Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Czy każdą obietnicę składa się na całe życie?
Roni od zawsze wierzyła, że pewne rzeczy pozostaną niezmienne. Przyjaźń, wspólne marzenia i ludzie, bez których nie potrafi wyobrazić sobie kolejnego dnia. Jednak ostatni rok szkoły przynosi zmiany, jakich nie da się zatrzymać.
Wśród niewypowiedzianych słów, ukradkowych spojrzeń i chwil znaczących więcej, niż powinny, zaczyna się zacierać granica między przyjaźnią a czymś znacznie głębszym. Roni coraz częściej czuje, że serce podpowiada jej to, co sama boi się nazwać.
Bo co zrobić, gdy osobą, której ofiarowujesz pierwszą miłość, staje się ktoś, kto był obok przez całe życie?
Kiedy Roni wydaje się, że przyszłość została już zapisana, jeden moment zmienia wszystko. Odpowiedzi, których tak wytrwale szukała, okazują się znacznie bardziej bolesne, niż mogła przypuszczać. Dziewczyna staje przed prawdą o tym, czym jest ofiarowane jej na zawsze.
Forever to poruszająca opowieść o sile przyjaźni, pierwszej miłości, złamanych przysięgach i odwadze, by zawalczyć o własne szczęście. A przede wszystkim o ludziach, którzy na zawsze odciskają ślad w naszym sercu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 427
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Agnieszka Ziętarska
Forever
The moment when we touched the sky
Copyright © by Agnieszka Ziętarska
Copyright © for this edition by Książki bez limitu, Gdańsk 2026
All rights reserved
Redakcja: Dominika Giżycka, Justyna Szymkiewicz
Korekta: Dominika Giżycka
Projekt okładki: Emilia Kolosa
Skład i wersja elektroniczna: Andrzej Zyszczak – Zyszczak.pl
ISBN 978-83-976716-7-6
Książki bez limitu
Wydanie I
Gdańsk 2026
Dla Oliwii, która rozsiewa wokół masę pozytywnej energii.
Twoja szczerość i radosny uśmiech napełniają moje serce spokojem.
Dla Zuzi, która odnalazła odwagę, by być sobą nawet w najtrudniejszych chwilach.
Twoja zdolność do zjednywania sobie ludzi daje mi nadzieję na przyszłość.
Dzięki Wam każdy dzień jest naprawdę wyjątkowy.
Staliśmy na progu dorosłości, patrząc w przyszłość z pełnym optymizmem. Nasze myśli wypełniały plany pełne przygód, kompletnych szaleństw oraz spełnionych marzeń. Czuliśmy się jak giganci, zdolni dosłownie do wszystkiego. Budowaliśmy zamki w chmurach, podróżowaliśmy między gwiazdami, a nawet płynęliśmy poprzez czas. Wyrzucaliśmy przez okno ograniczenia i oczekiwania, które mogły podciąć nam skrzydła. To były wspaniałe chwile, które miały zostać we mnie na wieczność. Dodawały sił, gdy między myśli wkradały się wątpliwości. Siedzieliśmy w tym wszyscy: Aiden, Liam, Jasper i ja. Byliśmy od zawsze razem i już tak miało zostać.
Kończące się wakacje oznaczały powrót do szarej rzeczywistości i licznych obowiązków, o których zdążyłam już zapomnieć. Ostatni rok w Allerton High School w końcu nadszedł i miał przynieść wiele zmian, na które po prostu nie byłam jeszcze przygotowana. Wybór uniwersytetu był dla mnie jak trwałe wyznaczenie kierunku, w którym podąży moja przyszłość. Czy nachodziły mnie wątpliwości? Oczywiście, że tak! Moje życie miało zostać określone zbyt wcześnie. Dlaczego nie mogłam na zawsze pozostać wśród marzeń? Dać się ponieść chwili i bujać w obłokach w błogiej nieświadomości?
Jednak oni byli ze mną, gotowi podnieść mnie w razie upadku. Możliwe, że nawet za bardzo na nich polegałam, ale czy nie od tego właśnie są przyjaciele? Z zamyślenia wyrwał mnie cichy głos:
– Uchwyć ten moment, Roni. My i ten dzień, nie będzie powtórki. – Jasper usiadł na trawie obok mnie i patrzył na zachodzące słońce z lekkim uśmiechem.
Wyciągnęłam aparat, żeby zrobić kolejne zdjęcie. Tego dnia niemal zapełniłam całą kartę pamięci, ale naprawdę bardzo chciałam uwiecznić wszystkie ulotne, piękne chwile. Tkwiło we mnie dziwne uczucie, którego za nic nie mogłam się pozbyć. Coś sprawiało, że ogarnął mnie smutek. Poczułam, jak moje dłonie zastygają w powietrzu.
– Co jest? – zagadnął Liam, kucając tuż obok. Oparł dłonie na moich kolanach i wpatrywał się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ostatnio coraz częściej nie potrafiłam go rozgryźć. To dlatego, że przestawaliśmy być dziećmi?
– Czy to nie powinno być ekscytujące? – Dostrzegłam, jak na jego twarzy pojawia się błysk rozbawienia.
– Masz na myśli zakończenie szkoły? – Aiden rozsiadł się koło nas. – Przecież na to właśnie czekamy.
– Co jeśli się nie uda? Wiecie: egzaminy, rozmowy wstępne i marzenie, by dalej rozwijać pasje. – Zacisnęłam dłonie na lustrzance, którą podarował mi tata.
To był wspaniały prezent, ale dalej nie byłam pewna, czy podjęłam dobrą decyzję. Młodość pchnęła mnie w stronę marzeń, jednak rzeczywistość mogła okazać się zbyt przytłaczająca.
– Od kiedy wątpisz w swoje umiejętności? Twoje fotki są niesamowite, więc skup się na tym, by nie oblać egzaminu, a wszystko pójdzie zgodnie z planem. – Aiden, jeden z najlepszych uczniów w szkole, mówił o swojej przyszłości z pewnością, której od zawsze mu zazdrościłam.
– Został ci cały rok, więc przestań się zamartwiać – dodał Liam. Wstał i odgarnął z czoła jasne kosmyki. – W najgorszym wypadku skończymy szkołę razem. – Wyszczerzył się w uśmiechu, a mi ze strachu zaschło w ustach.
Liam był od nas rok młodszy, więc jego lekkomyślność czasem mnie bawiła. W tej jednak sytuacji nie było mi do śmiechu.
– Nie pozostawiaj niczego przypadkowi. – Aiden lubił przypominać mi o tym, żebym więcej się uczyła. Czasem był nawet gorszy od moich rodziców.
– Damy sobie radę, jak zawsze. – Jasper z kolei nigdy niczym się nie przejmował. – Postaraj się tym bardziej cieszyć, bo zanim się obejrzymy, będziemy po egzaminach, a wtedy wszystko się zmieni.
– Nie chcę, żeby wszystko się zmieniło. – Może brzmiałam jak dziecko, ale nie potrafiłam sobie wyobrazić tego, że każde z nas pójdzie w swoją stronę.
– Przecież to nie tak, że nagle gdzieś znikniemy. – Jasper objął mnie ramieniem. – Na zawsze razem, tak?
Wiedziałam, że chce mnie pocieszyć, ale zdobyłam się na odpowiedź jedynie skinieniem, a chłopcy zwrócili twarze ku zachodzącemu słońcu. Nie musieliśmy mówić nic więcej, bo każde z nas czuło, że zmiany nadchodzą wielkimi krokami.
Opowieści o bohaterach, niesamowitych czynach oraz szczęśliwych zakończeniach nadal były we mnie wyraźne, tak jak kiedyś. Tego dnia coś jednak zaczęło się zmieniać.
Następny poranek przyszedł zdecydowanie za szybko. Ledwo otworzyłam oczy, a do mojego pokoju wpadła mama, przyniosła wieszak z mundurkiem. Powiesiła go na dużym lustrze i strzepnęła ze swetra jakiś zbłąkany włos. Rodzice żyli na wysokich obrotach. Dużo pracowali, wszystko spisywali i działali według harmonogramu, ale jakimś cudem z rana zawsze było za mało czasu. Mama zarządzała własną kwiaciarnią, a tata pracował jako urzędnik w Leeds Town Hall. Ich zadania pożerały masę czasu, ale mimo wszystko zawsze byli ze mną w najważniejszych momentach. Mieliśmy niewielki dom na Buckstone Way, więc podróż do szkoły zajmowała dosłownie kilkanaście minut.
– Dzień dobry, kochanie – zaćwierkała radośnie.
Odpowiedziałam, przeciągając się w łóżku:
– Dzień dobry.
– Śniadanie gotowe, wstawaj! My zaraz jedziemy. – Odsłoniła okno, wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
Leżałam, myśląc o tym, że choć jestem zmęczona, za nic nie pozwoliłabym sobie przespać początku roku szkolnego.
Kiedy stanęłam przed lustrem w nowym mundurku, znów poczułam dziwny, bliżej nieokreślony lęk. Poprawiłam włosy, które ułożyły się w ładne, ciemne fale sięgające pasa, zaciągnęłam nowy, niebieski krawat i zarzuciłam na ramiona ciemnozielony sweter. Dobór kolorów nie był przypadkowy. Każdy rocznik nosił krawaty w innym odcieniu. Po raz pierwszy miałam na sobie niebieski z zielonym paskiem i musiałam przyznać, że pasował świetnie.
Ciekawe, co zaskoczy nas w tym roku – pomyślałam, schodząc na dół.
Po drodze chwyciłam jabłko i wgryzłam się w nie. Odpuściłam śniadanie, ale musiałam coś zjeść przed wyjściem. Zakładałam buty, gdy ktoś głośno zapukał. Po czym bez zaproszenia drzwi się otworzyły, a do środka weszli oni: Liam, Aiden oraz Jasper. Wyglądali świetnie w identycznych mundurkach. Liam z burzą jasnych włosów, opadających na czoło, Aiden ze spojrzeniem czarnym jak noc i Jasper z niedbale związanym kokiem na głowie oraz kolczykiem w nosie. Uśmiech zakwitał na mojej twarzy zawsze, gdy ich widziałam.
– Jak zwykle spóźniona – przywitał się Aiden, również się do mnie uśmiechając. – Mieszkasz najbliżej szkoły, a co rano musimy na ciebie czekać.
– Wcale nie musisz na mnie czekać – odparłam, a Liam wyjął z mojej dłoni jabłko i bezceremonialnie je ugryzł.
Westchnęłam, kręcąc głową. Zawsze miał ochotę na to, co należało do kogoś innego.
– Może o tym nie wiesz, ale przygotowanie się zajmuje trochę czasu. Chciałam dobrze wyglądać.
– Co do wyglądu, zostawiłaś to u mnie. – Jasper wyciągnął z kieszeni mój błyszczyk i podał mi go.
– Dzięki – odparłam. Zanim wyszłam, nałożyłam na usta cienką warstwę. – Może doda mi pewności siebie.
– Jeśli nasza obecność nie dodaje ci pewności siebie, wątpię, że to pomoże – prychnął Aiden z rozbawieniem, a ja szturchnęłam go żartobliwie w ramię.
– A ty jak zawsze od samego rana arogancki – odparłam i zarzuciłam na ramię torbę.
Doskonale wiedziałam, że w szkole chłopcy byli dość popularni. Mnie natomiast traktowano jak dodatek do ich paczki, co, szczerze mówiąc, bardzo mi odpowiadało. Nie lubiłam być w centrum wydarzeń, a ich towarzystwo często wiązało się z byciem na świeczniku. Nieźli w sporcie, nauce i z łatwością nawiązywali nowe znajomości. Byli też otwarci, przyjaźni i przystojni, co stanowiło dość przyciągającą mieszankę. Niewiele osób wiedziało, że to właśnie ja nas połączyłam.
Pierwszy raz spotkaliśmy się prawie dziesięć lat temu. Pamiętam ten dzień tak dokładnie, jakby wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj. Liam przyleciał ze Stanów i wprowadził się z rodzicami do domu obok. Trudno było go przeoczyć z tym śmiesznym akcentem. Muszę przyznać, że przyciągał uwagę innych. Takich, którzy niekoniecznie akceptowali czy rozumieli odmienność. Kiedy pewnego dnia wplątał się w bójkę na środku mojego podjazdu, stanęłam w jego obronie, a Aiden i Jasper opowiedzieli się po naszej stronie. Od tamtej chwili byliśmy nierozłączni. Ta sama szkoła, wspólna nauka, zajęcia dodatkowe i wakacyjne wyjazdy. Staliśmy się jedną, wielką, szczęśliwą rodziną. Ja, Aiden oraz Jasper trafiliśmy nawet do tej samej klasy, więc można uznać, że przeznaczenie było po naszej stronie.
Podczas drogi Jasper i Aiden dyskutowali o pomysłach na dodatkowe zajęcia, a Liam podążał za nami w ciszy. Doskonale wiedziałam, o czym myślał, bo mnie też ostatnio to dręczyło. Jego fioletowy krawat mówił wszystko. Zostanie w szkole po tym, jak my ją opuścimy.
– Wiesz, że zawsze będziemy się tobą opiekować. – Zwolniłam, by wyrównać z nim krok.
Chciałam, żeby czuł nasze wsparcie, nawet gdy nie będziemy widywać się każdego dnia.
– To ja powinienem to powiedzieć. – Zerknął na mnie, a uśmiech powoli wrócił na jego twarz.
Musiałam patrzeć ku górze, by napotkać jego spojrzenie. W zeszłym roku chłopcy wystrzelili i teraz byli sporo wyżsi ode mnie.
– Zawsze będziesz dla nas młodszym bratem – dodałam, a on zerknął na Aidena i Jaspera.
– Tym najodważniejszym, rzecz jasna. – Wyszczerzył się do mnie w uśmiechu.
Ja i Liam byliśmy bardzo do siebie podobni. Potrafiliśmy odnaleźć wspólny język nawet w najmniej oczywistych sytuacjach.
– Rzecz jasna. Choć pamiętam, że był z ciebie niezły mazgaj.
Jako dziecko Liam zawsze starał się za nami nadążyć. Nie było łatwo, więc często pojawiały się łzy bezsilności. Ta granica wieku już dawno się zatarła, ale wspomnienia dalej promieniały jasnym blaskiem. Nasza czwórka przeciw całemu światu.
– Dawne dzieje – mruknął pod nosem. – Podjąłem decyzję – zaczął, a Jasper nagle objął go ramieniem i poczochrał po włosach. Doskonale wiedział, że go to rozzłości.
– Jeszcze cały rok będziemy uprzykrzać ci życie – wtrącił i zaczęli swoje przepychanki.
Właśnie takie chwile zbliżały nas do siebie jeszcze bardziej. Wiedziałam, że Jasper chciał odwrócić uwagę Liama od ponurych myśli. Dbaliśmy o siebie instynktownie.
– Jestem gotowa – powiedziałam, podchodząc do Aidena. – To będzie wspaniały rok.
– Przypominam, że to czas na ciężką pracę, a nie dobrą zabawę.
Dlaczego zakłada, że nie będę się starać?
– Wiesz, że oceny wcale nie są najważniejsze? Chcę dobrze zapamiętać ten czas, pamiętając przy okazji o nauce.
– Jeśli twoje plany się nie zmieniły i dalej celujesz w fotografię na uniwersytecie, to musisz się bardziej postarać, Roni. Dobre chęci nie wystarczą, by się dostać.
– Przecież wiem – westchnęłam, chcąc pozbyć się niepewności, która cały czas we mnie siedziała. Co zrobić, by co chwilę o sobie nie przypominała?
– Spokojnie, pomogę ci.
– Jak ty to robisz? – zapytałam, poprawiając torbę.
– Co takiego?
– Jesteś pewny siebie i o nic się nie martwisz.
– Po prostu wiem, czego chcę od życia, i zamierzam to osiągnąć.
Jego odpowiedź sprawiła, że ponownie zaczęłam się zastanawiać nad swoją ścieżką. Aiden od zawsze był bardzo bystry. Wszystko łapał w mig i z łatwością przychodziło mu zapamiętywanie wszelkich informacji. Zarówno tych bezużytecznych, jak i tych wartościowych. Jeszcze kilka lat temu do znudzenia zalewał nas masą nudnych ciekawostek. Jasper mówił wtedy, że jeśli przetrwaliśmy ten okres, nic gorszego nas już nie spotka. Z początku inne dzieci miały Aidena za zdystansowanego snoba, ale nauczył się również zjednywać sobie ludzi.
Od tego czasu tak wiele się zmieniło – pomyślałam, spoglądając na moich towarzyszy. Chciałam, by między nami zawsze było tak, jak teraz. Ich obecność była dla mnie codziennością i za nic nie mogłam tego stracić.
Budynek szkoły był dużym, nowoczesnym kompleksem. Biel, zieleń i szkło nie dominowały, ale wtapiały się w otoczenie. W Allerton High School było siedem roczników, a my należeliśmy już do ostatniego. Zadziwiające, jak szybko zleciało te sześć lat.
– Roni! – Rudowłosa dziewczyna z burzą loków okalających twarz pomachała do mnie z oddali.
– Sally! – Podbiegłam do niej, a ona w odpowiedzi mocno mnie przytuliła.
– Jak ostatnie tygodnie? Spędziliście je razem? – Kiwnęła w stronę chłopaków, a ja jedynie skinęłam w odpowiedzi. – Jak zawsze nierozłączni, prawda?
Sally była moją przyjaciółką i choć ją kochałam, nigdy nie byłam z nią tak blisko, jak z Aidenem, Liamem i Jasperem. Kilka lat temu skrycie marzyła o tym, by Aiden zobaczył w niej kogoś więcej niż koleżankę z klasy, ale obie wiedziałyśmy, że istniała na to bardzo niewielka szansa, więc z czasem porzuciła te fantazje.
– Musisz mi o wszystkim opowiedzieć. – Zaciągnęła mnie do budynku i ruszyłyśmy prosto na apel z okazji rozpoczęcia roku. – Słyszałaś, że mamy nowego? Co prawda niewiele o nim wiem, ale to dziwne, że zmienia szkołę na ostatni rok nauki.
– Czyli mamy niespodziankę już pierwszego dnia.
– Ciekawe, kto to będzie. Może kolejny nieokrzesany przystojniak? – Mrugnęła do mnie porozumiewawczo. Pewnie znów miała na myśli Aidena, ale nie chciałam ciągnąć tego tematu, a Sally zdawała się to szanować.
Zajęłyśmy miejsca i rozejrzałam się, z przyzwyczajenia szukając znajomych twarzy. Siedzieli razem z tyłu i jak na zawołanie wszyscy na mnie spojrzeli. Roześmiałam się i pomachałam im, na co Aiden jedynie pokręcił głową, Liam odpowiedział uśmiechem, a Jasper również mi pomachał. Świadomość, że są blisko, napawała mnie spokojem.
Powitaniom nie było końca, a apel dłużył się w nieskończoność. W pewnym momencie Sally ziewnęła, zakrywając usta dłonią. Naprawdę chciałam się cieszyć ostatnim dniem bez lekcji, ale również opadłam z sił. Przedstawiono nowych nauczycieli oraz złożono nam życzenia, by ten rok przyniósł wiele sukcesów. W końcu po pożegnaniu ruszyłyśmy do klasy, gdzie przywitałam się ze wszystkimi. Dziewczyny z ogromnym entuzjazmem przyjęły wieści o nowym uczniu i zastanawiały się nad tym, jak on może wyglądać. Dlatego właśnie nie przyjaźniłam się z nimi tak blisko. Krótko mówiąc, nie było nam po drodze z priorytetami. Razem z Sally usiadłyśmy obok okna, w ławce, która od zawsze należała do nas.
– Macie jakieś plany na dziś? – zapytała przyjaciółka, gdy sięgałam do torby po telefon.
– Idziemy na obiad do Jaspera, dawno u niego nie byłam.
Nie powiedziałabym tego na głos, ale Jasper miał trudną sytuację z ojcem. Od kiedy jego mama odeszła, ich relacja bardzo się zmieniła. Kilka tygodni temu słyszałam jedną z ich awantur i to wydarzenie zabolało na tyle, by go nie rozgrzebywać.
– Tym razem ci wybaczę, ale trzeba będzie zorganizować jakieś spotkanie, żeby wszystko porządnie obgadać.
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć, bo do klasy wszedł nowy chłopak. Nie wiedziałam, co mnie bardziej zaskoczyło: to, że pojawił się w naszej klasie, czy to, że wchodząc, śmiał się z czegoś razem z Aidenem. Od kiedy Aiden tak ciepło przyjmuje nowych? A może już się znali? Zajęli miejsca z tyłu, a Jasper usiadł przed nimi, również pogrążony w rozmowie.
– Roni, musisz przyznać, że jest uroczy – szepnęła Sally, a ja dopiero teraz bardziej mu się przyjrzałam.
Dorównywał wzrostem chłopakom, miał krótkie, czarne włosy, które przypominały włosy Aidena, i jasnoniebieskie oczy, podobne do tych Liama.
– Patrzy na ciebie – dodała.
Nasze spojrzenia się spotkały. Na mojej twarzy pojawiły się gorące wypieki. Mrugnął do mnie, wprawiając mnie w jeszcze większe zażenowanie.
– Nie mów, że się znacie! – Sally pociągnęła mnie za rękaw, bo nie mogłam oderwać od niego wzroku. Było w nim coś niepokojącego. Zwrócił się do Aidena i ten też na mnie spojrzał. Po czym odezwał się do nowego. Rozmawiali o mnie?
– Mówię do ciebie, Roni, obudź się.
Odwróciłam się przodem do tablicy. Musiałam się dowiedzieć, kim on jest i skąd zna moich przyjaciół.
– Rany, musiał zrobić na tobie piorunujące wrażenie. Swoją drogą, prezentuje się jak zawodowy flirciarz.
– Mam co do niego złe przeczucia – odpowiedziałam, ale ona uniosła brwi ze zdziwienia.
– Myślisz, że to niegrzeczny chłopiec? Teraz nie ma odwołania, wpadnij do mnie w weekend.
– Z chęcią. Dobrze nam to zrobi – zdążyłam jeszcze powiedzieć, gdy do klasy weszła pani Rogers.
Niska, przysadzista kobieta, którą wszyscy wprost uwielbiali. Uczyła historii i była, jak to mówią, nauczycielem z powołania. Widać było, że jest stworzona do tej pracy. W swoje opowieści wkładała serce i dzięki niej nie musiałam tyle ślęczeć nad książkami.
– Moi drodzy, cieszę się, że widzę was w pełnym składzie. Mam nadzieję, że dobrze wypoczęliście, bo przed nami ciężki rok. Na początek chciałabym wam kogoś przedstawić. Pewnie zauważyliście, że mamy w klasie nową osobę. Finn, proszę, wstań i powiedz reszcie kilka słów o sobie.
Odwróciłam się, gdy on już stał.
– Jestem Finn Carter, przeniosłem się tu razem z rodziną. Lubię koszykówkę i nowe wyzwania – powiedział zdawkowo, skinął reszcie głową, a z jego ust nawet na chwilę nie znikał uśmiech.
Czy to było dla niego zabawne, czy może jest tak pewny siebie?
Resztę czasu pani Rogers poświęciła na nakreślenie najważniejszych chwil w zaczynającym się właśnie roku szkolnym, a ja starałam się wyrzucić Finna z myśli.
– To wszystko na dziś, widzimy się jutro. – Po tych słowach kilka osób podeszło do nauczycielki, a dziewczęta w większości zaczęły się zbierać wokół nowej, intrygującej postaci.
– Widzimy się jutro. – Sally ruszyła do wyjścia, a ja zabrałam swoje rzeczy i podeszłam do Jaspera. W końcu byliśmy na dziś umówieni.
– Dobrze, że jesteś – podchwycił od razu Aiden, ignorując resztę. – Roni, poznaj naszego znajomego.
– Znajomego? – zapytałam, patrząc na niego z powagą. Nie chciałam, by wyczuł we mnie jakąś słabość.
– Tak, graliśmy razem w kosza na obozie – odparł Aiden. – To Veronica Backer.
– Cześć, piękna – powiedział nowy, gdy poczułam, jak ktoś mnie obejmuje.
– Cześć – rzucił Liam, stając tuż za mną. Szepnął mi do ucha: – To dupek, ale świetnie gra, więc dobrze byłoby mieć go w drużynie.
– Możecie już iść, dogonię was – powiedział Aiden, więc wyszliśmy, zostawiając go z Finnem i resztą.
Podczas drogi powrotnej tłumiłam w sobie wiele pytań, ale ostatecznie postanowiłam rozwiać chociaż część wątpliwości.
– Dobrze go znacie?
– Kogo? Finna? – Jasper wydawał się wyraźnie ożywiony. – Znamy się już od jakiegoś czasu. Aiden i Liam czasem grają z nim w kosza.
– To buc, ale trzeba mu przyznać, że jest świetny. Do tej pory był kapitanem, więc trudno mu będzie pogodzić się ze zmianą dowodzenia.
Liam zdawał się mniej otwarty niż Jasper w związku z Finnem. Póki co podzielałam jego dystans. Kapitanem szkolnej drużyny koszykarskiej od roku był Aiden, więc zaczynałam rozumieć jego żywe zainteresowanie pojawiającą się szansą, którą bez wątpienia niósł ze sobą Finn. Nasz spokojny z pozoru dzień okazał się bardzo emocjonujący. Ciekawił mnie dalszy rozwój wydarzeń.
Jasper bardzo dbał nie tylko o swój wygląd, ale również o dobre samopoczucie. Zdrowo się odżywiał i uprawiał wiele dyscyplin sportowych. To dzięki niemu świetnie jeździłam na rolkach i uwielbiałam wycieczki rowerowe. Zaraził mnie też miłością do natury i fotografii, z którą być może wiązałam swoją przyszłość. Był bardzo troskliwy, wrażliwy i zazwyczaj nie lubił mówić o sobie. Bardzo się zmienił od śmierci mamy. Jej długa walka z chorobą zostawiła w nim ślad, którego nigdy nie udało nam się pozbyć. Blizny na jego duszy sprawiały, że momentami tracił wiarę w siebie i porzucał marzenia. Wiedziałam, że nigdy nie zastąpimy tej pustki w jego sercu, ale chciałam, by korzystał z życia pełnymi garściami. Nie pomagał w tym jego ojciec, który nalegał na to, by po szkole zaczął pracę w jego warsztacie samochodowym. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że Jasper nie lubił naprawiać aut. Pomagał ojcu niezliczoną ilość razy, ale nigdy do końca się do tego nie przekonał. Miałam nadzieję, że każde z nas zdobędzie się na odwagę i ostatecznie pójdzie dobrą ścieżką. Skąd jednak wiedzieć, która jest tą właściwą? Jeszcze tego nie rozpracowałam.
Leżałam na kanapie, oglądając zdjęcia w starym albumie, gdy podszedł Liam.
– Przesuń się – powiedział, więc usiadłam, a on zajął miejsce na kanapie obok mnie, trzymając w dłoni pada.
– Znów będziecie grać? – zapytałam, kładąc się ponowie, tym razem z głową na jego kolanach.
– Muszę odwrócić jakoś uwagę od głodu.
– Jasper jest jeszcze w kuchni?
Unoszący się w powietrzu zapach sprawił, że zaczęło mi burczeć w brzuchu.
– Zaraz kończy. Czuję, że zdechnę, zanim tu przyjdzie.
Liam często robił się marudny, gdy doskwierał mu głód.
– Zobacz, jakim byłeś słodkim chłopcem – powiedziałam, wskazując jedną z fotografii.
Mieliśmy na niej jakieś dwanaście lub trzynaście lat. Liam wgryzał się właśnie w kawałek arbuza, a reszta uśmiechała się do obiektywu. Na kolejnej Aiden biegł, trzymając w dłoni sznurek od latawca. Ja natomiast patrzyłam w niebo, na którym tańczył wielki, kolorowy motyl. Jasper stał koło mnie, również patrząc w górę i pokazując latawiec palcem, a Liam biegł tuż za Aidenem.
– Wtedy pierwszy raz się nam udało, pamiętasz? – zapytałam, a Liam przerzucił stronę albumu.
– Te lubię bardziej – odparł i się roześmiał.
Powitały mnie zdjęcia stoiska z lemoniadą, które kiedyś skleciliśmy. Chłopcy znaleźli stare deski, które pomalowaliśmy i zbiliśmy w mały stolik z pokaźnym szyldem. Tamto lato wiele nas nauczyło. Nasz nakreślony kredkami pomysł stał się rzeczywistością. Ciężka praca zaowocowała pierwszym zarobkiem, a wydane później pieniądze smakowały wanilią i truskawkami.
– Przepuściliśmy wszystko na lody – powiedziałam z pewnym rozczuleniem.
– Najlepsze lody w moim życiu – skomentował Liam. – Dzięki tobie zarobiliśmy kupę forsy.
– Wszyscy wtedy bardzo się staraliśmy.
– Patrz, jak tu krzyczysz na tego biedaka. – Na zdjęciu byłam zła i faktycznie coś wykrzykiwałam do chłopca, który przechodził koło naszego stoiska. – Wielu tak zmusiłaś do zakupu. Byłaś przerażająca, jak na czymś ci zależało.
– Nieprawda – żachnęłam się, ale on kontynuował:
– Wypieraj to, ile chcesz, przeszłości nie zmienisz. Byłaś cholernie uparta.
– Chciałam, żeby nam wyszło. Tak bardzo nam na tym zależało.
– Dalej potrafisz taka być. Słodka jak miód, a jednocześnie ostra jak papryczka chili.
– Nie jestem pewna, czy to komplement – zaczęłam, gdy do salonu wszedł Aiden. – Już myślałam, że nie przyjdziesz. – Usiadłam, badając reakcję przyjaciela.
Czy Finn namiesza w naszej relacji? Dlaczego właściwie tak o nim myślałam?
– Nie przepuściłbym takiej okazji. Jasper sam gotuje?
– Nie pozwala wchodzić do kuchni – odparł Liam, włączając grę.
Aiden chwycił drugiego pada i opadł na duży, skórzany fotel. Po chwili odezwał się telefon Liama. Zerknął na ekran i zignorował połączenie.
– Dziewczyna? – zapytałam, a on się uśmiechnął.
– Zazdrosna?
Nagle poczułam złość. Jakby ktoś zmienił mój tryb na bardziej bojowy.
– Nie bądź głupi – odparłam, zamykając album. – Zazwyczaj ignorujesz połączenia od dziewczyn, gdy siedzimy razem.
– To Olivia.
Olivia była młodszą siostrą Liama, która go ubóstwiała. Naśladowała go dosłownie we wszystkim.
– Więc dlaczego nie odebrałeś?
– Wiem, po co dzwoniła. – Jego odpowiedź mnie zaskoczyła.
– Tak?
– Chce zapytać o Aidena.
– Aidena? – Dalej nie bardzo rozumiałam.
– Ostatnio cały czas o nim gada. To chyba jakieś pieprzone zauroczenie. Nie daje mi żyć. Aiden to, Aiden tamto.
– Masz adoratorkę – rzuciłam do wspomnianego, którego wyjątkowo to rozbawiło.
– To nie jest śmieszne. Nawet w domu wciąż muszę o tobie słuchać. Nie waż się do mnie przychodzić w najbliższym czasie.
– Bez obaw, zakochane sześciolatki to nie mój klimat – odparł, jak już powstrzymał śmiech.
– Takie zauroczenia są wspaniałe – przyznałam, nie widząc nic śmiesznego w tej sytuacji.
– Nie wiedziałem, że taka z ciebie romantyczka, Roni – powiedział Jasper, wchodząc do pokoju z talerzami pełnymi makaronu w jakimś zielonym sosie.
Liam wziął jeden i mi podał.
– Próbuj pierwsza – zdecydował, wkładając mi w dłoń widelec.
– Z miłą chęcią. – Wzięłam do ust kęs i rozpłynęłam się w bogatym smaku szpinaku, ziół oraz parmezanu. – Jasper, to jest przepyszne! Coś czuję, że jesteś do tego stworzony!
– Ostatnio dużo o tym myślę. Chciałbym kiedyś robić to, co lubię.
Miałam świadomość, że jego ojciec tak łatwo nie odpuści. Planował przekazać mu kiedyś firmę i myślał, że to najlepszy start, jaki może mu ofiarować. Miał syna za niewdzięcznika, ale ja doskonale wiedziałam, że problem leży gdzie indziej. Od dawna nie potrafili ze sobą rozmawiać. Tylko jak mogłabym im pomóc?
– To faktycznie jest dobre – dodał Aiden, na co Liam jedynie mruknął z ustami pełnymi makaronu.
Siedzieliśmy razem do wieczora i jak pomyślałam o tym, że następnego dnia zaczynają się lekcje, robiło mi się słabo. Trzeba było jednak sprostać oczekiwaniom. Wracaliśmy do domu po zachodzie, więc było już całkiem ciemno. Pewnie bałabym się iść samej, ale Aiden, Liam i Jasper, który mieszkał najdalej, zawsze byli ze mną, odprowadzali mnie po drodze. Chłodne powietrze przeszywało do kości, więc zaczęłam żałować, że zabrałam z domu jedynie szkolny mundurek. Pogoda zmieniała się powoli na jesienną, a cienki sweter nie chronił już tak, jak wcześniej. Zaczęłam rozcierać dłonie, by choć przez chwilę nie były tak skostniałe.
– Zimno ci? Chcesz moją kurtkę? – zaproponował Aiden, ale pokręciłam jedynie głową.
Za chwilę miał pokazać się jego dom. W Leeds było wiele architektonicznych perełek, ale jego dom podobał mi się najbardziej. Stare mury zostały częściowo wykorzystane, by wraz z dodatkiem drewna i szkła stworzyć luksusowe miejsce do życia. Jego rodzice prowadzili własną klinikę medycyny estetycznej, dlatego też tak dobrze im się powodziło. Aiden planował iść w ich ślady i musiałam przyznać, że pasował do takiej przyszłości. Cieszyło mnie, że wie już, co chciałby robić w życiu. Przynajmniej jedno z nas dążyło do celu, zbliżając się do niego z każdym mijającym rokiem.
Pomyślałam, że powinnam przejrzeć zdjęcia, które zrobiłam podczas wakacji. Liczyłam na to, że udało mi się pstryknąć kilka ciekawych ujęć, które mogłabym później wykorzystać w portfolio. Pod koniec drugiego semestru musiałam złożyć je w Leeds Arts University. Jeśli moje prace przejdą wstępną selekcję, czekała mnie rozmowa kwalifikacyjna. Nie potrzebowałam tak wielkiego stresu, ale co innego mogłam zrobić? Iść do pracy? Po ukończeniu szkoły miałam jednak marne perspektywy. Czy fotografia była czymś, co pozwoliłoby mi na przyszłość bez zmartwień? Może tak naprawdę traktowałam ją jedynie jak hobby? Żałowałam, że w wieku siedemnastu lat muszę podjąć tak trudną i ważną decyzję. Zdecydowanie nie byłam na to gotowa.
– Widzimy się jutro – powiedział Aiden i zniknął za bramą prowadzącą do jego pięknie oświetlonego domu.
Liam nic nie mówił, ale stanął i ściągnął przez głowę bluzę. Następnie podszedł i założył mi ją, naciągając kaptur na moje lodowate uszy.
– Włóż ręce do kieszeni – powiedział, co od razu zrobiłam i ruszyłam przed siebie.
– Dziękuję – szepnęłam, czując przyjemne ciepło rozchodzące się po ciele. – Teraz ty zmarzniesz.
– Nie zmarznę, nie martw się o to.
Liam czasami bardzo mnie zadziwiał. Kiedyś to ja się o niego martwiłam i starałam się, by o niczym nie zapomniał. Teraz role nagle się odwróciły. Dorastaliśmy i nie dało się tego ukryć pod płaszczem wspólnej zabawy. Już nie tylko wyglądaliśmy inaczej, ale zmieniło się też wszystko wokół.
– O czym myślisz? – zapytał, przerywając ciszę.
– Nie jestem gotowa – odparłam, zatrzymując się. – Tylko nie zacznij świrować – zaczęłam konspiracyjnym tonem.
– Nie strasz mnie, Roni.
– Dalej nie wiem, czy fotografia jest tym, co chciałabym robić. Czuję, że popełniam błąd. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że zupełnie nie mam pojęcia, czym chciałabym się zająć.
Liam mnie przytulił. Zupełnie jakby chciał zabrać ode mnie wszystkie zmartwienia.
– Weź kilka głębokich wdechów. Przecież to nie jest koniec świata. Przed tobą całe życie. To jasne, że wiele razy zmienisz zdanie czy kierunek, w którym podążasz. Jeśli nie masz innego planu, idź na fotografię i zobacz, gdzie cię to zaprowadzi.
– Łatwo ci mówić, masz jeszcze czas na poważne decyzje.
– Myślisz, że nie martwi mnie to, w jakim jesteś stanie? Chcę ci pomóc.
– Wiem i dziękuję ci za to. – Również go przytuliłam i starałam się uspokoić.
Może faktycznie powinnam dać się ponieść.
Liam odprowadził mnie i ruszył do domu obok.
Kiedy tak się zmieniłeś? – zastanawiałam się, patrząc przez okno. Był bardzo uparty oraz lojalny, każde z nas poszłoby za resztą w ogień, jednak to on chronił mnie najbardziej zaciekle. W zeszłym roku wdał się w bójkę, bo dowiedział się, że jeden z chłopaków stroił sobie ze mnie żarty. Nie przejęłam się tym za bardzo, ale Liam wpadł w szał. Na szczęście Aiden i Jasper w porę go powstrzymali i skończyło się jedynie na pękniętej wardze. Liam traktował tę opiekuńczość z pełną powagą. Zupełnie jakby chciał powiedzieć: „Dziękuję za te wszystkie lata, kiedy to ty mnie chroniłaś”.
W domu powitali mnie siedzący w salonie rodzice. Mama sączyła wino, a tata komentował to, co zobaczył w wiadomościach.
– Już jestem! – zawołałam do nich i zaczęłam wspinaczkę po schodach.
– Jak rozpoczęcie? – zapytała mama, a po chwili odezwał się tata:
– To bluza Liama? – Jak zwykle jego czujne oko złapało trop.
– Wszystko w porządku i tak, to jego bluza. Zrobiło się bardzo zimno.
Tata wyszedł na korytarz, nie był zadowolony.
– Roni, może powinnaś wracać do domu wcześniej?
– Czy to nie powinno działać tak, że im starsza jestem, tym później mogę wrócić?
– Henry, nie wygłupiaj się – dodała mama, a ja zobaczyłam, jak zmarszczka między brwiami taty powoli się wygładza. – Przecież jest z chłopcami.
– Właśnie o to chodzi. Nie mają już jedenastu lat.
– Tato, oni nie pozwoliliby mnie skrzywdzić, przecież o tym wiesz.
– Tak, ale wiem też, co chodzi po głowie chłopcom w ich wieku. – Wyglądał na szczerze zmartwionego.
– Czuję się z nimi dobrze, są jak rodzina.
– Jesteś piękną, młodą kobietą i każdy to widzi, szczególnie oni.
– Będę ostrożna, obiecuję – powiedziałam, choć byłam więcej niż pewna, że każdy z nich wolałby uciąć sobie rękę, niż wyrządzić mi jakąkolwiek krzywdę.
Byliśmy jak farby, które zmieszane ze sobą tworzą coś wspaniałego i niepowtarzalnego. Coś równie głębokiego jak emocje, które nas ze sobą scaliły. Osobno przypominalibyśmy tylko zwykłe kolory.
Powrót do szkoły okazał się mniej bolesny, niż się spodziewałam. Lekcje upływały w spokoju, a czas zdawał się uciekać między palcami. Finn otrzymał ode mnie kredyt zaufania, bo reszta miała go za fajnego faceta, gotowego do współpracy. Jeśli oni mu ufali, mogłam dać mu szansę.
Zauważyłam, że ten rok upływa dokładnie w taki sam sposób, jak poprzedni i jeszcze wcześniejszy. Nikt nie mówił otwarcie o obawach czy problemach w wyborze szkoły. Niektórzy, jak Aiden, określili się już dawno, a inni zdawali się stawiać na przeznaczenie. Ich beztroskie zachowanie na początku mnie drażniło, aż dotarło do mnie, że najprawdopodobniej odnaleźli jedyny sposób na to, żeby dotrwać do zakończenia szkoły o zdrowych zmysłach. Starałam się nad tym nie rozwodzić, a Sally skutecznie odwracała moje myśli od trudnych tematów.
– On chyba wie, że nim gardzisz.
– Finn? Nie gardzę nim. To zbyt dosadne słowo. Po prostu nie umiem mu zaufać.
– A może to zazdrość? – Sally nie dawała za wygraną.
– Nie rozumiem, jak mogłabym być o niego zazdrosna. Niech tam będzie, z kim chce, nic mnie to nie obchodzi.
– Głuptasie, jesteś zazdrosna o to, że spędza z nimi więcej czasu niż ty. – Zerknęła dyskretnie na tylne ławki, gdzie Aiden i Jasper śmiali się z czegoś, co powiedział Finn.
Nigdy w ten sposób o tym nie pomyślałam.
– Nic nie jest w stanie nas rozdzielić – powiedziałam, choć w moje myśli wkradł się niepokój. – Oni mają masę przyjaciół. Dziewczyny, od kiedy pamiętam, chodzą za nimi stadami.
– Chcesz powiedzieć, że nie zmienią się wraz z wiekiem i że na zawsze zostaniecie we czwórkę?
Jej słowa były brutalne, ale prawdziwe. Jasne, że każde z nas w pewnym momencie ułoży sobie jakoś życie. Nigdy po prostu nie wybiegałam myślami aż tak daleko w przyszłość.
– Nie smuć się, Roni. Tylko zadbaj w końcu o siebie. Umów się z kimś, zakochaj się, korzystaj z życia bez oglądania się za siebie.
– Nie wiem, czy właśnie tego teraz potrzebuję.
– Czy oni ci tego zabraniają? – Chwyciła moją dłoń i spojrzała na mnie ze zmartwieniem wymalowanym na twarzy. – Nigdy nie miałam ich za tak apodyktycznych.
– Nie o to chodzi. Wiem, że oni chcą, żebym była szczęśliwa, i jeśli będzie trzeba, pomogą mi to osiągnąć.
– Więc w czym problem?
– Sally, nie można ot tak się zakochać. To tak nie działa.
– Przecież nie mówię od razu o zaręczynach. Wyluzuj i dobrze się baw. Może wybierzemy się gdzieś w ten weekend? Zabierzemy kilka osób, pójdziemy do kina, zjemy coś smacznego.
Chciała dobrze, wiedziałam o tym. Może jednak miała rację?
– Pomyślę o tym – powiedziałam, a ona puściła moją rękę i kiwnęła ze zrozumieniem głową.
– Zobacz, to tak jak ja. Aiden skupia się na swoim celu, dużo się uczy, gra w kosza i jest w tym, krótko mówiąc, najlepszy. Liam, z tego, co słyszałam, spotyka się z dziewczynami i wie, jak wygląda dobra zabawa. Do tego jeszcze szykuje się, by w przyszłym roku zastąpić Aidena jako kapitan drużyny. Jasper rzeźbi ciało, czasem pracuje z ojcem i szlifuje kulinarne zdolności. Czy ty też skupiasz się na czymś poza nimi?
– Lubię robić zdjęcia – zaczęłam niepewnie, bo zrozumiałam, że faktycznie to robiłam. Skupiałam się na nas, tak jak kiedyś. Może przez takie zachowanie powstrzymywałam nie tylko siebie, ale również ich.
– Wyjdź choć raz z bezpiecznej strefy. Zrób coś w końcu bez nich.
– Sama nie wiem.
– I nie dowiesz się tego, dopóki nie spróbujesz.
Obiecałam sobie, że przemyślę jej słowa. Czy chciałam na chwilę się odciąć, by żyć własnym życiem?
Podczas przerwy śniadaniowej bezmyślnie chwyciłam za torbę, w której miałam jedzenie, i ruszyłam z resztą na stołówkę. Czasami zdarzało mi się kupować jedzenie na miejscu, głównie stawiałam wówczas na ciepłe potrawy, ale zdecydowanie częściej przynosiłam coś z domu. Usiadłam z Aidenem, Jasperem i Sally, kiedy dołączył Liam. Zajął miejsce koło nas, a jego ręce wylądowały na blacie. Następnie położył na nich głowę i zamknął oczy. Był aż tak zmęczony, żeby nie myśleć o jedzeniu? To do niego niepodobne.
– Nie masz znajomych w swoim wieku czy jak? – Aiden potrafił być czasem wredny.
– Zignoruj go – powiedziałam, kładąc przed nim duże, czerwone jabłko. – Wstawaj, podzielę się z tobą.
– Nie masz też kasy na jedzenie? Mogę… – zaczął znów Aiden, ale Liam mu przerwał:
– Zdecydowanie wolę jedzenie Roni.
– Ale z ciebie dzieciuch – odparłam, a on z uśmiechem wgryzł się w jabłko, czym wywołał uśmiech również na mojej twarzy.
– W ten sposób nie znikniesz z radaru – powiedziała ściszonym głosem Sally.
Podążyłam za jej wzrokiem i dopiero wtedy zrozumiałam. Przy stoliku obok usiadły dziewczyny z piątej klasy i wpatrywały się w Liama. Naprawdę przyciągał wzrok. Tak jak zresztą każdy z nich. Matka natura nie poskąpiła im urody. Pod każdym względem byli dla mnie piękni, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Akceptowałam w nich wszystko, łącznie z marudną stroną Liama, sporadyczną arogancją Aidena czy nadmiernym tłumieniem emocji Jaspera. Byli idealni właśnie tacy, jakich ich widziałam. Liam zmył się wraz z jabłkiem, które ode mnie dostał. Pewnie miał dość śledzenia na każdym kroku. Wcale się temu nie dziwiłam. Wkrótce koło naszego stolika pojawił się Finn. Usiadł na miejscu Liama i patrzył na mnie w zupełnej ciszy. Zignorowałam to, ale gdy Sally skończyła opowiadać o tym, na co mogłybyśmy iść do kina, postanowił się do mnie odezwać.
– Przyjdź na kolejny trening, Roni – wypalił, a Aiden zaczął go obserwować.
– Wiele razy już byłam na treningach – odpowiedziałam, bo nie miałam pojęcia, jak potraktować jego zaproszenie.
– Tyle że mnie wtedy nie było. Nie daj się prosić.
– Dlaczego chcesz, żebym tam przyszła? – zapytałam, a Sally nadepnęła na moją stopę pod stołem.
Powiedziałam coś złego? Miałam wykorzystać tę okazję?
– A co, jeśli powiem, że chciałbym, żebyś patrzyła na mnie tak, jak na nich? – Kiwnął w stronę Aidena, który dalej milczał.
– Z chęcią sprawdzę, jak sobie radzicie – odpowiedziałam w końcu, a Finn opadł na oparcie z wyrazem triumfu wypisanym na twarzy.
Jak już opuściłyśmy stołówkę, Sally zaczęła piszczeć z ekscytacji.
– O tym właśnie mówiłam, dziewczyno! Przez moment myślałam, że spaprałaś sprawę, ale dobrze, że się zgodziłaś. Teraz chłopcy zobaczą, że twój świat nie kręci się tylko wokół nich.
– Nie chcę nic nikomu udowadniać.
– Jasne, że nie chcesz. Aiden nie milczał tak po prostu. On milczał z wściekłości. Nie mów, że tego nie dostrzegłaś!
– Przestań, Sally. Twoje teorie nie prowadzą do niczego dobrego.
– Tak dla jasności, wybieram się z tobą, muszę to zobaczyć. – Złapała mnie pod rękę i razem poszłyśmy do klasy.
Do treningu drużyny koszykarskiej zostały niecałe trzy dni. Pierwszy raz na samo wspomnienie o tym moje serce przyspieszało. Czułam dziwny niepokój i nie mogłam przestać o tym myśleć. Przypuszczałam, że na ten stan wpłynęła też nagła nieobecność Jaspera. Pisałam do niego przed pierwszą lekcją, ale nie otrzymałam niestety żadnej odpowiedzi.
– Uspokój się, pewnie to nic takiego – szepnęła Sally, gdy zupełnie nie mogłam się skupić na zajęciach.
Jasper nie opuszczał lekcji z byle powodu. Nawet jeśli miałoby go nie być, poinformowałby nas na czas. Jeśli tego nie zrobił, coś było nie tak. Na przerwie podeszłam do Aidena, który omawiał coś w skupieniu z Finnem.
– Wyjdę wcześniej i sprawdzę, co z Jasperem.
– Pójdę z tobą – powiedział, wstając z miejsca.
– Nie ma takiej potrzeby. Dam ci znać, jak tylko się czegoś dowiem.
– Jesteś pewna? – zapytał, a ja przytaknęłam.
Następnie wyjaśniłam wszystko nauczycielowi, zadzwoniłam do mamy i wyszłam ze szkoły. Jasper dalej nie odbierał, więc przyspieszyłam kroku. Kiedy stałam przed jego domem, wszystko wyglądało jak zawsze. Wcisnęłam dzwonek i czekałam. Nie otworzył, więc złapałam za klamkę, która od razu ustąpiła. Weszłam do środka i na moment zamarłam. Nic nie było na swoim miejscu. Szafka została przewrócona, wszędzie leżały buty, a duże lustro wiszące na ścianie zostało rozbite. Co tu się wydarzyło?
– Jasper! Jesteś tu?! – zawołałam, a strach zaczął ściskać mi gardło.
Weszłam do salonu, który również wyglądał tak, jakby przeszło tędy tornado. Nie umknęło mi również, że przy kanapie leżało pełno puszek po piwie. Nie czekając dłużej, wbiegłam po schodach, potykając się o połamaną balustradę. Wpadłam do pokoju Jaspera, ale go nie znalazłam. Sprawdziłam łazienkę i zeszłam, by zajrzeć do kuchni, gdy na środku korytarza zobaczyłam jego ojca. Miał na sobie podartą koszulkę, jego włosy były w kompletnym nieładzie, a twarz zdobił wielki siniak. Kiedy jednak spojrzałam na jego dłoń, cofnęłam się o krok. Czy to były ślady krwi?
– Gdzie jest Jasper? – zapytałam, a jego ojciec spojrzał na mnie ze zbolałym wyrazem twarzy. Zdawało mi się, że oczy mu się zaszkliły. Nie zamierzałam go jednak żałować. Skupiłam się na tym, by odnaleźć przyjaciela. – Czy coś mu się stało?
– Ja – zaczął, spoglądając na swoje dłonie – nie wiem. To działo się tak szybko.
– Skrzywdziłeś go?
– Tak – odparł ledwo słyszalnym szeptem.
Nie zważając na nic, wypadłam na zewnątrz. Gdzie mógł pójść? Zaczęłam szukać go w miejscach, które najczęściej odwiedzaliśmy. Jednak dalej nie mogłam go znaleźć. Tak bardzo się bałam, że stało się coś złego. Może powinnam zadzwonić na policję albo do rodziców? Sprawdziłam sklep, w którym często zatrzymywaliśmy się na lody. Zapytałam nawet sprzedawcę, czy widział Jaspera, ale niestety powiedział, że od kilku dni go nie było. Następna była mała księgarnia z używanymi książkami. Tu z kolei najwięcej czasu spędzał Aiden. Powoli traciłam siły. Poszłam nad strumień i w miejsca, które wzdłuż niego lubiliśmy, dalej nic. Minęłam stary plac zabaw, gdy łzy wypełniły moje oczy.
– Jasper! Jasper! – wołałam ile sił, ale odpowiedź nie nadeszła.
Sięgnęłam po telefon, żeby wybrać numer Aidena, ale w tym właśnie momencie ekran zgasł. Wyczerpana bateria sprawiła, że trzeba było zawrócić. Musiałam dotrzeć do domu, by powiadomić resztę. Na miejscu ledwo łapałam oddech ze zmęczenia, a kiedy otworzyłam bramkę, zobaczyłam go. Siedział na schodach z głową ukrytą w dłoniach. Ne myśląc wiele, podbiegłam, uklękłam i przytuliłam go.
– Dzięki niebiosom, znalazłam cię – powiedziałam, powstrzymując łzy.
Objął mnie mocno i wtedy usłyszałam ciche łkanie. Chciałam się odsunąć, ale wzmocnił uścisk, nie pozwalając mi się ruszyć.
– Jestem tu. Nigdzie się nie wybieram. – Gładziłam go po włosach, a jego szerokimi ramionami raz po raz wstrząsał ból. – Już dobrze, wszystko będzie dobrze – powtarzałam, aż w końcu zaczął się uspokajać.
Odsunęłam się nieznacznie, objęłam delikatnie jego policzki i uniosłam głowę, oceniając obrażenia. Oprócz rozmazanej krwi pod nosem nie znalazłam jednak nic niepokojącego.
– Czy coś cię boli? – zapytałam, a on pokręcił przecząco głową. – Wejdźmy do środka.
W domu złapałam jego dłoń i pociągnęłam go w stronę fotela. Usiadł, więc przyniosłam apteczkę i opatrzyłam otarcia na jego nosie.
– Opowiesz mi, co się tam właściwie stało? – Naprawdę liczyłam na to, że się przede mną otworzy. Chciałam mu pomóc.
– Nic wielkiego – odpowiedział, a moje ramiona opadły z bezsilności.
– To, co widziałam w twoim domu, świadczy o czymś zupełnie innym.
– Byłaś tam? – Jego brązowe oczy były pełne wstydu, a mnie ogarnęła złość.
Dlaczego musiał się tak czuć?
– Tak. Widziałam też twojego ojca – powiedziałam i zauważyłam, że jego opór zaczął słabnąć.
Jasper westchnął i odwrócił ode mnie spojrzenie.
– Uderzyłem go. Pierwszy raz w życiu nie wytrzymałem. Był pijany, chciał zniszczyć wszystkie zdjęcia mamy. Mówił w kółko o tym cholernym warsztacie. Nie mogłem tego słuchać. – Dotknął lekko nasady nosa. – Oddał mi, mocno. Zasłużyłem na to, ale nie miał prawa niszczyć tego, co mi po niej zostało. Nie miał prawa.
Jasper był załamany. Po raz pierwszy widziałam go w takim stanie.
Kiedy jego mama jeszcze żyła, był zupełnie innym chłopcem. Miał w sobie siłę przebicia oraz pewność siebie, której teraz zdecydowanie mu brakowało. Był zawsze chętny do nowych wyzwań i przekraczania granic. To ona uwielbiała jego dłuższe włosy i zawsze nalegała, by wstrzymał się z ich ścinaniem. Kiedy od nas odeszła, wszystko na jakiś czas wywróciło się do góry nogami, ale życie płynęło dalej, nieczułe na nasze cierpienia. Trzeba było w końcu się otrząsnąć i stawić czoła temu, co nadchodziło. Jasper nigdy nie powrócił do dawnego siebie. Żywa iskierka w jego oczach zgasła i od tamtego czasu nie widywałam jej zbyt często. Marzyłam skrycie o tym, że kiedyś powróci na dobre, uwalniając w końcu jego duszę. Zasługiwał na szczęcie oraz spokój.
– Myślę, że on cierpi. Tak jak ty – zaczęłam, a w odpowiedzi spojrzał na mnie i chyba zaczął się uspokajać.
Nie wiedziałam, czy zdołam mu pomóc, ale musiałam spróbować. Miłość tak wielka jak ta, która łączyła jego rodziców, pozostawiała ślady. Pan Lamarr nigdy ponownie się nie ożenił. Nie widziałam go też w towarzystwie żadnej kobiety. Czy to było dobre? Nie miałam pojęcia, ale wierzyłam, że dalej nie jest w stanie o niej zapomnieć. Mimo upływu lat ten ból pozostał, pogłębiając przepaść między ojcem i synem. Potrzebowali siebie nawzajem, ale co zrobić, by w końcu to dostrzegli?
Spędziliśmy razem kilka ładnych godzin, aż w końcu odważyłam się zapytać:
– Jeśli chcesz, wrócę tam z tobą i razem się z nim rozmówimy. Chciałbyś tego?
– Tak – powiedział jedynie, a ja się do niego uśmiechnęłam.
W tej chwili niczego nie pragnęłam tak bardzo, jak przywrócić mu spokój. Złapał mnie za rękę i pewnym krokiem wyszedł na zewnątrz. Długo szliśmy w milczeniu, ale był to potrzebny nam czas. Oczyszczał i pozwalał dostrzec to, co najważniejsze.
– Dziękuję, Roni. Nie wiem, dlaczego przyszedłem do ciebie. Nie myślałem wtedy trzeźwo. Jeśli twoi rodzice zobaczyliby mnie w takim stanie… – Przerwał, wzdychając głośno.
– Pomogliby ci bez zastanowienia. Jasper. – Stanęłam i pociągnęłam go, by też się zatrzymał. – Jesteś moją rodziną i zrobię dla ciebie wszystko. Dziękuję, że tu przyszedłeś.
W odpowiedzi otoczył mnie ramionami.
– Kocham cię, Roni, cieszę się, że tu jesteś.
– Ja też cię kocham – odpowiedziałam i poczułam, jak szczęście wypełnia mnie od środka. Powrócił spokój, którego tak bardzo teraz potrzebowaliśmy. Czy było coś ważniejszego niż nasza przyjaźń? Szczerze w to wątpiłam.
Kiedy dotarliśmy pod dom rodziny Lamarr, stanęłam na uboczu. Ojciec Jaspera rozpłakał się w progu i przeprosił syna. Długo rozmawiali, aż w końcu Jasper go przytulił i poklepał po plecach. Czułam, że w tej chwili coś się między nimi zmieniło na lepsze. Jasne było, że ich relacji nie zmieni całkowicie jedna rozmowa, ale ten dzień okazał się pierwszym krokiem do tego, by w końcu było lepiej.
Posprzątaliśmy razem, co się dało, zrobiliśmy obiad, a kiedy nakrywaliśmy do stołu, zjawili się Aiden i Liam. Idealne wyczucie czasu – pomyślałam z zadowoleniem. W tamtej chwili dom Jaspera jaśniał wspaniałym blaskiem, a z kuchni słychać było jedynie radosny śmiech.
W kolejnych dniach sprawy miały się jeszcze lepiej. Liam zaproponował, że mógłby przejąć zadania Jaspera w warsztacie, a pan Lamarr przyjął to ze stoickim spokojem. Jasper natomiast dalej nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Dziesiątki razy dziękował przyjacielowi, który zapewniał go, że zrobił to tylko ze względu na niezłe zarobki. Oczywiście żadne z nas w to nie wierzyło. Jasne było, że też chciał jakoś pomóc.
– Ojciec rozważa teraz zatrudnienie kogoś na stałe. Chyba faktycznie nie będę musiał tego robić – powiedział Jasper podczas przerwy.
– No nareszcie, stary. Już dawno powinien to zrobić – mruknął Aiden, nie odrywając nosa od książki.
Siedzieliśmy razem na korytarzu. Liam jak zawsze popijał napój gazowany, a ja przytulałam Jaspera. Ostatnio często szukał pocieszenia, ale całkowicie to rozumiałam. Życie stawiało przed nim wyzwania, którym trudno było sprostać w pojedynkę. W końcu się na nas otworzył i mogliśmy być dla niego wsparciem.
Trening drużyny koszykarskiej miał się zacząć o osiemnastej, więc było sporo czasu na przygotowania. W domu wcisnęłam na siebie czarne, przylegające do ciała jeansy i wyjątkowo związałam włosy wysoko na głowie. Sally miała na mnie czekać na miejscu, więc tym razem musiałam iść do szkoły sama. Założyłam kurtkę i wyciągnęłam z kieszeni błyszczyk do ust. Jednak po chwili schowałam go z powrotem. To nie była przecież randka. Nie chciałam, by ktoś miał na ten temat inne zdanie. Wsunęłam do torby aparat, bo uznałam, że będzie to świetną okazją, by sprawdzić nowy obiektyw.
Za sprawą Aidena znałam wszystkich chłopaków z drużyny, zarówno tych z ostatniego rocznika, jak i młodszych. Wiedziałam zatem, czego mogę się spodziewać. Męskie tematy, sprośne żarty oraz popisy przed publicznością. Po części właśnie przez to przestałam przychodzić na treningi. Aiden i Liam byli wtedy bardziej podenerwowani, co wpływało negatywnie na ich grę. Nie chciałam, by przy mnie musieli pilnować niekontrolowanych wybuchów testosteronu.
Tym razem miało być inaczej. Nie chciałam się wychylać. Pozostało jedynie przekonanie Sally, żeby za bardzo się nie wyróżniała. Zamierzałam się ukryć na trybunach w sali treningowej. Allerton High School była gospodarzem Leeds Basketball Academy, która oferowała intensywny program treningowy dla uczniów chcących rozwijać umiejętności koszykarskie, a obecny trener dbał o ciągły rozwój strategii oraz o kondycję zawodników. Chłopcy traktowali to naprawdę poważnie.
– Już zaczęli. – Sally powitała mnie w drzwiach z ogromnym uśmiechem przyklejonym do twarzy.
– Plan jest taki, wejdziemy prosto na trybuny i zaszyjemy się gdzieś na górze, żeby nie przeszkadzać.
– Przeszkadzać? Skarbie, będziemy dla nich świetną motywacją.
– Nie będziemy zakłócać ich zajęć.
– Przecież nie wbiegnę na boisko, spokojnie. – Otworzyła drzwi i traf chciał, że wszyscy od razu zwrócili na nas uwagę.
Finn natychmiast oderwał się od ćwiczeń i ruszył w naszą stronę. Liam również podszedł, zapewne wiedziony ciekawością. Jak na zawołanie gwizdek trenera sprawił, że reszta momentalnie wróciła do przerwanych zajęć.
– Roni, co ty tu robisz? – zapytał zaskoczony Liam.
– Przyszła popatrzeć, jak gram – odpowiedział za mnie Finn.
– Wszystko dobrze? – dopytywał mój przyjaciel, kompletnie go ignorując.
– Poważnie, dzieciaku, przyszła tu dla mnie. – Widziałam, jak Liam marszczy brwi, ale nie skomentował jego odpowiedzi. Dziś był wyjątkowo spokojny i opanowany.
– Hej, nie zapędzajmy się tak daleko. Po prostu dawno mnie tu nie było i chciałam zobaczyć, jak sobie radzicie. – Starałam się nieco załagodzić napiętą sytuację.
– A więc patrz uważnie, kochanie – odpowiedział Finn, klepnął Liama w plecy i pobiegł do reszty.
– Liam – zaczęłam, ale nie dał mi dokończyć i również odszedł.
Co to miało być? Czy Finn naprawdę był mną zainteresowany, czy tylko chciał rozdrażnić resztę?
– Roni, musisz mi wybaczyć. Nie wiedziałam, co jest grane, ale teraz już rozumiem.
– Co niby rozumiesz? – zapytałam Sally, ale nie odpowiedziała, bo chłopcy właśnie skończyli rozgrzewkę i zaczęli grę.
Finn, który był w posiadaniu piłki, ruszył wzdłuż linii. Starał się ominąć obronę, ale Liam nie pozostawił mu miejsca na ruch i zderzył się z nim tak mocno, że upadł na plecy, zbijając sobie przy okazji łokieć. Trener odgwizdał faul za blokowanie. Nie usłyszałam, co powiedział, bo Finn wstał, podszedł do Liama i popchnął go mocno w pierś. Ten, niewiele myśląc, ścisnął dłoń w pięść i uderzył Finna prosto w szczękę. Po tym obaj upadli na podłogę. Aiden i reszta starali się ich od siebie odciągnąć, bo zachowywali się, jakby kompletnie stracili rozum.
Wtedy też ruszyłam biegiem w ich kierunku. Trener i Aiden złapali Liama, ale widać było, że ledwo dają radę go utrzymać.
– Kurwa, puśćcie mnie! – krzyczał, usiłując się wyrwać.
– Po prostu odpuść – odpowiedział Finn, rozcierając miejsce, w które trafiła go pięść.
– Pierdol się! – odwarknął Liam, wyrywając się w końcu z uścisku.
Już myślałam, że znów rzuci się na Finna, ale trener cały czerwony ze złości i wysiłku wrzasnął:
– Koniec na dziś! Finn i Liam, do mnie.
Przyjaciel spojrzał na mnie, po czym ruszył szybkim krokiem, by opuścić salę. Dogoniłam go zaraz za drzwiami.
– Co to miało być? – zapytałam, a on gwałtownie się odwrócił.
– Naprawdę przyszłaś tu dla niego, Roni? – W jego głosie wyczuwałam żal i złość.
Nie odpowiedziałam, więc odwrócił się i po prostu odszedł. Czy wydarzyło się między nimi coś więcej? Czy naprawdę to ja stanowiłam problem?
– Wszystko dobrze? – zapytała Sally, podając mi kurtkę i torbę. – Zmywajmy się stąd.
Ogarnął mnie wielki smutek. Nie przypuszczałam, że ten wieczór potoczy się w tak złym kierunku.
Wkrótce po wyjściu byłyśmy już w pokoju Sally i kontynuowałyśmy rozmowę o tym, co wydarzyło się na treningu.
– Liam potrafi czasem być jak duże dziecko – powiedziałam, czując narastającą frustrację.
– Roni, on nie zachowywał się jak dziecko, tylko jak zazdrosny mężczyzna.
Na chwilę mnie zamroczyło. Czy mogła się mylić? Nie zamierzałam o nim myśleć w taki sposób, ale czy istniało jakieś inne wytłumaczenie?
Położyłam się wśród masy miękkich poduszek i westchnęłam. Wcale nie chciałam się tak czuć. Z jednej strony byłam na niego zła, z drugiej jednak martwiłam się tym, co go teraz dręczy. Czy naprawdę myślał o mnie tak źle, jak przypuszczałam? To bez wątpienia był trudny wieczór. Należał do tych nielicznych, w których musiałam odpocząć od męskiego towarzystwa.
Pokój Sally był uroczy aż do przesady. Wszędzie róż, pluszaki i porozrzucane kosmetyki. Poczułam się tak mało kobieca. Czy stałam się taka, bo większość wolnych chwil spędzałam z chłopakami? I co ważniejsze – czy chciałam w ogóle to zmienić?
– Wiem, co ci pomoże. – Sally pomachała mi przed nosem maseczką do twarzy o zapachu mango. – Nadamy ci więcej blasku. Przestań się zadręczać, odrzuć myśli o facetach i skup się na sobie.
Naprawdę bardzo stałam się jej posłuchać, ale czymkolwiek się zajęłam, niepokój prędzej czy później wracał. Musiałam porozmawiać z Liamem. Zdecydowałam, że w ten weekend wszystko sobie wyjaśnimy. Nie chciałam między nami żadnych niedomówień.
W domu Sally, w odróżnieniu od mojego, zawsze panował gwar. Miała troje rodzeństwa i mogłam przysiąc, że te dzieciaki nigdy nie miały dość. Ich nadmiar energii potrafił być bardzo przytłaczający. To była jednak miła odmiana. Pomogłam pani White z usypianiem najmłodszej dwójki, a kiedy dołączyłam do Sally w jej pokoju, już smacznie spała. Nie zdążyła się nawet przykryć. Musiała być naprawdę zmęczona. Przebrałam się w piżamę, umyłam zęby i kiedy miałam się kłaść do łóżka, dostałam wiadomość od Liama:
Śpisz?
Położyłam się obok przyjaciółki, naciągnęłam na siebie koc i wpatrywałam się w klawiaturę. Czy SMS-y to aby dobry sposób na wyjaśnienia? W końcu zdecydowałam się odpisać.
Nie.
Nie możesz zasnąć?
Wiedział, że dziś nocuję poza domem. Martwił się, czy ze mną wszystko dobrze?
Dopiero się kładę. A ty czemu nie śpisz?
Myślę.
O czym?
Czułam, że żadnemu z nas nie wyszłoby to na dobre. Między nami było już wiele sprzeczek, ale zawsze potrafiliśmy odnaleźć drogę, by do siebie wrócić. Czasami musiałam pomóc w tym, by chłopcy doszli do porozumienia, ale i tak kłóciliśmy się niezwykle rzadko. Nienawidziłam chwil, kiedy coś się psuło. Kolejna wibracja oznajmiająca przyjście wiadomości sprawiła, że wstrzymałam oddech.
O tobie.
Te dwa słowa dosłownie zatrzymały moje serce. Poczułam w brzuchu silny ucisk. On sobie tylko żartuje – powtarzałam w myślach, ale to nic nie dało. Moja wyobraźnia działała na pełnych obrotach. Czy to normalne, że po czymś takim czuję tak wielką radość?
Chyba musimy porozmawiać.
Po chwili zadzwonił.
Dźwięk dzwonka rozbrzmiał w całym pokoju, więc od razu odebrałam i spojrzałam na Sally. Dalej spała, więc przyłożyłam słuchawkę do ucha i zaczęłam szeptem:
– Zwariowałeś? Prawie obudziłeś Sally.
– Napisałaś, że musimy porozmawiać. – Wydawał się urażony moim wybuchem.
– Ale nie w środku nocy.
– Jestem tu dla ciebie, nieważne, o jakiej porze.
To wyznanie okazało się bardzo intymne. Nie byłam pewna dlaczego. Wiele razy mówiliśmy sobie różne miłe rzeczy, ale teraz było jakoś inaczej.
– Wiem i dziękuję ci za to.
– Bałem się, że będziesz zła.
– Liam, nie jestem zła, martwiłam się o ciebie.
Na chwilę zamilkł, a ja sprawdziłam, czy połączenie nie zostało zerwane.
– Powtórz to – szepnął jedynie i nie zastanawiałam się nad tym wiele.
– Martwiłam się o ciebie.
Słyszałam, jak odetchnął. Bywały momenty, że cieszyły go naprawdę proste rzeczy, zupełnie jak mnie.
– Chcę cię zobaczyć. – Wrócił do tonu przepełnionego determinacją.
– Zobaczymy się jutro, jeśli chcesz.
– Włącz kamerę.
Poczułam na policzkach gorące wypieki.
– Zwariowałeś?
– Wychodzi na to, że tak. Muszę cię zobaczyć, Roni.
Jego błagalny ton natychmiast mnie zmiękczył. Włączyłam kamerę i położyłam palec na ustach, żeby nic nie mówił. Nie mogłam zaryzykować, że obudzi Sally. Przyglądał mi się w ciszy, aż w końcu się uśmiechnęłam. Zakrył twarz dłonią. Chciał ukryć speszenie? Jego jasne włosy opadły na oczy, a na ustach pojawił się lekki uśmiech.
– Śpij dobrze, Liam – szepnęłam najciszej, jak umiałam.
– Zaczekaj. – Usiadł na łóżku i chwilę zbierał myśli. – Zobaczymy się jutro? Przyjdziesz do mnie?
Kiwnęłam głową w odpowiedzi.
– Śpij słodko, Roni.
– Dobranoc – powiedziałam i się rozłączyłam.
Długo nie mogłam zasnąć. Męczyłam się ładnych parę godzin, nie mogąc pozbyć się z twarzy tego durnego uśmiechu. Następne, co pamiętałam, to brutalna pobudka, gdy brat Sally wskoczył o świcie na łóżko. Milczałam odnośnie do swojej rozmowy z Liamem. Chciałam zatrzymać ją tylko dla siebie.
Po południu siedziałyśmy nad książkami, dokańczając zadania na poniedziałek. Pierwszy poważniejszy test zbliżał się wielkimi krokami, zmuszając nas do rozpoczęcia nauki. Wspólnymi siłami zrobiłyśmy karteczki z podsumowaniem zagadnień i na zmianę się odpytywałyśmy, starając się jak najwięcej przyswoić. Nie było opcji, że nauczymy się wszystkiego w jeden weekend. Umówiłyśmy się zatem na wspólną naukę w ciągu tygodnia.
– W bibliotece byłoby najlepiej – zaproponowała Sally, a ja przyznałam jej rację.
Nie byłam pewna co do fotografii, ale wiedziałam, że niezależnie od wybranego kierunku muszę dać z siebie wszystko. Przed wyjściem ogarnęłam się trochę, spakowałam plecak i razem z pomocą Sally nałożyłam delikatny makijaż. Czułam, jakbym nosiła na sobie zbroję, która da mi więcej pewności siebie.
– Miło, że nas odwiedziłaś, Roni. – Tata Sally pomachał mi na pożegnanie. – Wpadaj częściej.
– Dziękuję. – Odmachałam mu i wyszłam na zewnątrz.
– Naprawdę nie chcesz, żebym cię odprowadziła? To kawał drogi.
– Dam sobie radę. Poza tym po drodze wpadnę do Liama. Zdaje się, że musimy porozmawiać.
– Powodzenia. Coś czuję, że ci się przyda.
– Dzięki za wszystko – powiedziałam, a Sally mnie przytuliła.
– Cała przyjemność po mojej stronie.
– Do zobaczenia w poniedziałek.
Mój telefon milczał, więc wsunęłam do uszu słuchawki, włączyłam muzykę i ruszyłam w stronę domu. Pogoda niestety nie rozpieszczała. Zrobiło się zimno, co chwilę kropiło, a na dodatek zerwał się straszny wiatr. Zaciągnęłam na głowę czapkę i wtedy właśnie przypomniał mi się dzień, w którym Aiden przygarnął Sandy. Nigdy jakoś specjalnie nie przepadał za zwierzętami. Na dodatek jego rodzice nie wyobrażali sobie tego, by po domu wałęsało się zwierzę. Jak się później okazało, Sandy i Aiden należeli do siebie od pierwszego spojrzenia.
Tamtego dnia podczas powrotu ze szkoły nie ruszyliśmy regularną trasą. Wybraliśmy okrężną drogę, by wydłużyć czas spędzony razem. Mimo chłodu bawiliśmy się przy strumieniu i próbowaliśmy zbudować tratwy z patyków.
– Nie musicie tego robić – powiedział Aiden z powagą. – I tak wygram.
– Odszczekaj to – warknął Liam.
Wiedziałam, że Aiden zrobił to specjalnie, chciał zdenerwować Liama. Wiele razy ścigaliśmy się wzdłuż potoku i za każdym razem wygrywał ktoś inny. Jasper w ciszy próbował związać swoje patyki, a ja nie bardzo wiedziałam, jak to zrobić. Byłam zdecydowanie lepsza w robieniu łódek z papieru. Nie miałam pojęcia, jak niby mam zrobić tratwę. Starałam się naśladować Jaspera, ale cienkie patyki wymykały mi się z rąk. Już chciałam się poddać, gdy Jasper wyciągnął w moją stronę małą, krzywą tratwę związaną zbyt dużą ilością trawy. Była wprost idealna.
– Bierz, zrobię drugą – powiedział z niewinnym uśmiechem.
To było dla mnie ważne, po prostu być częścią ich świata i doświadczać wszystkiego razem. Nie miałam rodzeństwa, więc cieszyło mnie, że mam na świecie kogoś, kto zawsze będzie przy mnie i stanie w mojej obronie. Nie czułam się słaba, ale przy nich wyobrażałam sobie siebie jako olbrzyma. Z nimi tuż za moimi plecami odnosiłam wrażenie, że jestem zdolna do wszystkiego. Czasami byli dla mnie surowi i wredni, ale jeśli ktoś inny źle się do mnie odezwał, wychodziły z nich bestie. Było tak od zawsze. Okoliczne dzieciaki bardzo rzadko dołączały do naszej paczki. Nie żebym tego nie chciała, ale trudno było się do nas dopasować. Coś w surowym spojrzeniu Aidena, bojowym nastawieniu Liama i milczeniu Jaspera odpychało resztę. Ja natomiast czułam się przy nich po prostu sobą. Lubiłam myśleć, że to ja sprawiam, że Aiden staje się łagodny, Liam się uspokaja, a Jasper otwiera na świat. Wtedy nie miałam jednak świadomości tego, jak oni wpływali na mnie. Byłam odważna, nie poddawałam się i wierzyłam w to, że jestem wyjątkowa. Ufałam im ponad wszystko.
Kiedy tratwy znalazły się na wodzie, ruszyliśmy, by obserwować, która szybciej dopłynie do naszego kamienia. Ten duży, nieforemny głaz stanowił niewidzialną barierę, poza którą nie przechodziliśmy. Nagle potknęłam się o coś i upadłam, rozcinając przy okazji skórę na nodze. Strasznie piekło, ale zacisnęłam usta, żeby się nie rozpłakać. Aiden przyniósł w dłoniach wodę ze strumienia i spłukał nadmiar krwi oraz brudu z mojej łydki.
– Mała fajtłapa z ciebie – skomentował, a ja dalej wpatrywałam się w płynącą krew.
– Bardzo boli? – dopytywał Jasper, w którego oczach już widziałam łzy.
– Dasz radę dojść do domu? – Aiden złapał mnie za rękę i pomógł wstać.
– Chyba tak.
– Pobiegnę po rower. – Liam po tych słowach zaczął biec w stronę domu, ale zatrzymałam go.
– Jest lepiej. Dam radę.
– Jesteś pewna?
Kiwnęłam w odpowiedzi. Gdy zawrócił, objął mnie i odpowiedział z pełną powagą:
– Oprzyj się na mnie.
Tak też zrobiłam, myśląc o tym, że mój upadek całkowicie pozbawił ich myśli o wyścigu.
– Ale musicie przyznać, że to ja dziś wygrałam – powiedziałam, a oni po chwili zaczęli się śmiać.
– Jasne – parsknął Aiden i stanął.
Wyraźnie wpatrywał się w coś przed nami. Momentalnie podniósł rękę, by nas zatrzymać. Na ziemi leżała nieruchoma kupka brązowego futra. Ruszyła się nieznacznie, ale nie przypominała niczego, co znałam.
– Co to jest? – zapytałam, a chłopcy mieli na to zaskakująco dużo pomysłów.
– Kot.
– Coś ty, to mała sarna.
– A widziałeś kiedyś sarnę?
– Co wy, przecież to lis.
– Zdecydowanie jeż – wypalił Jasper i znów się roześmialiśmy.
– No co, jeże są wszędzie.
– Ale raczej nie są takie puchate – odparłam, puszczając Liama i podchodząc bliżej.
– Nie dotykaj tego, Roni – ostrzegł Aiden, podnosząc długi patyk.
– Zostaw to, bo zrobisz mu krzywdę – prosiłam cicho.
– Chyba ważniejsze jest to, żeby to coś nie skrzywdziło nas. Odejdź od niego. – Liam przyznał Aidenowi rację.
Po jego słowach stworzenie w końcu się obudziło. Futro poruszyło się i wychyliła się z niego mała główka z puchatymi, klapniętymi uszami. Szczeniak wstał, jak tylko nas zobaczył, i podbiegł do Aidena, merdając wesoło ogonem.
– Co on tu robi? – zapytał Jasper. Rozejrzeliśmy się wokół, ale prócz nas nikogo nie było widać.
– Lepiej powiedzcie, co my z nim zrobimy? – zapytałam, bo nie mogłam myśleć o tym, że go tu zostawimy.
– Zabiorę go do domu – odpowiedział bez namysłu Aiden, zaskakując nas wszystkich.
– Co na to twoi rodzice? – Jasper przechylił głowę, przyglądając się szczeniakowi, a Aiden wziął maluszka na ręce i przytulił go do siebie. Na jego usta wypłynął uśmiech tak piękny i szczery, że chciało mi się płakać. Stało się jasne, że są sobie przeznaczeni.
Tego dnia wszyscy siedzieliśmy w salonie z państwem Salinger, by przekonać ich do tego, że Aiden i Sandy muszą zostać razem. Ostatecznie zgodzili się na próbne dwa tygodnie. I tak nasz przyjaciel wziął na siebie opiekę nad psem. Było to jego pierwsze tak duże zobowiązanie.
Miałam wiele wspaniałych wspomnień, ale o tym dniu regularnie przypominała mi jasna blizna na nodze. Każde z nas nosiło wiele takich znaków, które łączyły się z wydarzeniami z dzieciństwa. Jasper podczas jednej ze szkolnych wycieczek zerwał kolczyk, rozrywając przy okazji nos. Nigdy nie widziałam tyle krwi, co w tamtej chwili. Na szczęście dziś było to już tylko wspomnienie, ale z lewej strony dalej miał głęboką bliznę. Aiden podczas wyścigów rowerowych miał wypadek i złamał rękę. Nie obyło się wówczas bez karetki oraz niewyobrażalnego strachu. Brudni i zmęczeni czekaliśmy, aż lekarz wyjdzie i powie, że z Aidenem wszystko będzie dobrze. Nasze młode serca wypełniało ogromne poczucie winy. Dobrze wiedzieliśmy, że te wyścigi to był zły pomysł. Aiden jednak sprytnie wykorzystał kolejne miesiące. Po jego powrocie do szkoły wraz z Jasperem wyręczaliśmy go dosłownie we wszystkim. Teraz miał znak na przedramieniu, który zostanie z nim już na zawsze. Liam natomiast posiadał blizny na szczęce oraz skroni, przypominające o paskudnej bójce ze starszym chłopcem, który rzucił we mnie kamieniem. Dostałam nim w czoło, po czym wiele dni nosiłam brzydkiego siniaka, ale Liam cierpiał w milczeniu z kilkoma szwami pod brodą. Od tego czasu dzieliłam się z nim smakołykami podczas każdego szkolnego śniadania.
Nasza wspólna przeszłość sięgała głęboko do naszych serc i nikt nie mógł nam tego zabrać.
