Toksyczni rodzice. Jak się uwolnić od bolesnej spuścizny i rozpocząć nowe życie - Susan Forward - ebook
lub
Opis

Pacjenci Susan Froward to ludzie, skatowani przez własnych rodziców. Fizycznie bądź psychicznie. Krytykowani, dręczeni okrutnymi żartami, przygniatani winą, napastowani seksualnie, czy... rozpaczliwie ochraniani. Niewielu z nich przed podjęciem terapii zdawało sobie sprawę z tego, że zostali zniszczeni destrukcyjnym wpływem „toksycznych” rodziców, umiejętnie zaszczepiających w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia i poniżenia. Mają zachwiane poczucie własnej wartości prowadzące do samoniszczących zachowań. Zawsze, nawet niezależnie od faktycznych zasług, czują się bezwartościowi, niezależnie od kochającego partnera – niekochani, niezależnie od życiowego powodzenia – nieprzystosowani. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że jako dzieci zostali pozbawieni wiary w siebie i wpędzeni w poczucie winy. A stając się dorosłymi, nie potrafią zrzucić tego ciężaru, co odbija się na każdym aspekcie ich życia

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 376


Od autorki

Wiele osób wniosło w tę pracę znaczący wkład:

Craig Buck, oddany sprawie utalentowany pisarz, nadał odpowiednią formę historii, którą chciałam opowiedzieć.

Nina Miller, zdolna terapeutka, szczodrze obdarzała mnie swoim czasem, wiedzą i wsparciem. Jest ona także najbardziej oddanym przyjacielem, jakiego można sobie wyobrazić.

Marty Farash hojnie udzielał mi konsultacji w dziedzinie systemów rodzinnych.

Toni Burbank, mój wspaniały wydawca, był – jak zawsze – wnikliwy, wrażliwy i wyrozumiały. Nie mogłabym znaleźć spokojniejszego przewodnika w burzliwych momentach mojej twórczej pracy.

Linda Grey, szef wydawnictwa Bantam Books, od samego początku wierzyła we mnie i w moją pracę.

Wyrażam nieskończoną wdzięczność moim pacjentom i przyjaciołom oraz tym wszystkim osobom, które powierzyły mi swoje najbardziej osobiste doznania i sekrety po to, aby innym ludziom nieść pomoc. Nie mogę wymienić ich nazwisk, ale oni wiedzą, o kim mówię.

Moje dzieci, Wendy i Matt, i moi przyjaciele (szczególnie Dorris Gathrid, Don Weisberg, Jeanne Phillips, Basil Anderman, Lynn Fischer i Madeline Cain) są cząstką mego własnego życia i wszystkich ich szczerze kocham.

Jestem wdzięczna mojemu ojczymowi, Kenowi Petersonowi, za jego wsparcie i dobroć.

Wreszcie chcę podziękować mojej matce, Harriet Peterson, za miłość, wsparcie oraz gotowość do zmiany.

Wprowadzenie

Oczywiście, że ojciec mnie bił, ale robił to tylko dlatego, aby utrzymać mnie w ryzach. Nie rozumiem, co to ma wspólnego z rozpadem mojego małżeństwa. – Gordon

Gordon, trzydziestoośmioletni wzięty chirurg ortopeda, przyszedł do mnie, gdy po sześciu latach małżeństwa opuściła go żona. Bardzo pragnął jej powrotu, ale oznajmiła, że nie będzie to możliwe dopóty, dopóki on nie znajdzie sposobu na swoją niepohamowaną złość. Była przerażona jego nagłymi wybuchami i wyczerpana jego bezlitosnym krytycyzmem. Gordon zdawał sobie sprawę ze swojej wybuchowości oraz tego, że może być nieznośny, jednakże kiedy żona od niego odeszła, był zaskoczony. Poprosiłam Gordona, aby opowiedział mi o sobie, a kiedy mówił, zadałam kilka naprowadzających pytań. Gdy zapytałam o rodziców, uśmiechnął się i namalował promienny obraz, szczególnie ojca, uznanego na Środkowym Zachodzie kardiologa.

Gdyby nie on, nie zostałbym lekarzem. Jest wspaniały. Pacjenci uważają go za świętego.

Zapytałam go o obecne stosunki z ojcem. Zaśmiał się tylko nerwowo i powiedział:

Było wspaniale… do czasu kiedy oznajmiłem mu, że myślę o zajęciu się medycyną holistyczną. Można by pomyśleć, że chcę się dopuścić masowej zbrodni. Powiedziałem mu o tym trzy miesiące temu i teraz, przy każdej rozmowie, zaczyna wygłaszać tyrady, że nie po to wysłał mnie na medycynę, bym został znachorem. Wczoraj doszło do najgorszego. Zdenerwował się i powiedział, że mam zapomnieć, iż kiedykolwiek należałem do jego rodziny. To naprawdę mnie zabolało. Nie wiem. Może medycyna holistyczna rzeczywiście nie jest najlepszym pomysłem.

Kiedy Gordon opowiadał o swoim ojcu, który oczywiście nie był aż tak wspaniały, jak Gordon próbował mi to przedstawić, zauważyłam, że zaczął splatać i rozplatać palce w bardzo dynamiczny sposób. Kiedy przyłapał się na tym, przywołał się do porządku i połączył opuszki palców, tak jak robią to często profesorowie, siedząc przy biurkach. Wyglądało to na gest zapożyczony od ojca.

Zapytałam Gordona, czy jego ojciec zawsze był tyranem.

Nie, niezupełnie. To znaczy, często wrzeszczał. Raz na jakiś czas dostawałem lanie jak każdy inny dzieciak. Ale nie nazywałbym go tyranem.

Uderzyło mnie coś w sposobie, w jaki wypowiadał słowo „lanie”, jakaś subtelna emocjonalna zmiana w jego głosie. Spytałam go o to. Okazało się że ojciec spuszczał mu lanie pasem dwa lub trzy razy w tygodniu. Nie trzeba było wiele, aby Gordon naraził się na bicie: wyzywające słowo, uwaga w dzienniczku czy też zapomniana praca domowa były wystarczającymi „przestępstwami”. Ojciec Gordona nie przywiązywał również szczególnej wagi, w które miejsca wymierzał razy. Gordon przypomniał sobie, że był bity po plecach, nogach, ramionach, rękach i pośladkach. Spytałam Gordona, jak mocno ojciec ranił go fizycznie.

Gordon: Nie krwawiłem ani nic w tym rodzaju. To znaczy, wychodziłem cało. On po prostu chciał utrzymać mnie w ryzach.Susan: Ale bałeś się go, prawda?Gordon: Śmiertelnie się go bałem, ale czy tak właśnie nie bywa zawsze z rodzicami?Susan: Gordon, czy ty chciałbyś, aby twoje dzieci czuły to samo w stosunku do ciebie?

Gordon unikał mojego spojrzenia. Czuł się bardzo nieswojo. Przysunęłam moje krzesło bliżej i łagodnie mówiłam dalej:

Twoja żona jest pediatrą. Gdyby zobaczyła w swoim gabinecie dziecko z takimi samymi śladami na ciele jak te twoje, będące efektem lania, jakie sprawiał ci ojciec, czy zgodnie z prawem powinna zgłosić to do odpowiednich władz?

Gordon nie musiał odpowiadać. Kiedy uświadomił sobie prawdę, jego oczy napełniły się łzami.

Czuję okropny ucisk w żołądku.

Mechanizmy obronne Gordona runęły. Chociaż odczuwał straszny emocjonalny ból, po raz pierwszy odkrył pierwotne, długo skrywane źródło swojej wybuchowości. Był chodzącym wulkanem gniewu przeciwko ojcu i kiedy ciśnienie stawało się zbyt wysokie, wyładowywał się na kimkolwiek, kto był pod ręką, zwykle na żonie. Wiedziałam, co musimy zrobić: uznać i wyleczyć sponiewieranego małego chłopca, który nadal w nim był.

Kiedy tego wieczora wróciłam do domu, zauważyłam, że nadal myślę o Gordonie. Wciąż widziałam jego oczy pełne łez, kiedy uświadomił sobie, jak źle był traktowany. Pomyślałam o tysiącach dorosłych mężczyzn i kobiet, z którymi pracowałam, a których codzienne życie było pod wpływem – albo czasem pod kontrolą – wzorców ustalonych w dzieciństwie przez emocjonalnie destrukcyjnych rodziców. Uświadomiłam sobie, że są miliony takich, którzy nie mają pojęcia, dlaczego nie wiedzie im się w życiu. Należało im pomóc. To właśnie wtedy zdecydowałam się napisać tę książkę.

Po co patrzeć wstecz

Historia Gordona nie należy do niezwykłych. Spotkałam w mojej osiemnastoletniej pracy terapeutycznej, w ramach terapii indywidualnej i w grupach szpitalnych tysiące pacjentów, z których ogromna większość cierpiała z powodu zniszczonego poczucia własnej wartości, ponieważ rodzic regularnie bił ich, krytykował, żartował na temat tego, jacy są bezmyślni, okropni czy niechciani, albo też przygniatał ich winą, napastował seksualnie, obarczał zbyt dużą odpowiedzialnością czy rozpaczliwie ochraniał.

Podobnie jak Gordon, niewielu z tych ludzi łączyło swoje obecne problemy z rodzicami. Jest to powszechnie występująca emocjonalna biała plama. Ludziom po prostu trudno jest dostrzec, że ich stosunki z rodzicami w znaczący sposób wpływają na ich życie.

Kierunki terapeutyczne, które mocno opierały się na analizie doświadczeń z dzieciństwa, odeszły od omawiania przeszłości, koncentrując się na tu i teraz. Obecnie kładzie się nacisk na badanie i zmianę zachowań, związków i funkcji. Uważam, że ta zmiana akcentu wynika z tego, że pacjenci nie godzą się na terapię tradycyjną, która wymaga ogromnego nakładu czasu i pieniędzy przy, często, minimalnych rezultatach.

Sama jestem wielką zwolenniczką krótkoterminowej terapii,

która skupia się na zmianie destrukcyjnych wzorców zachowań. Ale doświadczenie nauczyło mnie, że nie wystarczy leczenie symptomów, należy także zająć się ich źródłem. Terapia jest najbardziej efektywna wtedy, gdy biegnie podwójnym torem: z jednej strony zmiana obecnego autodestrukcyjnego zachowania, z drugiej – uwolnienie się od traumy przeszłości.

Gordon musiał nauczyć się technik kontrolowania złości. Jednakże w celu doprowadzenia do trwałych zmian, takich, które wytrzymałyby stres, musiał także cofnąć się oraz zająć bólem, jaki odczuwał w dzieciństwie.

Nasi rodzice sieją w nas mentalne i emocjonalne ziarna – ziarna, które rosną wraz z nami. W niektórych rodzinach są to ziarna miłości, szacunku i wolności. Niestety, w wielu innych są to ziarna strachu, obowiązku czy winy.

Jeśli należysz do tej drugiej grupy, książka ta przeznaczona jest dla ciebie. Kiedy dorastałeś, zasiane ziarna rozrosły się w niewidoczne chwasty, które zaatakowały twoje życie tak dalece, że nie potrafisz sobie nawet tego wyobrazić. Ich pędy mogły zaszkodzić twoim uczuciowym związkom, karierze, życiu rodzinnemu; to one z pewnością zdusiły w tobie pewność siebie i poczucie własnej wartości. Zamierzam pomóc ci w odnalezieniu tych chwastów i wyrwaniu ich.

Jaki jest toksyczny rodzic

Wszyscy rodzice od czasu do czasu popełniają błędy. Ja sama popełniłam kilka strasznych błędów wobec moich dzieci, co było powodem niemałego bólu dla nich i dla mnie. Żaden rodzic nie może być emocjonalnie otwarty przez cały czas. Jest to całkowicie normalne, że rodzice czasami krzyczą na swoje dzieci. Wszyscy rodzice od czasu do czasu bywają zbyt władczy. Większość rodziców, nawet jeśli zdarza się to rzadko, sprawia lanie swoim dzieciom. Czy z powodu tych uchybień należy uznać ich za okrutników?

Oczywiście, że nie. Rodzice są tylko ludźmi i mają mnóstwo własnych problemów. Większość dzieci znosi okazjonalne wybuchy złości dopóty, dopóki otrzymuje, jako przeciwwagę, dużo miłości i zrozumienia.

Jest niestety wielu rodziców, których negatywne wzorce zachowań w sposób stały i dominujący wpływają na życie dziecka. To są właśnie rodzice, którzy wyrządzają krzywdę.

Kiedy szukałam zwrotu opisującego wspólną cechę łączącą tych szkodzących rodziców, przyszło mi do głowy słowo „toksyczni”. Emocjonalne wyniszczenie spowodowane przez rodziców, podobnie jak chemiczna trucizna, rozchodzi się w dziecku. Wraz z rozwojem dziecka rośnie również odczuwany przez nie ból. Czyż jest lepsze słowo niż toksyczni, którym można by się posłużyć do opisu rodziców, którzy zaszczepiają w dziecku wieczną traumę, poczucie znieważenia, poniżenia i nie przestają tego robić, nawet kiedy dzieci są już dorosłe?

Ale nie zawsze musi to być oddziaływanie systematyczne lub długotrwałe. Zniewaga seksualna czy fizyczna może być tak traumatyczna, że często pojedyncze zdarzenie wystarczy, aby spowodować ogromną emocjonalną szkodę.

Niestety, wychowywanie dzieci, ta jedna z najbardziej istotnych umiejętności, jest nadal w dużej mierze wysiłkiem polegającym na przetrzepywaniu skóry. Nasi rodzice nauczyli się tego przede wszystkim od ludzi, którzy wcale nie musieli być w tym tacy dobrzy – od swoich własnych rodziców. Wiele uświęconych tradycją technik wychowawczych, przekazywanych z pokolenia na pokolenie, to po prostu złe rady ukryte pod maską ludowej mądrości.

JAK TOKSYCZNI RODZICE WPŁYWAJĄ NA CIEBIE

Prawie wszyscy dorośli, dzieci toksycznych rodziców, bez względu na to, czy byli bici jako malcy, czy pozostawiani samym sobie, seksualnie znieważani czy traktowani jak głupcy, przesadnie chronieni czy też przeciążeni poczuciem winy cierpią na zaskakująco podobne symptomy: zachwianie poczucia własnej wartości prowadzące do autodestrukcyjnych zachowań. W pewien sposób wszyscy oni czują się bezwartościowi, niekochani i nieadekwatni. Uczucia te wynikają w znacznej mierze z faktu, że dzieci toksycznych rodziców, czasami świadomie, czasami nieświadomie, same siebie winią za rodzicielskie zniewagi. Bezbronnemu, zależnemu od rodziców dziecku łatwiej jest poczuć się winnym i zasłużyć na gniew tatusia za zrobienie czegoś „złego”, niż uznać przerażający fakt, że tatusiowi, który powinien je otaczać opieką, nie można zaufać.

Kiedy te dzieci stają się ludźmi dorosłymi, nadal dźwigają ciężary winy i nieadekwatności, co powoduje, że jest im wyjątkowo trudno zbudować pozytywny obraz samego siebie. W rezultacie brak pewności siebie i poczucia własnej wartości może odbić się na każdym aspekcie ich życia.

Badanie psychologicznego pulsu

Nie zawsze łatwo wywnioskować, czy twoi rodzice są, lub byli, toksyczni. Wiele osób ma trudne związki z rodzicami. Nie świadczy to jednak o tym, że rodzice są emocjonalnie destrukcyjni. Sporo osób uświadamia sobie, że prowadzi wewnętrzną walkę, zastanawiając się, czy byli źle traktowani w przeszłości, czy też są przewrażliwieni w teraźniejszości.

Aby dopomóc ci w rozwiązaniu tej kwestii, ułożyłam zamieszczony poniżej kwestionariusz. Niektóre z tych pytań mogą sprawiać, iż poczujesz się zaniepokojony lub nieswój. To nic nie szkodzi. Zawsze trudno jest powiedzieć sobie prawdę na temat tego, jak bardzo nasi rodzice nas zranili. Choć może to być bolesne, reakcja emocjonalna jest całkowicie prawidłowa.

Dla uproszczenia pytania odnoszą się do rodziców w liczbie mnogiej. Twoja odpowiedź może jednak dotyczyć tylko jednego rodzica.

I. TWÓJ ZWIĄZEK Z RODZICAMI, KIEDY BYŁEŚ DZIECKIEM:

1. Czy rodzice mówili ci, że jesteś niedobry lub bezwartościowy? Czy używali wobec ciebie wyzwisk? Czy ciągle cię krytykowali?

2. Czy rodzice używali siły fizycznej, aby cię utrzymać w ryzach? Czy bili cię paskiem, szczotką lub innymi przedmiotami?

3. Czy twoi rodzice pili lub narkotyzowali się? Czy czułeś się zakłopotany, nieswój, przestraszony, dotknięty lub zawstydzony z tego powodu?

4. Czy twoi rodzice przeżywali ciężkie depresje lub zamykali się przed tobą z powodu własnych emocjonalnych problemów lub umysłowej czy fizycznej choroby?

5. Czy musiałeś opiekować się rodzicami z powodu ich problemów?

6. Czy rodzice zrobili ci coś, co miało być utrzymane w tajemnicy? Czy byłeś w jakiś sposób seksualnie napastowany?

7. Czy zazwyczaj bałeś się swoich rodziców?

8. Czy bałeś się wyrazić swoją złość na rodziców?

II. TWOJE DOROSŁE ŻYCIE:

1. Czy znajdujesz się obecnie w destrukcyjnym lub nieodpowiednim dla ciebie związku?

2. Czy wierzysz, że jeśli będziesz z kimś zbyt blisko, możesz zostać zraniony lub/i opuszczony?

3. Czy spodziewasz się od ludzi najgorszego? A od życia w ogóle?

4. Czy sprawia ci trudność uświadomienie sobie, kim jesteś, co czujesz i co chcesz?

5. Czy obawiasz się, że gdyby ludzie znali twoje prawdziwe ja, nie lubiliby ciebie?

6. Czy kiedy odnosisz sukces, czujesz się zaniepokojony lub przerażony, że ktoś odkryje, iż jesteś oszustem?

7. Czy bez wyraźnej przyczyny złościsz się lub jesteś smutny?

8. Czy jesteś perfekcjonistą?

9. Czy trudno jest ci zrelaksować się lub zabawić?

10. Czy dostrzegasz, że mimo swoich najlepszych chęci, zachowujesz się tak jak twoi rodzice?

III. TWÓJ ZWIĄZEK JAKO CZŁOWIEKA DOROSŁEGO Z RODZICAMI:

1. Czy rodzice nadal traktują cię jak małe dziecko?

2. Czy dużo twoich życiowych decyzji zależy od akceptacji rodziców?

3. Czy doświadczasz intensywnych emocjonalnych lub fizycznych reakcji po spotkaniu lub przed planowanym spotkaniem z rodzicami?

4. Czy obawiasz się sprzeciwić rodzicom?

5. Czy rodzice manipulują tobą poprzez groźbę lub poczucie winy?

6. Czy rodzice manipulują tobą za pomocą pieniędzy?

7. Czy czujesz się odpowiedzialny za odczucia rodziców? Czy kiedy są nieszczęśliwi, czujesz, że to twój błąd? Czy do twoich zadań należy zmiana ich odczuć na lepsze?

8. Czy uważasz, że cokolwiek zrobisz, i tak nigdy nie będzie to wystarczająco dobre dla rodziców?

9. Czy masz nadzieję, że pewnego dnia, w jakiś sposób, twoi rodzice zmienią się na lepsze?

Znajdziesz dużo pomocnych informacji w tej książce, nawet jeśli odpowiedziałeś twierdząco tylko na jedną trzecią powyższych pytań. Nawet jeżeli niektóre rozdziały wydają się nie pasować do twojej sytuacji, warto pamiętać, że wszyscy toksyczni rodzice, bez względu na rodzaj ich władzy, w zasadzie pozostawiają te same blizny. Przykładowo, twoi rodzice nie byli alkoholikami, ale chaos, brak stabilizacji i brak dzieciństwa, charakterystyczne dla domów alkoholików, są bardzo realne również dla dzieci innych toksycznych rodziców. Zasady i techniki powrotu do zdrowia są podobne dla wszystkich dorosłych dzieci toksycznych rodziców, tak więc namawiam, abyś nie pomijał żadnego rozdziału.

Uwalnianie się od spuścizny po toksycznych rodzicach

Jeśli jesteś dorosłym dzieckiem toksycznych rodziców, możesz naprawdę wiele zrobić, aby uwolnić się od uciążliwego dziedzictwa, którym jest poczucie winy i niewiara w siebie. Na kartach tej książki omówię różnorodne strategie, które ci w tym pomogą. Chcę, abyście czytali tę książkę z wielką nadzieją. Nie ze złudną nadzieją, że rodzice w sposób magiczny się zmienią, ale prawdziwą nadzieją, że ty możesz psychologicznie odciąć się od silnego i destrukcyjnego wpływu twoich rodziców. Musisz tylko zdobyć się na odwagę. Jest ona w tobie.

Poprowadzę cię przez etapy, które pomogą ci ujrzeć ten wpływ wyraźnie, a następnie zająć się nim, bez względu na to, czy jesteś w konflikcie z rodzicami, czy związek wasz jest uprzejmy, ale powierzchowny, czy nie widziałeś ich od lat, czy też jedno z rodziców bądź oboje nie żyją.

Choć może wydawać się to dziwne, wiele osób jest kontrolowanych przez swoich rodziców nawet po ich śmierci. Duchy, które ich nawiedzają, mogą nie być realne w sensie nadprzyrodzonym, są jednak bardzo realne psychologicznie. Rodzicielskie wymagania, oczekiwania, ślady poczucia winy mogą trwać długo po śmierci rodzica.

Być może już rozpoznałeś w sobie potrzebę uwolnienia się od wpływu rodziców. Możliwe, że już o tym z nimi rozmawiałeś. Jedna z moich pacjentek lubiła mawiać: „Rodzice nie mają żadnej kontroli nad moim życiem. Nienawidzę ich i oni wiedzą o tym”. Z czasem uświadomiła sobie, że podsycając ogień złości, pozwalała rodzicom nadal sobą manipulować, a wydatek energii na złość drenował inne dziedziny jej życia. Konfrontacja stanowi ważny krok w wypędzaniu duchów przeszłości i demonów teraźniejszości, ale nigdy nie wolno sobie na nią pozwolić, gdy powoduje nami gniew.

„Czyż to nie ja sam odpowiadam za to, jaki jestem?”

Być może myślisz teraz: „Chwileczkę, Susan, prawie wszystkie książki i eksperci twierdzą, że nie mogę obwiniać za swoje problemy nikogo poza mną”.

Niemądre gadanie. Twoi rodzice odpowiadają za to, co zrobili. Oczywiście, że ty jesteś odpowiedzialny za swoje dorosłe życie, ale to życie jest w głównej mierze kształtowane przez doświadczenia, nad którymi ty nie miałeś żadnej kontroli. Faktem jest, że:

Nie jesteś odpowiedzialny za to, co zrobiono tobie jako bezbronnemu dziecku!Jesteś odpowiedzialny teraz za podjęcie pewnych konstruktywnych kroków rozliczających cię z przeszłością!

CO MOŻE DAĆ CI TA KSIĄŻKA

Wspólnie zaczynamy ważną wędrówkę. Jest to wędrówka ku prawdzie i ku odkryciom. U jej kresu zauważysz, że kierujesz swoim życiem bardziej niż kiedykolwiek przedtem. Nie mam zamiaru pretensjonalnie zapewniać cię, że twoje problemy cudownie znikną z dnia na dzień. Jeśli jednak masz odwagę i siłę, aby wykonać zadania polecane w tej książce, możesz odzyskać zabraną ci przez rodziców energię należną tobie jako dorosłemu oraz godność osobistą należną tobie jako człowiekowi.

Praca ta wiąże się z ceną, jaką trzeba zapłacić za wyzbycie się własnego bagażu emocjonalnego. Jeśli odsłonisz swoje mechanizmy obronne, to odkryjesz uczucia wściekłości, niepokoju, zranienia, zmieszania, zwłaszcza żalu. Rozwianie się utrwalonego wyobrażenia o rodzicach może nieść ze sobą silne uczucia straty i opuszczenia. Chcę, abyś przyswajał materiał tej książki we właściwym dla ciebie tempie. Jeśli jakieś zadanie powoduje, że czujesz się zaniepokojony, przeznacz na nie więcej czasu. Ważny jest postęp, a nie tempo.

Dla zilustrowania ogólnych pojęć zawartych w tej książce posłużyłam się przykładami z mojej praktyki. Niektóre zostały bezpośrednio przepisane z nagranych kaset, inne przygotowałam z moich notatek. Wszystkie listy w tej książce pochodzą z moich kartotek i zostały odtworzone dokładnie tak, jak były napisane. Nienagrane sesje terapeutyczne, które zrekonstruowałam, nadal są żywe w mojej pamięci. Zrobiłam wszystko, aby przekazać je w oryginalnej formie. Ze względów prawnych zostały zmienione jedynie nazwiska i okoliczności pozwalające na identyfikację. Żaden z przykładów nie został celowo udramatyzowany.

Niektóre przykłady mogą wydawać się sensacyjne, ale w zasadzie są typowe. Nie szukałam w mojej kartotece prowokacyjnych czy dramatycznych przypadków; wybrałam raczej takie przykłady, które są najbardziej reprezentatywne dla typów opowiadań, jakie słyszę codziennie. Zagadnienia, którymi będę się zajmować w tej książce, nie są sprzeczne z naturą ludzką, są jej integralną częścią.

Książka jest podzielona na dwie części. W pierwszej przeanalizujemy, jak funkcjonują różne typy toksycznych rodziców. Zbadamy różne sposoby, w jakie rodzice mogli cię ranić lub ranią nadal. Zrozumienie tego przygotuje cię do drugiej części książki, w której podam szczegółowe techniki zachowań umożliwiające odwrócenie relacji sił w twoich związkach z toksycznymi rodzicami.

Proces zmniejszania negatywnego wpływu rodziców jest stopniowy. Ostatecznie jednak wyzwoli on twoją wewnętrzną siłę, twoje ja, które przez tyle lat ukrywało się, oraz niepowtarzalną i kochającą osobę, jaką zostałeś stworzony. Razem pomożemy tej osobie uzyskać wolność, tak aby w końcu twoje życie stało się twoim własnym życiem.

Część I

Toksyczni rodzice

Rozdział 1. Rodzice jako bogowie

Rozdział 1

Rodzice jako bogowie

Mit rodzica doskonałego

Starożytni Grecy mieli pewien problem. Bogowie spoglądali na Ziemię ze swego niebiańskiego podwórka na górze Olimp i osądzali wszystko, co Grecy robili. Jeśli nie byli zadowoleni, rychło wymierzali karę. Nie musieli być dobrzy; nie musieli być sprawiedliwi, nie musieli nawet mieć racji. Właściwie mogli działać całkowicie irracjonalnie. W zależności od kaprysu mogli zamienić cię w echo lub zmusić do wtaczania głazu na wysoką górę przez całą wieczność. Nie trzeba dodawać, że niemożność przewidzenia działań tych potężnych bogów siała wśród ich śmiertelnych wyznawców strach i zamęt.

Całkiem podobnie dzieje się w przypadku toksycznych rodziców. Rodzic, którego zachowania nie można przewidzieć, jawi się dziecku jako przerażający bóg.

Kiedy jesteśmy bardzo mali, nasi boscy rodzice są dla nas wszystkim. Bez nich bylibyśmy niekochani, pozbawieni opieki, domu, jedzenia, żylibyśmy w ciągłym strachu, wiedząc, że sami nie możemy przetrwać. Oni są naszymi wszechpotężnymi opiekunami. My mamy potrzeby, oni te potrzeby zaspokajają.

Ponieważ nic i nikt ich nie osądza, przyjmujemy, że są rodzicami idealnymi. W miarę jak poszerza się perspektywa widzenia świata obserwowanego z dziecinnego łóżeczka, rozwija się w nas potrzeba utrzymania tej idealnej wizji jako obrony przed wzrastającą liczbą nowości, jakie napotykamy. Dopóki wierzymy, że mamy idealnych rodziców, dopóty czujemy się bezpieczni.

W drugim i trzecim roku życia zaczynamy przejawiać naszą niezależność. Opieramy się treningowi czystości i rozkoszujemy się własnym terroryzmem dwulatka. Uczymy się słowa „nie”, które pozwala nam sprawować pewną kontrolę nad naszym życiem, podczas gdy słowo „tak” jest po prostu wyrazem zgody. Walczymy o rozwój własnej tożsamości, o uznanie naszej własnej woli.

Proces oddzielania się od rodziców osiąga najwyższe natężenie w okresie dojrzewania płciowego i wieku dorastania, kiedy to aktywnie konfrontujemy z życiem przekazane przez rodziców wartości, gusty i autorytety. W rodzinie w miarę stabilnej rodzice mogą akceptować zamęt, jaki te zmiany niosą. Nawet jeżeli nie wspierają pojawiającej się niezależności dziecka, to starają się przynajmniej ją tolerować. Wyrozumiali rodzice, którzy pamiętają własne lata młodzieńcze i uważają bunt za normalny etap rozwoju emocjonalnego, uspokajają się zazwyczaj stwierdzeniem: „To po prostu taki wiek”. Toksyczni rodzice nie są tak wyrozumiali. Począwszy od treningu czystości aż po wiek dorastania, mają skłonności do traktowania buntu czy nawet różnic osobowościowych jako ataku na nich samych. Bronią się, wzmacniając w dziecku poczucie zależności i bezradności. Zamiast przyczyniać się do zdrowego rozwoju dziecka, nieświadomie utrudniają go, wierząc często, że robią to w interesie dziecka. Mogą posługiwać się zwrotami, takimi jak: „To kształtuje charakter” lub „Ona musi nauczyć się odróżniać dobro od zła”. Jednakże tak naprawdę ich negatywne nastawienie wyrządza szkodę samoocenie dziecka, sabotując rozwijające się poczucie niezależności. Bez względu na to, jak bardzo rodzice wierzą, że mają rację, podobne ataki wprawiają dziecko w zakłopotanie, oszałamiają je tym, iż są tak pełne złości, tak gwałtowne i niespodziewane.

Nasza kultura i nasze religie są prawie jednomyślne co do utrzymania potęgi władzy rodzicielskiej. Dopuszczalne jest gniewanie się na mężów, żony, kochanków, rodzeństwo, szefów czy przyjaciół, ale czymś prawie zakazanym jest zdecydowane sprzeciwienie się woli rodziców. Jakże często słyszeliśmy takie zdania: „Nie odpowiadaj matce w ten sposób” lub „Jak śmiesz podnosić głos na ojca”. Tradycja judeochrześcijańska uświęca ten nakaz w naszej zbiorowej świadomości, mówiąc o „Bogu Ojcu” i napominając, abyś: „Czcił ojca swego i matkę swoją”. Idea ta znajduje oparcie w naszych szkołach, Kościołach, w rządzie („powrót do wartości związanych z rodziną”), nawet w naszych przedsiębiorstwach. Zgodnie z tradycyjną mądrością nasi rodzice są uprawnieni do kierowania nami po prostu dlatego, że dali nam życie. Dziecko jest zdane na łaskę i niełaskę swoich boskich rodziców i tak jak starożytni Grecy nigdy nie wie, kiedy uderzy następny piorun. Niestety, dziecko toksycznych rodziców zdaje sobie sprawę, że piorun wcześniej czy później uderzy. Ten strach jest głęboko zakorzeniony i rośnie wraz z dzieckiem. W sercu dorosłego człowieka, który był kiedyś źle traktowany, a teraz jest nawet człowiekiem sukcesu, żyje małe dziecko, które czuje się bezsilne i przestraszone.

Cena przychylności bogów

W miarę podkopywania poczucia własnej wartości dziecka jego zależność od rodziców wzrasta, a razem z nią potrzeba wiary, że rodzice są po to, aby opiekować się nimi i spełniać ich oczekiwania. Jedynym sposobem wyjaśnienia sobie emocjonalnych ataków czy fizycznego znęcania się jest przyjęcie przez dziecko odpowiedzialności za zachowanie toksycznego rodzica.

Niezależnie od tego, jak bardzo toksyczni są twoi rodzice, zawsze będziesz czuł potrzebę gloryfikowania ich. Nawet jeśli na pewnym etapie zrozumiesz, że twój ojciec bijąc cię, robił źle, nadal potrafisz go usprawiedliwiać. Intelektualne zrozumienie nie wystarczy, aby przekonać twoje emocje, że nie byłeś za to odpowiedzialny.

Jeden z moich klientów ujął to w ten sposób: „Myślałem, że oni są idealni, więc kiedy źle się do mnie odnosili, uznawałem, że to ja jestem zły”.

Wiara w idealnych rodziców opiera się na dwóch głównych doktrynach:

1. „Ja jestem zły, a moi rodzice są dobrzy”.

2. „Ja jestem słaby, a moi rodzice są silni”.

Są to bardzo silnie utrwalone przekonania, które mogą przetrwać znacznie dłużej niż fizyczna zależność od rodziców. Te przekonania podtrzymują wiarę w idealnych rodziców; pozwalają ci uniknąć konfrontacji z bolesną prawdą, że twoi boscy rodzice tak naprawdę zdradzili cię, kiedy ty byłeś najbardziej bezbronny.

Twoim pierwszym krokiem w kierunku przejęcia kontroli nad swoim życiem jest uświadomienie sobie tej prawdy. Wymaga to odwagi, ale jeśli już czytasz tę książkę, zrobiłeś krok w kierunku takiej przemiany. Przecież sięgnięcie po nią również wymagało odwagi.

„NIGDY NIE POZWOLILI MI ZAPOMNIEĆ, ILE PRZYNIOSŁAM IM WSTYDU”

Kiedy Sandy, dwudziestoośmioletnia atrakcyjna brunetka, która – mogłoby się wydawać

– miała wszystko, przyszła do mnie po raz pierwszy, była poważnie załamana. Powiedziała, że nic jej w życiu nie wychodzi. Przez kilka lat była florystką w eleganckiej kwiaciarni. Zawsze marzyła o otwarciu własnej firmy, ale była przekonana, że nie jest wystarczająco bystra, aby odnieść sukces. Przerażała ją porażka.

Przez ponad dwa lata Sandy bezskutecznie próbowała zajść w ciążę. Kiedy rozmawiałyśmy, zauważyłam, że Sandy czuje urazę do męża o to, iż nie może zajść w ciążę i o to, że ich związek jest niedobrany, chociaż mąż zdaje się być prawdziwie wyrozumiały i kochający. Ostatnia rozmowa z matką pogorszyła całą sprawę:

Ciąża stała się dla mnie prawdziwą obsesją. Kiedy jadłam z mamą lunch, powiedziałam jej, jak bardzo jestem rozczarowana. Ona mi na to odpowiedziała: „Założę się, że to z powodu tamtego przerwania ciąży. Niezbadane są wyroki boskie”. Od tego czasu nie mogę przestać płakać. Ona nigdy nie pozwoli mi zapomnieć.

Zapytałam ją o aborcję. Po chwili wahania opowiedziała mi następującą historię:

Zdarzyło się to, kiedy byłam w szkole średniej. Rodzice moi byli bardzo, ale to bardzo surowymi katolikami, więc chodziłam do szkoły parafialnej. Szybko się rozwijałam i w wieku dwunastu lat miałam około stu siedemdziesieciu centymetrów wzrostu, ważyłam prawie pięćdziesiąt dziewięć kilogramów i nosiłam stanik 36C. Chłopcy zaczęli zwracać na mnie uwagę i to mi się podobało. Ojca doprowadzało to do szału. Kiedy po raz pierwszy złapał mnie na tym, jak całowałam się z chłopcem na dobranoc, zwymyślał mnie od dziwek tak głośno, że cała okolica słyszała, ponieważ mieszkaliśmy na wzniesieniu. Za każdym razem, kiedy wychodziłam z chłopakiem, ojciec mówił mi, że pójdę do piekła. Nigdy nie złagodniał. Wywnioskowałam z tego, że na pewno jestem przeklęta, tak czy owak, i kiedy miałam piętnaście lat, przespałam się z tym chłopcem. Pech sprawił, że zaszłam w ciążę. Kiedy rodzina dowiedziała się o tym, szalała. Powiedziałam im wtedy, że chcę usunąć to dziecko; całkowicie to odrzucili. Chyba z tysiąc razy wykrzykiwali o „śmiertelnym grzechu”. Byli pewni, że nawet jeśli dotąd nie byłam skazana na piekło, to ten fakt przesądza sprawę. Jedynym sposobem, w jaki mogłam zdobyć ich zgodę, była groźba samobójstwa.

Zapytałam Sandy, jak się sprawy miały po zabiegu. Osunęła się na krześle z wyrazem przygnębienia w oczach, tak że serce mi się ścisnęło.

Można to nazwać popadnięciem w niełaskę. To znaczy tato sprawił, że przedtem czułam się wystarczająco okropnie, ale potem czułam się tak, jakbym nie miała nawet prawa żyć. Im większy wstyd odczuwałam, tym usilniej próbowałam wszystko naprawić. Chciałam po prostu cofnąć czas, odzyskać miłość, jaką byłam darzona, będąc dzieckiem. Ale oni nigdy nie pomijają okazji, aby to wszystko przypomnieć. Są jak zepsuta płyta, powtarzająca, co to ja im zrobiłam i ile przyniosłam wstydu. Nie mogę ich za to obwiniać. Nigdy nie powinnam była zrobić tego, co zrobiłam – to znaczy, oni mieli bardzo wysokie moralne oczekiwania w stosunku do mnie. Teraz po prostu chcę im wynagrodzić to, że tak mocno ich zraniłam swoimi grzechami. A więc robię wszystko, czego żądają. To doprowadza mojego męża do szału. Zdarzają się z tego powodu między nami wielkie awantury. Ale ja nic na to nie mogę poradzić. Ja tylko chcę, aby oni mi przebaczyli.

Kiedy słuchałam tej ślicznej młodej kobiety, byłam bardzo poruszona jej cierpieniem spowodowanym zachowaniem rodziców oraz tym, jak bardzo musiała zaprzeczać ich odpowiedzialności za to cierpienie. Niemal z desperacją próbowała mnie przekonać, że to ją należy winić za wszystko, co się stało. Samooskarżanie się Sandy było podsycane przez nieugiętą postawę religijną jej rodziców. Wiedziałam, ile będzie mnie to kosztować pracy, aby Sandy dostrzegła, że jej rodzice byli okrutni i emocjonalnie bezwzględni. Uznałam, że nie pora na powstrzymywanie się od ocen.

Susan: Wiesz co? Jestem naprawdę zła na tę dziewczynę. Myślę, że rodzice byli dla ciebie straszni. Myślę, że wykorzystali twoją religijność, aby cię ukarać. Uważam, że nie zasłużyłaś na to.Sandy: Popełniłam dwa śmiertelne grzechy!Susan: Posłuchaj, byłaś tylko dzieckiem. Być może popełniłaś kilka błędów, ale nie musisz płacić za nie do końca życia. Nawet Kościół pozwala ci odpokutować i zmienić swoje życie. Gdyby twoi rodzice byli tak dobrzy, jak twierdzisz, okazaliby ci współczucie.Sandy: Oni próbowali ratować moją duszę. Gdyby tak bardzo mnie nie kochali, nie obchodziłabym ich.Susan: Spójrzmy na to z innej perspektywy. A co by było gdybyś nie zrobiła tego zabiegu? Urodziłabyś dziewczynkę. Miałaby teraz około szesnastu lat, prawda?

Sandy skinęła głową, starając się zgadnąć, dokąd zmierzam.

Susan: Przypuśćmy, że ona zaszłaby w ciążę. Czy ty postąpiłabyś z nią w ten sam sposób jak twoi rodzice z tobą?Sandy: Nigdy. Przenigdy.

Sandy uświadomiła sobie znaczenie tego, co powiedziała.

Susan: Byłabyś bardziej kochająca. Twoi rodzice powinni być bardziej kochający. To jest ich porażka, a nie twoja.

Sandy spędziła połowę swojego życia, konstruując szczelny mur obronny. Takie mury obronne są bardzo rozpowszechnione wśród dorosłych dzieci toksycznych rodziców. Mogą być one zbudowane z różnorodnych psychologicznych materiałów budowlanych. Mur zbudowany przez Sandy opiera się na szczególnie wytrzymałej konstrukcji zwanej „wyparciem”.

Potęga wypierania

Wyparcie jest zarówno najbardziej prymitywnym, jak i najsilniejszym psychologicznym mechanizmem obronnym. Wykorzystuje on fikcyjną rzeczywistość dla zminimalizowania czy nawet zanegowania wpływu jakiegoś bolesnego życiowego doświadczenia. Powoduje, że niektórzy z nas są nawet skłonni zapomnieć, co rodzice im zrobili, pozwalając, aby nadal przebywali na piedestałach. Ulga, jaką przynosi wyparcie, jest w najlepszym przypadku jedynie chwilowa, cena za nią jest wysoka. Wyparcie jest jak pokrywka naszego emocjonalnego szybkowara: im dłużej przykrywa garnek, tym większe powstaje ciśnienie. Wcześniej czy później ciśnienie musi wysadzić pokrywkę i mamy wtedy do czynienia z kryzysem emocjonalnym. Kiedy do niego dochodzi, musimy spojrzeć prawdzie w oczy, którą tak desperacko próbowaliśmy ukryć, tylko że teraz musimy zrobić to w momencie ogromnego stresu. Jeśli zajmiemy się naszym wyparciem wcześniej, odkręcając zawór bezpieczeństwa i pozwalając ciśnieniu powoli opaść, możemy kryzysu uniknąć.

Niestety, twoje własne wypieranie nie jest jedynym wypieraniem, z jakim, być może, będziesz musiał sobie poradzić. Również twoi rodzice mają swoje własne systemy wypierania. Kiedy usiłujesz odtworzyć prawdę o swojej przeszłości, szczególnie kiedy prawda ta przedstawia rodziców w złym świetle, mogą oni się upierać, że: „Nie było aż tak źle”, „To nie było tak, jak mówisz” czy nawet „To się wcale nie zdarzyło”. Takie stwierdzenia mogą zniweczyć twoje próby odtworzenia swojej osobistej historii, prowadząc do zakwestionowania twoich własnych wrażeń i wspomnień. Podcinają twoje zaufanie we własną zdolność postrzegania rzeczywistości, sprawiając, że trudniej będzie ci odbudować poczucie własnej wartości.

Wyparcie dokonane przez Sandy było tak silne, że nie tylko nie potrafiła dojrzeć rzeczywistości z własnego punktu widzenia, ale nie umiała również dopuścić do siebie myśli, że mogłaby być jakaś inna rzeczywistość. Czułam jej ból, ale musiałam przynajmniej nakłonić ją do rozważenia możliwości, że może mieć błędny obraz swoich rodziców. Starałam się, aby moje słowa brzmiały jak najmniej groźnie:

Szanuję fakt, że kochasz swoich rodziców i że wierzysz w ich dobroć. Jestem pewna, że zrobili dla ciebie wiele bardzo dobrych rzeczy, kiedy dorastałaś. Ale musi być w tobie jakaś część, która wie, czy przynajmniej przeczuwa, że kochający rodzice nie atakują godności dziecka oraz jego poczucia wartości tak bezwzględnie. Nie chcę odpychać cię od rodziców czy religii. Nie musisz się ich wypierać czy odstępować od Kościoła. Ale duże znaczenie dla pozbycia się depresji może mieć odrzucenie wyobrażenia, że oni są doskonali. Byli okrutni dla ciebie. Zranili cię. Cokolwiek zrobiłaś, już to uczyniłaś. Żadne ich tyrady tego nie zmienią. Czy nie czujesz, jak głęboko zranili tę wrażliwą dziewczynkę, która jest w tobie? I jakie to było niepotrzebne?

„Tak” wypowiedziane przez Sandy było ledwie słyszalne. Zapytałam, czy przeraża ją taka myśl. Skinęła głową, niezdolna do rozmowy o ogromie swojego strachu. Była bardzo dzielna, że doszła do tego miejsca.

Beznadziejna nadzieja

Po dwóch miesiącach terapii Sandy zrobiła pewien postęp, ale wciąż kurczowo trzymała się mitu o doskonałości swoich rodziców. Jeśli nie otrząsnęłaby się z tego mitu, nadal obwiniałaby siebie za wszystkie nieszczęścia swojego życia. Poprosiłam ją, aby zaprosiła rodziców na swoją sesję terapeutyczną. Miałam nadzieję, że jeśli uświadomię im, jak głęboko ich zachowanie wpłynęło na życie Sandy, przyznają się do własnej odpowiedzialności, ułatwiając w ten sposób Sandy rozpoczęcie naprawy jej negatywnego obrazu same siebie.

Nie zdążyliśmy się sobie nawet przedstawić, kiedy jej ojciec wybuchnął:

Pani doktor nie wie, jakim ona była złym dzieckiem. Szalała za chłopakami i prowokowała ich. Wszystkie jej dzisiejsze problemy mają swoje źródło w tamtym cholernym zabiegu.

Widziałam łzy napływające Sandy do oczu. Pospieszyłam ją bronić:

To nie jest powód, dla którego Sandy ma teraz problemy i nie poprosiłam pana tutaj po to, aby odczytał mi pan listę jej przewinień. Niczego nie osiągniemy, jeśli państwo po to tu przyszli.

Ale to nie podziałało. W czasie sesji matka i ojciec Sandy nie bacząc na moje upomnienia, wymieniali się w atakach na swoją córkę. Długo trwała ta godzina. Kiedy wyszli, Sandy natychmiast zaczęła za nich przepraszać:

Wiem, że tak naprawdę nie stanęli dzisiaj na wysokości zadania, ale mam nadzieję, że polubiłaś ich. To są naprawdę dobrzy ludzie, byli tylko trochę zdenerwowani wizytą tutaj. Może nie powinnam była zapraszać ich… Chyba to ich zdenerwowało. Nie są do czegoś takiego przyzwyczajeni. Ale oni naprawdę mnie kochają… zobaczysz, daj im jeszcze trochę czasu.

Ta sesja z rodzicami Sandy i kilka kolejnych jasno dowodziły, jak zamknięci byli na wszystko, co mogło zmienić ich własne widzenie problemów Sandy. W żadnym razie żadne z nich nie chciało przyznać się do odpowiedzialności za te problemy. Sandy natomiast nadal ich idealizowała.

„ONI TYLKO PRÓBOWALI POMÓC”

Wyparcie dla wielu dorosłych dzieci toksycznych rodziców jest prostym, nieświadomym procesem wypychania pewnych wydarzeń i uczuć poza świadomość, udawaniem, że tamte zdarzenia nigdy nie miały miejsca. Wielu z nas używa subtelniejszego sposobu odcinania się od tego, co trudno przyjąć racjonalizacji. Kiedy uzasadniamy rozumowo coś bolesnego i niewygodnego, to używamy „mocnych argumentów”.

Oto kilka typowych racjonalizacji:

– Ojciec krzyczał na mnie tylko dlatego, że matka nie dawała mu spokoju.

– Mama piła tylko dlatego, że była samotna. Powinienem był częściej zostawać z nią w domu.

– Ojciec bił mnie, ale on nie chciał mnie zranić. Chciał mi tylko dać nauczkę.

– Mama nie zwracała na mnie nigdy uwagi, ponieważ była bardzo nieszczęśliwa.

– Nie mogę obwiniać ojca za to, że mnie napastował. Mama nie sypiała z nim, a mężczyźni potrzebują seksu. Wszystkie te racje rozumowe mają jeden wspólny mianownik: służą zaakceptowaniu tego, co jest nie do przyjęcia. Być może na powierzchni wydaje się, że to działa, ale pewna część ciebie zawsze będzie znała prawdę.

„ON ROBIŁ TO TYLKO DLATEGO, ŻE…”

Z Louise, niewysoką kobietą po czterdziestce, o kasztanowych włosach, rozwodził się właśnie trzeci mąż. Zgłosiła się na terapię wskutek nalegań swojej dorosłej córki, która groziła zerwaniem kontaktów, jeśli Louise nie zrobi czegoś ze swoją niekontrolowaną wrogością.

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Louise, wszystko powiedziały mi jej niezwykle sztywna postawa i zaciśnięte usta. Była wulkanem naładowanym złością. Zapytałam ją o rozwód, na co odpowiedziała, że mężczyźni jej życia zawsze ją opuszczali; jej obecny mąż był tego ostatnim przykładem:

Należę do kobiet, które zawsze wybierają nieodpowiedniego mężczyznę. Na początku każdego związku jest wspaniale, ale ja wiem, że to nie może długo trwać.

Słuchałam uważnie, jak Louise uparcie powtarzała, że wszyscy mężczyźni są łajdakami. Następnie zaczęła porównywać mężczyzn swojego życia z własnym ojcem:

Boże, dlaczego nie mogę znaleźć kogoś podobnego do mojego ojca? Wyglądał jak gwiazdor filmowy… wszyscy go podziwiali. Myślę, że miał charyzmę, która przyciągała ludzi. Moja matka często chorowała, a ojciec zabierał mnie na spacery… tylko on i ja. To były najlepsze lata mojego życia. Mężczyźni, którzy pojawili się po moim ojcu, po prostu zepsuli ten obraz.

Zapytałam, czy jej ojciec nadal żyje, na co Louise odpowiedziała z wielkim napięciem:

Nie wiem. Pewnego dnia po prostu zniknął. Chyba miałam mniej więcej dziesięć lat. Matka była nieznośna we współżyciu i on pewnego dnia po prostu odszedł. Bez listu, telefonu, bez niczego. Boże, jak ja za nim tęskniłam! Jeszcze w rok po jego odejściu nadal każdej nocy byłam pewna, że zaraz usłyszę jego samochód podjeżdżający pod dom … Tak naprawdę nie mogę go winić za to, co zrobił. Był tak pełen życia. Kto chciałby być przywiązany do chorej żony i dzieciaka?

Louise spędzała życie na wyczekiwaniu na powrót swojego wyidealizowanego ojca. Nie mogąc uświadomić sobie, jak był nieczuły i nieodpowiedzialny, Louise stosowała rozbudowaną racjonalizację dla utrzymania we własnych oczach jego boskiego obrazu – nie bacząc na niewymowny ból, jaki zadał jej swoim zachowaniem.

Rozumowe wyjaśnienie umożliwiło jej także zaprzeczenie własnej złości na niego za to, że ją porzucił. Niestety, ta wściekłość znajdowała ujście w związkach z innymi mężczyznami. Za każdym razem kiedy poznawała mężczyznę, dopóty wszystko szło przez jakiś czas gładko, dopóki go naprawdę nie poznała. Ale im stawali się sobie bliżsi, tym bardziej obawiała się porzucenia. Strach niezmiennie przekształcał się we wrogość. Nie dostrzegała faktu, że wszyscy mężczyźni opuszczali ją z tej samej przyczyny: im bardziej zbliżali się do siebie, tym ona stawała się bardziej wroga. Zamiast to przyjąć, Louise upierała się, iż jej wrogość była usprawiedliwiona faktem, że oni zawsze ją opuszczali.

Gniewaj się, jeśli twój gniew jest słuszny

W jednym z podręczników do psychologii, z którego korzystałam na ostatnim roku studiów, zamieszczona była historyjka obrazkowa, ilustrująca, jak ludzie przenoszą uczucia, zwłaszcza gniew. Pierwszy z nich przedstawiał mężczyznę, na którego krzyczy szef. Oczywiście, trudno było temu mężczyźnie zwymyślać szefa, tak więc na drugim obrazku pokazano, jak po powrocie do domu – przenosząc swój gniew – wrzeszczy na żonę. Trzeci obrazek przedstawiał żonę krzyczącą na dzieci. Dzieci skopały psa, a pies ugryzł kota. To, co w tych obrazkach zrobiło na mnie największe wrażenie, oprócz ich oczywistej prostoty, to zadziwiająco dokładny obraz tego, jak przenosimy silne uczucia z osoby, która je spowodowała, na cel łatwiejszy.

Doskonałym przykładem tego zjawiska jest opinia Louise o mężczyznach: „To są nędzni łajdacy… wszyscy, co do jednego. Nie można im zaufać. Zawsze odwrócą się od ciebie. Mam dosyć bycia wykorzystywaną przez mężczyzn”.

Ojciec Louise porzucił ją. Gdyby uznała ten fakt, musiałaby zrezygnować ze swoich wypielęgnowanych fantazji i ze swego doskonałego o nim wyobrażenia. Musiałaby pozwolić mu odejść. Zamiast tego przeniosła swój gniew i nieufność ze swojego ojca na innych mężczyzn.

Działając nieświadomie, Louise uparcie wybierała mężczyzn, którzy traktowali ją w sposób, który zarówno rozczarowywał ją, jak i doprowadzał do szału. Tak długo jak wyładowywała swój gniew na mężczyznach w ogóle, nie musiała odczuwać gniewu na swojego ojca.

Sandy, którą spotkaliśmy wcześniej w tym rozdziale, przeniosła na swojego męża gniew i rozczarowanie, które czuła do rodziców za sposób, w jaki potraktowali jej ciążę, a następnie aborcję. Nie mogła pozwolić sobie, aby czuć złość na rodziców – to stanowiło zagrożenie dla ich wyidealizowanego obrazu.

Nie mów źle o zmarłych

Śmierć nie kończy idealizowania toksycznych rodziców. W zasadzie może je nawet wzmocnić.

Choć trudno jest uznać krzywdę wyrządzoną przez żyjącego rodzica, nieskończenie trudniej jest oskarżać tego z rodziców, który nie żyje. Istnieje niezwykle silne kulturowe tabu dotyczące mówienia źle o zmarłych, ponieważ wygląda to tak, jak byśmy krytykowali tych, którzy nie mogą się bronić. W rezultacie śmierć opromienia pewnego rodzaju świętością nawet najgorszego tyrana. Idealizowanie zmarłych rodziców jest prawie automatyczne.

Niestety, kiedy toksycznego rodzica chroni świętość grobu, ci, którzy żyją, nadal noszą w sobie emocjonalne pozostałości po zmarłym. Chociaż powiedzenie: „Nie mów źle o zmarłych” może być tylko przechowywanym w pamięci frazesem, to niestety często blokuje ono prawdziwe rozwiązanie naszych konfliktów z tymi, którzy odeszli.

„ZAWSZE POZOSTANIESZ MOIM NIEPOWODZENIEM”

Valerie, kobieta przed czterdziestką, wysoka, drobnej budowy, z zawodu muzyk, zgłosiła się do mnie za namową naszego wspólnego znajomego, który podejrzewał, że występujący u Valerie brak pewności siebie uniemożliwia jej wykorzystanie wszystkich posiadanych przez nią możliwości w karierze piosenkarskiej. Po pierwszych piętnastu minutach naszej pierwszej sesji Valerie przyznała, że jej kariera zmierza donikąd:

Już od ponad roku nie mam żadnej pracy związanej z moim zawodem, nawet w barze. Aby zapłacić czynsz, pracuję w biurze w czyimś zastępstwie. Nie wiem. Może to jakiś zły sen. Zeszłego wieczora jadłam obiad z moją rodziną i rozmowa zeszła na moje problemy. Ojciec powiedział: „Nie martw się. Ty zawsze pozostaniesz moim niepowodzeniem”. Jestem pewna, że on nie zdawał sobie sprawy, jak to bardzo boli, ale te słowa naprawdę załamały mnie.

Powiedziałam Valerie, że w takich okolicznościach każdy poczułby się zraniony. Ojciec był wobec niej okrutny i ubliżający. Odpowiedziała:

To dla mnie nic nowego. To historia mojego życia. Zawsze byłam rodzinnym wyrzutkiem. Obwiniano mnie o wszystko. Jeśli ojciec i mama mieli problemy, to była moja wina. Zawsze powtarzał to samo. A jednak kiedy zrobiłam coś, aby mu się przypodobać, rozpierała go duma i przechwalał się mną przed swoimi przyjaciółmi. Czasami czułam się tak, jakbym siedziała na emocjonalnej huśtawce.

Po kilku tygodniach pracy, kiedy Valerie już zaczynała mieć kontakt z ogromem złości i smutku, proces ten został zakłócony niespodziewanym wydarzeniem: jej ojciec zmarł na atak serca. Była to śmierć zaskakująca, nagła, taka, na jaką nikt nie jest przygotowany. Valerie była przygnieciona ciężarem winy za cały gniew, jaki wyraziła na niego w czasie terapii.

Usiadłam w kościele, kiedy wygłaszano przemowy pochwalne i kiedy usłyszałam ten potok słów o tym, jakim wspaniałym człowiekiem był przez całe życie, poczułam się jak świnia, że próbowałam obwiniać go za moje problemy. Chciałam jedynie odpokutować za cierpienie, jakie mu zadałam. Wciąż myślałam o tym, jak bardzo go kochałam i jaką suką byłam zawsze dla niego. Nie chcę już więcej mówić o tych przykrych sprawach… dajmy teraz temu spokój.

Rozpacz Valerie zbiła ją z tropu na pewien czas, ale w końcu uświadomiła sobie, że śmierć ojca nie może odmienić tego, jak odnosił się do niej, gdy była dzieckiem, a potem osobą dorosłą.

Valerie uczęszcza na terapię już prawie sześć miesięcy. Jestem szczęśliwa, kiedy widzę, jak rośnie jej pewność siebie. Nadal próbuje zrobić karierę piosenkarską i nie ma już mowy o rezygnacji.

Zdjąć ich z piedestałów

Rodzice zachowujący się jak bogowie ustanawiają zasady, dokonują osądów i zadają ból. Jeśli gloryfikujesz swoich rodziców, żywych czy umarłych, to zgadzasz się żyć według ich koncepcji rzeczywistości. Akceptujesz bolesne uczucia jako element twojego życia. Być może nawet rozumowo je usprawiedliwiasz jako dobre dla ciebie. Nadszedł czas, aby z tym skończyć.

Kiedy sprowadzisz swoich toksycznych rodziców na ziemię, kiedy znajdziesz w sobie odwagę, aby spojrzeć na nich realistycznie, możesz zacząć w kontaktach z nimi wyrównywać siły.

Rozdział 2. „To, iż nie mieliście złych zamiarów, nie znaczy, że nie bolało”

Rozdział 2

„To, iż nie mieliście złych zamiarów, nie znaczy, że nie bolało”

Rodzice nieadekwatni

Dzieci posiadają pewne podstawowe, nienaruszalne prawa: powinny być karmione, ubierane, ochraniane i bezpieczne. Ale zarazem mają prawo do rozwoju emocjonalnego, do szacunku dla swych uczuć, a także do tego, by traktowano je w sposób umożliwiający rozwój poczucia własnej wartości.

Dzieci mają również prawo do tego, by ich zachowania były ograniczane przez rodziców w sposób właściwy. Mają prawo do popełniania błędów oraz do tego, by przywoływano je do porządku bez fizycznych czy emocjonalnych nadużyć.

Dzieci mają przede wszystkim prawo, aby być dziećmi. Mają prawo przeżyć swoje młode lata z radością, spontanicznie i nieodpowiedzialnie. Naturalnie, w miarę jak dzieci dorastają, kochający rodzice winni pielęgnować ich dojrzałość, powierzając im pewną dozę odpowiedzialności i rodzinne obowiązki, ale nigdy za cenę dzieciństwa.

Jak uczymy się żyć w świecie

Dzieci nasiąkają jak gąbka bez zastanowienia zarówno werbalnymi, jak i pozawerbalnymi informacjami. Słuchają rodziców, obserwują ich i naśladują ich zachowanie. Ponieważ mają mało punktów odniesienia poza rodziną, to, czego nauczą się w domu o sobie samych i o innych, staje się dla nich uniwersalną prawdą wyrytą głęboko w ich umysłach. Modele ról rodzicielskich w istotny sposób decydują o rozwoju poczucia własnej tożsamości dziecka, zwłaszcza w okresie gdy kształtuje ono swoją tożsamość płciową. Chociaż role rodzicielskie w czasie ostatnich dwudziestu lat uległy zaskakującym zmianom, rodzice mają dzisiaj te same obowiązki, jakie miało pokolenie ich rodziców:

1. Powinni zaspokajać fizyczne potrzeby swoich dzieci.

2. Powinni ochraniać swoje dzieci przed fizyczną krzywdą.

3. Powinni zaspokajać dziecięce potrzeby miłości, uwagi i przywiązania.

4. Powinni chronić swoje dzieci przed krzywdą uczuciową.

5. Powinni troszczyć się o kręgosłup moralny swoich dzieci.

Oczywiście, lista mogłaby zawierać znacznie więcej punktów, ale tych pięć obowiązków stanowi podstawę odpowiedzialnego rodzicielstwa. Toksyczni rodzice, o których będziemy mówić, rzadko wychodzą poza pierwszy punkt na liście. W większości są oni, lub byli, poważnie zachwiani w swojej równowadze emocjonalnej czy zdrowiu psychicznym. Często nie tylko nie mogą zaspokoić potrzeb dzieci, ale wręcz oczekują i wymagają, aby to dzieci troszczyły się o ich potrzeby.

Kiedy rodzic narzuca dziecku odpowiedzialność rodzicielską, role w rodzinie stają się nieokreślone, zniekształcone lub odwrócone. Dziecko, które jest zmuszone stać się swoim własnym rodzicem, lub też stać się rodzicem dla własnego rodzica, nie ma kogo naśladować, od kogo się uczyć i kogo szanować. Osobowość dziecka pozbawiona modelu ról rodzicielskich w tym decydującym momencie rozwoju emocjonalnego jest wystawiona na dryfowanie po nieprzyjaznym morzu chaosu.

Les, trzydziestoczteroletni właściciel sklepu sportowego, przyszedł do mnie, ponieważ był pracoholikiem i to go unieszczęśliwiało.

Moje małżeństwo diabli wzięli, bo nigdy nic innego nie robiłem, tylko pracowałem. Albo nie było mnie w domu, albo pracowałem w domu. Żonę zmęczyło życie z robotem i odeszła. Teraz dzieje się to samo z nową kobietą w moim życiu. Nienawidzę tego. Naprawdę. Tylko nie wiem, jak problem rozwiązać.

Les powiedział mi, że ma kłopoty z wyrażaniem wszelkich uczuć, szczególnie subtelnych uczuć miłosnych. Słowo „zabawa”, stwierdził z goryczą, nie mieści się w jego słowniku.

Chciałbym wiedzieć, co zrobić, aby moja dziewczyna była szczęśliwa, ale za każdym razem, kiedy zaczynamy rozmawiać, jakoś zawsze kieruję rozmowę na pracę, i ona się denerwuje. Być może dzieje się tak dlatego, że praca to jedyna rzecz, której nie psuję.

Przez niemal pół godziny Les nie przestawał przekonywać mnie, jak bardzo gmatwał swoje związki:

Kobiety, z którymi się wiążę, zawsze narzekają, że nie poświęcam im wystarczająco dużo czasu i uczucia. I to jest prawda. Jestem wszawym narzeczonym i byłem naprawdę wszawym mężem.

Przerwałam mu, mówiąc: „I masz wszawy obraz siebie. Wydaje ci się, że tylko kiedy pracujesz, jesteś w porządku. Zgadza się?”.

To jest coś, co wiem, jak robić… i robię to dobrze, pracuję około siedemdziesięciu pięciu godzin w tygodniu… ale ja zawsze urabiałem sobie ręce po łokcie… nawet kiedy byłem dzieckiem. Widzisz, byłem najstarszy spośród trzech chłopaków. Wydaje mi się, że kiedy miałem osiem lat, mama przeżyła pewien rodzaj załamania nerwowego. Od tego czasu nasz dom był zawsze ponury, z zaciągniętymi zasłonami. Matka zawsze wyglądała niedbale, w zasadzie ciągle chodziła w szlafroku. Nigdy dużo nie mówiła. W moich najwcześniejszych wspomnieniach widzę ją z filiżanką kawy w jednej ręce i papierosem w drugiej, pochłoniętą bez reszty oglądaniem tych swoich przeklętych mydlanych oper. Nigdy nie wstawała, zanim nie wyszliśmy do szkoły. Tak więc moim zadaniem było nakarmienie dwóch młodszych braci, zapakowanie im śniadania i odprowadzenie do szkolnego autobusu. Kiedy wracaliśmy do domu, ona leżała z radiem przy uchu lub ucinała sobie jedną ze swoich trzygodzinnych drzemek. Połowę czasu, który moi kumple spędzali, grając w piłkę, ja byłem uwiązany w domu, gotując obiad i sprzątając. Nienawidziłem tego, ale ktoś to musiał robić.

Zapytałam Lesa, gdzie w tym wszystkim był jego ojciec.

Tato dużo podróżował w interesach i w zasadzie, po prostu, zrezygnował z kontaktów z matką. Najczęściej spał w pokoju gościnnym… to było naprawdę przedziwne małżeństwo. Wysyłał ją do wielu lekarzy, ale nic nie pomogli, więc po prostu się poddał.

Powiedziałam Lesowi, że czuję, jak bardzo samotny musiał być tamten chłopiec. Zbył moje współczucie, odpowiadając:

Miałem zbyt dużo pracy, aby litować się nad sobą.

Złodzieje dzieciństwa

Jako dziecko Les był bardzo często przeciążony obowiązkami, które normalnie należą do rodziców. Ponieważ został zmuszony do zbyt szybkiego i przedwczesnego dorastania, został okradziony z dzieciństwa. Kiedy jego przyjaciele grali na podwórku w piłkę, Les był w domu, wypełniając rodzicielskie obowiązki. Aby rodzina pozostała rodziną, Les musiał stać się małym dorosłym. Miał niewielką szansę, aby być wesoły czy beztroski. Ponieważ jego własne potrzeby były faktycznie ignorowane, nauczył się radzić sobie z samotnością i emocjonalną deprywacją, twierdząc, że nawet nie czuje takich potrzeb. Był po to, aby opiekować się innymi. On sam się nie liczył. Co jeszcze smutniejsze, oprócz podjęcia roli głównego opiekuna swoich braci Les stał się również rodzicem dla swojej matki:

Kiedy tato był w domu, wychodził do pracy około siódmej i wiele razy nie wracał do domu wcześniej niż przed północą. Kiedy wychodził, zawsze mi mówił: „Nie zapomnij odrobić lekcji i opiekuj się matką. Sprawdź, czy ma co jeść. Nie pozwól swoim braciom rozrabiać… i spróbuj zrobić coś, aby się uśmiechnęła”. Spędziłem wiele czasu, próbując zorientować się, jak uczynić matkę szczęśliwą. Byłem pewien, że jest coś takiego, co mogę zrobić i co sprawi, że wszystko znowu będzie w porządku… że ona wróci do siebie. Ale obojętnie co robiłem, nic się nie zmieniało. I nadal tak jest. Czuję się paskudnie, jeśli o to chodzi.

Oprócz wywiązywania się z obowiązków domowych i wychowania dzieci, co byłoby przytłaczające dla każdego dziecka, oczekiwano od Lesa roztoczenia emocjonalnej opieki nad matką. To okazało się być przyczyną jego niepowodzeń. Dzieci usidlone przez takie żenujące odwrócenie ról nieustannie ponoszą porażki. Jest przecież niemożliwością, aby funkcjonowały jak dorośli, ponieważ nie są ludźmi dorosłymi. Nie rozumieją jednak, dlaczego ponoszą porażki; czują się z tego powodu w jakiś sposób gorsze i winne.

W przypadku Lesa potrzeba pracy w znacznie większym wymiarze czasu niż to niezbędne służyła podwójnemu celowi: chroniła go przed konfrontacją z samotnością i deprywacją (zarówno dzieciństwa, jak i wieku dojrzałego) oraz wzmacniała jego zadawnione przekonanie, że nigdy nie zrobił wystarczająco dużo. Les żył z wyobrażeniem, że jeśli dołoży sobie jeszcze kilka godzin pracy, to dowiedzie, iż jest człowiekiem naprawdę wartościowym i na swoim miejscu, który naprawdę może dobrze wykonać swoje zadanie. W istocie nadal próbował uczynić swoją matkę szczęśliwą.

CZY TO KIEDYŚ SIĘ SKOŃCZY

Les nie zauważał, że rodzice nadal sprawowali toksyczną władzę nad jego dorosłym życiem. Jednakże kilka tygodni później związek pomiędzy obecnymi zmaganiami i dzieciństwem znalazł się w centrum jego uwagi.

Boże, ten, kto powiedział, że: „Im bardziej wszystko się zmienia, tym bardziej wszystko pozostaje takie samo”, naprawdę wiedział, co mówi. Mieszkam w Los Angeles już od sześciu lat, ale jeśli chodzi o moją rodzinę, nie mogę mieć własnego życia. Dzwonią do mnie kilka razy w tygodniu. Dochodzi do tego, że boję się odbierać telefony. Najpierw zaczyna ojciec: „Twoja mama jest taka przygnębiona… nie mógłbyś wziąć kilku dni urlopu i przyjechać? Wiesz, ile to by dla niej znaczyło!”. Potem podchodzi ona i mówi mi, że jestem jej całym życiem i że nie wie, jak długo jeszcze pożyje. I co ty na to powiesz? Co drugi raz po prostu wskakuję do samolotu… Jeśli nie pojadę, dobija mnie poczucie winy. Ale to nigdy nie wystarcza. Nic nie wystarcza. Równie dobrze mógłbym oszczędzać na biletach lotniczych. Może w ogóle nie powinienem był się wyprowadzać.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki