŁ 6
ROZDZIAŁ 7
ROZDZIAŁ 8
ROZDZIAŁ 9
ROZDZIAŁ 10
ROZDZIAŁ 11
ROZDZIAŁ 12
ROZDZIAŁ 13
ROZDZIAŁ 14
ROZDZIAŁ 15
ROZDZIAŁ 16
ROZDZIAŁ 17
ROZDZIAŁ 18
ROZDZIAŁ 19
ROZDZIAŁ 20
ROZDZIAŁ 21
ROZDZIAŁ 22
ROZDZIAŁ 23
ROZDZIAŁ 24
ROZDZIAŁ 25
ROZDZIAŁ 26
ROZDZIAŁ 27
ROZDZIAŁ 28
ROZDZIAŁ 29
EPILOG
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Początek książki
Deszcz syczał na czarnych okuciach skrzyni. Czterech ludzi niosło ją przez dziedziniec, ignorując niskie koła, które mogłyby im to ułatwić. Dwóch kolejnych szło po bokach z dłońmi na mieczach. Nie pozwolili królewskim tragarzom zbliżyć się nawet wtedy, gdy jeden z przybyszy poślizgnął się na mokrym kamieniu. Elira stała pod arkadą zachodniej galerii i patrzyła, jak skrzynia znika w wejściu do północnego skrzydła.
Nie miała herbu. Czarne drewno przykrywała woskowana skóra, a szerokie pasy z matowego metalu pozbawiono wszelkich zdobień. Mimo to ludzie księcia traktowali ją z większą uwagą niż kufer ze złotem wniesiony chwilę wcześniej do królewskiego skarbca.
— Może przywieźli ciało — powiedziała Nessa.
Stała obok, trzymając wełniany szal dla Eliry. Nie miała płaszcza, więc drobny deszcz osiadał na jej włosach.
— Ciała nie pilnuje sześciu uzbrojonych mężczyzn.
— Zależy, czyje.
Na dziedzińcu pojawił się wysoki mężczyzna w czarnym kaftanie. Zeskoczył z konia, zanim stajenny zdążył podsunąć schodek. Mokre włosy miał związane nisko nad karkiem, a ubranie pozbawione haftów i klejnotów. Gdy podszedł do skrzyni, strażnicy rozsunęli się bez komendy. Mężczyzna przesunął dłonią po jednym z pasów. Nie dotknął drewna. Powiedział coś siwowłosemu doradcy stojącemu przy wózku, a potem odwrócił się do ludzi dźwigających ładunek.
— Nie dotykać wieka — rzucił w języku wspólnym. — Jeśli któryś z pałacowych służących spróbuje pomóc, odsunąć go.
Jego głos nie był głośny. Mimo to tragarze natychmiast zmienili chwyt.
— Vaelor — szepnęła Nessa.
Elira nie musiała pytać, skąd wie. Dwór czekał na smoczego księcia od tygodnia, a każda kobieta w wieku odpowiednim do małżeństwa znała już kolor jego włosów, przybliżony wzrost i liczbę ludzi, których podobno zabił na północnej granicy. Nie przypominał mężczyzny z opowieści ciotek. Nie nosił futer ani korony i nie rozglądał się po pałacu jak gość oczekujący zachwytu. Stał przy skrzyni, obserwując ludzi, wejścia oraz dachy, jakby królewski dziedziniec był kolejnym miejscem do zabezpieczenia. Król Odran wyszedł spod arkad z lordem Darelem i kilkoma doradcami. Rozłożył ręce szeroko, zmuszając Vaelora do odsunięcia się od ładunku.
— Książę Vaelorze. Witaj w moim domu.
Uścisk Vaelora był krótki. Za nim Rhaen, jego siwowłosy doradca, skinął głową, a jeszcze dalej stanął król Maeron, rozpoznawalny po ciężkim czarnym płaszczu spiętym złotą klamrą. To on powinien przyciągać uwagę, lecz Elira patrzyła na syna. Vaelor nie przestawał śledzić drogi, którą zabrano skrzynię.
— Za godzinę przedstawienie rodziny — powiedział Odran. — Wieczorem uczta.
— Najpierw chcę zobaczyć pomieszczenie, w którym umieszczono nasz ładunek.
Darel zacisnął usta, zapewne uznając odpowiedź za niegrzeczną. Odran uśmiechnął się szerzej.
— Oczywiście.
Vaelor ruszył w stronę północnego skrzydła, zanim król zdołał wskazać drogę. Pozostali musieli podążyć za nim. Nessa pociągnęła Elirę za rękaw.
— Jeśli ciotka Mevara zobaczy nas tutaj, sama zamknie cię w skrzyni.
Elira odwróciła się od pustego przejścia.
— Ta przynajmniej jest ciepła.
Nessa zmarszczyła brwi.
— Skąd wiesz?
Elira nie odpowiedziała. Gdy skrzynia mijała galerię, pod jej skórą rozlało się ciepło. Nie pochodziło z pochodni ani od ludzi; odezwało się głębiej, w palcach, jak reakcja Żaru na źródło ukryte za drewnem. Mogła się mylić. Deszcz wychłodził jej dłonie, a mokry kamień oddawał zimno przez podeszwy. Mimo to obejrzała się jeszcze raz. Północne drzwi były już zamknięte.
Ciotka Mevara wybrała dla Eliry szarą suknię po Lethii. Materiał był dobrej jakości, choć suknię dwukrotnie zwężano w talii, a rękawy pozostały odrobinę zbyt długie. Na starszej siostrze srebrne nici łapały światło. Na Elirze wyglądały jak popiół wdeptany w wełnę.
— Stań prosto — poleciła Mevara.
Krawcowa zacisnęła sznurowanie. Elira oparła dłoń na słupku łóżka i zaczekała, aż ucisk pod żebrami ustąpi.
— Król nie wymienił mnie w liście do Maerona — powiedziała.
— Wystarczy, że będziesz obecna.
— Po co?
— Jesteś córką króla.
Mevara mówiła tak, jakby samo pochodzenie było celem. Elira znała tę rolę: stać, uśmiechać się i stanowić dowód bogactwa rodu. Zawsze stanowiły tylko tło dla decyzji podejmowanych przez mężczyzn przy tronie. Mevara przypięła jej przy szyi matową broszę.
— Lethia stanie pierwsza. Później Lysa i Sareth. Ty pozostaniesz na końcu. Nie odzywaj się, chyba że król zada ci pytanie.
— A jeśli książę zapyta?
— Odpowiesz krótko.
Nessa, klęcząca przy brzegu sukni, przewróciła oczami. Mevara zauważyła ruch w lustrze.
— Służba nie będzie obecna podczas przedstawienia.
— Ktoś musi pilnować trenu — odpowiedziała Nessa.
— Suknia nie ma trenu.
— W takim razie będzie to praca lekka.
Elira zakryła usta dłonią, zanim ciotka dostrzegła uśmiech. Mevara wyszła, zapowiadając, że wróci po nie za kwadrans. Nessa natychmiast poluzowała dolne tasiemki.
— Chcesz, żeby wybrał Lethię?
Elira spojrzała na własne odbicie. Lethia była przygotowywana do sojuszy od dzieciństwa. Znała trzy języki, prowadziła rozmowy z kupcami z Ardelu i potrafiła spędzić pół uczty obok człowieka, którego nie znosiła, nie tracąc uśmiechu. Lysa miała urodę matki i krew Ilvaru. Sareth znała modlitwy, rodowody oraz wszystkie zasady, których Elira nigdy nie potrafiła zapamiętać bez pomyłki. O niej ojciec mówił najczęściej wtedy, gdy trzeba było ogrzać komnatę albo zająć się drobnym oparzeniem.
— Chcę, żeby wybrał tę, która tego chce — powiedziała.
— Żadna nie chce.
— Lethia przynajmniej wie, jak wygląda jej przyszłość.
Elira nie wiedziała, co czekałoby ją, gdyby pewnego dnia ojciec uznał, że jednak może ją wykorzystać. Małżeństwo z zarządcą odległych ziem, wdowcem potrzebującym opiekunki dla dzieci, kuzynem Darela, którego nazwiska nie warto było jej jeszcze podawać. Mogła utracić Nessę, własną komnatę oraz niewielką swobodę poruszania się po pałacu. Ktoś inny zdecydowałby, gdzie będzie mieszkać, czyje łoże dzielić i kiedy powinna urodzić syna. Na razie była niewidoczna. Nie nazywała tego wolnością, ale bała się utracić nawet tyle.
Sala reprezentacyjna pachniała żywicą, mokrą wełną i starym woskiem. Przybysze z Popielnych Gór zajęli miejsca po lewej stronie tronu. Król Maeron siedział w ciężkim krześle, za jego ramieniem stał siwowłosy Rhaen, a Vaelor pozostał na nogach. Nie wyglądał na mężczyznę przybyłego oglądać kandydatki na żonę. Bardziej interesowały go drzwi, służba i ustawienie strażników. Odran przedstawił córki kolejno.
— Lethia. Dwadzieścia trzy lata. Zna trzy języki, prowadziła moje interesy z kupcami z Ardelu i posiada ziemie przy zachodnim trakcie.
Lethia skłoniła się. Vaelor spojrzał na nią krótko, bez uśmiechu.
— Lysa. Dwadzieścia lat. Jej matka pochodziła z rodu Ilvaru.
Lysa uniosła brodę w sposób, który zwykle sprawiał, że mężczyźni patrzyli na nią dłużej. Vaelor nie patrzył.
— Sareth. Osiemnaście lat. Wychowana w bliskości świątyni, biegła w historii rodów i prawie sukcesyjnym.
Sareth złożyła dłonie na wysokości pasa. Odran przeszedł do Eliry dopiero po chwili.
— Elira, moja córka.
Tyle. Nie wymienił jej daru ani nauki. Nie próbował nawet znaleźć cechy, która mogłaby zabrzmieć użytecznie. Elira skłoniła się, starając się nie patrzeć na Vaelora. Czuła jednak jego wzrok na twarzy, potem na dłoniach schowanych w za długich rękawach.
— Jaki dar? — zapytał.
Odran uśmiechnął się lekko.
— Niewielki Żar. Przenosi ciepło na krótkim dystansie. Przydatna zdolność w gospodarstwie i lecznicy.
Vaelor spojrzał na Elirę.
— Potrafisz tworzyć ogień?
— Nie, Wasza Wysokość.
— Ogrzewać z niczego?
— Nie. Mogę jedynie przenieść ciepło, które już istnieje.
— Z jaką dokładnością?
Odran wykonał dłonią krótki, zniecierpliwiony gest, kończąc rozmowę.
— Kolegium uznało jej dar za zbyt słaby do większych zastosowań.
Vaelor nadal patrzył na Elirę.
— Nie pytałem Kolegium.
Serce uderzyło jej mocniej. Nie znała odpowiedzi, która nie zabrzmiałaby jak przechwałka albo sprzeciw wobec ojca.
— Zależy od źródła i miejsca, do którego przesuwam ciepło — powiedziała. — Łatwiej pracować z metalem niż z żywym ciałem.
— Dlaczego?
— Metal nie umrze, jeśli zabierze mu się zbyt dużo ciepła.
Przez twarz Rhaena przemknęło coś, co mogło być zainteresowaniem. Vaelor nie zareagował, ale jego uwaga stała się cięższa.
— Wystarczy — powiedział Odran. — Uczta czeka.
Elira wróciła na swoje miejsce. Lord Darel obserwował ją ponad ramieniem Lethii. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, uśmiechnął się bez ciepła.
Podczas uczty Elira siedziała daleko od książęcego stołu, między Sareth a starszą ciotką, która słyszała tylko co drugie zdanie. To powinno przynieść ulgę. Vaelor miał przed sobą Lethię i Lysę, a Odran kierował rozmowę ku przełęczom, cłom oraz wspólnym patrolom. Elira mogła jeść w ciszy. Nie mogła jednak zapomnieć o skrzyni. Ciepło wyczute na dziedzińcu pozostało w pamięci jak niedokończony ruch Żaru. Raz po raz spoglądała ku północnym drzwiom, chociaż z sali nie mogła zobaczyć skarbca. Nessa krążyła ze służbą przy ścianie. Zatrzymała wzrok na Elirze, uniosła brew i dyskretnie wskazała półmisek. Jedzenie stygło. Elira sięgnęła po chleb.
Wtedy na końcu sali rozległ się krzyk. Młoda służąca niosąca wazę z gorącym sosem potknęła się o wybrzuszenie dywanu. Zarządca stołu popędzał ją chwilę wcześniej, bo weszła między gości po niewłaściwej stronie. Dziewczyna próbowała utrzymać ciężkie naczynie, lecz pokrywa zsunęła się i wrzący tłuszcz wylał jej się na dłoń oraz przedramię. Waza uderzyła o kamień. Służąca upadła na kolana. Zarządca dopadł do niej pierwszy.
— Co zrobiłaś, głupia dziewucho?
Chwycił ją za zdrowe ramię, próbując poderwać z podłogi.
— Nie dotykaj jej — powiedziała Elira.
Wstała, zanim przypomniała sobie, gdzie siedzi. W sali ucichły rozmowy. Zarządca spojrzał na nią z zaskoczeniem.
— Wasza Wysokość, sama jest sobie winna. Nowa. Nie patrzy pod nogi.
Elira podeszła. Skóra na dłoni dziewczyny zaczerwieniła się już nierówno, w kilku miejscach zaczęły powstawać pęcherze.
— Puść ją.
Zarządca wykonał polecenie dopiero po spojrzeniu w stronę Odrana.
— Chłodna woda — zarządziła jedna z dam.
— Nie od razu — powiedziała Elira. — Najpierw trzeba odebrać nadmiar ciepła.
Służąca drżała. Tłuszcz wciąż lśnił na jej skórze. Elira rozejrzała się za miejscem, do którego mogła przesunąć gorąco. Najbliżej stał duży srebrny półmisek z pieczonymi warzywami. Metal był chłodniejszy niż ciało dziewczyny, ale miał dość masy, żeby przyjąć ciepło bez gwałtownej zmiany temperatury.
— Opróżnijcie go.
Nikt się nie poruszył. Vaelor wstał przy głównym stole, sięgnął po półmisek i jednym ruchem zsunął jedzenie na sąsiednią tacę. Postawił srebro na niskiej ławie obok służącej.
— Rób — powiedział.
Elira uklękła.
— Połóż zdrową dłoń płasko na metalu — poleciła dziewczynie. — Oparzoną trzymaj nieruchomo.
— Pani, boli…
— Wiem. Oddychaj.
Elira ujęła ją powyżej nadgarstka. Nie mogła zabrać całego ciepła. Tłuszcz wniknął w skórę, a część uszkodzeń już powstała. Mogła jedynie zatrzymać pogłębianie oparzenia i przenieść to, co nadal pozostawało zbyt gorące. Sięgnęła Żarem. Najpierw wyczuła temperaturę własnej dłoni, potem ciepło krwi służącej. Pod nim znajdowała się warstwa gorętsza, nierówna i agresywna. Oddzieliła ją ostrożnie, małymi porcjami, prowadząc przez ciało dziewczyny ku srebru. Półmisek zaczął się nagrzewać.
Palce Eliry przeszył ból, a lewa dłoń zdrętwiała aż do nadgarstka. Nie mogła przerwać zbyt szybko, bo część ciepła zostałaby pod skórą, ani zabrać go zbyt wiele, by nie wychłodzić tkanek i nie uszkodzić krążenia.
— Jeszcze — powiedziała służąca przez zaciśnięte zęby.
— Nie. Wystarczy.
Elira odsunęła ręce. Półmisek parzył. Oparzenie nadal było czerwone i bolesne, pęcherze nie zniknęły, ale skóra przestała ciemnieć.
— Teraz chłodna woda. Powoli. Potem do medyka. Bez lodu i bez ciasnego rękawa.
Nessa znalazła się przy dziewczynie, zanim ktokolwiek zdążył ją wezwać. Pomogła jej wstać i osłoniła przed zarządcą stołu. Elira podniosła się ostrożnie. Lewa ręka nie słuchała jej w pełni. Schowała ją w fałdach sukni. Vaelor stał obok.
— Ile czucia straciłaś?
— Niewiele.
— Pokaż.
Nie był to ton pytania. Elira wyciągnęła dłoń. Vaelor nie dotknął jej. Wziął ze stołu ciężki srebrny kielich i podał.
— Podnieś.
Palce zamknęły się na nóżce naczynia. Kielich uniósł się o kilka centymetrów, potem przechylił. Elira złapała go drugą dłonią, zanim spadł.
— Więcej niż niewiele — powiedział.
— Wróci.
— Skąd wiesz?
— Zawsze wracało.
Złoto wokół jego źrenic stało się wyraźniejsze. Elira nie wiedziała, czy to światło świec, czy cecha, której wcześniej nie zauważyła.
— Dziewczyna zachowa dłoń? — zapytał.
— Jeśli medyk jej nie zaniedba.
Zarządca stołu zrobił krok w przód.
— Nikt jej nie zaniedba, Wasza Wysokość.
Vaelor odwrócił głowę.
— Usuń ten dywan.
— To królewski gobelin. Nie mogę—
— Wybrzuszył się na przejściu, a ty popędzałeś po nim służbę. Usuń go, zanim kolejna osoba wyleje wrzątek.
Odran obserwował scenę z końca stołu. Nie sprzeciwił się. Zarządca skłonił się i wezwał dwóch ludzi. Vaelor popatrzył jeszcze raz na dłoń Eliry.
— Nie leczysz.
— Nie.
— Przesuwasz ciepło.
— Tak.
— I płacisz czuciem.
— Czasami.
— Zawsze czymś się płaci — powiedział cicho.
Wrócił na miejsce, zanim zdążyła zapytać, co kosztował jego własny Żar. Elira usiadła przy ciotce. Serce nadal biło szybko, a palce lewej dłoni pozostały obce. Sareth dyskretnie przesunęła ku niej ogrzany kubek, ale Elira nie była w stanie utrzymać go jedną ręką. Przy głównym stole Rhaen pochylił się do Vaelora. Lord Darel zauważył ich rozmowę. Później spojrzał na Elirę, a następnie szepnął coś Odranowi. Ojciec skinął na zarządcę. Krzesło obok Vaelora, dotąd zajmowane przez jednego z doradców, zostało odsunięte.
— Elira — zawołał Odran. — Usiądziesz tutaj.
Wszystkie spojrzenia zwróciły się ku niej. Elira podniosła się. Przechodząc przez salę, czuła, jak traci jedyną ochronę: niewidoczność. Vaelor nie pomógł jej usiąść. Obserwował, jak radzi sobie z krzesłem i zdrętwiałą dłonią. Kiedy materiał sukni zaczepił o rzeźbione oparcie, sam odsunął ciężkie siedzisko jednym ruchem.
— Jutro będziesz obecna podczas rozmów — oznajmił Odran.
— Ojcze, nie znam spraw przełęczy.
Jego spojrzenie uciszyło ją szybciej niż słowa.
— Poznasz.
Vaelor oparł przedramię o stół.
— Niech przyjdzie.
Nie zapytał, czy chce. Nie bronił jej przed decyzją ojca. Po prostu przyjął fakt, że od tej chwili znajdzie się bliżej. Elira poczuła na skórze ciepło bijące od jego ramienia. To samo niewytłumaczalne ciepło, które wcześniej wyczuła przy skrzyni, choć słabsze i bardziej skupione. Spojrzała ku północnym drzwiom. Musiała dowiedzieć się, czy to, co poczuła na dziedzińcu, było rzeczywiste. Jeżeli wróci do korytarza rano i nie wyczuje niczego, uzna sprawę za zamkniętą. Jeśli jednak ciepło nadal tam będzie, podejdzie bliżej. Pierwszy dzwon rozlegał się przed zmianą straży. Wtedy korytarze pozostawały prawie puste. Elira zacisnęła zdrową dłoń na brzegu obrusa.
O świcie wróci do skrzyni.
Pierwszy dzwon odezwał się, zanim świt rozjaśnił okna. Elira odsunęła kołdrę i usiadła. Nessa spała na wąskim posłaniu pod ścianą, zwinięta pod kocem. Ogień w kominku dogasał pod popiołem, a chłód zwykle zatrzymałby Elirę w łóżku przynajmniej do chwili, gdy służba przyniesie drewno. Tego ranka zimno przypominało jej o skrzyni. Czucie wróciło do lewej dłoni, lecz przy mocniejszym zgięciu palców ból sięgał nadgarstka. Mogła uznać, że ciepło z poprzedniego wieczoru było tylko reakcją osłabionej ręki. Nie wierzyła w to. Włożyła prostą wełnianą suknię, narzuciła płaszcz i wyszła, zanim rozsądek zdołał znaleźć argument skuteczniejszy od ciekawości.
Pałac o tej porze był niemal pusty. Elira minęła dwóch chłopców niosących drewno i kobietę z koszem świeżego pieczywa. Wybrała schody dla służby, a po kilku minutach znalazła się w północnym skrzydle. Strażnicy stali przed skarbcem dokładnie tam, gdzie poprzedniego wieczoru. Elira zatrzymała się za kamiennym filarem. Nie przewidziała, że ludzie z Popielnych Gór mogą zmieniać wartę według własnego rozkładu. Obaj strażnicy byli przytomni i uzbrojeni: jeden opierał dłoń na rękojeści miecza, drugi obserwował korytarz. Powinna wrócić.
Wtedy drzwi skarbca otworzyły się od środka. Siwowłosy doradca Maerona wyszedł na korytarz i powiedział coś cicho do strażników. Obaj oddalili się z nim w stronę schodów. Żaden nie obejrzał się za siebie. Elira odczekała przy filarze kilka oddechów. Straże były zbyt rzadko rozmieszczone, a zamki zbyt stare. Podeszła do drzwi. Zamek nie był zasunięty. Wystarczyło nacisnąć klamkę. Czy strażnicy naprawdę zostawiliby najpilniej strzeżony przedmiot delegacji w otwartym pomieszczeniu? A może ktoś wiedział, że przyjdzie, i chciał sprawdzić, co zrobi? Zanim podjęła decyzję, przez dłoń przebiegło mrowienie i dotarło aż do nadgarstka. Elira weszła do środka.
Dawny skarbiec był wąski i pozbawiony okien. Ze ścian usunięto półki, a dwa paleniska stały puste. Skrzynia spoczywała pośrodku na niskim wózku. Koła unieruchomiono klinami, a wokół osi przeciągnięto gruby łańcuch. Czarne drewno lśniło od oleju. Metalowe obręcze pozostawały matowe, z wyjątkiem środkowego zamka, na którym ktoś zostawił wyraźny ślad dłoni. Elira zbliżyła się o krok. Wczoraj, pośród gwaru uczty, wyczuwała jedynie ciepło. Teraz rozpoznawała jego warstwy: chłodne drewno, odrobinę cieplejsze okucia i ukryty głębiej przedmiot, który zatrzymywał w sobie Żar. W samym środku tkwiło niewielkie, lecz wyraźne chłodniejsze miejsce. Brak domagający się wypełnienia.
Elira uniosła rękę. Zamierzała zatrzymać palce kilka centymetrów nad wiekiem, lecz ciepło przyciągnęło ją bliżej. Dotknęła drewna. Żar odpowiedział natychmiast, lecz nie szarpnął nią ani nie wyrwał ciepła z jej ciała. Otworzył drogę prowadzącą dokładnie tam, gdzie go brakowało. Żelazna obręcz pod jej nadgarstkiem była cieplejsza od desek. Elira odebrała z niej niewielką ilość ciepła i skierowała je w głąb skrzyni. Metal ostygł. Coś uderzyło od środka. Cofnęła rękę. Wózek zadrżał, a łańcuch stuknął o kamień. Pierścienie jednego z zamków przesunęły się i zatrzymały na nowych znakach.
Elira wpatrywała się w wieko, czując, jak Żar, który tam wysłała, nie rozproszył się w martwym przedmiocie. Został wchłonięty. Wchłonięty i... przetworzony. Drugie uderzenie było słabsze, bardziej jak muśnięcie od wewnątrz. Nie było już wątpliwości. W skrzyni znajdowało się życie.
— Spodziewałem się ciebie wcześniej.
Głos Vaelora dobiegł od strony drzwi. Elira odwróciła się. Książę opierał ramię o framugę. Nie miał płaszcza ani miecza, a ciemne włosy opadały mu luźno na kark. Mimo wczesnej pory w jego spojrzeniu nie było śladu senności. Nie okazał zaskoczenia.
— Odesłałeś strażników — powiedziała.
— Chciałem wiedzieć, czy wrócisz.
Przestał opierać się o framugę i zamknął drzwi. Nie zasunął rygla, lecz stanął przed wejściem.
— Mogłeś zapytać.
— Wczoraj powiedziałabyś, że skrzynia cię nie interesuje.
— A dziś?
— Dziś włamałaś się do skarbca przed świtem.
Elira spojrzała na niezasunięty zamek.
— Trudno nazwać to włamaniem, skoro zostawiłeś otwarte drzwi.
— Wolałem nie sprawdzać, czy poradzisz sobie z zamkiem.
Nie kpił. Mówił rzeczowo, jak człowiek, który przewidział kilka wersji jej działania i wybrał najmniej uciążliwą. Vaelor podszedł do skrzyni. Spojrzał na ustawienie pierścieni, potem na chłodniejszą obręcz.
— Dotknęłaś jej.
— To chyba również przewidziałeś.
— Miałem nadzieję.
Nie spodobało jej się to słowo. Brzmiało tak, jakby już wczoraj stała się częścią planu, o którym niczego nie wiedziała.
— Co znajduje się w środku?
— Co poczułaś?
— Najpierw odpowiedz.
— Nie.
Vaelor położył dłoń na zamku. Metal ogrzał się pod jego palcami, lecz pierścienie pozostały nieruchome. Elira ruszyła ku drzwiom. Przesunął się, zanim zdążyła go minąć. Zablokował wyjście bez pośpiechu. Czekał na tę próbę.
— Wypuść mnie.
— Kiedy skończymy.
— Ty skończysz pytać. Ja nie otrzymałam jeszcze żadnej odpowiedzi.
— Weszłaś tu bez pozwolenia.
— Bo chciałeś, żebym weszła.
Przez chwilę zmrużył oczy, jakby kalkulował coś, czego się nie spodziewał.
— Tym bardziej powinnaś zostać.
Elira zmieniła kierunek, lecz Vaelor ponownie zastąpił jej drogę. Samym przesunięciem odebrał jej przestrzeń i zmusił do zatrzymania się o krok od niego. Z bliska jego oczy miały kolor ciemnego złota. Pod rozpiętym kołnierzem czarne łuski schodziły wzdłuż obojczyka. Ciepło bijące od jego ciała przenikało przez wełnę jej płaszcza.
— Co poczułaś? — zapytał.
— Brak ciepła.
— W przedmiocie?
— W czymś żywym.
Vaelor zamilkł. To wystarczyło, by Elira upewniła się, że ma rację.
— Wiedziałeś.
— Podejrzewałem.
— Od kiedy?
Nie odpowiedział. Spojrzał na jej lewą dłoń.
— Znowu jest zimna.
— Nie zmieniaj tematu.
Wyciągnął rękę. Elira cofnęła nadgarstek, zanim zdążył go ująć. Vaelor zatrzymał dłoń w połowie ruchu.
— Mogę?
Zapytał krótko, niemal szorstko. Tym bardziej doceniła, że w ogóle to zrobił. Podała mu rękę. Jego palce zamknęły się na jej nadgarstku. Chwyt był mocny, lecz nie bolesny. Kciuk przesunął się po skórze przy podstawie dłoni.
— Wczoraj straciłaś czucie wyżej.
— Wróciło.
— Nie całkiem.
— Moja ręka nie jest częścią twojej skrzyni.
Vaelor podniósł wzrok.
— W tej chwili twoja ręka interesuje mnie bardziej niż skrzynia.
Nie zmienił tonu, więc Elira nie wiedziała, czy słowa miały zabrzmieć jak ostrzeżenie, czy zapewnienie. Wysunęła nadgarstek. Pozwolił jej, choć jego palce zwolniły dopiero wtedy, gdy cofnęła dłoń pod płaszcz.
— Chcę zobaczyć reakcję jeszcze raz — powiedział.
— A ja chcę wiedzieć, czemu służy ta próba.
— Tego jeszcze ci nie powiem.
— W takim razie nie dotknę skrzyni.
Vaelor patrzył na nią długo, lecz nie próbował powtórzyć rozkazu.
— Czułaś ją wczoraj podczas uczty — powiedział.
— Tak.
— Potem wróciłaś do korytarza.
— Był krótszą drogą.
— Kłamiesz źle.
— Ty robisz to lepiej?
Kącik jego ust drgnął i zaraz znieruchomiał.
— Nie kłamię. Odmawiam odpowiedzi.
— Różnica wydaje się ważniejsza dla ciebie niż dla osoby, którą próbujesz wykorzystać.
Tym razem Vaelor nie odpowiedział od razu. Przesunął dłonią po wieku i sprawdził jego temperaturę.
— Nie wiem jeszcze, czy mogę cię wykorzystać.
Elira poczuła chłód, który nie pochodził od kamiennych ścian. Vaelor spojrzał na nią.
— Dlatego potrzebuję potwierdzenia.
Nie osłonił prawdy uprzejmością.
— Jeśli ponownie dotknę skrzyni, przerywam, kiedy zechcę. Nie każesz mi sięgać głębiej. I nie dotykasz mnie bez pytania.
Jego wzrok przesunął się na jej usta, lecz zaraz wrócił do oczu.
— Dobrze.
Elira zdjęła płaszcz. Położyła go na drewnianym krześle i podeszła do skrzyni. Vaelor stanął za nią. Nie dotknął jej pleców, lecz jego bliskość była namacalna. Zmieniała gęstość powietrza i wypełniała ciszę rytmem jego oddechu. Ciepło Vaelora docierało do niej, zanim uniosła rękę, a zapach dymu i rozgrzanego metalu mieszał się z wilgocią kamiennych ścian.
— Dotknij drewna — powiedział. — Nie przenoś własnego ciepła.
Elira położyła prawą dłoń na wieku. Chłodne miejsce w środku nadal tam było. Vaelor oparł rękę na obręczy, kilka palców od jej dłoni.
— Weź ode mnie.
Odwróciła głowę. Stał tak blisko, że dzieliło ich niewiele więcej niż szerokość jej ramienia. Patrzył na nią z góry, spokojny i pewny, jakby nie istniało ryzyko, że straci kontrolę nad własnym Żarem.
— Nie wiem, co się stanie, jeśli sięgnę za głęboko.
— Ja wiem, jak cię zatrzymać.
— To miało mnie uspokoić?
— Tak.
Powinna odmówić. Zamiast tego skupiła się na jego dłoni. Żar smoka różnił się od ludzkiego ciepła. Pod skórą Vaelora znajdowało się zwarte źródło, gęstsze niż płomień w palenisku. Elira dotknęła jedynie jego zewnętrznej warstwy i pociągnęła ku sobie cienką strużkę. Vaelor zacisnął palce na metalowej obręczy. Nozdrza mu się rozszerzyły. Elira zatrzymała się.
— Boli?
— Nie.
Głos miał niższy niż przed chwilą. Pod kołnierzem pojawiły się nowe łuski. Czerń przesunęła się wyżej po szyi, a złoto w jego oczach rozlało się szerzej wokół źrenic.
— Sięgnęłam zbyt głęboko?
— Nie przerywaj.
Jego spokój zniknął jak zdmuchnięty płomień. Przedramię napięło się pod jej spojrzeniem, a dłoń spoczywająca na obręczy rozgrzała metal do ciemnej, groźnej czerwieni. Elira przeprowadziła pobrane ciepło przez drewno. Trafiło w chłodne miejsce. Wieko poruszyło się pod jej dłonią. Z wnętrza dobiegło jedno głuche uderzenie, po nim drugie. Trzy pierścienie zamka obróciły się jednocześnie. Łańcuch naprężył się z metalicznym trzaskiem, a wózek przesunął po kamieniu. Gorąco uderzyło Elirę w twarz.
Vaelor porwał ją do tyłu jednym płynnym ruchem. Jego ramię zacisnęło się na jej talii jak żelazna obręcz, przyciskając jej plecy do jego twardej piersi. Drugim ramieniem osłonił jej głowę, gdy wieko szarpnęło zamkami z ogłuszającym trzaskiem. Uwięziona w jego uścisku, Elira chwyciła go za przedramię. Pod materiałem kaftana czuła twarde jak kamień mięśnie i falę gorąca. Jego moc, wciąż rezonującą z jej własną. Vaelor obrócił ją za siebie.
— Zostań.
Skrzynia zadrżała jeszcze raz. Czerwień na obręczach zgasła, lecz książę nadal zasłaniał Elirę własnym ciałem. Dopiero gdy łańcuch opadł na kamień, cofnął ramię. Nie odsunął się od niej daleko. Oddychał głębiej, a czarne łuski wciąż pokrywały część jego szyi.
— Mówiłeś, że wiesz, jak mnie zatrzymać — powiedziała.
— Zatrzymałem.
— Skrzynię czy mnie?
Spojrzał na nią, ale odpowiedź przerwało otwarcie drzwi. Rhaen wszedł do skarbca bez śladu zaskoczenia. Musiał czekać w pobliżu wraz ze strażnikami. Jego wzrok od razu odnalazł zmienione położenie pierścieni.
— Sama? — zapytał.
— Za pierwszym razem — odpowiedział Vaelor. — Za drugim poprowadziła mój Żar.
Rhaen zbliżył się do Eliry.
— Pokaż dłoń.
Wyciągnął rękę ku jej nadgarstkowi. Vaelor znalazł się między nimi, zanim zdążył jej dotknąć. Ujął rękę Eliry i odwrócił ją wnętrzem do góry.
— Ja sprawdzę.
Doradca zatrzymał się. Elira spojrzała na Vaelora. Jeszcze przed chwilą obiecał pytać przed dotykiem. Teraz trzymał jej dłoń, jakby zapomniał o własnych słowach. Musiał zauważyć jej spojrzenie, bo rozluźnił palce.
— Mogę?
Pytanie padło za późno, ale Vaelor przynajmniej nie udawał, że tego nie rozumie.
— Skoro już zacząłeś.
Obejrzał jej skórę. Zaczerwienienie znajdowało się jedynie przy opuszkach. Doradca pochylił się nad skrzynią.
— Jak długo trwała reakcja?
— Wystarczająco — odpowiedział Vaelor.
— Musimy sprawdzić ją ponownie w obecności króla.
Dłoń Vaelora znieruchomiała na nadgarstku Eliry.
— Nie teraz.
— Maeron powinien zobaczyć…
— Powiedziałem, że nie teraz.
Doradca wyprostował się. Nie wyglądał na urażonego. Obserwował Vaelora przez chwilę, a potem skinął głową.
— Co poczułaś po przekazaniu Żaru? — zapytał Elirę.
— Chłodne miejsce zniknęło.
Na twarzy Rhaena po raz pierwszy pojawiła się wyraźna reakcja. Odwrócił się ku pierścieniom i przesunął po nich palcami.
— Zgodność jest pełna.
Elira spojrzała na Vaelora.
— Z czym?
Nie odpowiedział. Zwrócił się do jednego ze strażników stojących w drzwiach.
— Obudź mojego ojca. Powiedz mu, że otrzymałem potwierdzenie.
— Vaelor.
Książę przeniósł na nią wzrok.
— Nie jestem dowodem, który możesz zanieść królowi.
Otworzył usta, lecz zrezygnował z odpowiedzi.
— Dowiesz się wszystkiego po rozmowie z naszymi ojcami.
— Czyli wtedy, gdy oni ustalą już, co ze mną zrobić?
Przyjął pytanie w milczeniu. Zanim zdążyła zarzucić płaszcz na ramiona, Vaelor odebrał go jej. Sięgnął po własne, czarne okrycie leżące na skrzyni i rozłożył je w dłoniach. Przez chwilę myślała, że założy je sam, lecz on zrobił krok w jej stronę. Ciężka, podszyta futrem wełna opadła na jej ramiona. Otuliła ją aż po kostki, niosąc ze sobą jego zapach: dym, zimny wiatr i rozgrzany metal. Była w nim uwięziona.
— Mam swój.
— Twój nie zatrzymuje ciepła.
— Ten zwróci uwagę całego pałacu.
Vaelor zapiął sprzączkę pod jej gardłem, ostrożnie, choć sam gest pozostawał stanowczy. Elira pojęła jego zamiar. Nie chodziło wyłącznie o zimne dłonie. Mógł kazać przynieść koc albo odesłać ją bocznymi schodami. Zamiast tego zamierzał przeprowadzić ją przez pałac we własnym płaszczu.
— Chcesz, żeby zobaczyli.
— Nie zamierzam ukrywać, że byłaś ze mną.
— Byłam przy skrzyni.
— Dwór nie zna różnicy.
— A ty nie zamierzasz mu jej wyjaśnić.
— Jeszcze nie.
Vaelor otworzył drzwi i wyciągnął rękę, wskazując korytarz.
— Idziemy.
Elira mogła odmówić. Musiałaby jednak przejść sama obok strażników, a potem tłumaczyć się ojcu, dlaczego wyszła z zamkniętego północnego skrzydła o świcie. Ruszyła. Vaelor szedł przy jej boku, nie za nią. Kiedy mijali służbę niosącą wodę, nie zwolnił ani nie wybrał węższego przejścia. Ludzie schodzili im z drogi. Jedna z pokojówek spojrzała na czarną tkaninę otulającą Elirę, potem na księcia. Druga pochyliła głowę tak szybko, że niemal wypuściła dzban. Do południa pałac zdąży dopowiedzieć resztę.
— To część twojego potwierdzenia? — zapytała Elira.
— Nie.
— Więc po co to robisz?
Vaelor spojrzał przed siebie.
— Twój ojciec wczoraj próbował udawać, że nie należysz do grona przedstawionych córek.
— Nie należę.
— Po tym, co stało się w skarbcu, twój ojciec już cię nie pominie.
Elira nie zapytała, co dokładnie zmieni się po rozmowie. Przy kobiecych komnatach czekał królewski szambelan. Na ich widok wyprostował się.
— Wasza Wysokość. Król Odran prosi księżniczkę Elirę do małej sali narad przed śniadaniem.
— Przyjdę z nią — powiedział Vaelor.
Szambelan skłonił się. Nie próbował protestować. Nessa otworzyła drzwi, zanim Elira zdążyła zapukać. Miała na sobie nocną koszulę i trzymała pogrzebacz jak broń. Najpierw spojrzała na Elirę, potem na Vaelora, a na końcu na jego płaszcz.
— Dłonie trzeba ogrzać stopniowo — powiedział książę. — Bez gorącej wody.
— Umiem zajmować się moją panią.
— Dobrze.
Nessa zmrużyła oczy, ale Vaelor zwrócił już uwagę na Elirę. Zdjął z jej ramion płaszcz. Na jej łóżku leżała błękitna suknia Lethii, ta sama, w której jej kuzynka drżała poprzedniego wieczoru. Obok ułożono srebrny pas i perły. Ktoś przyniósł je, zanim wróciła. Ojciec musiał wydać rozkaz zaraz po otrzymaniu wiadomości. Jeszcze wczoraj byłaby niewidzialna. Córka, której imienia nie warto było wypowiadać. Dotknęła jedwabiu. Dziś miała stać się kobietą, na którą odpowiedziało to, co smoki przywiozły w czarnej skrzyni. Narzędziem, które okazało się przydatne.
Tego ranka zamierzał przedstawić ją smokom ponownie — już nie jako córkę obecną ze względu na zwyczaj, lecz kobietę, na którą odpowiedziało to, co ukryto w skrzyni.
Błękitna suknia Lethii leżała na Elirze lepiej, niż powinna. Nessa zwęziła ją w talii kilkoma szybkimi ściegami, podpięła rękawy i zapięła na jej szyi srebrny naszyjnik z królewskiego skarbca. Kamienie były chłodne i ciężkie. Ojciec nigdy wcześniej nie pozwolił jej ich nosić.
— Podnieś brodę.
Elira posłuchała. W lustrze widziała cudzą suknię i własną twarz, naznaczoną nieprzespaną nocą. Ciężar naszyjnika na skórze był obcy; jeszcze wczoraj nikt by jej go nie powierzył. Teraz ten sam metal miał wycenić resztę jej życia.
— Nadal nie wiesz, co było w skrzyni? — zapytała Nessa.
— Coś żywego.
— I tyle ci powiedział?
— Tyle sama wyczułam.
Nessa wsunęła szpilkę we włosy Eliry.
— Zostawił dla ciebie otwarte drzwi, pozwolił dotknąć czegoś, czego pilnuje lepiej niż królewskiego skarbca, a potem odprowadził cię przez pałac w swoim płaszczu. Wie więcej, niż mówi.
Elira też to wiedziała. Vaelor nie znalazł jej przypadkiem. To była pułapka zastawiona z otwartych drzwi i milczenia. Odesłał strażników, czekał. Wiedział, że wróci, że ciekawość okaże się silniejsza. Nie musiał kłamać; wystarczyło, że poczekał, aż sama zrobi to, czego od niej wymagał. Najgorsze, że nadal pamiętała jego Żar: gęsty, skupiony, ukryty pod skórą jak płomień zamknięty w metalu. Pamiętała też zmianę jego oddechu, kiedy sięgnęła po ciepło, oraz ramię, które zacisnęło się wokół jej talii, gdy skrzynia szarpnęła łańcuchami. Pukanie do drzwi zabrzmiało raz, mocno. Nessa zerknęła w stronę pogrzebacza opartego przy kominku.
— Nie waż się — powiedziała Elira.
— Tylko sprawdzałam, czy jest pod ręką.
— Otwórz.
Vaelor stał na korytarzu w czarnym kaftanie zapiętym pod szyję. Włosy miał związane, a przy pasie miecz. Nie ukłonił się ani nie przywitał się. Spojrzał na Elirę od stóp do głów.
— To suknia twojej siostry.
— Ojciec uznał, że szara przestała wystarczać.
— Chodź.
Odwrócił się, nie czekając na odpowiedź. Elira wyszła za nim. Musiała przyspieszyć, żeby nie zostać kilka kroków z tyłu.
— Powiesz mu o skrzyni? — zapytała cicho.
Vaelor zatrzymał się tak gwałtownie, że omal na niego nie wpadła. Odwrócił się do niej. Złoto błysnęło w jego oczach.
— Nie wspominaj o niej przy nikim.
— Nie wiem nawet, czego mam strzec.
— Właśnie dlatego łatwiej będzie ci milczeć.
— Mój ojciec zapyta, dlaczego mnie wybrałeś.
Vaelor zrobił krok w jej stronę. Elira cofnęła się, aż łopatkami dotknęła kamiennej ściany.
— Powiem mu tyle, ile musi wiedzieć. Twój Żar jest zgodny z magią mojego rodu. Nic więcej.
— A jeśli zapyta mnie?
— Odpowiesz tak samo.
Mówił spokojnie, jakby wynik był już przesądzony. Nie podniósł głosu, a mimo to mięśnie karku Eliry napięły się pod naszyjnikiem.
— Rozumiesz?
Elira skinęła głową. Vaelor ujął ją pod brodę. Nie ścisnął mocno, ale zmusił, by podniosła wzrok.
— Pytam ciebie.
— Rozumiem.
Puścił ją i ruszył dalej. Mała sala narad znajdowała się za biblioteką. Odran siedział u szczytu stołu. Po jego prawej stronie siedział Maeron, po lewej lord Darel, a Rhaen stał przy oknie. Przygotowano także miejsce dla Eliry. Krzesło stało obok Vaelora, naprzeciwko jej ojca. Odran spojrzał na błękitną suknię.
— Usiądź.
Elira zajęła miejsce, złożyła dłonie na kolanach i opuściła wzrok na ciemny blat, poznaczony rysami po nożach, plamami atramentu i śladami po świecach. Skupiła się na jednej z głębszych rys, kiedy ojciec odezwał się ponownie.
— Książę poinformował mnie, że dokonał wyboru.
— Wczoraj nie przedstawiłem cię jako kandydatki.
— Wiem, ojcze.
— Mimo to wskazał właśnie ciebie.
W słowach nie było pytania, więc milczała. Odran zwrócił się do Vaelora.
— Chcę poznać powód.
— Jej dar.
— Elira posiada słaby Żar. Nadaje się do łagodzenia oparzeń i ogrzewania komnat.
Palce Eliry zesztywniały pod stołem. Vaelor nawet na nią nie spojrzał.
— To wystarczy.
Odran przyjrzał mu się uważniej.
— Przyjechałeś po kobietę, która ma zostać przyszłą królową Popielnych Gór.
— Przyjechałem po żonę.
— Lethia zna trzy języki, prowadziła rozmowy handlowe z Ardelem i posiada własny majątek. Lysa wnosi krew Ilvaru. Sareth ma poparcie świątyni. Elira nie posiada ziem, wpływów ani znaczenia na moim dworze.
— Właśnie dlatego jej wyjazd najmniej cię kosztuje.
Pod żebrami Eliry zrobiło się pusto i zimno, jakby ktoś wyciągnął stamtąd coś istotnego. Vaelor mówił chłodno, z obojętnością człowieka wybierającego konia, którego brak najmniej osłabi stajnię. Odran odchylił się w krześle.
— A jednak zmieniłeś zdanie po jednym wieczorze.
— Zobaczyłem, że jej dar może być użyteczny w Popielnych Górach.
— Jak bardzo?
— Wystarczająco, żebym wybrał ją zamiast sióstr. Niewystarczająco, żebym płacił za nią jak za dziedziczkę połowy królestwa.
Odran zamilkł. Elira nie poruszyła się. Lata przy tym stole nauczyły ją, że najmniejszy gest może zwrócić uwagę ojca, a ta rzadko przynosiła coś dobrego.
— Wczoraj ustalaliśmy warunki dla małżeństwa z córką przedstawioną przeze mnie — powiedział Odran. — Dziś wskazujesz inną.
— Wczoraj zaoferowałeś mi wybór spośród swoich córek.
— Spośród trzech.
— Masz cztery.
— Elira nie była częścią oferty.
Vaelor odchylił się na krześle.
— Teraz jest.
Darel pochylił się ku Odranowi.
— Skoro jej dar ma dla Popielnych Gór szczególną wartość, cena sojuszu powinna to uwzględniać.
Vaelor spojrzał na niego. Patrzył bez słowa, aż Darel wyprostował plecy i odsunął się od króla.
— Jej ojciec nie wiedział o tej wartości jeszcze wczoraj — powiedział Vaelor. — Nie zapłacę mu za odkrycie dokonane przez moich ludzi.
Odran splótł palce na stole.
— Nie muszę wyrażać zgody.
— Nie musisz.
Elira uniosła wzrok, zanim zdążyła się powstrzymać. Vaelor mówił dalej:
— Mogę wrócić do Lethii i warunków ustalonych przed przyjazdem.
Nie spojrzał w jej stronę. Nie dał jej żadnego znaku, że to tylko część targu. Przed chwilą wybrał ją, a teraz równie łatwo stawiał na stole możliwość wymiany. Odran wyczuł okazję.
— Lethia ma większą wartość polityczną.
— W takim razie powinna kosztować więcej.
— Elira ma dar, którego potrzebujesz.
— Przydatny — poprawił Vaelor. — Nie niezbędny.
Rhaen nie poruszył się przy oknie, a Maeron słuchał syna bez cienia reakcji. Spojrzała na Rhaena, potem na Maerona. Żaden nie drgnął. Ich spokój był odpowiedzią: Vaelor odgrywał rolę, którą znali. Ojciec licytował w ciemno, nieświadom ciepła skrzyni ani otwartych drzwi, które czekały na jej powrót.
— Utrzymamy wcześniej ustalone warunki — powiedział Maeron. — Jedna trzecia dotychczasowego cła na przełęczy, trzysta grzywien srebra jako oprawa małżeńska i jeden oddział na wschodniej granicy przez rok.
— Dwa oddziały przez trzy lata — odpowiedział Odran. — Pięćset grzywien i prawo pierwszeństwa do północnego żelaza.
Vaelor parsknął cicho.
— Za córkę, której nie uznałeś za wartą własnej sukni?
Twarz Odrana stwardniała.
— Uważaj.
Vaelor pochylił się nad stołem.
— Sam powiedziałeś, że nie ma ziem, wpływów ani znaczenia. Nie próbuj teraz sprzedawać mi jej jak najcenniejszego skarbu korony tylko dlatego, że wyciągnąłem po nią rękę.
Palce zacisnęły się w pięści, aż stawy zdrętwiały. Słowa były okrutne, lecz oparte na prawdzie. Ojciec nie przeznaczył dla niej ziemi, nie zbudował wokół niej stronnictwa ani nie zapewnił nauki potrzebnej przyszłej władczyni. Vaelor wykorzystywał jego zaniedbanie, żeby zapłacić mniej.
— Czterysta grzywien — powiedział Maeron. — Jeden oddział przez dwa lata. Jedna trzecia cła. Pięć wozów rudy rocznie.
— Dziesięć — odparł Odran.
— Pięć — powiedział Vaelor.
— Siedem.
Vaelor wstał. Krzesło odsunęło się z ostrym zgrzytem. Złoto w jego oczach rozjarzyło się, a na szyi pojawiły się pierwsze czarne łuski. Nie spojrzał na Elirę.
— Pięć albo zabieram Lethię na wcześniejszych warunkach.
W sali zaległa cisza. Elira siedziała nieruchomo. Serce biło jej tak mocno, że czuła puls pod srebrnym naszyjnikiem. Odran przeniósł wzrok na Maerona. Smoczy król nie zaprzeczył synowi.
— Pięć — zgodził się Odran. — Jeśli oddział pozostanie na granicy przez pełne dwa lata.
— Zgoda — powiedział Maeron.
Vaelor usiadł. Nie próbował sprawdzić, jak przyjęła jego słowa, jakby podczas negocjacji rzeczywiście nie miało znaczenia, którą z sióstr zabierze.
— Termin — powiedział Odran.
— Pojutrze po zachodzie słońca — odparł Vaelor.
Elira drgnęła. Ojciec zauważył. Jego spojrzenie wystarczyło, żeby ponownie opuściła wzrok.
— Dwór nie przygotuje ceremonii w dwa dni — powiedział Darel.
— Nie potrzebuję widowiska.
— To ślub królewskiej córki.
— Ma być ważny, nie wystawny.
Vaelor odwrócił głowę ku Elirze.
— Kaplica czy sala przodków?
Nie spodziewała się pytania. Spojrzała najpierw na ojca. Jego twarz nie podpowiadała odpowiedzi.
— Kaplica — powiedziała cicho.
— Kaplica — powtórzył Vaelor.
— Sala przodków pomieści więcej gości — odezwał się Odran.
— Zapytałem ją, nie ciebie.
Powietrze w sali wyraźnie się ogrzało. Vaelor wyznaczył granicę swojej władzy, a jej imię było tylko narzędziem, którym to zrobił. Nie pozwalał nikomu jej naruszać. Odran nie podjął dalszego sporu.
— Wyjazd nastąpi po ceremonii — powiedział Maeron.
Vaelor nadal patrzył na Elirę.
— Tej samej nocy czy następnego ranka?
Odpowiedź wydawała się prosta, lecz obecność ojca zaciskała jej gardło.
— Następnego ranka, jeśli można.
— Można.
Elira poczuła niewielką ulgę. Miała noc przed drogą, choć będzie to noc poślubna. Dopiero wtedy pomyślała o tym, co czeka ją po ceremonii: o zamkniętych drzwiach i Vaelorze stojącym tak blisko jak przy skrzyni. Zbyt wyraźnie pamiętała jego ramię zaciśnięte wokół jej pasa. Odwróciła wzrok. Vaelor zauważył, ale nie skomentował.
— Czego jeszcze potrzebujesz przed wyjazdem? — zapytał.
Elira wiedziała, że to jedyna chwila, w której może powiedzieć o Nessie.
— Ojcze…
Odran spojrzał na nią ze zniecierpliwieniem. Słowa ugrzęzły jej w gardle. Opuściła wzrok.
— Mów.
— Chciałabym zabrać Nessę.
— O służbie zdecydujemy później. Jej pozycja nie odpowiada dworowi przyszłej…
— Jedzie — powiedział Vaelor.
Odran spojrzał na niego.
— Nie znasz tej kobiety.
— Elira jej chce.
— Pokojowa nie jest częścią warunków.
— Teraz jest.
Vaelor powiedział to bez gniewu. Targ został zakończony, więc nie musiał już ukrywać, że zamierza decydować o wszystkim, co dotyczy jego przyszłej żony.
— Nie jest jeszcze twoją żoną — przypomniał Odran.
— Zostanie nią pojutrze. Nessa jedzie.
Odran przez chwilę przyglądał mu się uważnie.
— Niech jedzie.
Elira milczała. Podziękować Vaelorowi znaczyłoby rzucić ojcu wyzwanie, a na to nie mogła sobie pozwolić. Jeszcze nie. Dopiero wtedy rozluźniła palce. Vaelor zerknął na jej rękawiczki. Darel odchrząknął.
— Pozostaje wcześniejsze porozumienie dotyczące Eliry.
Elira spojrzała na ojca, lecz szybko opuściła wzrok. Nie wiedziała o żadnym porozumieniu.
— Jakie? — zapytała cicho.
Odran zmierzył ją spojrzeniem.
— Wstępne rozmowy. Nie wymagały twojego udziału.
— Tak, ojcze.
— Mój bratanek był brany pod uwagę — wyjaśnił Darel. — Rodzina poczyniła pewne przygotowania. Zerwanie ustaleń może zostać potraktowane jako zniewaga.
Vaelor pozostał nieruchomy. Nie zareagował, dopóki Maeron nie powiedział:
— Umowa została zawarta.
Odran skinął głową.
— Zawarta.
Dopiero wtedy Vaelor zwrócił się do Darela.
— Teraz możemy omówić twojego bratanka.
Darel wyprostował się. Vaelor wstał powoli. Nie musiał już udawać obojętności. Cena została ustalona, warunki przyjęte, a Elira przekazana w ramach sojuszu. Czarne łuski przesunęły się wyżej po jego szyi.
— Wszystkie rozmowy dotyczące jej ręki zakończyły się w chwili, gdy królowie zawarli umowę.
— Mój ród otrzymał wcześniej zapewnienia.
— Już ich nie ma.
— Oczekuję rekompensaty.
Vaelor obszedł stół. Zatrzymał się naprzeciwko Darela. Między nimi pozostawał blat, ale Darel cofnął krzesło.
— Dostałeś ostrzeżenie.
— Nie groziłem księżniczce.
— Nie musisz jej grozić. Wystarczy, że jeszcze raz powiesz o prawach, które miał do niej jakiś mężczyzna.
Głos Vaelora stał się niższy. Drewno pod jego dłonią zaczęło ciemnieć.
— Twój bratanek nie ma do niej praw. Ty nie masz do niej praw. Jej ojciec właśnie oddał je mnie.
Elira poczuła chłód na karku. Mówił o niej, jakby właśnie odebrał klucze do majątku, który od dawna obserwował.
— Jeśli ktokolwiek z twojego rodu zbliży się do niej z propozycją, żądaniem albo przypomnieniem dawnych obietnic, odpowie przede mną.
Darel pobladł.
— Nie będzie takiej potrzeby.
— Dopilnuj tego.
Vaelor wrócił na miejsce. Kiedy usiadł, jego kolano dotknęło sukni Eliry. Nie odsunął nogi. Ciepło przeniknęło przez materiał i zatrzymało się przy jej skórze.
— Ogłoszenie odbędzie się podczas śniadania — powiedział Odran.
Przed wielką salą Vaelor zatrzymał Elirę. Ujął ją za ramię i odprowadził kilka kroków od drzwi, poza zasięg wzroku jej ojca.
— Spójrz na mnie.
Elira podniosła głowę.
— Miałeś wybrać Lethię — powiedziała, zanim zdążyła się powstrzymać.
Tutaj nie było Odrana. Strach nie zniknął, lecz słowa przychodziły łatwiej.
— Miałem sprawić, żeby twój ojciec w to uwierzył.
— Ja również uwierzyłam.
— Dobrze.
Elira zesztywniała.
— Dobrze?
— Gdybyś wiedziała, że blefuję, mogłabyś zdradzić to spojrzeniem.
— Nie musiałeś mówić, że moja strata niczego go nie kosztuje.
— Musiałem użyć tego, co sam powiedział.
— I zapłacić za mnie jak najmniej.
Vaelor przybliżył się. Ciepło jego ciała odcięło chłód korytarza.
— Kupiłem cię na warunkach korzystnych dla mojego królestwa. Nie będę cię okłamywał.
Elira zacisnęła palce na brzegu rękawiczki.
— To miało mnie uspokoić?
— Nie.
Ta brutalna szczerość była na swój sposób ulgą. Przynajmniej nie musiała zgadywać, co naprawdę zamierza.
— Zdejmij rękawiczkę — polecił.
— Po co?
— Chcę zobaczyć rękę.
Elira zawahała się. Vaelor wyciągnął dłoń.
— Teraz możesz wybrać, czy mi ją podasz. Przy stole nie mogłaś wybrać męża. Nie myl tych dwóch rzeczy.
Zdjęła rękawiczkę i położyła palce na jego dłoni. Vaelor obejrzał opuszki. Przesunął kciukiem po skórze, sprawdzając temperaturę.
— Czucie wróciło?
— Prawie.
Jego palce zamknęły się mocniej.
— Kłamiesz lepiej niż wczoraj.
— To komplement?
— Ostrzeżenie.
Puścił jej dłoń.
— Przy ojcu prawie się nie odzywasz.
Elira założyła rękawiczkę.
— Wie, co zrobić, żebym tego żałowała.
Złoto pojawiło się w oczach Vaelora.
— Uderzył cię?
— Nie.
Nie w sposób, o który pytał. Odran nie potrzebował pięści; wystarczały odebrane przywileje, zamknięte drzwi albo zwolniona służąca. Vaelor patrzył na nią jeszcze chwilę.
— Przy nim milcz, jeśli to cię chroni. Ale przy mnie będziesz odpowiadać na każde moje pytanie.
— To rozkaz?
— Tak.
Otworzył drzwi wielkiej sali. Zebrał się w niej niemal cały dwór. Rozmowy przycichły, gdy weszli. Elira chciała stanąć obok sióstr, lecz Vaelor ujął ją za łokieć i zatrzymał przy swoim boku. Odran wszedł na podwyższenie.
— Dziś zawarto porozumienie pomiędzy naszym królestwem a koroną Popielnych Gór. Książę Vaelor wybrał na żonę moją córkę Elirę. Ślub odbędzie się pojutrze po zachodzie słońca.
Po sali przeszedł szmer. Elira zobaczyła twarze ludzi, którzy jeszcze wczoraj spoglądali przez nią. Teraz oceniali suknię, klejnoty i miejsce przy smoczym księciu. Jeden z młodych lordów stojących przy Darelu nachylił się do towarzysza. Obaj spojrzeli na Elirę z zainteresowaniem. Vaelor to zauważył. Cena została już ustalona, więc nie musiał niczego ukrywać. Odpiął od kołnierza czarną spinkę w kształcie złożonego skrzydła.
— Daj rękę.
Elira wyciągnęła lewą dłoń. Przypiął znak do srebrnego pasa przy jej nadgarstku. Czarny metal był gorący od jego skóry. Vaelor nie wypuścił jej palców. Odwrócił się do zgromadzonych i przyciągnął ją o pół kroku bliżej.
— Od tej chwili Elira jest moją narzeczoną.
Nie użył jej tytułu. Samo imię zabrzmiało bardziej osobiście.
— Wszystkie wcześniejsze rozmowy dotyczące jej małżeństwa wygasły. Żaden mężczyzna nie będzie składał jej propozycji, wysyłał darów ani próbował dochodzić dawnych roszczeń.
Jego spojrzenie zatrzymało się na ludziach Darela.
— Kto uzna, że posiada do niej jakiekolwiek prawo, wystąpi przeciwko mnie.
W sali zapadła cisza. Vaelor zacisnął dłoń na palcach Eliry. Uścisk nie bolał, lecz nie pozwalał się odsunąć.
— Czy ktoś chce to sprawdzić?
Nikt się nie odezwał. Bała się mężczyzny, który targował się o nią jak o ładunek rudy, a teraz trzymał jej dłoń, gotów zabić każdego, kto by go tknął. Czuła odrazę, a jednocześnie jej skóra chłonęła jego nienaturalne ciepło. Uścisk nie pozwalał się cofnąć. Vaelor kupił ją tanio, ale właśnie pokazywał wszystkim, że nie zamierza jej oddać za żadną cenę.
Przez dwa dni pałac przygotowywał ceremonię, której nikt nie planował jeszcze na początku tygodnia. Szwaczki pracowały do późnej nocy, służba znosiła świece do kaplicy, a królewscy pisarze przepisywali warunki umowy w trzech egzemplarzach. Po korytarzach krążyły wieści, że smoczy książę zażądał ślubu tak szybko, ponieważ obawiał się zmiany decyzji Odrana. Inni twierdzili, że w Popielnych Górach małżeństwa zawierano bez narzeczeństwa, zanim kobieta zdążyła zrozumieć, co ją spotkało. Elira wiedziała tylko, że po zachodzie słońca przestanie należeć do domu ojca.
Od rana w jej komnacie panował tłok. Nessa przeganiała szwaczki, pilnowała kufrów i odmawiała przyjęcia połowy sukien wybranych przez królewską garderobianą.
— Ta jest za cienka. Ta ma rękawy, w których zamarznie po pierwszym podmuchu. A ta wygląda jak zasłona z komnaty zmarłej ciotki.
— Nesso — upomniała ją Lethia.
— Nie powiedziałam której.
Elira siedziała przed lustrem, podczas gdy Lysa rozdzielała jej włosy na pasma. Z zachodnich okien wpadało jeszcze jasne światło, lecz na stole płonęły już świece. Do ceremonii pozostała mniej niż godzina. Suknia rzeczywiście należała kiedyś do jednej z ciotek. Szwaczki zmieniły krój góry, skróciły tren i odnowiły srebrny haft, lecz materiał w kolorze starej kości słoniowej nadal nosił ślady czasu. Na uszycie nowej potrzeba było kilku tygodni. Elira miała dwa dni.
Na szyi ciążył jej naszyjnik matki, a mleczne kamienie w diademie łapały płomienie świec. Ojciec kazał otworzyć królewski skarbiec dopiero wtedy, gdy podpisano ostateczną wersję umowy. Teraz ozdabiał córkę, której przez lata odmawiał własnego majątku, jakby bogactwo na jej ciele mogło podnieść znaczenie sojuszu już po ustaleniu ceny.
— Za mocno? — zapytała Lysa, wsuwając szpilkę.
— Nie.
— Kłamie — powiedziała Nessa. — Od godziny prawie nie oddycha.
Elira wzięła głębszy oddech. To nie gorset powodował ucisk pod żebrami. Sareth siedziała przy oknie z modlitewnikiem na kolanach. Od czasu do czasu przesuwała palcem po zaznaczonych fragmentach przysięgi, jakby chciała upewnić się, że bogowie nie zmienili słów od poranka.
— Ceremonia będzie krótka — powiedziała. — Kapłan pominie procesję darów i pieśń rodową.
— Vaelor uznał, że nie ma czasu? — zapytała Lysa.
— To ślub według dwóch obrządków. Ma być krótki, żeby żadna ze stron nie poczuła się pominięta.
— Wspaniale. Wszyscy będą niezadowoleni po równo.
Lethia zamknęła wieko ostatniego kufra.
— W Popielnych Górach śluby naprawdę odbywają się po zmroku?
Elira spojrzała na odbicie siostry.
— Vaelor powiedział, że przysięgi jego rodu składa się przy ogniu, kiedy gaśnie światło dnia.
— Brzmi groźnie — stwierdziła Lysa.
— Wszystko, co mówi, brzmi groźnie — odpowiedziała Nessa.
Elira nie zaprzeczyła. Od czasu negocjacji widziała Vaelora tylko dwa razy. Pierwszego dnia przyszedł sprawdzić, czy jej dłonie odzyskały czucie. Drugiego poinformował ją, że jego straż przejmie ochronę północnej części pałacu i będzie pilnować także jej komnat. Nie zapytał, czy tego chce. Kiedy odpowiedziała, że ludzie Odrana wystarczająco dobrze strzegli jej przez całe życie, spojrzał na drzwi, które wcześniej zostawiano bez wartownika.
— Nie strzegli ciebie. Pilnowali, żebyś była tam, gdzie cię zostawiono.
Odszedł, zanim znalazła odpowiedź. Od tej chwili przed jej komnatą stało dwóch ludzi Vaelora. Ojciec nie skomentował zmiany, lecz żaden z jego doradców nie wszedł już do środka bez zapowiedzi. Pukanie do drzwi uciszyło rozmowę. Nessa otworzyła. Na korytarzu czekał królewski szambelan.
— Jego Wysokość prosi księżniczkę do małego salonu.
Elira spojrzała na okno. Słońce dotykało już murów po zachodniej stronie dziedzińca.
— Ceremonia zaczyna się za chwilę.
— Król chce porozmawiać z córką przed ślubem.
Nessa stanęła bliżej drzwi.
— Księżniczka nie może teraz…
— Pójdę — przerwała jej Elira.
Ojciec nie prosił dwa razy. Odmowa przed ślubem mogłaby kosztować Nessę miejsce w orszaku albo wywołać zmianę w dokumentach, której Elira nie dostrzegłaby przed podpisaniem. Lethia poprawiła welon.
— Pójdę z tobą.
Szambelan pokręcił głową.
— Król chce rozmawiać z księżniczką na osobności.
Na korytarzu dwaj smoczy strażnicy odsunęli się od ściany.
— Idziemy z nią — powiedział jeden z nich.
Szambelan zawahał się.
— Jego Wysokość…
— Rozkaz księcia.
Elira poczuła na sobie spojrzenia sióstr. Vaelor przewidział, że Odran będzie chciał zostać z nią sam. Nie wiedziała, czy czuje ulgę, czy jedynie mocniej pamięta, że od dwóch dni każdy jej krok należał do czyjegoś planu. Mały salon znajdował się w sąsiednim skrzydle. Strażnicy zatrzymali się przed wejściem, lecz drzwi pozostawili uchylone. Odran stał przy kominku. Nie miał na sobie korony, tylko ciemny ceremonialny kaftan oraz płaszcz spięty srebrnym łańcuchem. Na stole leżał zwinięty pergamin opatrzony jego pieczęcią.
— Zamknij drzwi — powiedział.
Elira spojrzała na strażników widocznych w szczelinie.
— Vaelor polecił, żeby pozostały otwarte.
Twarz ojca stwardniała.
— Nadal jesteś w moim pałacu.
— Tak, ojcze.
Nie sięgnęła do drzwi. Odran podszedł bliżej. Jego wzrok przesunął się po diademie, klejnotach i odnowionym hafcie.
— Przynajmniej wyglądasz odpowiednio.
— Dziękuję.
— Wyjeżdżasz jutro.
— Tak.
— Małżeństwo nie zmienia twojego pochodzenia. Będziesz pamiętać, komu Popielne Góry zawdzięczają sojusz.
Elira opuściła wzrok. W dzieciństwie nauczyła się, że patrzenie ojcu w oczy podczas takich rozmów bywało odbierane jako wyzwanie.
— Będę pamiętała.
— Chcę regularnych listów. Nie tych uprzejmych wiadomości, które pokazuje się mężowi. Będziesz pisała o jego wojsku, przełęczach, planach króla Maerona i wszystkim, co może dotyczyć naszego królestwa.
Dłoń Eliry zacisnęła się na bukiecie zimowych róż. Vaelor zabronił jej mówić o skrzyni. Ojciec żądał, żeby uczyniła z małżeństwa źródło informacji.
— Nie znam spraw Popielnych Gór.
— Poznasz.
— Vaelor może czytać moją korespondencję.
— Nauczysz się pisać tak, żeby nie zrozumiał.
Ojciec wypowiedział to bez wahania, choć przez całe jej życie trzymał ją z dala od ważniejszych rozmów, zamiast przygotowywać do roli szpiega.
— Rozumiesz? — zapytał.
Elira skinęła głową.
— Odpowiedz.
— Rozumiem, ojcze.
Nie obiecała posłuszeństwa, ale Odran usłyszał to, co chciał. Podniósł pergamin.
— To potwierdzenie twojego posagu. Przekażesz je Vaelorowi po ceremonii.
Wyciągnął dokument. Elira musiała podejść, żeby go odebrać. Palce ojca zacisnęły się na jej nadgarstku.
— Nie pozwól, by zrobił z ciebie jedynie narzędzie. Jeżeli naprawdę potrzebuje twojego daru, masz przewagę. Użyj jej.
Elira uniosła wzrok. Jeszcze dwa dni wcześniej ojciec nazywał jej Żar słabym. Teraz doradzał, jak wykorzystać jego wartość.
— Puść ją.
Głos Vaelora dobiegł z korytarza. Odran zwolnił chwyt, ale nie cofnął się od razu. Vaelor stał w otwartych drzwiach. Miał na sobie czarny kaftan z wysokim kołnierzem, długi płaszcz i ceremonialny miecz o rękojeści wykonanej z ciemnego metalu. Złoto w jego oczach było wyraźniejsze niż zwykle.
— To była prywatna rozmowa — powiedział Odran.
— Nie z zamkniętymi drzwiami.
— Jeszcze nie jest twoją żoną.
— Za kilkanaście minut będzie.
Vaelor wszedł do salonu i zatrzymał się przy Elirze. Spojrzał na ślady palców pozostawione na jej rękawiczce, potem na Odrana.
— Ceremonia czeka.
Ojciec przeniósł wzrok na Elirę.
— Pamiętaj, co powiedziałem.
Vaelor nie dał jej czasu na pożegnanie. Położył dłoń na jej plecach i wyprowadził ją na korytarz. Strażnicy ruszyli za nimi. Elira trzymała dokument między palcami.
— Nie musiałeś wchodzić.
— Trzymał cię.
— Jest moim ojcem. Nie zrobił mi krzywdy.
Vaelor zatrzymał się przed schodami prowadzącymi do kaplicy.
— Od dzisiaj to ja będę oceniał, co może ci zaszkodzić.
— A jeśli się z tobą nie zgodzę?
— Powiesz mi.
— I co wtedy?
— Zdecyduję, czy masz rację.
Chłód przebiegł jej pod welonem. Vaelor nie próbował udawać, że małżeństwo przyniesie wolność. Wychodziła spod władzy ojca i przechodziła pod władzę mężczyzny, który nie pozostawiał złudzeń. Vaelor wyciągnął rękę.
— Pergamin.
Elira podała mu dokument. Przełamał pieczęć, przeczytał kilka pierwszych linijek i przekazał go stojącemu obok Rhaenowi, który czekał przy wejściu do kaplicy.
— Sprawdź przed podpisaniem.
Rhaen skinął głową i odszedł.
— Nie ufasz mojemu ojcu? — zapytała.
— Nie — odpowiedział bez wahania.
Zza drzwi kaplicy dobiegł szmer rozmów i dźwięk przesuwanego krzesła. Słońce zniknęło za murami. Kamienne korytarze wypełnił blask pochodni. Vaelor spojrzał na Elirę.
— Chcesz wejść z ojcem czy sama?
Zaskoczył ją wyborem. Odran zapewne oczekiwał, że poprowadzi ją do ołtarza. Odmowa zostanie zauważona przez cały dwór. Nie chciała kolejnego konfliktu tuż przed przysięgą.
— Z ojcem.
Vaelor nie okazał reakcji.
— Dobrze.
— Nie podoba ci się to.
— Nie musi.
— Mimo to pozwolisz?
— Zapytałem ciebie. Odpowiedziałaś.
Odsunął się, gdy Odran wyszedł z salonu. Król podał Elirze ramię. Tym razem nie zacisnął palców na jej dłoni. Drzwi kaplicy otworzyły się. Wewnątrz panował półmrok rozjaśniony setkami świec. Płomienie odbijały się w złoceniach ołtarza i czarnym metalu paleniska ustawionego przed nim. Wśród popielatych kamieni płonął niski, błękitny ogień przywieziony przez ludzi Maerona. Goście wstali. Elira rozpoznała siostry, kilku krewnych, najważniejszych lordów oraz ludzi smoczego króla. Nie zaproszono całego dworu. To ona wybrała małą kaplicę, a Vaelor nie pozwolił Odranowi podważyć tej decyzji. Stał przy ołtarzu.
Kiedy Elira ruszyła głównym przejściem, patrzył wyłącznie na nią. Jego wzrok zatrzymał się na dłoni wspartej na ramieniu Odrana. Czarne łuski wyszły spod kołnierza i sięgnęły wyżej po szyi. Ojciec doprowadził ją do pierwszego stopnia.
— Przekazuję ci moją córkę — powiedział.
Vaelor wyciągnął rękę.
— Nie musisz jej przekazywać. Już zawarliśmy umowę.
