Koty z Grochowa - Paulina Organiściak-Kwiatkowska, Nina Sieniarska - ebook
Opis

UWAGA ta książka zawiera Wielką Kocią Tajemnicę!
Gotowy zamruczeć wewnątrz czytelnik znajdzie w książce opowieści małe i duże, zabawne i całkiem poważne, te trochę smutne i te optymistyczne, ale zawsze pożyteczne. Futrzakowe mądrości przekazują tu byli i obecni podopieczni Fundacji Koty z Grochowa dającej dom i opiekę tym, którzy często niezauważenie żyją obok nas i potrzebują pomocy, a nieraz również swojego człowieka.  To właśnie oni mają tu swój mruczący głos i korzystają z niego, by opowiedzieć o tym, co w byciu kotem jest najważniejsze.
My już mruczymy wewnątrz, dlatego 10% z dochodu ze sprzedaży tej książki przekazujemy na działalność statutową Fundacji Koty z Grochowa.
A może i ty zamruczysz?
Lektura odpowiednia dla miłośników kotów w wieku od 3 do 199 lat 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 69

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Koty z Grochowa, czyli o mruczeniu wewnątrz

Paulina Organiściak-Kwiatkowska, Nina Sieniarska Ilustracje: Bartosz Ostrowski

Copyright by Fundacja Koty z Grochowa – Na rzecz Kotów w Potrzebie

This edition copyright © 2019 by Wydawnictwo RM 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected] www.rm.com.pl

ISBN 978-83-8151-283-1 978-83-8151-302-9 (epub) 978-83-8151-303-6 (mobi)

Wydawczyni: Aleksandra Żdan Redakcja: Aleksandra Małek Korekta: Justyna Mrowiec, Bartłomiej Nawrocki Projekt okładki i ilustracje: Bartosz Ostrowski Edytor wersji elektronicznej: Tomasz Zajbt Opracowanie wersji elektronicznej: Marcin Fabijański Weryfikcja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy.

Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli.

Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]

O POWSTANIU KOCIEGO ŚWIATA

Nie wiem, czy wy wie­cie, ale jak nie wie­cie, to wam po­wiem. We­zmę i uchy­lę wam rąb­ka Wiel­kiej Ko­ciej Ta­jem­ni­cy. Bo to jest tak, że nie każ­dy kot może zo­stać wi­dzą­cym ko­tem. Ro­dzi się śle­py i naj­pierw musi wziąć i przejść pró­bę. Pró­bę cza­sem moc­no bo­le­sną, a cza­sem zu­peł­nie nie. Cza­sem się nie uda­je, a cza­sem uda­je. Nie­ste­ty pró­by te (zwłasz­cza te bo­le­sne) są czę­sto wy­ni­kiem obo­jęt­no­ści i igno­ran­cji czło­wie­ka. Koty o tym wie­dzą, ale i tak wam wy­ba­cza­ją.

Nie­któ­re koty mają za to spe­cjal­ne oko, ono po­wsta­je po pro­stu w wy­ni­ku róż­nych nie­szczęść po dro­dze, ale po­tem taki kot jest bar­dziej ko­tem niż inne koty na­wet. Kota Lila z domu tym­cza­so­we­go u ciot­ki Pau­li­ny ma ta­kie ma­gicz­ne oko, ale i ja będę mieć, tyl­ko bar­dziej, bo ono bę­dzie bar­dziej we­wnątrz niż na ze­wnątrz ma­gicz­ne, moje oko bę­dzie wi­dzieć wię­cej… Będę więc spe­cjal­nym ko­tem bar­dziej dla czło­wie­ka. Tyle ty­tu­łem wstę­pu do Wiel­kiej Ko­ciej Ta­jem­ni­cy, te­raz przej­dę do opo­wie­ści wła­ści­wej, któ­rą to każ­dy kot zna, któ­rą każ­dy kot ro­zu­mie.

Bo to było tak, że na po­cząt­ku wszyst­kie­go był Kot Wszyst­ko­wi­dzą­cy. On, Pierw­szy Kot, był na­wet bar­dziej pierw­szy niż Ko­cia Wróż­ka. I kie­dy Kot Wszyst­ko­wi­dzą­cy zna­lazł naj­pierw­sze kar­to­no­we pu­deł­ko, po­wie­dział, że koty mu­szą da­wać lu­dziom szan­sę i po­ma­gać im zno­sić tru­dy co­dzien­no­ści i tro­ski, dbać o nich i opie­ko­wać się nimi, ale wła­śnie tak, żeby łysi koci o tym nie wie­dzie­li, bo lu­dzie cza­sem za dum­ni tacy są. I naj­waż­niej­sze: koty mu­szą uczyć lu­dzi EM­PA­TII i zro­zu­mie­nia dla zwie­rząt i świa­ta, bo jak taki czło­wiek zro­zu­mie, że ko­tek to coś wię­cej niż na­peł­nie­nie mi­ski i opróż­nie­nie ku­we­ty, jak kot na­uczy czło­wie­ka, że kot czu­je i mówi do nie­go w swo­im ję­zy­ku, to i czło­wiek WRAŻ­LIW­SZY na świat się sta­je i się otwie­ra. I wte­dy za­czy­na mru­czeć we­wnątrz, a jak mru­czy we­wnątrz, to DO­BRO się roz­prze­strze­nia. Ja też znaj­dę kie­dyś swo­je­go łysi koci, któ­re­go na­uczę, jak mru­czeć we­wnątrz.

Zu­zia

O TYM, JAKIE KOTY TRAFIAJĄ DO AZYLOWA

– Chodź no, Pasz­tet, je­steś po­kie­re­szo­wa­ny ży­ciem dzia­du­lo, masz szan­sę, nie spa­praj tego! – po­wie­dzia­ła ciot­ka Na­ta­lia i za­bra­ła mnie do Azy­lo­wa...

Jak zo­ba­czy­łem, ja­kie tu koty są, to po­my­śla­łem: „Sko­ro tu ta­kie har­pa­ga­ny bez łap la­ta­ją, to i ja mój chu­dy zad też tu ulo­ku­ję!”. I tak oto miesz­kam w Azy­lo­wie! Do­sta­łem na po­czą­tek pry­wat­ny apar­ta­ment, ale i tak od­wie­dza mnie sza­rań­cza i cią­gle gada coś o dziad­ku. Smro­dy małe ta­kie, zwłasz­cza taki śmiesz­ny Dziu­bek! To ten, co to go ciot­ka Nina cią­gle bie­rze, na twarz jak ma­skę kła­dzie i ca­łu­je w brzu­cha­la! A ten bez pa­zu­rów obej­mu­je ją i mru­czy! No wie­cie co, żeby tak bez par­do­nu kota w brzuch! Jak się ostat­nio przy­tu­la­li, to po­tem ciot­ka spoj­rza­ła na mnie i mówi do ciot­ki Na­tal­ki, że trze­ba chy­ba in­nych ma­ści do tych Pasz­te­to­wych oczu. I jak po­wie­dzia­ła, tak zro­bi­ła! Nie przy­znam się, że te ma­zi­dła dzia­ła­ją i moje oczy le­piej wi­dzą. Co to, to nie, prę­dzej mnie szczur kop­nie! Z do­brych wie­ści (bo nowe oczne ma­zi­dła to nie są do­bre wie­ści) to po­zna­łem trzy koty, co w su­mie dzie­więć łap mają! Da­cie wia­rę? Jest tu Szysz­ka, co to bar­dziej jak kró­lik wy­glą­da, bo w ja­kie wny­ki wpa­dła i ogon, i łapę stra­ci­ła! Jest Rol­ka, co to bez łapy po ja­kimś wy­pad­ku jest i glu­ta wiel­kie­go le­czy, i jest mała Kaś­ka, taka smar­ka­ta, le­d­wo dwa mie­sią­ce ma i już na trzech ła­pach ska­cze. No, jak zo­ba­czy­łem jesz­cze do tego ma­łe­go Afro, po­wy­krzy­wia­ne­go jak ja­kie szczu­rze pod­rzut­ki, to po­my­śla­łem: „To do­bre miej­sce, aby ko­ści­ste me za­dzi­sko w nim ulo­ko­wać na resz­tę dni!”. I już wczo­raj ma­chłem łapą na ciot­kę Ninę i po­my­śla­łem, że po­go­dzę się z jej za­pę­da­mi „ko­cham-kot­ka” oraz „no­wy­mi ma­zi­dła­mi”, ale jak wpa­dła wzię­ła wie­czo­rem i od wej­ścia pyta: „Gdzie ten sta­ry, ma­rud­ny dzia­du, co chu­dy jak nie­szczę­ście?”. No to już so­bie osta­tecz­nie wy­ro­bi­łem zda­nie o tej ciot­ce, żeby tak o mję, że dzia­du… A czy my ra­zem na po­lo­wa­niu byli, hę?! Nie są­dzę… A po­tem, jak wzię­ła się do tych pa­pek, co to „spra­wią, że na­bie­rzesz, dzia­du, ciał­ka i sza­leć bę­dziesz jak zły”, to już wam po­wiem, że wolę ciot­kę Na­ta­lię... Ale może się z ciot­ką Niną prze­pro­si­my, to zna­czy ona mnie. Bo coś sły­sza­łem, że mi dziś ro­sół przy­nie­sie. A na ko­niec do­wie­dzia­łem się, że rzą­dzi tu taka he­te­ra zwa­na dla nie­po­zna­ki Bab­ką He­sią. Nie wiem jesz­cze, co to za jed­na, ale wiem, że na­kła­da­nie mi­sek za­czy­na się od niej, ma też swój tron i jak Bab­ka He­sia po­wie, tak jest... No zo­ba­czy­my, jak to z nią bę­dzie…

Dzia­du, wróć, Pasz­tet

O TYM, ŻE MAŁE KOTKI MUSZĄ MIEĆ KOCICH NAUCZYCIELI

Dziś do was mó­wię ja, Kotu Be­he­mo­tu, ten, co to nie­jed­ne­go ko­cia­ka na­uczył być ko­tem. Mó­wię do was, bo to waż­ne. Co roku na wio­snę po­ja­wia­ją się set­ki ogło­szeń o ko­cia­kach do ad­op­cji. Ta­kich ma­łych, słod­kich kul­kach, ta­kich, co to mają z pięć ty­go­dni i jesz­cze mle­kiem pach­ną. Jako głów­na niań­ka i opie­kun ta­kich szczu­rów ma­łych, mó­wię: NIE BIERZ­CIE TA­KICH MA­LU­CHÓW. One po­win­ny być jesz­cze z mat­ką! Ja wiem, że one słod­kie, pu­cha­te i roz­kosz­ne, ale nic nie umie­ją i się już nie na­umie­ją, na­wet jak dwa weź­mie­cie, bo nie mają od kogo! Po­tem ta­kie nie­wy­cho­wa­ne po świe­cie cho­dzą i złą opi­nię nam ko­tom wy­sta­wia­ją, bo za­cho­wać się nie umie­ją. Ta­kie małe sraj­ty, jak ta sza­rań­cza, co to obok mję stoi, pod­gry­za, nie zna ha­mul­cy i inne ma ko­cie nie­pra­wi­dło­we za­cho­wa­nia, a im star­sze toto, to może być tego wię­cej. Dla­te­go ja mu­szę je wszyst­kie­go uczyć, ra­zem z resz­tą do­ro­słej fe­raj­ny, żeby sza­rań­cza wie­dzia­ła, jak się za­cho­wać. Ta­kie bą­ble, jak nie mają mat­ki, to w to­wa­rzy­stwie do­ro­słych ko­tów in­nych być po­win­ny, naj­le­piej tak do trze­cie­go mie­sią­ca ży­cia albo i dłu­żej na­wet! No ale taki trzy­mie­sięcz­ny to już tylu chęt­nych na ad­op­cje nie ma... Wie­cie, że ona na­wet mię­sa jeść nie umie? Nor­mal­nie taki srajt w jej wie­ku to chru­pie my­szo­le, a tu le­d­wo kęsa zła­pie gru­bo po­kro­jo­ne­go wo­ło­we­go i pusz­cza, bo nie wie, jak to jeść! Dłu­ga to bę­dzie moja pra­ca, żeby wy­cho­wać tego sza­ta­na, oj dłu­ga, a to do­pie­ro pierw­szy ma­luch w tym se­zo­nie osie­ro­co­ny za wcze­śnie... Ja wiem, że są róż­ne sy­tu­acje, ale je­śli ko­ciak ma mat­kę, to niech przy niej bę­dzie, aż na­uczy się być ko­tem.

Miau, to rze­kłem ja, Be­he­mot.

O KOCIEJ WRÓŻCE, CO ROZDAJE FUTERKA

I wte­dy przy­szła Ko­cia Wróż­ka i mówi do mnie:

– Ma­lut­ki Cia­stecz­ku, tak się skry­łeś tu­taj, w ką­ci­ku, i już nic mi z ko­lo­ro­wych fu­te­rek w moim ma­gicz­nym wor­ku nie zo­sta­ło. Bia­łe fu­ter­ka roz­da­ne, rude fu­ter­ka roz­da­ne, nie­bie­skie też roz­da­ne. Przy­kro mi! – Za­fra­so­wa­ła się Ko­cia Wróż­ka na chwi­lę. – Nie zo­sta­wię cię jed­nak z ni­czym, w koń­cu je­stem Ko­cią Wróż­ką! Do­sta­niesz ode mnie coś o wie­le cen­niej­sze­go. Wiesz co?

Po­wie­dzia­łem, że nie wiem, jak mógł­bym wie­dzieć, co Ko­ciej Wróż­ce po gło­wie może cho­dzić. Smut­no mi się zro­bi­ło, po­nie­waż tak bar­dzo chcia­łem mieć nie­bie­skie fu­ter­ko, a jak­by do tego dłu­gie się tra­fi­ło, to już w ogó­le! A tak, co ja mogę do­stać, kie­dy w wor­ku Ko­ciej Wróż­ki nie było już wię­cej fu­te­rek?

– Cia­stecz­ku, do­sta­niesz ode mnie wię­cej mru­cze­nia i zdol­ność do od­naj­dy­wa­nia mru­czą­cych we­wnątrz łysi koci, do­sta­niesz cha­rak­ter, któ­ry zjed­na ci wszyst­kich, i już nie­bie­skie fu­ter­ko nie bę­dzie ci po­trzeb­ne, wszy­scy bo­wiem będą cię ko­chać – rze­kła Ko­cia Wróż­ka.

– Ale je­stem kot­kiem! Ja mru­czę prze­cież i tak! Gdy­bym miał nie­bie­skie fu­ter­ko, to nikt by nie prze­szedł obok mnie obo­jęt­nie i by­ło­by dużo rąk do gła­ska­nia, Ko­cia Wróż­ko! – po­wie­dzia­łem wzbu­rzo­ny bar­dzo.

– Cia­stecz­ku, każ­dy ko­tek mru­czy, lecz ty mru­czysz bar­dziej. Oczy­wi­ście, gdy­byś miał nie­bie­skie fu­ter­ko, to by­ło­by wie­le chęt­nych rąk do gła­ska­nia, ale może wte­dy nie spo­tkał­byś tych swo­ich wy­ma­rzo­nych. Ma­jąc wię­cej mru­cze­nia, na pew­no spo­tkasz łysi koci, któ­rzy mru­czą we­wnątrz, i oni na pew­no po­mo­gą ci zna­leźć two­je wła­sne ręce. Po­myśl, ma­lut­ki, ile war­te będą te ręce tak dłu­go wy­cze­ka­ne?

To po­wie­dziaw­szy, Ko­cia Wróż­ka za­strzy­gła wi­bry­sem i roz­pły­nę­ła się w nocy. Zo­sta­łem ja – Cia­stek i ciot­ki, co mru­czą we­wnątrz i po­ma­ga­ją mi zna­leźć wy­jąt­ko­we ręce, co będą mnie gła­skać.

Cia­stek

O RZECZACH, CO ROBIĄ KOTKA

O NAUCE, JAK TO JEST BYĆ KOTKIEM I CZEGO KOTKU NIE WYPADA ROBIĆ

O TYM, CZEGO MOŻNA SIĘ NAUCZYĆ OD KOTU REZYDENTU

O KOTACH PRZEDOKNEM I ZAOKNEM

O KOTKU, CO ZGUBIŁ MAMĘ

O MIĘSKU NA PATYKU I BEZPIECZEŃSTWIE

O MRUCZENIU WEWNĄTRZ

O GŁUPOTACH, KTÓRE CZASEM WYGADUJĄ ŁYSI KOCI

O TYM, CO TO JEST ŚWIAT NAKOŁDRZE

O KAJTUSIU I JEGO CZŁOWIEKU

O PROBLEMIE BRAKU WŁASNEGO DOMU

O FATUMIE

O KOCIE, KTÓRY CHCIAŁ MIEĆ SWOJĄ PAŃCIUCHĘ

O PEWNEJ MIŁOŚCI

O MAGICZNYM OKU

O ZAMIESZKANIU JEDNEGO KOTKA Z INNYM KOTKIEM, CO TO TRZĘSIE CAŁYM DOMEM

O TYM, KTÓRY KOT PACA, CO JEST WAŻNE

O WEWNĘTRZNYCH KONFLIKTACH PEWNEGO KOTKA

O SMYRANIU PO NADOGONIU

JESZCZE O MRUCZENIU WEWNĄTRZ

O DZIKICH ŻBIKACH I PANTERACH, CZYLI O OSWAJANIU MAŁEGO KOTKA

O TYM, ŻE SUCHE CHRUPY WCALE NIE CZYSZCZĄ ZĘBÓW

O KULKOSIERCIUCHACH W WEWNĄTRZKOTKU

O WRZASKUNIE, CO ODZYSKIWAŁ SIŁY

O KŁUJACH Z NANOKOTKAMI

O TYM, CO POTRZEBNE JEST DO WALKI NANOKOTKÓW Z NANOSZCZURAMI

O OSOSIU

O ROBAKACH W WEWNĄTRZKOTKU

O TYM, CO SIĘ DZIEJE, GDY KOT JE DUŻO CHRUP

O TYM, CO MOŻNA ROBIĆ Z TRAWĄ

O TYM, JAK DBAĆ O ZDROWIE KOCIEJ BABCI

O TYM, CZEGO POTRZEBA, ŻEBY OBUDZIĆ CIOTKĘ

O RZĄDZENIU ŁYSI KOCI

O KOCICH TALENTACH

COŚ MENTORYCZNEGO O DRAPAKACH

NA TEMAT SAWUARWIMRRU

O KUWECIE

O ŻARTACH PONYPERSU

O WIELKIM ŁUP Z HAPPY ENDEM

O PANDYBLASKU

O JEDZENIU, SPANIU I TYM TRZECIM

O WYGŁUPACH BABCI HELI

O WPŁYWIE POTWORA Z DŁUGIM NOSEM NA PODOGONIE

HISTORIA O PUDEŁKU I KOCIE

O WONCHANIU

O KOTKU, CO MIAŁ DUŻO WATOWEJ MOCY

O KOCIE OBRONNYM

O KOTKACH MIESZANYCH

O ŚWIĘTACH I ZACHCIANKOWYCH POMYSŁACH

O DŹWIEDZIU, CO SIĘ NIE BOI

O DYNDANIU NA PRANIU

O TYM, CO KAŻDY PORZĄDNY KOT POTRAFI

O KOTKU MISIOGŁOWYM, CO TO MU BOBKI SAME UCIEKAJĄ

O TYM, JAK PIPPINOWI ZEPSUŁA SIĘ GŁOWA

O MUMII, CO MIAŁA POCZUCIE HUMORU

O TYM, ŻE WEWNĘTRZE KOTKU JEST WAŻNIEJSZE NIŻ WYGLĄD KOTKU

O KOCIEJ WRÓŻCE, KTÓRA ROZDAJE FUTERKA, I ŻABIE

O FUNDACJI

Je­ste­śmy gru­pą wo­lon­ta­riu­szy, któ­rych po­łą­czy­ła mi­łość do zwie­rząt – zwłasz­cza do ko­tów. Wspie­ra­my koty wol­no ży­ją­ce, bez­dom­ne i po­trze­bu­ją­ce po­mo­cy. Wspól­nie dzia­ła­my od czerw­ca 2013 roku. W na­szej gru­pie są oso­by w róż­nym wie­ku, wy­ko­nu­ją­ce róż­ne za­wo­dy. Jest bio­log, księ­go­wa, fo­to­graf, cho­re­ograf czy pie­lę­gniar­ka. Dzia­ła­my głów­nie w War­sza­wie, ale ak­tyw­ny jest też nasz od­dział za­miej­sco­wy, w po­wie­cie sę­po­leń­skim, gdzie pro­ble­my opie­ki nad zwie­rzę­ta­mi są czę­sto inne niż w sto­li­cy, a za­kres po­trzeb – ogrom­ny.

Wszyst­ko za­czę­ło się kil­ka lat temu na war­szaw­skim Gro­cho­wie. Na­ta­lia Mar­ci­niak spo­tka­ła bu­re­go kota, któ­ry za­pro­wa­dził ją na swo­je miej­sce by­to­wa­nia. Po­tem oka­za­ło się, że kot­ków jest wię­cej, że po­trzeb­ne są bud­ki, re­gu­lar­ne do­kar­mia­nie i opie­ka we­te­ry­na­ryj­na. W sie­ci po­ja­wił się pro­fil Koty z Gro­cho­wa, któ­ry po­cząt­ko­wo śle­dzi­ło dzie­sięć osób. Po­tem Na­ta­lia po­zna­ła Ninę, któ­ra oka­za­ła się są­siad­ką z blo­ku obok. Całe lato 2014 roku spę­dzi­ły, bie­ga­jąc z klat­ka­mi-łap­ka­mi po Gro­cho­wie i odła­wia­jąc koty wol­no ży­ją­ce na ste­ry­li­za­cje. We wła­snych do­mach tym­cza­so­wa­ły koty cze­ka­ją­ce na dom sta­ły. Po­tem po­zna­ły Syl­wię, Alek­san­drę, Pau­li­nę, Ga­bry­się i ko­lej­ne oso­by. Wio­sną 2015 roku zde­cy­do­wa­ły, że utwo­rzą Fun­da­cję. I tak na pri­ma apri­lis 2015 roku po­wsta­ła Fun­da­cja Koty z Gro­cho­wa – Na Rzecz Ko­tów w Po­trze­bie.

Dzia­łal­ność Fun­da­cji to zde­cy­do­wa­nie pra­ca ze­spo­ło­wa. Dziś mamy po­nad pięć­dzie­się­ciu wo­lon­ta­riu­szy an­ga­żu­ją­cych się w róż­ne ak­tyw­no­ści. Do­kar­mia­my koty wol­no ży­ją­ce w kil­ku­na­stu lo­ka­li­za­cjach, wspo­ma­ga­my spo­łecz­nych kar­mi­cie­li, ła­pie­my koty do ka­stra­cji, po­dej­mu­je­my in­ter­wen­cje, gdy koty są cho­re, pro­wa­dzi­my domy tym­cza­so­we, w któ­rych koty do­cho­dzą do zdro­wia i są przy­go­to­wy­wa­ne do ad­op­cji. Pro­wa­dzi­my Azyl, czy­li spe­cjal­nie przy­sto­so­wa­ne po­miesz­cze­nie, w któ­rym miesz­ka­ją koty go­to­we do ad­op­cji. An­ga­żu­je­my się w lo­kal­ne ini­cja­ty­wy, ta­kie jak Dni Gro­cho­wa, pik­ni­ki zwie­rzę­ce, pro­wa­dzi­my dzia­łal­ność edu­ka­cyj­ną (wi­zy­ty w szko­łach, wi­zy­ty dzie­ci w Azy­lu). Rocz­nie przez Azyl i domy tym­cza­so­we prze­wi­ja się oko­ło 150 ko­tów, sta­le pod opie­ką mamy oko­ło 40 zwie­rząt.

Na­szą dzia­łal­ność moż­na śle­dzić „od kuch­ni” na pro­fi­lach na Fa­ce­bo­oku (www.fa­ce­bo­ok.com/ko­ty­zgro­cho­wa) i In­sta­gra­mie (https://in­sta­gram.com/ko­ty­zgro­cho­wa). Oko­ło 10% kosz­tów dzia­łal­no­ści po­kry­wa­my z do­ta­cji z Urzę­du Mia­sta Sto­łecz­ne­go War­sza­wy, resz­tę po­zy­sku­je­my od dar­czyń­ców pry­wat­nych, a tak­że ze sprze­da­ży da­ro­wizn rze­czo­wych w cza­sie ba­zar­ków i wy­prze­da­ży. Każ­da zło­tów­ka prze­zna­czo­na jest na ko­cie po­trze­by – Fun­da­cja dzia­ła na za­sa­dzie wo­lon­ta­ria­tu.

Ga­brie­la Grot­kow­ska, pre­ze­ska za­rzą­du Fun­da­cji

KOCI SŁOW­NI­CZEK WE­DLE WAŻ­NO­ŚCI USTA­WIO­NY