39,90 zł
Dorastanie przytłacza. Szczególnie, gdy myślisz, że tylko ty sobie nie radzisz.
Nie wiedzą o swoim istnieniu, mijają się na ulicach. Trójkę nastolatków łączy jednak więcej niż mogliby się spodziewać. Każde z nich próbuje zapisać to, o czym nie potrafi rozmawiać.
Igor prowadzi dziennik noworocznych postanowień.
Laura wysyła maile do nieżyjącego taty.
Filip na skrawkach papieru konfrontuje własne życie z sentencjami Marka Aureliusza.
Nowy rok stawia przed nimi wyzwania większe od sprawdzianów i szkolnych dram. Przynosi niechciane zmiany i trud codziennego zmagania się ze sobą i światem, który czasem bywa niesprawiedliwy. Samotność, bycie wciąż „nie dość”, niespełnianie oczekiwań, obawa przed tym, jak widzą ich inni… Jednak powoli, z porażek i śmiechu przez łzy, rodzi się coś nowego – poczucie, że nie są z tym wszystkim sami.
Czy można przestać się bać, że wszystko pójdzie nie tak?
Jak żyć po odejściu najbliższej osoby?
Czy stoicki spokój pomaga, kiedy w grę wchodzą uczucia?
Magnezja to książka o nastoletnich rozterkach i niepokojach dorastania, które przelane na papier stają się nieco łatwiejsze do ogarnięcia. Roksana Jędrzejewska-Wróbel, nagradzana autorka bestsellerowego Stanu splątania, stworzyła powieść dla młodych ludzi, którzy w chaosie nieustających wątpliwości i porównań z innymi próbują odnaleźć wewnętrzny spokój i poczucie, że jednak wszystko jest z nimi w porządku.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 315
Opieka redakcyjna: DOROTA WIERZBICKA
Redakcja: EMILIA KOLINKO
Korekta: KLAUDIA BIEŃ, ALEKSANDRA SZULEJEWSKA, JUSTYNA TECHMAŃSKA
Konsultacja psychologiczna: JUSTYNA JÓZEFOWICZ
Ilustracje: HANNA WRÓBEL
Projekt okładki i stron tytułowych: URSZULA GIREŃ
Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ
© Copyright by Roksana Jędrzejewska-Wróbel Ilustracje © by Hanna Wróbel © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-09438-9
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).
Pytam cię, drogi czytelniku,
czy jest jakąkolwiek sztuką bycie odważnym,
jeżeli nie odczuwa się lęku?
Tove Jansson, Pamiętniki Tatusia Muminka,tłum. Teresa Chłapowska
Nazywam się Igor, a moja historia zaczyna się tam, gdzie inne kończą...
Napisałem to zdanie pięć minut temu, a teraz siedzę i się w nie gapię. Nie mam pojęcia, co pisać dalej, ale zdanie jest niezłe. Aż szkoda, że się zmarnuje w tym dzienniku. Mogłoby być początkiem powieści. Ojciec opowiadał, że na kursach pisarskich uczyli go, że wszystko zależy od pierwszego zdania. Pewnie dlatego nic nigdy nie napisał – nie znalazł dobrego początku. A ja proszę, od razu sukces. Może zamiast dziennika powinienem zacząć pisać książkę?
Moja historia zaczyna się tam, gdzie inne kończą...
To zdanie jest tak dobre, że się zastanawiam, czy sam je wymyśliłem. Powinienem sprawdzić...
Nie, stop. To jest dziennik z odwyku, a nie powieść. Nic nie sprawdzę, koniec sprawdzania. Muszę to wytrzymać, muszę wyhodować sobie silny mental. To moje postanowienie noworoczne. Przecież dlatego zacząłem pisać ten durny dziennik. Wiem, że najgorszy jest początek, więc podejdę do sprawy metodycznie. Plan jest taki: kupiłem zeszyt i będę w nim wszystko zapisywał. Sukcesy i klęski. To znaczy raczej sukcesy.
Poza tym pisanie pomoże mi zająć czymś ręce. Zamiast łapać za telefon – chwytam za długopis. Brzmi jak reklama papierniczego. Nie sądziłem, że pisanie dziennika jest takie trudne, czuję się jak idiota. Igor, skup się, chyba nie o to chodzi, żeby zapisywać wszystkie myśli. Na przykład to, że nikt mnie nie zaprosił na sylwestra i znowu siedzę w domu. Sam. Samotny Igor, który nikogo nie obchodzi.
Dobra, nie ma się co rozczulać, jeszcze raz. Dyscyplina umysłu to podstawowa kompetencja przyszłości. Wszyscy uważają, że moje pokolenie jest stracone. Planeta umiera, zanieczyszczenia, wojny i skretyniali politycy. A ja się nie dam, ja sobie zorganizuję przyszłość, wszystko jest kwestią dyscypliny. Nie jestem swoimi emocjami, mam przecież mózg. Jeśli tylko zapanuję nad myślami, to wygram. Dlatego od dzisiaj – post dopaminowy. Mam o tym książkę i tam jest napisane, że od akumulacji dopaminy traci się neurony. No way, żebym stracił swoje cenne neurony przez te chore sociale. Nie oddam już ani jednego. To ja decyduję.
Telefon dopiero od pół godziny w szafie, a już mi ciężko. Ale nie dam się. Przecież musi być coś, na co mam wpływ, coś, co zależy tylko ode mnie. Bo jak na razie to nawet głupiego kota nie mogę mieć.
Tak, zarządzanie sobą to podstawa sukcesu. I to jest moje postanowienie noworoczne.
Pogrzeb w sylwestra? Serio? To jakiś ponury żart. Śmialibyśmy się z niego razem, prawda? Ale Ty zniknąłeś, więc śmiałam się sama. Babcia cały czas poprawiała mi szalik, pewnie po to, żeby mnie zasłonić, bo co ludzie sobie pomyślą. Aż w końcu nie wytrzymała i powiedziała, że zachowuję się skandalicznie. W ogóle nie załapała, że człowiek, który śmieje się sam do siebie, to nic specjalnie wesołego. Szaleniec albo klaun. Mama próbowała mnie bronić, mówiła coś o szoku, ale jakoś nie bardzo jej wyszło. Nigdy nie miała poczucia humoru. Ty byś nie był na mnie zły. Bo dlaczego niby nie można śmiać się na pogrzebie? Co w tym złego? Najgorsze już i tak się stało.
Tak myślałam, kiedy czekałyśmy pod kaplicą, ale potem okazało się, że gorsze może być właściwie wszystko. Dzień, który od zawsze kojarzył mi się z piknikami w lesie, data Twoich urodzin zapisana czarną farbą tuż obok najgorszego dnia w moim życiu. Słodki, duszący zapach świec i kwiatów, od którego Kaja o mało nie zwymiotowała. Puste oczy mamy, która tego w ogóle nie zauważyła. No i jeszcze stypa. Co to za okropne słowo w ogóle. Kto je wymyślił? I naprawdę nie rozumiem, dlaczego mama wybrała naszą ulubioną restaurację. Powinniśmy pójść w jakieś obce, brzydkie miejsce, najbrzydsze i najbardziej obce na świecie, ale nie.
Siedzieliśmy dokładnie tam, gdzie dwa miesiące temu. Te same obrusy, ta sama zupa i nawet ten sam kelner. Tylko zamiast Ciebie pełno jakichś obcych ludzi i babcia, która prosiła, żebym nie była dla nich niemiła. Chciałam być chamska, chciałam, żeby zostawili nas w spokoju, żeby sobie poszli. Nawet Dominika i Oskar. Bałam się, że zaczną mnie pocieszać, ale na szczęście prawie nic nie mówili. Pewnie nie wiedzieli, co by mogli powiedzieć. Ja też nie mam pojęcia. Na niektóre rzeczy słowa są za ciasne.
Na przykład przymiotniki – mają tylko trzy stopnie. Zły, gorszy, najgorszy. A jeśli przekroczy się skalę, to co? Język pęknie jak Twój termometr? Pamiętam, opowiadałeś mi, że jak byłeś mały i nie chciałeś iść do szkoły, to włożyłeś termometr do herbaty, żeby udawać, że masz gorączkę. Ale herbata była za gorąca, termometr pękł i wszystko się wydało. A szklanka była pełna szkła i srebrnych rtęciowych kuleczek.
A co się robi, kiedy pęka język i brakuje słów? Włącza się telewizor. To właśnie zrobiła mama, kiedy wróciłyśmy wieczorem do domu.
Przez te kilka ostatnich strasznych dni myślałam tylko o tym, żeby czas przyspieszył, żeby już było po pogrzebie. Ale jak wróciłyśmy same do domu, to zrozumiałam, że nic się nie skończyło. Że dopiero teraz wszystko się zaczęło. Od tej strasznej ciszy, która wyskoczyła na nas z przedpokoju, w którym wciąż wisiała Twoja kurtka do biegania.
Mama nawet nie zdjęła płaszcza, tylko usiadła na kanapie i od razu sięgnęła po pilota. A potem przez kilka godzin siedziałyśmy tak we trzy i patrzyłyśmy w ekran, na którym co chwilę w innym miejscu na świecie wybuchały fajerwerki. W telewizorze ludzie skakali z radości, wznosili toasty i składali sobie życzenia, a mama przytulała do siebie Twoją zieloną kurtkę i Kaję. I mnie trochę też. Na świecie nic się nie zmieniło, ale do nas Nowy Rok nie przyszedł. Zresztą nie był nam do niczego potrzebny. Czekałyśmy na Ciebie. I chociaż żadna z nas tego nie powiedziała, myślałyśmy o jednym. Że zaraz wejdziesz, oprzesz się o szafę przy drzwiach i powiesz: „Ej, co tak siedzicie? Przecież jest sylwester! Zróbmy coś fajnego”.
Nie przyszedłeś. Nie mogę uwierzyć, że tak już będzie. Tato, proszę Cię, wróć. Daj jakiś znak, że wciąż tu jesteś. Bo jesteś, prawda? Nie mogłeś tak po prostu zniknąć.
Laura
PS Piszę, bo Twój mejl ciągle działa. Dostałeś swoje newslettery, życzenia świąteczne od sklepu z narzędziami i ponaglenie z biblioteki.
A tak się dobrze zapowiadało! Miałem w tym roku aż trzy zaproszenia na sylwestra. Rodzice też mieli wyjść, ale się pokłócili i zrezygnowali. Tyle że potem się pogodzili i po 22:00 SMS: „Filip, wracaj, my też chcemy iść potańczyć, a wiesz, że Parys nie może zostać sam”. Nożeż... Jasne, że wiem, Parys dostaje histerii przy fajerwerkach, ale liczyłem, że tym razem ich kłótnia potrwa trochę dłużej. A tak musiałem wyjść od Seby i zamiast biec na kolejną imprezkę, wróciłem do domu.
Teraz wszyscy sobie imprezują, a ja, jak palant, siedzę w kiblu, bo tu najmniej słychać hałasy, jem Krakuski i czytam Marka Aureliusza, na którym poślizgnąłem się, jak wybiegłem od Seby. Nowa książka zupełnie, wystawała spod śniegu. Ktoś zgubił albo wywalił, bo mu się prezent na święta nie spodobał. Wziąłem ją i wysuszyłem, bez sensu, żeby wylądowała w śmieciach, a poza tym lepiej spędzić sylwestra z filozofem, nawet martwym, niż tylko z trzęsącym się psem. Przynajmniej mogę liczyć na jakieś sensowne życzenia, Parys mnie najwyżej obsika ze strachu.
Pomyślałem, że skoro typ napisał Rozmyślania (do siebie samego), to pewnie coś wie o życiu, więc zrobiłem sobie z niego przepowiednię, coś jak wróżba z chińskiego ciasteczka. Trochę głupie, ale trudno, Parys mnie nie wyda.
O północy otworzyłem książkę na chybił trafił i puknąłem palcem w stronę. No i wyszło: „Cokolwiek się przytrafi...”. Przyznam, że liczyłem na coś bardziej wzmacniającego. Jakieś: „Filip, czeka cię życie jak w Madrycie” albo: „Co się odwlecze, to nie uciecze”. Poza tym skoro „było odwiecznie przygotowane”, że będę witał Nowy Rok w toalecie, to może nie ma się co napinać. Jeszcze nie raz mnie zaproszą, jestem rozrywany towarzysko, więc spoko.
Zapisuję to wszystko, żeby nie zapomnieć, jak będę sprawdzał za rok, czy się wróżba spełniła.
(NA WEWNĘTRZNEJ STRONIE PUSTEGO PUDEŁKA PO KRAKUSKACH)
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1 Wszystkie zapiski Filipa poprzedzają motta z Rozmyślań (do siebie samego) Marka Aureliusza w przekładzie Krzysztofa Łapińskiego, Warszawa 2020 (przyp. red.). ↩
