Ósmy cud świata - Magdalena Witkiewicz - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Ósmy cud świata ebook i audiobook

Magdalena Witkiewicz

4,5

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

43 osoby interesują się tą książką

Opis

Czy historia sprzed lat, usłyszana przypadkowo na drugim końcu świata, może wpłynąć na nasze losy?

Kilka romantycznych chwil, przeżytych w czasie urlopu w Azji, budzi w Annie, trzydziestokilkuletniej singielce, dawno uśpione uczucia.

Kobieta podejmuje decyzję, która na zawsze może zaważyć na życiu kilku osób. Jednak szczęście, będące pozornie w zasięgu jej ręki, rozsypuje się nagle niczym domek z kart.

Ósmy cud świata to opowieść o tym, że czasem trzeba zboczyć z drogi, by odnaleźć tę właściwą, a promień nadziei może kryć się w niepozornej, maleńkiej kopercie, zamkniętej w morskiej muszli przywiezionej z dalekiej podróży.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 229

Rok wydania: 2025

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 6 godz. 1 min

Rok wydania: 2025

Lektor: Anna Ryźlak

Oceny
4,5 (111 ocen)
77
22
8
3
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Anna-78

Nie oderwiesz się od lektury

bardzo ciekawa, aż nabrałam ochoty na podróż do wietnamu
10
mar_chewka

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna opowieść. Aż robi się ciepło na sercu. M. Witkiewicz zabiera czytelnika wraz z bohaterką Anią do Wietnamu, a tam….
00
AT_Czlonka

Nie oderwiesz się od lektury

Polecan
00
KasiaM0307

Całkiem niezła

3,5
00
MarteXa

Dobrze spędzony czas

Przyjemna
00

Popularność




Projekt okładki:

Eliza Luty

W projekcie okładki wykorzystano zdjęcia i ilustracje:

Europeana, M_pxio / unsplash.com

Ilustracje w książce:

Andrzej Lademann z wykorzystaniem narzędzi AI

Redakcja:

Agnieszka Luberadzka

Redakcja techniczna, skład, łamanie oraz opracowanie wersji elektronicznej:

Andrzej Lademann / komart.com.pl

Korekta:

Karolina Tuszyńska

Anna Żochowska

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie II, Gdańsk 2025

Copyright © tekst Magdalena Witkiewicz, 2025

Copyright © Pracownia Dobrych Myśli

ISBN 978-83-68351-15-6

Druk i oprawa:

Abedik SA

[email protected]

Małgosi – Nguyễn Thị Thanh Thư

Dziękuję za to, że z Twoją pomocą Wietnam stał się mi bliski,przestał być tylko miejscem na mapie.

Pamiętasz, jak płynęłyśmy statkiem po zatoce Ha Long i powiedziałam Ci, że to doskonałe miejsce na romans?

Dalekie podróże mają to do siebie, że przywozi się z nich coś zupełnie innego niż to, po co się pojechało.

Nicolas Bouvier

Podróże mają magiczną moc uzdrawiania duszy i zdecydowanie pomagają zdystansować się do problemów dnia codziennego. Nie rozwiązują ich bezpośrednio, jednak pomagają przewartościować i spojrzeć na nie jakby z drugiego brzegu rzeki.

Martyna Wojciechowska

WSTĘP

Całe życie zostawiamy na ziemi ślady naszych stóp. Rysujemy cienkie linie życiowych podróży. Gdyby istniała mapa kroków, które w życiu zrobiliśmy, w jednym miejscu byłoby od nich gęsto, w innym, tam gdzie byliśmy tylko raz, zobaczylibyśmy jedynie cienką kreskę.

Możliwe, że po śmierci nasza dusza może zobaczyć tę mapę, każdy krok w przyspieszonym tempie, kreślony niewidzialnym ołówkiem ludzkiego losu?

Wielokrotnie zastanawiałam się, ile razy nasze ślady przecinają się ze śladami tego, z kim później będziemy wspólnie kroczyć przez życie. Ile razy krzyżują się nasze drogi, ile razy mijamy się obojętnie na ulicy, nawet nie wiedząc o swoim istnieniu, zanim nasze ścieżki życia połączą się w jedną.

Straciłam już nadzieję, że kiedykolwiek napotkam to skrzyżowanie dróg. Na razie moja ścieżka pięła się wysoko pod górę, a ja nie miałam szans na znalezienie jakiegokolwiek drogowskazu.

Czasem zastanawiam się, kiedy moja – a raczej nasza – historia miała swój początek. Kiedy los zadecydował, że będzie właśnie tak, a nie inaczej? Czy to w ogóle był los? Może przypadek wskazał drogę, którą powinnam podążać, by moje życie ułożyło się w określony sposób?

Może ta opowieść powinna zacząć się wtedy, gdy zaraz po studiach starałam się o pierwszą w życiu prawdziwą pracę? I gdy jej na własne życzenie nie dostałam? A może wówczas, gdy wpisywałam się w specjalnej księdze pamiątkowej dla osób, które miały zamiar zdobyć najwyższy szczyt Afryki? Czy też wtedy, gdy dostałam ofertę biura podróży z promocyjnymi biletami do Hanoi?

Nie wiem.

Natomiast już teraz mogę przewidzieć, jak ta historia się zakończy.

Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie, czy byłoby lepiej, gdyby to wszystko stało się wcześniej… Chyba nie, nie byłoby wtedy ósmego cudu świata. Nie byłoby tylu wspaniałych przygód i głośnych cykad przy zatoce Ha Long w przepięknym Wietnamie.

CZĘŚĆ PIERWSZA

Anna

1

Korzystaj z wiosny, człowiecze – szybko się skończy i przybędzie starość.

Powiedzenie wietnamskie

– Dlaczego chce pani pracować akurat u nas? – Przystojny mężczyzna w dobrze skrojonym garniturze wpatrywał się we mnie ze skupieniem. Miałam wrażenie, że naprawdę jest ciekawy, dlaczego chcę pracować właśnie u niego, że w tym wypadku nie jest to tylko typowe pytanie zadawane na spotkaniu kwalifikacyjnym.

To była moja pierwsza w życiu rozmowa o pracę. Właśnie skończyłam studia i byłam gotowa na skok w dorosłe życie. Skok już bez spadochronu, który do tej pory stanowili moi rodzice. Skończyłam zarządzanie i marketing. W tamtych czasach wszyscy, którzy nie mieli pomysłu na siebie, ci, którzy nie chcieli zostać kardiologami, chirurgami czy wziętymi adwokatami, wybierali studia ekonomiczne. Zarządzanie. Czym albo kim ci wszyscy ludzie mieli zarządzać? Miałam wrażenie, że nikt nie chciał pracować, wszyscy mieli zamiar jedynie organizować pracę komuś innemu.

– Dlaczego chce pani pracować akurat u nas? – powtórzył mężczyzna.

Spuściłam wzrok.

Dlaczego?

Sama nie wiedziałam. Prawdę mówiąc, nie przygotowałam się do tej pierwszej rozmowy, poszłam na nią z marszu. CV wysłałam, bo znajomi z roku wysyłali. Nie chciałam zaczynać pracy już teraz. Wolałam te ostatnie długie wakacje w życiu wykorzystać jak najlepiej.

Firma zajmowała się remontowaniem żaglowców czy innych statków. Kompletnie mnie to nie interesowało. Chyba dopiero zaczynali, rozrastali się w zawrotnym tempie i potrzebowali kogoś, kto natychmiast ogarnie papiery i bieżące telefony oraz zamówienia, których było coraz więcej.

Zatem teraz szczerze odpowiedziałam:

– Nie wiem. Nie wiem, dlaczego akurat tutaj. Proszę pana, ja mam wrażenie, że po studiach to człowiek tak mało wie.

Spojrzał na mnie uważnie.

– Mało dyplomatyczna odpowiedź.

– Mało – przyznałam. – Chyba nie sprawdziłabym się w dyplomacji.

– Kiedy może pani zacząć? – zapytał mnie po chwili.

– Za dwa miesiące.

– Za dwa miesiące? – Najwyraźniej był zdziwiony. – Dlaczego? Pracuje pani gdzieś? Inne zobowiązania?

– Nie… Nie pracuję. – Pokręciłam głową. – Mówiłam, że dopiero skończyłam studia.

– To co pani stoi na przeszkodzie, by zacząć jutro? – Zmarszczył brwi.

Nie odpowiedziałam od razu.

Co stało mi na przeszkodzie? Wakacje – ostatnie prawdziwe wakacje przed rzuceniem się w kierat obowiązków zawodowych. Chyba nie powinnam mówić tego podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Wydawało mi się nawet, że to będą ostatnie prawdziwe wakacje w całym moim życiu. Nie mogłam się do tego przyznać, ale czekałam na nie długi rok akademicki. Każdy egzamin zdawałam, ciesząc się na czekającą mnie nagrodę.

Miałam nowy plecak, wysłużony namiot, bilet na prom do Szwecji i planowałam przejechać Skandynawię wzdłuż i wszerz. Oczywiście autostopem. Tak było najlepiej i najtaniej. Chciałam zobaczyć fiordy, kręte górskie drogi Norwegii, może nawet zajechać na daleką północ.

Ale przecież nie mogłam tego powiedzieć facetowi, który pewnie nigdy nie spał w namiocie ani nie jeździł stopem, a podróżował tylko z walizką. A przynajmniej na takiego wyglądał.

– To co, może jednak zmieni pani zdanie i zacznie jutro? – powtórzył pytanie.

– Bardzo przepraszam. Nie mogę.

– No dobrze… Może jeszcze panią przekonam. A dlaczego właściwie aplikowała pani do nas? Remontowanie jachtów to chyba mało kobiecy zawód?

Kobiecy zawód? Znowu postanowiłam być szczera.

– Wie pan co… Zależy mi na pracy. Nie fascynuję się jachtami. Owszem, kocham podróże, ale nigdy nie żeglowałam. Po prostu po studiach trzeba iść do pracy, taka kolej rzeczy…

– Co za szczerość!

– Nigdy nie kłamię. A przynajmniej rzadko.

– Chociażby dlatego chciałbym panią zatrudnić. Brzydzę się kłamstwem. – Spojrzał na mnie uważnie.

– To chociażby dlatego byłoby fajnie u pana pracować…

Najwyraźniej nadawaliśmy na tych samych falach.

Wtedy spontanicznie zaczęłam opowiadać mu o planach wakacyjnych. O tym, że w Skandynawii można wszędzie rozbić namiot, o tym, że ma być najcieplejsze lato od kilkudziesięciu lat i że w związku z tym może będę mogła spać pod gołym niebem, o tym, że na północy są białe noce i całkiem fajnie będzie móc je podziwiać. I że pewnie niebo wygląda tam zupełnie inaczej. Opowiedziałam mu o Drodze Trolli, którą koniecznie muszę zobaczyć, i o pięknej zatoce Geiranger. Pokazałam mu zdjęcie Preikestolenu, niesamowitego norweskiego klifu, a on słuchał zauroczony.

Sekretarka przyniosła kolejną kawę, a my rozmawialiśmy.

– Byłem trzy razy w Norwegii – powiedział, gdy skończyłam opowiadać mu o swoich planach.

– Naprawdę? Pewnie widział pan te wszystkie miejsca! – Uśmiechnęłam się w oczekiwaniu na opowieści pełne skandynawskich ciekawostek.

– Nie. Nic nie widziałem. Wie pani, jak się podróżuje służbowo, to ciężko. – Zasmucił się. – Samolot, lotnisko w Oslo, hotel tuż obok. Potem długie rozmowy i szybki powrót do domu, bo człowiek jest już tak zmęczony, że tylko marzy o własnym łóżku.

– Nic pan nie zobaczył?

– Nie udało się. Zawsze sobie obiecywałem, że następnym razem przylecę dzień wcześniej czy zostanę kilka dni dłużej, ale nie wychodziło.

– A gdzie spędzi pan tegoroczne wakacje? – zapytałam z zainteresowaniem.

– Ja? – zdziwił się.

– Nie ma pan urlopu?

– Mam, mam. Lecimy do Hiszpanii. – Uśmiechnął się lekko. – O ile coś znowu nie wypadnie – dodał. – Ale chyba dopiero w październiku. – Spojrzał na biurko, gdzie stała ramka ze zdjęciem. Niestety, nie udało mi się zobaczyć, kogo przedstawiała fotografia. Chyba jest za młody na gromadkę dzieci, więc pewnie dziewczynę.

– Hiszpania też piękna. Niestety jeszcze nie byłam. Ale nadrobię. Całe życie przede mną!

– Tak. Całe życie. – Westchnął. – Miłych wakacji. A my? Cóż. Może spotkamy się w następnym życiu i podejmie pani wtedy inne decyzje? A może nie warto? – Zamyślił się. – Może lepiej rzucić wszystko, żyć chwilą, a nie gonić za pieniędzmi?

Nie miałam pojęcia, czy warto. Wtedy byłam pewna jedynie tego, że całe życie jest przede mną, że wszystko mogę. Nie martwiłam się o jutro, rzadko myślałam o przyszłości. Może już powinnam zacząć? Byłam młoda i miałam nadzieję, że świat stoi przede mną otworem. Wierzyłam, że najpiękniejsze dopiero się wydarzy.

Gdy wróciłam do domu, mama już od progu z nadzieją w głosie zapytała:

– I jak? – Wycierała ręce w fartuch kuchenny. Oczywiście jak zawsze czekała z obiadem.

Wzruszyłam ramionami.

– Pewnie bym dostała tę pracę… – zaczęłam.

– Ale? Coś nie wyszło? – zaniepokoiła się.

– Wyszło, wszystko wyszło super – powiedziałam. – Ale chciał od zaraz. A ja przecież nie mogę…

– Jak to nie możesz? – Mama kładła szybko talerze na stół.

– Przecież wyjeżdżam. – Wzruszyłam ramionami.

– Kochanie, plany możesz zmienić.

– Mamo… Jeszcze w życiu tyle razy zmienię plany… Zasłużyłam na te wakacje. Jak już zacznę pracować, będę mogła co najwyżej pomarzyć o urlopie dłuższym niż dwa tygodnie.

Mama tylko pokręciła głową. Chciałaby, bym ustatkowała się zaraz po studiach, znalazła świetną pracę, męża, miała dom, rodzinę, by jak najszybciej wnuki biegały po jej mieszkaniu. Mnie wtedy chodziło zupełnie o co innego. O co? Sama nie wiedziałam.

Nie miałam chłopaka. Owszem, bywały jakieś przelotne znajomości, najdłuższa trwała chyba pół roku. Za każdym razem rozstawałam się w przyjaźni. Po prostu było nam nie po drodze. To też bardzo martwiło moją mamę.

– Jak nie znajdziesz sobie męża na studiach, to potem będzie już za późno – mawiała mało optymistycznie.

No cóż. Na studiach męża nie znalazłam. W przeciwieństwie do mamy nie uważałam, by małżeństwo było tym, czego teraz najbardziej potrzebowałam. Owszem, chciałam się w końcu usamodzielnić, potrzebowałam pieniędzy, pracy, ale wiedziałam, że wakacje też mi się należą. Miałam wrażenie, że potem, gdy wpadnę w szpony pracodawcy, będę musiała się z nimi pożegnać. Przynajmniej z takimi, do których byłam przyzwyczajona. Takimi, że o poranku nie będę wiedziała, gdzie zasnę wieczorem, nie będę wiedziała, co zwiedzę, co zobaczę. Takimi, w czasie których poznam mnóstwo ludzi, a może nawet, ku rozpaczy mojej mamy, jakiegoś zagranicznego kandydata na męża. I wyprowadzę się daleko od niej.

Mama nigdy nie podróżowała. Awanturniczą żyłkę miałam po tacie marynarzu. Niestety zmarł zaraz po tym, jak przestał pływać. Mama mówiła, że umarł z tęsknoty za morzem. Doskonale go rozumiem. Gdyby ktoś mi nagle powiedział, że nie mogę podróżować, też bym chyba ciężko zachorowała. Dlatego wtedy nie zgodziłam się na tę pracę.

Mało odpowiedzialne? Z pewnością. Ale któż z nas był odpowiedzialny, gdy miał ledwo ponad dwadzieścia lat? Dopiero teraz patrzę na świat z większą pokorą i zrozumieniem.

Ale nieznacznie większą. Nadal mam w sobie kilka nut szaleństwa. Niektórzy mówią, że całą symfonię…

Życie zmusza nas do odpowiedzialności. Wtedy, gdy nie jesteśmy już zupełnie sami na świecie.

Zaraz po powrocie z Norwegii dostałam pracę. Może nie taką fajną jak ta, którą miałam dostać tuż przed wyjazdem, ale tapeta w komputerze ze zdjęciem malowniczych fiordów i wspomnienia jednych z najpiękniejszych wakacji w moim życiu z pewnością mi to wynagrodziły.