51,99 zł
WSZYSTKO, CO CHCIELIBYŚCIE WIEDZIEĆ O RANDKACH
Magdalena Chorzewska, psycholożka i seksuolożka, odpowiada na pytania, nad którymi wszyscy głowimy się przed randką. Dzięki jej opowieściom z gabinetu, poradom i ćwiczeniom dowiemy się, jak przygotować się do romantycznego wieczoru i o czym pamiętać w jego trakcie. Nauczymy się rozpoznawać pozytywne i negatywne sygnały wysyłane przez drugą osobę. Zastanowimy się też, czy warto dać jeszcze jedną szansę komuś, kto zrobił złe pierwsze wrażenie. W końcu nie ma nic bardziej frustrującego niż nieudana randka. I nic bardziej budującego niż taka, która rozpoczyna dobry związek.
Zgłosiła się do mnie kobieta, która bardzo chciała mieć męża i rodzinę, ale nie wiedziała, jak się za to zabrać. Prowadziła bardzo intensywne życie, przez co nie miała czasu na związek. Kiedy to sobie uświadomiła, zaczęła randkować. Okazało się jednak, że nie bardzo wiedziała, kogo szuka, więc trafiała na przeróżnych mężczyzn, najczęściej takich, którzy jej zupełnie nie interesowali. Bardzo pomogła jej praca nad jasnym sprecyzowaniem oczekiwań i sprofilowaniem wybranka. Nie mam tu na myśli dokładnego określenia wzrostu czy koloru włosów; myślę o systemie wartości danej osoby. Kobieta dosyć szybko zmniejszyła liczbę przypadkowych randek i związała się z mężczyzną, którego… znała ze swojej poprzedniej pracy. Wcześniej kilkukrotnie chciał się z nią spotkać, ale ona nigdy nie miała czasu. – fragment książki
Magdalena Chorzewska– psycholożka, seksuolożka, psychoterapeutka w trakcie certyfikacji. Była ekspertką w ośmiu sezonach programuŚlub od pierwszego wejrzenia(TVN). Jej profil z treściami psychologicznymi Instaporadnia bije rekordy popularności na Instagramie i TikToku. Jest współautorką książkiInstaporadnia. Ciało, emocje i seks.
Przemysław Pilarski– autor sztuk teatralnych, pisarz, dziennikarz. Publikował m.in. w „Ha!arcie”, „Machinie”, „Playboyu”, „Czasie Kultury” i „Dialogu”. Współautor kilku książek, w tym:Instaporadnia. Ciało, emocje, seks,Sztuka obsługi penisa,Jak facet z facetem. Rozmowy o seksualności i związkach gejowskich.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
PRZEMEK: Chodzić na randki czy nie chodzić? Często można usłyszeć, że „wszyscy chodzą na randki”, więc trzeba instalować apki, żeby być w obiegu, kiedy jest się singielką lub singlem. Z drugiej strony rośnie liczba osób żyjących w pojedynkę. Do 2030 roku ma to być nawet 36 procent dorosłych Polaków.
MAGDA: To mit, że wszyscy chodzą na randki. Tak samo jak nie jest prawdą, że każdy związek po jakimś czasie się psuje albo że wszyscy rodzice są toksyczni, albo że wszyscy mężczyźni z aplikacji są narcyzami.
Skąd się bierze ten mit?
Między innymi z algorytmów. Kiedy tylko zaczynasz interesować się jakimś tematem, one to podchwytują i potem w mediach społecznościowych wyświetlają ci się informacje na ten temat.
To prawda, smartfony nas podsłuchują. Kiedy powiesz komuś, że myślisz o wakacjach, niedługo potem wyświetli ci się reklama wczasów all inclusive.
Wystarczy nawet małe zainteresowanie randkowaniem, przeczytanie jakiegoś artykułu, wejście na fanpage, wpisanie słowa w wyszukiwarkę, a za moment może ci się już wydawać, że wszyscy randkują, bo zacznie cię zalewać morze tekstów, podcastów i filmików na ten temat.
Odkąd rozpoczęliśmy pracę nad książką, też mi się wyświetlają – na co nie narzekam, bo ułatwia mi to research.
Trzeba mieć świadomość, jak to działa. Tak, z aplikacji randkowych korzysta coraz więcej osób, ale to ty – mówię do naszych czytelniczek – powinnaś zadać sobie pytanie, czy chcesz chodzić na randki, i na tej podstawie zdecydować się na kolejny krok. A nie dlatego, że „wszyscy chodzą”. Bo nie wszyscy chodzą. Randki nie są obowiązkiem. Możesz tego nie czuć i nie oznacza to, że coś jest z tobą nie tak.
Słynne „coś musi być z nią nie tak, skoro jest sama”.
A z nią jest wszystko w porządku! Wiele osób nie chodzi na randki. Natomiast ci, którzy chodzą, często o tym opowiadają, dzielą się doświadczeniami, a to może potęgować wrażenie, że randkowanie jest wszechobecnym zjawiskiem. Ale są też osoby, które funkcjonują w zupełnie inny sposób, a wręcz unikają randek.
Single i singielki z wyboru?
Jedni z wyboru, inni z konieczności, bo na przykład mają problem z nawiązywaniem rozmowy na żywo.
Nieśmiali?
Albo nieśmiali, albo tacy, którzy boją się odrzucenia, ewentualnie nie mają zbyt wielu takich doświadczeń, więc boją się, że nie są w tym wystarczająco biegli, zwłaszcza na tle innych.
Za niechodzeniem na randki mogą stać różne powody. Miałam na przykład pacjentkę, która po rozstaniu w wieku 27 lat była sama do czterdziestego któregoś roku życia. Przez ten czas nie chodziła na randki, bo zraziła się do mężczyzn, po tym jak jej pierwszy partner, którego znała jeszcze z liceum, po prostu notorycznie ją zdradzał, a ostatecznie porzucił. Nie szukała kolejnych związków, ponieważ obawiała się zranienia.
Jak nad tym pracowałyście?
W ogóle nad tym nie pracowałyśmy, bo przyszła do mnie z innym problemem, który pojawił się w jej związku – ponieważ to, że nie chodziła na randki, nie oznacza, że była skazana na samotność. Kolejnego partnera poznała na zajęciach sportowych. Nie czuła żadnego parcia, nawet tego nie planowała, po prostu samo wyszło. Więc, jak widzisz – nie ma obowiązku chodzenia na randki i wcale nie oznacza to wiecznego bycia singlem.
Z tego, co mówisz, wynika, że przed podjęciem decyzji o randkowaniu trzeba przyjrzeć się sobie. Jak odróżnić chęć chodzenia na randki od impulsu powstałego pod wpływem przekonania, że tak trzeba, bo „wszyscy to robią”?
Odpowiedź na to pytanie zna tylko osoba, która stoi przed tym dylematem. Czy to jest w moim życiu dobry moment na randki? Czy mam na to czas, przestrzeń? Co mogę zaoferować drugiej osobie? Czego chcę? Czego szukam? Czy potrzebuję chodzić na randki, bo chcę poznawać ludzi – albo choćby po to, żeby dowiedzieć się, czego szukam? Bo przecież można spotykać się z ludźmi, nie wiedząc do końca, czego i kogo się szuka.
A może jednak odczuwam presję, żeby chodzić, bo „wszyscy randkują”?
Wtedy sobie odpuścić?
Nie ma sensu robić tego pod przymusem. Albo kiedy myślisz, że w twoim wieku nie wypada być singlem czy singielką, i tylko dlatego zaczynasz chodzić na randki – w ramach „projektu mąż”, „projektu żona”. W takich sytuacjach nie będziesz się dobrze bawić. To będzie jak seks wyłącznie w celach prokreacyjnych.
I przez dziurę w prześcieradle.
Zero funu – jesteś cały czas spięty, bo nie czujesz się komfortowo. To ma być randka?
Nic na siłę. Znam singli i singielki z wyboru. Wyglądają na osoby szczęśliwe i spełnione. Tak też można żyć, przynajmniej przez jakiś czas. Bo tu nie chodzi o samotność aż po grób, tylko o niepopadanie w desperację.
Kluczowe jest, by nie bać się samotności, ponieważ taki lęk napędza złe decyzje i złe wybory. Osoby samotne, które mają z tym problem, niekiedy randkują dla zabicia czasu, dla pobycia z kimś choć przez chwilę, wypicia wspólnie kawy, zjedzenia razem posiłku.
I to nie jest okej?
Kiedy przeraża mnie wizja samotnego wieczoru, wypełnianie tej pustki obcym człowiekiem, którego nawet nie mam ochoty bliżej poznać, nie jest dobrą metodą.
I chyba niezbyt etyczną.
To prawda. Fajnie jest być skupionym nie tylko na swoich potrzebach, ale też na potrzebach drugiej osoby. Bo takie spotkanie to także czas tej drugiej osoby. A ty, traktując kogoś jako wypełniacz czasu, zagłuszacz lęku przed samotnością, okłamujesz go.
Poza tym jest spore ryzyko, że będziesz się na takim spotkaniu nudzić. Zupełnie inną energię i wartość ma rozmowa z kimś, kogo jesteśmy ciekawi, a zupełnie inną – rozmowa prowadzona od niechcenia.
Czyli nie chodźmy na randki tylko dlatego, że boimy się samotności.
Nie chodźmy też po to, żeby zagłuszyć ból, żałobę po stracie dotychczasowej relacji. Wczoraj zerwałam z facetem albo on mnie rzucił, a dzisiaj biegnę na randkę, bo źle się czuję i nie umiem sobie z tym poradzić. To tak nie działa, randka nie powinna być plasterkiem.
Klin klinem to nie metoda w tej sytuacji.
Pacjenci często mi mówili, że kiedy bardzo dużo myśleli o swoich byłych, trudno im było naprawdę się zaangażować, nawet jak spotykali fajną i ciekawą osobę. No bo wyobraź sobie: przytulasz się do kogoś, a w myślach, w emocjach, w sercu masz ciągle kogoś zupełnie innego.
No to ile czasu powinno minąć od rozstania, żeby zacząć randkować?
Nie ma reguły, każdy zupełnie inaczej radzi sobie z rozstaniem. Pewne jest jedno: potrzeba czasu. Pewna moja pacjentka zalogowała się w aplikacji randkowej, żeby zagłuszyć ból po rozstaniu – no i żeby nie siedzieć w domu, bo czuła się samotna. Dosyć szybko zaczęła regularnie się spotykać z jednym z mężczyzn poznanych w tej aplikacji, ale nie chciała związku. Jednak wyszło to na jaw dopiero na jakiejś dziesiątej randce z tym facetem, kiedy zapytała, czego on szuka. Tymczasem on myślał, że w zasadzie już są razem.
Zaczęła randkować za wcześnie, potraktowała go jak plaster przeciwbólowy. Ale to świadczy też o braku komunikacji.
Tak. Ważne jest nie tylko ustalenie, na samym początku ze sobą, czego się chce, ale też komunikowanie tego – żeby nie robić innym fałszywych nadziei.
Po zerwaniu nie trzeba siedzieć w domu. Nawet powinno się z kimś spotkać, porozmawiać – z przyjaciółmi na przykład. Na kawie, na drinku, na obiedzie, na spacerze. Nie masz przyjaciół? W internecie można znaleźć grupy wsparcia dla osób po rozstaniu (a nawet po stracie i w żałobie). Rzucanie się w wir randek od razu po zerwaniu, a zwłaszcza po porzuceniu, jest według mnie motywowane potrzebą dowartościowania się. Niestety cudzym kosztem. Ale i swoim, bo w ten sposób spychamy na bok przepracowanie tego, co się wydarzyło.
Masz rację. Ale nawet jeśli chcesz iść na tę randkę po prostu tylko dlatego, żeby nie cisnąć przez cały wieczór serialu – napisz o tym. Jestem przekonana, że ktoś się zgodzi, bo też nie ma ochoty nudzić się w domu. Tylko nawet w takich okolicznościach warto przyjrzeć się swojemu stanowi emocjonalnemu. Jedna z moich pacjentek spędziła randkę z mężczyzną, który przez trzy godziny płakał, bo właśnie się z kimś rozstał.
On mógł sobie płakać nawet przez dziesięć godzin, ale czy ona przez tyle czasu naprawdę musiała to znosić?
Żal jej się go zrobiło i została z nim, ale później była zła na siebie, że nie wstała i nie wyszła.
Randki nie zastąpią terapii!
Kiedy nie przepracujesz zakończonej relacji, nie wejdziesz uczciwie w nową. Emocje będą się za tobą ciągnąć. Randki z takimi osobami zazwyczaj kończą się brakiem ciągu dalszego, bo te osoby wracają do domu, konfrontują się ze swoją samotnością i stwierdzają, że nie są gotowe na nową relację, więc blokują, ghostują. Za chwilę im się wydaje, że jednak są gotowe – i próbują od nowa. Nie róbmy tego sobie i innym. Zwłaszcza że na uczciwy feedback jest miejsce w każdym momencie: „Słuchaj, było fajnie, ale nie jestem gotowa”. Albo: „Jesteś fajna, chcesz relacji, ale ja nie chcę. Nie będę cię zwodzić”.
Jak można uczciwie i empatycznie przerwać komuś, kto płacze przy nas od godziny?
„Słuchaj, ja tu przyszłam na randkę i nie bardzo mam ochotę słuchać o twojej byłej dziewczynie. Widzę, że nie jesteś gotowy na coś nowego. Może po prostu wypijmy herbatę do końca i niech każde z nas pójdzie do swojego domu”.
Proste i dobre.
Jednocześnie nie oceniałabym tego płaczącego mężczyzny surowo.
Fajnie, że w ogóle otworzył się ze swoimi emocjami.
To po pierwsze. A po drugie, ile razy słyszałam od pacjentek – bo w większości przychodzą do mnie jednak kobiety – że spotkały się z kimś interesującym, ale nie były jeszcze gotowe na nowy związek. Jedna z nich odrzucała wszystkich jak leci: za chudy, za gruby, za wysoki, za niski, za głośno się śmieje... Dopiero po jakimś czasie zrozumiała, że to była tylko wymówka. Tak naprawdę bała się wejść w relację, bo musiałaby zmienić całe swoje życie. Tak więc jest duża szansa na to, że spotkasz kogoś takiego, kiedy zaczniesz randkować. Możesz doświadczyć odrzucenia, które nie będzie miało nic wspólnego z tym, jak wyglądasz, jak się zachowujesz, jakie sprawiasz wrażenie na drugiej osobie.
Myślę, że kiedy po jakimś czasie poczułbym się gotowy, mógłbym znowu zagadać do takiej „wstępnie odrzuconej” osoby. Rzecz jasna, wyjaśniając swoje zachowanie, choć najlepiej byłoby wyjaśnić je od razu. No ale rozmawiamy o tym, że nie wszyscy wiedzą od początku, bo nie wszyscy mają wgląd w siebie.
Rozmawiamy przede wszystkim o tym, że warto postarać się o taki wgląd. Natomiast wracać można nie tylko do dawnych randek, ale i do dawnych relacji. Ile jest par, które wróciły do siebie po rozwodzie! „Wtedy nie byłam gotowa. Teraz jestem. Spróbujemy jeszcze raz?”
Są także ludzie ubarwiający randkowaniem swoją rzeczywistość. Przestrzegałabym zarówno przed nimi, jak i przed zachowywaniem się tak jak oni.
Przed czym konkretnie?
W gabinecie i na Instaporadni często słyszę historie o osobach, które mają trudne związki, problemy w pracy, finansowe, a nawet z uzależnieniem czy ze zdrowiem – no i w ramach odskoczni instalują sobie aplikacje randkowe, na których flirtują, dostają uwagę. Można powiedzieć, że wykorzystują w tym celu innych. Dlatego zastanów się, jakie intencje towarzyszą twojej decyzji o rozpoczęciu randkowania.
O nieczystych intencjach oraz innych ciemnych stronach randkowania opowie nam detektyw w dalszej części książki.
Oczywiście nie chciałabym demonizować, bo jestem przekonana, że z aplikacji korzysta mnóstwo uczciwych ludzi, którzy po prostu chcą kogoś poznać i jest na to czas w ich życiu i którzy czują gotowość na to, żeby się z kimś wiązać. No ale nie od razu wiemy, z kim mamy do czynienia. Dlatego lepiej nie skakać na główkę do mętnej wody, której na dodatek dobrze nie znamy.
Ale wróćmy do tego, że to my jesteśmy tą wodą – dla kogoś i dla siebie.
Najpierw zobacz siebie w jej tafli, przejrzyj się w niej, a następnie zrób wszystko, żeby twoje intencje były czytelne i klarowne dla innych.
Z drugiej strony nie jest tak, że chodzenia na randki nie można traktować jako lajfstajlu. Można. Mam pacjentkę, która dużo podróżuje i w każdym nowym miejscu loguje się na Tinderze, a niekiedy robi to z dużym wyprzedzeniem i z jasno wyrażonym komunikatem, że wybiera się tam i tam i że szuka przewodnika. A potem spotyka się z mężczyznami, którzy już na dzień dobry wiedzą, czego się spodziewać po takiej randce. To jest jak najbardziej okej.
A jeśli przeglądam się w wodzie i widzę kogoś, kogo nie akceptuję?
Zależy, co masz na myśli. Niektórzy w ogóle nie akceptują tego, że w jakimś sensie „muszą” założyć profil w aplikacji randkowej. Oczywiście wiemy, że nie muszą, ale wiemy też, że wiele osób odczuwa pod tym względem presję.
Mam nadzieję, że po lekturze naszej książki przestaną ją odczuwać.
Nawet jeśli „nie musisz”, ale chcesz założyć sobie ten profil, może się pojawić wstyd, że to robisz.
Dlaczego?
Ludzie niekiedy boją się oceny społecznej, tego, że ktoś ich na przykład zobaczy – ktoś z pracy albo z sąsiedztwa. Zawsze im powtarzam: jeśli ktoś cię tam zobaczył, to znaczy, że też tam jest.
No dobrze, jeden lęk rozbrojony.
Kolejny pojawia się, gdy wrzucasz swoje zdjęcie. Wystawiasz się na ocenę. I jeśli wcześniej nie przepracujesz ze sobą rozmaitych skutków tej sytuacji, to będziesz mieć problem, bo przecież na tym polega randkowanie online: ktoś ciągle ocenia twój wygląd.
Więc kiedy apelujemy „przyjrzyj się sobie”, mówimy też o akceptacji siebie.
Oczywiście! To jest kluczowe. W aplikacjach w pierwszym rzędzie jesteśmy oceniani po wyglądzie. Tak już jest, z tym nie da się polemizować, mimo że jako ludzie mamy przecież o wiele więcej do zaoferowania.
Jeśli dołączasz do tej gry, musisz respektować jej reguły. Ale nie tak łatwo poradzić sobie na przykład z lękiem przed odrzuceniem.
Są badania, które niestety jasno pokazują, że funkcjonowanie w aplikacjach randkowych wpływa na negatywny odbiór swojego ciała. Poza tym wiele osób frustruje się z powodu braku matchów albo tego, że niewiele z nich wynika. Na to też trzeba być przygotowanym, zwłaszcza kiedy ma się niską samoocenę.
Przyjrzyj się swojej samoocenie.
Właśnie tak. Co o sobie myślisz? Osoby z wyższą samooceną, które mają poczucie, że są okej, nawet kiedy zostaną zghostowane, pomyślą: „jego strata”. Dla osób z niską samooceną to będzie dramat wywołujący myśli: „Jestem wadliwa”, „Nikt mnie nie zechce”, „Co jest ze mną nie tak?”. Pamiętajmy, że randkowanie to narażanie się na nagłe urwanie kontaktu przez osobę, z którą już przeszliśmy etap matchu, a często nawet poznania się na żywo. Znowu: tak już jest, taka jest uroda randkowania i trzeba być na to przygotowanym. Dlatego przestrzegam przed uzależnianiem poczucia własnej wartości od tego, z iloma osobami piszesz, z iloma się spotykasz.
Ale to nie znaczy, że randkowanie nie jest dla osób z niską samooceną.
Oczywiście! Jest dla wszystkich! Rozmawiamy o świadomości tego, gdzie ma się te słabsze punkty, które mogą nam zaburzyć czerpanie przyjemności z randkowania.
Pamiętam jedną z uczestniczek warsztatów, które prowadziłam. Miała wiele negatywnych przekonań na swój temat i z uporem szukała potwierdzenia tego, co myślała na własny temat i czego się spodziewała. Spotykała się z mężczyzną, który w jej oczach jawił się jako spełnienie marzeń. Atrakcyjny fizycznie, bardzo bystry, lubiany i towarzyski. Ona sama stroniła od ludzi i nie lubiła wypowiadać się w grupie z obawy przed tym, że nic mądrego nie powie. Pewnego dnia ten mężczyzna zaprosił ją na imprezę urodzinową swojego przyjaciela. Ona najpierw się zastanawiała, jak może odmówić, później zaczęła się przygotowywać, a na koniec wybrała się z nim na imprezę. Bardzo się tam męczyła (chociaż wszyscy byli do niej życzliwie nastawieni, on nie opuszczał jej nawet przez chwilę), a wysiadając z auta, powiedziała, że do siebie nie pasują i więcej się nie spotkają. Zapytałam, dlaczego tak zdecydowała. Stwierdziła, że on był dla niej za fajny i prędzej czy później zorientowałby się, że jest beznadziejna, i by ją zostawił. Przez takie przekonania zrezygnowała z szansy na związanie się z ciekawym i atrakcyjnym mężczyzną.
Trzeba coś robić z takimi przekonaniami.
Trzeba nad nimi pracować. Można je porównać do oprogramowania. Nasze przekonania na własny temat to oprogramowanie, które mamy. Wszystko, co robimy, jest przez nie sterowane. Bo jeżeli w coś bardzo wierzę, na przykład w to, że jestem brzydka, że nikt mnie nie będzie chciał, no to kiedy ktokolwiek podejdzie do mnie i powie: „Boże, jaka ty jesteś ładna”, ja w to nie uwierzę. Albo zacznę deprecjonować w swoich oczach tę osobę, a w najlepszym razie pomyślę: „Okej, jakimś cudem trafił się jeden”.
Z mądrości i podań ludowych płynie wniosek, że każda potwora znajdzie swojego amatora, ale też, że każda potwora jest tak naprawdę zaklętą piękną księżniczką.
Odczarowujmy się. Odczarowujmy też rzeczywistość, bo nasze przekonania na jej temat również mogą wpływać negatywnie na nas i na nasze decyzje. Spotkałam się z opiniami osób z mniejszych miejscowości, że randkowanie jest nie dla nich, bo wszyscy wokół i tak są sparowani, często już od czasów podstawówki. A ja pytam: skąd wiesz, skoro nawet tego nie spróbujesz? Zadałam to pytanie pewnej nauczycielce z niewielkiej miejscowości, kobiecie z prawdziwym powołaniem, którą pochłonęła praca z dzieciakami nie tylko w szkole, ale i w domu dziecka, a to się wiąże z nocnymi dyżurami. Ona uznała, że będzie sama, bo nie ma z kim randkować. Ale kiedy podrążyłam, okazało się, że czuje się samotna i bardzo by chciała kogoś poznać.
Próbowała?
O to chodzi, że nie próbowała, poddała się nawet nie na starcie, lecz przed startem. „Najpierw pochłonęły mnie studia, potem praca. Za późno się obudziłam”, oznajmiła. Ale na poznanie kogoś nigdy nie jest za późno! Nie ma czegoś takiego jak „przegapienie swojego momentu”. Na twoim miasteczku Polska się nie kończy. Skąd wiesz, czy nie spotkasz kogoś, kto będzie chciał się dla ciebie przeprowadzić? Próbuj! Zresztą, może się okazać, że nawet w tym miasteczku są fajni single z drugiego, trzeciego rozdania. Ludzie rozstają się i szukają dalej. Coraz rzadziej wiążą się na całe życie. Trzeba próbować.
Przyjrzyj się uważnie temu, co według ciebie cię ogranicza, i zastanów się, czy te ograniczenia nie są aby tylko w twojej głowie.
Bardzo często okazuje się, że są tylko w twojej głowie. Wygląd, wiek, status materialny, miejsce zamieszkania, historia związkowa – żadna z tych rzeczy nie przekreśla twojej szansy na udaną relację. Próbuj!
Moja znajoma bardzo aktywnie próbowała kogoś poznać. Rozmowy z nowo napotkanymi mężczyznami zaczynała od pytań, czy są singlami. Nie uważała, że to niestosowne, ale ktoś jej zwrócił uwagę, że zachowuje się jak desperatka, i to ją zablokowało.
Ona robiła fajną rzecz – badała terytorium. Nie dostrzegam w takim zachowaniu żadnej desperacji.
Ja też. Chciała po prostu wiedzieć, na czym stoi. Ale „desperatka”, tak jak „histeryczka”, jest słowem, którym często rzuca się w kobiety, usiłując je zawstydzić. Rozprawmy się z mitem desperatki.
Nie lubię tego określenia. Każdy człowiek ma prawo chcieć być w związku. Albo nie chcieć. I jeśli chce, jeśli mu zależy, ma prawo okazywać, że mu zależy.
Często też mówi się „desperatka” o kobiecie, która ubiera się w określony sposób – przez innych uznany za wyzywający. A przecież każdy ma prawo do ekspresji siebie również przez ubiór.
Desperacja jest w oczach patrzącego.
Z tego, co mówisz, wynika, że twoja znajoma sama uznała się za desperatkę. Ja miałam taką pacjentkę: bardzo chciała kogoś poznać, chodziła w tym celu na wiele imprez, ale towarzyszyło jej przy tym poczucie, że ma na czole napisane, że szuka faceta, a to w jej przekonaniu skazywało ją na niewielkie szanse.
Dlaczego?
Uznała, że wszyscy będą przed nią uciekać.
A uciekali?
Nie wydaje mi się. Jest za to pewne, że sama ze sobą poszła na kompromis, że skoro jest rzekomo taką desperatką, to zgodzi się na relację poniżej swoich oczekiwań, żeby po prostu być z kimś.
Ten przede mną nie ucieka, to biorę go, bo następnego może nie być.
I to jest rzeczywiście desperacja – i przed wpadaniem w taką pułapkę chciałabym przestrzec. Tutaj znowu kłaniają się lęk i obawa o to, że do końca życia będzie się samemu.
„My loneliness is killing me”, śpiewała Britney Spears.
Nie pozwólmy lękom za nas decydować.
Niech nasze wybory będą nasze.
O to chodzi. „Desperatka” to tylko etykieta, nie jest twoja, ktoś ją do ciebie przykleił, a ty ją możesz bez problemu odkleić. Na tym zresztą dosłownie polega jedna z technik radzenia sobie z takimi etykietami: „desperatka”, „puszczalska”, „histeryczka”, „brzydka”, „stara panna”. Wizualizujesz je sobie, a następnie je z siebie odklejasz, po czym gnieciesz i wyrzucasz.
Do kosza!
Możesz też siebie zapytać, czy to jest fakt, czy czyjaś interpretacja. Czy ten, kto ci to zarzuca, ma jakiś dowód? Zapytaj go, czy ma kompetencje, żeby oceniać cię w taki sposób. Czy ma specjalizację z desperacji? Czy jest ekspertem od desperatek? Zadając te pytania, wzmacniasz swoje granice.
Wreszcie – warto po prostu powiedzieć, że to jest manipulacja, że ty w ogóle nie przyjmujesz tej etykiety, że tej drugiej osobie nie uda się ciebie zawstydzić, bo ty po prostu przyszłaś do klubu szukać faceta i kropka. Graj w otwarte karty. W klubach wiele osób dąży do tego, żeby kogoś poznać. Kobiety poprawiają włosy, mężczyźni się prężą. Czy oni wszyscy są desperatami? Czy każdy człowiek chodzący do klubu jest desperatem czy desperatką? No nie.
Ani ty nie jesteś desperatką, ani ten, który cię podrywa, nie jest desperatem. To element naturalnej ludzkiej gry. Zwierzęta też się tak zachowują. Czy stroszenie piór przez pawia to przejaw desperacji? Nie, to rytuał godowy.
Paw to bardzo dobra metafora. Tyle się mówi o pawiej dumie. Paw nie ma ze sobą problemu. A ty, kiedy po prostu czujesz, że wszystko jest z tobą okej, że jesteś fajnym człowiekiem, ciekawym, że możesz się podobać, wtedy nie masz oporów, żeby zagadać, i nie przejmujesz się tym, jak to zostanie odebrane. Ja jestem okej, ty jesteś okej, możemy się sobie spodobać albo nie. Ale... jest jedno ale.
A jednak!
Pamiętaj, że nawet kiedy jesteś pawiem, to może nie być twój dzień. Każdy ma prawo do gorszej formy. Zapytaj siebie: Czy to jest mój dzień? Może dziś sobie odpuszczę, bo jestem zmęczona, przepracowana, trochę chora i nie dam z siebie na randce tyle, ile chciałabym dać? Może czuję się dziś mniej atrakcyjna? Może zapomniałam rano umyć włosy, a jest to dla mnie ważne, żeby dobrze wyglądać?
Nie chodzi o to, żeby cisnąć na siłę, nie zachęcamy do tego. Trzeba też wiedzieć, kiedy odpuścić – w zgodzie ze sobą.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Przypisy są dostępnetylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Projekt okładkiKarolina Żelazińska-Sobiech
Zdjęcia na okładceAleksandra Panek
Redaktor prowadzącyDominik Leszczyński
Redakcja i korektaEwa Nosarzewska, Teresa Zielińska
Copyright © by Magdalena Chorzewska, Przemysław Pilarski, 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026
Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.
ISBN 978-83-8360-398-8
Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
