44,00 zł
Czarująca Wenecja, początek listopada. Niezastąpiony komisarz Guido Brunetti podejmuje kolejne śledztwo. Po kilku spokojnych miesiącach śmierć ponownie zawitała do miasta. Tym razem ofiarą jest niezarejestrowany imigrant ze Sri Lanki, któremu schronienia udzielił pewien zamożny wenecki ród. Brunetti wraz ze swoimi współpracownikami odkrywa w schludnym mieszkaniu mężczyzny zdumiewającą mieszankę włoskich kryminałów, książek o buddyzmie oraz materiałów o terroryzmie w tzw. latach ołowiu (anni di piombo). Ważną rolę w śledztwie odegrają również wspaniały Palazzo Zaffo dei Leoni, zastanawiająco zaniedbany ogród, wesoła suka Sara oraz nierozwiązana zagadka sprzed lat. Co okaże się fałszywym tropem, a co kluczową wskazówką? Czy Brunettiemu uda się wyjaśnić tę tajemniczą zbrodnię?
Rutynowe dochodzenie szybko staje się dla komisarza prawdziwą podróżą w przeszłość. Zgłębiając historie kolejnych podejrzanych, Brunetti wraca bowiem do czasów swojej młodości, pełnej wzniosłych idei oraz żarliwej chęci naprawy świata. Czy coś z nich jeszcze zostało?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 343
Tytuł oryginału:So Shall You Reap
Copyright © 2023 by Donna Leon and Diogenes Verlag AG, Zurich All rights reserved
For the Polish edition Copyright © by Oficyna Literacka Noir sur Blanc sp. z o.o. w Warszawie
For the Polish translation Copyright © 2026, Noir sur Blanc, Warszawa
ISBN 978-83-8403-067-7
Opieka redakcyjnaDorota Jabłońska
Opracowanie redakcyjneKarolina Przybył
KorektaAnna Burger, Jolanta Rososińska
Projekt okładkiTomasz Lec
Zamówienia prosimy kierować: – telefonicznie: 800 42 10 40 (linia bezpłatna) – e-mailem: [email protected] księgarnia internetowa: www.noir.pl
Oficyna Literacka Noir sur Blanc Sp. z o.o., 2026 ul. Frascati 18, 00‐483 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Zgodnie z art. 4 Dyrektywy 2019/790/UE oraz odpowiednimi przepisami krajowymi, niniejszym zastrzegamy prawo do wyłączenia z eksploatacji tekstów i danych (TDM) dla celów innych niż badawcze, w odniesieniu do materiałów znajdujących się w tej publikacji niezależnie od formy jej udostępnienia. Wykorzystywanie tych materiałów w ramach działań TDM jest niedozwolone.
Dla Cecily i Johannesa Trappów
Och, zgubne konsekwencje
Wściekłości przez rozum niepowściąganej!
Potwora władnego wydać każde prawo
Nie powstrzymują żadne więzy:
Zmierza na oślep od zbrodni do zbrodni,
Jedynym kresem jest jego zniszczenie.
– oratorium Saul, akt II, Händel,przeł. M. Kaczarowska
Była sobota, początek listopada. Guido Brunetti nie miał ochoty wychodzić na zewnątrz. Siedział więc w domu i starał się zdecydować, które ze swoich książek powinien usunąć z regału w gabinecie Paoli. Wiele lat temu, na kilka miesięcy przed narodzinami ich córki, zrezygnował z pokoju pełniącego funkcję jego gabinetu, aby ich drugie dziecko miało własną sypialnię. Paola udzieliła wówczas azylu jego książkom, udostępniając cztery półki. Brunetti podejrzewał wtedy, że to może być za mało, i z czasem rzeczywiście przestało wystarczać.
Przyszedł czas na Wielką Czystkę. Stanął przed decyzją, czego należy się pozbyć. Na pierwszej półce stały książki, które z pewnością będzie czytać ponownie. Na drugiej, na poziomie wzroku – te, które chciał przeczytać po raz pierwszy. Na trzeciej – dzieła, których nie dokończył, ale uważał, że to kiedyś zrobi. Na najniższej ustawił książki, o których wiedział, czasem od momentu ich kupienia, że nigdy ich nie przeczyta.
Postanowił zacząć od tych na samym dole. Przykląkł na jedno kolano, żeby przyjrzeć się grzbietom. W połowie długości półki zobaczył znajome oblicze Prousta, a dalej Prousta i jeszcze więcej Prousta. Wsunął dłonie w szczelinę przed pierwszym tomem i za ostatnim.
– Teraz – oznajmił na głos i wyjął je jednocześnie.
Podniósł się, zaniósł książki na biurko Paoli i ustawił je w chwiejnym stosie, a potem poprawił, wyrównując brzegi. Cofnął się, żeby policzyć tomy: siedem.
Przeszedł do kuchni. Zabrał jedną z papierowych toreb rozdawanych przez miasto do gromadzenia makulatury. Otworzył ją, starannie włożył do środka książki, a potem wrócił do regału. Postawił torbę na ziemi, przykląkł znowu i zaczął się przyglądać z większą uwagą pozostałym egzemplarzom. Dokonał serii intuicyjnych wyborów, dokładając książki do torby bez dawania im możliwości błagania o życie w tymczasowym azylu na biurku Paoli. Moby Dick, Czuły człowiek, Narzeczeni – lektury, które zmuszony był przeczytać jako uczeń liceo i których nienawidził. Przetrwały tak długo, ponieważ do niedawna brakowało mu odwagi, by przyznać, że „klasyka” może być tak nudna; teraz jednak trafiły do torby. Dotarł do czterech tomów poezji i dramatów D’Annunzia i od razu wiedział, że ich przeznaczeniem jest torba. Ale czy to dlatego, że autor był złym pisarzem, czy złym człowiekiem? Aby to rozstrzygnąć, Brunetti otworzył jeden z tomów poezji w przypadkowym miejscu i przeczytał pierwszy wers pierwszego wiersza, na którym spoczął jego wzrok: Voglio un amore doloroso, lento...
Dłoń, w której trzymał książkę, opadła luźno.
– Pragniesz miłości, która jest bolesna i powolna, tak? – zapytał zmarłego poetę. – A może tak pozbyć się książek szybko i bezboleśnie? – Pochylił się, podniósł szesnaście centymetrów dzieł D’Annunzia i wsunął je obok Manzoniego. – Oto związek pobłogosławiony przez niebiosa – stwierdził, zaglądając do torby, zadowolony ze swojej decyzji. Antykwariat księgarski przy Campo Santa Maria Nova przyjmie ich wszystkich z przyjemnością.
Brunetti przyjrzał się wolnemu miejscu na półce i zastanowił, czym mógłby je wypełnić. Zanim doszedł do jakichś wniosków, zadzwonił telefon.
Zaczął się przedstawiać, ale głos, w którym rozpoznał Vianella, przerwał mu w pół słowa pytaniem:
– Guido, czy możemy się spotkać na Piazzale Roma?
– Jest sobota, Lorenzo – odpowiedział Brunetti swojemu przyjacielowi i współpracownikowi. – Poza tym pada i jest zimno.
– To jest ważne – dodał Vianello.
– Mów.
Tamten tylko ciężko westchnął i zaczął:
– Dzwonił do mnie Fazio. – Brunetti potrzebował chwili, żeby przypomnieć sobie to nazwisko. Chodziło o sierżanta z Treviso, z którym zarówno on, jak i Vianello pracowali w przeszłości. – Alvise został aresztowany.
– Alvise? – zapytał, niezdolny ukryć swojego osłupienia. Powtórzył, niższym głosem, ale równie zaszokowany: – Alvise?
– Tak.
– Gdzie?
– Tam. W Treviso.
Zastanawiał się, co, na litość boską, Alvise mógłby robić w Treviso. Co właściwie ktokolwiek mógłby tam robić, szczególnie w taki dzień jak dzisiaj?
– Dlaczego tam pojechał?
– Był na proteście.
Brunetti przez chwilę próbował sobie przypomnieć, kto mógł grozić protestami w ten weekend. Nie kolejarze, nie pozostali jeszcze antyszczepionkowcy, nie robotnicy z Marghery – którzy wiecznie przeciwko czemuś protestowali – ani nie pracownicy służby zdrowia, bo ci protestowali dwa tygodnie wcześniej.
– Jakim?
– Na paradzie równości – odparł całkowicie beznamiętnym tonem.
– Paradzie równości? – powtórzył, podnosząc głos. – Alvise? Nie mamy nic wspólnego z patrolowaniem Treviso – przypomniał.
– On nie był na patrolu.
– No to co tam robił?
– Dlatego właśnie jedziemy do Treviso. Żeby się dowiedzieć.
– Co się stało?
W słuchawce usłyszał dźwięk vaporetto włączającego wsteczny bieg, żeby zatrzymać się na przystanku. Rozległ się głos nienależący do Vianella:
– Ca’ Rezzonico.
Brunetti kierował się już do drzwi, przy których rano, po powrocie z wyprawy na kawę i po gazetę, zostawił płaszcz przeciwdeszczowy i parasol.
Przełożył telefon do lewej ręki i wymacał w kieszeni płaszcza klucze do mieszkania.
– Rozumiem. Spotkamy się przy postoju taksówek – powiedział. Potem, zanim Vianello zdążył się rozłączyć, zadał jeszcze pytanie: – Za co został aresztowany?
– Stawianie oporu podczas zatrzymania.
Komisarz zaniemówił.
– Oraz naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza sił porządkowych – dodał Lorenzo.
Brunetti bez trudu przetłumaczył język policyjny na rzeczywistość.
– Naruszenie nietykalności cielesnej? Alvise?
– Fazio nie jest pewien, co się wydarzyło. Zadzwonił do mnie, gdy Alvise został przywieziony do komendy. Poprosił, żebym przyjechał. I zabrał cię ze sobą – wyjaśnił.
– Dobrze, już wychodzę. – Brunetti zakończył połączenie.
Pomimo deszczu i zimna postanowił iść piechotą – promy w taką pogodę były przegrzane i zatłoczone. Myśl o paskudnie ciepłym i wilgotnym powietrzu w części dla pasażerów potwierdziła słuszność tego wyboru.
Po drodze na Piazzale Roma zastanawiał się nad tym, co usłyszał od Vianella. Alvise? Alvise służył w policji tak samo długo jak Brunetti, ale podczas gdy Brunetti awansował w hierarchii, Alvise – powolny, uprzejmy, nieudolny, niekompetentny i powszechnie lubiany, chociaż uchodzący za głupca – pozostawał szeregowym funkcjonariuszem. Pomimo wszystkich wymienionych powyżej wad stał się kimś w rodzaju maskotki, wręcz ulubionej maskotki w komendzie. Nigdy nie strzelił z broni służbowej i nigdy nie doznał nagłego olśnienia pozwalającego wykryć sprawcę przestępstwa, ale niejeden raz narażał się na niebezpieczeństwo, żeby pomóc koledze lub koleżance z pracy. Jego włosy zaczęły się przerzedzać i posiwiały na skroniach, twarz poznaczyły zmarszczki, przybrał na wadze. Nigdy nie opowiadał o sobie, chociaż interesował się innymi i pamiętał imiona ich żon, mężów i dzieci; był lojalny i starał się z całych sił. Teraz zaś został aresztowany w Treviso podczas parady równości i podobno uderzył innego policjanta.
Brunetti spróbował sobie przypomnieć, czy kiedykolwiek widział Alvisego poza komendą i czy miał z nim do czynienia w okolicznościach innych niż służbowe, ale uświadomił sobie, że to niemożliwe. Alvise – być może dlatego, że nie był traktowany przez kolegów z pracy poważnie – nie był także uznawany przez nich za w pełni odrębną osobę. Brunetti mimowolnie przystanął, gdy dotarło do niego, że mógłby go nie rozpoznać w cywilnym ubraniu. Obrócił głowę i przez chwilę wpatrywał się w sklepową witrynę, usiłując sobie przypomnieć wygląd funkcjonariusza. Zdołał odtworzyć w pamięci tylko okrągłą twarz bez żadnego zarostu, włosy, nadal w większości brązowe, oczy przymrużone, gdy Alvise się uśmiechał, oraz ogólną niezdolność do stania w bezruchu. Poza tym Alvise był w zasadzie kreskówkową sylwetką mężczyzny w mundurze i czapce, która zawsze wydawała się o jeden numer na niego za duża.
– Zupełnie jakby nie istniał naprawdę – mruknął Brunetti.
Ta myśl kazała mu się zastanowić, ilu jeszcze funkcjonariuszy tak naprawdę dla niego nie istniało, a to z kolei doprowadziło go do pytania, czy oni wszyscy potrafią oddzielać życie prywatne od spraw służbowych.
Odwrócił wzrok od butów na sklepowej wystawie i ruszył dalej, obliczywszy godzinę przypłynięcia łodzi Vianella.
Spróbował sobie przypomnieć niedawne wydarzenia, w których brał udział jego współpracownik – w każdym z nich Alvise stawał się źródłem zamieszania. Przyszedł pod niewłaściwy adres, żeby dokonać aresztowania; zostawił w autobusie teczkę pełną zeznań świadków. Ale także rozbroił mężczyznę grożącego żonie nożem kuchennym i raz zapobiegł bójce w restauracji, gdzie klient, podobno niezadowolony z otrzymanego posiłku, rzucił w kelnera talerzem makaronu i przewrócił stolik, przy którym siedział. Jakimś cudem Alvise, zajmujący miejsce obok, zdołał go uspokoić. Rozmawiał z nim przez kilka minut, a potem zaproponował, żeby mężczyzna przeprosił kelnera, i pomógł mu ustawić z powrotem stolik.
Matka tego mężczyzny, jak wyjaśnił Alvise właścicielowi, była w szpitalu, a rokowania wyglądały bardzo źle. Pasta tak bardzo przypominała jej dania, że mężczyzna nie wytrzymał nerwowo. Jego przeprosiny były szczere i pełne łez. Następnego dnia, gdy ta historia dotarła do komendy, Alvise powiedział tylko, że zmarnował się bardzo smaczny makaron.
Brunetti zobaczył Vianella ubranego w sztruksowe spodnie i grubą kurtkę z kapturem, stojącego na początku rzędu taksówek. Na jego widok inspektor pochylił się i otworzył tylne drzwi samochodu, a potem obszedł taksówkę, żeby wsiąść z drugiej strony. Zanim Brunetti zdążył się odezwać, Vianello podał kierowcy adres komendy w Treviso i usiadł wygodnie.
– No i? – zapytał Brunetti.
Vianello sięgnął, żeby zasunąć szybę oddzielającą ich od kierowcy. Odwrócił się do Brunettiego i zaczął mówić przyciszonym głosem:
– Parada wyglądała tak jak zwykle. Jakieś dwie setki uczestników niosących transparenty i skandujących slogany. Fazio mówił, że mimo deszczu atmosfera była bardzo ciepła.
– Skąd wyruszyli?
– Sprzed budynku COIN. Mieli pozwolenie na przejście Via Lazzari. W planie był koncert i chyba kilka przemówień, ale nie wzięli pod uwagę deszczu, więc sprawy trochę się skomplikowały i ostatecznie wyruszyli spod COIN po jedenastej.
– Co z tego? – zapytał Brunetti. Gdy w grę wchodziło dwieście osób, opóźnienia wydawały się nieuniknione.
– Wtedy właśnie pewni ludzie zaczęli się wtrącać – ciągnął inspektor.
– Jak to? – zdziwił się. W tym deszczu? W sobotę rano?
– Fazio był na miejscu. Twierdzi, że naliczył około dwudziestu. Tak jak zwykle: grubi faceci z cytatami z Biblii na banerach. Żadnych kobiet. Wyzwiska, powtarzanie protestującym, że są skazani na potępienie.
– Wydają się równie obłąkani jak przeciwnicy aborcji.
– Nie zapominaj o antyszczepionkowcach – powiedział Vianello.
Brunetti skinął głową i westchnął, ponieważ przypomniał sobie pewną szczególnie nieprzyjemną demonstrację pod szpitalem.
– Co się stało?
– Fazio dostał rozkazy, żeby towarzyszyć demonstrującym. Był w mundurze. Powiedział, że jeden z przeciwników marszu... – Vianello zastanowił się nad tym określeniem, potrząsnął głową i kontynuował: – podbiegł do uczestników parady, trzymając przed sobą horyzontalnie baner, i specjalnie na nich wpadł. Trzy czy cztery osoby przewróciły się na ziemię.
– Zostały ranne?
– Właściwie nie. To było głównie z zaskoczenia.
– Co potem?
– Fazio powiedział, że ten facet zaczął wymachiwać banerem, zamierzać się na ludzi. Fazio pobiegł do niego, ale zanim tam dotarł, jeden z uczestników parady złapał za baner, wyrwał go facetowi i uderzył nim kilka razy o ziemię. Połamał na kawałki.
– Co wtedy zrobił tamten facet?
– Zaczął wrzeszczeć na tego, który zabrał mu baner. To co zwykle: „przeklęte pedały”, „będziecie się smażyć w piekle”. Wtedy jednak Fazio dostał wiadomość radiową od swojego porucznika, a gdy skończył rozmowę, rozejrzał się i zobaczył, że jeden z jego ludzi zakłada kajdanki mężczyźnie, który zniszczył baner.
– Chcesz mi powiedzieć, że to był Alvise? – zapytał Brunetti, niezdolny powstrzymać zdumienia w głosie.
Vianello skinął głową.
– Czy ktoś był świadkiem tego, co się wydarzyło?
– Fazio zdołał uzyskać nazwiska i adresy kilku osób, które przy tym były, ale sam wiesz, jak to jest. Nikt niczego nie widział.
Brunetti wiedział, jak to jest. O ile ktoś nie sfilmował jakiegoś zajścia komórką i się tym nie pochwalił, bardzo niewiele osób było gotowych przyznać, że stało się świadkami przestępstwa. Mało kto miał ochotę zaplątać się w tryby opieszale działającej machiny wymiaru sprawiedliwości.
Samochód zwolnił, więc Brunetti wyjrzał przez okno. Znajdowali się przed gmachem komendy w Treviso.
Vianello zapłacił i wysiadł z taksówki. Brunetti poszedł w jego ślady i tak jak przy pierwszej wizycie stanął, wpatrując się w wysoki budynek i próbując jeszcze raz policzyć piętra. Jak zwykle się pogubił, pokonany przez architekta, który do każdego piętra przypisał więcej niż jedno poziome okno. Brunetti poddał się i wszedł za Vianellem do środka. Kiedy inspektor prowadził go korytarzami, nikt nie zapytał ich, kim są ani dlaczego tutaj przyszli. Brunetti nie wiedział, czy to dowód braku zabezpieczeń, czy też obaj w jakiś sposób wyglądali na policjantów i dlatego nie zwracali niczyjej uwagi. Może także, tak jak potwierdzało to wielu przestępców w jego karierze, nie miało znaczenia, gdzie próbowało się wejść – jak długo człowiek wyglądał, jakby wiedział, dokąd idzie, nikt mu nie przeszkadzał. Brunetti wsiadł z Vianellem do windy, wyszedł na drugim piętrze i trzymał się tuż za nim, gdy inspektor skręcił w prawo, a potem w lewo, aż stanął przed gabinetem, na którego drzwiach widniało nazwisko „Danieli”.
Vianello zapukał, ze środka odpowiedział męski głos. Weszli. Za biurkiem siedział niski, gruby mężczyzna. Jego włosy były także krótkie i grube, przycięte tuż przy czaszce. Ubrany był w szary garnitur, białą koszulę, a pod szyją zawiązał krawat w niebiesko-czerwone pasy. Podniósł głowę i wstał; miał bardzo jasne, niebieskie oczy o leciutko uniesionych zewnętrznych kącikach.
– Ach, panowie, cieszę się, że mogliście się pojawić. Słyszałem, że was powiadomił – zwrócił się do komisarza. Jakimś sposobem wiedział, że Brunetti jest wyższy rangą. – Jestem Danieli – oznajmił.
Komisarz podał ich nazwiska i rangę Vianella. Zamiast uścisnąć ich dłonie, Danieli wskazał krzesła przed biurkiem i zaczekał, aż usiądą, zanim zajął swoje miejsce.
Brunetti szperał we wspomnieniach w poszukiwaniu nazwiska mężczyzny. Kojarzył je, chociaż nie mógł sobie przypomnieć skąd.
– Przyjechał pan w sprawie jednego z waszych ludzi – powiedział Danieli. Było to stwierdzenie, a nie pytanie, skierowane do jednego z nich.
– Tak – potwierdził Brunetti. – Alvise. – Potem przywołał w pamięci jego imię i dodał: – Dario.
Na biurku leżała otwarta teczka.
– Jak długo jest na służbie w Wenecji? – zapytał Danieli, zaglądając do niej.
Brunetti spojrzał na Vianella, który odpowiedział:
– Od lat.
– Jak go oceniacie? – Danieli użył liczby mnogiej, więc odpowiedzieć mógł dowolny z nich.
– Jest rzetelny, uczciwy, potrafi dobrze radzić sobie z ludźmi – powiedział Brunetti.
Danieli spojrzał na Vianella, który dodał:
– To jeden z najbardziej lubianych funkcjonariuszy w komendzie. Nigdy nie było z nim problemów dyscyplinarnych i już nieraz potrafił deeskalować sytuację, zanim doszło do użycia przemocy.
Komisarz skinął głową potwierdzająco.
– Czy jego orientacja homoseksualna sprawiała kiedykolwiek jakieś problemy?
Osłupiały Brunetti odchylił się do tyłu na krześle, jakby te słowa stanowiły fizyczny cios. Splótł ręce i zaczął się wpatrywać w mapę Treviso wiszącą na przeciwległej ścianie. W końcu odpowiedział:
– Nie, nie przypominam sobie niczego takiego.
To z całą pewnością była prawda. Potem, z nadzieją, że uda mu się skierować rozmowę w inną stronę niż ta, w którą wyraźnie zmierzał Danieli, dodał:
– Chciałbym wierzyć, że tamte czasy mamy już za sobą.
– Jakie czasy? – zapytał uprzejmie Danieli.
– Te, które wszyscy przeżyliśmy – odparł Brunetti. – Gdy nasi przyjaciele geje musieli kłamać i udawać, a niektórzy z nich nawet żenić się i zakładać rodziny. – Wzruszył ramionami, spojrzał na Vianella, a potem znowu na Danielego. – I po co?
– Jak sądzę przede wszystkim po to, żeby nie stracić pracy – odpowiedział Danieli. – A także tego, co dawniej nazywano szacunkiem.
W tym momencie inspektor wtrącił się do rozmowy.
– Najmocniej przepraszam, signore, ale czy może pan powiedzieć, dlaczego pan o to pyta?
Danieli zamknął teczkę – Brunetti zauważył, że w środku znajdowała się zaledwie pojedyncza kartka – i oznajmił:
– Dotarły do mnie sprzeczne relacje na temat tego, co zaszło. Ktoś z obecnych na miejscu twierdził, że wasz funkcjonariusz stawiał opór, gdy mój człowiek chciał mu założyć kajdanki. – Zanim Vianello zdążył cokolwiek powiedzieć, Danieli kontynuował: – Inna osoba mówi, że mój podwładny zachowywał się z celową i nadmierną brutalnością wobec waszego.
– Co powiedział funkcjonariusz Alvise? – zapytał Brunetti.
Danieli postukał w okładkę teczki palcem wskazującym.
– Jak do tej pory nie miał okazji nikomu niczego powiedzieć.
– Czyli siedzi samotnie w celi i czeka, aż przyjdziemy, żeby go zabrać? – upewnił się Brunetti.
Zgodnie z jego oczekiwaniami ich rozmówca zareagował na to pytanie uśmiechem.
– Tak, coś w tym rodzaju. Został umieszczony w celi, gdy do nas trafił. Ktoś z oddziału pilnującego porządku podczas protestu rozpoznał w nim policjanta z Wenecji.
– Rozumiem – powiedział komisarz.
– Dlatego poprosiłem Fazia, żeby zadzwonił do kogoś z weneckiej komendy, kogo zna i komu ufa, i powiedział, że jeden z waszych ludzi jest tutaj, więc chcielibyśmy, żeby ktoś przyjechał i pomógł nam znaleźć sposób na załatwienie tej sprawy.
– Załatwienie po przyjacielsku? – upewnił się Brunetti.
– Oczywiście – odparł bez wahania Danieli. – Ostatnią rzeczą, której ktokolwiek z nas potrzebuje, jest „Il Gazzettino” trąbiące o policyjnej brutalności. – Popatrzył w przestrzeń, jakby widział pierwszą stronę gazety wyświetlającą się na ścianie za ich plecami. – Można by pomyśleć, że mieszkamy w Bronksie, gdyby sądzić po tym, jakiego amoku dostają za każdym razem, gdy ktoś twierdzi, że został poturbowany podczas zatrzymania.
Brunetti zwrócił uwagę na to słowo: „zatrzymanie”, a nie „aresztowanie”.
– To się zdarza, prawda? – zapytał inspektor.
– Rzadko – odparł obojętnym tonem Danieli. Przyjrzał się im obu. – Z pewnością panowie to przyznają.
Komisarz skinął głową, podobnie jak Vianello, który stwierdził:
– Prawdopodobnie to dlatego, że Wenecja jest taka mała. Niewielka pula genowa. Zawsze jest szansa, że zostanie zatrzymany kuzyn kogoś, kogo znamy, albo nauczyciel matematyki naszego syna.
Brunettiemu spodobało się, że Vianello powtórzył słowo „zatrzymać”.
– Ci nauczyciele matematyki to znani chuligani – dodał komisarz, żeby wprowadzić nutę humoru.
Danieli krótko się roześmiał.
– Czy w takim razie możemy to załatwić w koleżeńskiej atmosferze? – zapytał.
Zwrócił uwagę, że „przyjacielska” atmosfera została zdegradowana do „koleżeńskiej” i zastanowił się przez chwilę.
– Czy moglibyśmy najpierw porozmawiać z Alvisem? – zapytał.
Danieli nie próbował ukrywać zaskoczenia, ale odpowiedział spokojnie:
– Oczywiście. Polecę go tu zaraz przyprowadzić. – Sięgnął do telefonu na biurku i wybrał dwie cyfry. Czekając, aż ktoś odbierze, wskazał machnięciem ręki gabinet. – Mogą panowie pomówić z nim tutaj.
Zanim zdążyli zaprotestować przeciwko takiej wspaniałomyślności, Danieli uniósł rękę i powiedział do telefonu:
– Gianluca, możesz przyprowadzić do mojego gabinetu mężczyznę, który został zatrzymany dzisiaj rano? Jest w jednej z cel w areszcie tymczasowym na parterze. Są tu dwaj panowie, którzy chcą z nim porozmawiać. – Milczał przez chwilę, a potem odpowiedział: – Tak, podczas protestu.
Rozmówca coś jeszcze mówił. Danieli podziękował mu i odłożył słuchawkę. Potem popatrzył na Brunettiego i Vianella.
– To nie powinno potrwać długo – zapewnił.
Brunetti wiedział, że to właściwa chwila, żeby wdali się całą trójką w rozmowę o sporcie lub wybrali inny temat konwersacji pozwalający mężczyznom wypełnić czymś czas. Jednak żaden z nich nie miał na to ochoty lub też po prostu nie miał nic do powiedzenia.
Minęły cztery minuty – z punktu widzenia osób, które czekają, aż coś się wydarzy, to bardzo długo.
Rozległo się szybkie pukanie do drzwi.
– Avanti! – zawołał Danieli i drzwi się otworzyły.
Do środka wszedł umundurowany policjant, który zasalutował niedbale Danielemu, a potem odsunął się na bok, żeby pozwolić stojącemu za nim mężczyźnie wkroczyć do gabinetu.
Alvise z rękami po bokach zrobił kilka kroków w głąb pomieszczenia. Na widok Vianella część napięcia zniknęła z jego twarzy, ale pojawiła się na nowo, gdy zobaczył także Brunettiego. Złączył stopy i zasalutował Brunettiemu, ale się nie odezwał.
Stary poczciwy Alvise – w dżinsach i grubym ciemnoniebieskim swetrze zapinanym na suwak. Na wierzch miał narzucony granatowy sztormiak, jaki zakłada się na łódź w deszczowy dzień.
W cywilnym ubraniu mniej przypominał Alvisego, którego znali – wydawał się w jakiś sposób mniejszy, ale za to wyrazistszy. Jeszcze trudniej było go rozpoznać z powodu ciemnoczerwonego sińca, który wykwitł na jego lewym policzku, i grubego zakrwawionego bandaża na czole, zasłaniającego w większości, chociaż nie całkowicie, zadrapania wyglądające, jakby ktoś przeciągnął go twarzą po nierównej powierzchni.
Brunetti bez zastanowienia wstał i przysunął jeszcze jedno krzesło.
– Siadaj – powiedział.
Alvise, który być może nie był pewien, jak powinien się zachować w towarzystwie wyższych rangą funkcjonariuszy, zasalutował tylko i stanął sztywno na baczność.
– Na litość boską, Alvise, co ci się stało? – zapytał Vianello, przechodząc na dialekt wenecki.
Nadal sztywny, z palcami jakby przyklejonymi do czoła, skorzystał z okazji, żeby odpowiedzieć w tym samym dialekcie, i nareszcie się odezwał:
– Spadłem ze schodów.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Nakładem wydawnictwa Noir sur Blanc ukazały sięnastępujące powieści Donny Leon:
KOMISARZ BRUNETTI I TAJEMNICE WENECJI
ŚMIERĆ W LA FENICE (1)1998, 2006 (seria kieszonkowa), 2024
ŚMIERĆ NA OBCZYŹNIE (2)1999
STRÓJ NA ŚMIERĆ (3)1999
ŚMIERĆ I SĄD (4)1999
ACQUA ALTA (5)1999, 2011 (seria kieszonkowa)
CICHO, WE ŚNIE (6)2001, 2009 (seria kieszonkowa), 2025
SZLACHETNY BLASK (7)2002
ZGUBNE ŚRODKI (8)2003, 2007 (seria kieszonkowa)
ZNAJOMI NA STANOWISKACH (9)2004, 2008 (seria kieszonkowa)
MORZE NIESZCZĘŚĆ (10)2005, 2007 (seria kieszonkowa), 2025
PERFIDNA GRA (11)2006 (seria kieszonkowa), 2026
SŁOWO OFICERA (12)2007 (seria kieszonkowa)
FAŁSZYWY DOWÓD (13)2008 (seria kieszonkowa)
KREW Z KAMIENIA (14)2009 (seria kieszonkowa), 2026
MĘTNE SZKŁO (15)2010 (seria kieszonkowa)
OKROPNA SPRAWIEDLIWOŚĆ (16)2010 (seria kieszonkowa)
DZIEWCZYNA Z JEGO SNÓW (17)2011 (seria kieszonkowa)
UKRYTE PIĘKNO (18)2012 (seria kieszonkowa)
KWESTIA WIARY (19)2013 (seria kieszonkowa)
PO NITCE DO KŁĘBKA (20)2014 (seria kieszonkowa)
DZIKA ZACHŁANNOŚĆ (21)2015 (seria kieszonkowa)
ZŁOTE JAJO (22)2016 (seria kieszonkowa)
GRA POZORÓW (23)2017 (seria kieszonkowa)
ZAUROCZENIE (24)2019 (seria kieszonkowa)
WODA WIECZNEJ MŁODOŚCI (25)2018 (seria kieszonkowa)
DOCZESNE SZCZĄTKI (26)2020 (seria kieszonkowa)
POKUSA PRZEBACZENIA (27)2021 (seria kieszonkowa)
ADOPCJA (28)2022 (seria kieszonkowa)
PIERWIASTKI ŚLADOWE (29)2023 (seria kieszonkowa)
ULOTNE PRAGNIENIA (30)2024
FUNDACJA (31)2025
KTO SIEJE WIATR (32)2026
POZA CYKLEM
SZCZYPTA WENECJI,CZYLI ULUBIONE DANIAKOMISARZA BRUNETTIEGO(wspólnie z Robertą Pianaro) 2012
WĘDRÓWKA PRZEZ ŻYCIE.WSPOMNIENIA2025
