Kolacja nad oceanem - Trish Morey - ebook
Opis

Leo Zamos jest bardzo zdolnym biznesmenem. Wiecznie w podróży, obraca milionami i znajduje wyjście z każdej trudnej sytuacji. A taka właśnie czeka go tego wieczoru. Na kolacji z kontrahentem musi pojawić się z żoną lub przynajmniej z narzeczoną. Najprostsze wydaje mu się przekonanie swej asystentki, by zagrała tę rolę. Do tej pory porozumiewał się z nią wyłącznie wirtualnie i nie wie, jak ona wygląda. Gdy się spotkają, czeka go wielka niespodzianka…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 140

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Trish Morey

Kolacja nad oceanem

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Leo Zamos uwielbiał, kiedy wszystko szło zgodnie z planem. Nic nie mogło równać się z potężnym uczuciem, które pojawiało się, gdy projekt w swych założeniach tak zuchwały, że aż niemożliwy do realizacji, nabierał mocy i ostatecznie przeradzał się w sukces.

Obecnie pracował nad swoim najśmielszym planem. A jedyne, czego mu jeszcze brakowało, to żona.

Wysiadł ze swojego prywatnego odrzutowca na lotnisku w Melbourne. Nie zamierzał pozwolić, by nieistotny szczegół popsuł mu dobry nastrój. Kapitulacja nie wchodziła w grę. Wciągnął głęboko w płuca powietrze przesycone zapachem benzyny i poczuł woń sukcesu. Culshaw Diamond Corporation, firma produkująca najwspanialsze różowe brylanty na świecie, od początku istnienia znajdowała się w rękach australijskiej dynastii. Leo jako jedyny wyczuł nadchodzące zmiany. Słyszał o rozbieżnościach i niesnaskach w tandemie braci Culshaw, którzy sprawowali kontrolę nad firmą. Jednak nawet on nie zdawał sobie sprawy z ogromu skandalu, który wkrótce miał zagrozić pozycji braci w zarządzie.

Gdy wybuchła bomba, znalazło się wielu chętnych na tak łakomy kąsek, ale Leo zdążył już zająć strategiczną pozycję. Przedstawił Richarda Alvareza, prezesa grupy zainteresowanej przejęciem firmy, seniorowi Ericowi Culshawowi – niezwykle skrytemu mężczyźnie, którym tak wstrząsnął skandal związany z jego rodziną, że jedyne, na co miał jeszcze ochotę, to odejść w cień. I w ten oto sposób pierwszy raz w historii Culshaw Diamond Corportarion miała zmienić właściciela za pośrednictwem Leo Zamosa, pośrednika handlowego miliarderów.

Jeśli wziąć pod uwagę okoliczności, powinien był przewidzieć zbliżające się komplikacje. A skoro Eric Culshaw, szczęśliwie żonaty od pięćdziesięciu lat, oświadczył, że będzie robił interesy wyłącznie z ludźmi ceniącymi wartości rodzinne, Leo też musiał znaleźć sobie drugą połówkę.

Właściwie potrzebował żony na jedną noc. I chociaż dotąd unikał poważnych związków i emocjonalnego zaangażowania, ostatecznie uznał, że dla sprawy może się poświęcić. Jedyny problem polegał na tym, że zostało mu tylko kilka godzin, by znaleźć wybrankę.

Wierzył jednak, że Evelyn znajdzie mu kogoś odpowiedniego. Właściwie to nawet nie musiał się żenić. Wystarczyło, że się zaręczy. Potem opowie łzawą historię o tym, jak to po latach poszukiwań znalazł tę jedyną – prawdziwą bratnią duszę. Miał nadzieję, że to wystarczy Ericowi Culshawowi.

Ściskając telefon w dłoni, skinął na swojego kierowcę, a gdy ten podjechał, wsiadł do limuzyny. Wygodnie usadowiony w luksusowym wnętrzu, zaczął sporządzać listę cech, jakie powinna posiadać kobieta idealna.

Na pewno musiała mieć klasę, a przy tym być inteligentna i czarująca. Zdolności prowadzenia konwersacji Leo nie uważał za niezbędną, chociaż mogła się okazać przydatna. Najważniejsza jednak była ujmująca aparycja. Evelyn z całą pewnością dołoży wszelkich starań i wykorzysta wszystkie kontakty, by wybrać najlepszą kandydatkę.

Musiał przyznać, że uwielbiał swoją osobistą asystentkę. Prócz prawników i finansistów, z którymi współpracował, ona jedyna była niezastąpiona. Okazała się jeszcze cenniejsza, gdy dwa lata temu zrezygnował z prowadzenia biura.

Właściwie niewiele o niej wiedział. Nie znał nawet jej wieku, ale sądząc na podstawie informacji, które podała w życiorysie, i doświadczenia zawodowego, dawno musiała przekroczyć czterdziestkę. Tak czy inaczej, była prawdziwym skarbem.

Z zamyślenia wyrwał go głos automatycznej sekretarki. Zdumiony zmarszczył czoło. Nie przywykł do tego, żeby się zastanawiać, gdzie podziewa się jego asystentka. W zwykłych okolicznościach wcale by się tym nie przejął i po prostu napisał do niej mejl. Najczęściej tak właśnie robił: pisał do Evelyn mejle z każdego miejsca na świecie o każdej porze, nie przejmując się różnicami czasowymi. Często odpisywała od razu, nawet w środku nocy. Była niezawodna.

− Tu Leo – warknął do słuchawki, gdy usłyszał sygnał, po którym można było zostawić wiadomość. Przez moment łudził się jeszcze, że Evelyn odbierze. Ostatecznie jednak westchnął i pocierając czoło, zaczął formułować myśli: − Posłuchaj, potrzebuję kobiety na dzisiejszy wieczór…

Nie zdołał dokończyć, ponieważ czas przeznaczony na nagranie wiadomości minął. Klnąc pod nosem, utwierdził się w przekonaniu, że wiadomości przekazywane drogą elektroniczną są najlepszą formą komunikacji.

Eve Carmichael upuściła trzecią klamerkę podczas wieszania niezliczonych par legginsów, po czym jęknęła sfrustrowana, sięgając po niesforny przedmiot. Przez cały tydzień nie potrafiła zapanować nad nerwami. A wszystko przez to, że Leo Zamos miał przyjechać do Melbourne. Na samą myśl o tym ciarki przeszły jej po plecach.

Zerknęła na zegarek i popędziła do domu. Straciła poczucie czasu, a tymczasem Leo Zamos zdążył już wylądować.

Właściwie nie powinna się przejmować. W końcu nie poprosił, żeby czekała na niego na lotnisku ani nie wydał jej żadnych innych poleceń. I nie było w tym nic dziwnego. Pracowała jako jego wirtualna asystentka. Płacił jej za załatwianie jego interesów za pośrednictwem magii internetu, a nie za to, by chodziła za nim krok w krok.

Niezadowolona spojrzała na groźnie wyglądającą chmurę, która mogła oznaczać tylko tyle, że jej pranie nie wyschnie tak szybko, jakby sobie tego życzyła. Niestety, żaden mieszkaniec Melbourne nie potrafił przewidzieć kaprysów lokalnej pogody.

Wróciła do domu, marząc tylko o tym, żeby zasnąć i obudzić się, gdy Leo Zamos opuści miasto. Ale dlaczego? Na czym polegał jej problem?

Odpowiedź pojawiła się tak nagle i była tak niespodziewana, że Evelyn omal nie wpadła na zamknięte drzwi. Bała się swojego szefa.

Przystanęła i przez moment nie mogła się ruszyć, zanim otrząsnęła się z szoku. Bardzo wolno chwyciła gałkę i przekręciła, zastanawiając się gorączkowo. Do tej pory utożsamiała Leo Zamosa z najlepszym wynagrodzeniem, jakie kiedykolwiek otrzymywała. On był jej gwarancją smacznego posiłku, remontu dziewiętnastowiecznego bungalowu, który pieszczotliwie nazywała ruderką, i lepszego życia.

Spojrzała na farbę odchodzącą płatami od ścian pralni i na bluszcz, który jej dziadek zasadził sześćdziesiąt lat temu, a który teraz wsuwał pnącza w spore pęknięcia. Na ten widok pomyślała, że powinna być wdzięczna za możliwość pracy dla Leo Zamosa, zamiast zamieniać się w kłębek nerwów tylko dlatego, że przypadkiem pojawił się w mieście. W końcu ich układ był idealny. I nic więcej nie powinno mieć znaczenia – a już na pewno nie jakieś wytarte wspomnienie, które zdołała rozdmuchać do niebotycznych rozmiarów.

Leo Zamos na pewno w ogóle o niej nie myślał. Poza tym za niecałe dwa dni wsiądzie na pokład swojego odrzutowca i odleci. Nie miała więc powodów do obaw.

W momencie, gdy otwierała trzeszczące drzwi pralni, usłyszała głęboki głos, który natychmiast rozpoznała. „Potrzebuję kobiety na dzisiejszy wieczór”. Na dźwięk tych słów straciła resztki opanowania. Stała jak zahipnotyzowana, nie odrywając oczu od telefonu, gdy jej ciałem wstrząsały kolejne emocje: gniew, oburzenie, niedowierzanie.

Zignorowała nieznośny ból i postanowiła skupić się wyłącznie na narastającej furii. Za kogo on ją uważał? Sądził, że była stręczycielką gotową przyprowadzić mu dziewczynę na każde skinienie?

Zaczęła krzątać się po niewielkiej kuchni, zebrała naczynia i wrzuciła je do zlewu. Oczywiście wiedziała o jego kochankach. Przez ostatnie dwa lata wysłała wystarczająco dużo paczek z biżuterią od Tiffany’ego i perfumami do najróżniejszych Kristin, Sabrin i Audrin. Zawsze dołączała liścik z taką samą wiadomością: „Dziękuję za towarzystwo. Trzymaj się. Leo”. Na tej podstawie mogła stwierdzić, że każdej nocy łóżko Leo Zamosa ogrzewała inna kobieta.

Rury wydały dziwne odgłosy, gdy odkręciła kurek z gorącą wodą. Na szczęście nie zapomniała napalić w piecu, więc po chwili ujrzała cienką strużkę. Wkrótce zlew był pełen piany, a niewielkie pomieszczenie wypełniła para. Evelyn założyła gumowe rękawice i zabrała się do zmywania.

Cieszyła się, że nie odebrała telefonu, ponieważ gdyby to zrobiła, mogłaby dosadnie powiedzieć szefowi, co może sobie zrobić ze swoimi zachciankami. Wtedy niechybnie straciłaby pracę, a na to nie mogła sobie pozwolić z braku innych perspektyw.

Ale czy naprawdę chciała pracować dla faceta, który uważał, że do obowiązków osobistej asystentki należy naganianie mu panienek? Może powinna do niego zadzwonić i przypomnieć, co wchodziło w zakres jej obowiązków? Jednak wtedy musiałaby odbyć z nim rozmowę.

Zdenerwowana sięgnęła po ręcznik, w który potem wytarła ręce. Ruszyła do pokoju, żeby jeszcze raz odsłuchać bulwersującą wiadomość: „Posłuchaj, potrzebuję kobiety na dzisiejszy wieczór”.

Niespodziewanie jej oburzenie przerodziło się w ekscytację. Drżąc z emocji, poczuła falę gorąca rozgrzewającą całe ciało. A zatem nic się nie zmieniło. Głos Leo działał na nią dokładnie tak samo jak ponad trzy lata temu, gdy usłyszała go w sali konferencyjnej znajdującej się na pięćdziesiątym piętrze jednego z budynków zlokalizowanych w dzielnicy finansowej Sydney.

Przypomniała sobie tamten dzień, gdy wyszedł z windy, a wszystkie głowy obecnych na korytarzu kobiet zwróciły się w jego stronę. Kilka z nich omal nie upadło. Wydawał się wtedy zupełnie nieświadomy czaru, jaki roztaczał wraz z zapachem cytrusów oraz aurą niezłomnej pewności siebie.

Pamiętała, z jaką łatwością przekonał wtedy niezdecydowane strony do zawarcia umowy. Na koniec wszyscy ściskali sobie dłonie, uśmiechając się szeroko. Evelyn siedziała w odległym kącie sali, sporządzając protokół dla swojego ówczesnego szefa, co nie przeszkadzało jej jednak zerkać na olśniewającego nieznajomego.

Zadała sobie pytanie, czy czegoś mu brakuje. Odpowiedź przyszła niemal natychmiast. Przyglądając się jego gęstym ciemnym włosom, oczom ciemnym jak atrament, mocno zarysowanej szczęce i wysokim kościom policzkowym, uznała, że nic w tym mężczyźnie nie było łagodne. Nawet jego usta wydawały się twarde jak stal.

Niespodziewanie napotkała jego spojrzenie. Zaczerwieniła się po same uszy i pospiesznie ukryła twarz za ekranem laptopa. Do końca spotkania starała się nie patrzeć w jego stronę, chociaż czuła na sobie jego palący wzrok.

Żeby zapanować nad emocjami, poszła zaparzyć kawę, ale złośliwy los dopilnował, by w drodze powrotnej natknęła się właśnie na niego. Uśmiechając się do niej lubieżnie, delikatnie przesunął ją na bok. Pod wpływem jego dotyku ugięły się pod nią kolana.

− Pragnę cię – szepnął jej do ucha bez cienia wstydu i skrępowania. – Spędź ze mną tę noc.

I ta niemoralna propozycja sprawiła, że do głosu doszły uczucia, z których istnienia Evelyn nie zdawała sobie sprawy. Właściwie nigdy wcześniej nie wzbudziła takiego pożądania w żadnym mężczyźnie, a już na pewno nie w tak seksownym i pięknym mężczyźnie. Może właśnie dlatego tak łatwo uległa jego zwierzęcemu magnetyzmowi i nawet nie próbowała się opierać, gdy z zadowolonym pomrukiem wciągnął ją do pobliskiego gabinetu, pełnego dokumentów i teczek z aktami.

Bez zbędnych wstępów przyciągnął ją do siebie, zamykając jej usta namiętnym pocałunkiem. Kierując ją w najciemniejszy kąt pomieszczenia, pieścił jej piersi. Oszołomiona nie tylko jego stanowczością, ale także własnym pożądaniem, całkiem się poddała. Pozwoliła, by wsunął ręce pod cienki materiał jej koszuli, a twardym udem rozchylił jej nogi.

W pewnej chwili ktoś otworzył drzwi, więc oboje znieruchomieli. Wstrzymując oddech, czekali, aż ponownie zostaną sami. Nie trwało to długo. Wtedy on poprawił jej strój, odgarnął włosy z twarzy i zapytał ją o imię. Na koniec pocałował ją z wielkim żarem.

– Zatem do wieczora, Eve – powiedział, po czym poprawił krawat i wyszedł.

Stuknięcie kubków wyrwało ją z zamyślenia. Rozejrzała się po kuchni nieobecnym wzrokiem. Ten walący się bungalow to była jej rzeczywistość. Nie powinna marzyć o nieosiągalnym mężczyźnie, gdy należało skupić się na czekającym ją remoncie. Musiała zgromadzić naprawdę sporą sumę, jeśli chciała zachować wszystkie oryginalne elementy konstrukcji oraz odrestaurować zabytkowe meble.

Mimo wszystko nie mogła przestać się zastanawiać, czy jej życie potoczyłoby się inaczej, gdyby spędziła tamtą noc z Leo. Co by się między nimi wydarzyło, gdyby nie dostał telefonu, że musi pilnie stawić się na drugim końcu świata, by dopiąć interesy jakiegoś bogacza? Czy jej dziecko miałoby wtedy bardziej oliwkową cerę i odrobinę gęstsze włosy?

Mało prawdopodobne. Jeśli czegoś mogła być pewna, to właśnie tego, że Leo robił wszystko co w jego mocy, by nie zostać ojcem. Nawet gdyby skończyli to, co zaczęli w pokoju pełnym dokumentów, pewnie każde z nich i tak poszłoby własną drogą.

Evelyn dobrze wiedziała, jak kończyły kobiety, które uwiódł jej szef. W końcu to ona wysyłała im lakoniczne liściki. Nie chciałaby dołączyć do ich grona, nawet gdyby to oznaczało, że otrzyma kosztowny prezent w ramach podziękowań za wspólnie spędzone chwile.

Wyjrzała za okno, zaniepokojona nagłą zmianą natężenia światła w pokoju. Tak jak się tego obawiała, pierwsze krople deszczu zrosiły bujną zieleń na zewnątrz.

− Przecież prosiłam – warknęła, ruszając do tylnych drzwi i choć na moment zapominając o Leo Zamosie.

W progu zatrzymał ją jednak dzwonek telefonu.

Tytuł oryginału: Fiancée for One Night

Pierwsze wydanie: Mills & Boon Limited, 2011

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Hanna Lachowska

© 2011 by Trish Morey

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2013, 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-3251-7

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.