Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Kameralna, polifoniczna powieść o miłości i o pisaniu. Jej główna bohaterka, żona pięknego męża, zakochuje się z wzajemnością w tłumaczce swojej powieści na język rumuński.To, z czym bohaterka mierzy się w życiu, odbija się w jej pisaniu, w tworzonych przez cały czas narracjach.
W pierwszej części (flash/flesh) Sława Wolska, nauczycielka w krakowskim liceum i poczatkująca pisarka, usiłuje napisać powieść uniwersytecką – historię dwóch naukowczyń pracujących w zdominowanym przez mężczyzn świecie. Tymczasem nawiązuje romantyczną relację z Ralucą, tłumaczką swojej debiutanckiej książki Przymorze, i piszą jej się romanse. Jej małżeństwo jest w kryzysie, co znajduje odzwierciedlenie we fragmentach wierszy o zdradzie, jakie układają się w jej głowie.
Druga część (cipher/cifra) to fragmenty napisanej przez Sławę powieści – historia szczęśliwej miłości Łucji i Miry, akademiczek zajmujących się łamaniem starożytnych szyfrów. Trzecią częścią (litoral/przymorze) jest wywiad udzielony rumuńskiej dziennikarce po sukcesie stworzonego przez Ralucę przekładu Przymorza.
Rozmaite formalnie, pisane urywkami oraz zwięzłymi małymi prozami, Flesze są powieścią o tym, co człowiek kocha. Miłosne nastawienie odnosi się do twórczości, drugiego człowieka, własnego i obcego języka. Do męża i tłumaczki, do słowa i stylu, do przygody i spotkania z innym. Ten fabularny splot jest zupełnie unikatowy, zdumiewający i pasjonujący.
Barbara Woźniak wyprawiła się na tereny dziewicze i/lub rzadko odkrywane przez współczesną krajową prozę. To jest i twórcze, i polemiczne, i atrakcyjne dla czytelników.
Filip Modrzejewski
Zofia Król
Książka powstała dzięki wsparciu Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego w ramach Wyszehradzkich Rezydencji Literackich.
Projekt zrealizowany przy wsparciu finansowym Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO, realizowany przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków
Patron medialny: “Czas Literatury”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 254
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Zofii Majcher – żałuję, że za późno.
oh god it’s wonderful
to get out of bed
and drink too much coffee
and smoke too many cigarettes
and love you so much
/
boże jak cudownie jest wstać
i zostawić to łóżko po nocy, a potem
pić dużo za dużo kaw
i palić za dużo papierosów
i kochać cię mocno – o, tak
(Frank O’Hara, Steps, w: Lunch poems, przekład własny)
Fiction forms what streams in us
(Anne Carson, XVII, w: The Beauty of the Husband)
Chirurdzy utrzymują
Że rana pulsuje światłem.
(Anne Carson, I, w: Piękno męża,przeł. Olga Kubińska)
Pierwsze spotkanie?
Dziewczyna w spranych dżinsach z dziurą na kolanie wchodzi grudniowego wieczoru do księgarni, szybko rozgląda się wokół zza powiększających oczy szkieł w szylkretowej oprawie i zajmuje miejsce – trochę się potyka po drodze, mruczy pod nosem – w środku trzeciego rzędu krzeseł z jasnej sklejki. Sala jest niewielka, więc ustawiono je ciasno. Chociaż pierwsze rzędy szybko się zapełnią, z kanapy nieprzerwanie będzie widać jej twarz. Spojrzenie będzie miała chłodne i surowe, choć dwa–trzy razy gdzieś z głębi wychyną iskierki rozbawienia i zgasną. Za szybami księgarni szybko zapadnie zmrok, jak spuszczona nagle roleta. Nikt w środku nie zauważy.
To wszystko wydarzy się bez ostrzeżenia.
Pierwsze spotkanie?
Weszłam tam, było jasno i ciepło. Na dworze wiało. Mogłabym opowiadać, że to był przypadek, że chciałam się ogrzać wśród książek, ale nie. Kto by uwierzył?
Pachniało papierem, a kolorowe okładki na ścianie naprzeciw drzwi – chyba ktoś zrobił to specjalnie – ułożyły się w malowniczą mozaikę. Chciałam podejść bliżej, bo zobaczyłam tom amerykańskich poetów po polsku, od dawna nie do kupienia, poza tym zamierzałam przejechać palcem po grzbietach. Nie lubię mieć niezajętych rąk, gdy nie jestem u siebie. Czekaj, niezgrabnie... Lubię mieć zajęte ręce. Ale te krzesła ktoś ustawił tak ciasno – przeszło mi przez myśl, że jest ich o wiele za dużo, że będą świecić pustkami, a to takie przykre. Ale nie. Przyszło tyle ludzi, ile miejsc. W każdym razie ruszyłam przed siebie, zahaczyłam nogą o nogę, osoby na kanapie podniosły głowy, opadłam na środkowe krzesło w którymś z pierwszych rzędów i nie zdejmując kurtki, zastygłam. Nie chciałam robić hałasu. Czekałam, aż się zacznie.
Było mi zimno, jak zwykle.
Za autorką w czerwonej sukience – od razu wiedziałam, że to ona, choć wcześniej nie widziałam jej zdjęcia – wisiał plakat z okładką Przymorza.
A potem nawiązałyśmy kontakt i już go nie rozwiązałyśmy.
Tak się mówi?
Pierwsze spotkanie.
Ludzie w kurtkach we wnętrzach, na krzesłach wyglądają, jakby wpadli tylko na chwilę, przypadkiem. Jakby przysiedli na moment, jak ptaki na linii wysokiego napięcia, odpocząć albo się ogrzać. Jakby mieli w nosie, co wokół i czy to się dzieje naprawdę. Jakby byli przejazdem, przechodem, przebiegiem, po drodze i trochę bez sensu. Jakby nie wiedzieli po co. Jakby nie byli pewni, czy warto, czy opłaca się zdjąć, rozpiąć, rozszczelnić, dopuścić grudniowy chłód bliżej skóry.
W szarych początkach grudnia ludziom nie chce się wychodzić. Siwe niebo, chemia w powietrzu, błoto. Nic nie czeka na zewnątrz, bo cóż by miało czekać? Gwiazdka za prawie miesiąc, poza tym Gwiazdki są dla dzieci, mikołajki też (i dla Mikołajów), Barbórki dla górników i Barbar, wszystko jest dla kogoś innego. Grupa docelowa grudniowych atrakcji jest wbrew pozorom wąska. Noce są najdłuższe, dni przeciwnie, przy łóżkach piętrzą się nieprzeczytane książki, a notesy i głowy puchną od rozpoczętych historii, może nowy rok da im szansę.
Spotkania autorskie są dla tych, co czytali. I dla tych, co nie, ale zamierzają. Dla tych, którym się podobało albo nie – ci ostatni i tak nic nie powiedzą. Dla rodziny, przyjaciół, znajomych, studentów polonistyki oraz dla osób w kryzysie bezdomności. Dla tłumaczki z „małych” języków szukającej słów i inspiracji. Dla ludzi, którzy przychodzą się nudzić, i dla tych, którzy zakochać. Albo ogrzać.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Barbara Woźniak, prozaiczka, socjolożka, wykładowczyni i badaczka; pracuje w Collegium Medicum UJ. Laureatka Nagrody im. Witolda Gombrowicza (2022) za debiutancką powieść Niejedno (Wydawnictwo Drzazgi). Pracuje nad powieścią Polaris, historią kochającego się rodzeństwa, polarnika i programistki. Mama Róży i Michaliny.
Lubi wszystkie swoje prace, a najbardziej opiekuńczą.
W jej książkach jest kilka wątków autobiograficznych i mnóstwo zmyśleń.
© by Barbara Woźniak © for this edition by Nisza
ISBN 978-83-68716-07-8
Wydanie I
Warszawa 2026
Redakcja: KRYSTYNA BRATKOWSKA
Korekta: DOROTA DUL
Projekt okładki: TOMASZ LEC
Zdjęcie autorki: BASIA BUDNIAK
Skład i łamanie: Inter Line SC PIOTR HREHOROWICZ & MAŁGORZATA PUNZET
Projekt zrealizowany przy wsparciu finansowym Nagrody Krakowa Miasta Literatury UNESCO, realizowany przez Krakowskie Biuro Festiwalowe ze środków Gminy Miejskiej Kraków.
Książka powstała dzięki wsparciu Międzynarodowego Funduszu Wyszehradzkiego w ramach Wyszehradzkich Rezydencji Literackich.
Wydawnictwo Nisza tel. +48 22 617 89 61 +48 607 622 [email protected]
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
