Odwet. Zemsta mafii - K.C. Hiddenstorm - ebook
BESTSELLER

Odwet. Zemsta mafii ebook

K. C. Hiddenstorm

3,7

55 osób interesuje się tą książką

Opis

Michael Wright jest byłym komandosem, obecnie na usługach mafii. Często wraca do wspomnienia o Dziewczynie w Czerwonej Sukience, którą znał gdy był jeszcze nastolatkiem. Nauczył się myśleć, że jego życie wyglądałoby inaczej z nią u boku.

Wright rozpoczyna pracę u Williama Barreta, biznesmena powiązanego z mafią. Jego pierwszym zadaniem ma być ochrona żony Barreta, Liv. Michael rozpoznaje w niej swoją Dziewczynę w Czerwonej Sukience...

Między Michaelem i Liv zaczyna się gra, w której pożądanie bardzo szybko wysuwa się na pierwszy plan, tłumiąc głos rozsądku...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 343

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,7 (507 ocen)
182
113
127
62
23

Popularność




RedakcjaMagdalena Pieniążek
KorektaJanusz Sigismund
Projekt graficzny okładkiMateusz Rękawek
Skład i łamanieAgnieszka Kielak
Zdjęcia wykorzystane na okładce©Majdansky/AdobeStock
© Copyright by Skarpa Warszawska, Warszawa 2021 © Copyright by K.C. Hiddenstorm, Warszawa 2021
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-66644-66-3
Wydawca Agencja Wydawniczo-Reklamowa Skarpa Warszawska Sp. z o.o. ul. Borowskiego 2 lok. 24 03-475 Warszawa tel. 22 416 15 [email protected]

Część pierwsza

KOBIETA W CZERWONEJ SUKIENCE

Rozwidniły się w słońcu dwie otchłanie – dwa światy –

Myśmy byli – w obydwu... A dzień nastał skrzydlaty.

(...)

Zrozumieliśmy wszystko! – I że właśnie tak trzeba!

I że można – bez szczęścia... I że można – bez nieba...

Bolesław Leśmian Dzień skrzydlaty

1

Michael Wright wsłuchiwał się w dźwięk prysznica za ścianą, wpadając w pewien rodzaj odrętwienia. Uniósł wzrok znad glocka i spojrzał na przewieszony przez oparcie krzesła stanik. To właśnie jego kolor obudził wspomnienie – tak odległe, a mimo to porażająco wyraźne, jakby od dnia, w którym zobaczył dziewczynę w czerwonej sukience minęły nie lata, lecz godziny.

Był ciepły czerwcowy wieczór, a ona tak perliście się śmiała, uczepiona ramienia Billy’ego Carpentera. Michael poprzysiągł sobie wtedy, że za dzień, najdalej dwa, to z nim będzie szła w taki sposób i to z jego żartów będzie się śmiała. Billy był podrzędnym kutasem, nie zasługiwał na taką ładną dziewczynę. Niestety, poranek przyniósł ze sobą zmiany i okazja nigdy nie nadeszła. Zamiast odbijać dziewczynę Billy’emu, Michael zmuszony był wyjechać na drugi koniec kraju.

Myślał o niej czasami, głównie w nocy bądź nad ranem, gdy sen nie nadchodził. Promiennej, niepokornej i niewinnej, takiej, jakie zazwyczaj są dziewczyny w tym wieku, takiej, jaką przez lata nauczył się widzieć w wyobraźni. Stała się dla niego czymś w rodzaju... nie, nie symbolu, raczej punktu, w którym jego życie zmieniło się diametralnie. Punktu, który przywiódł go do miejsca, w którym teraz był.

Czy gdyby na tamtym rozwidleniu dróg jego losy potoczyły się inaczej, byłby w lepszym położeniu? Może. Lubił myśleć, że tak. Nie chodziło o to, że był ze swojego życia niezadowolony; to zbyt wielkie uproszczenie. Wprawdzie nie uważał się za dobrego człowieka – nie po tym, co zrobił i co wciąż robił – ale nie stanowiło to problemu. Jednak u boku dziewczyny w czerwonej sukience, teraz już kobiety, miałby szansę się taki stać. Mogła być wszystkim i została jego marzeniem, Świętym Graalem Tego, Co Mogłoby Się Wydarzyć.

Spojrzał na leżący na stoliku pistolet, na stanik i znów na pistolet; rzeczy pozornie tak różne, a zarazem prowadzące do jednego. W zamyśleniu przejechał palcami po krótkich ciemnych włosach i odchylił się na krześle. Nabrał powietrza, a potem wolno je wypuścił. Za parę godzin będzie już daleko, zostawi obecnego siebie i swoje rozważania w tyle. Dopędzą go, oczywiście, zawsze tak jest. Przez pewien czas jednak będzie miał spokój.

Jednostajny szum wody ustał. Następnie otworzyły się drzwi przyległej do sypialni łazienki. Michael usłyszał plaskające kroki mokrych stóp. Zaraz potem dobiegło go aksamitne:

– Hej, przystojniaku.

Spojrzał w tamtym kierunku i przywołał na twarz uśmiech. Przyszło mu to bez trudu, ale z kłamcami zawsze tak jest. Potrafią się uśmiechać bez względu na okoliczności, nawet, a może zwłaszcza, jeśli zamierzają złamać ci serce.

– Hej, Em.

– Myślałam, że do mnie dołączysz. – Wskazała łazienkę ruchem ręki.

– Koty nie przepadają za wodą.

– Nie jesteś kotem.

– Ale będę w kolejnym wcieleniu.

Emma przyglądała mu się ze zmysłowym napięciem. Włosy w kolorze słomy, teraz pociemniałe od wilgoci, miała odrzucone na lewe ramię, krople wody spływały po jej opalonych udach; nie wytarła się zbyt dokładnie, ale Michael chętnie zrobiłby to za nią.

– I będziesz tu tak po prostu siedział?

Położył dłoń na rękojeści pistoletu. Zimny dotyk stali kontrapunktował gorąco, które zaczynał czuć.

– A masz jakiś lepszy pomysł?

Rozchyliła poły szlafroka, pokazując, że pod spodem jest naga. Miała seksowne ciało, na które Michael zareagował odruchowo; poczuł, jak penis momentalnie mu twardnieje.

– Lubisz mnie prowokować, co? – Wstał z krzesła i podszedł do niej.

– Lubię wiedzieć, jak bardzo mnie pragniesz. – Spojrzała na wybrzuszenie w kroku jego spodni.

Pchnął ją na ścianę, następnie przycisnął swoim ciałem. Zbliżył twarz do jej twarzy i mruknął:

– Co jeszcze lubisz?

– Kiedy mnie... posuwasz.

Rozchylił jej nogi kolanem, po czym wsunął w nią palec.

– Już jesteś mokra, a jeszcze nie zaczęliśmy się bawić. – Wsunął drugi i poruszył obydwoma w jej wnętrzu. – Robiłaś tak, kiedy byłaś pod prysznicem?

Przygryzła wargę.

– Może.

Kącik jego ust podjechał do góry, nadając rysom drapieżności.

– Zaraz cię zerżnę, wiesz?

Wysunęła biodra do przodu, zwiększając nacisk na jego dłoń.

– Mocno?

– Nawet nie masz pojęcia. – Potarł kciukiem łechtaczkę, na co Em jęknęła. Powoli wsuwał i wysuwał palce, obserwując jej twarz. Malowały się na niej niecierpliwość i głód. Torturował dziewczynę leniwą pieszczotą, mając pełną świadomość, że chce intensywnych doznań. Teraz, w tej chwili.

– Proszę... – Złapała go za nadgarstek.

Wykonał jeszcze jedno pchnięcie i znieruchomiał.

– O co mnie prosisz?

– Zacznij mnie pieprzyć.

Złapał ją za ramię, obrócił i pchnął na łóżko. Emma odwróciła się na plecy, zdjęła szlafrok i odrzuciła go na bok. Przyjęła zmysłową pozycję i zaczęła gładzić się po udzie i piersiach, przekonana, że Michael zaraz na nią wpełznie. Ale on miał inny plan.

– Najpierw pokaż mi, jak zabawiałaś się ze sobą pod prysznicem – rozkazał.

Emma zamarła na moment, patrząc na niego z uwagą. Następnie wspięła się wyżej, tak że plecami opierała się o zagłówek, rozchyliła uda i skierowała prawą dłoń w wilgotne zagłębienie.

– Szerzej. Chcę widzieć to bardzo dokładnie.

Pokiwała głową i posłusznie rozsunęła nogi. Dwoma palcami rozchyliła wargi sromowe, trzecim zaczęła masować najwrażliwszy punkt. Wilgoć spływała jej aż na pośladki, piersi poruszały się coraz szybciej, w miarę jak zbliżało się spełnienie. Pieprzyła się, patrząc mu prosto w oczy, opuszkami lewej ręki pocierając sutki. Michael obserwował to z erekcją tak potężną, że aż bolała.

– Dojdziesz dla mnie? – zapytał, idąc ku niej.

Dziewczyna stęknęła i przyspieszyła ruchy. Coraz energiczniej wsuwała w siebie palce, dodatkowo muskając odbyt. Kiedy Michael się zbliżył, wychyliła się do przodu, ale powstrzymał ją gestem.

– Nie pozwoliłem ci przestać – zauważył.

Sięgnął po szlafrok i wysunął pasek ze szlufek. Ujął go w obie dłonie, po czym zarzucił dziewczynie na szyję i powoli zaczął zaciskać. W jej oczach odmalował się cień strachu, ale utonął w zalewającym ją podnieceniu.

– Lubisz to, prawda?

Skinęła głową. Następnie z jej ust wyrwał się ochrypły jęk; zbliżała się do granicy, Michael widział to bardzo wyraźnie. Jej błyszczące oczy zaczęła zasnuwać mgła, na policzki wystąpił rumieniec.

– Bądź grzeczna. – Odrobinę mocniej zacieśnił pętlę na jej szyi, drugą rękę kładąc na grzbiecie dłoni dziewczyny. Czuł, z jaką niecierpliwością się zaspokaja, i zaczął jej w tym pomagać. Wsunął palce w jej mokrą cipkę, a Emma odrzuciła głowę i zaczęła krzyczeć. – O tak, właśnie tak!

Szarpnęła się do przodu i kurczowo wpiła paznokcie w jego biceps. Przeszył ją spazm orgazmu, tak silny, że gdyby Michael jej nie przytrzymał, spadłaby z łóżka. Mimo to nie przestawał się w niej poruszać, dodatkowo wzmacniając doznania. Wreszcie, gdy Emma zaczęła wierzgać, cofnął rękę.

– To było... – Przygryzła wargi. – O kurwa, uwielbiam, kiedy tak robisz.

Michael się uśmiechnął.

– Wiem. – Wsunął palce w usta dziewczyny i zmusił ją, by je oblizała. – A to dopiero początek.

Szarpnięciem przewrócił ją na brzuch, po czym klepnął w pośladek. Jęknęła, wypinając się ku niemu. Lubiła tego typu zabawy, dzięki czemu parę ostatnich miesięcy spędzili naprawdę przyjemnie. Wypadało więc, żeby i koniec był taki. Choć z oczywistych względów Emma nie musiała o tym wiedzieć, w każdym razie jeszcze nie.

Michael zsunął pasek szlafroka z jej szyi. Złapał najpierw prawą, potem lewą rękę i wykręcił je za plecami dziewczyny. Zerknęła przez ramię, z tym swoim zmysłowym napięciem.

– Co ro...?

– Będę cię pieprzył naprawdę mocno i chcę, żebyś była grzeczną suką. – Związał jej nadgarstki, następnie przejechał dłonią po wciąż mokrej cipce. – Będziesz?

– Tak.

– Przypomnij mi, kim?

– Będę twoją grzeczną suką.

Ponownie wymierzył jej klapsa w pośladek.

– Bardzo mądrze. – Wychylił się w stronę nocnej szafki. Wysunął pierwszą szufladę i wyjął z niej opakowanie prezerwatyw, potem sięgnął do trzeciej, gdzie Emma trzymała swoje zabawki, i wziął jedną z nich.

Dziewczyna spróbowała dojrzeć, co się dzieje, ale z jej perspektywy było to trudne. Na tym polegała zabawa. Michael odłożył rzeczy na szafkę, wstał, ściągnął koszulkę, odkrywając pokryte tatuażami, umięśnione ciało, następnie rozpiął pasek i zdjął spodnie. Nagi zbliżył się do wypiętych pośladków Emmy i zaczął się o nie ocierać. Wypięła się jeszcze bardziej, prowokując, by w nią wszedł, czym zasłużyła na kolejnego klapsa.

– Zrób to – poprosiła niezrażona. Słyszał podniecenie wibrujące w jej głosie.

Pochylił się, opierając się torsem o plecy i związane na nich ręce, po czym wsunął pod nią dłonie, pogładził brzuch i ujął pełne piersi. Zaczął pocierać twarde sutki między kciukami a palcami wskazującymi. Emma wiła się pod nim, mrucząc.

– Przypomnij, co mam zrobić?

– Zerżnąć mnie.

– Jak?

– Bardzo mocno.

W odpowiedzi Michael wyprostował się i sięgnął po leżące na nocnej szafce prezerwatywy. Otworzył pudełko zębami, wyjął jedną, rozerwał opakowanie i nasunął kondom na nabrzmiały członek. Zbliżył się do pośladków Emmy, chwilę podrażnił wejście, po czym wbił się w cipkę mocnym pchnięciem. Dziewczyna krzyknęła z zaskoczenia i wyprężyła się na tyle, na ile pozwalały więzy.

– Bądź grzeczna – przypomniał i zaczął ją rytmicznie posuwać. Nie starał się być delikatny, jego ruchy były gwałtowne, nacechowane wyważoną brutalnością.

Emma dyszała z policzkiem przyciśniętym do materaca. Była zupełnie bezbronna, zdana na jego łaskę lub niełaskę, całkowicie zdominowana. Nakręcało ją to, Michael dobrze o tym wiedział, nakręcało tak samo jak jego.

Pchnął jeszcze raz, szczególnie mocno, po czym znieruchomiał. Wysunął się z dziewczyny i sięgnął po różowy korek analny, który wcześniej przygotował. Potarł nim o jej wejście, chcąc nabrać wilgoci na czubek, następnie rozchylił pośladki i wsunął go w jej drugą dziurkę.

– O tak – mruknęła.

Michael wychylił się do przodu, chwycił ją za głowę i przycisnął do materaca, jeszcze bardziej zwiększając kontrolę. Na powrót nakierował penisa, wsunął go w cipkę i zaczął pieprzyć kobietę mocnymi pchnięciami. Wyraźnie wyczuwał korek przez cienką fałdę skóry i dodatkowo zwiększało to jego doznania. Zresztą nie tylko jego. Emma krzyczała z rozkoszy, próbowała wierzgać, więc złapał ją za biodra.

– Masz dość? – zapytał i wszedł jeszcze głębiej.

Wrzasnęła przeciągle z rozkoszy i bólu; w ich zabawie często było to jedno i to samo.

– Nie!

– Nie? A dalej?

– Nie przestawaj mnie rżnąć!

Nacisnął kciukiem na korek i przyspieszył tempo. Pot perlił mu się na czole, spływał po skroni, klatce piersiowej. Jego ruchy nie były już brutalne, lecz agresywne, dzikie. Był w amoku, ślepym transie. Nastawiony na jeden jedyny cel.

– Tak, tak, tak! – Emma zaczęła szczytować.

Michael wyczuł, jak cipka zaciska się na kutasie, pulsując w charakterystyczny sposób. Te doznania popchnęły go na krawędź ekstazy. Czuł, że zatraca się bez reszty, że zaraz straci kontrolę. Orgazm nadciągał i wreszcie eksplodował jasnością porażonych nerwów. Michael zaryczał, wyprężając ciało. Zeszło z niego całe napięcie, zniknęły wszelkie rozterki i rozważania – w tej jednej chwili miał idealnie czysty umysł.

Osunął się na Emmę z westchnieniem i oparł twarz o jej rozpaloną, śliską od potu skórę. Oddychała szybko, on także. Serce łomotało mu w piersi, starało się odzyskać właściwy rytm.

– Byłaś bardzo grzeczna, to lubię – powiedział, gładząc jej policzek. Drugą ręką muskał krągłość piersi.

– A ty byłeś... Jezu, to jedno z lepszych rżnięć mojego życia.

Michael uniósł głowę.

– A nie najlepsze?

Uśmiechnęła się chytrze.

– Może uznam tak po rundzie drugiej.

Na to raczej nie będę miał czasu, pomyślał.

Wstał, ostrożnie zsunął prezerwatywę z członka, nim zdecydował się na wymijające:

– Pójdę przepłukać twarz wodą.

– Hej – Emma poruszyła rękoma – rozwiążesz mnie?

Przyjrzał się jej ze złośliwym uśmiechem.

– Może później

– A wyjmiesz mi chociaż...?

– Korek? Przecież lubisz, kiedy tam jest – powiedział, po czym ruszył w stronę łazienki.

– Hej! Michael, nie bądź takim dupkiem!

Wrócił po paru minutach, by zastać Emmę w dokładnie tej samej pozycji, w jakiej ją zostawił. Nie próbowała się uwolnić, zmienić położenia choćby o milimetr, jakby na znak protestu. Łypała na niego z wciąż rozkosznie wypiętym tyłkiem. Gdyby się nie śpieszył, z chęcią zerżnąłby ją drugi raz.

Podszedł do niej, rozwiązał węzeł, uwalniając nadgarstki, po czym wyjął z jej odbytu różową zatyczkę i odłożył ją na szafkę. Przejechał dłonią po plecach Emmy, następnie ujął ją za ramię i pomógł jej wstać.

– Pocałuj mnie – poprosiła. – Tak rzadko to robisz.

Michael miał swoją filozofię, gdy szło o całowanie, teraz jednak postanowił spełnić życzenie dziewczyny. Zbliżył wargi do jej ust, rozchylił je językiem i zaczął pieścić. Z początku delikatnie, potem z coraz większym zapamiętaniem. Emma wplotła Michaelowi palce we włosy i przywarła do niego kurczowo. Próbowała sprowokować go, żeby skończyło się na czymś więcej niż pocałunku, ale wtedy ją od siebie odsunął.

– Nie mam zbyt dużo czasu – wyjaśnił.

Pokiwała głową, jednak wydawała się strapiona. Michael postanowił udawać, że tego nie dostrzega.

– Zawsze masz go mało. – Przesunęła dłońmi po jego wytatuowanych ramionach.

Dla niej te tatuaże nie znaczyły nic, dla niego wiele. Szerokości geograficzne przeplatające się z drutem kolczastym na lewym ręku, czaszki, róże i pióra na prawym, skrzydlata postać z mieczem na plecach, róża wiatrów pod zgięciem łokcia, wszystko to tworzyło historię, której nie miał ochoty nikomu opowiadać.

– Taka praca. – Puścił do niej oko, następnie podniósł koszulkę oraz spodnie z podłogi i ubrał się. Podszedł do stolika przy oknie i wsunął broń do przypiętej do paska kabury. Zważywszy na to, co miał do zakomunikowania, lepiej, żeby Emma nie miała szansy na pochwycenie glocka.

– Zamówimy chińszczyznę? Co ty na to, Mikey? – Rozumiejąc, że igraszki dobiegły końca, owinęła się szlafrokiem. Zadbała jednak o to, by piersi cały czas były dobrze widoczne.

Uśmiechnął się przepraszająco.

– Raczej nie.

– Wolisz coś włoskiego? – Emma wciąż przemawiała beztrosko, ale w jej oczach czaiło się straszliwe podejrzenie.

– Zjesz sama.

– A jutro?

– Jutro też.

Broda zaczęła jej drżeć, gdy chwyciła poły szlafroka i otuliła się nimi. To był bardzo wymowny, obronny gest.

– Michael, ty chyba nie... Proszę, powiedz, że ty nie...

– Przecież niczego ci nie obiecywałem – rzekł spokojnie. – Wiedziałaś, że prędzej czy później wyjadę.

Spuściła głowę i wbiła wzrok w swoje bose stopy, jakby patrzenie mu w twarz stało się nagle zbyt trudne, zbyt bolesne. Kiedy zaś ponownie na niego spojrzała, dostrzegł, że płacze.

– Myślałam, że zechcesz mnie zabrać ze sobą.

Podszedł do niej. Spróbował dotknąć jej ręki, ale cofnęła się z irytacją.

– Emma, zrozum...

– Może jeszcze powiesz, że ci przykro? – fuknęła.

– I tak, i nie – odparł z porażającą szczerością.

Popatrzyła na niego pociemniałymi z wściekłości oczami. Miała taką minę, jak gdyby wymierzył jej policzek. I istotnie w pewnym sensie to zrobił, tyle że słowami, nie dłonią.

– Idź sobie. Wynoś się stąd!

Michael skrzywił się w duchu. Skłamałby, mówiąc, że nie spodziewał się takiej reakcji z jej strony. Wolałby tylko, żeby nie zrobiła czegoś głupiego. Znów się do niej zbliżył, a ona znowu się cofnęła.

– Nie chciałbym, żebyś...

– Wyjdź stąd! – wrzasnęła. – Nie dam rady na ciebie patrzeć!

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki