40,99 zł
Gdy nie możesz uciec od przeszłości, musisz wyjść jej naprzeciw Poszukiwania nieuchwytnej Mścicielki nabierają rozpędu. Gitte Haralsen nie zamierza po raz drugi pozwolić Skylar wymknąć się z rąk, a współpraca z Interpolem wreszcie prowadzi do przełomu. Wszystko wskazuje na to, że kobieta uciekła z Danii i uprowadziła prokuratora Jakoba Plummera. Nikt nie podejrzewa, że Jakob nie jest zakładnikiem. Zafascynowany kobietą, która wymierza sprawiedliwość na własnych zasadach, towarzyszy jej w ucieczce, by zbliżyć się do osoby, która zamordowała jego ojca. Podczas podróży przez Kanadę ich relacja staje się coraz bardziej niejednoznaczna. Zaufanie miesza się z obsesją, a kolejne odkrycia odsłaniają tajemnice z przeszłości. Kiedy na jaw wychodzi, że nawet imię Skylar jest kłamstwem, a jej życie stanowi część przerażającego projektu, stawką nie jest już tylko zemsta, lecz prawda, która może zniszczyć wszystkich.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 312
Karolina Agata Socha
Kim byłaś, Skylar?
Król nigdy nie ginie
Dania, 29–30 września
Kolejne platformy internetowe największych światowych gazet zamieściły choć drobną wzmiankę o liście gończym za Skylar.
„The New York Times”[1]
Najbardziej nieuchwytna mścicielka Europy ścigana międzynarodowym listem gończym
Interpol ogłasza globalny alert po ujawnieniu nowych dowodów łączących podejrzaną z serią precyzyjnych zabójstw.
„The Guardian”
Zabójczyni sprawiedliwości poszukiwana w całej Europie
Kobieta podejrzewana o brutalne egzekucje osób unikających kary staje się najbardziej poszukiwaną uciekinierką na kontynencie.
„Le Monde”
Skylar: Sprawiedliwość przez krew – najbardziej poszukiwana kobieta w Europie
Metodyczne zbrodnie, precyzyjne cele. Europa w szoku po zdemaskowaniu nieuchwytnej mścicielki.
„Der Spiegel”
Najniebezpieczniejsza kobieta Europy: obława za Skylar przybiera globalny wymiar
Podejrzewana o seryjne morderstwa od miesięcy unika organów ścigania. Do akcji włącza się Interpol.
„Politiken”
Skylar – cały świat jej szuka. Międzynarodowy list gończy za kobietą wymierzającą własną sprawiedliwość
Duńska opinia publiczna podzielona. Policja i Interpol jednoczą siły, by złapać kobietę, która wymyka się systemowi.
BBC World News
Skylar: samotna mścicielka czy seryjna zabójczyni? Globalne poszukiwania nabierają tempa
Podczas gdy społeczeństwo się dzieli, służby naciskają na jak najszybsze zatrzymanie kobiety.
Skylar przeglądała kolejne nagłówki. Minęły trzy dni, odkąd uciekła z Holbæk. Siedząc w kawiarni wesołego miasteczka Tivoli w centrum Kopenhagi, czytała każdą wzmiankę na swój temat. Celowo wybrała to miejsce. Dziś bowiem stała się Niemką i dołączyła do zorganizowanej wycieczki. Tylko tak mogła w nieoczywisty sposób wynieść się z kraju. Wycieczka zakładała przejazd promem z Rostocka w Niemczech do Gedser w Danii. Potem półtoradniowe zwiedzanie Kopenhagi, przejazd autokarem Mostem nad Sundem do Malmö w Szwecji i zwiedzanie miasta przez półtora dnia. Wreszcie prom do Świnoujścia w Polsce. Tam zaplanowano kolejne zwiedzanie, jednak Skylar to zupełnie nie obchodziło. Chciała znaleźć się jak najszybciej we Francji, bo to stamtąd zamierzała przedostać się do Kanady. Wszystko wyszukała w Internecie, dokonując tylko drobnego włamania na stronę organizatora, by sprytnie umieścić własne dane w systemie.
Na początku problemem był sposób, w jaki miałaby niezauważenie i bez podejrzeń wmieszać się w wycieczkę. Udała się więc do terminalu portowego po duńskiej stronie. Tam, podając się za pracowniczkę kapitanatu, dostała się do zacumowanego olbrzymiego promu, który przypłynął z Niemiec. Nie miała wiele czasu, nim samochody zaczną wyjeżdżać, jednak na tyle dużo, by w ostatniej chwili zastukać w drzwi właściwego autobusu wycieczkowego. Już o wiele wcześniej wiedziała, na który poziom promu się udać.
Samochody ciężarowe i autokary znajdowały się bowiem na wyższych piętrach promu, ze względu na konieczność zachowania stabilności statku. Auta były cięższe, przez to ruszały wolniej, co dawało jej kilka minut zapasu. Wszystko poszło zgodnie z planem. Miała szczęście, że podczas tego typu wycieczek ludzie się nie znają, mogła więc wtopić się w tłum. Nikt jej o nic nie pytał. Zajęła jedno spośród kilkunastu wolnych miejsc i zagadnęła współpasażerkę.
– Mogę się przysiąść? Nie jestem w stanie już dłużej siedzieć z tyłu. Kręci mi się w głowie – sprytnie skłamała, rezygnując z tłumaczenia, skąd się nagle tu wzięła. Współpasażerka po zaledwie paru godzinach podróży nie mogła wiedzieć, kto siedział z tyłu.
– Jasne – odparła z uśmiechem starsza od niej kobieta. – Jestem Britta.
– Maria – odparła Skylar, odwzajemniając uśmiech.
– Miło mi.
– Mi również. – Wsunęła małą walizkę na półkę nad ich głowami i usiadła. – Bardzo.
– Sama wybrałaś się na wycieczkę? – spytała dociekliwa Niemka.
– Tak. Niestety.
– To tak jak ja. Jestem po rozwodzie… – Kobieta się lekko skrzywiła.
– Chciałabyś kogoś poznać?
– Yhm. Niekoniecznie na wycieczce. Jednak liczę na jakieś znajomości. Chcę więcej jeździć i wychodzić do ludzi.
– Rozumiem… – Skylar zmusiła się do odpowiedzi. Potrzebowała tego, by bez podejrzeń wmieszać się w tłum.
***
Współpasażerka uwierzyła w wymyśloną na poczekaniu opowieść o zawrotach głowy. Tylko w ten sposób Skylar mogła spokojnie siedzieć w kawiarni na terenie Tivoli, popijając kawę i patrzeć na wieżę ratusza w Kopenhadze. Dokładnie tego samego, przed którym jeszcze nie tak dawno spotkała się z Jakobem. Wtedy, wbrew własnym postanowieniom, zapragnęła sprawdzić, co się u niego dzieje. Kolejny raz miała to dziwne uczucie, pragnienie sięgnięcia po to, co zabronione. A zabronionym owocem było spoufalanie się z kimkolwiek – tego była uczona. Dziś miała namacalny dowód na to, że jeśli złamie ten przykaz, wpadnie w dziwny wir uczuć łączących w sobie troskę, chęć bycia i rozmów, a nawet kłótni. Byleby przy kimś być. Wyciągnęła więc z plecaka laptopa i uchyliła jego klapkę. Najpierw odpaliła podgląd kamery we wnętrzu jej dawnego loftu.
– Nie ma cię – odezwała się po cichu, ledwie ruszając ustami.
Dostrzegła otwarte okno. Zostawiła je dla Nemezis, na wypadek gdyby Skylar zginęła lub trafiła do więzienia. Teraz ptak latał gdzieś nad parkiem rozrywki w Kopenhadze.
– Gdzie się podziałeś, Jakobie?
Nie miała wglądu w to, co robią Gitte i Oliver. Podejrzewała bowiem, że teraz węszenie w policyjnej sieci może zostać szybko namierzone. Spodziewała się, że informatycy staną się o wiele czujniejsi. W końcu pisano o niej praktycznie w każdej europejskiej gazecie. Śledztwo przestało być wyłącznie sprawą duńskiej policji. Wymagało kooperacji kilku państw. Na pewno wzmocnili ochronę sieciową. Miała więc ograniczone możliwości i niewiele czasu. Jedyną istotną informacją, którą musiała zdobyć, była ta dotycząca zdrowia Olivera. Żył, a jego stan był stabilny – to było najważniejsze. Postanowiła wykorzystać fakt, że mieszkanie Jakoba znajduje się w Kopenhadze. Dlatego spakowała laptopa, wstała i ruszyła przed siebie.
– Hej, gdzie idziesz? – Nagle zza jej pleców usłyszała znajomy głos. Na moment zapomniała o współpasażerce podróży.
– Właśnie… wygooglowałam fajną knajpę – odparła, unosząc trzymanego w dłoni smartfona. – Jest czterdzieści minut spaceru stąd, a ja i tak nie korzystam z atrakcji. Przyda mi się trochę ruchu.
– Przecież zaraz będziemy szli na statek… – Na twarzy Britty malowało się zdziwienie. – Mamy wycieczkę wodną kanałami. Zapomniałaś?
Skylar się zatrzymała.
– No tak… – Machnęła ręką z rozczarowaniem.
– Popatrz. – Britta wyciągnęła turystyczną mapę miasta i zaczęła wskazywać palcem trasę. – Szkoda, aby cię to ominęło. Będziemy oglądać Syrenkę.
Skylar spojrzała z zaciekawieniem. Rzecz jasna to nie pomnik ją zainteresował. Palec Britty wskazywał bowiem trasę biegnącą tuż obok kamienicy Jakoba.
– W zasadzie to całkiem miła atrakcja. Masz rację. Nie może mnie to ominąć.
– No właśnie – pisnęła sporo starsza od Skylar kobieta, jakby cieszyła się jak małe dziecko.
***
Dwie godziny później cała ekipa wycieczki autokarowej płynęła kanałem Christianshavn, podziwiając nowoczesną dzielnicę z unikalną architekturą, zacumowane przy pomostach, małe jachty i spacerujących lub siedzących w knajpkach ludzi. W niektórych częściach kanału było tak wąsko, że brzeg był niemal w zasięgu ręki. Przewodnik opowiadał ciekawe historie i niemal wszyscy byli żywo zainteresowani. Jedynie Skylar wyostrzała wzrok, szczególnie w momencie, w którym mijała odnogę kanału, nad którą wzniesiono kamienicę Jakoba. Obserwowała niecodzienne zjawisko zza okularów.
Pierwsza niepokojąca rzecz dotyczyła kolejnego radiowozu, który kręcił się przy ulicy prokuratora. Widziała policję, odkąd tylko wpłynęli w głąb dzielnicy. Sporo gliniarzy kręciło się na hulajnogach elektrycznych. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby stale nie rozmawiali przez krótkofalówki. Widać było, że akcja jest zorganizowana. Dopiero kiedy jej wzrok zrównał się z kamienicą, mogła dostrzec coś o wiele bardziej niecodziennego. Nieoznakowane auta policji ze znanego jej komisariatu.
– Popatrz – przerwała jej Britta. – To nasz hotel.
Skylar oderwała wzrok od obserwowanego punktu. Była wściekła na kobietę, choć nie dała tego po sobie poznać. Jej oczom ukazał się piękny widok – okazały hotel, otynkowany na żółto, z białymi niczym filary pasami. Architektonicznie był Skylar całkowicie obojętny. Za to pod względem lokalizacji okazał się perfekcyjny.
– Zamawiam pokój od strony kanałów – odparła, ciesząc się w duchu na fakt, co będzie miała przed nosem przez całą noc. Ona i jej lornetka. Czego można chcieć więcej? Miała tylko jedną sprawę do załatwienia.
– Z czego się tak cieszysz? – dopytywała Britta, patrząc na uśmiechniętą Skylar.
– Ta podróż była strzałem w dziesiątkę – odparła, w myślach zastanawiała się jednak, jak spławić ciekawską koleżankę.
– Aż taki ten hotel piękny nie jest… – zaśmiała się starsza blondynka.
– Ma niepowtarzalny urok – dodała Skylar, zadowolona z przebiegu spraw.
– Chyba zaraz lunie deszcz.
Skylar obróciła głowę i dojrzała ciągnące od zachodu ciężkie chmury.
– Czy to grzmot? – dopytywała jej nowa koleżanka.
– Tak. Będzie burza.
***
Skylar dawno nie była tak zadowolona. Drugie piętro, balkon i widok na kamienicę Jakoba. A do tego udało jej się spławić Brittę. Na zewnątrz nadal padało. Choć grzmoty ustały, burza przyniosła front deszczowy. Przez otwarte na oścież drzwi balkonowe wpadał do mieszkania orzeźwiający chłód. Nie pozostało jej nic innego jak wieczorna inwigilacja. Musiała ponownie, tym razem dokładnie przeanalizować, co się działo w Holbæk. Włączyła filtr rejestrujący ruch przez ostatnie trzy dni. Przyglądała się temu, co robił Jakob po tym, gdy się ocknął. Po sześciu godzinach wyjechał, by wrócić pięć godzin później. Zdziwiła ją obecność i jego, i walizki. Dziś rano tego nie dostrzegła. Być może dlatego, że kamera skierowana była na wejście do loftu, a nie na część z łóżkiem. Przed wyjazdem usunęła wszystkie kamery z wyjątkiem tej jednej. Przeglądając klatka po klatce kolejne minuty, dostrzegła, że prokurator opuścił loft jakieś piętnaście minut temu.
– Gdzie się wybierasz?
Wtedy rozległ się przyjemny dla jej uszu dźwięk dochodzący z balkonu.
– Nemezis – odparła z zadowoleniem.
Skylar poderwała się z fotela i podeszła do ptaka. Miała go od małego pisklęcia, wychowywała i szkoliła na wyspie na zachodnim brzegu Kanady. Kiedy pierwszy raz oddaliła się w inną część wyspy, ptak ją odnalazł. To inteligentne zwierzę po wielu latach nauczyło się rozpoznawać jej twarz, głos, a nawet czuło zapach. Postanowiła więc, że nie będzie celowo uciekać przed Nemezis, skoro ta do niej tak przywykła. Ilekroć musiała uciekać, puszczała ptaka wolno. Kruk zwykle przebywał w jej bliskim otoczeniu, krążąc wokół. Jeśli nie mogły się znaleźć, Skylar wydawała charakterystyczne dźwięki. Nieraz ptaka nie było nawet trzy dni, wtedy zdarzało jej się odtwarzać własne gwizdanie z odtwarzacza. Dziś Nemezis znów ją odnalazła.
– Mam dla ciebie kawał mięsa. Poczekaj.
Kiedy wróciła, ptak osiadł na mokrych płytkach i zaczął rozrywać pazurami rzucony kawałek krwistej wołowiny.
Kobieta ponownie usiadła przy biurku. Wiedziała, że sama nie włamie się na policyjne serwery. Została jej tylko jedna droga. Uruchomiła czat z „ćmami” – hakerami, którzy za odpowiednią cenę potrafili zdobyć każdą informację. Po dwudziestu minutach przyszła wiadomość. Droga i jednocześnie bezcenna.
Operacja SKY. Trwają poszukiwania Jakoba Plummera, istnieje podejrzenie o współudział w ucieczce Skylar.
Serce zabiło jej szybciej.
– Jak to możliwe? To musi być prowokacja. Skąd? Jak mogli to połączyć?
Nie miała czasu na dalszą analizę. Wiedziała, że Jakob opuścił loft i udał się w nieznanym kierunku. Nie wiedziała, po co i gdzie.
W tym momencie ogarnęło ją to znajome, niebezpieczne uniesienie. Jak fala, która unosi i zarazem grozi zatonięciem. Puls przyspieszył, zmysły się wyostrzyły, a w żyłach rozlał się ogień – ten sam, który zawsze poprzedzał akcję, gdy decydowała o cudzym losie. To podniecenie było nieporównywalne z niczym innym: mieszanka głodu, mocy i bezlitosnej pewności, że świat znów drży, a ona jest w samym jego epicentrum.
Postanowiła zareagować, tym razem jednak zachowując rozsądek. Odczekała więc kilka godzin i wyślizgnęła się z hotelu w skórzanych spodniach i lekkiej motocyklowej kurtce. Dłonie schowała w rękawiczki, a idąc, pogwizdywała co jakiś czas, tak by ptak orientował się, gdzie jest jego pani. Musiała sprawdzić, co dzieje się pod mieszkaniem Jakoba. Noc była mokra od deszczu, krople rysowały na jej ramionach srebrne żyły. Każdy krok był wymierzony – ani jednego zbędnego dźwięku, ani jednego błysku światła. Miasto nie pytało, miasto jedynie obserwowało, a ona wiedziała, jak skryć się w jego spojrzeniu.
Wpierw obeszła budynki, po czym schowała się na skrzyżowaniu dróg, za kontenerem budowlanym, kilkanaście metrów od apartamentu mężczyzny. Obserwowała i analizowała. Dostrzegła co najmniej trzy nieoznakowane radiowozy. Strugi deszczu niemal w ogóle jej nie przeszkadzały. Za dnia była to ruchliwa dzielnica. Teraz, w nocy, tylko co jakiś czas przejeżdżał nią samochód, czasem jakiś zaparkował. Nie mogła ryzykować, wchodząc do mieszkania. Czas mijał, jednak nic się nie działo. Zrozumiała, że najwyższa pora wrócić do hotelu. Skoro policja tutaj jest, Jakoba tu nie spotka.
Wracając tą samą ścieżką, starając się ukryć pomiędzy drzewami w parku, dostrzegła samochód. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie ruch wewnątrz. Stała w takim miejscu, że świecąca latarnia na ulicy oświetlała wnętrze, na tyle, by można było dostrzec poruszającą się w nim postać. Ktoś się tam ukrywał. Zboczyła więc z trasy i zbliżyła się na bezpieczną odległość. I wtedy wysiadł z samochodu mężczyzna ubrany w cienki, długi płaszcz. Przyglądała się nadal rozglądającej się wokół postaci, dziwnie znajomej mimo strug deszczu.
– Jakob – wyszeptała.
Ruszyła za nim. Szedł przodem w całkowicie złym kierunku. Wiedziała, że dwie uliczki dalej czeka na niego zasadzka. Musiała działać. Skylar nie dała mu szansy. Przesunęła się cicho po mokrym bruku jak cień i zanim zdążył zareagować, przywarła do jego pleców. Jedną ręką zatkała mu usta – mocno, bez wahania.
– Nie krzycz – wydała cichy, choć stanowczy rozkaz.
Drugą ręką złapała go za ramię i pociągnęła na bok, za niskie ogrodzenie, w ciemną wnękę między starymi skrzynkami gazowymi. Deszcz obejmował ich sylwetki. Jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia, a potem z rozpaczy.
– Skylar – wymamrotał.
– Wyglądasz… okropnie – odparła.
Rzeczywiście prezentował się niecodziennie. Nieogolony, z włosami przyklejonymi do głowy, w znoszonym swetrze wystającym spod płaszcza i torbą przewieszoną przez ramię. Wyglądał jak ktoś, komu zabrano scenariusz życia. Skylar pomyślała, że to nie jego wybór, lecz panika.
– Nie uciekłaś stąd? – odparł zaskoczony.
Nie raczyła mu odpowiedzieć.
– Co tu robisz, do cholery?
Wpatrywał się w jej przemoczoną twarz i zapewne przez panującą noc niewiele widział. Skylar wyczuła, jak bardzo nieporadny jest mężczyzna – ten, który całe życie piął się stopień po stopniu i z głową uniesioną ku górze sięgał po swoje. Jeszcze niedawno widziała w nim niezłomnego prokuratora, który najpierw ją wystawił, by potem pomóc jej przeżyć. I to jedno ostatnie zdarzenie, jedna zła decyzja sprawiła, że stał przed nią tak bezbronny.
– Policja prowadzi dochodzenie, ustalając, jaki jest mój współudział w twojej ucieczce – odezwał się nagle z żalem w głosie.
– No właśnie – dodała.
– Kiedy wyszedłem z loftu, pojechałem do siebie. Nie minęło kilka minut, a do drzwi zapukała Gitte. Zaczęła zadawać co najmniej dziwne pytania…
Zaczął tłumaczyć i choć miejsce nie było odpowiednie do rozmowy, Skylar zaczęła dopytywać.
– Jakie?
– Czy miałem kontakt z tobą… Poza tym, o którym wiedziała policja.
– I co powiedziałeś?
Zamilkł na moment i przetarł mokrą twarz.
– Że nie. Wtedy ona pokazała to nagranie.
Skylar uniosła ręce, dając sygnał, że czeka na szczegóły.
– Możesz mówić precyzyjniej?
– Z Ribe. Kamera w domku letniskowym ojca Henrika zarejestrowała, jak wpadasz do wody. A potem mnie, jak za tobą wskoczyłem w zarośla.
Na moment zamilkli. Skylar pomyślała, że powinna była to przewidzieć, jednak nie spodziewała się, że Jakob przeszkodzi jej w akcji.
– I jak to skomentowałeś?
– Że wszystko działo się zbyt szybko. A potem uciekłaś. Wtedy Gitte zaczęła mówić, że inaczej zeznawałem. Na koniec zadała kilka pytań wprost.
Jakob obrócił głowę, by rozejrzeć się wokół. Skylar nawet na moment nie spuściła z niego wzroku.
– Jakich? – dopytywała.
– Czy ci pomagam. I czy celowo wprowadziłem policję na zły trop… – Ponownie na nią spojrzał. – Kazałem jej ochłonąć. Powiedziałem, że to ja jestem prokuratorem, a ona się zagalopowała. Poprosiła, abym przyjechał na komisariat złożyć wyjaśnienia do zeznań, ale tego nie zrobiłem.
Skylar uśmiechnęła się ironicznie.
– Jak to… nie zrobiłeś?
Znowu przetarł dłonią mokrą twarz, chcąc ściągnąć z niej krople deszczu.
– Wróciłem do twojego loftu. – Patrzył wprost w jej oczy.
Skylar uniosła dłonie, całkowicie zaskoczona tym, co słyszała.
– To tak, jakbyś się przyznał do winy. Nie mogłeś pojechać na komisariat i zmyślać?
– A jeśli mieli jeszcze coś?
– Niby co?
– Nagranie, jak wywiozłem cię z wyspy albo że byłem w twoim lofcie.
– Kurwa mać – rzuciła po chwili.
– Chciałem uciec, ale nie wiedziałem, co potem… Wtedy dostałem maila, że czasowo jestem odsunięty od śledztwa. Muszę porozmawiać z Gitte. Najpierw pojechałem do jej domu, ale jej tam nie było. Przyjechałem więc tutaj.
Skylar przyglądała się twarzy mężczyzny dłużej niż zwykle.
– A co takiego chciałeś jej powiedzieć?
– Że to pomyłka.
Kobieta kompletnie tego nie rozumiała. Jej zdaniem było to głupie i nieprzemyślane.
– I żeby to udowodnić, chciałeś się skraść do jej auta i urządzić sobie pogawędkę, kryjąc się przed wszystkimi innymi?
– Nie wiem, co mam teraz zrobić… Spanikowałem. Zniknęłaś – mówił jak przerażony, mały chłopiec.
– Masz dwie opcje. – Skylar jak zawsze była rzeczowa. – Pójść na komisariat złożyć formalne wyjaśnienia albo uciec.
– Zatrzymają mnie.
– Zapewne tak.
– Kurwa mać! – Znów przetarł twarz, chcąc ją osuszyć. – Nie mogę stracić pracy. Ciężko pracowałem na to, co mam. Pogubiłem się. To wszystko jest takie dziwne. Miałem wszystko perfekcyjnie poukładane… – Rozłożył ramiona.
Deszcz, nadal intensywny, spływał po nich strugami. Skylar zastanawiała się, jak bardzo mężczyzna żałuje spotkania z nią.
– Zapewne myślisz sobie teraz, że chętnie cofnąłbyś czas. To taki standard.
– Problem w tym… że raczej nie. Jestem pewny, że nie.
Patrzyła w jego twarz z zainteresowaniem. Mimo wzrostu i stateczności, która jeszcze kilka dni wcześniej nadawała jego sylwetce pewności i powagi, dziś miał coś z nieporadności dziecka. Pomógł jej uciec przed policją, co sprawiło, że wobec prawa stał się przestępcą. Nie wiedział, co ma zrobić, a Skylar poczuła, że jest mu coś winna.
– Co zamierzasz? – zapytała.
– Nie wiem. Nie mam pojęcia, co zrobić.
– A czego oczekujesz ode mnie?
Tym razem to on popatrzył na nią. Nie wiedział, czy kolor oczu, w który się wpatruje, jest prawdziwy. Jednak ten wzrok sprawiał, że na jej zwykle obojętnym obliczu pojawiło się coś na miarę troski. Deszcz zmoczył ich niemal do ostatniej suchej nitki. Jakobowi było zimno, a ona nawet raz się nie zatrząsała.
– To dziwna sytuacja… – Znowu przetarł twarz. – To ty mnie powinnaś prosić o pomoc, a ja powinienem umieć ci jej udzielić. Nie odwrotnie.
– Chcesz, żebym to ja spotkała się z Gitte?
Pokręcił przecząco głową.
– Nie zdecyduję za ciebie. Jakobie, jesteś dużym chłopcem. Jeśli chcesz, żebym ci pomogła, musisz to powiedzieć.
On jednak zmienił temat. Interesowało go zupełnie co innego. Chciał wiedzieć, czy ten rodzaj przyciągania czuje tylko on. Potrzebował potwierdzenia, że i ona odczuwa dziwny, zakazany rodzaj więzi. Dlatego odważył się zapytać:
– Czemu wróciłaś?
– Nie wróciłam – ucięła szybko. – Jestem w trakcie ucieczki. Za parę godzin miałam być w drodze do Malmö.
Jakoba zasmuciła ta odpowiedź. Ale przecież stała obok niego…
– To co tutaj robisz?
– Zaspokajam ciekawość.
Ta odpowiedź pasowała mu o wiele bardziej. Pomyślał, że może się o niego martwiła.
– I zaspokoiłaś?
– Na wpół… – Skylar włożyła ręce do kieszeni kurtki.
– Może to wyrzuty sumienia?
– Jakob, ja ich nie miewam. – Zaśmiała się ironicznie. – Nie uczłowieczaj mnie nadmiernie.
Postanowił zaryzykować jeszcze bardziej, zadając kolejne pytania.
– Chcesz, żebym poszedł siedzieć? Lubisz sprawiedliwość. Wymierzasz ją. W obrzydliwy sposób, ale w pewnej mierze sprawiedliwy…
– Nie. Nie chcę, abyś poszedł siedzieć.
Spojrzał w jej twarz błagalnym wzrokiem.
– Ale przecież wpędziłem cię w zasadzkę.
– Tak, wpędziłeś.
Jakobowi zaczął przeszkadzać sposób, w jaki z nim rozmawiała. Oczekiwał najdrobniejszych słów pocieszenia.
– Do cholery, Skylar! Nie potrafisz okazywać emocji czy nie chcesz?
Wzruszyła ramionami. Nie spuszczali z siebie wzroku ani na moment. Skylar nie umiała zmienić własnej postawy, ale mimo że uczono ją powstrzymywać emocje, dziś robiła to z trudem.
– To zbędny element rozmowy – ucięła niewygodny temat. – Nic z niego nie wynika. Emocje tylko gubią i niweczą racjonalne plany.
Jakob na moment oderwał od niej wzrok, by za chwilę spojrzeć w jej oczy ponownie.
– Potrzebuję pomocy. Ale jak mam o nią prosić, skoro wystawiłem cię i przeze mnie cię postrzelili…
– Robiłeś swoje. Pomogę ci. Ale wszystko będzie po mojemu. – Pogroziła mu palcem. – Plany się sypią, kiedy się od nich odstępuje. Nie działasz na własną rękę. Jeśli nie będziesz wykonywał poleceń, zniknę. Rozumiesz?
Jakob przetarł twarz.
– Mówiłaś, że uciekasz.
Zamilkli. Przez kilka sekund słychać było tylko szum deszczu, który rozbijał się o metalowe barierki mostu. Skylar patrzyła w bok, na odbicie świateł miasta w mokrym bruku. Czuła jego wzrok na sobie, ten sam co wtedy – niepewny, ostrożny, zbyt ludzki.
– Jedziesz ze mną – powiedziała nagle i ruszyła pewnym krokiem przed siebie. – Żwawo – dodała, widząc, że nie zareagował.
Nie spytał dokąd. Znał ten ton. Nie było w nim miejsca na pytania.
W samochodzie panowała cisza. Deszcz zamienił się w mżawkę, a wycieraczki równo odmierzały sekundy. Jakob siedział obok, z dłońmi zaciśniętymi na kolanach. Nie zadawał pytań, choć wiele cisnęło mu się na język.
– To nie jest droga do Malmö. Zmieniasz kierunek? – powiedział po chwili.
Potwierdziła skinieniem głowy.
– Dokąd więc jedziemy?
– Do miejsca, w którym mnie nie znajdą. I ciebie też nie.
Spojrzał na nią kątem oka.
– To jest takie proste?
– Z prostych rzeczy powstają najtrudniejsze decyzje – odparła.
Droga wiodła przez las, którego ciemność przecinało światło reflektorów. Po chwili wyjechali na przedmieścia Hillerød. Miasto spało, a deszcz ślizgał się po dachach i szybach. Skylar zatrzymała się przy budynku z cegły, naprzeciw którego rozpościerał się widok na piękny renesansowy zamek.
Wysiedli z auta i przeszli przez boczne drzwi kamienicy, które kobieta otworzyła kodem. W środku mieszkania panował chłód i cisza. Duże, jasne wnętrze, drewniany stół na środku, laptop na biurku, kilka dokumentów…
Jakob się rozglądał.
– To twoje mieszkanie? – zapytał, ściągając przemoczony płaszcz. Wokół jego butów pojawiła się mokra plama.
– Poniekąd… – odparła spokojnie Skylar, skupiona na sprawdzaniu wnętrza. Spacerowała od pokoju do pokoju.
– Poniekąd?
– Mieszkała tu kobieta będąca jednym z moich wcieleń. – Uśmiechnęła się lekko, bez ciepła.
Zasunęła zasłonę, po czym podeszła do elektrycznego kominka i go włączyła. W półmroku dostrzegł na ścianie kilka zdjęć i notatek. Rzuciły mu się w oczy wydruki, twarze, nazwiska i adresy.
Zrobił krok w tył, kiedy zobaczył swoje fotografie.
– Kim była? – dopytał zdziwiony. – Kim była ta kobieta, w którą się wcieliłaś?
– Mia Fielstrup – powiedziała i beznamiętnie zmieniła temat: – Pamiętaj, jeśli chcesz włączyć światło, masz zaciągnąć zasłony.
Zamarł.
– Co? – Jego policzki się zaróżowiły, a na twarzy zagościło zdziwienie.
Odwróciła się do niego.
– Zasłaniasz zasłony, jeśli chcesz włączyć światło – odparła, doskonale zdając sobie sprawę, że wcale nie o to pyta.
– Mia Fielstrup?
– Tak. Przez ponad pół roku była twoją asystentką.
Jakob zbladł, co wywołało lekki uśmiech na jej twarzy. Bawiła ją ta rozmowa.
– Nie żartuj.
– Nie żartuję.
Podszedł powoli i wpatrywał się w jej twarz, szukając podobieństwa. Palcami lewej dłoni roztrzepał mokre włosy.
– To niemożliwe.
– Możliwe – odparła, przerywając kontakt wzrokowy. – Sama parzyłam ci kawę w biurze. Sama słuchałam, jak mówiłeś o sprawach, które prowadzisz. Sama od środka infekowałam twoje i nie tylko twoje komputery.
Oparł się o blat stołu.
– Więc to był zakrojony na dużą skalę szpiegowski eksperyment?
– Raczej wnikliwa obserwacja.
– Śledziłaś mnie przez miesiące? – uniósł głos.
– Nie tylko ciebie – odpowiedziała, kiedy znalazła się w kuchni, przy półce ze szklankami. Wzięła jedną i nalała sobie wody z kranu. Wypiła, wymyła dokładnie szkło i odłożyła na swoje miejsce.
Zrobił krok w jej stronę.
– Po co? To jawna infiltracja…
– Bo byłeś częścią układanki. – Zamilkła na chwilę. – Jestem perfekcyjna w tym, co robię – dodała.
Jakob roześmiał się krótko, jednak nie było w tym wesołości.
– I ja byłem tylko pionkiem?
– Wszyscy jesteśmy. Różnimy się tylko tym, kto wie, że gra.
Podszedł bliżej.
– A ja myślałem, że jesteś tylko kobietą, która nie ufa nikomu.
– W tym się nie myliłeś.
Jej spojrzenie było ostre jak krawędź rany przeciętej szkłem. Nie drgnęła nawet wtedy, gdy odwrócił się z wściekłością.
– I wiedziałaś, że zostanę mianowany na prokuratora? Wykorzystałaś mnie!
– Wiedziałam. Wiedziałam też, że jest olbrzymie prawdopodobieństwo, że to ciebie przydzielą do sprawy.
– I teraz mam ci jeszcze dziękować, że mnie tu przywiozłaś?
– Nie. Masz siedzieć cicho i nie wychylać się, dopóki nie znajdę sposobu, jak oczyścić twoje nazwisko.
Usiadł ciężko na krześle.
– Nie wiem, czy bardziej mnie przerażasz, czy fascynujesz.
– To dobre miejsce, Jakobie. To, że cię przerażam, też jest w porządku. Strach to początek zrozumienia.
– To wszystko jest ponad moje wyobrażenia.
– Nie zastanawiaj się nad tym. Teraz zostawię cię tutaj samego. W zamrażarce jest kilka dań. Rozmroź któreś i zjedz. Weź prysznic i upierz rzeczy. Potem je wysusz. Suszarka do ubrań jest w łazience. Potem idź spać. W komodzie w salonie jest pudełko z lekami. Weź tabletkę na sen… – Wskazała palcem mebel.
– Po co mi leki? A ty gdzie jedziesz? – Podniósł się z krzesła.
– Nie sądzę, byś szybko usnął po takich przeżyciach. Ja jadę coś załatwić. Nie wychylaj się i nie otwieraj nikomu.
– Co załatwić? Powiedz mi cokolwiek…
– Spróbuję oczyścić choć trochę twoje imię – powtórzyła myśl sprzed chwili. Podeszła pod drzwi i chwyciła za klamkę, ale Jakob zatrzymał ją pytaniem.
– Niby jak?
– Rusz głową, panie prokuratorze.
Wyszła z mieszkania, zostawiając go samego. Tak jak go prosiła, nastawił pranie i wziął prysznic. Woda spływała po nim ciepłym strumieniem, zmywając zapach deszczu i brudu. W lustrze widział swoje odbicie – nieruchome, ludzkie i… spokojne, bo mimo całej złości w jej obecności czuł się bezpiecznie.
***
Noc stała się chłodna. Zwiastowała nadejście zimnego frontu. Motocykl czekał w garażu po drugiej stronie ulicy – czarna Yamaha V-max, jakby od zawsze należąca do nocy.
Wsunęła kluczyk do stacyjki. Silnik zaryczał cicho, tłumiony przez mokre powietrze. Nie miała dokładnego planu. Wiedziała tylko, gdzie znaleźć się przed świtem – w domu Gitte.
Zapięła kask, wciągnęła rękawice. Deszcz uderzał w wizjer jak grad w metal. Ruszyła i kilka minut później zostawiła miasto za sobą. Wąskie drogi między lasami były puste. Mijała opustoszałe stacje benzynowe, zamknięte sklepy i rzędy domów pogrążonych we śnie.
W radiu w słuchawce interkomu brzmiała tylko cisza, jej ulubiona melodia.
Dom Gitte stał na przedmieściach Kopenhagi. Niski, biały, z ogrodem przystrzyżonym tak dokładnie, jakby każde źdźbło trawy miało swoje miejsce. Skylar znała go dobrze. Nie raz go obserwowała. Samochodu kobiety nie było na podjeździe, a we wnętrzu nie paliło się światło.
Weszła tylnym wejściem, otwierając zamek wytrychem. Wnętrze przywitało ją zapachem lawendy i detergentów. Cisza była niemal nienaturalna. Bezszelestnie obeszła pomieszczenia. Nie spodziewała się policjantki, wiedziała bowiem, że ta pracowała dzisiejszej nocy. W samochodzie Gitte nadal tkwił zamontowany przez nią GPS. Urządzenie przesyłało na telefon Skylar położenie jej auta. Ten, według komunikatu, powinien się zjawić za dwie minuty. Po chwili w domu dało się słyszeć dźwięk przekręcanego klucza w zamku.
Skylar spokojnie usiadła w fotelu w salonie. Nogi położyła na stoliku z dębu. W ręku trzymała jabłko, które zabrała z kuchni, i zaczęła je kroić nożem survivalowym, który miała przy sobie. Robiła to wolno, niemal obrzędowo. Kolejne kawałki lądowały w jej ustach powoli, jakby miała masę czasu.
Czekała.
Drzwi wejściowe otworzyły się z lekkim skrzypnięciem. Usłyszała stłumione kroki, potem szelest kurtki. Gitte była sama. Skylar siedziała bez ruchu.
– Wiesz, że masz bardzo słaby alarm? – powiedziała spokojnie, nadal krojąc w mroku jabłko.
Gitte zesztywniała. Sięgnęła dłonią do włącznika światła. W pokoju nie zrobiło się jednak jasno.
– Nie ma prądu – odparła Skylar. – Chwilowo.
– Co ty tu robisz?
– Zaległa rozmowa – odpowiedziała z lekkim uśmiechem. – Nie dokończyłyśmy jej w Ribe.
– Powinnam wezwać wsparcie.
– Obie wiemy, że jestem troszkę zwinniejsza od was.
Gitte stała nieruchomo. Wzrokiem szukała czegokolwiek, co mogłoby posłużyć za broń – wazonu, lampy… Skylar to widziała.
– Nie szukaj. Już myślisz zbyt głośno.
– Czego chcesz? – zapytała policjantka, starając się, by głos jej nie zadrżał.
Skylar wstała. Zbliżała się wolno, wciąż trzymając jabłko i nóż.
– Porozmawiać. Chciałam porozmawiać z jedyną osobą, która była tak blisko, by mnie schwytać.
– Gdzie jest Jakob? – odparła policjantka.
– Chyba nie sądzisz, że wskażę miejsce, gdzie przetrzymuję moje zabezpieczenie.
– Zabezpieczenie?
– Jak wam idzie śledztwo? – odparła pytaniem na pytanie.
– Mam nagrania z Ribe. Jakob pomagał ci uciec.
– Pomagał mi uciec? – Skylar udawała zdziwienie. – Miałam cię za błyskotliwszą…
Skylar stanęła przed nią, tak blisko, że mogła poczuć jej oddech. Przez chwilę patrzyły na siebie, jakby świat poza tym pokojem przestał istnieć. Gitte chciała sięgnąć po telefon leżący na szafce, ale Skylar była szybsza. Nóż wbił się w blat tuż obok jej dłoni.
– Zrobisz to jeszcze raz, a przy następnym uderzeniu będę znacznie precyzyjniejsza.
– Henrik cię postrzelił. Wpadłaś do jeziora. Jakob ruszył za tobą. Potem zeznał, że uciekłaś na motocyklu. To nie była prawda.
– Powiedz, Gitte, co byś zrobiła? Przychodzę do ciebie i proszę, żebyś zadzwoniła do Hansa i mu powiedziała, żeby otworzył na swoim komputerze w pracy link, który mu wysłałaś, wiedząc, że wysłałam go ja i ma na celu zainfekować wasz system. Czy gdybym trzymała ci spluwę przy skroni, to byłby wystarczający powód, żebyś to zrobiła?
Gitte analizowała jej słowa.
– Nie – odparła.
– Masz siostrę, prawda? – Skylar nadal stała obok. Ich postacie oświetlała jedynie łuna światła latarni wpadająca przez okno w kuchni. – A siostra ma bliźniaki. Siedem lat?
Gitte się wyprostowała.
– Do czego zmierzasz? – odparła, a jej głos się lekko łamał.
– A jeśli zamiast spluwy przy skroni, wiedziałabyś, że wykonanie mojego rozkazu spowoduje, że bliźniaki przeżyją. Wtedy zadzwoniłabyś do Hansa?
– Czyli nie jesteś powiewem sprawiedliwości? – wysyczała przez zęby policjantka.
– Bliźniaki są bezpieczne. – Skylar się uśmiechnęła, ale Gitte nie miała prawa tego zobaczyć w mroku. – Nie martw się. Nigdzie nie musisz dzwonić. Ale Jakob musiał. Musiał mnie słuchać. W przeciwnym razie krzywda stałaby się… Simone, tobie i Oliverowi.
– Gdzie… jest… Jakob? – Gitte ciężko oddychała.
– Na razie nic mu nie jest. W zasadzie to nie chcę, aby to się zmieniło. Będzie jednak, nazwijmy to, przetrzymywany, dopóki ja bezpiecznie nie opuszczę tego kraju.
Skylar miała wrażenie, że policjantka złapała haczyk.
– Ale żeby ten stan mógł trwać, będę potrzebować twojej pomocy – kontynuowała.
– Czego chcesz?
– Ciszy.
– To znaczy? – Gitte wydawała się zdziwiona.
– Macie mnie za bardzo złą osobę. Ja starałam się tylko pomóc. Zrobiliście mi straszny PR. Jakob wróci cały i bezpieczny, jak tylko przestaniecie mnie mieszać z błotem. Rozumiesz?
Gitte kiwnęła głową. Skylar odłożyła trzymane w dłoni jabłko na blat, a nóż schowała do pokrowca wewnątrz kurtki.
– Nie znajdziesz na nim DNA – dodała i ruszyła w kierunku drzwi wejściowych.
– To nie ty jesteś tu ofiarą, Skylar. – Głos Gitte stwardniał.
– Nigdy tak nie twierdziłam – odparła, nie obracając się w jej stronę. Złapała za klamkę.
– Będę milczeć i wyciszę tę sprawę. Ale dla mnie jesteś zwykłą morderczynią.
– Jakie to przewidywalne… To nasza pierwsza taka rozmowa, a ty odzywasz się tak niedyplomatycznie… – Jej słowa zabrzmiały ironicznie.
– Nie mówię o Nielsie.
Skylar się zatrzymała i obróciła ciało w kierunku Gitte.
– Jesteś najemniczką – kontynuowała policjantka. – Szukałam samotnej Mścicielki i dotarłam do pewnych danych. Sudan. Kojarzysz? Jestem niemal pewna, że to ty.
To zdanie zawisło w powietrzu jak nóż.
– Wiem więcej, niż myślisz. – Gitte mówiła szybko, chcąc zyskać przewagę. – Autobus z cywilami. Jeden snajper. Kobieta.
Skylar zwinnie podeszła do policjantki, chwyciła ją za ramię i przycisnęła do ściany.
– Uważaj, co mówisz.
– Czyli to ty! I co teraz? Zabijesz mnie, jak tamtych ludzi? – wycedziła przez zęby.
– Jechali nim bojówkarze! – Tym zdaniem Skylar przyznała się do winy i tym samym potwierdziła słowa policjantki. Mścicielka nie umiała hamować emocji tylko w jednym przypadku: zawodowych pomyłek.
– I pięcioro cywilów! – krzyknęła Gitte. – O tym nie wiedziałaś?
Skylar zaczęła głęboko oddychać.
– Nie masz bladego pojęcia, kto ostrzelał ten autobus, Gitte. Nie było cię tam.
– Czyli to nie ty? Powiedz… Nie ty?
Skylar puściła kobietę.
– Jeszcze się spotkamy – rzuciła wściekła.
Zanim policjantka zdążyła się ruszyć, Skylar była już na zewnątrz.
Deszcz znów się wzmógł. Krople biły w kask, jakby chciały ją zatrzymać. Była czwarta nad ranem, więc droga z Kopenhagi do Hillerød była nadal pusta. Skylar przemieszczała się szybko. Do mieszkania zostało jej trochę ponad pięć kilometrów. Motocykl gnał przez mokry asfalt, zostawiając za sobą wstęgę wody. Pęd uderzał w ciało, chłód przenikał przez materiał kurtki, ale to nie miało znaczenia. Nie czuła przecież bólu. Była za to wściekła.
Nie zauważyła samochodu, dopóki nie wysunął się zza zakrętu.
Reflektory oślepiły ją na sekundę. W tej samej chwili padł strzał. Guma opony pękła, jakby coś ją wysadziło. Motocyklem zarzuciło. Skylar wiedziała, że za moment straci nad nim panowanie. Jedyna rzecz, jaką mogła zrobić, to przechylić się w jedną stronę, pozwalając maszynie przewrócić się na bok. Będzie się go trzymać, sunąc razem z nim. Tylko w ten sposób uniknie swobodnego koziołkowania. Tego mogłaby nie przeżyć.
Przechyliła się w prawą stronę, zaciskając mocno dłonie na manetkach, a uda na siedzisku. Motocykl upadł na bok i sunął po asfalcie z prędkością, która mogła zabić każdego innego. Odczuwała jednak, że zaczyna się zatrzymywać. Pojazd wirował, wyhamowując coraz bardziej. Nie myślała jednak o tym. Miała świadomość, że niebawem stanie, a wtedy nastąpi kolejny cios. Słyszała, wyraźnie słyszała, że powalił ją strzał, a autor tego spektaklu zapewne wysiada już z samochodu. Będzie miała tylko chwilę, by mimo ran, których nabawiła się przy upadku, wstać i uderzyć pierwsza.
Kiedy tylko prędkość pozwoliła puścić jedną z manetek, sięgnęła szybko pod połę kurtki. Wyciągnęła nóż, którym jeszcze niedawno kroiła jabłko.
Motocykl się zatrzymał. Skylar czuła zapach metalu, benzyny i deszczu. Wstała szybko. W jej kierunku szedł mężczyzna. Wysoki, krępy, z twarzą częściowo zasłoniętą kapturem. Jego szary płaszcz był przemoczony.
Nie zastanawiała się ani chwili. Wycelowała prosto w postać, która już unosiła dłoń z bronią. Stała kilkanaście metrów przed nią. Złapała za ostrze i rzuciła. Nóż powinien wbić się w klatkę piersiową, ale trafił w udo. Wiedziała, że ręka, którą celowała, z jakiegoś powodu nie ma precyzji. Upadek ją uszkodził.
Napastnik wrzasnął. Skylar nie zwlekała. Ruszyła w jego stronę, wyskoczyła i prawą nogą wybiła broń z ręki mężczyzny. Oboje upadli i próbowali się podnieść. Złapał ją za rękę, próbując pchnąć, ona jednak zrobiła unik, a dzięki kroplom deszczu na kurtce jego palce ślizgały się po materiale. Był jednak zbyt wysoki, by mogła używać jedynie siły. Musiała wykorzystać własną zwinność.
Spróbowała go podciąć. On jednak spodziewał się takiego ruchu i odskoczył. Kiedy chciała się unieść, złapał ją za jedną stopę i odrzucił na asfalt. Skylar przekoziołkowała. Mężczyzna wzrokiem szukał broni. Obrócił się do niej tyłem. Wtedy wstała, jednak zamiast go zaatakować, złapała leżącą na jezdni urwaną stopkę od jej motocyklu. Kiedy napastnik znów się obrócił ze spluwą w ręce, zauważył kobietę ślizgającą się w jego stronę. Z całej siły uderzyła w trzonek wbitego w jego udo noża. Wrzasnął, a broń upadła obok.
Skylar nie czekała ani chwili. Nie czuła bólu, jednak wypadek na tyle mocno ją zranił, że jej ruchy były mocno nieskoordynowane. Napastnik zaczął uciekać w kierunku samochodu, gdy kobieta podbiegła w stronę broni. Kiedy jednak po nią sięgnęła, ten już wchodził do środka auta. Wymierzyła w jego stronę. Chciała go zatrzymać, jednak pojazd stał tyłem do niej.
Ruszyła za nim.
– Jesteś martwy! – wrzasnęła.
Zanim jednak odjechał z piskiem opon, zdążył jej odpowiedzieć. Wykrzyczał jedno zdanie. Zdanie, które sprawiło, że stanęła jak wryta.
– Król nigdy nie ginie, Sky. – Auto oddaliło się w stronę wschodzącego słońca.
Słyszała to zdanie. Wiele razy. Nie liczyła, że usłyszy je jeszcze kiedykolwiek, choć zdawała sobie sprawę, że nie rozliczyła swojej przeszłości.
– Giną tylko pionki – odparła, ledwie stojąc na nogach. Tak należało dokończyć zdanie wypowiedziane przez mężczyznę.
Zamknęła oczy. Wspomnienie przeszłości uderzyło ją mocno. Ubranie po prawej stronie jej ciała było zdarte, przez dziurę widać było jej skórę. Tarcie przypaliło również skórę na prawej ręce i udzie. Miała rozcięty prawy łuk brwiowy, zapewne od uderzenia głową o asfalt.
Nie mogła dłużej tak stać. Ruszyła z powrotem do zdezelowanego motocykla i schowała go w krzakach rosnących przy jezdni. Nie miała wyjścia, do Hillerød musiała wrócić biegiem. Chciała tam dotrzeć, zanim Jakob się obudzi.
Autonomia
Sudan, siedem lat wcześniej
Słońce nad Sudanem przypominało wypaloną bliznę na niebie. Powietrze drżało od gorąca, jakby świat miał się zaraz złożyć wpół. W oddali, na horyzoncie, piasek unosił się w lekkich smugach – pustynny wiatr targał nim jak dymem po bitwie.
Skylar leżała na grani kamienistego wzniesienia. Kamuflaż przybrał kolory otoczenia – żółto-szary, wtopiony w jałową ziemię. Miała bandanę zaciągniętą na usta i nos, okulary z polaryzacją i karabin snajperski Barrett M82. Metal parzył ją przez rękawiczki. W słuchawce w uchu rozbrzmiewał głos operatora.
– Status celu?
– Cel w ruchu. Autobus opuścił Chartum Północny, kierunek Al-Dżazira.
– Potwierdzasz pozycję?
– Potwierdzam. Widzę kurz na zero-trzy-pięć.
Podniosła lornetkę. Na wąskiej drodze między wyschniętymi polami pojawiła się ciężarówka z ludźmi na pace. Za nią autobus z dachem oblepionym kurzem. Poruszał się powoli, jakby ugrzązł w upale niczym w smole.
– Czy cel jest w autobusie?
– Tak. Siedzi po lewej stronie, trzecie okno od przodu. Ubrany w białą dżalabiję i ciemny turban.
– Masz czysty strzał?
– Tak, widzę go.
Położyła palec na spuście. Krzyż celownika zatrzymał się na twarzy mężczyzny. Wpatrywała się w nią przez kilka sekund – nieruchomą, obojętną, jak w każdy inny cel.
– Zgoda na strzał – głos w słuchawce był suchy, bez emocji.
– Koryguję wiatr.
Oddychała płytko. W głowie była tylko cisza. Zawsze tak samo: wyłączyć wszystko, zostawić tylko cel, odległość i puls.
Nacisnęła spust.
Odległość – tysiąc dwieście metrów. Pocisk, świszcząc, przeciął powietrze. Uderzył w szybę, roztrzaskał ją, a potem wbił się w głowę mężczyzny. Szyja odgięła się nienaturalnie.
Autobus nie zatrzymał się od razu. Toczył się jeszcze kilkanaście metrów, zanim zjechał z drogi. Kiedy stanął, z wnętrza wybiegli ludzie. Trzy kobiety, dziecko i starszy mężczyzna. Krzyczeli.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Kim byłaś, Skylar?
ISBN: 978-83-8423-817-2
© Karolina Agata Socha i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Jędrzej Szulga
Magdalena Brzezowska-Borcz
OKŁADKA: Izabela Surdykowska-Jurek
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
