20,00 zł
Sama miłość nie wystarczy, jeśli nie potrafimy jej dobrze przeżywać.
Dlaczego nawet bliskie relacje bywają trudne? Skąd biorą się konflikty, rozczarowania i emocjonalny dystans? Co sprawia, że jedne związki się rozpadają, a inne stają się silniejsze?
Ta książka pomaga lepiej zrozumieć mechanizmy budujące bliskość i pokazuje, jak tworzyć dojrzalsze, bardziej świadome relacje. Znajdziesz w niej refleksje i wskazówki, które pomagają budować więź opartą na zrozumieniu, szacunku i emocjonalnej równowadze.
Autor, psycholog i terapeuta par, w przystępny sposób pokazuje, jak lepiej rozumieć siebie i drugą osobę. To książka dla każdego, kto chce kochać mądrzej i budować trwałą relację.
Dobra relacja nie powstaje przypadkiem — tworzy się ją każdego dnia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Tytuł oryginalny: EL BUEN AMOR EN PAREJA
Projekt okładki i stron tytułowych: Izabela Surdykowska-Jurek Redaktor prowadzący: Agata Paszkowska-Pogorzelska Redakcja językowa: Joanna Kłos Korekta: Agnieszka Dudek, Joanna Kłos Redaktor techniczny: Witold Kuśmierczyk
Copyright © for this edition and transation by Dressler Dublin sp. z o.o., Ożarów Mazowiecki 2026 © Joan Garriga Bacardí, 2013 © del prólogo: Joan Garriga Bacardí, 2023 © Editorial Planeta, S. A., 2023
Ediciones Destino, un sello editorial de Editorial Planeta, S. A. Avda. Diagonal, 662-664, 08034 Barcelona (España) www.planetadelibros.com www.edestino.es
Wydawnictwo Bellona ul. Hankiewicza 2, 02-103 Warszawa tel. +48 22 457 04 02 www.bellona.pl www.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona
Księgarnie internetowe: www.swiatksiazki.pl www.ksiazki.pl
Dystrybucja Dressler Dublin sp. z o.o. ul. Poznańska 91, 05-850 Ożarów Mazowiecki tel. (+ 48 22) 733 50 31/32 e-mail: dystrybucja@dressler.com.pl www.dressler.com.pl
ISBN 978-83-11-18777-1
Wersję elektroniczną w systemie Zecer przygotowała Róża Rozaxa
Pamięci Beatriz
Moim życiem kierowały trzy proste, ale niezwykle intensywne emocje: pragnienie miłości, głód wiedzy i nieznośne współczucie dla ludzkiego cierpienia. Szukałem miłości przede wszystkim dlatego, że prowadzi ona do ekstazy, tak wielkiej, że często poświęciłbym resztę swojego życia za kilka godzin tej rozkoszy. Szukałem jej po drugie dlatego, że łagodzi samotność, tę straszną samotność, która w drżącej świadomości pojawia się na skraju świata, aby spojrzeć w głęboką i niezgłębioną otchłań bez życia. W końcu szukałem jej, ponieważ w zjednoczeniu miłości widziałem, w mistycznej miniaturze, przedsmak nieba, takiego jakim wyobrażali je sobie święci i poeci. Tego właśnie szukałem i choć mogło się to wydawać zbyt piękne, aby mogło istnieć w tym ludzkim życiu, to właśnie to w końcu znalazłem.
Bertrand Russell
Autobiografia
PROLOG
W ciągu dziesięciu lat, które minęły od publikacji książki El buen amor en la pareja (Miłość, która wspiera), zauważyłem, że poruszane przeze mnie kwestie są nadal aktualne, a problemy opisane w książce tylko się pogłębiły. Obecny model miłości w związku nadal opiera się na dominacji ja nad my. Wydaje się, że rozstania są na porządku dziennym, co zresztą potwierdzają statystyki, tak jakby rozwiązaniem problemów w związku była zmiana partnera. Chociaż czasami tak właśnie jest, to jednak nie zawsze. Prawdą jest, że dwie osoby razem tworzą jeden organizm, ale prawdą jest również, że organizm ten jest plastyczny i potencjalnie zmienny oraz że możemy nad nim pracować, zanim go porzucimy. Kilka lat temu, podczas promocji niniejszej książki, wziąłem udział w programie telewizyjnym, do którego zaproszono również pewną starszą parę. Kiedy prezenter zapytał ich, jaki jest sekret ich długoletniego związku, oboje odpowiedzieli zgodnie: „Wytrwałość”. Była to naprawdę zabawna i wzruszająca chwila. W dzisiejszych czasach nie wyobrażamy sobie wytrwałości jako drogi i nie będę tego bronił. Niemniej jednak warto, aby każda decyzja była poprzedzona głęboką introspekcją, zanim przełoży się ją na działanie. Niektórzy twierdzą, że brakuje nam cierpliwości, podczas gdy już święta Teresa napisała, że to właśnie dzięki cierpliwości można osiągnąć wszystko. W tym sensie mędrzec suficki Ibn Arabi twierdził, że najwyższym szczytem duchowym, do którego człowiek może dążyć, nie jest przeniesienie się do takiego czy innego stanu świadomości. Najwyższym stopniem, jaki można osiągnąć, jest według niego cierpliwość w małżeństwie! Cytuje to Faouzi Skali w swojej książce Serce sufizmu, a jego słowa przywracają nam pewność, że to właśnie w rzeczywistości codziennego życia tkwi najgłębsza tajemnica i że kiedy szukamy nasycenia się nieograniczoną namiętnością, w rzeczywistości często oddalamy się od umiarkowanego centrum naszej istoty. Refleksje z innej epoki, ale z pewnością nie straciły na aktualności.
Kiedy na prośbę redakcji piszę te słowa, aby uczcić dziesięciolecie wydania książki Miłość, która wspiera, przychodzą mi na myśl te właśnie spontaniczne przemyślenia. Niniejsza książka stała się, jak mi mówią, longsellerem: dziełem, które sprzedaje się latami, niczym krople deszczu, które nawilżają ziemię po przejściu początkowego ulewnego impulsu, podlewając ludzi zrozumieniem miłości i relacji uczuciowych. Jak to dobrze! Czuję, że moja duma jako autora zostaje podbudowana, i, poza ego, dostrzegam również chęć pomocy, która skłoniła mnie do napisania tej książki.
W książce znajdziecie to, czego nauczyłem się podczas pracy jako terapeuta i jako osoba wspierająca, ale także chęć pomocy sobie samemu, ponieważ moje zrozumienie nie czyni mnie mniej wrażliwym na brak miłości, burzliwość związków, stratę lub samotność.
Jednak bezsprzecznie cieszy mnie fakt, że mam tak wielu czytelników i otrzymuję tak wiele miłych e-maili. Odbieram mnóstwo informacji zwrotnych na temat pozytywnego wpływu, jaki lektura tej książki wywiera na ludzi; lektura, a może raczej praca, do jakiej doprowadziła, ponieważ wiele osób przyznaje, że książka wywarła na nich ogromny wpływ, skłaniając do refleksji, samopoznania i przemiany. Niektórym pomogła zbliżyć się do partnera, innych z kolei zniszczyła i poddała procesowi bezlitosnej rewizji. Nie brakuje też par, które czytają ją razem i rozwijają się, debatują, dyskutują, kochają się, kłócą, poznają, płaczą, zgłębiają, obejmują, rozpaczają, pocieszają się, rozumieją, znajdują drogę, a wszystko to robią razem. Jak to dobrze!
„Jak to dobrze” to wyrażenie, którego używam coraz częściej, prawie nieświadomie, a teraz, kiedy je piszę i o nim myślę, przypomina mi o imperatywie czynienia dobra, o wartości rzeczy i zaletach uprzejmości, o tym, co przekazuje miłość, co prowadzi do rozkwitu i radości. „Razem” to kolejne magiczne słowo, które dodaje życia. Wierzę, że niniejsza książka wnosi coś z tego „jak dobrze” i „razem” do życia osób, które ją czytają, i właśnie dlatego jest interesująca. Nie jest to oczywiście poradnik, bo nie zawiera list tego, co właściwe, a co nie, ani porad i wskazówek dotyczących postępowania. Niniejsza pozycja raczej wypuszcza strzały i zaraża impulsami, które trafiają w sedno tego, co najważniejsze w związku i jego szerszym kontekście: rodzinie i systemach uczuciowych, z których pochodzimy.
Ta książka pomogła wielu osobom znaleźć własną drogę. Ręka do góry, kto może z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że nie potrzebuje kompasu na tak świętym terytorium, jakim jest miłość we wszystkich swoich formach, namiętnościach i tańcach, wspólnych lub odmiennych projektach, seksualności i kreatywności, dzieciach lub ich braku i wielu innych sprawach? Wracając do metafory deszczu: kto nie odczuwa czasem pustki i dezorientacji w swoich związkach? Kto jest wolny od trudnych pytań i konfliktów lojalności? Kto nie szuka i nie cierpi z pragnienia miłości i istnienia, do tego stopnia, że odrzuca krople deszczu o świcie lub delikatny deszcz jesienią? Jak dobrze więc, że to, co przekazuje ta książka, ma w sobie coś nawilżającego, odżywczego, miękkiego…
Moja najgłębsza i najświętsza miłość nadal kieruje się ku dzieciom: w okresie wczesnego dzieciństwa są one istotami czystymi, a z czasem, niestety, ich beztroska i spontaniczność zamieniają się w mechanizmy obronne ego, którym towarzyszą pancerze, sztuczki, sojusze i manipulacje, mające na celu stawienie czoła temu, co moglibyśmy nazwać „złym wychowaniem” kultury oraz, niestety, traumom i emocjonalnemu bólowi rodzin, a dokładniej rodziców. Powszechnym zjawiskiem jest zmiana osobowości i charakteru, a także utrata integralności. Wszyscy zostajemy wygnani z raju i doświadczamy upadku. Niektórzy niestety doświadczają w efekcie poważnych zaburzeń psychicznych, wahań nastroju, dziwacznych zachowań, rozmaitych problemów… Brakuje bezpiecznych sieci miłości, a cierpienie dzisiejszego świata jest ogromne i niekończone: aby to dostrzec, wystarczy delikatnie podrapać dziecięcą powłokę serca dowolnej osoby. Możemy jednak złagodzić negatywne skutki tego upadku poprzez bezpieczne przywiązanie do rodziców oraz solidną więź emocjonalną, pełną obecności. Dziecko jest zawsze największym skarbem, nosicielem najbardziej płodnego ziarna przyszłości. Nie wypaczajmy go. Niech jego osobowość będzie przejawem wyjątkowych predyspozycji, a nie koniecznością, która chroni je przed bólem.
Mam nadzieję, że dzięki pomocy, jaką zapewni rodzicom, niniejsza książka posłuży również dzieciom. Nie przesadzę, mówiąc, że co najmniej połowa cierpienia dzieci wynika z toksycznej relacji między rodzicami. W mojej pracy z ludźmi widzę to cierpienie na każdym kroku. Dlatego ogromne szczęście mają te dzieci, których rodzice pozostają w dobrych stosunkach i tworzą zgrany zespół, niezależnie od tego, czy są razem, czy się rozstali. Nie ma chyba potrzeby przypominania, że rodzice się nie rozstają; co najwyżej może rozpaść się ich związek. Kiedy rodzice są na swoim miejscu, szanują się, cenią i współpracują ze sobą, zapewniają dzieciom dobre samopoczucie. Dzieci są wtedy wolne od niezdrowych relacji typu trójkąt, nieodpowiednich koalicji, przemocy pośredniej lub po prostu poważnego braku bezpieczeństwa i miłości. Jak ujęła to poetka Emily Dickinson: „Jeśli mogę zapobiec cierpieniu serca, nie będę żyć na próżno; jeśli mogę złagodzić ból życia, uleczyć ranę lub pomóc omdlałemu rudzikowi odnaleźć gniazdo, nie będę żyć na próżno”. Moim najgłębszym pragnieniem jest, aby nie żyć na próżno i aby nikt nie żył na próżno, aby dobroć i współczucie zagnieździły się w sercach wszystkich i kierowały naszymi krokami w związku i odgrywaniu roli rodziców. Niech przeważa zdrowa miłość, która czyni dobro innym i nam samym.
Kiedy wchodzimy w związek, wnosimy do niego nie tylko nasze dziecięce rany i tańce przywiązania do rodziców, ale także całą naszą biografię, historię życia i losy rodziny. To dobrze, ponieważ ten bagaż jest również rodzajem arsenału zasobów z przeszłości, które służą jako wsparcie dla przyszłości. Potrzebujemy wszystkich tych doświadczeń, aby oświetlić i przejść przez labirynt życia i miłości. Jednak wśród zasobów i doświadczeń znajdujemy ciężary, cierpienia i nieporozumienia: jak wielbłądy dźwigamy „zobowiązania” i automatyzmy, natrętne namiętności, zaległe zadania i lojalność wobec rodziny, rany trójkąta miłosnego. Wielkie rzeczy osiąga się jednak wtedy, gdy związek nie jest jedynie sceną namiętności i spraw do załatwienia, ale wspina się nieco w kierunku świata duchowego, większej świadomości, w którym dwoje ludzi poddaje się muzyce istnienia, a nie muzyce odgrywania ról, i zostaje uniesionych na rękach przez coś większego od nich samych. Wtedy być może spontanicznie doświadczą szacunku i uznania.
Droga pary jest również drogą ducha, ponieważ nasze ego z pewnością nie zawsze będzie zadowolone i zmagać się będzie z wyzwaniami, jakie stawia przed nim prawdziwa miłość, której, miejmy nadzieję, ulegnie. Wydaje mi się, że izolacja nie jest czymś ludzkim. Już Schopenhauer uczył nas, że najstraszliwszą karą, jaką można sobie wyobrazić, byłaby niewidzialność i, co najgorsze, wieczne życie. Czy może być coś bardziej bolesnego i nie do zniesienia? Jest to krajobraz braku relacji, w którym nikt nie chce żyć. Zaciekłym wrogiem piękna i rozkwitu człowieka jest izolacja, a nie samotność, z którą powinniśmy być w stanie po prostu żyć, a nawet traktować ją jako dar, gdy nas spotyka. Szukajmy towarzystwa, dotyku, uścisku, wspólnej drogi i pamiętajmy, że ta droga, przemierzana z uwagą, prowadzi nas poza nas samych, pozwala nam wznieść się w duchu i dotrzeć być może dalej, niż gdybyśmy pozostawali zamknięci w samotnej jaskini, aby medytować.
Coraz więcej osób postrzega drogę pary jako drogę nauki, a nawet jako duchową i świadomą ścieżkę, która, jak wielokrotnie wyjaśniałem, pozwala nam wznieść się ponad ludzkie namiętności uwarunkowane naszą biografią i narracją, aby ostatecznie osiągnąć łaskę wyjścia poza granice naszego małego ja. Być może nic nie zmusza nas do tak intensywnej pracy nad sobą jak życie miłosne i bycie w związku: jest to bez wątpienia szkoła rozwoju.
A skoro tak bardzo poszukujemy szczęścia w związku, chciałbym zalecić, abyśmy przestali pragnąć szczęścia i zaczęli cieszyć się życiem, które prowadzimy w każdej chwili. Pragnienie szczęścia jest wrogiem bycia szczęśliwym. A bycie szczęśliwym nie oznacza bycia zadowolonym lub radosnym, ale cieszenie się życiem, które mamy tu i teraz. W niniejszej książce wielokrotnie podkreślam, że nikt nie może uczynić nas szczęśliwymi i, zgodnie z tą samą logiką: nikt nie może uczynić nas nieszczęśliwymi. Chociaż wielkie szczęście nie jest tak bardzo zależne od tego, jak nam się powodzi, łatwiej się rozwija, gdy wspierają nas bogate, piękne i owocne relacje. W sferze związku, kiedy doświadczamy słodyczy przynależności, zaufania wynikającego z towarzystwa, kreatywności dzieci lub innych wspólnych projektów, głębi i radości płynącej z cieszenia się ciałami i przyjemności seksualności, delikatności, czułości i troski, drżenia i podziwu wobec wielkości drugiej osoby, spokoju bycia kochanym i rozumianym oraz rozumienia i kochania, kiedy taniec, który tańczymy razem, prowadzi nas do doświadczenia dobrego samopoczucia i spokoju w ciele, a wreszcie, kiedy w spotkaniu z drugą osobą słuchamy i szanujemy tego wewnętrznego daimona, który wie, co jest właściwe w każdej chwili.
Legenda głosi, że Sokratesowi opowiedziano historię o kimś, kto wyruszył w podróż i niczego się nie nauczył, na co mędrzec powiedział, że stało się tak dlatego, że ów człowiek wybrał się w podróż ze sobą. To samo dzieje się podczas ekscytującej podróży pary. Z jednej strony nieuchronnie zabieramy ze sobą samych siebie, a z drugiej strony niewiele się uczymy, jeśli trwamy w naszym ja. Uczenie się i rozwój to w końcu wyjście poza siebie, a nic tak temu nie sprzyja jak podróż pary.
Para to coś, co powstaje, gdy dwie lub więcej osób mówi, że są parą, a formy, jakie może to przybierać, są nieskończone: ze wspólnym zamieszkaniem lub bez, z dziećmi lub bez, związek może być otwarty lub zamknięty. To skłania nas do tego, by ten daimon lub wewnętrzny głos przemówił z mocą, abyśmy mogli dobrze rozróżnić, kto nam odpowiada, porusza nas i otwiera nasze serca oraz z kim możemy z powodzeniem realizować nie tylko swój sposób bycia w związku i w świecie, ale także tej osoby.
Na początku tego tekstu zaznaczyłem, że oprócz przekazywania tego, czego się nauczyłem, piszę bez wątpienia po to, aby samemu się uczyć. Tematyka życia w związku była dla mnie najbardziej zagadkowa i wymagająca w całym moim życiu; doprowadziła mnie do wielkich, często trudnych procesów, pytań i refleksji.
Nie wykluczając tego, jak wiele nauczę się w przyszłości, w tej zawsze tak zaskakującej podróży życia i miłości, wydaje mi się, że dostrzegłem, choćby na krótką chwilę, kontynent spokoju i otwartości, na którym można intonować mantrę miłości o szerokości relacji:
Ja jestem tutaj (pełen, prawdziwie).
Ty jesteś tutaj (pełna, prawdziwie).
On jest tutaj (w tajemnicy, która nas otacza, pełen, prawdziwie).
My jesteśmy tutaj (razem tworzymy jeden organizm,
jedyny, niepowtarzalny, i szanujemy go w pełni i prawdziwie).
Wy jesteście tutaj (nasze rodziny, nasi przyjaciele, ta sieć, która nas chroni i wspiera, w pełni i prawdziwie).
Oni są tutaj (grupa, społeczeństwo, świat, do którego należymy, w pełni i prawidziwie).
Joan Garriga
WPROWADZENIE
Jak to często bywa w sprawach dotyczących życia i miłości, wszystko zaczęło się od przypadkowego i nieco nieoczekiwanego wydarzenia. Był rok 2000, kiedy zaproszono mnie do Buenos Aires, abym wraz z dyrektorką Centrum Bert Hellinger w Argentynie poprowadził warsztaty dla par oparte na konstelacjach rodzinnych. Pomimo wielu lat pracy jako terapeuta i szkoleniowiec terapeutów nie byłem ekspertem w terapii par. Tak więc początkowo stawiałem opór, ale musiał być on zbyt słaby, ponieważ ostatecznie poprowadziłem warsztaty. Było to interesujące, głębokie i poruszające doświadczenie dla uczestników, a także bardzo cenne dla mnie.
Od tego momentu rozeszła się wieść, że znam się na związkach. Zacząłem podróżować po świecie i prowadzić warsztaty, podczas których wykorzystuję technikę konstelacji rodzinnych, aby pomóc rozwiązywać najróżniejsze problemy, zwłaszcza te związane z miłością. Pracuję zarówno z parami, jak i osobami samotnymi, pozostającymi w związku małżeńskim, samotnymi lub w jakiejkolwiek innej sytuacji życiowej.
Nie uważam się za guru ani wzór do naśladowania w tej dziedzinie. W zasadzie traktuję czas, jaki dzieli mnie od tych pierwszych warsztatów, jako nieustanną drogę osobistego rozwoju, jako akt oddania się innym, ale jednocześnie jako rozwój na mojej własnej drodze emocjonalnej. Podobnie jak większość ludzi, kochałem i kocham, ożeniłem się, rozstałem się, cierpiałem, doświadczyłem radości i bólu, popełniłem błędy i prawdopodobnie osiągnąłem kilka sukcesów. Miałem kilka długotrwałych związków, dwoje dzieci, dwa rozwody i inne relacje, które pozostawiły we mnie ślady o różnym natężeniu. W rzeczywistości czasami z przymrużeniem oka podejrzewam, że Wszechwiedzący powierzył mi prowadzenie warsztatów dla par, aby sprawdzić, czy nauczę się tego, czego sam potrzebuję… Bez wątpienia prawdą jest, że chętnie uczymy tego, co sami musimy jeszcze przepracować i opanować, a temat par i ich tajemnic jest niewyczerpany. W każdym razie nie chodzi o opowiadanie mojej historii, ale o dzielenie się tym, czego nauczyłem się podczas prowadzonych przez siebie warsztatów, ponieważ niniejsza książka opiera się na doświadczeniu ponad dziesięciu lat pracy z osobami i parami, obejmującej ich relacje partnerskie i konstelacje.
Chociaż nie jest to książka o konstelacjach, warto pokrótce wyjaśnić, na czym one polegają. Trudno to streścić, ale mogę powiedzieć, że jest to terapia opracowana przez niemieckiego psychoterapeutę Berta Hellingera, która zajmuje się problemami relacji wszelkiego rodzaju, przy zastosowaniu podejścia systemowego, czyli biorąc pod uwagę cały system rodzinny danej osoby i całą jej sieć powiązań (lub powiązań każdego z członków pary, gdy terapia dotyczy dwojga ludzi). Jest to doświadczenie, które porusza, wzburza wewnętrznie i pozwala nam nawiązać kontakt z delikatnymi i głębokimi ruchami duszy. Ujawnia również wzorce, dynamikę i rzeczywistość, które oddziałują na daną osobę z ukrycia. Jest to technika, która pozwala szybko zobaczyć, jak każdy z nas buduje relacje i jak one pomagają nam iść naprzód w życiu lub nas w tym ograniczają, jak otwierają nam drzwi lub je zamykają, jak prowadzą nas do szczęścia lub unieszczęśliwiają, jak nas leczą lub trują, jak stwarzają nam problemy lub je rozwiązują. I jak nasze więzi miłosne z osobami z przeszłości, zwłaszcza rodzicami, podtrzymują nasze więzi miłosne z osobami z przyszłości, w pewnego rodzaju precyzyjnej geometrii relacji międzyludzkich.
W dalszej części pokażę kilka przykładów ilustrujących sytuacje, których doświadczyłem podczas moich warsztatów, i jestem pewien, że dzięki temu lepiej zrozumiecie, czym są konstelacje i jak mogą pomóc w zrozumieniu i usprawnieniu relacji. Jednak tym, którzy nie znają działania konstelacji rodzinnych, warto wyjaśnić, że są one reprezentacją naszej rodziny lub innych istotnych systemów, do których należymy, takich jak firma, relacje przyjacielskie lub inne. W tym celu spośród uczestników warsztatów wybiera się kilka osób, które będą reprezentować ojca, matkę, partnera lub byłego partnera, urodzone dzieci, dzieci, które nie przyszły na świat, dziadków, szefa… w zależności od problemu, który ma zostać rozwiązany, lub celów, które chce się osiągnąć. Następnie wybrane osoby zajmują swoje miejsca w przestrzeni, wyrażając nasz wewnętrzny obraz systemu, sposób jego funkcjonowania i relacje między jego członkami. Kolejnym krokiem jest przeprowadzenie konstelacji w taki sposób, aby wyjaśnić problematyczne dynamiki danego środowiska i sprawić, by stały się one funkcjonalne i skuteczne. Klient internalizuje w ten sposób obrazy i ruchy emocjonalne, które w ramach rozwiązania przenosi do rzeczywistości swojego życia. Chociaż zazwyczaj są one silniejsze i skuteczniejsze w grupie, konstelacje można również przeprowadzać indywidualnie za pomocą narzędzi reprezentacyjnych, które pozwalają zrozumieć strukturę naszych wzorców i ich konsekwencje, a także wprowadzać zmiany, gdy jest to konieczne.
Książka ta nie mówi o tym, co należy robić, a czego nie. Nie mówi o idealnych modelach relacji, ale o różnorodnych związkach, z ich własnymi wzorcami i stylami funkcjonowania. Aby jednak była przydatna, porusza również kwestie, które zazwyczaj sprawiają, że relacja między partnerami funkcjonuje lub się psuje, oraz czynniki, które ułatwiają lub utrudniają budowanie i utrzymywanie dobrego związku. W tym sensie daje wskazówki, dzięki którym każdy może znaleźć własną formułę, model i sposób.
Żyjemy w czasach otwartości, ale jednocześnie niepewności co do tego, jak powinny wyglądać relacje między partnerami. W tym sensie to, co proponuję, co zostanie przedstawione w dalszej części książki, opiera się na perspektywie wolności i szacunku, na zasadzie „żyj i pozwól żyć”. Ludzie nie muszą zgadzać się z żadnymi dogmatami i nie powinni czuć się winni, że tego nie robią. Zbyt wiele osób cierpi z powodu tego, że nie pasują do schematu rzekomej normalności.
Kilka lat temu napisałem: „Wyobraźmy sobie świat, w którym na przykład starość, choroba, nieśmiałość, śmierć, nieuniknione cierpienie byłyby dobrze postrzegane i stanowiłyby szanowaną część życia w takim samym stopniu, jak ich przeciwieństwa, czyli młodość, zdrowie, ekspresja, witalność i nieunikniona radość. Zbyt wiele osób nadal odczuwa presję, by dopasować się do tego, co uznaliśmy za dobre, ale kto jest w stanie stwierdzić, że jedna rzecz jest lepsza od drugiej, że na przykład jedno życie jest lepsze od drugiego?”. Na szczęście życie jest bardzo bogate i różnorodne, a każdy ma inne predyspozycje i jest wyjątkowy. Niektórzy ludzie są stworzeni do tego, aby spędzić całe życie z tą samą osobą, inni do tego, aby mieć dziesięcioro kochanków jednocześnie, a jeszcze inni do tego, aby zostać mnichami lub mniszkami. Niektórzy są zainteresowani osobami tej samej płci, a inni osobami płci przeciwnej. Każdy powinien szanować swoją pierwotną naturę, łącznie z własnymi lękami lub uwarunkowanymi skłonnościami, nawet jeśli pracuje nad ich zmianą, i nie próbować za wszelką cenę dopasować się do idealnego modelu związku. Ważna jest pełna miłości akceptacja siebie samego i własnej wyjątkowości. Każdy może czerpać radość z poszanowania własnej natury i być szczęśliwym, podążając za nią. Pewnego razu spotkałem benedyktyńskiego mnicha, który opowiedział mi, że od najmłodszych lat czuł powołanie do życia zakonnego. Przez lata odwiedzał psychologów, aby znaleźć traumę, która – jak sądził – sprawiła, że chciał zostać mnichem. Jednak po pewnym czasie i wielu sesjach na kozetce jego pragnienie się nie zmieniło, więc postanowił wstąpić do klasztoru. I pozostaje tam do dziś, ciesząc się życiem zakonnym i wspólnotowym.
Dzisiaj nie mamy już jednego modelu, mamy za to swobodę tworzenia własnego modelu. Nie ma modeli, są tylko pragnienia: wszyscy pragniemy (i potrzebujemy) kochać i być kochani, cieszyć się stabilnością emocjonalną, poczuć więź, przynależność i, jeśli to możliwe, dać życie lub mu służyć, lub w jakiś sposób o nie dbać. Ale tę tęsknotę można realizować zarówno poprzez małżeństwo na całe życie, jak i poprzez living apart together (bycie razem, ale mieszkanie każde we własnym domu). Tak naprawdę po wiekach jasnego modelu opartego na dualizmie mężczyzna/kobieta w sferze uczuciowej i społeczno-ekonomicznej, obecnie na nowo definiujemy relacje partnerskie. Dzisiaj najczęściej spotykanym zjawiskiem jest monogamia sekwencyjna, czyli posiadanie w ciągu życia kilkorga stałych partnerów, jednego po drugim, podobnie jak częste okresy bez stałego partnera. Wszystko to niesie ze sobą zarówno wolność, jak i stres oraz niepewność w związkach.
Kultura, która wyznacza kanały i formy związków miłosnych, do których staramy się dostosować, współistnieje z naturą i nie powinniśmy zapominać, że pochodzimy od plemion łowców-zbieraczy liczących około stu pięćdziesięciu członków, w których więzi seksualne i rodzinne cechowała duża swoboda form, co kontrastuje z obecnymi modelami miłości, tak indywidualistycznymi, patriarchalnymi, zaborczymi i paternalistycznymi. Nie jest moim celem zagłębianie się w antropologiczną wizję pary, ale jedynie wskazanie konfliktu między umysłem a instynktem, cywilizacją a predyspozycjami, kulturą a naturą, którego doświadcza wiele osób, oraz wynikających z tego akrobacji umysłowych i społecznych, które próbujemy wykonywać, aby zadowolić wymagania obu stron.
Moje doświadczenie podpowiada mi, że w związkach miłosnych nie ma dobrych i złych, winnych i niewinnych, sprawiedliwych i grzeszników. Są tylko dobre i złe relacje: relacje, które nas wzbogacają, i relacje, które nas zubażają. Jest szczęście i nieszczęście. Jest dobra, zdrowa miłość i zła miłość. Miłość nie wystarczy, aby zapewnić dobre samopoczucie: potrzebna jest zdrowa miłość. Rozpoznajemy ją, ponieważ sprawia, że jesteśmy dokładnie tacy, jacy jesteśmy, i pozwalamy drugiej osobie być dokładnie taką, jaka jest, ponieważ jest to relacja zorientowana na teraźniejszość i przyszłość, zamiast przywiązywać nas do przeszłości, a przede wszystkim dlatego, że zapewnia dobre samopoczucie i daje poczucie spełnienia.
Na koniec chciałbym zaznaczyć, że jest to prosta książka poruszająca złożone i głębokie kwestie, niekiedy niewidoczne dla oczu umysłu, a dostrzegalne jedynie oczami serca. Jej celem jest rzucenie nieco światła na tę tematykę, aby ludzie – zarówno ci pozostający w związkach, jak i samotni – mogli znaleźć, jeśli to możliwe, większe poczucie dobrostanu w swoich sprawach uczuciowych. Mam nadzieję, że uda mi się osiągnąć coś z tego, co zamierzam.
Każdy powinien szanować swoją pierwotną naturę, łącznie z własnymi lękami lub uwarunkowanymi skłonnościami, nawet jeśli pracuje nad ich zmianą, i nie próbować za wszelką cenę dopasować się do idealnego modelu związku.
Rozdział 1
Życie w miłości
Struny, które najbardziej intensywnie wibrują w nas przez całe życie, to bez wątpienia struny miłości i rozstania, przywiązania i straty, ekspansywnych ruchów serca i ich przeciwieństwa, czyli wycofania. Tańcząc w rytm ich muzyki, doświadczamy pełni lub pustki, ogromnej radości lub chłodu niezadowolenia i braku równowagi. Tacy właśnie jesteśmy: ssaki, czyli istoty potrzebujące i stadne.
Pragnieniem, które nie zawsze udaje się w pełni zaspokoić i które jest nieodłącznym elementem życia człowieka, jest życie w miłości z drugim człowiekiem, a raczej z wieloma osobami. W dzieciństwie są to nasi rodzice, rodzeństwo, dziadkowie i inni krewni, a w dorosłym życiu przede wszystkim nasz partner i dzieci. Oczywiście na różnych etapach życia towarzyszą nam także inni członkowie rodziny, przyjaciele, partnerzy, nauczyciele, uczniowie czy kochankowie. Nie ma większej kary dla człowieka niż samotność i brak miłości. Schopenhauer twierdził, że największym okrucieństwem i największą karą, jaką można sobie wyobrazić dla człowieka, byłoby bycie jednocześnie niewidzialnym i nieśmiertelnym. Brzmi to strasznie i nieludzko.
Musimy odpędzić „drżącą samotność” i żyć w znaczących społecznościach, abyśmy zawsze byli gotowi zainwestować w cud prawdziwego spotkania z innym człowiekiem, w tę iskrę życia, w której drugi człowiek jaśnieje, a my razem z nim, w którym przez chwilę mamy go w pełni, a tym samym mamy też w pełni siebie, w którym dochodzi do prawdziwej wymiany między dawaniem a braniem, w którym w końcu, przy odrobinie szczęścia, nasze serce się otwiera i doświadczamy jedności, prawdziwej intymności i stajemy się dla siebie przeznaczeniem. Tak właśnie czasami dzieje się w związku i doświadcza się tego jako szczęścia.
Szukamy jedności, zagubionej gdzieś w naszej świadomości, kiedy jako dzieci zaczęliśmy dzielić rzeczywistość na fragmenty myśli i nadawać im nazwy, oddalając się od czystej i prawdziwej istoty, którą byliśmy i za którą wciąż tęsknimy. I szukamy jej, słusznie lub nie, w innych. Pragniemy odnaleźć wewnętrzną ciszę, odpoczywając po prostu w naszej prawdziwej obecności i obecności innych. Nieustannie patrzymy w oczy naszego wiecznego brata, aby uchwycić pełnię życia, jak wyjaśnia opowiadanie Stefana Zweiga o tym samym tytule, co oznacza, że w prawdziwym i pełnym miłości spotkaniu z drugim człowiekiem osiągamy głębokie poznanie siebie: jeśli patrzę na ciebie i widzę, że jesteś również mną, coś w moim wnętrzu się uspokaja. Tak więc jednym ze składników ziemskiego szczęścia, którego z pewnością możemy doświadczyć w tym życiu, jest poczucie jedności i nawiązanie relacji bogatych, płodnych, braterskich, opartych na współpracy i miłości.
Bądźmy szczerzy: z pewnością w żadnej dziedzinie życia nie ma tak wielu oczekiwań i obietnic jak w dziedzinie miłości w związku (z wyjątkiem być może innych wielkich fałszywych Świętych Graali, takich jak bogactwo, władza czy pragnienie sławy) i prawdopodobnie dzieje się tak dlatego, że przypisujemy jej potencjał powrotu do utraconego raju pierwotnej jedności z rodzicami lub przeniesienia nas do ziemi obiecanej, pełnej obfitości, w której nasze lęki znikną, a egzystencjalna samotność stanie się mniej zimna i bezdenna, a może nawet zniknie.
I bez wątpienia związek daje nam coś z powyższego, ale czy może uczynić nas szczęśliwymi lub nieszczęśliwymi?
Rozdział 2
Dobra wiadomość: nikt nie może cię unieszczęśliwić
Partner nie ma możliwości uczynienia nas nieszczęśliwymi, nawet jeśli czasami wydaje się, że jest inaczej, zwłaszcza w chwilach bólu, straty, kłótni, nieporozumień lub frustracji. W związku możemy doświadczać szerokiego wachlarza uczuć, w tym cierpienia i braku miłości, ale nie musimy być ich ofiarami, ponieważ nasza droga i nasze przeznaczenie pozostają zawsze w naszych rękach. Liczy się nie tylko to, czego doświadczamy, ale także nasze podejście do tego, czego doświadczamy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
