Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
38 osób interesuje się tą książką
Helena i Robert są młodym, szczęśliwym małżeństwem. Zakochani, mimo upływu czasu, nadal nie widzą poza sobą świata. Niczego im nie brakuje, rozpieszczają się na każdym kroku, żyją na wysokim poziomie, co bywa powodem zazdrości innych. Pewnego dnia coś się jednak zmienia. Robert zauważa, że jego żona, wyłącznie przy nim, zachowuje się zupełnie inaczej niż dotychczas. Stopniowo staje się zimna, obojętna, zamknięta w sobie. Przestaje wychodzić z domu i odsuwa się od niego. Po miesiącach błądzenia w ciemności okazuje się, że Helena choruje na depresję, jednak odmawia leczenia. Bliscy także bagatelizują problem. Robert jako jedyny podejmuje zaciekłą walkę o zdrowie żony i ich małżeństwo. Czy uda mu się wygrać z tak trudnym przeciwnikiem? Czy Helena wreszcie poczuje chęć do życia? A może wręcz przeciwnie?
Poruszająca historia o walce i miłości w obliczu choroby.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 238
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Monika Malita-Bekier, 2026
Projekt okładki
Justyna Knapik
Redakcja
Ewa Hoffmann-Skibińska
Korekta
Maria Stanis, Monika Malita-Bekier, Barbara Sacka
Łamanie i skład
Beata Kostrzewska
Opracowanie wersji elektronicznej
Karol Bociek
ISBN 978-83-68468-48-9
Kraków 2026
Wydawnictwo BOOKEND
www.bookend.pl
Capital Village Sp. z o.o.
ul. Gęsia 8/202, 31-535 Kraków
Tel: 663 041 041
Dla tych, którzy zakładanie masek
mają opanowane do perfekcji.
Niech nie opuszcza Was wiara, że nadejdą
jeszcze dni, w których oddech przestanie boleć.
Ze specjalną dedykacją dla mojego męża
Ja, Robert, biorę ciebie, Heleno, za żonę, i ślubuję ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci…
Ślub. Dla niektórych to spełnienie najskrytszych marzeń, dla innych niewiele znacząca ceremonia, która może ewentualnie ułatwić uzyskanie kredytu lub inne formalności. Jedni szykują się do niego latami, inni odbębniają, by mieć go już z głowy. Jeśli jednak zarówno tych pierwszych, jak i drugich prowadzi do ołtarza miłość, powód całego zamieszania staje się mniej istotny.
W pewną słoneczną, czerwcową sobotę przyodziana w piękną, klasyczną suknię Helena Wierzbicka powiedziała sakramentalne „tak” Robertowi Zielińskiemu, spełniając tym samym marzenie ich obojga. Kiedy dwa lata wcześniej Robert pojawił się w jej życiu, początkowo nie wiązała z nim żadnej przyszłości. Co innego on… Gdy tylko zobaczył ją na molu w Międzyzdrojach, od razu poczuł, że to właśnie ona. To ta kobieta będzie kiedyś jego żoną i matką jego dzieci. Wiedział, że to spotkanie rozpocznie szereg rewolucyjnych zmian w ich życiu. Nie mylił się…
Stała oparta o barierkę i przyglądała się hałasującym falom, które, mimo panującego upału, z hukiem rozbijały się o falochrony. Wiatr targał na wszystkie strony jej częściowo skrytymi pod słomkowym kapeluszem lśniącymi w słońcu długimi, brązowymi włosami. Zwiewna sukienka sięgająca jej powabnych kostek co chwilę unosiła się, kusząco odsłaniając kawałek po kawałku jej zgrabne nogi, jakby uchylała rąbka tajemnicy. Choć nie widział jej twarzy, a jedynie profil, wiedział, że jest piękna. Tylko wyglądała na smutną lub głęboko zamyśloną… W jednej chwili Robert uwierzył w miłość od pierwszego wejrzenia, choć wcześniej daleki był od wiary w te brednie. Zauroczył się obrazem kobiety i swoim wyobrażeniem o niej, bo przecież jej nie znał. Był jednak mężczyzną, który nie bał się wyzwań, nie zastanawiał się więc, co ma zrobić, by ją poznać. Postanowił szybko dopić kawę w kawiarni na molu, gdzie właśnie przesiadywał, i po prostu do niej podejść, zanim gdzieś mu zniknie. Los zdecydowanie mu sprzyjał, bo gdy tylko odszedł od stolika i ruszył w jej stronę, wyjątkowo silny podmuch wiatru zdmuchnął Helenie kapelusz, który wylądował wprost pod jego nogami. Uśmiechnął się do siebie w reakcji na tę sytuację, która przecież nie mogła być przypadkiem, schylił się, by podnieść z ziemi nakrycie głowy swojej bogini, i kontynuował marsz w jej kierunku. Stała bezradna, odwrócona już twarzą w jego stronę, szukając wzrokiem miejsca, w które odleciał kapelusz. Gdy Robert ujrzał ją wyraźnie, nie zawiódł się. Twarz miała nieskazitelną. Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, mężczyzna znalazł się już przed nią i z jej zgubą w swoich rękach.
– Mam twojego zbiega – odezwał się Robert, gdy tylko ich spojrzenia się spotkały, i uniósł kapelusz.
Tak jak się spodziewał, momentalnie przepadł w jej oczach.
Kobieta ucieszyła się jak mała dziewczynka, która właśnie dostała w prezencie wymarzoną lalkę.
– Dziękuję! Już myślałam, że go nie odzyskam. Bardzo dziś wieje – powiedziała w chwili, gdy targane wiatrem włosy na moment przysłoniły całą jej twarz, a sukienka podniosła się wyjątkowo wysoko, odsłaniając kawałek zielonego bikini.
– To prawda. Nie powinnaś chyba puszczać poręczy, żeby ciebie nie porwał ten huragan. – Roberta rozbawił widok tej pięknej niewiasty, która wyglądała teraz niczym chorągiewka na wietrze.
– Chyba tak – przyznała również rozśmieszona sytuacją, jednocześnie zakrywając odkryte przez silne powiewy udo. Wyciągnęła rękę i przedstawiła się: – Helena.
– Robert, bardzo mi miło – odrzekł i z przyjemnością odwzajemnił uścisk dłoni, a następnie oddał kapelusz. Był z siebie dumny, że jego plan tak szybko się realizował. Niemal kilka minut temu postanowił, że właśnie ta nieznajoma zostanie w przyszłości jego żoną, a teraz już poczuł jej dotyk, rozmawiał z nią, patrzył w jej piękne zielone oczy i podziwiał zniewalający uśmiech. Wszystko było na dobrej drodze. – Co poza falowaniem na wietrze robisz tu sama, Heleno?
– Nie jest sama – odezwał się nagle gruby męski głos zza pleców Roberta, nie pozwalając tym samym odpowiedzieć Helenie. – Wszystko dobrze, kochanie? Twoja kawa.
Postawny mężczyzna, który dzięki swoim blond włosom sięgającym niemal ramion wyglądał jak surfer z amerykańskiego filmu, podszedł do Heleny, wręczył jej kubek z kawą i władczo objął ją ramieniem na znak, że kobieta należy do niego. Wpatrywał się teraz w Roberta, czekając na wyjaśnienia, czego chce od jego dziewczyny.
– Tak, Ignaś… To jest Robert, wybawca mojego kapelusza, który chwilę temu zwiał mi z głowy przez wiatr – wytłumaczyła pospiesznie, obracając sytuację w żart.
Plan Roberta w jednej chwili legł w gruzach. W ogóle o tym nie pomyślał. Skarcił się, że przyszło mu do głowy, iż taka kobieta mogłaby być sama. Przecież to niemożliwe. Stali tak kilka sekund, wpatrując się w siebie wzajemnie, lecz po chwili Robert pożegnał się i odszedł. Helena krzyknęła za nim, że jeszcze raz dziękuje, odwrócił się więc, by odpowiedzieć, że nie ma za co, ale ona już na niego nie patrzyła. Była pochłonięta pocałunkiem z Ignasiem, który nadal mocno ją trzymał. Jej to jednak nie przeszkadzało.
Robert bardzo się zawiódł. Przecież czuł, że to coś więcej niż zwykłe zauroczenie. Taki strzał trafia się wyjątkowo rzadko. Jego trafiło. I co dalej…? Wracał do hotelu w ponurym nastroju. Wcale nie miał teraz ochoty na udział w wieczorze kawalerskim swojego najlepszego kumpla, dla którego przyjechał ze Szczecina na weekend do Międzyzdrojów. Nie wszyscy jeszcze dojechali, a do imprezy zostało kilka godzin. Postanowił wrócić na obiad do hotelu, a potem skoczyć z Radkiem na plażę. Wiedział, że jak szczerze z nim pogada, to na pewno mu to pomoże, a tym bardziej nie zaszkodzi. Znali się od dziecka i wiedzieli, że zawsze mogą na sobie polegać. Nawet wyglądali dość podobnie. Radek był prawie tak wysoki jak Robert, mieli podobny kolor oczu, tylko włosy tego pierwszego były znacznie jaśniejsze.
– Stary, co ty taki jakiś niewyraźny jesteś, co? Mamy wolne, leżymy na plaży pełnej gorących panienek, wieczorem czeka nas megabiba, a ty coś tam w sobie mocno trawisz, widzę. Co się dzieje? – zapytał Roberta Radek, gdy rozsiedli się na piasku.
– Magda nie byłaby zadowolona z tych twoich gorących panienek… – zauważył przyjaciel.
– Dla ciebie te panienki, dla ciebie, stary. Ja mam moją Magdusię i nie interesują mnie inne. Chociaż… popatrzeć sobie przecież mogę. Jeszcze – zażartował Radek i zapytał: – Piwko?
– Nie, dzięki.
– Stary, no mów.
– Poznałem dziś dziewczynę. Trafiło mnie. Tak całkiem, od razu. Rozumiesz? Coś takiego rzadko się zdarza. Ja tego nie czułem jeszcze nigdy. Nie znam jej, a kiedy ją zobaczyłem, wiedziałem, że musi zostać moją żoną. Nie umiem tego wytłumaczyć.
– Nooo, brzmi poważnie. Oświadczyłeś się już? – zadrwił Radek, a Robert obrzucił go karcącym spojrzeniem.
– Wiatr zrzucił jej kapelusz prosto pod moje nogi akurat wtedy, kiedy szedłem do niej zagadać. Oddałem jej go, przedstawiliśmy się sobie, chciałem ją zaprosić na kawę i wtedy, z kawą właśnie, zjawił się jej facet. Więc sobie poszedłem. I nie mogę przestać o niej myśleć – wyjaśnił i po chwili dodał: – Nie wiem, coś mi w nim nie pasuje… Ale nie znam go, więc pewnie to podświadomość wmawia mi coś na siłę.
– A co według ciebie było nie tak?
– On wydawał się jakiś taki… władczy. A ona taka krucha i bezbronna.
– Wiesz… Jak jakiś fagas, czytaj ty, zakręcił się koło jego laski, kiedy jego nie było w okolicy, to jak się miał zachować? Wiadomo, że chciał zaznaczyć teren, bo się poczuł zagrożony, że jakiś inny samiec węszy koło jego samicy.
– Już bardziej prymitywnie nie mógłbyś mi tego wyjaśnić… – zakpił Robert, kręcąc głową z dezaprobatą. Zaraz dodał z powagą: – Niby to wiem. Ale coś mi tam nie grało. Obserwowałem ją przez chwilę, zanim do niej podszedłem. Wydawała się smutna.
– Stary, ludzie się smucą z różnych powodów. Może pies jej zdechł albo ciotka zachorowała. Nie znasz ich, więc nic nie możesz wiedzieć. Odpuść sobie zajętą pannę. Tego kwiatu pół światu. – Machnął ręką.
– Nie pomagasz, wiesz?
– A co mam ci powiedzieć? Mam ci poradzić, żebyś odbił komuś laskę? Święty nie jestem i nigdy nie byłem, ale podstawowe zasady znam i się ich trzymam.
– Tak? A Magda? Mam ci przypomnieć, że była kiedyś moją dziewczyną? A potem przylazłeś do nas z innego miasta i mi ją odbiłeś… – przypomniał z przekąsem Robert.
– Stary, to było w podstawówce! W dodatku w pierwszej klasie. Wtedy to myślałeś, że wacek służy tylko do sikania! – Śmiał się Radek. – A poza tym Madzia sama mnie wybrała.
– Taaa, wybrała. Przekupiłeś ją cukierkami! – wtórował mu rozbawiony Robert i po chwili, już poważnie, dodał: – Nie zamierzam jej nikomu odbijać. Ale… – zawahał się – ale ona nie daje mi spokoju. Cały czas o niej myślę, a nie pamiętam, żebym kiedykolwiek tak miał.
– Ostatnio to raczej zaliczałeś panny na jedną noc – zauważył Radek i wziął łyk piwa tak, by nie rzucać się w oczy innym plażowiczom.
– Oj, proszę cię. Impreza, alkohol. Ja byłem wolny, ona chyba też. Nikt nikogo nie zmuszał. Mam się z tego tłumaczyć?
– Nie, chodzi mi o to, że do tej pory związki cię raczej nie interesowały. Tę pannę też chcesz tylko bzyknąć?
– Zdecydowanie nie. I to jest ten problem. Żadna inna tak na mnie do tej pory nie działała.
– A Kaśka? Albo Kamila? Trochę się z nimi bujałeś.
– Oj tam, bujałeś, bujałeś. Szukałem szczęścia, fakt. Mamy trochę fajnych wspomnień, ale żadna nie dorównuje Helenie…
– Helena? To ile ona ma lat?! – żartował Radek.
Robert się zamyślił. Nie miał pojęcia. W ogóle nic o niej nie wiedział. Nic, poza tym, że wydawała się spełnieniem jego marzeń. Nie wiedział jeszcze ani jak, ani kiedy, ale w głowie nadal krążyła mu jedna myśl: Ona będzie moją żoną.
W tym momencie w oddali mignął znajomy już kapelusz. Zaraz za nim dojrzał te same piękne, lśniące włosy, tym razem zebrane w długi warkocz, oraz zielone bikini, którego skrawek zdążył już wcześniej zobaczyć. Tak, to bez wątpienia ona. Siedziała na kocu w towarzystwie surfingowego goryla – jak nazwał go w myślach Robert – oraz innej pary – głośnego i trochę przygrubego faceta i dziewczyny z napompowanymi jak balony ustami i biustem, który ledwo się mieścił w nieco zbyt skąpym staniku. Robert poprawił się na ręczniku, by móc im się lepiej przyglądać. Skorzystał też z okazji, że Radek właśnie odszedł gdzieś na bok w poszukiwaniu lepszego zasięgu, by zadzwonić do swojej Madzi. Robert czasami zazdrościł przyjacielowi jego związku. Radek i Magda stanowili parę od czasów szkolnych. Wprawdzie zdarzyła im się kiedyś krótka przerwa, ale szybko zrozumieli, że nie mogą bez siebie żyć. Mieli po trzydzieści lat, większość spędzili razem i nadal szalenie się kochali. W końcu postanowili się pobrać.
Goryl Ignaś, gruby facet i „balonowa” dziewczyna głośno się śmiali i mocno gestykulowali, nie zwracając uwagi na Helenę, która, gdy chciała się przytulić do swojego partnera, została przez niego odsunięta, co zszokowało Roberta. Przecież jakiś czas wcześniej nie szczędził jej czułości, dlaczego więc teraz był dla niej tak oschły? Siedziała obok nich, przysłuchując się temu, co mówią, ale sama milczała. Nadal wyglądała na smutną. Po chwili podeszła do nich grupka jeszcze kilku osób i zrobiło się naprawdę głośno. Gwar rozmów roznosił się po całej plaży. Coraz więcej plażowiczów irytowały ich wulgarne rozmowy i donośne zachowanie. Helena znów spróbowała zwrócić na siebie uwagę swojego goryla, lecz ten w tym momencie wstał i odszedł od grupy razem z grubasem. Mimo że jej nie znał, Robert wiedział, że kobieta nie pasuje do tego towarzystwa. Gołym okiem widział, że pomimo tylu osób naokoło czuła się tam samotna.
Nagle ona także wstała, odłożyła kapelusz na koc i skierowała się w stronę wody. Nikt z jej znajomych nawet tego nie zauważył. Szła powoli, kręcąc zmysłowo biodrami. Jej kobiecość biła po oczach, jednak zdawało się, że ona sama nie ma tego świadomości. Nie była nachalna w swoich ruchach. One wręcz płynęły i to niezwykle naturalnie. Stanęła na brzegu tak, że fale tylko muskały jej kostki. Odwróciła się i spojrzała w stronę, w którą udał się goryl z kolegą. Pewnie z nadzieją, że jej ukochany przybiegnie do niej, chwyci ją w ramiona i odwzajemni dotyk, którego tak potrzebowała, sądząc po jej nieudanych próbach sprzed chwili. Robert podziwiał ją teraz w całej okazałości. Jej zielone bikini z dość mocno wyciętym dołem zniewalająco podkreślało krągłe pośladki. Góra od kostiumu, w tym samym kolorze co majtki, uwydatniała niewielkie, lecz kształtne piersi. Dalej utwierdzał się w przekonaniu, że to kobieta idealna. Mogłoby to się wydawać bardzo powierzchowne, że oceniał ją jedynie na podstawie tego, co widział, ale nic innego mu nie zostało. W tym momencie jedyne, czego pragnął, to ją poznać. Dowiedzieć się, co lubi robić, jeść; skąd przyjechała; jak ma na imię jej pies, jeśli go ma. Chciał wiedzieć o niej wszystko. Nie mógł jednak do niej tak po prostu podejść. Nie chciał żadnej zadymy, kiedy goryl wróci i zobaczy, że on znów kręci się koło jego dziewczyny. Choć nabierał coraz wyraźniejszych podejrzeń, że ten cały Ignaś okazał zainteresowanie Heleną wyłącznie na pokaz – rzeczywiście tylko po to, by zaznaczyć teren. Robertowi zrobiło się żal, gdy Helena stała tak chwilę na brzegu i szukała swojego chłopaka tęsknym wzrokiem.
– Będę o ciebie walczył, jak będzie trzeba, maleńka – szepnął do siebie.
Wreszcie kobieta odwróciła się twarzą do wody i weszła głębiej, by popływać. Robert cały czas pilnował jej wzrokiem. Fale były duże, ale nie obowiązywał zakaz kąpieli. Mimo to mężczyzna wiedział, że morze bywa zdradliwe, a gdyby coś się wydarzyło, to ekipa z koca nawet nie potrafiłaby powiedzieć, co stało się z dziewczyną.
– Zajebiści kumple, nie ma co – mruknął pod nosem Robert, spoglądając krótko na hałasującą grupę, która cały czas świetnie się bawiła.
Goryla i grubasa nadal wśród nich nie było. Słowa Roberta usłyszał Radek, który właśnie wrócił na miejsce.
– Co jest? Jacy kumple? – zainteresował się, siadając obok.
– O, tamci. – Machnął ręką na wesołą gromadkę. – To znajomi Heleny, którzy totalnie ją olali.
– O czym ty mówisz?
Robert szybko nakreślił przyjacielowi sytuację, a po chwili dyskretnie wskazał wychodzącą z wody kobietę i rzucił:
– Zobacz, to ona.
– No, no, stary. Ty to masz gust, nie powiem… Nie dziwię się, że się tak nią jarasz.
Robert nie skomentował słów Radka. Napawał się pięknem dziewczyny, śledząc każdy jej ruch, najmniejszy nawet gest. Podeszła do ekipy z koca, owinęła się ręcznikiem, wzięła kapelusz, klapki i sukienkę i bez słowa odeszła od nich w kierunku schodów.
– Co ty wyprawiasz? – zapytał Radek kolegę, który zerwał się na równe nogi i zbierał swoje rzeczy.
– Idę za nią. Muszę.
– Stary, daj spokój. Będziesz ją teraz śledził jak jakiś psychopata?
– Nie. Nie wiem… Ale muszę coś zrobić. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby teraz odjechała, a ja bym nic nie zrobił. Rozumiesz? Zobaczę chociaż, czy wszystko okej. Oni wszyscy ją olali. Dam jej spokój, jeśli mnie spławi.
– A czemu miałaby cię nie spławić? Przecież ma faceta! – Radek próbował przemówić Robertowi do rozsądku.
– Oj, ma, ma. No ma, no i co? On się nią nawet nie interesuje, to co to za gościu? Jak można się nie interesować taką kobietą…? Dobra, idę. Później się złapiemy. – Robert pobiegł za Heleną. Dziewczyna znajdowała się wystarczająco daleko. Miał więc pewność, że nikt nie zarzuciłby mu maniakalnego śledzenia.
Szedł za nią, pilnując bezpiecznej odległości i próbował wymyślić plan. Nic nie przychodziło mu do głowy. W ogóle nie wiedział, co wyprawia. Nie chciał tego przed sobą przyznać, ale prawda była taka, że pragnął odbić Helenę gorylowi. Nie znał realiów, a wmówił sobie, że ten cały Ignaś na nią nie zasługuje.
– Nie, to niemożliwe – odezwał się do siebie, gdy Helena skręciła w uliczkę, przy której znajdował się jego hotel.
Weszła jednak do budynku obok. Robert nie wiedział, co dalej, ale był szczęśliwy, że nie stracił jej z oczu i że miał ją tak blisko. Ciągle widział szansę. Blokował w głowie myśli, które próbowały przemówić mu do rozsądku. Nie zamierzał ich słuchać, bo choć doskonale wiedział, że to, co robi, jest niewłaściwe, to nie wyobrażał sobie choćby nie spróbować… W tym wypadku serce zdobyło miażdżącą przewagę nad rozumem.
Wszedł do pokoju hotelowego, wziął prysznic, owinął biodra ręcznikiem, otworzył drzwi balkonowe i zajął się szukaniem w walizce ciuchów do przebrania. Nagle usłyszał z zewnątrz stłumione krzyki. Zainteresowany tym, co się dzieje, wyszedł na balkon. Przez chwilę starał się odnaleźć wzrokiem miejsce, z którego dobiegają głosy. Po kilku sekundach ujrzał w sąsiednim hotelu, na piętrze powyżej, kłócącą się parę.
Czy to możliwe? – zapytał sam siebie w myślach i zmrużył oczy, by lepiej się przyjrzeć. – To… ona? Tak, to bez wątpienia Helena i jej goryl. Robert stanął jak wryty, przysłuchując się awanturze.
– Dałam ci ostatnią szansę, pamiętasz?! – usłyszał przez uchylone w ich pokoju okno. – A ty co? Traktujesz mnie jak jakiegoś śmiecia! Jak nic niewartą szmatę, którą możesz zaspokoić swoje potrzeby, kiedy najdzie cię ochota! Mam dość! Rozumiesz? Kochałam cię, ale mam dość!
– Ha! – zaśmiał się lekceważąco goryl. – No i co ty beze mnie niby zrobisz? Ja takich panienek jak ty mogę mieć na pęczki. Traktuję cię dokładnie tak, jak na to zasługujesz! Słyszysz, szmato?
Po tych słowach Helena się rozpłakała. Goryl szarpnął ją, przycisnął do ściany obok drzwi balkonowych i powiedział coś, czego Robert nie zdołał usłyszeć. Mężczyzna poczuł, że zaraz wybuchnie… Zarzucił na siebie szybko koszulkę, naciągnął spodenki, włożył buty i wybiegł z pokoju, nie zamykając nawet drzwi na klucz. Wiedział, że nie może pozwolić temu palantowi obrażać kobiety, a już tym bardziej TEJ kobiety. Nie wiedział jeszcze, jak ich znajdzie ani co dokładnie zrobi, ale adrenalina, która właśnie w nim buzowała, sprawiała, że w ogóle się tym nie przejmował. Nie musiał, bo gdy tylko zatrzymał się przed drzwiami sąsiedniego budynku, goryl z impetem wyszedł na zewnątrz. Robert stanął mu na drodze.
– Co jest, koleś? – wypalił zdenerwowany goryl, próbując go minąć.
Mimo że Robert cieszył się wysoką, sportową sylwetką, Ignacy był znacznie bardziej postawny i umięśniony, ale w tej chwili nie miało to żadnego znaczenia. Mężczyzna nie zamierzał go przepuścić.
– Nikt cię nie nauczył, jak należy traktować kobiety?! – zapytał stanowczo Robert.
– O co ci, kurwa, chodzi, debilu? – spytał i, zanim Robert zdążył coś powiedzieć, dodał: – Ach, no tak. Jesteś tym fagasem z mola. Widziałem, jak się ślinisz na moją laskę. Spierdalaj stąd i się nie wtrącaj.
– A ja widziałem, jak ją szarpiesz, i słyszałem, jak ją nazywasz. Ona tam przez ciebie płacze, rozumiesz to? – Wskazał hotelowe okna. – Nie masz prawa jej tak traktować!
– A ty nie masz prawa mówić mi, co mam robić! – odkrzyknął i w jednym momencie uderzył Roberta pięścią w twarz z taką siłą, że ten gwałtownie wylądował na trawie rosnącej wzdłuż chodnika.
Robert odruchowo złapał się za nos i nadal leżąc na ziemi, z niedowierzaniem przyglądał się oprawcy.
– I mówiłem ci! – krzyknął goryl, odchodząc: – Spierdalaj stąd!
Robert podnosił się powoli. W tej chwili z hotelu wybiegła zaaferowana Helena, która widziała zajście przez okno.
– Wszystko z tobą dobrze?
Zbliżyła się, by z troską obejrzeć obitą twarz.
Mimo napuchniętych od płaczu oczu nadal wyglądała pięknie. Miała teraz na sobie krótkie dżinsowe szorty i biały top na cienkich ramiączkach, nieco odkrywający płaski brzuch. Nie włożyła biustonosza, co Robert dostrzegł przez prześwitujące, delikatnie odstające sutki. Na ten widok mężczyzna w głębi duszy podziękował Bogu za to, że oberwał.
– Nic mi nie jest – odpowiedział i zerwał się na równe nogi. Ująwszy Helenę delikatnie za ramię, zapytał: – A z tobą? Nic ci nie zrobił?
– Nie – zapewniła krótko i cofnęła się o krok, zwiększając dystans. Zaraz potem nieco przestraszona dodała: – Śledzisz mnie?
– Co? Nie, nie! Mieszkam w tym hotelu – wytłumaczył, wskazując budynek. Nie mógł się przecież przyznać, że rzeczywiście ją śledził… – Usłyszałem z pokoju kłótnię, wyszedłem na balkon i okazało się, że to ty… Nie mogłem znieść tego, jak on cię traktuje. Musiałem coś zrobić.
Helena spuściła wzrok.
– Hej… – zagadnął Robert, łapiąc dłoń kobiety. Ich spojrzenia znów się spotkały. Jej pełne bólu oczy patrzyły na niego oczekująco. Mężczyzna odezwał się czule: – To nie twoja wina, rozumiesz?
Nie odpowiedziała. Zabrała dłoń i znów na moment ukryła wzrok. Zorientowała się, że wystawia się za mocno na pokaz. Splotła ręce na wysokości klatki piersiowej, tak by zasłonić odstające sutki. Stali przez chwilę w milczeniu, gdy nagle Helena, odruchowo rozluźniając swoją przybraną wcześniej postawę i odsłaniając tym samym znów to, co przyprawiało Roberta o zawrót głowy, odezwała się:
– Krew ci leci.
– Co? – Oprzytomniał, bo zdał sobie jednocześnie sprawę z tego, że chyba zbyt intensywnie spogląda na biust Heleny.
– Z nosa. Leci ci krew z nosa. Chodź – zarządziła i tym razem to ona chwyciła go za dłoń i pociągnęła za sobą – trzeba to opatrzyć. Mam w pokoju apteczkę.
Robert nic nie odpowiedział i bez słowa podążał za kobietą swoich marzeń. Gdy weszli do pokoju, Helena kazała mu usiąść przy stoliku i poszła do łazienki po potrzebne środki. Nie mógł uwierzyć w to, że siedział w miejscu, w którym kilka chwil wcześniej jego wymarzona kobieta przeżyła piekło. Było mu jej strasznie żal. To przecież ona jest tu ofiarą, a zajęła się nim bez zastanowienia niczym najlepsza opiekunka na świecie. Nieustannie robiła na nim coraz większe wrażenie. Już teraz widział, że jest wyjątkowo wrażliwą osobą. Rozejrzał się po pokoju. Wszędzie walały się rzeczy jej – miał cichą nadzieję, że już byłego – chłopaka. Przy balkonie leżała męska pianka do surfingu.
Czyli jednak gorylsurfer – przyznał sobie rację w myślach. Pod oknem walała się torba podróżna z rozwalonymi na cztery strony świata męskimi ubraniami. Rzeczy Heleny leżały starannie poukładane w szafie. Robert zauważył też przedartą firankę, która być może ucierpiała na skutek niedawnej szarpaniny. Na środku niewielkiego, choć ładnego, pokoju stało duże małżeńskie łóżko. Czy ona w ogóle była z nim szczęśliwa? Czy kiedykolwiek dawał jej to, na co zasługiwała? Przysiągł sobie w głowie, że jeśli jego plan się ziści i Helena kiedykolwiek się nim zainteresuje, będzie o nią dbał najlepiej na świecie i da jej to, czego zapragnie. Znów miał nadzieję…
Po chwili wróciła do pokoju i zaczęła delikatnie opatrywać jego rany. Zatracił się w jej dotyku – podobnie jak wcześniej w spojrzeniu. Głowę miał teraz na wysokości jej piersi, ale Helena tak skupiła się na pomocy, że nie zwróciła na to uwagi. Robert czuł wyraźnie jej piękny zapach. Nie znał się na mieszance aromatów, ale tę woń kojarzył z kwiatami.
– A co, jeśli wróci go… to znaczy Ignaś… Ignacy, tak? – zapytał wreszcie, choć obawiał się odpowiedzi.
– Nie wróci tak szybko. Znając go, teraz poszedł się napić, a potem pewnie wpadnie po rzeczy. Będzie spał u znajomych – odpowiedziała cicho Helena.
– Posłuchaj… Naprawdę mi przykro, że cię to spotkało. On na ciebie nie zasługuje, a ty nie zasługujesz na takie traktowanie.
– Gotowe. – Helena odsunęła się i dodała spokojnie: – Nie chcę o tym rozmawiać…
– Rozumiem – przyznał mężczyzna. – Bardzo ci dziękuję, że się mną tak zajęłaś.
– Nie ma sprawy. Ja dziękuję, że się za mną wstawiłeś…
Robert wstał i choć bardzo tego nie chciał, skierował się do wyjścia. Wiedział, że nie powinien zostawać. Podeszła za nim do drzwi. Odwrócił się do niej i zapytał:
– Na pewno jesteś tu bezpieczna? Nie zniósłbym, gdyby coś ci się stało…
– Dlaczego? – Uniosła brew w zdumieniu.
– Naprawdę cię to dziwi? – spytał równie zaskoczony.
Nie bez powodu przecież zareagował, gdy działa jej się krzywda. Nie ukrywał swojego zauroczenia nią. Na pewno to zauważyła.
Nie odpowiedziała.
– Jakbyś czegoś potrzebowała, szukaj mnie w sąsiednim hotelu. Pokój numer trzydzieści siedem. Wieczorem bawię się na kawalerskim kumpla, ale poza tym przychodź, kiedy chcesz.
Sam nie wiedział, w jakim celu to powiedział, ale stało się. Patrzyła na niego oniemiała.
Niespiesznie wrócił do siebie. Na szczęście pod jego nieobecność nic nie zginęło. Najprawdopodobniej nawet nikt nie zauważył, że drzwi przez cały czas pozostały otwarte. Bez namysłu wyszedł na balkon, by sprawdzić, co u Heleny. Nie dostrzegł jej jednak, a okno było już zamknięte. Zdał sobie sprawę, że zachowuje się jak stalker. Wszedł do środka i w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Przez ułamek sekundy pomyślał, że może to ona… Może poczuła to, co on, i pomyślała, że nie warto tracić czasu. Mrzonki wybił mu z głowy stojący za drzwiami Radek.
– Ooo, stary! Tak czułem, że sobie nagrabisz – wypalił na widok obitej twarzy kolegi, wpakował się do środka i rozwalił na łóżku. – Opowiadaj.
Robert nie szczędził szczegółów, a gdy skończył, Radek skwitował:
– Czyli jednak dobrze wyczułeś sytuację. Brawo. Skoro tak ci na niej zależy i jest szansa, że uwolni się od tego bandyty, to nie odpuszczaj. Walcz o nią.
– Dzięki, stary.
– Chłopaki już są. Idę do siebie i widzimy się za godzinę.
– Jasne, na razie.
Robert położył się na łóżku, by chwilę odpocząć. Przyjechał rano do Międzyzdrojów. Miał tylko spędzić wieczór kawalerski najlepszego kumpla i wrócić następnego dnia do Szczecina, gdzie mieszkał i pracował jako agent nieruchomości. Tymczasem zdążył już dostać w pysk i poznać miłość swojego życia. Wierzył, że to ona. Cios wymierzony przez Ignasia nie wybił mu Heleny z głowy. Wręcz przeciwnie. Dzięki oberwaniu w mordę przeżył krótkie, choć jakże subtelne, spotkanie z Heleną. Poza tym teraz miał już pewność, że jej obecny związek to jedna wielka pomyłka. Nie przestawał o niej myśleć. W głowie ciągle miał jej obraz i głos. Widział zielone oczy, pełne usta, zgrabny nos. Miał przed oczami jej włosy, piersi, płaski brzuch i długie nogi. Czuł jej zapach.
Leżał przez chwilę i próbował wymyślić, co dalej. Spojrzał na zegarek i spostrzegł, że zrobiło się późno. Włączył głośno muzykę i podniósł się z łóżka. Włożył przygotowany wcześniej dopasowany, czarny T-shirt i lniane, granatowe spodnie. Podszedł do lustra, by uczesać włosy. Spojrzał na swoje odbicie. Rzeczywiście oberwał. Mała rana zdążyła się już zasklepić, ale opuchlizna między okiem a nosem wyglądała świeżo. Wiedział, że tego wieczoru czeka go mnóstwo pytań o limo, ale się tym nie przejmował. Najważniejsza była Helena i to, co dalej. Starannie ułożył czarną czuprynę przy pomocy odrobiny żelu. Gdy zmywał z dłoni resztki produktu, usłyszał pukanie do drzwi.
– Otwarte, wchodź! – krzyknął z łazienki pewien, że zwraca się do Radka.
Drzwi się otworzyły, lecz kumpel nic nie powiedział. Ku zdziwieniu w progu ujrzał nie Radka, lecz Helenę. Stała w wąskim przedpokoju i patrzyła się bez słowa na Roberta. Ubrana była tak jak wcześniej, ale miała już na sobie biustonosz. Wyglądała, jakby znów niedawno płakała. Po chwili Robert spostrzegł, że za nią stoi dość duża srebrna walizka.
– Myślałem, że to Radek. To znaczy kumpel – tłumaczył się i szybko ściszył muzykę. – Coś się stało?
– Mówiłeś, że mogę przyjść… – odezwała się niepewnie.
– Tak, tak, jasne, wejdź, proszę. – Oprzytomniał. – Przepraszam za bałagan, miałem właśnie wyjść na ten kawalerski. Czy coś się stało? – powtórzył pytanie.
– Wrócił do hotelu. Był pijany i agresywny. Kazał mi się wynosić… Przepraszam, nie miałam dokąd pójść – dodała nieśmiało.
– Zrobił ci coś? – zaniepokoił się.
– Nie. Nie słuchałam tego, co mówi, choć mówił okropne rzeczy. Szybko spakowałam rzeczy i przyszłam.
– Potrzebujesz teraz czegoś? Nie wiem… Jesteś głodna albo chcesz pogadać? Mam iść i zrobić z nim porządek?
– Nie. Nie chcę nikogo narażać. Nie mam ochoty jeść. Chcę po prostu trochę spokoju.
Zastanowił się przez moment.
– Dobra. Zróbmy tak: tu, w minilodówce, mam jakieś rzeczy do jedzenia, a tu herbatę, wodę i kawę. Tu czysty ręcznik, bo ja użyłem tylko jednego. Jeśli chcesz wziąć prysznic, to śmiało, korzystaj. Ja pójdę na ten kawalerski, a ty tu zostań, prześpij się, jeśli chcesz. Jutro pomyślimy, co dalej. Wrócę rano albo prześpię się u kumpla. Nie będę cię budził – zarządził, szybko porządkując swoje rzeczy, tak by Helena poczuła się komfortowo.
– Naprawdę? Mogę tu zostać?
– Przecież sam cię zaprosiłem – potwierdził, nie kryjąc zadowolenia.
Cieszył się teraz, że zbyt późno zarezerwował pobyt w hotelu i z tego powodu musieli mieć z Radkiem dwa osobne pojedyncze pokoje zamiast, jak planowali wcześniej, jednego wspólnego.
– Nie chcę cię wypędzać. Nie musisz spać u kumpla. To przecież twój pokój.
– Dobrze, to wrócę i położę się na podłodze. Zgłoszę tylko w recepcji, że mam gościa i poproszę o drugą kartę.
– Dopłacę za siebie.
– Nie martw się tym. Jeśli czegoś byś potrzebowała, dzwoń o każdej porze – podkreślił i pospiesznie wyciągnął z portfela swoją wizytówkę z numerem telefonu.
– Nie wiem, jak mam ci dziękować.
– Nie musisz. Odpocznij sobie. Jeśli chciałabyś pogadać, to też po prostu zadzwoń – poprosił i w tym momencie znów rozległo się pukanie do drzwi.
Tym razem to Radek. Robert szybko pożegnał się z Heleną, wsunął na stopy białe trampki za kostkę i wyszedł. Nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Że jego idealna kobieta przebywa teraz w jego pokoju hotelowym. Żałował, że musi ją zostawić samą. Chciałby przebywać przy niej cały czas. Mimo to wiedział, że nie może zawieść przyjaciela. Przecież miał być świadkiem na jego ślubie. Po części więc odpowiadał za ten wieczór. Dodatkowo przemawiał do niego fakt, że Helena na pewno chciała teraz być sama. Pewnie, gdyby poprosiła, by został, nie wahałby się ani minuty. Liczyłby na to, że Radek zrozumie. Tak. Na pewno by został.
Sytuacja jednak wyglądała inaczej. Wiedział też, że i tak nie będzie mógł się skupić na niczym innym, ale obiecał sobie, że dla Radka chociaż się postara. Schodząc po schodach, w skrócie opowiedział przyjacielowi, co się wydarzyło. Na dole podszedł do recepcji, zorganizował dla siebie drugą kartę do pokoju i opłacił nocleg Heleny. Na szczęście obeszło się bez czepiania o to, że to jednoosobowy pokój. Przed hotelem mężczyźni spotkali się z resztą ekipy, gośćmi na wieczorze kawalerskim Radka.
Podczas imprezy Robert naprawdę starał się dobrze bawić i nie uciekać myślami do Heleny. Choć było to trudne, momentami się udawało. Nie przesadzał z alkoholem. Po rozpoczęciu wieczoru zaliczył jednego drinka, a potem piwo. Wiedział, że pod żadnym pozorem nie może wrócić pijany do pokoju. Nie miał z tym problemu. Chociaż czasami się to zdarzało, nie miał bowiem w zwyczaju, by się upijać do nieprzytomności. Początkowo musiał się tłumaczyć przed znajomymi, za co oberwał, ale mówił tylko, że stanął w obronie nieznajomej. Nie zagłębiał się w szczegóły. O nich wiedział tylko Radek. Reszta chłopaków to koledzy z pracy pana młodego. Robert co chwilę łapał się na tym, że wyciągał telefon, by sprawdzić, czy Helena niczego od niego nie potrzebuje. Gdy zrobiło się późno i przypuszczał, że kobieta po prostu śpi, sięgał po urządzenie już znacznie rzadziej.
Impreza trwała do białego rana. Wrócił do hotelu około czwartej. Delikatnie włożył kartę do czytnika na ścianie i po cichu wszedł do środka. Zamknął ostrożnie drzwi i zdjął buty. Przez moment przeszło mu przez myśl, że może jej już nie ma… Skierował się do łazienki, lecz w tym momencie Helena poderwała się z łóżka.
– Przepraszam. Nie chciałem cię obudzić. Starałem się być najciszej, jak umiem – kajał się.
– Już nie spałam.
– Ach… To trochę mi ulżyło. Ale zdrzemnęłaś się chociaż?
– Tak, dziękuję. Bardzo wygodne łóżko. – Helena uniosła kącik ust pierwszy raz od wielu godzin. Poprzednim uśmiechem obdarzyła go jedynie na molu. Potem już nikomu z nich nie było do śmiechu. – Wieczór się udał?
– Tak, pan młody zadowolony, goście też, więc myślę, że całkiem udany. – Robert usiadł na krześle naprzeciw Heleny. – Potrzebujesz czegoś?
Zastanowiła się.
– Właściwie… masz może ochotę na spacer? – zapytała, patrząc Robertowi w oczy, lecz szybko dodała: – Nie, przepraszam, bez sensu. Na pewno jesteś wykończony i chcesz spać. Będę się zbierać. Może złapię już jakiś pociąg do Szczecina.
Robertowi zabiło szybciej serce.
– Nie. Zostań. Ja bardzo chętnie pójdę z tobą na spacer. Może to dziwne, ale wcale nie chce mi się spać – wytłumaczył szybko. – Jesteś ze Szczecina?
Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Cóż to, jeśli nie przeznaczenie…?
– Tak.
– Świetnie – zareagował entuzjastycznie. – To problem się rozwiązał sam. Wrócimy razem. Przyjechałem tu z kumplem samochodem.
– Też jesteście ze Szczecina?
– Nieźle, co? – zapytał, nadal nie dowierzając. – To co, idziemy?
– Tylko coś na siebie zarzucę. – Wstała i wygrzebała z walizki sweter. Założyła go na zieloną koszulkę, w której spała.
Znów nie miała biustonosza, co Robert zauważył, gdy tylko do niej podszedł. Wzięła jeszcze coś z walizki i zniknęła w łazience. Po chwili wyszła przebrana w długą zwiewną spódnicę. Wsunęła na stopy sandały, w których wcześniej przyszła, i oznajmiła, że jest gotowa. Robert poderwał się i na wypadek, gdyby było chłodno, zdjął z wieszaka cienką kurtkę.
Początkowo szli obok siebie w milczeniu. Bez słowa kierowali się w stronę plaży, jakby była to jedyna możliwa droga. Nie umawiali się, dokąd idą. Po prostu każde z nich wiedziało. W końcu Helena zdecydowała się mówić:
– On nie zawsze taki był – zaczęła. – Kiedyś było nam razem dobrze. Potem coś się zepsuło. Rozstawaliśmy się i schodziliśmy po kilka razy. Miesiąc temu dałam mu ostatnią szansę. Zawiódł i tym razem, więc teraz to już koniec na zawsze. Masz rację, nie dam się tak traktować. Mnie też właściwie już nie zależało tak jak wcześniej…
Robert nic nie powiedział. Patrzył na nią. Była teraz spokojna i nadal tak samo piękna.
– Chwilę po tym, jak zostałam sama w pokoju, wyszłam na balkon. Rzeczywiście nie trzeba być stalkerem, żeby wiedzieć, co dzieje się naprzeciwko – parsknęła Helena. – Nie był sam. I najwyraźniej świetnie się bawił…
– Naprawdę bardzo mi przykro – wykrztusił Robert.
To jedyna rzecz, która w tamtym momencie przyszła mu do głowy. I rzeczywiście było mu bardzo przykro, że to wszystko spotkało tę wyjątkową istotę. Marzył o tym, by móc ją przytulić, choć wiedział, że na to zdecydowanie za wcześnie.
– Popatrz, wschód słońca! – ucieszyła się. Robert znów zobaczył w niej tę małą dziewczynkę z lalką. – Zawsze chciałam go zobaczyć na plaży. Usiądziemy?
– Jasne.
Rozłożył przed nią swoją kurtkę tak, by mogła na niej usiąść. Podziękował sobie w duchu za to, że ją wziął. Sam ulokował się obok. Siedzieli tak chwilę, patrząc na przebijające się przez horyzont słońce. Pogoda dopisała wysoką jak na tak wczesną godzinę temperaturą oraz bezchmurnym niebem. Panował bezwietrzny spokój. Znaleźli się sami pośrodku plaży, a w tle słyszeli jedynie szumiące delikatnie fale. Widząc ich, można by pomyśleć, że to zakochana do szaleństwa para wybrała się na romantyczny spacer przy wschodzie słońca. Robert czuł się szczęśliwy mimo całej niezbyt radosnej przecież historii dziewczyny. Uważał jednak, że dobrze się stało, że uwolniła się od goryla.
Spojrzał na Helenę. Siedziała na jego rozłożonej na piasku kurtce, trzymała się za kolana, zamknęła oczy i delikatnie się uśmiechała. Wydawała się spokojna. Oddychała głęboko – dokładnie tak, jakby zrzuciła z barków ogromny ciężar, który ją blokował i nie pozwalał pójść dalej. Mimo smutku, który na pewno ją przepełniał, sprawiała wrażenie szczęśliwej.
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Dedykacja
Rozdział 1
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Dedykacja
