37,99 zł
Musimy się tylko stąd wydostać…
Alissa, Sky, Miles i Mint znają zasady escape roomu. To nic trudnego: trzeba wybrać grę, pozwolić się zamknąć w pokoju, poszukać wskazówek i uciec. Ale co zrobić, gdy mistrz gry postanawia nagle… że wcale nie wypuści graczy?
Dobra zabawa zamienia się w koszmar. Napięcie rośnie, grupa przyjaciół przeżywa prawdziwy emocjonalny rollercoaster, a na światło dzienne wychodzą kolejne mroczne tajemnice.
A czy ty połączysz wszystkie kropki?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 141
Data ważności licencji: 3/24/2030
Tytuł oryginału: Escape Room
Przekład: Anna Opara Redaktorka inicjująca: Maria Zalasa Redakcja: Jędrzej Szulga, Monika Szeliga Korekta: Anna Kurek Projekt okładki: Caren Limpens Zdjęcia na okładce: Sean Gladwell/Moment/Getty Images Adaptacja okładki na potrzeby polskiego wydania: Norbert Młyńczak
Copyrights © Text: Maren Stoffels, Uitgeverij Leopold / Amsterdam, 2017 All rights reserved. Copyright for the Polish edition and translation © Wydawnictwo JK, 2026.
Niniejsza publikacja jest chroniona prawem autorskim. Publikacja może być zwielokrotniana i wykorzystywana wyłącznie w zakresie dozwolonym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwielokrotnianie i wykorzystywanie treści publikacji w jakiejkolwiek formie do eksploracji tekstów i danych (text and data mining) lub do trenowania modeli sztucznej inteligencji bez uprzedniej, wyraźnej zgody Wydawcy jest zabronione.
ISBN 978-83-68846-09-6 Wydanie I, Łódź 2026
JK Wydawnictwo ul. Krokusowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydawnictwofeeria.pl
Wersję elektroniczną przygotowano w systemie Zecer
Dla Annemieke, ponieważ zawsze przy mnie jesteś, nawet jeśli przebywasz na drugim końcu świata
If you had one shot, or one opportunity, To seize everything you ever wanted, In one moment, Would you capture it, Or just let it slip?
– Eminem –
Mam stąd dobry widok na Obiekt. Nie widzi mnie.
Musi za wszystko zapłacić. Wszystko.
Potrzebuję tylko znaku. Proszę, daj mi znak, że mogę zaczynać.
Na sto procent jest gejem. – Sky siedzi na oparciu ławki, tuż za mną i Alissą. Jeśli nie liczyć naszej trójki, park jest zupełnie opustoszały.
– Nie wydaje mi się. – Alissa wyciąga portfel. – O ile się założymy?
Nie mam zielonego pojęcia, o kim mówi dwójka moich najlepszych przyjaciół. Ich rozmowy często toczą się gdzieś obok mnie, jakbym znajdowała się po drugiej stronie grubego muru.
Alissa wymachuje banknotem o nominale pięciu euro. Przypomina mi się pierwszy dzień liceum. Wtedy też myślałam, że Alissa z kimś się założyła.
Tamtego ranka podeszła do mojej ławki i zapytała, czy miejsce obok jest wolne. Alissa należała do tego typu dziewczyn, które mogą siadać, gdzie tylko chcą, ponieważ była niewiarygodnie piękna. Jej oczy miały kolor wody na Lazurowym Wybrzeżu, na którym spędziłam wakacje. Z nieufnością obejrzałam się za siebie. Zastanawiałam się, czy kawałek dalej nie stoją jej rozchichotane koleżanki, śmiejące się do rozpuku, bo dałam się nabrać.
Tyle że w klasie byłyśmy tylko we dwie.
Głos Skya przywołuje mnie do teraźniejszości.
– Zakładamy się o pizzę – mówi. – A Milas nam ją przywiezie.
A więc chodzi o Milasa, chłopaka z pizzerii, w której pracuje Sky. Nigdy go nie widziałam, ale Alissa kiedyś o nim wspominała.
W parku zjawia się biegaczka, ma jasne blond włosy i apaszkę na szyi. Gdy nas mija, posyła mi uśmiech.
– Będzie tu, musimy tylko zaczekać. – Sky chowa telefon i niespiesznie skręca papierosa. Nie pali takich z paczki; zawsze robi wszystko inaczej niż inni.
– Bolało? – słyszę pytanie Alissy.
Z powrotem jestem na ławce w parku. O co im teraz chodzi?
Podążam za jej wzrokiem utkwionym w brwi Skya. Jakiś czas temu zrobił sobie w niej kolczyk. Gdy na drugi dzień przyszedł do szkoły, jego skóra w tym miejscu była spuchnięta i zaczerwieniona. Dotykam swojej brwi, która także bolała mnie wtedy przez kilka dni.
Na początku myślałam, że to zbieg okoliczności, ale kiedy Alissa złamała nadgarstek na WF-ie, ból dłoni towarzyszył mi przez kilka tygodni.
Czy potrafię odczuwać ból innych? To dziwne, nienaturalne. Jeśli ktoś się o tym dowie, przylgnie do mnie łatka jeszcze większej wariatki niż teraz.
Sky wskazuje na swoją brew.
– Na początku z rany sączyło się tyle ropy, że można by z niej zrobić smoothie.
Alissa szturcha go, przez co o mało nie spada z ławki.
– Przestań, bo się nie zdecyduję.
Podnoszę wzrok. Od kiedy Alissa chce zrobić sobie piercing? Próbuję sobie wyobrazić, jak by na niej wyglądał, takie małe kółeczko przechodzące przez brew.
Niedawno na zajęciach z tekstyliów musieliśmy stworzyć ubranie z worków na śmieci. Alissa przełożyła swój przez głowę, przytrzymała z jednej strony i spięła zszywaczem. Przeszła się po klasie jak po wybiegu, a kilku chłopaków zagwizdało. Nawet w worku na śmieci było jej do twarzy.
– Gdzie ta pizza? – niecierpliwi się Alissa.
– Milas ma pół godziny na dostawę. Jeśli przyjedzie później, dostaniemy ją za darmo.
W tym momencie do parku wjeżdża skuter z dużym niebieskim pudełkiem na bagażniku. Sky chwyta mnie za nadgarstek i patrzy na mój zegarek.
– Co do minuty, cały Milas. Punktualny gej.
– Przymknij się. – Alissa szybko poprawia bluzkę.
To tylko drobny gest, ale natychmiast wyczuwam, że jest zdenerwowana. Skręca mnie w brzuchu, jakbym za chwilę miała zdawać ważny egzamin.
Dostawca zatrzymuje się przed naszą ławką i unosi dłoń w kierunku Skya w geście pozdrowienia. Gdy uchyla wizjer kasku, dostrzegam parę jasnoniebieskich oczu, takich jak u Alissy. Tyle że mają one w sobie coś chłodnego, nie przypominają Morza Śródziemnego, lecz lodowatą toń. Ogarnia mnie dziwne uczucie, którego nie potrafię nazwać.
– Jedna pizza z salami? – Chłopak wyjmuje pudełko.
Zapach roztopionego sera sprawia, że do ust napływa mi ślina.
– Tak, to dla nas. – Sky pokazuje na Alissę. – Ona płaci.
– Nie sądzę. – Alissa przygląda się chłopakowi. – Ej, Milas.
Nie lubię, gdy ktoś zna moje imię, a ja jego nie. Czuję się wtedy, jakby miał nade mną przewagę. Widziałem już tę dziewczynę, któregoś dnia odebrała Skya z pracy. Od razu zwróciła moją uwagę, bo ma takie same niebieskie oczy jak ja. Tato zwykł mawiać, że poza nami nikt takich nie ma, ale najwyraźniej się mylił. Jej spojrzenie jest hipnotyzujące.
Czy Sky powiedział jej, jak się nazywam?
Dziewczyna się uśmiecha.
– Może chcesz kawałek?
Waham się, bo muszę jechać dalej, ale coś w jej głosie sprawia, że zostaję. Dopiero wtedy mój wzrok pada na drugą dziewczynę siedzącą na ławce. Jest lekko pochylona, a jej proste włosy, wiszące po obu stronach twarzy, przypominają zasłony. Wygląda, jakby w ogóle tu nie pasowała.
– Przecież zaraz masz przerwę, nie? Weź kawałek. – Dziewczyna o niebieskich oczach najwyraźniej zna nie tylko moje imię, ale też mój grafik.
Ma zapiętą do połowy kurtkę, przez co widać kawałek jej szyi.
Jak byłoby pocałować ten miękki kawałek ciała?
Na tę myśl przechodzi mnie dreszcz. Po Karlijn obiecałem sobie, że już nigdy nie poczuję niczego do żadnej dziewczyny. Łatwiej jest się od nich wszystkich odciąć, niż pozwolić im się zbliżyć. Bo kiedy już się zbliżą, zaczynają zadawać pytania. Pytania, na które nie mogę odpowiedzieć.
Wiem, że muszę jechać, ale nim się spostrzegę, odkładam kask i siadam obok niej.
– Masz. – Dziewczyna wręcza mi pudełko z pizzą.
Podczas jedzenia zbieram się na odwagę, by lepiej jej się przyjrzeć. Musi mieć jakąś wadę, coś, co pomoże mi szybko o niej zapomnieć. Tyle że jej głos brzmi jak śpiew, oczy mają kolor nieskończonego błękitu, a zapach przywodzi na myśl jesienne słońce.
Nie wiem, czy chcę ją zapomnieć.
Przełykam kęs pizzy.
– A ty to kto?
Siedzimy tak blisko siebie, że noga Milasa dotyka mojej. Patrzy na mnie, jakby miał nadzieję znaleźć coś w mojej twarzy. Skanuje wzrokiem każdy centymetr mojej skóry.
Jeszcze nigdy nie zamieniłam z nim słowa, ale gdy raz poszłam po Skya do jego pracy, przyglądałam mu się z pewnej odległości.
Milas wyróżnia się z tłumu. Nie dlatego, że jest przystojny, ale ponieważ sprawia wrażenie, jakby nie chciał taki być. Jakby jego wygląd był dla niego źródłem udręki. Dobrze to znam.
Chłopaki często rozbierają mnie wzrokiem, doprowadza mnie to do szału. Ostatnim, z którym się całowałam, był Andreas, naprawdę mi się podobał. Po naszym pocałunku usłyszałam, jak chwali się znajomym, że udało mu się wyrwać „taką laskę”. Czy tylko tym dla niego byłam?
Sky też jest przystojny, ale jego zadziorny wygląd sprawia, że wiele osób zachowuje wobec niego dystans. Nagle kolczyk wydaje mi się całkiem niegłupim pomysłem.
Będąc jeszcze w domu, przez kwadrans gapiłam się w lustro. Na tatuaż bym się nie odważyła, ale może piercing? Narysowałam sobie kropkę na nosie pisakiem. Myśl o kuleczce przechodzącej przez nozdrze sprawiła, że natychmiast poczułam się silniejsza.
– A ty to…? – pyta Milas.
– Alissa.
– Jesteś gejem? – rzuca bezceremonialnie Sky.
Teraz rozumiem, dlaczego nauczyciele nazywają go czasem buldożerem.
Milas kręci głową z irytacją.
– Nie, nie jestem.
Sky zapala papierosa.
– Nie trzeba się zaraz denerwować, kolego. Geje są spoko.
Milas wkłada do ust ostatni kawałek pizzy i wstaje.
– Muszę jechać dalej.
Czy poderwał się tak nagle ze względu na pytanie Skya? Uświadamiam sobie, że czuję się zawiedziona, chcę, żeby Milas jeszcze raz spojrzał na mnie tak jak przed chwilą, jakby dostrzegł coś więcej niż tylko mój wygląd.
– Sky zapłaci za pizzę – oświadczam. – I wręczy ci napiwek.
Przeklinam w myślach.
Alissa na niego leci.
Myślałem, że chodziło tylko o zakład, ale Alissa uśmiechała się do Milasa tak, jak tylko ona potrafi. A wtedy chłopaki kompletnie tracą dla niej głowę.
W domu ustawiam moc wzmacniacza na maksimum. Dźwięki perkusji elektronicznej zawsze mnie uspokajają, ale nie tym razem. Po półgodzinie grania ręce nadal mnie świerzbią. Wkurzony ściągam słuchawki.
Dlaczego nie potrafię się z tym pogodzić? Alissa powinna się domyślić, że zacząłem nawet umawiać się z Caitlin dla odwrócenia uwagi…
Caitlin chodzi do równoległej klasy i jest całkiem w porządku. Jeśli dobrze się jej przyjrzeć, to nawet trochę siebie przypominają. Ale niebieskie oczy Caitlin bledną w porównaniu z tamtymi…
Opadam na łóżko i przyglądam się zdjęciu grupowemu, które stoi na szafce nocnej. Źle przez nie sypiam, ale jeszcze gorzej bez niego. Podnoszę je i przyciągam do twarzy. W miejscu, do którego czasami przykładam wargi, znajduje się drobne, widoczne przetarcie. Stoimy tuż obok siebie, stykamy się ramionami. Najchętniej wyciąłbym ze zdjęcia pozostałych, ale wtedy Alissa mogłaby wejść do mojego pokoju i się zorientować. O Mint i tak nie muszę się martwić, przez większość czasu przebywa w innym świecie.
– Twoje miejsce jest przy mnie – szepczę do zdjęcia. – Zrozum to w końcu…
Pójdziesz ze mną? – pytam Mint, gdy ta wsiada na rower.
– Dokąd?
– Zrobić piercing?
– Teraz? – Mint się uśmiecha. Wie, że jestem okropnie niecierpliwa. Jak coś sobie wymyślę, muszę natychmiast to zrealizować.
– No tak, a kiedy?
– I jak ci się podoba? – pytam po raz enty, gdy znów siedzimy na rowerach.
– Ładny. – Gdy igła zniknęła w moim nozdrzu, Mint pobladła jak ściana, jakby z nas dwóch to ją zabolało.
Kilka minut później znajdujemy się w bogatej dzielnicy, w której mieszka moja przyjaciółka. Gdy pierwszy raz byłam u niej domu, przecierałam oczy ze zdumienia. Ale jej ojciec jest adwokatem, więc zarabia dziesięć razy tyle, co mój ojciec, który pracuje w straży pożarnej.
Na miejscu Mint sięga po klucze, ale wtedy zapala się światło w korytarzu i drzwi otwiera jej matka.
– Gdzie ty znowu byłaś?
Wiem, że matka Mint często robi afery, ale i tak za każdym razem zbija mnie to z tropu. Zwraca się do swojej córki, jakby była dzieckiem. Nawet moja dziewięcioletnia siostra ma więcej luzu.
– Mamo… – Mint się rumieni.
Jej matka kiwa głową w moim kierunku, po czym znów zwraca się do córki:
– Umowa to umowa.
Gdy wchodzę do przedpokoju, mój ojciec jest już w mundurze.
– Co masz na nosie?
Obracam głowę w lewo i w prawo.
– Podoba ci się?
Tata sili się na surowy wyraz twarzy, po czym wybucha śmiechem.
– Twardzielka z ciebie. Więc tak, twoja matka niedługo wraca, Ruben i Koen są na górze. Pomożesz Fennie z matematyką?
– Jasne.
Ojciec całuje mnie w czoło i zamyka za sobą drzwi. Przez okno widzę, jak przejeżdża rowerem przez podwórze.
Jako dziecko często czuwałam do późna w nocy, dopóki ojciec nie wrócił bezpiecznie do domu. Dopiero wtedy mogłam zasnąć. Czasami nie dawałam rady wytrwać do końca, walczyłam ze zmęczeniem przez wiele godzin, po czym i tak zapadałam w sen. Potem budziłam się nagle w środku na nocy i biegłam na bosaka do sypialni rodziców. Dopiero gdy widziałam wybrzuszenie po stronie łóżka taty, z ulgą wślizgiwałam się z powrotem do swojego pokoju.
Wprawdzie teraz już przesypiam noce, ale nigdy nie śpię bardzo głęboko.
Na pewno nie od czasu ostatnich świąt.
W Wigilię, gdy tata był na służbie, w pożarze zginęły cztery osoby, w tym jego kolega z pracy. Spadła na niego belka, która oddzieliła się od płonącego sufitu.
Mieszkająca w tamtym domu rodzina znajdowała się w sypialniach na pierwszym piętrze, do którego nie było dostępu. Tata próbował do nich dotrzeć, ale okazało się to zbyt niebezpieczne. Pozostało mu tylko bezsilnie patrzeć, jak pożar trawi cały dom.
Chociaż to, co się stało, nie wydarzyło się z jego winy, ten wypadek całkowicie go zmienił. Tata przestał chodzić do pracy i snuł się po domu jak duch. Nawet koledzy, którzy byli z nim tamtego wieczoru, nie potrafili do niego dotrzeć. W nocy jego krzyki stawiały na nogi cały dom. To koszmary, mówiła mama, ale to mało powiedziane. Kiedy tata zaczynał krzyczeć, przerażona Fenna wdrapywała się do mojego łóżka. Tuliłam siostrę w ramionach, dopóki nie zasnęła.
Dręczyło mnie, że Fenna musiała być tego świadkiem. Tak bardzo chciałam coś z tym zrobić, ale nie wiedziałam co.
Gdy twórczyni filmów dokumentalnych zapytała, czy chciałabym wziąć udział w rozmowie na temat tego, jak to zdarzenie wpłynęło na naszą rodzinę, natychmiast się zgodziłam. Film miał zostać wyemitowany na stacji dla młodzieży i miałam nadzieję, że w ten sposób będę mogła komuś pomóc, nawet jeśli miałaby to być tylko jedna osoba.
Po emisji otrzymałam dziesiątki pozytywnych reakcji od moich rówieśników, co pomogło mi jakoś przetrwać ten okres.
Sytuacja z tatą zdawała się trwać w nieskończoność, ale z czasem zaczęła się powoli poprawiać. Przepisano mu leki na uspokojenie, poszedł do psychologa i przy wsparciu kolegów znów wrócił do pracy na pół etatu. Po kilku miesiącach przeszedł na pełny etat i wyglądało na to, że wszystko poszło w niepamięć.
Ale ja nie zapomniałam.
Co jakiś czas oglądam tamten reportaż. Widzę wówczas moje cienie pod oczami, nerwowo patrzącymi w kamerę.
Czasami wciąż jeszcze czuję ten lęk.
Alissa. Myślę o niej przy każdej dostawie przez resztę wieczoru. Gdy wracam do domu na rowerze, znów mam przed oczami jej odsłoniętą szyję. Dopiero gdy jestem prawie przed drzwiami, zdaję sobie sprawę, gdzie się znajduję. To moja stara ulica…
Jak to możliwe? Do tej pory jeszcze ani razu nie zdarzyło mi się źle pojechać, od razu przyzwyczaiłem się do naszego nowego domu.
Gdy uświadamiam sobie, że nic się nie zmieniło, moje serce zaczyna mocniej bić. W jednym miejscu krawężnik jest niższy, dzięki czemu mogłem wygodnie zjeżdżać, nie zahaczając o niego tylnym kołem. Za oknem budynku o numerze trzydzieści dziewięć na parapecie dalej stoi rząd porcelanowych figurek krów, które potrafiłem bez końca oglądać jako dziecko. Tata cierpliwie mi towarzyszył, gdy liczyłem je i nadawałem im imiona.
To wspomnienie sprawia mi ból.
Nic się tu nie zmieniło, a jednocześnie zmieniło się wszystko.
– Cześć, skarbie – mówi Jolieke, gdy wchodzę do kuchni. – Jak ci minął dzień?
Powiedzieć jej, że przez przypadek zajechałem na naszą starą ulicę? Ale wtedy Jolieke będzie chciała wiedzieć o wszystkim: o tym, co czułem, czy nie chcę kiedyś wybrać się na cmentarz, czy nie chcę pójść razem z nią do starego domu…
– W porządku. – Pochylam się nad patelnią. – Ładnie pachnie.
– Nakryjesz do stołu?
Kładę talerze naprzeciwko siebie. Chociaż mieszkamy tylko we dwójkę, Jolieke zawsze gotuje. Nigdy nie pozwoliła, aby śmierć taty wytrąciła ją z równowagi. Wiem jednak, że przepłakała wiele nocy, słyszałem jej płacz przez cienkie ściany naszego nowego mieszkania.
Zmieniam ułożenie długopisów na biurku, układam podręczniki z teorią do prawa jazdy w stos i dosuwam krzesło. Na zewnątrz panują kompletne ciemności; w środku zresztą też. Właściwie to chciałbym zapalić światło, ale wtedy Jolieke zauważy, że jeszcze nie śpię. W zeszłym tygodniu chciała wiedzieć, czy często źle sypiam. Zastanawiam się, czego ona ode mnie chce.
Zobaczyć, jak płaczę?
Jem, piję, poruszam się, ale nic nie wydaje się prawdziwe.
Aż do tego popołudnia.
Alissa wydawała się prawdziwa.
Teraz znów o niej myślę.
Kładę się na łóżku i odwracam głowę na bok. Patrzę prosto w lustro na drzwiach szafy. Często je zakrywam, ale teraz jest odsłonięte. Widzę swoje włosy, usta… Wygląd zewnętrzny, który tak często był moim sprzymierzeńcem. Ludzie w supermarkecie zawsze byli dla mnie wyjątkowo mili, nauczyciele przymykali oko, gdy zabrakło mi jednej dziesiątej punktu, a dziewczyny były gotowe zrobić dla mnie wszystko.
Ale ładna buzia nie przywróci nikomu życia.
A Alissa?
Czy potrafi to naprawić?
Wracam myślami do Karlijn, ostatniej dziewczyny, która była w tym pokoju. Leżała razem ze mną na tym łóżku, w tej pościeli. Rozmawialiśmy o tym, co będzie dalej. O tym, co chcieliśmy robić, kim chcieliśmy być. Bo mieliśmy zestarzeć się razem, Karlijn i ja. Z nią miałem jakąś przyszłość, ale wszystko popsułem. I tak samo będzie z Alissą.
Muszę trzymać się od niej jak najdalej.
Światło zgasło już jakiś czas temu. Na pewno już śpi, bez żadnych koszmarów. Mam je ja. Często nie mają końca i zawsze są takie same.
Odwracam się, nie mogę przecież stać tu całą noc.
Dziś wreszcie ziściły się moje nadzieje. Szanse były znikome – to musi być znak.
W piątek po południu cieszę się, że w końcu mam wolne od szkoły. Wiem, że nie mam prawa być zły na Alissę, a mimo to jestem. Zakochała się w złej osobie, dlaczego tego nie widzi?
Wchodzę do pomieszczenia dla personelu w pizzerii i chcę założyć fartuch, kiedy mój wzrok pada na ulotkę. Z zaciekawieniem czytam jej treść.
HIPERREALISTYCZNY ESCAPE ROOM:DOM PEWNEJ RODZINY
DRZWI ZAMYKAJĄ SIĘ NA KLUCZ.MASZ SZEŚĆDZIESIĄT MINUT.OD CZEGO ZACZNIESZ?
NASŁUCHUJ MROŻĄCYCH KREW W ŻYŁACH WSKAZÓWEK, ROZWIĄZUJ PODNOSZĄCE CIŚNIENIE ZAGADKI I UWOLNIJ SIĘ PRZED UPŁYWEM SZEŚĆDZIESIĘCIU MINUT.
Czytam tę ulotkę aż trzy razy, żeby wszystko dobrze zrozumieć. Zwłaszcza słowo „hiperrealistyczny” działa mi na wyobraźnię. Domy strachów w wesołych miasteczkach zawsze wydawały mi się okropnie sztuczne, ale to? Muszę tam pójść. Być może jakimś cudem w escape roomie zapomnę o zdjęciu na szafce nocnej. Może zapomnę nawet, że te niebieskie oczy nigdy nie spojrzą na mnie tak, jak bym tego chciał.
– Nie powinieneś czasem być w środku?
Odwracam się i widzę Milasa. Wskazuje na ulotkę, którą trzymam w dłoni.
– Co tam masz?
Na niego też jestem zły, może nawet bardziej niż na Alissę. Tęskny wzrok, którym wczoraj na nią patrzył… Nie potrafię spojrzeć tak na Caitlin, chociaż bardzo próbuję.
Wsuwam ulotkę do kieszeni spodni.
– Nic.
Gdy wychodzę z pracy, Alissa i Mint czekają na zewnątrz. W nosie Alissy błyska kolczyk. Jakby nie była już wystarczająco ładna…
– Idziesz z nami do kina? – pyta.
– Umówiłem się z Caitlin. – Gdy tylko wypowiadam te słowa, znów robię się nerwowy.
Ostatnio coraz częściej mam wrażenie, że Caitlin chce czegoś więcej, niż tylko się całować. Wiem, że ja też muszę tego chcieć, ale tak się nie dzieje. Moje myśli krążą wokół kogoś innego.
– Między wami robi się poważnie, co?
Wydaję z siebie dźwięk, który może oznaczać wszystko. Szybko zmieniam temat.
– Co wy na to, żeby w piątek pójść tutaj? – Wyciągam ulotkę escape roomu z kieszeni.
Alissa marszczy brwi.
– Co to jest?
– O, słyszałam o tym. – Ku mojemu zdziwieniu Mint przechwytuje ode mnie kartkę. – Trzeba rozwiązywać zagadki, żeby się wydostać.
– I ty to lubisz? – Alissa unosi jedną brew.
Mint kiwa głową.
– Brzmi ekstra.
Wymieniamy z Alissą szybkie spojrzenie. Najwyraźniej myśli to samo co ja. Mint wszystkiego się boi, często zostaje w domu, gdy jedziemy gdzieś ze szkołą, a Alissa i ja co roku chodzimy do wesołego miasteczka we dwójkę, bo Mint mówi, że robi jej się niedobrze na kolejkach górskich.
– W takim razie jestem za – oświadcza Alissa.
Wskazuję na dół ulotki.
– Potrzebujemy tylko czwartego gracza.
– Caitlin? – proponuje Mint.
Już samo przebywanie z Caitlin sprawia, że czuję się jak w escape roomie.
– Albo Milas? – podsuwa Alissa.
W myślach rzucam przekleństwem. Nie ma szans, że przez sześćdziesiąt minut będę patrzył, jak mają się ku sobie…
– Wtedy będzie nas czworo. – Alissa spogląda na mnie. – Mam go zapytać?
Leżę wyciągnięty na moim jednoosobowym łóżku razem z Caitlin. Niewiele rozumiem z filmu, który właśnie oglądamy.
Alissa zaprosiła Milasa, więc w następny piątek spędzę godzinę zamknięty razem z tym dwojgiem. Jak mogłem być tak durny, żeby w ogóle poruszać temat escape roomu?
– Całkiem niezły. – Caitlin przeciąga się, ziewając.
Dopiero teraz dociera do mnie, że na ekranie wyświetlają się napisy końcowe. Zupełnie przegapiłem końcówkę filmu.
– Idziemy spać?
Z przerażeniem podnoszę wzrok. My?
Caitlin unika mojego wzroku, gdy szepcze:
– Mam ze sobą swoje rzeczy.
Wiedziałem, że do tego dojdzie, ale nie jestem na to gotowy.
Caitlin znika w korytarzu i wchodzi do łazienki. Muszę coś wymyślić, tylko co? Już dwa razy użyłem wymówki, że źle się czuję…
Dziewczyna wraca ubrana w koszulkę nocną z połyskującego materiału. Wygląda na nową, może nawet kupiła ją specjalnie dla mnie. Czuję, jak piecze mnie skóra głowy.
– Śpisz w dżinsach? – pyta.
No tak, ja też muszę się rozebrać. Ściągam spodnie, ale dla bezpieczeństwa zostaję w bokserkach i T-shircie.
Chichocząc, Caitlin wsuwa się pod kołdrę.
– Na co czekasz?
Może to tak jak z ohydnym syropem na kaszel: czasami lepiej jest go wypić za jednym razem.
Gaszę światło i po omacku szukam drogi do łóżka. Wzdrygam się, gdy czuję, jak miękkie jest ciało Caitlin: nogi, ramiona, brzuch…
– No, to jestem – mówię.
Caitlin bierze moje dłonie i kładzie je sobie na piersiach. Przez tkaninę koszuli czuję jej twarde sutki.
Dociera do mnie, że powinienem coś z nimi zrobić, i automatycznie zaczynam je ugniatać niczym ciasto na pizzę.
Ręka Caitlin zsuwa się w dół i dotyka miejsca pomiędzy moimi nogami.
To nie może się wydarzyć, nie powinno.
Piętro niżej słychać otwieranie drzwi frontowych, moi rodzice właśnie wrócili ze spotkania u znajomych.
– To moi rodzice – mówię. – Nie możemy nic robić, śpią tuż za ścianą.
Na chwilę zapada cisza, po czym Caitlin szepcze:
– Szkoda.
Tłumię westchnienie ulgi. Tym razem zostałem uratowany.
– Tak, wielka szkoda.
Caitlin przysuwa się blisko mnie i kładzie głowę na mojej piersi. Chwilę później lekko pochrapuje, a jej noga krzyżuje się z moją.
Zanim zasnę, minie jeszcze kilka godzin.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
