Hagar. Pominięta czy odnaleziona przez szczęście - Debora Sianożęcka - ebook

Hagar. Pominięta czy odnaleziona przez szczęście ebook

Debora Sianożęcka

0,0

Opis

Ta książka jest o kobiecie, którą dręczyło pytanie: "Czy jestem bardziej dostrzegana niż ta inna?" Pytanie, które niszczy dziś wiele kobiet. Nie jest to jednakże książka tylko dla kobiet, bo pragnienie zauważenia, poczucia godności, ważności własnej osoby jest w środku każdego z nas, każdej kobiety i każdego mężczyzny.

Hagar uczy nas, że Bóg jest naszym Ojcem, dla którego jesteśmy ukochanym dzieckiem, niezależnie od tego, co myślą o nas inni. On nadaje sens naszemu życiu, szczególnie wtedy, gdy jest trudno. Warto sięgnąć do jej historii, bo jest spora szansa, że znajdziemy w niej siebie... mnie się to przytrafiło.

Agnieszka Hudaszek

 

(…) w każdym z nas, jest zarówno księżniczka, jak i niewolnica. (…) biblijne małżeństwo Sary i Abrahama stało się w książce kanwą do krótkiego rozważania o świętości sakramentu i zarysowania niebezpieczeństwa wpuszczania osób trzecich do związku.

 

Sara Kapera

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 223

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Okładka

Strona tytułowa

Debora Sianożęcka

Hagar

Pominięta czy odnaleziona przez szczęście

Strona redakcyjna

Korekta: Barbara Gąsiorowska-Panek

Skład, łamanie, projekt okładki: Anna Drewniak-Smak

Rysunek „Hagar” na okładce: Augustyn Pelanowski OSPPE

© Debora Sianożęcka 2017

© paganini Kraków 2017

ISBN 978-83-89049-61-2 druk

ISBN 978-83-89049-62-9 pdf

ISBN 978-83-89049-63-6 epub

ISBN 978-83-89049-64-3 mobi

Sklep:

31-135 Kraków, ul. Batorego 19

Księgarnia internetowa:

www.paganini.com.pl

Dział handlowy:

[email protected]

tel.: 12 423 42 77

Debora Sianożęcka

ZROZUMIEĆ SIEBIE

Iluż ludzi myśli o sobie, że jest zbędną anomalią na świecie, kimś absolutnie nieprzystosowanym i niepotrzebnym, nieudacznikiem, a nawet kimś złym, egzemplarzem ze średniowiecznego bestiariusza, kimś przypadkowym i niebędącym spełnieniem wymagań społecznych, religijnych, psychologicznych, estetycznych ani kulturowych. I absolutnie nie mam na myśli ludzi spod tęczowej flagi, lecz tych, którym została tylko droga w pustkę, w pustynię świata, tych, którzy nie widzą jeszcze celu, choć mają wzrok niechybiającego łucznika.

Pierwsza księga Biblii, Księga Rodzaju, wypełniona jest tematami fundamentalnymi dla historii świata i ludzkości. Oto bowiem czytamy o stworzeniu świata i o powołaniu do życia pierwszych ludzi, o grzechu pierworodnym i o pierwszych patriarchach takich jak Noe, który zostaje wraz z rodziną ocalony z wielkiego potopu. Przyglądamy się temu, jak wyglądała odbudowa świata po katastrofie, jaką było zniszczenie przez wody potopu. Na tle takiego biblijnego krajobrazu pojawia się nieznany nikomu nomada Abram (później zwany Abrahamem), przyjaciel Boga, którego najważniejsze wydarzenia życiowe, niczym kamienie milowe, opisują poszczególne rozdziały Księgi Rodzaju. I nagle na horyzoncie tych wszystkich przełomowych dla ludzkości wydarzeń pojawia się jakaś niewolnica o imieniu Hagar, pozornie nic nieznacząca kobieta, o której nawet komentarze rabiniczne prawie nie wspominają, podobnie jak komentarze chrześcijańskie, czyniąc ją na tle pierwszych matek Izraela „nieproszonym gościem”. Wystarczy choć chwilę pomyśleć, jakiej odpowiedzi udzieliłby każdy z nas na pytanie: „Z jakimi postaciami kojarzy ci się pierwsza księga Biblii?”. Czy w naszych odpowiedziach znalazłaby się Hagar? Nie sądzę. Ginie ona wśród tych wszystkich „wielkich” bohaterów z początków dziejów ludzkości, rodzącego się Izraela, a później chrześcijaństwa. Jednak to właśnie w niej, w Hagar, dopatrzeć się można symbolu tego, jak z Synagogi wyłania się Kościół.

Hagar jest kobietą niezwykłą, choć przyglądanie się jej wymagało ode mnie pewnego „oswojenia”, zbliżenia się do niej, a przede wszystkim intencji podpowiedzianej przez Boga. Im więcej poświęcałam jej czasu, tym bardziej mogłam doświadczyć tego, jak bardzo ta kobieta ma bogate wnętrze, jak bardzo wyjątkowa jest jej osobowość. Nie można ulec pokusie szybkiej oceny jej życia i jej postępowania – to byłoby zbyt nudne i zbyt łatwe, i zbyt powierzchowne. Za Hagar trzeba trochę pochodzić, poprzyglądać się temu, co robi, a na pewno... zajrzeć w jej oczy i zobaczyć, co ukrywa się w ich głębi. W tekście biblijnym mówiącym o tej kobiecie oczy mają wyjątkowo symboliczne znaczenie. W Biblii, tak jak w życiu, nie ma przypadków i nie ma istnień niepotrzebnych. Hagar nigdy nie została nazwana żoną Abrahama. Niewolnica wpisana w rodowód Abrahama, któremu rodzi syna o imieniu Izmael, zdaje się pewną anomalią. Ale czy tylko dlatego jest zapisana w tym rodzinnym drzewie, bo urodziła dziecko? Przecież niejedna niewolnica czy nałożnica rodziła wówczas dzieci!

Przemiana życia tej kobiety naprawdę jest niesamowita! Jest nie tylko pierwszą kobietą, ale pierwszym człowiekiem w Biblii, w którego życie wpisuje się doświadczenie pustyni! Jest także pierwszą kobietą, która rozmawia z Aniołem! I właśnie to spotkanie z Aniołem staje się przełomem w jej życiu, albowiem stopniowo zachodzi w niej samej przemiana. Gdy pojawia się przy niej Anioł, wtedy z życia Hagar znikają Abraham i Sara. Na skutek wewnętrznej przemiany Hagar nie partycypuje już w życiu innych osób, ale idzie swoją własną drogą – szuka swojej wartości, swojego życia i swojego sensu! Nie można pominąć i tego, że to pierwsza kobieta w Biblii, która nie ma męża – kolokwialnie rzecz ujmując – to kobieta bez faceta, która jednak staje się cichą bohaterką uwolnionej historii życia. W jej historii możemy usłyszeć głos Ewangelii Jezusa Chrystusa, od której Hagar dzieli wiele biblijnych ksiąg, a której jest ona także zapowiedzią. Chrystus bowiem mówił o poświęceniu niektórych uczniów dla Królestwa w wolności od związków małżeńskich. To Ewangelia, która stawia na osobę, a nie na płeć – w tym sensie, że zarówno kobieta, jak i mężczyzna ma w oczach Boga tę samą wartość, te same prawa. Trudno jest pomyśleć o Hagar jako o osobie fikcyjnej, wymyślonej, choćby dlatego że w epoce Abrahama kobieta bez męża była „niczym”, nie mogła być wzorem literackim. Jest pierwszą bardzo po ludzku przedstawioną kobietą, jest bardzo wypełniona emocjami, jest zbyt realna, zbyt żywa, by można o niej pomyśleć, że to postać wymyślona! Żaden szanujący się Ojciec Kościoła ani żaden żydowski komentator Tory nie uznał jej za osobę, której warto poświęcić większą uwagę. Pomijana w życiu i pomijana pośród teologów, wydaje się niewygodnym tematem do medytacji.

Podobnie jak Hagar czuje się dziś wiele osób, które mają wrażenie, że ich życie jest nieprzystosowane do współczesnego świata. Hagar stanowi anomalię w symfonii zgodnego chóru biblijnych bohaterów. Ale czy rzeczywiście anomalia w kompozycji muzycznej jest nudna? A może właśnie staje się ubogaceniem linii melodycznej przyciągającej ucho wytrawnych koneserów dźwięków? Zwykle to, co odbiega od przewidywalnych wzorców, okazuje się nie tyle nienormalne, ile wyjątkowe, i przez to tym cenniejsze. Czy tylko Abel był figurą Jezusa, czy również Kain, który nosił znamię, czyli znak krzyża, by go chronił przed śmiercią? A Absalom – czy był buntownikiem zasługującym na śmierć, czy też przypomina Jezusa powieszonego na krzyżu, gdy umiera na terebincie z trzema włóczniami wbitymi w ciało? A czy życie Hagar poza rodziną, życie pustynne, nie wpisuje się w ruch pierwszych pustelników egipskich choćby ze Sketis, wyznaczając drogę do Boga w dystansie wobec świata? Może jest pierwszą pustelniczką, obok Marii Egipcjanki [1], Thais[2], Pelagii[3] i nawet Marii Magdaleny? Nie były chyba dziewicami z natury, lecz z łaski. Wszystkie miały za sobą nawrócenie i wszystkie miały przed sobą tylko pustynię. Jaka moc daje kobiecie oparcie, by samotność nie była dla niej przekleństwem, lecz błogosławieństwem? Jak patrzeć na swoją historię i w przyszłość, by dostrzegać nie to, co się narzuca, ale to, czego się spodziewamy dzięki podpowiedziom Boga?

Jeśli człowiek chce siebie samego zrozumieć, pragnie pojąć i widzieć więcej, a więc rzucić więcej światła na to wszystko, co przeżywa, o czym myśli, czego doświadcza, by dobrze odczytać swoje przeznaczenie nadane mu przez Boga, to potrzebne jest związanie się z Biblią, a nawet w niej swoiste zamieszkanie. To jest pierwszy krok, drugi to życie w społeczności Kościoła, bo jest on Ciałem Mistycznym Chrystusa. W Kościele trzeba także w pewnym sensie zamieszkać, poczuć zwykłą świątynię, do której się chodzi na mszę, jako swój dom, w ogóle Kościół ujrzeć jako swoją rodzinę. A poza Kościołem, jak wiemy, nie ma zbawienia i dlatego tylko w Kościele jest możliwe zrozumienie Biblii. Konstytucja soborowa o objawieniu Dei Verbum mówi, że tylko w tym Duchu należy czytać Biblię, w którym została ona napisana, czyli w Duchu Świętym, a obecność tego Ducha mamy zagwarantowaną w Kościele.

Życie zapisanej w Biblii Hagar jest nie tylko historią z odległej przeszłości, ale także opowieścią o wielu z nas. Dlaczego? Dlatego że Biblia jest historią o nas, historią, która ma tchnienie Ducha Świętego. Nie jest dziełem wyłącznie ludzkim, lecz została napisana przez tych, którzy działali pod natchnieniem Ducha Świętego. To czyni tę Księgę wyjątkową, bo mamy w niej życiorysy widziane nie tylko okiem autorów ludzkich, którzy bezpośrednio spisywali je i wkomponowali w horyzont wieków, ale też są to życiorysy widziane, rozumiane i zinterpretowane przez samego Boga w świetle prawdy, którą jest On sam. Biblia jest więc cudowną anomalią na tle wszystkich ksiąg, jakie spisano na całym świecie we wszystkich czasach. Nie ma takiej drugiej. Dlatego też Biblia jest nie tylko zapisem historii z przeszłości, ale także prorokowaniem o przyszłości, sięgając aż po wieczność, gdyż są w niej obietnice dotyczące życia wiecznego w Bogu realizujące się już dzisiaj. Ktoś może zapytać: skąd wiemy o tym, że to, co jest napisane w Biblii, dotyczy również nas czy też będzie nas dotyczyło i z pewnością zrealizuje się w naszym życiu? Z odpowiedzią przychodzi Księga Koheleta, w której możemy przeczytać: „To, co jest, już było, a to, co ma być kiedyś, już jest (...)” (Koh 3, 15). Wcześniej, w pierwszym rozdziale tej Księgi czytamy: „To, co było, jest tym, co będzie, a to, co się stało, jest tym, co znowu się stanie, więc nic zgoła nowego nie ma pod słońcem. Jeśli jest coś, o czym by się rzekło: «Patrz, to coś nowego» – to przecież istniało to już w czasach, które były przed nami” (Koh 1, 9). W języku hebrajskim istnieją tylko dwa czasy: przeszły i przyszły, ale już w języku greckim istnieje czas teraźniejszy. Używa się go w części ksiąg, szczególnie Nowego Testamentu, może dlatego, żebyśmy mogli odnaleźć się w Słowie już dziś! Przed reformą soborową, począwszy od VII wieku, lekcje Ewangelii odczytywane na mszy zaczynały się od akapitu in illo tempore, czyli „w owym czasie”. Każde czytanie zaczynało się od określenia czasu, nadając mu znaczenie... nieprzemijające! Wiązać każde czytanie z konkretnym czasem w przeszłości, odczytując je jednocześnie aktualnie, sprawiało, że historia zbawienia była mocno wiązana z czasem w ogóle i aktualizowana współcześnie, wtedy kiedy ją odczytywano. Czas umyka, płynie, zmienia się, a jednak przez wieki ciągle odczytywane są te same teksty, które mówią o tamtym minionym czasie, jakby on się zatrzymał, a jednocześnie biegł. Ta sprzeczność jest wytłumaczalna jedynie z punktu widzenia wieczności. Odczytując w kościele Ewangelie, jesteśmy tu i tam, w tym czasie i w tamtym. Czas Kościoła i czas Biblii nie jest więc zwykłym przemijaniem, które zostawia tylko zmarszczki na obliczu pamięci, jest to przemijanie, które niczego nie niszczy w przeszłości; przemijanie, które traktuje przeszłość jako ciągle istniejącą i nieskończoną. W Bogu wszystko zostaje utrwalone na wieczność. Ojciec Kościoła święty Hilary stwierdza: „Bóg stał się czasowy, abyśmy my, ludzie czasowi, stali się wieczni”. Życie Jezusa, jak to zapisuje ewangelista Mateusz, było nieustannym wypełnianiem słów Pism z przeszłości. Jezus nie znosił przeszłości, tylko ją wypełniał, dając nam wzorzec pozwalający przyjąć historię, na przykład Hagar, jako możliwą do wypełnienia, a nie jako zbędny epizod, który nudzi posiadacza smartfona mającego dostęp do wszystkich newsów. Wiadomości sportowe stracą swoją aktualność za sto lat, ale życie tych, których autor boski umieścił w Biblii, można wypełnić nawet po tysiącach lat.

W życiu wierzącego nie może się stać nic, czego by Biblia nie przewidziała, dlatego pogłębiona znajomość Pisma daje nam ogromne światło na to, co się z nami dzieje, i na to, co się dopiero z nami stanie. Dobrze jest – dzięki słowu Bożemu – wiedzieć o tym, jaka historia mnie czeka i co mnie spotka w życiu. Dobrze jest dzięki słowu Bożemu wiedzieć, co się ze mną dzieje, a skoro pewne prawdy każde pokolenie musi na nowo przeżywać, więc to wszystko, co na przykład wydarzyło się Hagar na pustyni, lub to wszystko, co zaszło miedzy Hagar, Sarą i Abrahamem, czeka również wielu z nas. A może to wszystko już się rozpoczęło? Może niektórzy z nas mają to za sobą, ale nie widzimy tego w odważnym świetle Biblii, lecz własnych lęków?

Jedno jest pewne, Hagar nie może być powierzchownie i stereotypowo potraktowana jako biblijna, emocjonalna czarownica, której należy się albo płonący stos, albo rondo w Słupsku, bo nosi ona w sobie uzdrawiającą tajemnicę dla zbyt wielu, i to z woli Boga, a nie własnej. Podobnie Trina Papisten nie byłą ani czarownicą, ani ofiarą katolickiej inkwizycji, tylko katoliczką znienawidzoną przez protestancki pruski magistrat. A wszystko to z powodu zazdrości pewnego pruskiego aptekarza, niewytrzymującego rywalizacji z jej zielarską praktyką. Pomyłki zdarzają się dziś nie tylko burmistrzom niepotrafiącym rozróżnić płci, ale byłoby niedobrze, gdyby również zdarzały się czytelnikom Biblii niepotrafiącym dostrzec w kimś, kogo wszyscy zgodnie potępiają, kogoś, kogo wybrał Bóg. Czyż nie tak było z Mesjaszem?

DLACZEGO HAGAR?

Dlaczego właśnie Hagar? Dlaczego to o niej chcę opowiedzieć? Ponieważ wokół mnie żyje wiele takich kobiet, których droga życia wiedzie w pustkę, na pustynię, doświadczyły bowiem odrzucenia, które uniemożliwiło im życie w rodzinie lub założenie rodziny. Ponieważ jest wiele kobiet, które nie mogły nawet zaistnieć w czyjejś rodzinie, chociaż próbowały. Ponieważ jest wiele kobiet, które usiłowały uwodzić czyichś mężów, bo uważały się za istoty bezwartościowe i nie wierzyły, że ktoś je pokocha na całe życie. Wreszcie ponieważ wiele kobiet jest błędnie przekonanych, że skoro nie mają męża, to ich życie nie ma żadnego znaczenia. Chcę pisać o Hagar, aby spojrzeć na nią inaczej, gdyż wielu wydaje się ona kobietą fatalną, kobietą, którą należy bezwzględnie postrzegać jako złą. Tak właśnie postrzegany był Kościół w pierwszych wiekach przez Imperium Rzymskie i przez judaizm. Chrystusa uważano za bękarta, a Jego Matkę za nierządnicę. Zapomina się dziś o tym, ale tak było. Dziś Kościół jest najbardziej prześladowaną wspólnotą religijną. W żadnej religii nie ma tak wielu męczenników, którzy zostali zamęczeni z powodu przekonań religijnych, jak w chrześcijaństwie. W XXI wieku wystarczy przyznać się w miejscu pracy, że się chodzi do kościoła i że Jezus Chrystus jest najważniejszą Osobą w życiu, a człowiek staje się przedmiotem drwin, cynicznych oskarżeń, wścieklej agresji, i to w katolickiej Polsce. Chrystus i Jego Matka do dziś doznają wzgardy i nie mogę się na to zgodzić, jak również nie mogę zgodzić się na to, że wiele kobiet doznaje wzgardy tylko z tego powodu, że jedynym, kto ich kocha, jest Bóg. Rozmyślając przy Biblii o Hagar, pomyślałam, że ma ona zbyt wiele wspólnego z wieloma kobietami w naszym społeczeństwie, a także z Kościołem w świecie, by można ją pominąć i zlekceważyć.

Kim jest ta kobieta o egipskim imieniu? Kiedy po raz pierwszy pojawia się ona w Biblii i o czym w ogóle jest jej historia?

Imię Hagar pojawia się po raz pierwszy w szesnastym rozdziale Księgi Rodzaju. Oprócz Księgi Rodzaju można to imię spotkać jeszcze dwa razy – w Księdze proroka Barucha (Ba 3, 23) oraz w Liście do Galatów (Ga 4, 21-31). Szczególnie ten ostatni zapis jest bardzo ciekawy ze względu na stereotypowe przedstawienie Hagar jako osoby negatywnej, pominiętej przez świętych autorów. Brzmi on następująco:

„Powiedzcie mi wy, którzy chcecie żyć pod Prawem, czy Prawa tego nie rozumiecie? Przecież napisane jest, że Abraham miał dwóch synów, jednego z niewolnicy, a drugiego z wolnej. Lecz ten z niewolnicy urodził się tylko według ciała, ten zaś z wolnej – na skutek obietnicy. Wydarzenia te mają jeszcze sens alegoryczny: niewiasty te wyobrażają dwa przymierza; jedno, zawarte pod górą Synaj, rodzi ku niewoli, a wyobraża je Hagar: Synaj jest to góra w Arabii, a odpowiednikiem jej jest obecne Jeruzalem. Ono bowiem wraz ze swoimi dziećmi trwa w niewoli. Natomiast górne Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest naszą matką. Wszak napisane jest: Wesel się, niepłodna, która nie rodziłaś, wykrzykuj z radości, która nie znałaś bólów rodzenia, bo więcej dzieci ma samotna niż ta, która żyje z mężem. Właśnie wy, bracia, jesteście jak Izaak dziećmi obietnicy. Ale jak wówczas ten, który się urodził tylko według ciała, prześladował tego, który się urodził według ducha, tak dzieje się i teraz. Co jednak mówi Pismo? Wypędź niewolnicę i jej syna, bo nie będzie dziedziczyć syn niewolnicy razem z synem wolnej. Tak to, bracia, nie jesteśmy dziećmi niewolnicy, ale wolnej” (Ga 4, 21-31).

W tym fragmencie Listu apostoł porównuje Synagogę i Stare Przymierze zawarte na Synaju do Hagar, a Kościół do Syjonu i Sary. Alegoria ta nie jest jednak jedyną możliwą propozycją interpretacji, gdyż równie dobrze można porównać Sarę do Izraela, a Hagar do Kościoła, w którym rodzi się wygnany syn Abrahama – chrześcijaństwo. Niektórzy mogą się oburzyć na taką alegoryczną propozycję, mając w pamięci tradycyjne przekonanie muzułmanów, którzy twierdzą, że pochodzą od Izmaela, syna Hagar. Myślę jednak, że nie mają podstaw do takiego twierdzenia, tym bardziej że w jednym z najważniejszych sanktuariów muzułmańskich, zwanym Kopułą na Skale, stojącym w miejscu poświątynnym w Jerozolimie, widnieje sura [4] 112 z Koranu zwana Al Ichlas. Zapis tej sury brzmi: „Allach nie jest zrodzony i nie zrodził”. Słowa te wypisane są na kopule pokrywającej skałę, na której Abraham miał złożyć ofiarę Bogu ze swego syna Izaaka. Zgodnie z przekonaniem muzułmanów, ofiara ta nie miała dotyczyć Izaaka, lecz Izmaela. Wspomniany werset z Koranu zaprzecza zrodzeniu przez Boga Syna. Wobec takiego stwierdzenia wystarczy wskazać na słowa apostoła Jana z jego listów: „Ten właśnie jest Antychrystem, który nie uznaje Ojca i Syna” (1 J 2, 22) lub „Wielu bowiem pojawiło się na świecie zwodzicieli, którzy nie uznają, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele ludzkim. Taki jest zwodzicielem i Antychrystem” (2 J 1, 7). Nieuzasadnione zupełnie jest więc przekonanie muzułmanów, iż synem, którego Abraham chciał złożyć w ofierze, był Izmael, a tym bardziej nieuzasadnione jest to, że mają oni jakikolwiek związek z Bogiem Abrahama. Z punktu widzenia chrześcijan bóg, który nie zrodził syna, nie jest Bogiem Biblii, nie jest Bogiem Objawienia ani Chrystusa. Muzułmanie wierzą w istotę, którą nazywają Allachem, ale to nie jest ten sam Bóg, w którego my wierzymy. Izmael raczej jawi się jako figura Chrystusa, a Hagar jako figura Kościoła, gdyż tak jak Hagar, tak i Kościół zostaje wykluczony przez Synagogę na synodzie w Jawne. Idąc dalej tym alegorycznym tropem, trzeba zauważyć jeszcze inne analogie z Kościołem.

Na pewnym etapie swojego życia Hagar została wygnana na pustynię wraz z synem, gdzie spotkała Anioła. Tymczasem apokaliptyczne proroctwo mówi o Niewieście uciekającej ze swoim synem na pustynię, i jest to obraz Kościoła chroniącego się przed prześladowaniami: „Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. A jest brzemienna. I woła, cierpiąc bóle i męki rodzenia. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów – a na głowach jego siedem diademów. I ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła Syna – Mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga, aby ją tam żywiono przez tysiąc dwieście sześćdziesiąt dni” (Ap 12, 1-6).

Trudno w opisanym fragmencie nie zauważyć podobieństwa pomiędzy losem Hagar i Izmaela a Niewiasty i jej Syna. Jak wiadomo, apokaliptyczna Niewiasta to nade wszystko Kościół. Taka jest wymowa symboliczna tego obrazu biblijnego.

Muzułmanie tylko uzurpują sobie pochodzenie od Abrahama. Moim osobistym zdaniem islam wkradł się do dziedzictwa Abrahama jako dzieło Antychrysta, jako dzieło demoniczne, by zwieść miliony. Gdybym pokusiła się o alegoryczną wykładnię figury Hagar i jej syna, raczej widziałabym w nich Kościół i nas, chrześcijan, wygnanych z Synagogi około 90 roku, gdy święty Jan spisywał Apokalipsę, a niedługo potem być może Ewangelię i Listy. Synagoga, czyli Żydzi, straciła kapłaństwo i Świątynię, wprowadziła osiemnaście błagalnych modlitw, które rzucały przekleństwa przede wszystkim na chrześcijan. Stało się to za rządów Nasiego (Księcia) Gamaliela II z Jawne. Judaizm był religio licita, czyli religią wyzwoloną, wolną od ofiar wobec cesarza. Tymczasem przeklinanie i wygnanie chrześcijan z Synagogi pozbawiało ich ochrony prawnej i przynależności do judaizmu, było to więc wygnanie na pustynię prześladowań. Minęło znowu około czterdziestu lat i chrześcijan ostatecznie odrzucono w czasie powstania Bar Kochby po 132 roku. Trzy lata później Jerozolima została zaorana, a na jej miejscu powstała rzymska kolonia Aelia Capitolina. Jeśli więc chcielibyśmy dopatrywać się w odrzuconej Hagar lub Izmaelu jakichkolwiek figur, to łatwiej byłoby mi w nich widzieć odtrąconych przez judaizm chrześcijan.

SARAJ, JESZCZE NIE SARA...

Przyglądając się historii Hagar, nie sposób nie zacząć od... Sary, żony Abrahama. Dlaczego? Dlatego że na pełniejsze poznanie kogoś wpływa to, co wiemy o najbliższym otoczeniu tego człowieka, jak choćby o jego rodzinie pochodzenia. Jest to zasada niezwykle pomocna w każdej rzetelnej terapii. Właśnie obok Sary pojawia się w biblijnej księdze Hagar i aby zrozumieć Hagar, trzeba wiedzieć coś o tej, obok której żyła.

Nie zrozumiemy siebie nie tylko bez Biblii, czyli bez mowy Boga do nas, ale też bez odniesienia do innych, przede wszystkim tych, którzy są najbliżej nas. Na pewno trzeba wyraźnie podkreślić to, że Bóg chciał pomóc nie tylko Sarze, ale także Hagar. Każda z tych kobiet była dla Boga ważna tak, jakby była jedyna na świecie. I gdybyś i ty, który czytasz te słowa, stanął teraz obok tych dwóch kobiet, byłbyś dla Boga równie ważny jak one. Ciąży na nas pewien szkodliwy stereotyp, który dzieli świat ludzki na bohaterów i na tych godnych pogardy. Tymczasem Biblia, poprzez List do Rzymian, wyraźnie mówi: „wszyscy bowiem zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3, 23). W tym samym liście możemy na innym miejscu przeczytać: „Albowiem Bóg poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie” (Rz 11, 32). Naszym grzechem jest właśnie to, że mamy tendencję do życia zniewoleniami albo do wynoszenia się nad innych, jak niewolnice i księżniczki. Czasem, podczas rozmów terapeutycznych, słyszę, jak kobiety dają wyraz swym obłędnym przekonaniom, które można streścić w dramatycznej zasadzie: jeśli nie będę księżniczką, to będę nikim. Albo jak dla zdobycia czyjegoś zainteresowania, w którym przez krótką chwilę czują się księżniczkami, są gotowe latami pędzić życie godne niewolnicy.

Czy nie są to najczęściej spotykane grzeszne inklinacje ludzkie? Może jest inaczej? Aby jednak ktoś mógł zobaczyć w sobie prawdę o swym uzależniającym sposobie podejścia do innych, potrzeba spotkać w życiu kogoś, kto jest arystokratycznie wyniosły, i na odwrót. Dopiero w innych najlepiej widzimy siebie.

Imię Saraj oznacza „moja księżniczka”, natomiast imię Hagar nie jest imieniem semickim, ale litery, które je tworzą, układają się w słowo, które przetłumaczyć można jako „obcy”, „przybysz”. Tylko kto jest kim? Kto jest przybłędą, a kto księżniczką? Kim jest podziwiana, a kim pogardzana? Kto jest piękny i wolny, a kto brzydki i zniewolony? Czy chodzi o dwie kobiety czy raczej o to, co się dzieje we mnie jako kobiecie lub mężczyźnie? Któż z nas nie odkrywa w sobie napięcia między pogardą dla siebie a zarozumiałością i pragnieniem zdominowania innych? Psychologia ewolucji i emocji już dawno zwróciła uwagę na asymetrię ludzkiej twarzy. Na podstawie wielu badań przyjęto, że większość ludzi ma mniejsze, ledwo dostrzegalne lub całkiem wyraźne asymetrie prawej i lewej połowy twarzy. Najłatwiej można się o tym przekonać, gdy fotografię przedstawiającą ludzką twarz podzieli się na pół i ułoży nowy obraz składający się tylko z lewych lub tylko z prawych połówek. Efektem będzie to, że ukaże się naszym oczom fotografia zupełnie innej osoby. Przyjmuje się, że ta dysharmonia w budowie ludzkiej twarzy jest związana między innymi z napięciem we wnętrzu człowieka. Złudne są więc wszelkie marzenia o idealnie symetrycznej twarzy, która mogłaby niczym zasłona ukryć wszystko to, co się dzieje w naszym wnętrzu. Nikt z nas nie jest tylko piękną, mądrą i rozmodloną Sarą ani tylko oburzoną na swoje życie Hagar, która zazdrosnym i dumnym okiem patrzy na swoje otoczenie. Każdy z nas jest osobowością wielowymiarową, a więc bardzo złożoną, co oczywiście nie oznacza, że możemy pomieścić w sobie wiele różnych osobowości! Osobowość wieloraka to kategoria psychiatrycznego zaburzenia i od tej lepiej trzymajmy się z daleka.

W tym miejscu możemy odwołać się do znanego w architekturze i sztuce powiedzenia: „Symetria jest estetyką głupców”. Autor tych słów pozostaje dla wielu nieznany – cytat ten przypisuje się między innymi Le Corbusierowi, Witkacemu, a nawet starożytnym Grekom. Nigdy nie uda się być idealnie poprawnym, nienagannie postępującym człowiekiem, który umie się zachować w każdej sytuacji i w każdym otoczeniu. Jeśli ktoś ma takie oczekiwania, wspomniany Le Corbusier nazwałby go „głupcem”, a większość gabinetów psychologicznych już otwierałaby przed takim człowiekiem swoje drzwi w oczekiwaniu na długoterminową terapię. Jest w nas Sara i jest w nas Hagar, i na tym właśnie polega duchowa „asymetria”. Może właśnie i dlatego tak wiele istnień wpisanych jest w najpiękniejszą i najmądrzejszą Księgę, jaka została podarowana człowiekowi – w Biblię. W Biblii jest tyle ludzkich życiorysów, bo w każdym z nich na różnych etapach życia możemy odnaleźć cząstkę siebie.

Hagar była w takiej relacji do Saraj jak niewolnik czy sługa do swego pana. W Księdze Rodzaju, w miarę jak rozwija się historia tej kobiety, możemy nawet przeczytać, w jaki sposób Anioł Boga nazywa tę zależność, w której powinna pozostawać Hagar do Saraj. Anioł mówi: „Wróć do swej Pani Saraj...” (Rdz 16, 9). Nie możemy tego rozkazu rozumieć jako zachęty do niewolnictwa, a tym bardziej dostrzegać w tych słowach wypowiedzianych przez Anioła wolę Boga, który chce, byśmy do końca życia trwali w zniewoleniach i nałogach.

Słowa Anioła są także wskazówką, że każdy człowiek pozostaje w jakiejś ukrytej zależności, a raczej w służbie komuś lub czemuś. Dla lepszego zobrazowania nawiążę do wypowiedzi jednego z bohaterów książki Mai Lunde Historia pszczół: „W okresie studiów nieustannie zagłębiałem się w Biblii. Towarzyszyła mi wszędzie, wieczorem nawet kładłem się z nią do łóżka. Przez cały czas szukałem związku między nią a przedmiotem, który mnie interesował, czyli związku między tymi małymi cudami natury, który chciałem badać, a wielkimi słowami na papierze. Szczególnie często rozważałem słowa świętego Pawła, nie zliczyłbym, ile godzin przesiedziałem nad Listem do Rzymian, bo zawiera on wiele fundamentalnych myśli, dzięki niemu możemy się najbardziej zbliżyć do teologii paulińskiej. «Uwolnieni od grzechu, od- daliście się w niewolę sprawiedliwości». Co to oznacza? Może to, że prawdziwie wolnym jest ten, kto jest podporządkowany. Czynienie tego, co sprawiedliwe, może być więzieniem, niewolą, ale została nam wskazana droga. Dlaczego więc nie jesteśmy w stanie nią podążać? Nawet przy spotkaniu z dziełem stworzenia, tak przytłaczającym, że odbiera nam dech, człowiek nie jest w stanie czynić tego, co słuszne” [5].

Bóg chce, aby Hagar powróciła do swej pani i dokończyła „lekcję” rozpoznawania w sobie grzesznej skłonności do oscylowania między pogardą dla siebie a dumą, która zmusza ją do poniżania innych. Powracamy do przykrych więzi albo je powtarzamy dotąd, aż nastąpi odkrycie Tego, przy którym wreszcie odkrywamy wartość nas samych! To odkrycie siebie w odniesieniu do Boga jako najważniejszej Osoby sprawia, że człowiek może doświadczyć swojej niepowtarzalności, „jedyności”. Zaczyna odczytywać swoje życie jako wartość samą w sobie, jako dzieło Tego, który jest Najwspanialszy. A czy Ktoś taki mógłby stworzyć coś lub kogoś „trefnego”? Czy mógłby stworzyć kogoś bezwartościowego i niepotrzebnego? Nie pamiętam już, niestety, gdzie przeczytałam kiedyś słowa, które do tej pory zostały mi w pamięci: „Nie zajmuje się miejsc, które już są zajęte”. Niby banalne zdanie, ale jak bardzo wpisuje się ono w treść życia Hagar. Zresztą nie tylko Hagar. Historia wielu ludzi pokazuje, że można spalać się w pogoni za ślepym naśladowaniem innych, byle tylko nie doświadczyć własnej tożsamości i nie skupić się na jej budowaniu. Bardzo często to ci „inni” wydają się zbyt interesujący, zbyt mądrzy, zbyt piękni, zbyt zdolni, podczas gdy w sobie samym człowiek nie widzi już żadnej wartości. Gdyby brzydkie kaczątko z baśni Andersena do końca swego życia udawało, że jest kaczką, nigdy nie doświadczyłoby piękna łabędzia, którym było i którym się stawało.

W Biblii nie jest napisane, kim był ojciec Sary i kto nadał jej to imię, ale nawet po tym gdy Księga Rodzaju zmienia jej imię z Saraj na Sara (por. Rz 17, 15), w dosłownym tłumaczeniu nadal pozostaje ona z imienia „księżniczką”. Ta zmiana imienia dokonana nie przez człowieka, lecz przez samego Boga, była w życiu Sary i jej męża Abrahama ważnym wydarzeniem. Bóg na kartach Księgi Rodzaju mówi Abrahamowi: „Nie będziesz więc odtąd nazywał się Abram, lecz imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów. Żony twej nie będziesz nazywał imieniem Saraj, lecz imię jej będzie Sara. Błogosławiąc jej, dam ci z niej syna, i będę jej nadal błogosławił tak, że stanie się ona matką ludów i królowie będą jej potomkami”(Rdz 17, 5. 15-16).

Przy