Miss Bee i zimowy książe - Alessia Gazzola - ebook + książka

Miss Bee i zimowy książe ebook

Alessia Gazzola

0,0
46,00 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Kryminalna zima w Alconbury Hall na angielskiej prowincji – polowania, tajemnicze zniknięcia, burze śnieżne i… burze uczuć Derbyshire, grudzień 1924. Tego roku Boże Narodzenie w Alconbury Hall, wiejskiej posiadłości rodziny Lennoxów, jest wyjątkowo zimne. Tak zimne, że nawet obficie lejąca się sherry nie jest w stanie rozgrzać serca lady Millicent Carmichael, dyktującej swoje nieprzyzwoite wspomnienia nowej sekretarce Beatrice Bernabò, zwanej Miss Bee. Jej serce z kolei rozgrzewa żar młodości. A może to zasługa Juliana Lennoxa? Rezydencja żyje ustalonym rytmem zgodnym z wielowiekowymi angielskimi tradycjami, a rozmowom przy kolacjach akompaniuje trzask polan w kominkach. W doborowym towarzystwie jednym z gości jest niesłychanie przystojny rosyjski arystokrata Alexander Aliankow, ponury i chłodny jak na zimowego księcia przystało. Jednak mimo pozornie sielskiej świątecznej atmosfery Beatrice czuje narastające napięcie. Przerodzi się ono wkrótce w ciąg bardzo nieprzyjemnych zdarzeń, a oskarżenie o kradzież to zaledwie początek… Czy Miss Bee zdoła rozwiązać kolejną zagadkę kryminalną w kręgach angielskiej socjety?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 293

Rok wydania: 2026

Data ważności licencji: 1/14/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Miss Bee e il principe d’inverno

Longanesi & C © 2025 – Milano

Copyright © 2026 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga

Copyright © 2026 for the Polish translation by Aneta Banasik

(under exclusive license to Wydawnictwo Sonia Draga)

Projekt graficzny okładki: Ilona Gostyńska-RymkiewiczGrafika na okładce: © taxiro/AdobeStock; © MatandSterre/AdobeStock;

© umut hasanoglu/AdobeStock

Redakcja: Dorota Szatańska

Korekta: Joanna Rodkiewicz, Iwona Wyrwisz

ISBN: 978-83-68542-29-5

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórców i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl

WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.

ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice

tel. 32 782 64 77, e-mail: [email protected]

www.soniadraga.pl

www.facebook.com/WydawnictwoSoniaDraga

E-wydanie 2026

Występują:

Beatrice Bernabò, 22 lata, córka profesora italianistyki, która przeprowadziła się z Florencji do Londynu

Leonida Bernabò, jej ojciec

Clara Bernabò, jej starsza siostra, żona Hugh Blunta

Lucilla Bernabò, 9 lat, jej młodsza siostra

Pani Pratt, gosposia i kucharka rodziny

W Alconbury:

Lord Julian Lennox, jedenasty wicehrabia Warthmore

Lady Octavia Charteris, młodsza córka hrabiego Durrington, zaręczona wcześniej z Alastairem, jednym ze starszych braci Juliana

James Charteris, hrabia Durrington, ojciec Octavii

Millicent Lennox zwana też lady Carmichael, wdowa, ciotka Juliana, siostra dziewiątego wicehrabiego Warthmore

Alexander Aliankow, rosyjski książę przebywający na emigracji po rewolucji lutowej w Rosji, krewny lady Carmichael

Neville Harclay, generał armii Jego Królewskiej Mości w stanie spoczynku

Sir Percival „Percy” Wade, długoletni przyjaciel Alastaira Lennoxa

Georgiana Wade, żona Percy’ego

Maggie Wade, 7 lat, córka Percy’ego i Georgiany

Sir Horace Westbrook, historyk i przyjaciel Lennoxów

Hester Westbrook, córka sir Horace’a

Lady Louisa Lennox, matka Juliana

Lady Charlotte Lennox, młodsza siostra Juliana

Sir Louis Nettleby, właściciel Nettleby House, posiadłości graniczącej z Alconbury

Dexter, majordomus

Mary, pokojówka lady Carmichael

Pozostałe osoby:

Archer Blackburn, nadinspektor Scotland Yardu

Clarissa Walden, pielęgniarka, wolontariuszka w Bombaju

Christine Walden, jej siostra

Carlo Scandiani, przyjaciel Leonidy

Gianandrea Verduno Conti, ambasador Włoch w Zjednoczonym Królestwie

Margherita, jego żona

DERBYSHIRE 1924

1Sherry flip ciotki Millicent

W Alconbury Hall właśnie świętowano Boże Narodzenie. Zważywszy na to, że posiadłość sprawiała wrażenie ilustracji wyjętej z książki z bajkami, o tej porze roku atmosfera stawała się tam niemal magiczna. Pokryte szronem trawniki w ogrodzie mieniły się blaskiem, a – mimo wcześnie zapadającego zmierzchu – rozległą siedzibę otaczało ciepłe światło obietnic.

Beatrice Bernabò rozpierało szczęście, że dane jej było znaleźć się w tym miejscu.

– Zapisałaś dokładnie wszystko, co ci podyktowałam? Słowo w słowo?

Lady Millicent Carmichael, która zatrudniła ją w charakterze osobistej sekretarki, zdawała się całkowicie odporna na zalew naiwnej słodyczy towarzyszącej świątecznej atmosferze. Czułość okazywała jedynie Fanny – brzydkiej jak siedem nieszczęść małpce, którą przed sześcioma miesiącami przywiózł jej z Indii bratanek Julian. Lady Carmichael miała do niego wyraźną słabość.

W praktyce zadaniem Beatrice było spisywanie wspomnień damy, które miały zostać później wydane anonimowo, aby – jak twierdziła sama zainteresowana – „doprowadzić co niektórych do białej gorączki”. Dziewczyna uznawała je z jednej strony za nieco gorszące, z drugiej zaś za dość zabawne, jako że styl milady charakteryzował się swoistą niedbałą perfidią.

Siedząca za biurkiem Beatrice właśnie potwierdziła ostatnie zapisane słowa.

– Tak, pewna kobieta medium zapewniła waszą dostojność, że jest pani reinkarnacją madame de Pompadour. Czy zechce pani wyjaśnić, co oznacza pojęcie „reinkarnacja”?

– A co tu jest do wyjaśniania?

– Być może nie wszyscy wiedzą, o co chodzi.

– Ty możesz nie wiedzieć, bo pochodzisz z zacofanego, katolickiego kraju.

Beatrice nie lubiła wysłuchiwać obelżywych uwag pod adresem nieszczęsnej, acz urokliwej Italii, znajdującej się w owym czasie w szponach brutalnej, prostackiej dyktatury, ale starała się powstrzymywać przed komentowaniem stwierdzeń lady Carmichael.

– Ty też jesteś wcieleniem kogoś innego. Albo czegoś innego – Millicent podjęła przerwany wątek. – Dusza może wcielać się nawet w minerały, wiesz o tym?

– Na przykład w diamenty? – zainteresowała się Beatrice pochylona nad kartkami, które usiłowała uporządkować.

Ciężko opadające powieki Millicent sprawiły, że zmrużyła oczy. Tę swoją dotkliwą bolączkę próbowała tonować za pomocą okładów z lodu, żywiąc nadzieję, że pewnego dnia ktoś odkryje jakiś skuteczniejszy środek. Byłaby gotowa zapłacić za niego każdą cenę. „Tak naprawdę wciąż jest bardzo piękną kobietą. Ma jedwabistą, niemal pozbawioną zmarszczek skórę, a włosy, choć farbowane, wyglądają naturalnie i młodo. Jej ciało jest jędrne, a dłonie gładkie”, pomyślała Beatrice.

– Nie wierzysz mi, prawda?

– Chyba po prostu obawiam się innego życia niż to, które przypadło mi w udziale. Przecież mogłoby się okazać mniej wygodne czy mniej szczęśliwe.

Lady Carmichael instynktownie zmarszczyła czoło, lecz niemal natychmiast się zreflektowała, przybierając neutralny wyraz twarzy: jak dżumy powinna przecież unikać takich grymasów, aby zachować gładką skórę.

– Cieszę się twoim szczęściem, skoro uważasz, że to najlepsze życie, jakie może ci się przytrafić.

„Jakżeby mogło być inaczej?”, pomyślała Beatrice. Wszystkie jej zmysły działały należycie, a ona potrafiła czerpać radość z każdego z nich. Mieszkała w takim wyjątkowym mieście jak Londyn, miała ciepły dom i sypiała w pachnącej pościeli. Żyła w świecie, który świętował Boże Narodzenie. Flirtowała od rana do wieczora.

Lady Carmichael wyrwała ją z zamyślenia prośbą:

– Moja droga, czy mogłabyś mi przynieść szklaneczkę mojego sherry flip?

Rzeczywiście dobiegała już czwarta po południu, a koktajl na bazie wiśniówki oraz syropu cukrowego i jajek, z cienką warstwą startej gałki muszkatołowej na wierzchu, stanowił okryty tajemnicą podwieczorek arystokratki, utajniony do tego stopnia, że milady nie życzyła sobie, aby to służba przygotowywała jej ten napój. Nie miała do nich zaufania i obawiała się, że wieść o jej przyzwyczajeniu dotrze do uszu bratowej, lady Louisy Lennox, matki Juliana. Obie panie od zawsze gorąco się nie znosiły, a Millicent zupełnie nie dbała, by zachować to w tajemnicy.

– Oczywiście, proszę pani.

Kiedy Beatrice podniosła się z krzesła, poczuła na sobie wzrok lady Carmichael. Dama już dawno zdążyła jej obwieścić, że jest zbyt chuda i blada, Beatrice nie miała więc złudzeń, iż znajdzie w jej oczach cień aprobaty.

– Przygotuj drinka również dla siebie.

– Dobrze, proszę pani.

„Brakuje mi tylko alkoholu o czwartej po południu. Jakbym nie miała i tak wystarczającej ilości powodów, żeby czuć się podchmielona, odkąd tu jestem”, pomyślała Beatrice.

Uchyliła jedno z okien, zostawiając wąską szparę, aby przewietrzyć pomieszczenie, gdzie unosił się zapach kwiatów, którym nie zmieniono wody, po czym chwyciła za klamkę. Wychodząc, zdążyła jeszcze mruknąć „zaraz wracam” i w tej samej chwili podskoczyła jak oparzona – przestraszona głośnym wrzaskiem: „Haaa!”.

Dostrzegając Juliana, wybuchła:

– Ale z ciebie diabelskie nasienie!

Poza niebudzącym wątpliwości faktem przynależności do grona licznego potomstwa Lucyfera Julian Lennox był również jedenastym wicehrabią Warthmore oraz właścicielem Alconbury Hall. Zaledwie dwa lata starszy od Beatrice, chętnie przychylił się do jej prośby i skutecznie zajął się przekonaniem ciotki, aby zatrudniła dziewczynę. Dla Beartice Bernabò, urodzonej we Włoszech córki profesora italianistyki na Uniwersytecie Londyńskim i przyjaciela ambasadora Włoch w Zjednoczonym Królestwie, alternatywą mogła być tylko praca w ambasadzie rodzinnego kraju, wobec czego zajęcie w Alconbury wydawało się tysiąc razy atrakcyjniejszą propozycją.

Julian zaśmiał się cicho.

– Czekałem na panią. Najwyższy czas na sherry flip ciotki.

– Prawie o nim zapomniała. Miał pan zamiar czatować pod drzwiami przez pół godziny?

– Nigdy nie zapomina napić się po południu.

Beatrice przyjrzała mu się dokładniej. Julian miał na sobie średniowieczną kolczugę, co sprawiło, że poczuła się zakłopotana bardziej niż zwykle. Czasami nosił ubrania nieprzystające do okoliczności i uważał, że to zabawne. „W języku angielskim – pomyślała Beatrice – istnieje odpowiednie słowo pasujące do wicehrabiego: quirky”. Niestety, nie mogła sobie przypomnieć włoskiego odpowiednika.

– Dlaczego tak się pan ubrał?

– Bronię swoich włości – odpowiedział z całą powagą.

– Nie jest panu zimno?

– Panienko, moje ciało nigdy nie przestaje płonąć.

Nie należało z entuzjazmem przyjmować tak krępujących żartów. Beatrice dobrze o tym wiedziała i rzuciła mu wyniosłe spojrzenie.

– Mogę się dowiedzieć, co pan teraz zamierza? Zejdzie pan ze mną do kuchni?

Lord Warthmore zawahał się przez chwilę.

– Chyba lepiej nie.

– Milord nie odwiedza niskich sfer?

– Nie chcę wprawiać służby w zakłopotanie.

– Cóż za wspaniałomyślność!

– Istotnie, służące mnie uwielbiają.

– Może dlatego, że wszystkie je pan uwodzi?

Julian zaczął udawać, że poważnie rozważa taką ewentualność.

– Wszystkie? – bąknął, przyjmując zadumany wyraz twarzy, następnie rozpoczął liczenie na palcach, szeptem wymieniając żeńskie imiona.

– Och, proszę przestać… – przerwała mu Beatrice i ruszyła w stronę kuchni, zmuszając go, by podążył za nią. Lord zwykle poruszał się w specyficzny sposób, jakby stąpał po chmurach, tym razem jednak przyspieszył kroku.

– Nie jest pani ciekawa, co mam do powiedzenia?

Beatrice odwróciła się.

– Co chciał mi pan powiedzieć, wasza lordowska mość?

– Chciałbym zaprosić panią na spotkanie.

Dziewczyna podniosła wzrok.

– Ach tak?

– Dziś w nocy.

Teraz patrzyli sobie w oczy. Szarozielone tęczówki wicehrabiego w słabym świetle przybierały ciemny odcień dna morskiego. W oczach Beatrice zabłysły bezczelne ogniki.

– Będziemy sami? – zapytała.

Jego lordowska mość nie krył oburzenia.

– Oczywiście, że nie. Za kogo mnie pani uważa?

Beatrice dobrze wiedziała, że żartuje, lecz przygryzła tylko dolną wargę i uściśliła:

– Spotkanie jest dla dwojga, a wystarczą trzy osoby i już mamy party.

– W porządku, może być party. Dziś w nocy w ogrodzie zimowym.

– Kto tam będzie?

– Och, ci co zawsze. Oczywiście kuzyn Alexander i reszta narwańców z sąsiedztwa.

Alexander Aliankow był synem jednej z sióstr lorda Carmichaela, która poślubiła rosyjskiego księcia. Po rewolucji przeprowadził się z rodzicami do Anglii, korzystając z przywilejów, jakie dawało mu odziedziczone po matce obywatelstwo. Był nieprzyzwoicie przystojny, a jednocześnie naznaczony śladem melancholii i nieszczęścia na wzór jednego z braci Karamazow. Lady Carmichael czuła do niego szczere przywiązanie, a Julian nazywał go kuzynem, choć w rzeczywistości nie łączyły ich więzy krwi.

– A Octavia? – Beatrice zainteresowała się obecnością lady Octavii Charteris, która ostatnio stała się niemal jej przyjaciółką.

Julian pokręcił przecząco głową.

– Octavia jest w żałobie, kiedy tak jej wygodnie.

Beatrice zdawała sobie sprawę, że Julian ma na myśli swojego starszego brata Alastaira, narzeczonego Octavii, który zmarł w lutym. Wicehrabia odziedziczył po nim tytuł, włości i masę kłopotów. To było też pierwsze Boże Narodzenie bez Alastaira i Beatrice, nie po raz pierwszy, zastanawiała się, jak Julian radzi sobie z żałobą. On sam unikał tego tematu, co pozwalało się domyślać, że nadal bardzo przeżywa stratę, chociaż stara się tego nie okazywać.

– A poza tym ona nie cierpi przyjęć. Czyli jej nie będzie – dodał.

– Spróbuję z nią porozmawiać, może uda mi się ją przekonać.

W międzyczasie dotarli na koniec długiego korytarza kończącego się schodami prowadzącymi do kuchni.

– A panna Hester Westbrook? – nie dawała za wygraną Beatrice.

– Nie sądzę, by wiedziała o przyjęciu. Przynajmniej nie ode mnie.

– Julianie, jest pan nieuprzejmy.

– Ależ skąd. Po prostu myślę, że o tej porze będzie już spała.

– Jeśli się dowie, zrobi jej się przykro. O co chodzi? – zapytała, dostrzegając, że lord wpatruje się w nią oczami wąskimi jak szparki.

– Martwi się pani o samopoczucie córki swojego pretendenta? – Julian intonacją podkreślił ostatnie słowo odnoszące się do sir Horace’a Westbrooka, wdowca i ojca Hester, przyjaciela lady Lennox z lat młodości. Mężczyzna o urodzie płetwonoga rzeczywiście sprawiał wrażenie oczarowanego urokiem Beatrice, pomimo że ta była niewiele starsza od jego jedynej córki.

– W naszych czasach poważny pretendent jest towarem nie do pogardzenia.

– Mógłbym się za panią wstawić – oświadczył lord z anielską miną.

– Naprawdę? Mógłby pan? Jak to miło z pana strony. Wolałabym jednak, gdyby się pan wstawiał u księcia Aliankowa.

Julian przyjął odpowiedź bez mrugnięcia okiem, udając zamyślenie, po czym odparł:

– Zapomniałem o pani fatalnych skłonnościach do blondynów o melancholijnym usposobieniu.

Beatrice zachmurzyła się na chwilę, jak zresztą za każdym razem, kiedy przypominała sobie Kita Ashbury’ego, który był rasowym blondynem, a czasami bywał też nieco melancholijny. Jakiś czas temu żywiła przekonanie, że jest w nim zakochana. I chociaż zapewne nie była to prawdziwa miłość, to wspomnienie nadal paliło jej trzewia. Na domiar złego Kit był najlepszym przyjacielem Juliana.

– Ma pan od niego jakieś wieści?

Nie było potrzeby wymieniania imienia. Żadne z nich nie miało wątpliwości, że Kit w jakiś sposób ciągle stoi między nimi. Z informacji Beatrice wynikało, że obecnie przebywa w Indiach i nikt nie zna daty jego powrotu. Jednak nawet gdyby wrócił do kraju, nic by to nie zmieniło, gdyż już wcześniej zniknął z jej życia, pozostawiając po sobie różne wspomnienia, zarówno piękne, jak i te mniej przyjemne oraz broszkę w kształcie pszczoły, z którą Beatrice nigdy się nie rozstawała. Teraz też miała ją wpiętą w kołnierzyk bluzki.

– Nie, żadnych wieści. A pani? – rzucił ostrożnie.

Beatrice pokręciła głową, próbując zachować obojętność, podczas gdy on pochylił się, by uchwycić jej spuszczony wzrok.

– Wobec tego uroczyście wykluczam ten temat z naszych rozmów raz na zawsze.

Zresztą biorąc pod uwagę, jak potoczyły się wówczas dalsze wydarzenia, żadne z nich nie było mu winne lojalności. A mimo to oboje zachowali się wobec niego przyzwoicie.

Przytaknęła, uznając, że to słuszna propozycja. Julian wyciągnął rękę do broszki w kształcie pszczoły, jakby chciał ją odpiąć, ale Beatrice go powstrzymała. Nie rozstawała się z klejnotem, bo przypominał jej o przykrościach, jakich doświadczyła ze strony Kita i jego matki Minervy, a w konsekwencji wyżej ustawiła sobie poprzeczkę: niełatwo się zakochiwała, ale też trudniej było ją zranić. Jeszcze nie wiedziała, czy to lepiej, czy gorzej, ale czuła, że powinna pamiętać o tej zasadzie również w relacjach z wicehrabią Warthmore.

– Nie – ucięła – broszka zostaje na swoim miejscu.

Julian westchnął głęboko i przyglądał się jej w milczeniu. Cofnął dłoń, unikając zbędnych komentarzy. Po prostu zmienił temat:

– Jeśli będzie pani dłużej zwlekać, ciotka zostanie abstynentką.

– Julianie… zanim się pożegnamy, chciałabym zadzwonić do mojej siostry Clary. Nie ma pan nic przeciw temu?

– Oczywiście, że nie. A jak ona się czuje?

Beatrice powiedziała mu kiedyś, że jej starsza siostra źle znosi ciążę, a ona bardzo się tym martwi.

– Wygląda na to, że dobrze. To jeden z tych przypadków, gdy brak wiadomości to już dobra wiadomość.

Pokiwał głową ze współczuciem i dodał tylko:

– Nie będę pani zabierał więcej czasu. Zobaczymy się przy kolacji i później w nocy.

– Jesteśmy umówieni.

I rzeczywiście, spotkali się ponownie podczas kolacji. Zasiedli do stołu w trzynaście osób, jak nakazywała rodowa tradycja Lennoxów. Rodzinny wieczór w konwencji black tie.

Lady Louisa Lennox, matka Juliana, ubrana w ciemnofioletową suknię w stylu edwardiańskim, z rzadka udzielała się w rozmowie. Natomiast siedzący naprzeciwko sir Horace Westbrook perorował niestrudzenie przez cały czas.

– Etrurię zamieszkiwali przedstawiciele niezwykle rozwiniętej cywilizacji, która zdominowała niemalże cały Półwysep Apeniński. Niestety, jak to zwykle bywa, Etruskowie zostali wyparci przez inne plemiona, dzikie i prymitywne, ale za to bardziej waleczne i okrutne. Jednakże prawdziwy dylemat tkwi w następującej kwestii: czy wierzyć Herodotowi, według którego Etruskowie przybyli do Italii z Lidii w Azji Mniejszej, czy też przyjąć wyjaśnienie Dionizjusza z Halikarnasu utrzymującego, iż pochodzili z samego Półwyspu Apenińskiego?

Miejsce obok historyka zajął książę Alexander posługujący się doskonałą angielszczyzną na poziomie rodzimego użytkownika, którym zresztą był, lecz ze śladem słowiańskiego akcentu nadającym mu cechy wyniosłości. W ciągu ostatnich tygodni Beatrice odkryła łączące ją z księciem podobieństwo, gdyż oboje byli cudzoziemcami i w związku z tym, pomimo serdeczności i nienagannych manier, z jakimi ich przyjęto i traktowano, nie znajdowali się na swoim miejscu. Ród Alexandra stracił władzę, a jego tytuł ani w Anglii, ani w Rosji nic już nie znaczył, natomiast Beatrice bez wątpienia była przedstawicielką mieszczaństwa.

Siedziała obok Octavii, która sprawiała wrażenie tajemniczej i niepokojącej niczym martwa bogini, gdy patrząc na Alexandra, szepnęła jej do ucha:

– Dopuszczam myśl, że znowu mogą mi się podobać chłopcy.

– Rzeczywiście odznacza się nieziemską urodą – stwierdziła Beatrice, gdyż nie można zaprzeczać niepodważalnym faktom.

– Georgiana Wade dosłownie pożera go wzrokiem. Nawet jej mąż to zauważył.

Sir Parcival Wade był młodszym synem markiza Sutherland i najlepszym przyjacielem Alastaira Lennoxa. Z żoną Georgianą wychowywali siedmioletnią córkę, Maggie. Oboje wzbudzali w Beatrice nieustającą sympatię, ponieważ charakteryzował ich całkowity brak sztuczności w zachowaniu.

– Tak uważasz?

– Moją ulubioną rozrywką jest obserwowanie ludzi, którzy nie zdają sobie z tego sprawy. Percy jest załamany. Cóż jednak może zrobić? Wyższość księcia jest porażająca. A miłość łączy się z cierpieniem.

– Octavio – zaczęła Beatrice z zamiarem zmiany tematu – przyjdziesz na party dziś w nocy? Bardzo cię proszę.

– Nie cierpię przyjęć.

– Wiem, Julian mi powiedział. Mimo to przyjdź.

– Nudzi mnie przyglądanie się, jak z nim flirtujesz – rzekła Octavia.

– To aż tak widać? – zapytała Beatrice zmieszana.

Octavia rzuciła jej ironiczne spojrzenie.

– Ależ skąd, nic nie zauważyłam – odrzekła z sarkazmem.

Beatrice się zaczerwieniła. Wiedziała, że niewinna gra z Julianem może naruszyć ustalone granice. Jednak jeśli zbliżając się zbytnio do ognia, ryzykowała oparzenie, gotowa była zapłacić tę cenę.

Tymczasem lady Carmichael, siedząca u szczytu stołu jak najdalej od znienawidzonej bratowej Louisy, postanowiła przyłączyć się do rozważań sir Horace’a. Niezależnie od wieku, którego nikt dokładnie nie znał, była najpiękniejszą kobietą przy stole. Suknia o barwie szampana i diadem we włosach mieniły się blaskiem w słabym świetle kandelabrów.

– Chyba się nie mylę, że język etruski nie został, jak dotąd, rozszyfrowany?

– Jeszcze nie i jestem szczęśliwy, że wspomina pani kwestię stanowiącą właśnie przedmiot moich badań. Robię wszystko, by zrozumieć ten język – odpowiedział sir Horace, rozpływając się w poczuciu pychy.

Słysząc rozmowę, jego córka Hester uśmiechnęła się z dumą i czułością:

– Tatuś już nauczył się łaciny.

Lady Carmichael otworzyła szeroko oczy ze zdumienia.

– Ależ to naprawdę godne podziwu!

– Miss Bernabò podziela moją pasję do łaciny – oświadczył sir Horace, zwracając się do Beatrice, która zaczerwieniła się jeszcze bardziej, gdy zauważyła, że Julian mierzy ją wzrokiem.

– Czyżby? – odezwał się wicehrabia z przekąsem.

Sir Horace odwrócił się w jego stronę.

– Właśnie tak! – potwierdził.

– Tylko na poziomie podstawowym – broniła się Beatrice.

– Chodzi oczywiście o poznawanie języka… łacińskiego – ciągnął niewzruszenie Julian.

– Oczywiście – warknęła groźnie Beatrice.

Nie mogła sobie wybaczyć tamtej nieostrożności. Znała łacinę, bo musiała się jej uczyć w szkole, ale teraz pamiętała już tylko podstawy. Przecież z pewnością nie powiedziała tego, by zrobić wrażenie na sir Horasie, po prostu niekiedy takie małe kłamstewka same wymykają się z ust, a ona nie przypuszczała, że ta przechwałka zwróci się przeciwko niej.

– Czy moglibyśmy usłyszeć coś po łacinie? – zaproponowała panna Hester Westbrook z zachęcającym uśmiechem.

Chcąc zyskać na czasie, Beatrice otarła usta żakardową serwetką z Flandrii, w końcu jednak wydukała:

– Concordia parvae res crescunt, discordia maximae dilabuntur.

Leonida często powtarzał tę maksymę swoim córkom, kiedy przyłapywał je na kłótniach: w zgodzie najmniejsze rzeczy nabierają znaczenia, w niezgodzie największe ulegają zniszczeniu.

– Sallustio!1 – wykrzyknął sir Horace z radością.

– Włoska wymowa jest niezrównana – stwierdziła natomiast z podziwem panna Hester.

– Jestem pod wrażeniem znajomości języka, jaką pani prezentuje – rzekł w końcu Julian.

Wszystko skończyło się zabawą: Percy Wade zaproponował, by każdy z biesiadników przypomniał jakąś łacińską maksymę, i sam zaczął od pecunia non olet2, co większość przyjęła oklaskami, choć Beatrice nie bardzo rozumiała powód. Sir Horace wystąpił z powiedzeniem: dura lex sed lex3, po czym rzucił wyzwanie wicehrabiemu:

– Wasza kolej, milordzie.

Julian pomyślał przez chwilę, opróżnił kieliszek i patrząc na Beatrice, powiedział:

– Si non caste, tamen caute.

Jeśli nie cnotliwie, to przynajmniej ostrożnie.

Ciotka Millicent wybuchła śmiechem.

– Znasz tylko to jedno powiedzenie. Mogę się założyć.

Lady Louisa pokręciła głową z dezaprobatą, ale nikt nie wiedział, czy bardziej potępia syna, czy szwagierkę.

Pierwszą rundę zakończyła Octavia, wypowiadając sentencję: o tempora, o mores4, którą wzbudziła wśród obecnych dreszcz niepokoju. Niektórzy rzucali też w jej stronę współczujące spojrzenia w stylu „biedna lady Octavia”.

Tymczasem Beatrice drżała z niecierpliwości. Kolacja powoli dobiegała końca i zbliżał się czas spotkania w ogrodzie. Jednocześnie delektowała się oczekiwaniem… Przynajmniej do czasu, gdy lady Carmichael poprosiła ją o odprowadzenie do pokoju, skarżąc się na pierwsze symptomy zbliżającego się bólu głowy.

W takich momentach lady Carmichael stawała się ofiarą skrajnego wyczerpania i chociaż Beatrice nie była w istocie jej damą do towarzystwa, nigdy nie odmawiała pomocy.

Lady Carmichael pożegnała biesiadników i zawołała Mary, swoją pokojówkę, aby pomogła jej się rozebrać.

– Beatrice, bardzo proszę, zostań ze mną – powiedziała cicho po tym, jak nakazała Mary zgasić światła i pozostawić jedynie zapaloną małą lampkę dającą wystarczająco blasku, by poodpinać guziki z tyłu sukni. Na końcu pokojówka ostrożnie zdjęła diadem z głowy swej pani.

– Idź do kuchni i przygotuj mi okład z lodu – rozkazała jej lady Carmichael, zmierzając w stronę łóżka, na które opadła niczym suchy liść.

– Już idę, milady.

Beatrice stała w półcieniu przy posłaniu, nie wiedząc, jak się zachować. Kobieta nie pozwoliła jej odejść, chociaż wyglądało na to, że powoli zapada w sen. Jednak po chwili dziewczyna usłyszała szelest prześcieradła i jakby ruchy osoby szukającej po omacku czegoś w pościeli. Potem rozległ się głos lady Carmichael:

– Beatrice, podejdź bliżej. – Poczuła wsuwany w dłoń klucz. – Proszę cię, odłóż diadem na swoje miejsce. Do sejfu na dnie szafy.

– Oczywiście – odpowiedziała spokojnie Beatrice, chociaż aż gotowała się z niecierpliwości. Według jej obliczeń party w zimowym ogrodzie musiało się już rozpocząć.

Otworzyła drzwi szafy pomalowane na oliwkowy kolor, znalazła czarną żelazną skrzynkę i – wytężając w półmroku wzrok – po kilku próbach zdołała wsunąć klucz do dziurki i odemknąć zamek. Szybkim ruchem położyła diadem na wyściełanym filcem dnie sejfu. Zamknęła skrzynkę i wróciła do wezgłowia milady.

– Dziękuję, moja droga – szepnęła kobieta i, nie otwierając oczu, wyciągnęła dłoń po klucz.

– Teraz pewnie chciałaby pani odpocząć… – Beatrice postanowiła podjąć ryzyko, mimo że dobrze wiedziała, iż za chwilę Mary wróci z kuchni z lodowym kompresem.

– Dobranoc, moje dziecko.

Beatrice odetchnęła z ulgą. W końcu była wolna.

Teraz dopiero zacznie się zabawa.

2Zimowy ogród

Do zimowego ogrodu nie było daleko, ale mroźna aura sprawiała, że droga dłużyła się Beatrice w nieskończoność. Pośród grudniowej nocy ziąb królował niczym bezlitosny tyran.

Dziewczyna włożyła botki i najcieplejszy płaszcz, który znalazła w szafie, po czym zostawiła za plecami Alconbury, by podążyć śladem pochodni, które oświetlały drogę prowadzącą do małego budynku wznoszącego się w parkowym gąszczu. Czym prędzej wbiegła do środka w obawie, że jeśli spędzi na zewnątrz jeszcze chwilę, z pewnością dozna odmrożenia palców.

Fronton zimowego ogrodu wypełniały przeszklone witryny unieruchomione w pomalowanych na zielono ramach noszących gdzieniegdzie ślady działania rdzy; dokładnie taka sama geometria ram i witryn zdobiła sufit. Otoczenie było niezwykle sugestywne, ściany pokrywały freski wyobrażające egzotyczne krajobrazy, wszędzie poustawiano rośliny w donicach oraz rattanowe meble ogrodowe w białym kolorze. W głębi pokoju stał żeliwny piecyk, który oddawał przyjemne ciepło, i to właśnie w tę stronę Beatrice skierowała swe kroki, zanim pomyślała, że wypadałoby poszukać Juliana. Spod przezroczystego kinkietu ze szkła docierało przytłumione światło, a z kręcącej się na gramofonie z wielką mosiężną tubą płyty leciała głośna swingowa muzyka.

Na jednej z konsoli, która stała przy ścianie ozdobionej freskami, umieszczono srebrne pojemniki z lodem chłodzące szampana, a ustawione obok kryształowe kieliszki czekały, aż ktoś napełni je trunkiem. Wszędzie panowała radosna atmosfera i żaden z gości nie zwracał na nią uwagi, gdy bezskutecznie szukała wzrokiem Juliana. Przeszklony dach pozwalał dojrzeć na niebie gęstniejące czarne chmury podążające w jeszcze ciemniejszą noc.

Beatrice jakiś czas krążyła po sali pomiędzy tańczącymi parami trzymającymi się za ręce. Wreszcie zatrzymała się przy stoliku, na którym stały ramki z czarno-białymi zdjęciami. Domyśliła się, że to portrety Alastaira i Andrew, dwóch starszych braci Juliana. Dziesiąty wicehrabia Alastair zmarł w lutym, natomiast Andrew poległ w czasie walk we Francji. Nieprzypadkowo na fotografii uwieczniono go w mundurze oficera kawalerii husarskiej. Ukazywała ona oblicze Andrew i cały jego świat: śmiałość spojrzenia, wyniosłą arystokratyczną postawę, dumę i niepokój o powodzenie misji, którą mu powierzono. Z obecnej perspektywy zdjęcie wydało się bardzo smutne, bo wojna bezlitośnie zgasiła płonący ogień młodości.

Alastair był najprzystojniejszym z braci Lennoxów – przemknęło przez myśl Beatrice. Wzięła do ręki oksydowaną ramkę i spojrzała mu w oczy. Pod mocno zarysowanymi brwiami kryło się chmurne spojrzenie.

– Nigdy mu nie wybaczę – usłyszała głos za plecami.

Octavia z nieutulonym żalem w oczach utkwiła spojrzenie w fotografii przedstawiającej jej narzeczonego. Rozbrzmiewająca w tle muzyka stała się nagle uciążliwa i Beatrice pozwoliła sobie wyjąć zdjęcie z rąk.

– Gdybyś chciała o tym porozmawiać…

– Nie bądź niemądra. O czym miałabym mówić? Jak bardzo mi go brakuje? Jak wiele dla mnie znaczył? Miałabym znowu się zadręczać? Nie chcę już wracać do przeszłości, a żadnej przyszłości przed sobą nie widzę. Dlatego mogę mówić jedynie o tym, co tu i teraz – zakończyła stanowczo Octavia, odstawiając ramkę ze zdjęciem na miejsce. – Widzisz, jaka dobra ze mnie przyjaciółka – dodała po chwili, okazując odrobinę wesołości na tyle, na ile pozwalała sytuacja.

– Jesteś tu tylko dlatego, że cię o to prosiłam?

Octavia przytaknęła, po czym dorzuciła szybko:

– I żeby się napić. Muszę cię jednak uprzedzić, że Julian jeszcze się nie pokazał.

– Pewnie przygotowuje swoje efektowne wejście w jakimś dziwacznym stroju – skomentowała Beatrice, której policzki nabrały wreszcie kolorów.

Tymczasem Octavia zajęła się obserwacją Georgiany Wade i rosyjskiego księcia, którzy rozmawiali, uśmiechając się do siebie w tak jednoznaczny sposób, że Beatrice zaczęła się zastanawiać, gdzie podział się Percy Wade.

– Tych dwoje powinno się bardziej pilnować, a wcale tego nie robią – zauważyła Octavia, która po każdym kolejnym kieliszku mówiła coraz rozsądniej.

– Wszyscy mamy swoje tajemnice.

– No właśnie. A co ty ukrywasz, miss Bee? – zainteresowała się Octavia. – Dlaczego pojawiłaś się tutaj tak późno?

– Zatrzymała mnie lady Carmichael.

– Ale jędza. – Octavia przewróciła oczami.

Beatrice wiedziała już o wzajemnej niechęci obu pań. Lady Carmichael nigdy nie wyrażała się dobrze o Octavii.

– Cierpi na silny ból głowy – wyjaśniła.

– Może wreszcie wyciągnie kopyta. Czemu nie pijesz? – Wskazała na kieliszek, który Beatrice trzymała w palcach. – Nie smakuje ci?

– To nie tak…

– No to pij, na co czekasz?

Po chwili zainteresowanie Octavii przeniosło się na dziewczynę, której Beatrice nie znała, a która momentalnie pozbawiła ją uwagi i obecności przyjaciółki. Nie pozostało jej nic innego, jak samotne wyczekiwanie gospodarza, którego spóźnienie stawało się coraz bardziej niewybaczalne. Postanowiła usiąść w jednym z białych rattanowych foteli i wypełnić czas obserwacją gości, wkrótce jednak przysiadł się do niej książę Alexander.

Nieco wcześniej Beatrice dostrzegła, że Percy Wade przerwał słodkie tête-à-tête i teraz naburmuszona Georgiana stała u boku męża. Tymczasem książę zwrócił się do niej swoją cierpką angielszczyzną:

– Życzy sobie pani coś do picia?

– Nie, dziękuję, wasza wysokość.

– Czeka pani na kogoś?

– Nie, skąd ta myśl?

– Sprawia pani takie wrażenie.

– Czekam na lady Charteris – skłamała, a książę skrzywił się drwiąco, co miało oznaczać, że w tej sytuacji mają sporo czasu do stracenia.

– A na kogo czeka wasza wysokość? – zainteresowała się Beatrice.

– Czekam, aż miną najbliższe godziny.

Przez chwilę Beatrice obserwowała jego pełną melancholii twarz, po czym zapytała:

– Tęskni wasza wysokość za wojskowym życiem?

Lady Carmichael wyjaśniła jej kiedyś, że książę otrzymał brytyjskie obywatelstwo – w końcu był synem wysoko urodzonej angielskiej arystokratki – i służył jako oficer w tym samym regimencie co Julian, zanim ten odziedziczył tytuł wicehrabiego i wrócił do Wielkiej Brytanii.

– Szczerze mówiąc, to nie za bardzo. W Indiach jest zdecydowanie za ciepło.

– Nie orientuję się, jakie reguły obowiązują w waszej armii. Wasza wysokość będzie musiał wrócić do Indii?

Książę Alexander uderzał palcami o kolano.

– Jestem oficerem armii brytyjskiej i jej dowództwo może mnie wysłać tam, gdzie uzna za słuszne. A Rosjanina lepiej wysłać jak najdalej – odpowiedział.

– Proszę o wybaczenie, wszak jest pan Rosjaninem tylko w połowie…

– To zupełnie wystarczy. Niemniej dopóki jestem tutaj… Alconbury przynajmniej przypomina mi mój dawny dom.

– Naprawdę?

– Tak, z tym miejscem wiążą się moje najszczęśliwsze wspomnienia. Miss Bernabò… czy zamierza pani zostać tu na dłużej?

– Dziś wieczorem? Czy w posiadłości?

– Dziś wieczorem.

– Aha, w takim razie nie. Mam zamiar wkrótce wrócić do siebie – stwierdziła Beatrice znudzona czekaniem na Juliana. Znajdowała się w ogrodzie zimowym od ponad godziny i już zaczynała ziewać ze zmęczenia. Nie wiedziała, co myśleć o przedłużającej się nieobecności gospodarza, który zawsze był dość nieprzewidywalny. Niemniej umówić się na spotkanie na przyjęciu i się nie pojawić – to było zbyt wiele nawet jak na niego. Ale przecież gdyby wydarzyło się coś złego, ktoś na pewno by ich powiadomił.

– Ja też chciałbym już iść. Staram się nie kłaść zbyt późno, bo w przeciwnym razie mam wrażenie, jakbym naruszał zasady dyscypliny.

– Rozumiem – potwierdziła Beatrice.

W tym momencie do zimowego ogrodu dotarł służący z Alconbury, by obwieścić, że jego lordowska mość nie będzie obecny na przyjęciu.

Beatrice pośpiesznie wstała z miejsca – zmieszana i w złym humorze. Zbliżyła się do księcia Alexandra i spytała:

– Czy moglibyśmy wrócić razem do posiadłości?

– Z przyjemnością panią odprowadzę.

– Mam tylko nadzieję, że nie zamarzniemy po drodze.

Na twarzy księcia błysnęło rozbawienie.

– Rosjanin, który marznie w Anglii? – Zaśmiał się, jakby uznał taką ewentualność za niezwykle zabawną.

Podeszli do lokaja i poprosili o wierzchnie okrycia. Beatrice pożądliwie zerknęła na futrzaną pelerynę księcia, który widząc jej lekki płaszczyk i jakby odgadując jej myśli, zachował się niczym prawdziwy dżentelmen i zaoferował dziewczynie swoje okrycie.

– Chciałabym się pożegnać z lady Octavią. Obiecuję, że zajmie mi to tylko chwilę.

– Ależ proszę bardzo.

Kiedy Beatrice odnalazła przyjaciółkę, natychmiast zrozumiała, że wbrew początkowej niechęci znalazła ona dobry powód, by pozostać na przyjęciu. Pomimo deklaracji o braku widoków na przyszłość wyglądała na kogoś, kto nie zamierza tracić okazji, by cieszyć się teraźniejszością. Dziewczyna, z którą właśnie rozmawiała, miała ciemne włosy przycięte na pazia i delikatny wąsik nad górną wargą, który nie tylko nie szpecił, ale wręcz nadawał jej urodzie bardziej interesujący wyraz. Beatrice przeprosiła, że przeszkadza, i odciągnęła Octavię na stronę.

– Domyślasz się, co zatrzymało Juliana – szepnęła jej na ucho.

– Jakiś problem w Alconbury? – odpowiedziała bez przekonania lady Charteris, nawet nie próbując udawać zainteresowania.

– Wracam do domu z księciem Alexandrem – oświadczyła Beatrice.

– Świetnie. Masz doskonałą okazję, żeby dać Julianowi powód do zazdrości.

– To nie tak…

– Nie, oczywiście że nie. Po prostu nie możesz się doczekać, by ci pożyczył swoją futrzaną opończę ze skóry białego wilka.

Beatrice przyznała w myślach, że przyjaciółka ma rację. Wspaniała, ciepła peleryna pachnąca eukaliptusem interesowała ją w tej chwili znacznie bardziej niż książę.

– Do jutra.

– Nie martw się, jeśli nie będziesz mogła mnie znaleźć. Sama się do ciebie zgłoszę – pożegnała ją Octavia.

Beatrice pokiwała głową i kierując się w stronę wyjścia, dostrzegła, że Georgiana Wade patrzy na nią z niechęcią, co było o tyle dziwne, że wcześniej się nie zdarzyło. Zwykle kobieta odnosiła się do niej z naturalną otwartością i serdecznością. Tym razem jednak uporczywie wpatrywała się w bliznę na policzku, którą Beatrice miała od czasów dzieciństwa – ścieg wykonany przez chirurga potrzebującego kilku dodatkowych zajęć praktycznych. Uderzyła we framugę drzwi, kiedy goniły się z siostrą Clarą po całym mieszkaniu, i ta blizna od zawsze stanowiła jej słaby punkt. Co prawda czasami o niej zapominała, ale w końcu i tak znajdował się ktoś życzliwy, kto nie omieszkał zwrócić uwagi na ten drobny defekt. Teraz pani Wade wyraźnie zastanawiała się, czy to możliwe, by książę Alexander zainteresował się dziewczyną z taką skazą na twarzy?

Beatrice skinęła jej głową na pożegnanie, chociaż zawsze miała za złe osobom zwracającym przesadną uwagę na bliznę, uznając to za brak taktu. Sprawiał on, że bez powodu, a jedynie dla zaspokojenia własnej bezlitosnej satysfakcji, odzierano ją z zewnętrznej warstwy pewności siebie. Przecież nie mogła zakryć swojego piętna, musiała wystawiać je na pokaz całemu światu, licząc na to, że z biegiem lat nauczy się je akceptować. Jednak ceniła sobie dyskrecję ze strony bliźnich.

Georgiana odpowiedziała na pożegnanie nieszczerym uśmiechem. Beatrice wreszcie opuściła pomieszczenie i dołączyła do czekającego na nią księcia. Ten w międzyczasie musiał zapalić papierosa, który się żarzył w mroku nocy.

– Wasza wysokość jest pewien, że nie potrzebuje okrycia? – zapytała, wskazując na futrzaną pelerynę.

Alexander cmoknął jedynie na znak protestu, po czym oboje zniknęli w oparach mgły. Beatrice szła nieco z tyłu. Podążali w milczeniu aż do wejścia do posiadłości, przed którą stał zaparkowany Rolls-Royce Phantom. Obrzuciwszy wzrokiem cały dom, dostrzegła, że w oknach sypialni lady Carmichael pali się światło.

W jakim jest stanie? Czuje się lepiej czy gorzej? Może nieobecność Juliana na przyjęciu wiąże się właśnie ze stanem zdrowia ciotki? Być może automobil należy do wezwanego pilnie doktora?

Beatrice podzieliła się swoimi wątpliwościami z księciem, który w końcu był bliskim krewnym lady Carmichael, tak samo jak Julian.

– Gdybym był na pani miejscu, nie martwiłbym się za bardzo – odpowiedział Alexander, nie okazując najmniejszego zaniepokojenia.

– Widziałam, że wieczorem była naprawdę cierpiąca. Może pójdziemy sprawdzić, co się dzieje?

Książę zupełnie nie miał na to ochoty i nie ukrywał związanej z tym niechęci. Ponieważ jednak nieprzypadkowo urodził się w arystokratycznej rodzinie, jak skonstatowała Beatrice, powiedział tylko „niech będzie”, po czym weszli na górę po wielkich marmurowych schodach znajdujących się w głębi holu. A gdy znaleźli się na pierwszym piętrze, od razu skierowali się do wschodniego skrzydła, gdzie mieściła się sypialnia lady Carmichael.

Beatrice zapukała nieśmiało. Czekali cierpliwie, a kiedy książę zamierzał powiedzieć coś w stylu „ja już chyba pójdę, dobranoc”, drzwi się uchyliły. Poczekali jeszcze chwilę, ale nie otworzyły się szerzej.

W końcu, przytrzymując jedno skrzydło przymknięte, stanęła w nich lady Carmichael – cała i zdrowa, elegancko ubrana i ze złośliwym, żywym błyskiem w oku.

– Dobrze się ciocia czuje? – zapytał znudzonym głosem Alexander.

– Tak, o wiele lepiej! Jak to miło z waszej strony, że się o mnie martwicie. – Millicent wyraźnie nie zamierzała zaprosić ich do środka. – Dobrej nocy, moje słodkie gołąbki – dodała cała w skowronkach, po czym zamknęła im drzwi przed nosem.

Wtedy książę Alexander odwrócił się do Beatrice i powiedział:

– Mówiłem pani, że nie warto się martwić. A tak dla ścisłości, samochód stojący na dziedzińcu należy do generała Harclaya.

– Któż to taki?

– Miss Bernabò, proszę o wybaczenie, ale wyczerpałem swój dzienny przydział uprzejmości, którą rezerwuję dla świata. Jutro wszystko pani wyjaśnię, jeśli będzie pani chciała poznać szczegóły. Może pani zatrzymać pelerynę, jeśli ma pani takie życzenie.

No tak, peleryna. Beatrice miała ochotę wykorzystać sytuację i zapytać, czy może zatrzymać ją dzisiaj, czy już na zawsze, ale poczuła się jak uboga krewna i szybko zdjęła okrycie.

– Proszę, oto pańska peleryna. Dziękuję bardzo za użyczenie okrycia – dodała z żalem, bo było jej w nim przyjemnie ciepło.

Książę mechanicznym ruchem odebrał swą własność i pożegnał się niedbałym ukłonem.

– Dobranoc, miss Bee – powiedział i oddalił się bez zwłoki.

Beatrice przez dłuższy czas walczyła ze sobą, zastanawiając się, czy zapukać do drzwi pokoju Juliana, lecz w końcu zrezygnowała i poczuła dumę z własnej decyzji. Oczywiście ciekawość co do powodów jego nieobecności na przyjęciu zżerała ją żywcem, ale jednocześnie uważała, że gdyby chciał jej przekazać osobistą i prywatną wiadomość, zrobiłby to przez tego samego lokaja, którego przysłał do zimowego ogrodu. Nie czuła się obrażona jego zachowaniem i żądanie wyjaśnień zdawało jej się lekką przesadą. Tym bardziej że minęła już północ.

Po cichu weszła do swojego pokoju i natychmiast poczuła delikatny zapach Lucilli, która wyglądała niczym aniołek – spokojna i pogrążona w bezpieczeństwie dziecięcego snu. Beatrice powoli zaczęła wypinać guziki z pętelek jedwabnej błękitnej sukni, po czym zdjęła ubranie i od razu wślizgnęła się do łóżka siostry, gdyż czuła bezgraniczną potrzebę obecności drugiej osoby. Lucilla miała na nią uspokajający wpływ, działała niczym świeżo zaparzony ciepły i mocno posłodzony rumianek. Zwykle Beatrice potrzebowała trochę czasu, by zapaść w sen, zwłaszcza po dniach pełnych emocji i niespodziewanych zdarzeń, jak to miało miejsce w Alconbury. Mimo to dziś od razu zasnęła.