Jak zapewnić lepszą przyszłość swojemu dziecku - Borba Michele - ebook + książka

Jak zapewnić lepszą przyszłość swojemu dziecku ebook

Borba Michele

3,7

Opis

Książka dr Borby ukoi niejeden rodzicielski niepokój o to, co zrobić, żeby wychować zdrowe, szczęśliwe i odnoszące w życiu sukcesy. Niesie optymistyczne przesłanie, że możliwe jest nauczenie dziecka empatii czy optymizmu, że nigdy nie jest za późno, żeby wyrosło na spełnionego dorosłego. Autorka wprowadza rozróżnienie między dziećmi nastawionymi na oceny i testy, a tymi, które mają szanse w pełni i swobodnie rozwinąć drzemiące w nich możliwości. Dr Borba uważa, że w XXI wieku stopnie czy wyniki testów wcale nie gwarantują odniesienia życiowego sukcesu, dlatego proponuje, żeby dla dobra dziecka, w procesie wychowawczym stawiać na rozwój siedmiu tzw. miękkich kompetencji, na: pewność siebie, empatię, samokontrolę, prawość, ciekawość, wytrwałość i optymizm. Dzieci skoncentrowane na tym, aby dobrze wypaść na egzaminach, są zestresowane, przemęczone i nieszczęśliwe. Mają problemy psychologiczne, często zmagają się z depresją i stanami lękowymi. Czują się puste w środku, choć na zewnątrz lśnią na licznych kursach i zajęciach dodatkowych, które dobrze wypadają w CV.

Natomiast dzieci nastawione na wewnętrzny rozwój, łatwiej adaptują się we współczesnym niesamowicie zmiennym świecie.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 346

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,7 (3 oceny)
1
1
0
1
0
Sortuj według:
Edyta8585

Dobrze spędzony czas

Ta książka to ogromne kompendium wiedzy, do którego z pewnością będę wracała. Znajdziecie tu podpowiedź jak kształtować siedem cech charakteru: pewność siebie, empatię, samokontrolę, prawość, ciekawość, wytrwałości oraz optymizm. Dzięki nim dziecko m.in. zwiększa odporność psychiczną a to przekłada się na umiejętność radzenia sobie z przeciwnościami losu, rozwiązywania problemów, budowania poprawnych relacji. Podoba mi się, że strategie postępowania są podane dla różnych grup wiekowych. Od małego dziecka/przedszkolaka po nastolatka. Każdy rodzic znajdzie coś dla siebie. Cieszę się, że mniej lub bardziej świadomie niektóre strategie stosowałam jeszcze przed poznaniem tej książki. Dla mnie ta pozycja to cenne źródło wiedzy, szczerze mogę polecić ją.
00
Magdalenabie

Z braku laku…

chaotycznie, miliony przypisów, momentami nudno, niewiele się dowiedziałam.
00



This edition published by arrangement with G.P. Putnam’s Sons, an imprint of Penguin Publishing Group, a division of Penguin Random House LLC.

All rights reserved including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Tytuł oryginału: Thrivers. The Surprising Reasons Why Some Kids Struggle and Others Shine

Przekład: Ewa Ziembińska

Projekt okładki: Katarzyna Konior/bluemango

Redaktor prowadzący: Bożena Zasieczna

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Redakcja: Kornelia Kiszewska/Słowne Babki

Korekta: Małgorzata Duży, Katarzyna Zioła-Zemczak/Słowne Babki

Copyright © 2021 by Michele Borba

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2022

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, przechowywana jako źródło danych i przekazywana w jakiejkolwiek formie zapisu bez pisemnej zgody posiadacza praw.

ISBN 978-83-287-2229-3

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2022

– fragment –

Uwagi dla czytelnika:

Wszystkie cytaty w książce pochodzą z autentycznych rozmów przeprowadzonych osobiście lub telefonicznie z nastolatkami, rodzicami, wychowawcami. Historie są oparte na przypadkach dzieci, ich rodzin i nauczycieli, których poznałam i z którymi pracowałam w ciągu ostatnich lat. Kilka relacji stanowi kompilację przypadków dzieci, które leczyłam lub z którymi rozmawiałam. Imiona dzieci, nastolatków oraz rodziców zostały zmienione, żeby chronić ich prywatność. Wszystkie przywoływane przykłady ze szkół i poradni psychologicznych pochodzą z moich własnych obserwacji. Wyjątek stanowią wypowiedzi dzieci opublikowane w gazetach lub książkach. Posłużyły mi one za przykłady sposobu wypowiadania się osób, posiadających siedem cech charakteru, pomagających lepiej radzić sobie w życiu.

Z wyrazami miłości dla Charliego, który uwielbia baseball, kosze do koszykówki, futbol i Ciasteczkowego Potwora.

Rozwiń skrzydła!

„Charakter człowieka jest jego przeznaczeniem”

HERAKLIT, 535–475 P.N.E., ATENY, GRECJA

Wprowadzenie

Wyczerpanie: wychowujemy pokolenie, które haruje, zamiast odnosić sukcesy

„Zupełnie jakby hodowano nas do zdawania testów. Nie do końca wiemy, jak być ludźmi”.

– Aaron, 12 lat, Los Angeles

Nasze dzieci mają kłopoty.

Ten oczywisty, przerażający fakt dociera do mnie, kiedy w pewną niedzielę o siódmej wieczorem dzwonię do szesnastoletniej Evy. W jej głosie słyszę stres, więc pytam, czy powinnam zadzwonić w dogodniejszej chwili.

„Nie, mój grafik jest zawsze zapchany” – odpowiada – „ale chętnie porozmawiam o tym, jak to jest być nastolatką w dzisiejszych czasach”.

Eva nie wygląda na dziecko, o które większość z nas by się martwiła. Mieszka w zamożnej dzielnicy w pobliżu Boca Rotan na Florydzie i chodzi do prestiżowej prywatnej szkoły. Zdaje sobie sprawę, że jest uprzywilejowana. Marzy o przyjęciu do doskonałego college’u z pierwszoligową kobiecą drużyną pływacką: jej pierwszym wyborem są UCLA (University of California, Los Angeles) oraz Uniwersytet Florydy.

Dlatego Eva w ciągu tygodnia wstaje codziennie o 4.00 rano, żeby zdążyć na prywatny trening pływania o 5.00, a potem idzie do szkoły. Jest prymuską ze średnią 4,3 i chodzi na cztery przedmioty AP [advanced placement – zajęcia na poziomie uniwersyteckim prowadzone w szkole średniej; wyniki egzaminów AP są honorowane przez szereg uczelni] oraz na francuski na poziomie III i rozszerzoną fizykę. Po szkole ma jeszcze dwugodzinny trening pływacki ze swoją drużyną, raz w tygodniu spotkanie klubu dyskusyjnego i samorządu uczniowskiego. Do domu przychodzi o 18.30, je szybką kolację z rodziną, a potem czekają ją trzy-cztery godziny odrabiania pracy domowej i 30 minut rozwiązywania testów przygotowawczych do egzaminu SAT.

„Ostatnio dostałam 1400 punktów, więc muszę poprawić wynik o co najmniej 100, żeby w ogóle mieć szansę na dostanie się do któregoś z wymarzonych college’ów” – wyjaśnia. Do łóżka kładzie się o północy.

Od samego słuchania czuję się wyczerpana. Eva sypia średnio pięć godzin na dobę (zaleca się osiem do dziesięciu godzin, ale zaledwie 15% nastolatków udaje się zbliżyć do takiego wyniku), więc jest niewyspana.

„Co robisz w wolnym czasie?” – pytam.

„Zazwyczaj jestem wykończona, więc próbuję się tylko kontaktować ze znajomymi przez media społecznościowe” – śmieje się. – „Wiem, że mam dużo szczęścia: chodzę do świetnej szkoły, a rodzice mnie kochają. Jednak obawiam się, że ich rozczaruję, jeśli nie dostanę się do U.S.C. (University of Southern California), bo chcą, żebym właśnie tam studiowała”. – Po czym nastolatka przyznaje, że nie jest w tym osamotniona.

„Wszyscy moi znajomi są zestresowani i przytłoczeni. Jesteśmy po prostu wypaleni”.

Witajcie w pokoleniu wyczerpanych. Grupa wiekowa Evy (zwana Pokoleniem Z, czyli osoby urodzone co najmniej w połowie lat dziewięćdziesiątych) jest inteligentna, bardzo kochana, bardziej tolerancyjna i otwarta[1] niż poprzednie pokolenia („Jesteśmy pierwszym pokoleniem, które mogło mieć lalki płci męskiej, żeńskiej, żadnej albo obu” – przypomina Eva. – „To na pewno dobrze, prawda?”). Są dobrze wykształceni, mają ambitne aspiracje i wysokie oczekiwania co do college’u oraz swojej przyszłości.

Są również mniej szczęśliwi i bardziej zestresowani, niespokojni i samotni; cierpią na depresję i mają myśli samobójcze częściej niż którekolwiek z wcześniejszych pokoleń.

Co kilka miesięcy dzwoniłam do Evy, żeby sprawdzić, jak się miewa. Pewnego dnia, ku mojemu zaskoczeniu, odebrała jej matka. Po jej głosie poznałam, że stało się coś złego. Szlochając, wyjaśniła, że córka jest w szpitalu z powodu ciężkiej depresji.

„Nie miałam pojęcia, jak bardzo czuła się smutna i przygnębiona” – szlochała jej mama. – „Myślałam, że dałam jej wszystko, czego mogłaby potrzebować do szczęścia i sukcesu, ale bardzo się pomyliłam. Umknęło mi, że przede wszystkim powinnam pomóc jej cieszyć się życiem”.

Wysłuchuję mnóstwa podobnych druzgocących historii od rodziców, ale tylko, kiedy zdają sobie sprawę, że z ich dziećmi już nie jest dobrze. Dlaczego tym dzieciom jest tak trudno, skoro wydaje się, że tak wiele mają? Dlaczego to pokolenie pracuje ile sił, ale sobie nie radzi? Postanowiłam bliżej się temu przyjrzeć.

Zaharowane pokolenie

„Jesteśmy gotowi na college i karierę, ale w ogóle nie jesteśmy gotowi na człowieczeństwo”.

– Erin, 16 lat, Greer, Karolina Południowa

Kilka dni później znalazłam się po drugiej stronie kraju, w gimnazjum dla klasy średniej w Irvine, w Kalifornii. Ochroniarz zaprowadził mnie do biblioteki, gdzie czekało na mnie dwanaścioro uczniów. Mieli opowiedzieć mi o tym, jak to jest być dzieckiem w dzisiejszych czasach. Wszystkich wybrał szkolny psycholog, biorąc pod uwagę podane przeze mnie kryteria: pochodzenie z różnych środowisk, komunikatywność oraz uczestniczenie „na bieżąco w życiu towarzyskim”. Była to już dwudziesta piąta grupa uczniów badana przeze mnie w ramach tego projektu, więc wiedziałam, czego się spodziewać. Mimo to byłam ciekawa, co mi powiedzą. Są przedstawicielami wyjątkowego pokolenia, które musiało stawić czoła pandemii, strzelaninom w szkołach, terro­ryzmowi, katastrofom naturalnym oraz intensywnej presji sukcesu. Żadne pokolenie w ostatnim czasie nie ma za sobą takich doświadczeń.

„Opowiedzcie mi o swoim pokoleniu” – zagaduję.

Objęłam wzrokiem grupę uczniów, którą miałam przed sobą. Zobaczyłam to, co zawsze: dzieci rozważne, szczere i – prawdę mówiąc – zdumione tym, że ktoś chce je wysłuchać.

Pierwsza odezwała się Amelia, jasnowłosa dwunastolatka.

– Zdecydowanie jesteśmy najbardziej zestresowanym pokoleniem, a jest coraz gorzej. – Grupa się zgadza (jeszcze nie słyszałam, żeby jakieś dziecko się z tym nie zgodziło).

– Czy wasi rodzice wiedzą, jak bardzo jesteście zestresowani? – Wszystkie dzieci kręcą głowami.

– Ukrywamy swoje lęki – wyjaśnia chłopiec o brązowych włosach, ubrany w koszulkę Nike. – Mówienie o tym rodzicom nic nie daje, bo oni nie rozumieją, jak to jest być dzieckiem.

Potem poprosiłam tych jedenasto-, dwunasto- i trzynastolatków, żeby opisali swoją grupę wiekową. Kiedy słucham ich komentarzy, dociera do mnie, że czas zmienić kurs naszego rodzicielstwa.

Wszyscy moi znajomi mówią, że czują się zestresowani.

Jesteśmy samotni, bo pochłaniają nas media społecznościowe i tracimy kontakt „twarzą w twarz”.

Nasze pokolenie zawsze dąży do tego, żeby wszystko było idealnie, więc jesteśmy wykończeni.

Ciągle nas ze sobą porównują, więc nigdy nie czujemy się wystarczająco dobrzy.

Boimy się porażki, bo nasze oceny są zbyt ważne, więc ciągle się denerwujemy.

Mamy mnóstwo zajęć, ale jesteśmy istotami społecznymi, a ponieważ nie mamy czasu dla przyjaciół, jesteśmy samotni.

Zmuszają nas, żebyśmy za szybko dorastali, potrzebujemy więcej czasu na to, żeby być dziećmi i mieć przyjaciół.

Brakuje nam zapału, bo jesteśmy do wszystkiego zmuszani, więc nie wiemy, kim jesteśmy.

Nasze pokolenie ćwiczy procedury alarmowe od przedszkola. Po jakimś czasie zaczynają cię dołować. A potem musieliśmy siedzieć w domu przez tego koronawirusa. To straszne.

Może i wyglądamy dobrze z zewnątrz, ale w środku wcale nie jest nam dobrze. Pogubiliśmy się.

Wszystkie grupy uczniów, z którymi rozmawiam – niezależnie od kodu pocztowego – opisują to samo. To naprawdę kochane dzieci: ciepłe, bystre i z nieograniczonymi możliwościami. Ich rodzicom wydaje się, że nad wszystkim panują i że szykują swoje dzieci do przyszłych sukcesów. Więc dlaczego dzisiejsze dzieci są znacznie bardziej nieszczęśliwe niż dawniej? Dlaczego jest im trudno? Najlepszych odpowiedzi udzielają same dzieci.

Na stole leżały niedokończone drewniane puzzle. Obrazek na pudełku pokazywał bawiące się razem dzieci z różnych krajów, ale brakowało niektórych elementów. Rudowłosy chłopiec o imieniu Aiden wpatrywał się w układankę i w końcu powiedział:

– Te puzzle to my: próbujemy wpasować się w świat, ale nie możemy, bo brakuje nam elementów.

– Jakich elementów wam brakuje? – pytam.

– Takich, które mówią, jak być ludźmi. Na przykład jak się dogadywać z innymi, radzić sobie z błędami, ze stresem, takich rzeczy – elementów, które składają się na charakter i czynią nas ludźmi. Wychowują nas na produkty, więc wszyscy czujemy wewnętrzną pustkę.

I nagle rozwiązała się zagadka, dlaczego to pokolenie czuje się nieszczęśliwe, przytłoczone, zestresowane i samotne. Powiedzieliśmy im, że jeśli będą ciężko pracować i chcieć więcej – więcej polubień, lepszych stopni, ważniejszych wyróżnień – będą szczęśliwi. Jednak ci zapracowani młodzi ludzie nie są szczęśliwi… co więcej – nie odnoszą sukcesów. Są stłamszeni, zalęknieni i nieszczęśliwi. Wychowaliśmy pokolenie dzieci, które mają więcej wszystkiego, ale zapomnieliśmy im dać tego, czego potrzebują najbardziej, żeby osiągnąć sukces: umysłowych i moralnych przymiotów, które czynią ich ludźmi.

Charakter jest podstawą wewnętrznej siły, autentyczności i integralności. Pomaga zmieniać dzieci, dążące do kolejnego celu, w młodych dorosłych, którzy znakomicie sobie radzą w dynamicznym, zmiennym świecie. Kiedy dzieciom brakuje zalet charakteru takich jak optymizm, ciekawość, empatia i wytrwałość, ich rozwój jest niepełny. Często nie odnoszą sukcesów poza parametrami określonymi przez szkoły. Nie są przygotowane do funkcjonowania w świecie, który z każdym mijającym rokiem staje się coraz bardziej nieprzewidywalny. Krótko mówiąc, dzieci wyrastają na pięknie opakowane paczki, ale bez podarunków w środku.

Nie jest jeszcze za późno na uzupełnienie brakujących fragmentów w rozwoju naszych dzieci. Jednak w tym celu musimy zamienić krótkowzroczną obsesję na punkcie wyników, ocen i rozbudowanych CV na perspektywę dalekowzroczną: czego będą potrzebować, by czuć się spełnione w życiu. Obecnie nasi bystrzy, kochani, wybitni specjaliści od zdawania testów ponoszą porażki, kiedy zaczynają dorosłe życie i próbują sobie w nim poradzić. Niedostatki na etapie rozwoju osłabiają ich kompetencje miękkie i zmniejszają szanse na dobre życie. Brakującym elementem jest charakter.

Mimo wszystko mam też dobrą wiadomość: jeszcze nie jest za późno. Charakter nie jest wrodzony i niezmienny. Przymiotów charakteru można się nauczyć.

Właściwie nawet TRZEBA się ich nauczyć.

Ta książka pokazuje rodzicom, nauczycielom i innym wychowawcom, jak wpajać dzieciom te deficytowe elementy charakteru, żeby wyrosły na silnych, odpornych ludzi o mocnych sercach, umysłach i woli. Dziecko, które ma charakter, nazywam „dzieckiem sukcesu” – to osoba, która jest gotowa na poradzenie sobie w XXI wieku. Jednak najpierw opowiem, dlaczego sytuacja jest tak niepokojąca i dlaczego wszyscy powinniśmy się na tym skupić.

Dlaczego powinniśmy się martwić

„Ilość depresji i lęków jest niesamowita. 70% moich znajomych chodzi na terapię, 40% bierze leki. Cierpimy, ale nikt nic nie robi, dopóki następne dziecko nie spróbuje się zabić”.

– Ava, 15 lat, Green Bay

Byłam konsultantką ds. edukacji przed ponad cztery dekady i pracowałam z setkami rodziców, nauczycieli i dzieci. Pośród nich były zarówno te najbiedniejsze, jak i uprzywilejowane, mieszkały one nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale i na całym świecie. Obserwowałam pojawiające się i znikające trendy wychowawcze, ale nigdy nie martwiłam się o dzieci bardziej niż teraz. Poczułam pilną potrzebę napisania tej książki, kiedy przeczytałam e-mail od zrozpaczonej mamy, szukającej pomocy dla swojej podmiejskiej społeczności:

W promieniu około trzydziestu kilometrów czterdzieścioro dzieci popełniło samobójstwo w ciągu dwóch i pół roku. Większość to biali, zamożni, ambitni chłopcy, którzy nie brali narkotyków, ale się powiesili. Wiele z nich wygląda tak jak wasze dzieci, i moje. Siedmioro ostatnich dzieci to dziewczynki – dwie się zastrzeliły.

Tydzień później psycholog z tamtejszego liceum napisał do mnie podobną wiadomość:

Nasza społeczność przechodzi kryzys. Mieszkamy w okolicy o zwiększonej liczbie samobójstw i rozpaczliwie brakuje nam terapeutów. Nie znamy przyczyn, ale coś bardzo złego dzieje się z naszymi dziećmi.

Co tydzień wychowawcy zgłaszali podobne problemy:

Coś w dzieciach się zmieniło.

Wydają się przytłoczone i zalęknione.

Cierpią.

Martwili się również o młodszych uczniów.

Nasi trzecioklasiści mają coraz większe trudności ze skupieniem i szybko wpadają w gniew.

Pierwszoklasiści sobie nie radzą.

Pięciolatki obawiają się porażki.

Wystąpienie w Palo Alto (dwadzieścia minut od miejsca, gdzie się wychowałam) sprawiło, że aktualnej sytuacji dzieci nadano wymiar kryzysu. Rodzice zainicjowali program Track Watch (ang. Czuwanie przy Torach) po tym, jak wielu nastolatków popełniło samobójstwo na torach kolejowych[2]. W dwóch najbardziej prestiżowych liceach w mieście, w ciągu ostatnich dziesięciu lat, liczba samobójstw cztero- i pięciokrotnie przewyższyła krajową średnią. Niestety epidemia problemów psychicznych nie ogranicza się do powyższego przykładu z Bay Area. Od dziesięciu lat raporty z całego kraju pokazują, że nastolatki i młodzi dorośli są bardziej przygnębieni i cierpią na gorsze problemy psychologiczne niż ich poprzednicy[3]. Zajrzyj do łazienki w swoim lokalnym liceum, a znajdziesz numer telefonu zaufania, umieszczony tam ze względu na rosnącą liczbę samobójstw osób w wieku szkolnym.

Nastolatki potwierdzają, że czują się wypalone i martwią się o samopoczucie swoje i swoich kolegów. Sara, błyskotliwa, rudowłosa piętnastolatka z Austin, podsumowała to, co często słyszę: „Najgorsze są dla mnie moje własne myśli, ale nie znam nikogo, kto byłby z siebie zadowolony. Nieważne jak ciężko pracujesz, nigdy nie czujesz się wystarczająco dobry”.

Jack, nastolatek z Pittsburga, który powiedział, że właśnie został przyjęty do Yale, nadal czuje wewnętrzną pustkę: „W liceum non stop się uczyłem, zdawałem testy, wypełniałem aplikacje i się zamartwiałem. Nie miałem ani chwili oddechu”.

Josh, utalentowany muzycznie uczeń trzeciej klasy liceum z Wisconsin, ze średnią ocen 4,3, powiedział: „Nasze dni są tak zapchane szkołą, przygotowaniami do egzaminu SAT, nauką i zajęciami, że nigdy nie mam czasu się zregenerować, na przykład przy muzyce albo z przyjaciółmi. Wszyscy jesteśmy wypaleni”. Są wypaleni, a przecież ich życie dopiero się zaczyna.

Chciałabym powiedzieć tym dzieciom coś ważnego.

Oceny nie mają znaczenia.

Ok, może trochę przesadziłam. Oczywiście, że oceny mają znaczenie. Mogą otworzyć drogę do stypendium, college’u, uniwersytetu oraz zatrudnienia.

Jednak kiedy mówię, że „oceny nie mają znaczenia”, chodzi mi o to, że nie są złotym wyznacznikiem sukcesu, którym mogły być choćby pokolenie temu. Jednak teraz wyścig po dobre oceny jest bardziej wyczerpujący niż kiedykolwiek wcześniej. Dzisiejsze procedury rekrutacji do college’u są czasochłonne, gorączkowe i, szczerze mówiąc, przerażające, a kiedy już nastolatek otrzyma upragnione zawiadomienie o przyjęciu na studia, najczęściej nadal nie odczuwa żadnej ulgi. Lęki, samotność i poczucie pustki nie ustępują, a w zbyt wielu przypadkach – nasilają się. W 1985 roku „The New York Times” doniósł, że osiemnaście procent studentów pierwszego roku college’u stwierdziło, iż „czują się przytłoczeni, bo mają tyle do zrobienia”. W zeszłym roku ta liczba wzrosła do 41%. Obecnie jeden na czterech studentów college’u ma zdiagnozowane zaburzenia psychiczne albo jest już w trakcie ich leczenia, a jedna piąta ankietowanych studentów zastanawiała się nad samobójstwem[4]. Uczelnie są głęboko zaniepokojone.

Wychowaliśmy pokolenie dzieci, które doskonale potrafią walczyć o główne nagrody. Mają osiągnięcia, pilnie się uczą i ciężko pracują, ale dręczy je niepokój. Wręcz wywierają olbrzymią presję na siebie samych – zaharowują się. Niezależnie od tego, co robią i jak bardzo się starają, nigdy nie czują się „wystarczająco dobrzy”. A kiedy napotykają trudności, często się poddają, bo brakuje im wewnętrznych zasobów i przygotowania, czyli tego, co składa się na wewnętrzną siłę, pozwalającą wytrwać.

W zeszłym roku wygłosiłam przemówienie przed 2500 pedagogami uniwersyteckimi, którzy potwierdzili, że mamy do czynienia z epidemią zaburzeń psychicznych. Pedagog z Princeton powiedział mi: „Studenci są niewiarygodnie inteligentni, ale samotni. Czegoś brakuje”. Pedagog z Harvardu dodał: „Jakby nie mieli duszy”. Psycholog ze Stanforda podsumował to, co wszyscy czuli: „Są puści i jest to dla Ameryki bardzo smutne podsumowanie”. Rzeczywiście.

Jedna trzecia studentów college’u rezygnuje ze studiów pod koniec pierwszego roku. Porównanie statystyk dotyczących studentów wszystkich krajów uprzemysłowionego świata pokazuje, że obecnie w Stanach Zjednoczonych z ukończenia college’u rezygnuje największa liczba osób[5]. Jako główne przyczyny podaje się „stres, niemożność poradzenia sobie z oczekiwaniami oraz nadopiekuńczych rodziców”[6].

Może nie powinniśmy mówić dzieciom, że oceny nie mają znaczenia… ale że NIE TYLKO ONE mają znaczenie. Ucząc ich czegoś przeciwnego, wyrządzamy im wielką krzywdę.

Co robić, żeby dzieci, zamiast harować, mogły osiągnąć sukces

„Dorastamy w wysoce konkurencyjnym, akademicko wymagającym środowisku, które jest źródłem stresu i nieustannie porównuje nas między sobą. Wychowują nas, jakbyśmy byli wynikami, a nie dziećmi. Jesteśmy po prostu wypaleni”.

– Gabi, 17 lat, Chicago

Pomagam dzieciom nauczyć się, jak sobie radzić w życiu – na tym polega moja praca. Karierę zawodową rozpoczęłam od nauczania zagrożonej marginalizacją młodzieży w północnej Kalifornii. Większość moich uczniów żyła w ubóstwie, doznawała przemocy, zmagała się z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną albo trudnościami w nauce. Zawsze zastanawiałam się, co mogłabym zrobić, żeby pomóc im osiągnąć sukces. Napisałam doktorat z psychologii wychowawczej i doradztwa, zajmowałam się badaniem odporności psychicznej i nauczyłam się czegoś bardzo ważnego: życiowego sukcesu można się nauczyć, nie jest to wrodzona zdolność. Niezbędne do tego są pewne cechy charakteru oraz umiejętności. Opracowałam metody wpajania ich moim uczniom i odkryłam, że poprawiły się nie tylko ich wyniki w nauce, ale także zachowanie, pewność siebie i optymizm.

Przez kilka kolejnych lat uczyłam tych technik wychowawców, psychologów i doradców w szkołach, wydziałach ds. edukacji, ośrodkach psychoterapeutycznych, organizacjach pieczy zastępczej, na uniwersytetach i w 18 bazach wojskowych. Potem uczyłam setki rodziców w 48 stanach i 16 krajach (nigdy nie zapomnę pewnego ojca w Kairze, który podziękował mi słowami: „Zawsze mi się wydawało, że wychowanie dziecka przypomina ogniwo łańcucha pokarmowego – po prostu musisz karmić i chronić swoje dziecko. Nie wiedziałem, że naprawdę mogę mu pomóc odnieść sukces i stać się kompetentną istotą ludzką”). Dostrzegłam, że trudności z funkcjonowaniem nie ograniczają się już do grup o niskich dochodach czy szczególnych potrzebach. Obecnie zarówno dzieci biedne, jak i uprzywilejowane przestają sobie radzić, ale dzieci dorastające dziś w zamożnych dzielnicach są szczególnie podatne na ciężki stres, samotność, depresję i poczucie wewnętrznej pustki.

Suniya Luthar, profesorka psychologii na Uniwersytecie Stanu Arizona, odkryła, że amerykańskie nastolatki z rodzin należących do wyższej klasy średniej częściej cierpią na depresję, lęki i nadużywają środków odurzających niż wszystkie pozostałe grupy socjoekonomiczne młodych ludzi[7].

„Uprzywilejowana młodzież jest dziś znacznie bardziej narażona na problemy w porównaniu z poprzednimi pokoleniami” – mówi Luthar. – „Badania wskazują jedną przyczynę: presję na jak najlepsze osiągnięcia”[8]. Dzieci nie są w stanie podołać naszym nierealistycznym oczekiwaniom dotyczącym osiągania sukcesów, a dorośli muszą przyznać się do winy za taki stan rzeczy.

U źródła problemu wypalenia oraz złego stanu psychicznego naszych dzieci leży nasza obsesja rozwijania ich zdolności poznawczych. Błędnie zakładamy, że umiejętności i aktywność w dziedzinach, które poprawiają wyniki w nauce, są Świętym Graalem sukcesu. Obecnie rodzicielstwo sprowadza się do kolosalnego wysiłku, skierowanego na doskonalenie intelektualnego rozwoju dzieci. Im więcej wciskamy im do głów, tym stają się mądrzejsze – a przynajmniej tak nam się wydaje. Zatem spełniana przez nas funkcja w wychowaniu dziecka zmieniła się z „bycia rodzicem” w „rodzicielski wysiłek”. Kiedy nasze dzieci dopiero uczą się chodzić, my już planujemy ich edukację z zapałem generałów planujących bitwę, i zadręczamy się każdym posunięciem. Upragnioną nagrodą jest przyjęcie do college’u, im bardziej prestiżowego, tym lepiej. Wszystko staje się okazją do podniesienia dziecku IQ i stymulowania rozwoju poznawczego, bo wierzymy, że w ten sposób poprawimy ich oceny, wyniki, miejsce w klasyfikacji i stopnie. A jak się przy tym martwimy!

Mamy z Sherman Oaks zwierzały mi się ze swoich obaw, kiedy prestiżowe przedszkole nie przyjęło ich dwulatków: „Kariera edukacyjna mojego dziecka jest właściwie skończona” – powiedziała jedna z nich. Pedagog szkolny z Boca Raton powiedział mi, że pewien ojciec zabrał dziecko ze szkoły, żeby pokazać mu Harvard. „Trzeba wcześnie zaczynać” – wyjaśnił. Dziecko miało pięć lat.

Gus Knitt, kurator oświaty w niewielkiej miejscowości w Wisconsin, opowiedział mi z kolei, jak troje uczniów z najlepszymi wynikami w liceum Pardeeville High wyznało, że ich szkolne wspomnienia sprowadzają się do nauki i zdawania testów. (Nauczyciele wprowadzają obecnie zmiany w planie lekcji, żeby temu zaradzić). Gdziekolwiek się znajdę, rodzice i wychowawcy mówią mi, że ich dzieci są wypalone. Beztroskie dni swobodnej zabawy, piaskownica, patrzenie na chmury i puszczanie latawców… to wszystko znikło, zastąpione kierowanym przez dorosłych wkuwaniem, korepetycjami i przygotowywaniem fiszek. Zniszczyliśmy dzieciństwo naszym dzieciom i doprowadziliśmy do tego, że czują się wyczerpane.

Szczęśliwe dzieci myślą: „poradzimy sobie”; świat interpretują na własnych warunkach, bo wiedzą, że są panami własnego losu. Zatem mimo przeciwności nie poddają się, łatwiej stają na nogi po trudnościach i z wiarą we własne możliwości, pokonują problemy. Dzieci, które się zapracowują, mogą mieć podobne nadzieje i marzenia, ale brakuje im wewnętrznej siły i wiary, że się uda. Dlatego, kiedy natrafiają na przeszkody, często nie są w stanie ich pokonać i nie osiągają sukcesu. Tylko co decyduje o tym, do której grupy dziecko należy? Znamy już odpowiedź, a udzieliła jej nauka.

Ponad pięćdziesiąt lat temu Emmy Werner, psycholożka na Uniwersytecie Kalifornijskim w Davis, rozpoczęła czterdziestoletnie badanie z udziałem setek dzieci mieszkających na wyspie Kauai. Wiele z nich żyło w trwałym ubóstwie, skłóconych rodzinach, z chorymi psychicznie rodzicami. Werner miała nadzieję zbadać wpływ stresujących wydarzeń życiowych na rozwój dzieci, od urodzenia po wiek średni. Czy któreś z nich poradzi sobie w życiu? To, co odkryła, zaskoczyło nawet ją samą: jedno na troje dzieci wyrosło na kompetentnego, pewnego siebie i troskliwego dorosłego oraz świetnie radziło sobie w szkole i w późniejszym życiu, mimo przeciwności, z którymi musiały się mierzyć[9]. Inni pionierzy psychologii obserwowali dzieci doświadczające bezdomności, przemocy, terroryzmu, wojny i ubóstwa, i ku swemu zdumieniu również odkryli, że znaczna ich część poradziła sobie z traumą[10]. W gruncie rzeczy wiele z badanych dzieci „osiągnęło zadziwiająco wiele mimo poważnych zagrożeń, z którymi musiały się mierzyć w procesie adaptacji i rozwoju”[11]. Niektóre wydawały się nawet „odporne na stres”[12]. Radziły sobie świetnie. Jak to możliwe?

Werner sięgnęła głębiej i odkryła, że pomimo drastycznie różnych rodzajów doznanej traumy, wiele odpornych dzieci wyraźnie łączyły dwie rzeczy: silne więzi z co najmniej jednym wspierającym dorosłym oraz zestaw wyuczonych cech charakteru, które chroniły je i pomagały wejść w świat na własnych warunkach[13]. Owe dzieci niekoniecznie były uzdolnione i nie osiągały szczególnie imponujących wyników w testach, ale „skutecznie korzystały z posiadanych umiejętności” – skomentowała Werner. I co być może najważniejsze: „polegały na sobie, a nie innych, kiedy przychodziło do rozwiązywania problemów. Dlatego to one same, a nie okoliczności, w których się znalazły, decydowały o ich osiągnięciach”[14].

Co zadziwiające, przyczyną tego, że niektóre dzieci mają problemy, a inne się wyróżniają, nie są geny, średnia ocen, punkty IQ, uprawianie szczególnych sportów, gra na instrumentach, typy uczęszczanych szkół czy zajęcia z panowania nad stresem, ale poleganie na kilku nabytych cechach charakteru. Te cechy, wraz z troskliwym dorosłym opiekunem, osłoniły dzieci przed stresem, pozwalając im dalej spełniać marzenia ze spokojem i pewnością siebie, pokonywać przeciwności i ostatecznie zatryumfować. Co najlepsze, są to cechy, które można rozwijać, opierając się na codziennych zasobach i zachowaniach, jakich możemy uczyć nasze dzieci.

Zastosowanie w praktyce naukowej wiedzy o odporności psychicznej może pomóc wszystkim dzieciom radzić sobie w życiu. Musimy tylko zmienić własne nastawienie. Zamiast działać z zamiarem „naprawy dziecka”, uczmy dzieci tego, co może pełnić funkcję ich czynników ochronnych, żeby potrafiły być silne w niepewnych, trudnych czasach i osiągnęły wszystko, co mogą osiągnąć.

Ta książka opiera się na koncepcji, że dzieci są zestresowane, samotne, przytłoczone i wyczerpane, bo podchodzimy do ich rozwoju w sposób błędny i przestarzały, który nie prowadzi do wykształcenia w nich cech umożliwiających rozkwit umysłowy, moralny i emocjonalny. Czasem nazywa się te cechy „zdolnościami niepoznawczymi”, „cechami osobowości” albo „zaletami”[15]. Ja je nazywam „mocnymi stronami charakteru”. Choć często banalizuje się je i traktuje jak „miękkie”, nauka potwierdza, że dla osiągnięcia sukcesów akademickich i maksymalnego wykorzystywania własnych możliwości cechy charakteru są często równie istotne, co „twarde” umiejętności, dla osiągania sukcesów akademickich. Stanowią również podstawę odporności psychicznej.

Możemy i musimy kształtować w dzieciach mocne strony charakteru. W ten sposób zatrzymamy epidemię wypalenia, ochronimy je przed toksycznym stresem i przeciwnościami, i pomożemy im postrzegać siebie nie jako „wyniki”, ale jako istoty ludzkie, które starają się w pełni wykorzystywać swoje możliwości.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Przypisy

Wprowadzenie

[1] Jean Twenge, iGen: Why Today’s Super-Connected Kids Are Growing Up Less Rebellious, More Tolerant, Less Happy-and Com­pletely Unprepared for Adulthood, Atria Books, Nowy Jork 2017.

[2] Stav Ziv, After Rash of Teen Suicides in Palo Alto, the CDC Sends Team to Investigate, „Newsweek” 16 lutego 2016, https://www.newsweek.com/after-rash-teen-suicides-palo-alto-cdc-sends-team-investigate-427383.

[3] Melissa Healy, Suicide Rates for U.S. Teens and Young Adults Are the Highest on Record, „Los Angeles Times”, 18 czerwca 2019.

[4] Rick Nauert, Survey: 1 in 5 College Students Stressed, Considers Suicide, „PsychCentral”, https://psychcentral.com/news/ 2018/09/11/survey-1-in-5-college-students-stressed-considers-suicide/138516.html, dostęp 9 listopada 2018.

[5] Connie Matthiessen, Why Are So Many College Students Returning Home?, „Greatschools.org”, 21 marca 2017, https://www.greatschools.org/gk/articles/dropping-out-of-college-record-numbers/.

[6] Terri Williams, Freshmen Students Are the Most Likely to Drop Out of College, „GoodCall”, https://www.goodcall.com/news/why-freshman-are-the-most-likely-to-drop-out-of-college-01421/, dostęp 24 listopada 2019.

[7] Suniya S. Luthar, The Culture of Affluence: Psychological Costs of Material Wealth, „Child Dev” 2003, nr 74(6), s. 1581–1593.

[8] Martin Evans, Children of Rich Parents Suffering Increased Mental Health Problems, „Telegraph”, 10 listopada 2013, http://www.telegraph.co.uk/education/10439196/Children-of-rich-parents-suffering-increased-mental-health-problems.html.

[9] Emmy Werner, Resilience and Recovery: Findings from the Kauai Longitudinal Study „Focal Point: Research, Policy and Practice in Children’s Mental Health” 2005, nr 1, t. 19, s. 11–14; Emmy E. Werner i Ruth S. Smith, Vulnerable but Invincible: A Longitudinal Study of Resilient Children and Youth, McGraw Hill, Newy Jork 1982; Emily E, Werner i Ruth S. Smith, Overcoming the Odds: High-Risk Children from Birth to Adulthood, Cornell University Press, Ithaca 1992; Emily E. Werner and Ruth S. Smith, Journeys from Childhood to Midlife: Risk, Resilience and Recovery, Cornell University Press, Ithaca 2001.

[10] E. James Anthony i Bertram J. Cohler, red. Bertram J. Cohler, The Invulnerable Child, The Guilford Press, Newy Jork 1987; Howard S. Friedman i Leslie R. Martin, The Longevity Project, Plume, New York 2011; M. Rutter, B. Maughan, P. Mortimore i J. Ouston, Fifteen Thousand Hours: Secondary Schools and Their Effects on Children, Harvard University Press, Cambridge 1979; Lois Murphy i A. Moriarty, Vulnerability, Coping and Growth from Infancy to Adolescence, Yale University Press, New Haven 1976; red. N.S. Watt, E.J. Anthony, L.C. Wynne i J.E. Rolf. Children at Risk for Schizophrenia: A Longitudinal Perspective, Cambridge University Press, Londyn/Nowy Jork 1984.

[11] Ann Masten, Ordinary Magic: Resilience in Development, Guilford Press, Nowy Jork 2014, s. 3, 7, 22.

[12] Norman Garmezy, Stress-Resistant Children: The Search for Protective Factors, red. W J.E. Stevenson, RecentResearch in Developmental Psychopathology,„Journal of Child Psychology and Psychiatry Book Supplement”, nr 4, Pergamon Press, Oxford 1985, s. 213-233

[13] Ann S. Masten, Ordinary Magic: Resilience in Development, Guilford Press, Nowy Jork 2014, s. 3, 22.

[14] Emmy E. Warner, Children of the Garden Island, [w]: „Scientific American” 260, nr 4, kwiecień 1989, s. 106–11.

[15] Paul Tough, How Children Succeed: Grit, Curiosity and the Hidden Power of Character, Houghton Mifflin Harcourt, Nowy Jork 2012, s. XV.

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz