Escape Room - Maren Stoffels - ebook

Escape Room ebook

Maren Stoffels

0,0
37,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Musimy się tylko stąd wydostać…

Alissa, Sky, Miles i Mint znają zasady escape roomu. To nic trudnego: trzeba wybrać grę, pozwolić się zamknąć w pokoju, poszukać wskazówek i uciec. Ale co zrobić, gdy mistrz gry postanawia nagle… że wcale nie wypuści graczy?

Dobra zabawa zamienia się w koszmar. Napięcie rośnie, grupa przyjaciół przeżywa prawdziwy emocjonalny rollercoaster, a na światło dzienne wychodzą kolejne mroczne tajemnice.

A czy ty połączysz wszystkie kropki?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 141

Data ważności licencji: 3/24/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł ory­gi­nału: Escape Room

Prze­kład: Anna Opara Redak­torka ini­cju­jąca: Maria Zalasa Redak­cja: Jędrzej Szulga, Monika Sze­liga Korekta: Anna Kurek Pro­jekt okładki: Caren Lim­pens Zdję­cia na okładce: Sean Gla­dwell/Moment/Getty Ima­ges Adap­ta­cja okładki na potrzeby pol­skiego wyda­nia: Nor­bert Młyń­czak

Copy­ri­ghts © Text: Maren Stof­fels, Uit­ge­ve­rij Leopold / Amster­dam, 2017 All rights rese­rved. Copy­ri­ght for the Polish edi­tion and trans­la­tion © Wydaw­nic­two JK, 2026.

Niniej­sza publi­ka­cja jest chro­niona pra­wem autor­skim. Publi­ka­cja może być zwie­lo­krot­niana i wyko­rzy­sty­wana wyłącz­nie w zakre­sie dozwo­lo­nym przez prawo lub umowę zawartą z Wydawcą. Zwie­lo­krot­nia­nie i wyko­rzy­sty­wa­nie tre­ści publi­ka­cji w jakiej­kol­wiek for­mie do eks­plo­ra­cji tek­stów i danych (text and data mining) lub do tre­no­wa­nia modeli sztucz­nej inte­li­gen­cji bez uprzed­niej, wyraź­nej zgody Wydawcy jest zabro­nione.

ISBN 978-83-68846-09-6 Wyda­nie I, Łódź 2026

JK Wydaw­nic­two ul. Kro­ku­sowa 3, 92-101 Łódź tel. 42 676 49 69 www.wydaw­nic­two­fe­eria.pl

Wer­sję elek­tro­niczną przy­go­to­wano w sys­te­mie Zecer

Dla Anne­mieke, ponie­waż zawsze przy mnie jesteś, nawet jeśli prze­by­wasz na dru­gim końcu świata

If you had one shot, or one oppor­tu­nity, To seize eve­ry­thing you ever wan­ted, In one moment, Would you cap­ture it, Or just let it slip?

– Emi­nem –

To, co wydarzyło się przedtem

Mam stąd dobry widok na Obiekt. Nie widzi mnie.

Musi za wszystko zapła­cić. Wszystko.

Potrze­buję tylko znaku. Pro­szę, daj mi znak, że mogę zaczy­nać.

MINT

Na sto pro­cent jest gejem. – Sky sie­dzi na opar­ciu ławki, tuż za mną i Alissą. Jeśli nie liczyć naszej trójki, park jest zupeł­nie opu­sto­szały.

– Nie wydaje mi się. – Alissa wyciąga port­fel. – O ile się zało­żymy?

Nie mam zie­lo­nego poję­cia, o kim mówi dwójka moich naj­lep­szych przy­ja­ciół. Ich roz­mowy czę­sto toczą się gdzieś obok mnie, jak­bym znaj­do­wała się po dru­giej stro­nie gru­bego muru.

Alissa wyma­chuje bank­no­tem o nomi­nale pię­ciu euro. Przy­po­mina mi się pierw­szy dzień liceum. Wtedy też myśla­łam, że Alissa z kimś się zało­żyła.

Tam­tego ranka pode­szła do mojej ławki i zapy­tała, czy miej­sce obok jest wolne. Alissa nale­żała do tego typu dziew­czyn, które mogą sia­dać, gdzie tylko chcą, ponie­waż była nie­wia­ry­god­nie piękna. Jej oczy miały kolor wody na Lazu­ro­wym Wybrzeżu, na któ­rym spę­dzi­łam waka­cje. Z nie­uf­no­ścią obej­rza­łam się za sie­bie. Zasta­na­wia­łam się, czy kawa­łek dalej nie stoją jej roz­chi­cho­tane kole­żanki, śmie­jące się do roz­puku, bo dałam się nabrać.

Tyle że w kla­sie były­śmy tylko we dwie.

Głos Skya przy­wo­łuje mnie do teraź­niej­szo­ści.

– Zakła­damy się o pizzę – mówi. – A Milas nam ją przy­wie­zie.

A więc cho­dzi o Milasa, chło­paka z piz­ze­rii, w któ­rej pra­cuje Sky. Ni­gdy go nie widzia­łam, ale Alissa kie­dyś o nim wspo­mi­nała.

W parku zja­wia się bie­gaczka, ma jasne blond włosy i apaszkę na szyi. Gdy nas mija, posyła mi uśmiech.

– Będzie tu, musimy tylko zacze­kać. – Sky chowa tele­fon i nie­spiesz­nie skręca papie­rosa. Nie pali takich z paczki; zawsze robi wszystko ina­czej niż inni.

– Bolało? – sły­szę pyta­nie Alissy.

Z powro­tem jestem na ławce w parku. O co im teraz cho­dzi?

Podą­żam za jej wzro­kiem utkwio­nym w brwi Skya. Jakiś czas temu zro­bił sobie w niej kol­czyk. Gdy na drugi dzień przy­szedł do szkoły, jego skóra w tym miej­scu była spuch­nięta i zaczer­wie­niona. Doty­kam swo­jej brwi, która także bolała mnie wtedy przez kilka dni.

Na początku myśla­łam, że to zbieg oko­licz­no­ści, ale kiedy Alissa zła­mała nad­gar­stek na WF-ie, ból dłoni towa­rzy­szył mi przez kilka tygo­dni.

Czy potra­fię odczu­wać ból innych? To dziwne, nie­na­tu­ralne. Jeśli ktoś się o tym dowie, przy­lgnie do mnie łatka jesz­cze więk­szej wariatki niż teraz.

Sky wska­zuje na swoją brew.

– Na początku z rany sączyło się tyle ropy, że można by z niej zro­bić smo­othie.

Alissa sztur­cha go, przez co o mało nie spada z ławki.

– Prze­stań, bo się nie zde­cy­duję.

Pod­no­szę wzrok. Od kiedy Alissa chce zro­bić sobie pier­cing? Pró­buję sobie wyobra­zić, jak by na niej wyglą­dał, takie małe kółeczko prze­cho­dzące przez brew.

Nie­dawno na zaję­ciach z tek­sty­liów musie­li­śmy stwo­rzyć ubra­nie z wor­ków na śmieci. Alissa prze­ło­żyła swój przez głowę, przy­trzy­mała z jed­nej strony i spięła zszy­wa­czem. Prze­szła się po kla­sie jak po wybiegu, a kilku chło­pa­ków zagwiz­dało. Nawet w worku na śmieci było jej do twa­rzy.

– Gdzie ta pizza? – nie­cier­pliwi się Alissa.

– Milas ma pół godziny na dostawę. Jeśli przy­je­dzie póź­niej, dosta­niemy ją za darmo.

W tym momen­cie do parku wjeż­dża sku­ter z dużym nie­bie­skim pudeł­kiem na bagaż­niku. Sky chwyta mnie za nad­gar­stek i patrzy na mój zega­rek.

– Co do minuty, cały Milas. Punk­tu­alny gej.

– Przy­mknij się. – Alissa szybko popra­wia bluzkę.

To tylko drobny gest, ale natych­miast wyczu­wam, że jest zde­ner­wo­wana. Skręca mnie w brzu­chu, jak­bym za chwilę miała zda­wać ważny egza­min.

Dostawca zatrzy­muje się przed naszą ławką i unosi dłoń w kie­runku Skya w geście pozdro­wie­nia. Gdy uchyla wizjer kasku, dostrze­gam parę jasno­nie­bie­skich oczu, takich jak u Alissy. Tyle że mają one w sobie coś chłod­nego, nie przy­po­mi­nają Morza Śród­ziem­nego, lecz lodo­watą toń. Ogar­nia mnie dziwne uczu­cie, któ­rego nie potra­fię nazwać.

– Jedna pizza z salami? – Chło­pak wyj­muje pudełko.

Zapach roz­to­pio­nego sera spra­wia, że do ust napływa mi ślina.

– Tak, to dla nas. – Sky poka­zuje na Alissę. – Ona płaci.

– Nie sądzę. – Alissa przy­gląda się chło­pa­kowi. – Ej, Milas.

MILAS

Nie lubię, gdy ktoś zna moje imię, a ja jego nie. Czuję się wtedy, jakby miał nade mną prze­wagę. Widzia­łem już tę dziew­czynę, któ­re­goś dnia ode­brała Skya z pracy. Od razu zwró­ciła moją uwagę, bo ma takie same nie­bie­skie oczy jak ja. Tato zwykł mawiać, że poza nami nikt takich nie ma, ale naj­wy­raź­niej się mylił. Jej spoj­rze­nie jest hip­no­ty­zu­jące.

Czy Sky powie­dział jej, jak się nazy­wam?

Dziew­czyna się uśmie­cha.

– Może chcesz kawa­łek?

Waham się, bo muszę jechać dalej, ale coś w jej gło­sie spra­wia, że zostaję. Dopiero wtedy mój wzrok pada na drugą dziew­czynę sie­dzącą na ławce. Jest lekko pochy­lona, a jej pro­ste włosy, wiszące po obu stro­nach twa­rzy, przy­po­mi­nają zasłony. Wygląda, jakby w ogóle tu nie paso­wała.

– Prze­cież zaraz masz prze­rwę, nie? Weź kawa­łek. – Dziew­czyna o nie­bie­skich oczach naj­wy­raź­niej zna nie tylko moje imię, ale też mój gra­fik.

Ma zapiętą do połowy kurtkę, przez co widać kawa­łek jej szyi.

Jak byłoby poca­ło­wać ten miękki kawa­łek ciała?

Na tę myśl prze­cho­dzi mnie dreszcz. Po Kar­lijn obie­ca­łem sobie, że już ni­gdy nie poczuję niczego do żad­nej dziew­czyny. Łatwiej jest się od nich wszyst­kich odciąć, niż pozwo­lić im się zbli­żyć. Bo kiedy już się zbliżą, zaczy­nają zada­wać pyta­nia. Pyta­nia, na które nie mogę odpo­wie­dzieć.

Wiem, że muszę jechać, ale nim się spo­strzegę, odkła­dam kask i sia­dam obok niej.

– Masz. – Dziew­czyna wrę­cza mi pudełko z pizzą.

Pod­czas jedze­nia zbie­ram się na odwagę, by lepiej jej się przyj­rzeć. Musi mieć jakąś wadę, coś, co pomoże mi szybko o niej zapo­mnieć. Tyle że jej głos brzmi jak śpiew, oczy mają kolor nie­skoń­czo­nego błę­kitu, a zapach przy­wo­dzi na myśl jesienne słońce.

Nie wiem, czy chcę ją zapo­mnieć.

Prze­ły­kam kęs pizzy.

– A ty to kto?

ALISSA

Sie­dzimy tak bli­sko sie­bie, że noga Milasa dotyka mojej. Patrzy na mnie, jakby miał nadzieję zna­leźć coś w mojej twa­rzy. Ska­nuje wzro­kiem każdy cen­ty­metr mojej skóry.

Jesz­cze ni­gdy nie zamie­ni­łam z nim słowa, ale gdy raz poszłam po Skya do jego pracy, przy­glą­da­łam mu się z pew­nej odle­gło­ści.

Milas wyróż­nia się z tłumu. Nie dla­tego, że jest przy­stojny, ale ponie­waż spra­wia wra­że­nie, jakby nie chciał taki być. Jakby jego wygląd był dla niego źró­dłem udręki. Dobrze to znam.

Chło­paki czę­sto roz­bie­rają mnie wzro­kiem, dopro­wa­dza mnie to do szału. Ostat­nim, z któ­rym się cało­wa­łam, był Andreas, naprawdę mi się podo­bał. Po naszym poca­łunku usły­sza­łam, jak chwali się zna­jo­mym, że udało mu się wyrwać „taką laskę”. Czy tylko tym dla niego byłam?

Sky też jest przy­stojny, ale jego zadziorny wygląd spra­wia, że wiele osób zacho­wuje wobec niego dystans. Nagle kol­czyk wydaje mi się cał­kiem nie­głu­pim pomy­słem.

Będąc jesz­cze w domu, przez kwa­drans gapi­łam się w lustro. Na tatuaż bym się nie odwa­żyła, ale może pier­cing? Nary­so­wa­łam sobie kropkę na nosie pisa­kiem. Myśl o kuleczce prze­cho­dzą­cej przez noz­drze spra­wiła, że natych­miast poczu­łam się sil­niej­sza.

– A ty to…? – pyta Milas.

– Alissa.

– Jesteś gejem? – rzuca bez­ce­re­mo­nial­nie Sky.

Teraz rozu­miem, dla­czego nauczy­ciele nazy­wają go cza­sem bul­do­że­rem.

Milas kręci głową z iry­ta­cją.

– Nie, nie jestem.

Sky zapala papie­rosa.

– Nie trzeba się zaraz dener­wo­wać, kolego. Geje są spoko.

Milas wkłada do ust ostatni kawa­łek pizzy i wstaje.

– Muszę jechać dalej.

Czy pode­rwał się tak nagle ze względu na pyta­nie Skya? Uświa­da­miam sobie, że czuję się zawie­dziona, chcę, żeby Milas jesz­cze raz spoj­rzał na mnie tak jak przed chwilą, jakby dostrzegł coś wię­cej niż tylko mój wygląd.

– Sky zapłaci za pizzę – oświad­czam. – I wrę­czy ci napi­wek.

SKY

Prze­kli­nam w myślach.

Alissa na niego leci.

Myśla­łem, że cho­dziło tylko o zakład, ale Alissa uśmie­chała się do Milasa tak, jak tylko ona potrafi. A wtedy chło­paki kom­plet­nie tracą dla niej głowę.

W domu usta­wiam moc wzmac­nia­cza na mak­si­mum. Dźwięki per­ku­sji elek­tro­nicz­nej zawsze mnie uspo­ka­jają, ale nie tym razem. Po pół­go­dzi­nie gra­nia ręce na­dal mnie świerz­bią. Wku­rzony ścią­gam słu­chawki.

Dla­czego nie potra­fię się z tym pogo­dzić? Alissa powinna się domy­ślić, że zaczą­łem nawet uma­wiać się z Caitlin dla odwró­ce­nia uwagi…

Caitlin cho­dzi do rów­no­le­głej klasy i jest cał­kiem w porządku. Jeśli dobrze się jej przyj­rzeć, to nawet tro­chę sie­bie przy­po­mi­nają. Ale nie­bie­skie oczy Caitlin bledną w porów­na­niu z tam­tymi…

Opa­dam na łóżko i przy­glą­dam się zdję­ciu gru­po­wemu, które stoi na szafce noc­nej. Źle przez nie sypiam, ale jesz­cze gorzej bez niego. Pod­no­szę je i przy­cią­gam do twa­rzy. W miej­scu, do któ­rego cza­sami przy­kła­dam wargi, znaj­duje się drobne, widoczne prze­tar­cie. Sto­imy tuż obok sie­bie, sty­kamy się ramio­nami. Naj­chęt­niej wyciął­bym ze zdję­cia pozo­sta­łych, ale wtedy Alissa mogłaby wejść do mojego pokoju i się zorien­to­wać. O Mint i tak nie muszę się mar­twić, przez więk­szość czasu prze­bywa w innym świe­cie.

– Twoje miej­sce jest przy mnie – szep­czę do zdję­cia. – Zro­zum to w końcu…

ALISSA

Pój­dziesz ze mną? – pytam Mint, gdy ta wsiada na rower.

– Dokąd?

– Zro­bić pier­cing?

– Teraz? – Mint się uśmie­cha. Wie, że jestem okrop­nie nie­cier­pliwa. Jak coś sobie wymy­ślę, muszę natych­miast to zre­ali­zo­wać.

– No tak, a kiedy?

– I jak ci się podoba? – pytam po raz enty, gdy znów sie­dzimy na rowe­rach.

– Ładny. – Gdy igła znik­nęła w moim noz­drzu, Mint pobla­dła jak ściana, jakby z nas dwóch to ją zabo­lało.

Kilka minut póź­niej znaj­du­jemy się w boga­tej dziel­nicy, w któ­rej mieszka moja przy­ja­ciółka. Gdy pierw­szy raz byłam u niej domu, prze­cie­ra­łam oczy ze zdu­mie­nia. Ale jej ojciec jest adwo­ka­tem, więc zara­bia dzie­sięć razy tyle, co mój ojciec, który pra­cuje w straży pożar­nej.

Na miej­scu Mint sięga po klu­cze, ale wtedy zapala się świa­tło w kory­ta­rzu i drzwi otwiera jej matka.

– Gdzie ty znowu byłaś?

Wiem, że matka Mint czę­sto robi afery, ale i tak za każ­dym razem zbija mnie to z tropu. Zwraca się do swo­jej córki, jakby była dziec­kiem. Nawet moja dzie­wię­cio­let­nia sio­stra ma wię­cej luzu.

– Mamo… – Mint się rumieni.

Jej matka kiwa głową w moim kie­runku, po czym znów zwraca się do córki:

– Umowa to umowa.

Gdy wcho­dzę do przed­po­koju, mój ojciec jest już w mun­du­rze.

– Co masz na nosie?

Obra­cam głowę w lewo i w prawo.

– Podoba ci się?

Tata sili się na surowy wyraz twa­rzy, po czym wybu­cha śmie­chem.

– Twar­dzielka z cie­bie. Więc tak, twoja matka nie­długo wraca, Ruben i Koen są na górze. Pomo­żesz Fen­nie z mate­ma­tyką?

– Jasne.

Ojciec całuje mnie w czoło i zamyka za sobą drzwi. Przez okno widzę, jak prze­jeż­dża rowe­rem przez podwó­rze.

Jako dziecko czę­sto czu­wa­łam do późna w nocy, dopóki ojciec nie wró­cił bez­piecz­nie do domu. Dopiero wtedy mogłam zasnąć. Cza­sami nie dawa­łam rady wytrwać do końca, wal­czy­łam ze zmę­cze­niem przez wiele godzin, po czym i tak zapa­da­łam w sen. Potem budzi­łam się nagle w środku na nocy i bie­głam na bosaka do sypialni rodzi­ców. Dopiero gdy widzia­łam wybrzu­sze­nie po stro­nie łóżka taty, z ulgą wśli­zgi­wa­łam się z powro­tem do swo­jego pokoju.

Wpraw­dzie teraz już prze­sy­piam noce, ale ni­gdy nie śpię bar­dzo głę­boko.

Na pewno nie od czasu ostat­nich świąt.

W Wigi­lię, gdy tata był na służ­bie, w poża­rze zgi­nęły cztery osoby, w tym jego kolega z pracy. Spa­dła na niego belka, która oddzie­liła się od pło­ną­cego sufitu.

Miesz­ka­jąca w tam­tym domu rodzina znaj­do­wała się w sypial­niach na pierw­szym pię­trze, do któ­rego nie było dostępu. Tata pró­bo­wał do nich dotrzeć, ale oka­zało się to zbyt nie­bez­pieczne. Pozo­stało mu tylko bez­sil­nie patrzeć, jak pożar trawi cały dom.

Cho­ciaż to, co się stało, nie wyda­rzyło się z jego winy, ten wypa­dek cał­ko­wi­cie go zmie­nił. Tata prze­stał cho­dzić do pracy i snuł się po domu jak duch. Nawet kole­dzy, któ­rzy byli z nim tam­tego wie­czoru, nie potra­fili do niego dotrzeć. W nocy jego krzyki sta­wiały na nogi cały dom. To kosz­mary, mówiła mama, ale to mało powie­dziane. Kiedy tata zaczy­nał krzy­czeć, prze­ra­żona Fenna wdra­py­wała się do mojego łóżka. Tuli­łam sio­strę w ramio­nach, dopóki nie zasnęła.

Drę­czyło mnie, że Fenna musiała być tego świad­kiem. Tak bar­dzo chcia­łam coś z tym zro­bić, ale nie wie­dzia­łam co.

Gdy twór­czyni fil­mów doku­men­tal­nych zapy­tała, czy chcia­ła­bym wziąć udział w roz­mo­wie na temat tego, jak to zda­rze­nie wpły­nęło na naszą rodzinę, natych­miast się zgo­dzi­łam. Film miał zostać wyemi­to­wany na sta­cji dla mło­dzieży i mia­łam nadzieję, że w ten spo­sób będę mogła komuś pomóc, nawet jeśli mia­łaby to być tylko jedna osoba.

Po emi­sji otrzy­ma­łam dzie­siątki pozy­tyw­nych reak­cji od moich rówie­śni­ków, co pomo­gło mi jakoś prze­trwać ten okres.

Sytu­acja z tatą zda­wała się trwać w nie­skoń­czo­ność, ale z cza­sem zaczęła się powoli popra­wiać. Prze­pi­sano mu leki na uspo­ko­je­nie, poszedł do psy­cho­loga i przy wspar­ciu kole­gów znów wró­cił do pracy na pół etatu. Po kilku mie­sią­cach prze­szedł na pełny etat i wyglą­dało na to, że wszystko poszło w nie­pa­mięć.

Ale ja nie zapo­mnia­łam.

Co jakiś czas oglą­dam tam­ten repor­taż. Widzę wów­czas moje cie­nie pod oczami, ner­wowo patrzą­cymi w kamerę.

Cza­sami wciąż jesz­cze czuję ten lęk.

MILAS

Alissa. Myślę o niej przy każ­dej dosta­wie przez resztę wie­czoru. Gdy wra­cam do domu na rowe­rze, znów mam przed oczami jej odsło­niętą szyję. Dopiero gdy jestem pra­wie przed drzwiami, zdaję sobie sprawę, gdzie się znaj­duję. To moja stara ulica…

Jak to moż­liwe? Do tej pory jesz­cze ani razu nie zda­rzyło mi się źle poje­chać, od razu przy­zwy­cza­iłem się do naszego nowego domu.

Gdy uświa­da­miam sobie, że nic się nie zmie­niło, moje serce zaczyna moc­niej bić. W jed­nym miej­scu kra­węż­nik jest niż­szy, dzięki czemu mogłem wygod­nie zjeż­dżać, nie zaha­cza­jąc o niego tyl­nym kołem. Za oknem budynku o nume­rze trzy­dzie­ści dzie­więć na para­pe­cie dalej stoi rząd por­ce­la­no­wych figu­rek krów, które potra­fi­łem bez końca oglą­dać jako dziecko. Tata cier­pli­wie mi towa­rzy­szył, gdy liczy­łem je i nada­wa­łem im imiona.

To wspo­mnie­nie spra­wia mi ból.

Nic się tu nie zmie­niło, a jed­no­cze­śnie zmie­niło się wszystko.

– Cześć, skar­bie – mówi Jolieke, gdy wcho­dzę do kuchni. – Jak ci minął dzień?

Powie­dzieć jej, że przez przy­pa­dek zaje­cha­łem na naszą starą ulicę? Ale wtedy Jolieke będzie chciała wie­dzieć o wszyst­kim: o tym, co czu­łem, czy nie chcę kie­dyś wybrać się na cmen­tarz, czy nie chcę pójść razem z nią do sta­rego domu…

– W porządku. – Pochy­lam się nad patel­nią. – Ład­nie pach­nie.

– Nakry­jesz do stołu?

Kładę tale­rze naprze­ciwko sie­bie. Cho­ciaż miesz­kamy tylko we dwójkę, Jolieke zawsze gotuje. Ni­gdy nie pozwo­liła, aby śmierć taty wytrą­ciła ją z rów­no­wagi. Wiem jed­nak, że prze­pła­kała wiele nocy, sły­sza­łem jej płacz przez cien­kie ściany naszego nowego miesz­ka­nia.

Zmie­niam uło­że­nie dłu­go­pi­sów na biurku, ukła­dam pod­ręcz­niki z teo­rią do prawa jazdy w stos i dosu­wam krze­sło. Na zewnątrz panują kom­pletne ciem­no­ści; w środku zresztą też. Wła­ści­wie to chciał­bym zapa­lić świa­tło, ale wtedy Jolieke zauważy, że jesz­cze nie śpię. W zeszłym tygo­dniu chciała wie­dzieć, czy czę­sto źle sypiam. Zasta­na­wiam się, czego ona ode mnie chce.

Zoba­czyć, jak pła­czę?

Jem, piję, poru­szam się, ale nic nie wydaje się praw­dziwe.

Aż do tego popo­łu­dnia.

Alissa wyda­wała się praw­dziwa.

Teraz znów o niej myślę.

Kładę się na łóżku i odwra­cam głowę na bok. Patrzę pro­sto w lustro na drzwiach szafy. Czę­sto je zakry­wam, ale teraz jest odsło­nięte. Widzę swoje włosy, usta… Wygląd zewnętrzny, który tak czę­sto był moim sprzy­mie­rzeń­cem. Ludzie w super­mar­ke­cie zawsze byli dla mnie wyjąt­kowo mili, nauczy­ciele przy­my­kali oko, gdy zabra­kło mi jed­nej dzie­sią­tej punktu, a dziew­czyny były gotowe zro­bić dla mnie wszystko.

Ale ładna buzia nie przy­wróci nikomu życia.

A Alissa?

Czy potrafi to napra­wić?

Wra­cam myślami do Kar­lijn, ostat­niej dziew­czyny, która była w tym pokoju. Leżała razem ze mną na tym łóżku, w tej pościeli. Roz­ma­wia­li­śmy o tym, co będzie dalej. O tym, co chcie­li­śmy robić, kim chcie­li­śmy być. Bo mie­li­śmy zesta­rzeć się razem, Kar­lijn i ja. Z nią mia­łem jakąś przy­szłość, ale wszystko popsu­łem. I tak samo będzie z Alissą.

Muszę trzy­mać się od niej jak naj­da­lej.

Świa­tło zga­sło już jakiś czas temu. Na pewno już śpi, bez żad­nych kosz­ma­rów. Mam je ja. Czę­sto nie mają końca i zawsze są takie same.

Odwra­cam się, nie mogę prze­cież stać tu całą noc.

Dziś wresz­cie ziściły się moje nadzieje. Szanse były zni­kome – to musi być znak.

SKY

W pią­tek po połu­dniu cie­szę się, że w końcu mam wolne od szkoły. Wiem, że nie mam prawa być zły na Alissę, a mimo to jestem. Zako­chała się w złej oso­bie, dla­czego tego nie widzi?

Wcho­dzę do pomiesz­cze­nia dla per­so­nelu w piz­ze­rii i chcę zało­żyć far­tuch, kiedy mój wzrok pada na ulotkę. Z zacie­ka­wie­niem czy­tam jej treść.

HIPER­RE­ALI­STYCZNY ESCAPE ROOM:DOM PEW­NEJ RODZINY

DRZWI ZAMY­KAJĄ SIĘ NA KLUCZ.MASZ SZEŚĆ­DZIE­SIĄT MINUT.OD CZEGO ZACZNIESZ?

NASŁU­CHUJ MRO­ŻĄ­CYCH KREW W ŻYŁACH WSKA­ZÓ­WEK, ROZ­WIĄ­ZUJ POD­NO­SZĄCE CIŚNIE­NIE ZAGADKI I UWOL­NIJ SIĘ PRZED UPŁY­WEM SZEŚĆ­DZIE­SIĘ­CIU MINUT.

Czy­tam tę ulotkę aż trzy razy, żeby wszystko dobrze zro­zu­mieć. Zwłasz­cza słowo „hiper­re­ali­styczny” działa mi na wyobraź­nię. Domy stra­chów w weso­łych mia­stecz­kach zawsze wyda­wały mi się okrop­nie sztuczne, ale to? Muszę tam pójść. Być może jakimś cudem w escape roomie zapo­mnę o zdję­ciu na szafce noc­nej. Może zapo­mnę nawet, że te nie­bie­skie oczy ni­gdy nie spoj­rzą na mnie tak, jak bym tego chciał.

– Nie powi­nie­neś cza­sem być w środku?

Odwra­cam się i widzę Milasa. Wska­zuje na ulotkę, którą trzy­mam w dłoni.

– Co tam masz?

Na niego też jestem zły, może nawet bar­dziej niż na Alissę. Tęskny wzrok, któ­rym wczo­raj na nią patrzył… Nie potra­fię spoj­rzeć tak na Caitlin, cho­ciaż bar­dzo pró­buję.

Wsu­wam ulotkę do kie­szeni spodni.

– Nic.

Gdy wycho­dzę z pracy, Alissa i Mint cze­kają na zewnątrz. W nosie Alissy bły­ska kol­czyk. Jakby nie była już wystar­cza­jąco ładna…

– Idziesz z nami do kina? – pyta.

– Umó­wi­łem się z Caitlin. – Gdy tylko wypo­wia­dam te słowa, znów robię się ner­wowy.

Ostat­nio coraz czę­ściej mam wra­że­nie, że Caitlin chce cze­goś wię­cej, niż tylko się cało­wać. Wiem, że ja też muszę tego chcieć, ale tak się nie dzieje. Moje myśli krążą wokół kogoś innego.

– Mię­dzy wami robi się poważ­nie, co?

Wydaję z sie­bie dźwięk, który może ozna­czać wszystko. Szybko zmie­niam temat.

– Co wy na to, żeby w pią­tek pójść tutaj? – Wycią­gam ulotkę escape roomu z kie­szeni.

Alissa marsz­czy brwi.

– Co to jest?

– O, sły­sza­łam o tym. – Ku mojemu zdzi­wie­niu Mint prze­chwy­tuje ode mnie kartkę. – Trzeba roz­wią­zy­wać zagadki, żeby się wydo­stać.

– I ty to lubisz? – Alissa unosi jedną brew.

Mint kiwa głową.

– Brzmi eks­tra.

Wymie­niamy z Alissą szyb­kie spoj­rze­nie. Naj­wy­raź­niej myśli to samo co ja. Mint wszyst­kiego się boi, czę­sto zostaje w domu, gdy jedziemy gdzieś ze szkołą, a Alissa i ja co roku cho­dzimy do weso­łego mia­steczka we dwójkę, bo Mint mówi, że robi jej się nie­do­brze na kolej­kach gór­skich.

– W takim razie jestem za – oświad­cza Alissa.

Wska­zuję na dół ulotki.

– Potrze­bu­jemy tylko czwar­tego gra­cza.

– Caitlin? – pro­po­nuje Mint.

Już samo prze­by­wa­nie z Caitlin spra­wia, że czuję się jak w escape roomie.

– Albo Milas? – pod­suwa Alissa.

W myślach rzu­cam prze­kleń­stwem. Nie ma szans, że przez sześć­dzie­siąt minut będę patrzył, jak mają się ku sobie…

– Wtedy będzie nas czworo. – Alissa spo­gląda na mnie. – Mam go zapy­tać?

Leżę wycią­gnięty na moim jed­no­oso­bo­wym łóżku razem z Caitlin. Nie­wiele rozu­miem z filmu, który wła­śnie oglą­damy.

Alissa zapro­siła Milasa, więc w następny pią­tek spę­dzę godzinę zamknięty razem z tym dwoj­giem. Jak mogłem być tak durny, żeby w ogóle poru­szać temat escape roomu?

– Cał­kiem nie­zły. – Caitlin prze­ciąga się, zie­wa­jąc.

Dopiero teraz dociera do mnie, że na ekra­nie wyświe­tlają się napisy koń­cowe. Zupeł­nie prze­ga­pi­łem koń­cówkę filmu.

– Idziemy spać?

Z prze­ra­że­niem pod­no­szę wzrok. My?

Caitlin unika mojego wzroku, gdy szep­cze:

– Mam ze sobą swoje rze­czy.

Wie­dzia­łem, że do tego doj­dzie, ale nie jestem na to gotowy.

Caitlin znika w kory­ta­rzu i wcho­dzi do łazienki. Muszę coś wymy­ślić, tylko co? Już dwa razy uży­łem wymówki, że źle się czuję…

Dziew­czyna wraca ubrana w koszulkę nocną z poły­sku­ją­cego mate­riału. Wygląda na nową, może nawet kupiła ją spe­cjal­nie dla mnie. Czuję, jak pie­cze mnie skóra głowy.

– Śpisz w dżin­sach? – pyta.

No tak, ja też muszę się roze­brać. Ścią­gam spodnie, ale dla bez­pie­czeń­stwa zostaję w bok­ser­kach i T-shir­cie.

Chi­cho­cząc, Caitlin wsuwa się pod koł­drę.

– Na co cze­kasz?

Może to tak jak z ohyd­nym syro­pem na kaszel: cza­sami lepiej jest go wypić za jed­nym razem.

Gaszę świa­tło i po omacku szu­kam drogi do łóżka. Wzdry­gam się, gdy czuję, jak mięk­kie jest ciało Caitlin: nogi, ramiona, brzuch…

– No, to jestem – mówię.

Caitlin bie­rze moje dło­nie i kła­dzie je sobie na pier­siach. Przez tka­ninę koszuli czuję jej twarde sutki.

Dociera do mnie, że powi­nie­nem coś z nimi zro­bić, i auto­ma­tycz­nie zaczy­nam je ugnia­tać niczym cia­sto na pizzę.

Ręka Caitlin zsuwa się w dół i dotyka miej­sca pomię­dzy moimi nogami.

To nie może się wyda­rzyć, nie powinno.

Pię­tro niżej sły­chać otwie­ra­nie drzwi fron­to­wych, moi rodzice wła­śnie wró­cili ze spo­tka­nia u zna­jo­mych.

– To moi rodzice – mówię. – Nie możemy nic robić, śpią tuż za ścianą.

Na chwilę zapada cisza, po czym Caitlin szep­cze:

– Szkoda.

Tłu­mię wes­tchnie­nie ulgi. Tym razem zosta­łem ura­to­wany.

– Tak, wielka szkoda.

Caitlin przy­suwa się bli­sko mnie i kła­dzie głowę na mojej piersi. Chwilę póź­niej lekko pochra­puje, a jej noga krzy­żuje się z moją.

Zanim zasnę, minie jesz­cze kilka godzin.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki