Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
56 osób interesuje się tą książką
Kiedy niepamięć daje szansę na nowe życie…
Nie wie, kim jest, nikt jej nie szuka: młoda kobieta po wypadku straciła pamięć. Opuszcza szpital jako Sara i trafia do ośrodka dla bezdomnych. Co noc budzi ją ten sam koszmar. Ale czy obrazy ucieczki przed nieznanym mężczyzną, ciemnej uliczki i zbliżających się reflektorów samochodu to jedynie sen?
Wreszcie los się do niej uśmiecha. Przeprowadza się do starej chatki w przykościelnym ogrodzie, gdzie w zapachu jaśminowca przetrwało wspomnienie wielkiej miłości sprzed lat. Jednak w tej sielankowej atmosferze coś i ktoś ją niepokoi…
Jak bardzo przeszłość splata się z teraźniejszością i co wydarzyło się w chatce kilkadziesiąt lat wcześniej?
Otulona zapachem jaśminowca opowieść o dziewczynie, która w nieznanym i obcym dla siebie otoczeniu dzięki ogrodowi odzyskuje wewnętrzny spokój. Wkrótce będzie musiała znaleźć w sobie siłę, by zmierzyć się z demonami przeszłości i odzyskać to, co najcenniejsze.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 299
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Wszystkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej książki nie może być reprodukowana w jakiejkolwiek formie ani w jakikolwiek sposób bez pisemnej zgody wydawcy.
Projekt okładki i stron tytułowych
Ilona Gostyńska-Rymkiewicz
Redakcja
Anna Skowrońska | CAŁA JASKRAWOŚĆ
Zdjęcia na okładce
© Tanu, piotrwolak, Ifti Digital | stock.adobe.com
Redakcja techniczna, skład i łamanie
Grzegorz Bociek
Opracowanie wersji elektronicznej
Karol Bociek
Korekta
Agata Wawrzaszek, Anna Skowrońska | CAŁA JASKRAWOŚĆ
Piosenki i wiersze zamieszczone w publikacji są autorstwa Agaty Sawickiej, chyba że oznaczono inaczej.
Niniejsza powieść to fikcja literacka. Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń rzeczywistych jest w tej książce niezamierzone i przypadkowe.
Wydanie I w edycji „większej litery”, Katowice 2026
Wydawnictwo Szara Godzina s.c.
www.szaragodzina.pl
tekst © by Agata Sawicka, 2025
© Copyright by Wydawnictwo Szara Godzina s.c., 2025
ISBN 978-83-68674-23-1
Powieść zainspirowana niezwykłym miejscem – ogrodem parafialnym w Mikołowie-Bujakowie przy Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki Środowiska Naturalnego.
„Prawdę czas odsłania” – napis umieszczony na terenie ogrodu parafialnego w Mikołowie-Bujakowie.
I wtedy przychodzi ten moment, na który cały czas czekałam. Jedna chwila, która zaważy na moim losie. Nie mogę być pewna, że mi się uda, ale nie mam już nic do stracenia. Wstrzymuję oddech, gwałtownie szarpię za klamkę samochodu, zanim ten nabierze prędkości i drzwi zostaną automatycznie zablokowane, a potem rzucam się na zewnątrz. Upadam na lewe ramię, które przeszywa gwałtowna fala bólu. Przygryzam wargę i czuję na ustach rdzawy posmak krwi. Odwracam głowę i kątem oka dostrzegam, że samochód się zatrzymuje. Nie mam nic do stracenia. Podnoszę się z chodnika i biegnę.
Jest ciemno, na moje nieszczęście nie ma w pobliżu nikogo. To mnie jednak nie zraża. Walczę o przetrwanie, instynkt dodaje mi sił i mobilizuje do działania. Poruszam się szybko, przemykam na przeciwległą stronę ulicy i potykam się o jakąś nierówność. Słyszę za sobą jego kroki. Jest blisko, za blisko. Przyśpieszam jeszcze bardziej. Zrozpaczona, rozglądam się, ale nie dostrzegam nikogo, kto mógłby mi pomóc. Jestem osamotniona.
ON woła coś do mnie, ale mój szloch zagłusza jego słowa. Wszystko zlewa się mi się w jedną całość: głośne bicie mojego serca, szum w uszach, mój oddech… Już wiem, że przegrałam, ale będę walczyć do końca. To jedyne, co mogę zrobić.
Dostrzegam schody prowadzące w dół, do jakiejś uliczki, i rzucam się w tym kierunku. Zerkam za siebie. ON jest coraz bliżej. Pokonuję po kilka stopni na raz. Łzy zalewają mi policzki. ON łapie mnie za rękę, ale udaje mi się wyrwać. Zeskakuję z ostatniego schodka i wbiegam wprost na jezdnię.
Ostatnie, co pamiętam, to jasne światła reflektorów pędzącego na mnie pojazdu, który niespodziewanie wyłonił się zza zakrętu. A potem spowija mnie ciemność.
Gwałtowny huk wybudza mnie ze snu. Dostrzegam wchodzącą do sali pielęgniarkę. Przymykam oczy i nabieram głęboko do płuc powietrza, żeby uspokoić oddech i dudniące w piersi serce. Znowu śnił mi się ten koszmar. Od dnia, kiedy ocknęłam się w szpitalnym łóżku po wypadku, ten sen nawiedza mnie codziennie. Jest noc, wszystko spowija ciemność. Biegnę ile sił. Wiem, że uciekam, lecz nie mam pojęcia przed kim. Wszystko jest bezosobowe i niczego mi nie przypomina, nie wiem, co się stało ani gdzie jestem, czuję natomiast dojmujący strach. Jest obezwładniający, przeszywa mnie na wskroś. Gdy się budzę, jeszcze przez długi czas nie mogę się pozbyć tego okropnego uczucia.
– Dzień dobry, pani Saro.
Dopiero po chwili orientuję się, że pielęgniarka zwraca się do mnie. Nie przywykłam jeszcze do tego imienia. W gruncie rzeczy nie przywykłam do niczego, co mnie ostatnio spotyka. Czuję się, jakbym nadal śniła jakiś okropny sen, z którego nie mogę się obudzić.
– Dzień dobry – mamroczę na powitanie i posyłam kobiecie słaby uśmiech. Tylko na taki mnie stać, chociaż staram się być dla wszystkich miła.
Personel szpitala traktuje mnie bardzo dobrze i dostrzegam, jak wszyscy się troszczą, by ulżyć mi w tej trudnej sytuacji, Często ktoś przychodzi do sali, w której leżę, i wciąga mnie w rozmowę. Szkoda tylko, że nie bardzo wiem, jaki temat wybrać. Mam wrażenie, jakbym urodziła się raptem miesiąc temu, wtedy, gdy ocknęłam się w szpitalu.
Pielęgniarka posyła mi życzliwy uśmiech i przysiada na skraju łóżka.
– Jak się pani czuje? – Patrzy na mnie łagodnie. – Ordynator mówi, że jeżeli jutrzejsze wyniki badań będą dobre, to wypuści panią do domu… – Dopiero po chwili orientuje się, że użyła niewłaściwego słowa. – Przepraszam… – Wzdycha, a ja posyłam jej najżyczliwszy uśmiech, na jaki w mojej sytuacji mnie stać pomimo łez, które dramatycznie cisną mi się do oczu. To w końcu nie jej wina, że nie wrócę do domu, a właściwie, że nie mam pojęcia, czy go w ogóle mam.
– Nic nie szkodzi – odpowiadam i odwracam wzrok. Zabłąkana łza płynie po moim policzku. – Zastanawiam się tylko, co teraz ze mną będzie. – Mocno ściskam rąbek wyblakłej pościeli. – Dokąd pójdę…
– A co mówi policja? – dopytuje kobieta, ściskając moją dłoń. – Chyba mają jakieś procedury w takich sytuacjach?
Ciężko wzdycham, bo noszę w sercu ogromny ciężar. Nie wiem, kim jestem. Nie pamiętam swojej przeszłości. Pewnego dnia obudziłam się w szpitalu po tym, gdy uderzył we mnie rozpędzony samochód, i zaczęłam życie zupełnie od nowa. Nie znam swojego prawdziwego imienia, a to, którym się od niedawna posługuję, wymyśliła pielęgniarka. Powiedziała, że imię Sara kojarzy jej się z łagodnością i delikatnością, które we mnie dostrzega. Ja nie widzę w sobie zupełnie nic. Wydaję się sobie nijaka. Gdy spoglądam w lustro, dostrzegam jedynie młodą kobietę o intensywnie zielonych oczach, wyraźnie zarysowanych kościach policzkowych i lekko zadartym nosie z kilkoma piegami. Ponoć mam kasztanowe włosy, ale jeszcze ich nie widziałam. Zostały ogolone w dniu, w którym trafiłam do szpitala z poważnym urazem głowy. Teraz są tak krótkie, że nie sposób dostrzec, jaki mają kolor.
– Policja nieczęsto miewa podobne przypadki, a ja chyba jestem szczególnym. Nikt nie zgłosił mojego zaginięcia. Nikt mnie nie szuka. Nie figuruję w bazie danych. Jestem nikim. – Wzruszam ramionami, a na moim gardle zaciska się niewidzialna pętla. – Człowiekiem widmem.
Pielęgniarka posyła mi zatroskane spojrzenie.
– Jesteś bardzo młoda, Saro. Z pewnością ktoś na ciebie czeka. Zobaczysz, że w końcu wszystko się wyjaśni. Doktor Suchodolski mówił przecież, że amnezja w każdym momencie może minąć i…
– Tak – wchodzę jej w słowo. – Albo też pamięć może nigdy nie powrócić. Są dwie możliwości i każda z nich równie prawdopodobna.
– Musimy być dobrej myśli… – Delikatnie gładzi mnie po ramieniu. – Ja każdego dnia modlę się za ciebie i wierzę, że wkrótce wszystko się ułoży.
Gdy po chwili wychodzi, odwracam się na bok i pozwalam łzom swobodnie płynąć. Jestem dla siebie obcą osobą. Bezimienną. Bez przeszłości. Bez jakiejkolwiek historii. Czuję się jak więzień we własnym ciele i umyśle…
Na litość boską, gdzieś tam chyba zostało jakieś moje życie, o którym nie mogę sobie przypomnieć.
***
W nocy długo nie potrafię zasnąć. Podchodzę do okna i delikatnie gładzę listek rośliny, która stoi na parapecie. Gdy się ocknęłam, była praktycznie pozbawiona życia, przywiędłe liście chyliły się ku dołowi, a z kwitnących niegdyś kwiatów zostały jedynie ususzone kępki. Zapomniana przez wszystkich roślina była jak ja, dlatego postanowiłam zrobić wszystko, aby odrodziła się na nowo. Codzienne podlewanie i pielęgnacja przyniosły efekty. Soczyście zielone liście znowu pną się wysoko, a pomiędzy nimi pojawiły się zalążki kwiatów.
Spoglądam za okno i zastanawiam się, co teraz ze mną będzie. Czy ja również – jak ta roślina – znajdę kogoś, kto mi pomoże? Dopóki przebywałam w szpitalu, nie musiałam się martwić o dach nad głową, jedzenie i zwykłe sprawy związane z codziennym życiem. Naprawdę nie wiem, gdzie mam się podziać i co ze sobą zrobić. Może wcześniej gdzieś pracowałam? Być może miałam jakiś własny kąt? Rodzinę?
Teraz nie mam nikogo. I niczego. Nie mam nawet własnej przeszłości. Wiem jedynie, że potrącił mnie rozpędzony samochód, kiedy wtargnęłam na ulicę, zbiegając po schodach. Zastanawiam się, czy koszmar, który nawiedza mnie we śnie, może opowiadać prawdziwą historię. Czy może być moim wspomnieniem?
To okropne uczucie, nie wiedzieć, kim się jest. Ciągle staram się sobie cokolwiek przypomnieć, zastanawiam się, gdzie mogłam mieszkać, czym mogłam się zajmować, ale nic, co przychodzi mi do głowy, nie wydaje mi się znajome.
***
Z trudem otwieram oczy, gdy następnego ranka ktoś wchodzi do sali, w której leżę. Zasnęłam dopiero nad ranem, gdy zmęczenie wzięło górę nad ponurymi myślami. Dostrzegam dwóch policjantów i natychmiast siadam na łóżku. Kręci mi się w głowie, jakbym właśnie wysiadła z karuzeli.
– Proszę spokojnie leżeć. – Wyższy z funkcjonariuszy, aspirant Mikulski, kiwa w moją stronę głową na przywitanie. – Jak się pani czuje?
Kojarzę go bardzo dobrze, bo to on prowadzi moją sprawę. Zawsze jest uprzejmy, a czasami wydaje mi się, że przemawia przez niego również troska. Doceniam to, bo nie każdy taki jest. Towarzyszący mu funkcjonariusz traktuje mnie, jakbym była jedynie kolejną sprawą do odhaczenia, a nie żywym człowiekiem, który przeżywa swój dramat.
– Dziękuję, jest dużo lepiej – odpowiadam i przecieram oczy, które zaszły mgłą. Gdy świat przestaje przed nimi wirować, skupiam spojrzenie na moim rozmówcy. – Czy coś się wyjaśniło w mojej sprawie? – Gdy zadaję to pytanie, serce w mojej piersi łomocze jak oszalałe.
– Przykro mi. – Policjant na chwilę spuszcza wzrok. – Nadal nie ustaliliśmy, kim pani jest. Miałem nadzieję, że może pani coś sobie przypomniała…
Kręcę głową i ściskam w dłoni rąbek szpitalnej kołdry.
– Co teraz ze mną będzie? – zadaję na głos pytanie, które nieustannie mnie nurtuje.
Mężczyzna wzdycha, a ja już wiem, że nie ma dla mnie żadnych dobrych wiadomości.
– Znaleźliśmy dla pani miejsce w ośrodku dla bezdomnych kobiet.
Czuję, jak do oczu napływają mi łzy.
– Proszę zrozumieć, że w tej sytuacji, nie ma dla pani lepszej opcji – wtrąca się do rozmowy drugi funkcjonariusz. – To całkiem porządny ośrodek. Będzie tam pani bezpieczna. Tu jest adres. – Podchodzi do mnie i wręcza mi wizytówkę placówki. – Będą tam na panią czekali.
Pociągam nosem i pośpiesznie ocieram łzę, która zdążyła się wymknąć.
– Jasne. Dziękuję.
– Gdyby coś sobie pani przypomniała, proszę przyjechać na komendę – dodaje, a potem obaj się żegnają i wychodzą.
Po chwili aspirant Mikulski niespodziewanie wraca. Kładzie na szafce przy łóżku komórkę z ładowarką i mówi:
– Gdy przywieźli panią do szpitala, nie miała pani przy sobie nawet telefonu. Ten jest dla pani, mój stary, ale nieużywany – usprawiedliwia się, nim zdążę zaprotestować. – Zapisałem w nim swój służbowy numer, gdyby pani czegoś potrzebowała.
Patrzę na niego zaskoczona, a on pociera z zakłopotaniem czoło.
– Pójdę już… – dodaje, ale w ostatniej chwili decyduję się go zatrzymać.
– Panie aspirancie – mówię, a mój głos zaczyna drżeć. – Jest coś, o czym jeszcze nie powiedziałam policji. Nie wiem, czy to ma sens, bo… – Urywam, zastanawiając się, czy nie uzna mnie za wariatkę.
– Proszę mówić. – Funkcjonariusz lustruje mnie spojrzeniem.
– Chodzi o sen… – Zaczynam nerwowo bawić się wystającą z pościeli nitką. – Nawiedza mnie codziennie. Uciekam przed kimś. Chyba przed… mężczyzną.
– To sen czy wspomnienie? – dopytuje, notując coś w swoim notesie.
– Nie wiem. – Wzdycham. – Nie mam pojęcia. Ale jeśli ktoś mnie wówczas gonił, to może być jakiś trop…
– Sprawdzimy to – odpowiada. Chowa notatnik do kieszeni munduru i kiwa głową na pożegnanie. – Pani Saro, proszę na siebie uważać.
Gdy odchodzi, obejmuję się mocno ramionami. A co, jeśli nie wpadłam pod samochód przypadkiem? Jeżeli wówczas groziło mi jakieś niebezpieczeństwo, to czy teraz jestem bezpieczna?
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Cytat
Prolog
Rozdział 1
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
