Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
13 kobiet. 13 historii o odzyskiwaniu głosu.
Co się dzieje, gdy kobiety przestają mówić szeptem? Powstają historie, które przez lata czekały, by je opowiedzieć.
„Nie mówię już szeptem" to antologia trzynastu opowiadań napisanych przez autorki z Czułego Kręgu Pisarskiego – przestrzeni, w której kobiety odzyskują swój głos i odważają się mówić głośno o tym, co naprawdę ważne. To historie o przełamywaniu wstydu, poszukiwaniu własnej drogi i o momentach, w których przestaje się milczeć.
Każda z autorek zrobiła krok, który dla wielu jest najtrudniejszy – zamiast schować swoje słowa w szufladzie, pokazała je światu. To zapis wspólnej drogi: od wątpliwości do odwagi, od zagubienia do pewności, od ciszy do głosu.
Antologia, w której możesz przejrzeć się jak w lustrze.
Autorki: Aga Pankau, Agnieszka Sobczak, Angelika Skrzypa, Dominika Nowakowska, Ewelina Glinka, Joanna Krzemińska, Joanna Moczulska, Karolina Majewska-Sarna, Klaudia Chrapko, Ola Mucha, Patrycja Wójtowicz, Paulina Merz i Żaneta Brudzińska.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 170
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Bożena szybko się nauczyła, że szkoda strzępić ryja. Jej mąż był z gatunku tych, których nie da się przegadać. Na każdy temat miał swoje zdanie, poparte wieloma dowodami – najczęściej anegdotycznymi – i opiniami swoich kolegów. Jeżeli zdanie Bożeny różniło się od jego własnego, Stefan obierał sobie za punkt honoru, by wyjaśnić żonie, że jest w błędzie. Namawiał i tłumaczył tak długo, aż się z nim zgodziła – choćby dla świętego spokoju.
To dlatego Bożena zachowywała większość myśli dla siebie. Mąż się nimi nie interesował, a poza nim niewiele było osób, z którymi rozmawiała. Oczywiście miała koleżanki, ale właściwie każda z nich skupiała się na dbaniu o swoje ognisko domowe. Na kilka dni lub tygodni przed imieninami jednej z nich kontakt zwykle stawał się intensywniejszy. Zaczynały się telefony i planowanie – co która przygotuje, kiedy dokładnie się spotkają i w co się ubiorą. Podczas spotkania rozmawiały dużo, ale głównie prześlizgiwały się powierzchownie po najważniejszych rodzinnych wydarzeniach, ekscytujących zmianach w mieście czy nowych ulubionych metodach na wywabianie plam i przedłużanie trwałości produktów spożywczych. Brakowało tu jednak miejsca na rozmowę o ostatnio przeczytanych książkach albo piosenkach, które wywołują wzruszenie.
Bożena spróbowała kiedyś napomknąć o tym, jakie emocje wzbudziła w niej powieść Wierzyliśmy jak nikt, którą poleciła jej jedna z bibliotekarek. Koleżanki jednak szybko ucięły temat, argumentując to tym, że nie mają czasu na czytanie, bo w domu jest przecież zawsze coś do zrobienia. Bożena się zastanawiała, czy one naprawdę tak myślą, czy też nie wypadało im się przyznać, że dbanie o dom i męża bywa trudne, nudne i męczące, a czasem miło jest mieć odskocznię. A może tylko ją to czasem przytłaczało? Nie wiedziała. Nie miała o tym z kim porozmawiać.
Chociaż przez większość życia rzeczywiście jej świat kręcił się wokół domu i rodziny, to przechodząc na emeryturę, poczuła, że teraz nadszedł jej czas. Dwoje dzieci już wydoroślało i się usamodzielniło. Zarówno z Jaśkiem, jak i z Beatą widywała się regularnie – ale nie wymagali już opieki ani codziennej pomocy. Czasem pytali o przepis na rosół czy ulubione ciasto albo jak wyczyścić biżuterię, ale to dało się załatwić w kilka minut przez telefon. Nic nie stało na przeszkodzie, aby Bożena zwiedziła w końcu trochę świata. Tym razem chciała zrobić to, kierując się własnymi zachciankami, a nie układając cały plan wycieczki pod wygodę męża-kierowcy i dzieci.
Gdy przeglądała Facebooka, znalazła ogłoszenie o plenerze malarskim w Toskanii. Co prawda, ostatni raz malowała, gdy pomagała Jaśkowi albo Beacie w pracy plastycznej do szkoły, ale prowadząca – którą Bożena obserwowała już od dłuższego czasu – zapewniała, że wcale nie trzeba być profesjonalną artystką. Z opisu wydarzenia jasno wynikało, że najważniejsze są chęci i dobra zabawa, a nie dyplom z ASP i znajomość proporcji. Akurat zostało jeszcze kilka wolnych miejsc. Finansowo Bożena też dałaby radę to spiąć, ale tuż przed kliknięciem przycisku Kup usłyszała w głowie głosik, który kazał jej jednak zapytać kogoś o zdanie.
Tego wieczoru spotykały się akurat wszystkie u Anny, żeby obejrzeć zdjęcia jej nowo narodzonego wnuka. Kiedy już przewertowały dokładnie niewielki album i skomentowały słodkie oczka, nosek i paluszki, Bożena oświadczyła z ekscytacją:
– Dziewczyny, chyba polecę na plener malarski do Toskanii!
Zupełnie nie spodziewała się reakcji, które zaserwowały jej koleżanki:
– A po co takiej starej babie plener malarski?
– Przecież ty nigdy nie malowałaś!
– I to jeszcze we Włoszech! Bożena, daj spokój! Jak chcesz malować, to idź sobie na balkon i zobacz, czy w ogóle umiesz to robić.
– Dokładnie, mnie by było wstyd lecieć na taki plener i nic nie umieć. Tam to już jednak trzeba mieć jakiś poziom.
– No właśnie nie – próbowała wyjaśnić Bożena. – Piszą, że to dla amatorów i że instruktorka wszystkiego będzie uczyć na miejscu!
– To jak dla amatorów, to musisz aż do Toskanii lecieć malować? – prychnęła Anna, a pozostałe koleżanki znów jej zawtórowały.
– Nawet jak dla amatorów, to i tak jednak trochę wstyd lecieć z niczym.
– To jest po prostu naciągactwo. Czemu ta prowadząca sobie akurat Toskanię wymyśliła? Nie dało się w Polsce?
– A co na to Stefan? On cię w ogóle puści?
– Wiecie co, macie rację, to bez sensu – przyznała w końcu Bożena, choć wcale tak nie myślała.
To była bolesna lekcja. Temat: Nie mów o swoich marzeniach. A najlepiej ich nie miej. Nie zarezerwowała tamtego dnia miejsca na wyjeździe. Oglądała za to wiele razy zdjęcia, które prowadząca udostępniła później na swojej stronie. Roześmiane uczestniczki w różnym wieku raz stały w zamyśleniu przy sztalugach, innym razem siedziały ze szkicownikami na murkach. Na jeszcze innych zdjęciach robiły głupie miny do aparatu, malując palcami ubrudzonymi farbą po swoich twarzach.
Bożena poczuła ukłucie żalu, że ją to ominęło. Nikomu już jednak o tym nie wspomniała.
***
Iwona usłyszała kiedyś od mamy, że jeżeli będzie ciągle taka głośna, niemiła i pyskata, żaden mężczyzna jej nigdy nie zechce. Powtarzała to za każdym razem, gdy dziewczynka wybuchała niespodziewanym śmiechem, zbyt długo śpiewała swoje ulubione piosenki razem z wokalistką z płyty lub biegała po domu z miotłą między nogami i miotełką do kurzu w dłoni, bawiąc się w rycerkę. Jako kilkulatka Iwona nie bardzo rozumiała, dlaczego musi rezygnować ze wszystkiego, co lubi, dla jakiegoś mężczyzny, ale to wydawało się bardzo ważne dla mamy i najwyraźniej było głównym celem życiowym każdej kobiety. Celem, którego osiągnięcie wymagało zaciskania zębów.
Kiedyś, podczas rodzinnego spotkania, kuzyn, rówieśnik w wieku zerówkowym, ciągle próbował zaglądać jej pod spódniczkę.
Gdy w końcu poszła na skargę do mamy, ta odpowiedziała jedynie:
– Przecież on się tylko tak bawi. Masz grube rajstopy. I tak nic tam nie zobaczy. A w ogóle to nieładnie tak skarżyć. Bądź miła i baw się grzecznie. – Po czym odesłała ją gestem, poirytowana, że przerwała jej rozmowę z dawno niewidzianą ciotką.
Kuzyn robił się jednak coraz bardziej natarczywy. Ganiał Iwonę po całym pokoju, zainteresowany tylko tą głupią spódniczką. Próbowała być miła. Wyciągnęła z plecaczka ulubione resoraki i zaproponowała, żeby zrobić wyścigi. Pokazała kilka książeczek, które wzięła na wypadek nudy. Ale jego zupełnie nic nie interesowało. Poza zaglądaniem pod spódniczkę. Iwona rozejrzała się kilka razy po pokoju, szukając wzrokiem dorosłej osoby, która zrozumiałaby jej irytację i to, jak bardzo kuzyn psuje jej rodzinną imprezę. Dorośli jednak śmiali się radośnie, komentując między sobą, że z Pawełka to już taki pies na baby i za kilka lat niejednej złamie serce.
– Chłopcy już tak mają, nie przejmuj się – rzucił któryś wujek.
– Widzisz, już się za tobą uganiają, a co dopiero, jak będziesz starsza! – dodała nastoletnia kuzynka, którą pierwszy raz widziała na oczy.
– Ignoruj go, to mu przejdzie – usłyszała od jakiejś ciotki.
Ale nic nie działało. W końcu, gdy Pawełek kolejny raz chwycił za rąbek jej spódniczki, dziewczynka odepchnęła go od siebie. Widząc, że mimo to on znów próbuje podejść, zamachnęła się i z całej siły uderzyła go otwartą dłonią w policzek. W tym momencie świat się zatrzymał i na kilka długich sekund zapadła cisza. I nagle Pawełek się rozpłakał, a dorośli zaczęli przekrzykiwać się jeden przez drugiego:
– Iwona, co ty robisz?!
– Diabeł w nią wstąpił czy co?
– Co ona taka niegrzeczna?!
– Czemu go bijesz? Nic ci nie zrobił!
Choć zadawali mnóstwo pytań, nikt nie czekał na jej wyjaśnienia. Mama Pawełka natychmiast doskoczyła do niego, objęła mocno i zaczęła uspokajać. Mama Iwony również znalazła się przy córce. Zamknęła jej rączkę w żelaznym uścisku i przeprowadziła z pokoju do kuchni. Tam, nie rozluźniając chwytu, bez zastanowienia i zbędnych tłumaczeń wymierzyła córce dwa mocne klapsy w pupę. Później obróciła ją twarzą do siebie.
– Co ci mówiłam?! Nie umiesz się normalnie bawić, dzikusie?! Jak będziesz taka niemiła, to cię żaden mężczyzna nie będzie chciał! Co ci strzeliło do głowy?! Będziesz grzeczna czy mam cię na zawsze zamknąć w pokoju i już nigdy nigdzie ze sobą nie zabierać?! – krzyczała, oskarżycielsko mierząc w dziewczynkę palcem.
Iwona starała się zapanować nad drżącą brodą i łzami napływającymi do oczu.
– Ale on mi przez cały czas dokuczał! – wyrzuciła z siebie, zanim gula w gardle urosła do wielkości, która uniemożliwiłaby mówienie.
– Nie dokuczał, tylko chciał się z tobą bawić! – warknęła mama. – Chłopcy tacy są! Oni tak pokazują, że cię lubią! Powinnaś się z tego cieszyć, a nie robić cyrki! Będziesz grzeczna czy nie? – powtórzyła pytanie, świdrując córkę wzrokiem.
Iwona wiedziała, że może udzielić tylko jednej odpowiedzi. Spuściła wzrok i powoli pokiwała głową.
– Świetnie – ton mamy natychmiast się zmienił. Uśmiechnęła się, wyjęła papierosa, zapaliła i poczochrała córce włosy. – To teraz leć się bawić.
Popchnęła ją lekko w stronę wyjścia z kuchni, najwyraźniej uznając sprawę za zakończoną.
Od tamtego popołudnia w życiu Iwony przewinęło się wielu takich Pawełków. Mieli różne imiona, różne twarze i głosy, ale dziewczyna wiedziała już, że ich uczucia i emocje są ważniejsze niż jej własne. W końcu każdy z nich mógł okazać się tym mężczyzną, którego zdobycie miało być jej największym celem życiowym. Szybko nauczyła się, że żeby nikogo nie urazić, lepiej się uśmiechnąć i przemilczeć.
Tak jak lata wcześniej przewidziała kuzynka, Iwona cieszyła się dużym zainteresowaniem chłopaków. A właściwie: miała je. Bo jakoś nie potrafiła się cieszyć, gdy grupa mijanych budowlańców gwizdała na nią i głośno komentowała jej kształty rysujące się pod letnią sukienką. Miała to, co powinna mieć jako młoda dorosła – tylko dlaczego czuła się z tym tak niezręcznie i niekomfortowo? Chciała krzyczeć, żeby przestali. Ale za każdym razem powstrzymywała ten odruch, zaciskała zęby i unosiła kąciki ust w lekkim, uprzejmym uśmiechu.
Ten sam uśmiech towarzyszył jej, gdy całowała się z którymś kolejnym w jej życiu Pawełkiem, a on niespodziewanie położył dłoń na jej piersi i ścisnął mocno. To jej się nie spodobało, nie miała na to ochoty, ale on najwyraźniej miał i liczył na coś więcej niż pocałunki. Nie chciała przerywać i ryzykować, że chłopak się zezłości. Gdyby teraz wstała i wyszła, musiałaby odpowiedzieć na luźno rzucone przez jego mamę: Już wychodzisz?, a później wyjaśnić swojej, czemu wróciła wcześniej niż zwykle.
Odsunęła się nieznacznie, ale Pawełek wciąż trzymał jej pierś i najwyraźniej zupełnie nie zwrócił uwagi na jej ruch. Iwonie wydawało się, że znów jest sześciolatką stojącą na środku pokoju, wokół której zebrali się poirytowani dorośli. On tak pokazuje, że cię lubi – usłyszała w głowie głos mamy. Przestań być taką dzikuską, bo nikt cię nigdy nie będzie chciał. Na pewno było z nią coś nie tak, że jej się to nie podoba. Nie protestowała zatem, gdy Pawełek dotykał i pieścił inne części jej ciała. Nie przeszkadzało mu, że dziewczyna nie reaguje na to w pozytywny, żywiołowy sposób. Może to dobrze, że się nie zorientował, że mi się nie podoba – myślała Iwona, starając się ignorować jego dłoń pomiędzy swoimi nogami. Byłoby mu smutno i jeszcze by pomyślał, że robi coś nie tak.
Gdy już zakończył eksplorowanie jej ciała, z błogim uśmieszkiem położył się obok. Był zadowolony. Czyli dobrze, że się nie odezwała. Tylko dlaczego czuła się tak paskudnie?
