Dasz radę. Ostatnia rozmowa - ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsądecka - ebook

Dasz radę. Ostatnia rozmowa ebook

ks. Jan Kaczkowski, Joanna Podsądecka

4,5

Opis

Ostatnia rozmowa z księdzem Janem Kaczkowskim

Był inspiracją dla milionów ludzi - wierzących i niewierzących. Każdy, kto go słuchał, czuł: on mnie rozumie. Ksiądz Jan nie oferował tanich rad ani łatwych pocieszeń. Swoim życiem mówił: nie odpuszczaj sobie, a dasz radę, wstaniesz.

Do końca żył na pełnej petardzie. Ostatnie tygodnie spędził, odpowiadając na pytania o sprawy najtrudniejsze i najważniejsze. Wraz z Joanną Podsadecką zaprosił do rozmowy swoich Czytelników. Wasze pytania były bardzo osobiste, odważne, szczere aż do bólu. Ksiądz Jan każdego chciał wysłuchać, zrozumieć, każdemu dać coś z siebie. Odpowiadał w swoim stylu, błyskotliwie i z dozą ironii (nie chciał mówić jedynie o tym, co denerwuje go w księżach: Nie wystarczyłoby miejsca w książce).

Ta książka to pożegnanie, ale nie ostatni rozdział. Następny napiszesz Ty.

Jeszcze więcej o ks. Janie na dacierade.pl


Kupując tę książkę, wspierają Państwo działalność Puckiego Hospicjum.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 157

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




© Wydawnictwo WAM, 2016

Opieka redakcyjna: Olaf Pietek

Korekta: Zofia Smęda

Projekt okładki i opracowanie graficzne

Katarzyna Ewa Legendź

Autor fotografii: © Damian Kramski

www.damiankramski.com

NIHIL OBSTAT

Prowincja Polski Południowej Towarzystwa Jezusowego

ks. Jakub Kołacz SJ, prowincjał

Kraków, 1 września 2016 r., l.dz. 60/2016

ISBN 978-83-277-0629-4 (ePub)

ISBN 978-83-277-0630-0 (Mobi)

WYDAWNICTWO WAM

ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków

tel. 12 62 93 200 • faks 12 42 95 003

e-mail: [email protected]

www.wydawnictwowam.pl

DZIAŁ HANDLOWY

tel. 12 62 93 254-256 • faks 12 62 93 496

e-mail: [email protected]

KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA

tel. 12 62 93 260

e.wydawnictwowam.pl

Przygotowanie wydania elektronicznego

Magdalena Wojtas / 88em.eu

WSZYSTKIE NASZE PRZEGAPIENIA

JP

Przed naszym spotkaniem obejrzałam wywiad z Tobą, który dziennikarka rozpoczęła od pytania: „Jak to jest pracować z ludźmi, dla których nie ma nadziei?”. Oburzyłeś się, zapytałeś, czy naprawdę uważa, że dla pacjentów hospicjum nie ma nadziei. Dlaczego takie pytanie jest oburzające?

Ono na wstępie ogranicza ludziom przestrzeń odpowiedzi i nie pozwala szukać głębiej. Dziennikarka powinna być przygotowana do rozmowy, którą prowadzi, ale tym razem nie była. Przyjechała do hospicjum, które przecież z definicji jest miejscem jakiejś nadziei.

JP

Jakiejś nadziei? Viktor E. Frankl, austriacki psychiatra, autor bardzo przez Ciebie cenionej książki „Człowiek w poszukiwaniu sensu”, pytał swoich pacjentów: „Dlaczego nie odbierzesz sobie życia?”. W czym, według Twoich obserwacji, pacjenci widzą sens?

Pacjenci widzą sens w samym życiu. W tym, że ono trwa, że zawsze może przynieść jedną z tych ulotnych chwil, na które warto czekać, jak choćby powrót syna. Zawsze na coś możemy czekać.

JP

Niektórzy jednak na nic już nie czekają, nie spodziewają się od życia niczego dobrego. Ksiądz Józef Tischner pisał o melancholii, która zamyka nas na przyszłość. Pewnie spotykasz ludzi całkiem pozbawionych nadziei: bo zostawił ich ktoś, kogo bardzo kochali, albo usłyszeli straszną diagnozę. Jak z nimi rozmawiasz?

Ich przyszłość należy rozłożyć na czynniki pierwsze. I z tych czynników pierwszych w końcu wyjdzie coś, na co czekają, albo coś, na co warto czekać. Wtedy zwykle odnajduje się sens.

JP

Brak nadziei często ma postać depresji. Dlaczego czasem się mówi, że cierpią na nią ludzie, którzy „nie mają w kim zamieszkać”?

Mówi się tak, ponieważ bliskość z innymi ludźmi jest tym, co nas chroni, a poczucie, że jesteśmy kochani, dodaje nam sił.

Natomiast depresję kliniczną, zdiagnozowaną przez lekarza specjalistę, po prostu trzeba leczyć, w tym farmakologicznie. Jeśli jednak nie ma się diagnozy, trzeba uważnie rozróżniać. Nie wszystkie stany obniżonego nastroju są depresją. Nie wszyscy ludzie, którzy zachorowali, na przykład na raka, mają kliniczną depresję. A jeśli już to się im przydarzyło, nie można bagatelizować problemu. W medycynie paliatywnej, co jest według mnie słusznym kierunkiem, coraz mocniej kładzie się nacisk na leczenie depresji i na rolę leków okołodepresyjnych.

JP

Można trwać w poczuciu beznadziei, nie chorując na depresję. Czy to grzech, mieć do siebie nieustanne pretensje i pielęgnować własne kompleksy?

To może się przybliżać do granicy grzechu, jeśli jest upartym trwaniem w tym stanie. To tak, jakbym się nie leczył na jakąś inną somatyczną chorobę. Trwam w tym stanie, choć mogę – lub prawdopodobnie mogę – z niego wyjść. To jest zaniedbywanie swojego zdrowia psychicznego.

JP

Chrześcijanin powinien wystrzegać się grzechów przeciwko nadziei, którymi są według Katechizmu Kościoła katolickiego: zuchwała nadzieja (człowiek przecenia swoje zdolności, licząc na zbawienie bez Boskiej pomocy, albo też zbytnio ufa miłosierdziu Bożemu, czekając „na otrzymanie przebaczenia bez nawrócenia oraz chwały bez zasługi”), rozpacz (człowiek znieważa nią Boga, nie wierząc w Jego wszechmoc) i dążenie wyłącznie do ziemskich celów.

Z nadzieją jest jak ze wszystkim w życiu – mądre gospodarowanie nią ustawia wiele spraw w odpowiedniej perspektywie. Niektórzy mówią, że jest matką głupich. To nieprawda.

JP

Jeśli dzieci porzucane przez matki, bite przez ojców…

A czemu nie bite przez matki, porzucane przez ojców?

JP

…jeśli dzieci doświadczają takiego losu od najbliższych, później bronią się przed ludźmi, zamiast budować z nimi relacje. Są pozbawione nadziei, czy – jak się mówi – nie mają złudzeń co do świata.

Przede wszystkim tych ludzi trzeba wesprzeć. Często jest tak, jak zauważyłaś, że nigdy wcześniej żadnego wsparcia nie otrzymali. Dlatego się dziwią, jeśli znajdą koło siebie kogoś, kto ich bezinteresownie wzmacnia po to, żeby poczuli się pewniej na tym świecie. Przemocowa rodzina, z której często pochodzą, nie daje żadnej pewności. A pewność siebie trzeba drugiemu pomóc zbudować, by dało się go wyciągnąć z rozpaczy.

JP

Sopot, ze względu na łatwy dostęp do narkotyków, do niedawna był nazywany Jamajką Północy. Czy pracowałeś z ludźmi, którzy zapętlili się w świecie używek?

Tak, narkotyki wciąż stanowią w Polsce powszechny problem. Można je znaleźć w każdej najmniejszej wiosce. Dlaczego młodzi ludzie ich używają? Ponieważ odkleiły się od siebie dwa pokolenia: obecnych nastolatków i dwudziestoparolatków oraz ich czterdziestoparoletnich rodziców. Oni siebie nawzajem kompletnie nie rozumieją. Zamiast siedzieć w domu z rodzicami, młodzi z wiosek chętnie wybierają się nawet do odległej gminnej miejscowości, w której znajduje się dyskoteka o nazwie, dajmy na to, „Kolorowa” (albo o innej równie wyszukanej). W takich miejscach rozgrywają się orgie mające w przekonaniu ich uczestników naśladować zachodni świat, który liżą przez telewizor. Nie ma to jednak nic wspólnego z ich realnym życiem. Po dyskotece wracają do bloków w PGR-ze, wchodzą do Internetu, który dla ich rodziców jest obcym terenem, i znowu uciekają od swoich realiów w zupełnie inny świat, ponieważ mogą być w nim kompletnie innymi ludźmi.

Pojawiają się też narkotyki. Jako ucieczka od tej szarzyzny i niezrozumienia. Ci młodzi ludzie czują się głęboko niezrozumiani. To jest etap, na którym w ich głowach powstają mniej więcej takie monologi kierowane do matki czy ojca: „Co ty możesz o mnie wiedzieć? Nie masz pojęcia, o czym myślę”.

JP

Czy udało Ci się wyciągnąć kogoś z narkomanii?

Czy wyciągnąłem do końca, tego nie wiem. Na pewno kilku próbowałem.

JP

Jak z nimi rozmawiałeś, że Ci zaufali?

Przede wszystkim pokazywałem im hospicjum. I stopniowo wciągałem ich do pracy w nim. Potrzebowali emocji, więc im je dawałem. Z jedną zasadniczą różnicą. W hospicjum wszystko, w czym uczestniczyli, było prawdziwe. Zioło i twarde narkotyki wywołują emocje, ale fałszywe. Prawdziwe emocje ci chłopcy (to głównie byli chłopcy) poznali dopiero w hospicjum, kiedy wyjeżdżali ze mną raz i drugi do pacjenta, a podczas kolejnego spotkania okazywało się, że ten pacjent już nie żyje. To była realna zmiana w ich życiu. Pojawiła się śmierć, prawdziwa i nieodwołalna, śmierć, w którą nie da się kliknąć i, jak w grze komputerowej, uzyskać trzy nowe życia. Części z tych młodych ludzi, jak by nie było – wrażliwych, to coś uświadamiało. Uważam, że takie mocne, prawdziwe emocje w ich fałszywym świecie, wtedy kiedy się – w jakimś sensie – stworzy kryzys, są dla nich ozdrowieńcze.

Jeden chłopak, już teraz dorosły mężczyzna, który był dilerem narkotyków, zapewniał mnie, że nie sprzedaje dzieciom. A ja mu na to, że każda prostytutka znajdzie usprawiedliwienie. Powie, że się nie sprzedaje, tylko podtrzymuje antyczną tradycję. Trochę się ociągał z zerwaniem z takim życiem, ale nie traciłem nadziei. Po przemianie stał się dilerem, ale samochodów. I na pewno zarabia o wiele więcej niż my tutaj siedzący.

Kiedy innego złapano za dilowanie, poszedłem do prokuratora. Wyjaśniłem, że zatrzymano mojego ucznia, że to wartościowy chłopak, do uratowania. Napisałem do niego list do więzienia. Chciałem, żeby coś skrzypnęło w jego sumieniu, żeby zrozumiał błąd. Przysłał odpowiedź, która dawała nadzieję. Postarałem się o widzenie. Ten chłopak przyszedł taki zgnębiony, płaczący… Poprosił: „Niech ksiądz ze mną posiedzi”. Za tę moją wizytę później go w areszcie dręczyli, bili. Zdecydowałem się napisać poręczenie osobiste. Wyszedł. Umówiliśmy się, że będzie się u mnie spowiadał. Dotrzymał słowa. Dziś jest moim bliskim synkiem.

JP

Niektórzy z Twoich byłych uczniów zwracają się do Ciebie „tato”.

A ja myślę o nich jako o synkach. Czasem do nich mówiłem „ogry”. Udawali, że się obrażają, więc się poprawiałem: „Nie ogry, tylko ogiery”. Wiesz, ci biedni kaszubscy chłopcy z ojcami typu mebel, to znaczy takimi, którzy nie wchodzą w relacje ze swoimi dziećmi, tęsknią za tym, by ktoś im okazał trochę ciepła.

JP

Zawsze musi się znaleźć ktoś, kto w człowieka wierzy bardziej niż on w samego siebie.

Tych, którzy nie bardzo lubią samych siebie i wikłają się w historie ciągnące ich w dół, trzeba przekonać, że mają dość sił, by się podnieść. I jasno powiedzieć: „Jesteś dla mnie ważny, więc będę od ciebie wymagał”.