Dziewczyna z charakterem - King Lucy - ebook + książka

Dziewczyna z charakterem ebook

King Lucy

4,3

Opis

Theo Knox przez przypadek odkrywa, że Kate Cassidy, siostra jego zmarłego przyjaciela, zarejestrowała się na portalu agencji towarzyskiej jako seksowna Harmony. Theo podejrzewa, że Kate ma jakieś problemy. Podczas rozmowy proponuje jej pomoc. Nie bierze pod uwagę, że Kate jest osobą o silnym charakterze, mającą własny pomysł na życie, i potrafi postawić na swoim…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 159

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (4 oceny)
2
1
1
0
0

Popularność




Lucy King

Dziewczyna z charakterem

Tłumaczenie: Barbara Bryła

HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2021

Tytuł oryginału: A Scandal Made in London

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2020

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

© 2020 by Lucy King

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2021

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne. Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A. Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-672 Warszawa, ul. Domaniewska 34A

www.harpercollins.pl

ISBN 978-83-276-6741-0

Konwersja do formatu EPUB, MOBI: Katarzyna Rek / Woblink

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Co, do diabła…?

Zza biurka na najwyższym piętrze czterdziestoczteropiętrowego budynku mieszczącego Knox Group, Theo Knox gapił się na ekran iPada, którego szef jego ochrony właśnie przyniósł i umieścił mu przed oczami.

Było na nim coś, co wyglądało na formularz informacyjny. Pod imieniem „Harmony” widniały szczegóły:

Lokalizacja: Londyn

Wiek: 26

Wzrost: 185 cm

Wymiary: 96 – 71– 96

Włosy: blond

Oczy: niebieskie

Tatuaże: jeden

Zainteresowania: podróże, książki, muzyka

Doświadczenie seksualne: brak

W prawym górnym rogu znajdowało się ozdobne logo agencji Belle’s Angels, przedstawiające splecione winorośle i napis „Stworzeni dla siebie”.

Wszystko to pięknie, ale dlaczego Antonio Scarlatto, pracownik ceniony za kompetencje i opanowanie, uważał, że mogło to być Theowi do czegoś potrzebne?

Theo nie był absolutnie zainteresowany serwisami randkowymi ani randkami jako takimi, odpowiadały mu okazjonalne przygody na jedną noc. A gdyby nawet był zainteresowany, to i tak nie miał na to czasu. Był właścicielem i dyrektorem naczelnym firmy o zasięgu globalnym, zatrudniającej tysiące ludzi i wartej miliardy i miał za dużo spraw na głowie. Jedną z nich w tym momencie było nakłonienie do sprzedaży sentymentalnego właściciela pewnej firmy, którą Theo chciał przejąć.

– Dlaczego marnujesz mój czas, pokazując mi to? – warknął, podnosząc wzrok na mężczyznę stojącego po drugiej stronie biurka, który naprawdę przeholował, myśląc, że Theowi potrzebna była do szczęścia Harmony.

– To dotyczy osoby zatrudnionej u pana. – Antonio nawet nie mrugnął okiem w odpowiedzi na ponure spojrzenie Thea. – Jest zarejestrowana na tej witrynie, a to jest jej strona. Dwadzieścia minut temu próbowała się na niej zalogować ze służbowego komputera. Wychwyciła to nasza zapora sieciowa. Wchodzenie na takie strony jest sprzeczne z polityką firmy, więc muszę wiedzieć, jakie mam podjąć kroki.

– To portal randkowy.

– Nie zawracałbym panu tym głowy, gdyby tak było – odparł Antonio. – Proszę spojrzeć niżej.

Theo powstrzymał irytację i przeleciał wzrokiem formularz, automatycznie rejestrując jego treść, a potem wrócił kursorem do góry. Wtedy zamarł. Opisowi towarzyszyło pół tuzina fotografii owej Harmony w przyciągających wzrok pozach. Na pierwszych czterech miała na sobie ubranie – bardzo skąpe i obcisłe, ale była ubrana. Na pozostałych jednak nie miała na sobie prawie nic, bo jej negliż był tak prześwitujący, że poza kilkoma skrawkami umieszczonej strategicznie koronki niczego nie skrywał. Ani jej kształtów. Ani długich kończyn. Niczego. A jej twarz… Znał ją. To była Kate Cassidy. Harmony o ponętnym ciele i oszałamiającej urodzie była siostrą Mike’a Cassidy’ego.

To odkrycie wstrząsnęło Theem. Przeczytał tekst towarzyszący zdjęciom i krew zastygła mu w żyłach. Antonio miał rację. Belle’s Angels to nie był zwykły serwis randkowy, a Kate wcale nie szukała randki.

Co ona, do cholery, wyprawiała? Czy miała pojęcie, na jakie naraziła się niebezpieczeństwo? A co on zamierzał w tej sprawie zrobić? Bo zdecydowanie coś z tym zrobić musiał. Z każdą mijającą sekundą jego przerażenie rosło. Kate najwyraźniej potrzebowała opieki. W zasadzie od śmierci jej starszego brata Mike’a dziewięć miesięcy wcześniej powinien mieć ją i jej młodszą siostrę na oku. Dyskretnie. Z oddali. A przynajmniej upewnić się, że miały się dobrze. Dług, jaki miał wobec niego, był ogromny, a jednak Mike umarł z powodu czegoś, czemu Theo powinien był zapobiec. A teraz one nie miały nikogo. Więc dlaczego nic w tej sprawie nie zrobił? Dlaczego nie wiedział nawet, że Kate dla niego pracowała? Cóż, musiał się tym natychmiast zająć, bo z nią działo się coś złego. Ewidentnie straciła swój maleńki rozumek. Mogła jej się stać krzywda i to dlatego, że Theo nie zrobił nic, by temu zapobiec. Coś takiego nie mogło się więcej powtórzyć. Dwa razy w jednym życiu to aż nadto.

– Jakie działania mam podjąć? – spytał Antonio.

– Zamknij tę witrynę – odparł Theo, popychając tablet w jego stronę. – Czegokolwiek by to nie wymagało, za wszelką cenę zrób to.

Mężczyzna kiwnął głową.

– A jeśli chodzi o osobę, o której mowa?

– Nią zajmę się sam.

W ciągu pięciu i pół miesiąca, odkąd pracowała w Knox Group, Kate ani razu nie była jeszcze wzywana na otoczone czcią najwyższe piętro budynku w centrum Londynu, stanowiącego siedzibę firmy. To jej odpowiadało. Stanowisko księgowej średniej rangi, jakie tam miała, nie uprawniało jej do tego wątpliwego zaszczytu, a szczerze mówiąc, im mniej miała do czynienia z koszmarnym Theem Knoxem, tym lepiej. Co nie znaczy, że dobrze się znali, dzięki Bogu. Mógł sobie być przyjacielem jej brata, ale spotkała go tylko raz. Dziewięć miesięcy wcześniej na pogrzebie Mike’a. Popełniła wtedy kolosalny błąd, prosząc go o wsparcie. Chciała jedynie pójść z nim na drinka po czuwaniu. Nie oczekiwała niczego więcej. Wszyscy już wyszli, a ona była zrozpaczona i czuła się tak strasznie samotna. Chciała po prostu porozmawiać o swoim bracie z kimś, kto przypuszczalnie dobrze go znał. Ale wielki Theo Knox ewidentnie uznał jej sugestię za seksualną zaczepkę i potraktował ją z lekceważeniem i pogardą. Powiedział jej, że nie jest zainteresowany, po czym odwrócił się na pięcie i odszedł. Stała tam osłupiała, gapiąc się na jego znikającą postać z otwartymi ustami, nie wiedząc, czy się śmiać, czy płakać. Czy naprawdę myślał, że chciała go poderwać? Na pogrzebie własnego brata? Jego arogancja zapierała jej dech w piersiach. Nie powinna się tym przejmować, bo nic dla niej nie znaczył, ale jego reakcja zniszczyła resztkę poczucia własnej wartości, jaką jeszcze miała. Przez chwilę nienawidziła go tak, jak jeszcze nigdy nikogo.

Gdyby mogła więc odrzucić ofertę pracy w jego firmie, która pojawiła się niedługo potem, zrobiłaby to. Ale miała rachunki do zapłacenia, a pensja, jaką jej zaproponowano, była zbyt wysoka, by odmówić. Nie dość wysoka, rzecz jasna, by pokryć astronomiczne kwoty, jakich wymagała placówka opiekująca się jej siostrą ani ciągle rosnące zadłużenie, które jej brat zaciągnął na pokrycie tych kosztów. Jednak wystarczająco wysoka, by chciała przejść przez okres próbny. Dlatego więc, gdy asystentka Thea zadzwoniła, prosząc, by zjawiła się w jego gabinecie o osiemnastej, kiedy powinna już wyjść z pracy, posłuchała.

Winda, którą jechała na najwyższe piętro, zwolniła i zatrzymała się łagodnie, drzwi otworzyły się z lekkim szumem. Przypominając sobie, by się nie garbić, Kate uniosła brodę i przeszła po kosztownym białym dywanie, stawiając duże kroki swoimi długimi nogami. Kiedy dotarła do recepcji, wskazano jej parę szerokich drewnianych drzwi. Podeszła do nich, wzięła głęboki wdech i zastukała. Nie musiała długo czekać, bo głęboki męski głos warknął „Wejść”.

Jak tylko znalazła się w środku, jej uwagę przyciągnął mężczyzna siedzący za dębowym monolitem biurka. Przyglądał jej się z władczą miną, sugerującą całkowite panowanie nad sytuacją. Z wrażenia ledwo zauważyła otoczenie – zalany popołudniowym słońcem elegancki biały gabinet, tak rozległy, że mógł pomieścić całe jej mieszkanie, luksusowe meble i kolorowe dzieła sztuki na ścianach. Jedyne, czego była świadoma, to obecności swojego szefa, nieuprzejmego, protekcjonalnego palanta, oraz nienawiści, jaką kiedyś w niej wzbudził.

– Zamknij drzwi.

Zrobiła to i ruszyła w jego kierunku, a z każdym jej krokiem w gabinecie robiło się coraz bardziej gorąco i klaustrofobicznie. Co, zważywszy na działającą bez zarzutu klimatyzację, było dziwne i niepokojące. Przyglądała mu się uważnie. Na pogrzebie Mike’a była zbyt przybita, by cokolwiek na jego temat zarejestrować, teraz jednak musiała niechętnie przyznać, że plotkarskie kolumny, zachwycające się jego powierzchownością, miały rację. Z ciemnymi krótkimi włosami, obsydianowymi oczami i rzeźbionymi rysami był z pewnością najprzystojniejszym mężczyzną, jakiego kiedykolwiek widziała. Miał imponująco szerokie ramiona, pasujące do równie imponującego wzrostu, bo chociaż teraz siedział, przypomniała sobie, że musiała zadrzeć głowę, proponując mu wyjście na drinka tamtego popołudnia. Był też nieskazitelnie ubrany.

Czy kiedykolwiek sfrustrowany przeczesywał palcami włosy? Czy paraliżowała go niska samoocena, czego ona doświadczała nieustannie? Mało prawdopodobne. Ten facet był automatem. Niezwykle wydajnym, zdeterminowanym, błyskotliwym, jeśli wierzyć temu, co podawała prasa, ale mimo wszystko – automatem. Cóż, to, kim był i jak wyglądał, nie miało znaczenia. Był oszałamiająco przystojny, opanowany w sposób godny pozazdroszczenia i o dobre dziesięć centymetrów od niej wyższy. Ale wciąż był bardzo nieprzyjemną istotą ludzką.

– Pan chciał mnie widzieć, panie Knox? – spytała chłodno, stając trzydzieści centymetrów przed jego biurkiem.

Błysnął ciemnymi oczami, a ona oblała się rumieńcem.

– Tak – odparł, wskazując na nowoczesne krzesło po jej stronie biurka. – Wystarczy Theo. Siadaj.

– Dziękuję.

Nie spiesząc się, usadowiła się na krześle, a potem przez kilka sekund obciągała żakiet i wygładzała spódnicę. Chciała się uspokoić, bo czuła dziwny niepokój. To musiały być nerwy, bo nie miała pojęcia, dlaczego została wezwana i pomimo wszystkiego, co sobie o nim myślała, był trochę onieśmielający. Miała świadomość, że wystarczył jeden jej fałszywy ruch i wszystkie talerze, którymi żonglowała, mogły roztrzaskać się o ziemię.

– Jak się masz?

Znieruchomiała na sekundę. Co? Teraz chciał się bawić w uprzejmości? Cóż, okej, niech będzie. Mogła zapomnieć o ich wcześniejszym spotkaniu. Zresztą on nie sprawiał wrażenia, że ją rozpoznaje.

– Doskonale – powiedziała radośnie, jak gdyby nie była cała wyżęta ze stresu i zmęczenia. – A ty?

– Świetnie. Kawy?

Potrząsnęła głową.

– Nie, dziękuję.

– Herbaty?

– Nie.

– Czegoś innego?

– Nie trzeba.

– Jak idzie ci praca?

Ha, ale która? Będąc księgową, pracowała także w barze przez pięć dni w tygodniu, a w weekendy wyprowadzała psy. Resztę czasu, jaka jej pozostawała, jeśli nie jechała w odwiedziny do siostry, poświęcała na prace zlecone jako niezależna księgowa.

– Nadzwyczaj dobrze – powiedziała z promiennym uśmiechem, zdeterminowana nie myśleć o tym, że znajdowała się na krawędzi. – Bardzo mi się podoba.

– To dobrze – powiedział, pochylając się do przodu, a ona z jakiegoś dziwnego powodu wstrzymała oddech. – A więc, Kate, opowiedz mi o Belle’s Angels.

I nagle bum, całe jej opanowanie zniknęło, podobnie jak fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Jej uśmiech zgasł i poczuła skurcz żołądka. Co Theo Knox wiedział o Belle’s Angels? Z pewnością nie był ich klientem. Z jego wyglądem nie mógł mieć przecież problemów z randkami. Ale czy odwiedził tę witrynę i widział jej stronę? Nie powinna się tym przejmować, skoro jej profil zebrał ponad tysiąc wyświetleń, odkąd pochopnie założyła go ostatniej nocy, ale na myśl, że on widział jej zdjęcia, zrobiło jej się słabo.

– A o co chodzi? – spytała ostrożnie, bo wyraz jego twarzy był nieodgadniony.

– Jesteś tam zarejestrowana.

Ach, jasne. Została złapana na gorącym uczynku. Skoro pan Knox – Theo – był tak niesłychanie bystry, wymówki nie miały sensu.

– Tak – powiedziała, przypominając sobie, że nie miała za co przepraszać ani czego się wstydzić. Wymyśliła przynajmniej rozwiązanie traumatycznej sytuacji, pozbawiającej jej tej odrobiny snu, jaka jej jeszcze pozostawała, nawet jeśli pociągnęło to za sobą niepokojące konsekwencje.

– Próbowałaś wejść na tę witrynę w pracy.

Rzeczywiście tak było. Jej profil wzbudził tak ogromne zainteresowanie, a szczególnie nawiązanie do dziewictwa, że dosłownie zasypywano ją mejlami. Niektóre budziły grozę. Nie mając pomysłu, jak powstrzymać ich zalew, chciała zmienić ustawienia swojego konta.

– Próbowałam.

– Co jest pogwałceniem zasad obowiązujących w firmie.

Och, Boże, to nie przyszło jej do głowy. Agencja Belle’s Angels była zarejestrowana w Niemczech i możliwe, że przekraczała granice legalności w Zjednoczonym Królestwie. Taką witrynę powinny zablokować zapory sieciowe. To dlatego nie mogła się na nią dostać. Chciała tylko zablokować niekończący się strumień odpowiedzi na swój anons. Ale najwyraźniej była idiotką, bo równie dobrze mogła stracić pracę.

– To był błąd. – Oblała się potem. – Jednorazowy. To się już nie powtórzy.

– Masz rację. – Głos Thea pozbawiony był emocji. – Nie powtórzy się.

Jakaś gula ulokowała się w gardle Kate i z trudem ją przełknęła.

– Zwalniasz mnie? – spytała.

Rozpaczliwie potrzebowała tej pracy. Wyrzuceni z pracy księgowi nie byli pożądanymi potencjalnymi pracownikami i kto wie, ile potrwa, zanim znajdzie nową posadę. Rachunki piętrzyły się każdego dnia, a korespondencja z agencji windykacyjnej robiła się coraz bardziej przerażająca, co nie znaczy, że jej pensja choć w przybliżeniu pokrywała raty spłat czy koszty opieki nad siostrą. Ale Milly była zależna od niej i tylko od niej, nie miała nikogo innego teraz, kiedy Mike umarł. Gdyby musiała opuścić Fairview, byłaby zdruzgotana.

– Nie zwalniam cię.

– Więc co masz na myśli? – spytała z ulgą.

– Kazałem zamknąć tę witrynę.

– Nie możesz tego zrobić – zawołała, bo to niweczyło jej jedyną szansę na zarobienie szybko dużych pieniędzy.

– Mogę – powiedział ponuro. – I zrobiłem to.

– Jak?

– To nie było trudne.

Nie. Dla człowieka tak wpływowego jak on nie było to trudne, ale…

– Nie miałeś prawa.

– Prawdopodobnie nie.

– Więc dlaczego?

Uniósł brwi i to była jedyna oznaka emocji, jaką u niego dostrzegła, odkąd weszła do gabinetu.

– Zarejestrowałaś się w agencji towarzyskiej, Kate.

Ton miał oskarżycielski, ale nie dała się zastraszyć. Sam miał się świetnie ze swoimi milionami w banku. Mniejsi śmiertelnicy musieli być bardziej kreatywni, jeśli nie chcieli po pierwsze zniszczyć szczęścia i bezpieczeństwa ich biednej młodszej siostry, po drugie stracić dachu nad głową i zostać zdeklarowanymi bankrutami, a w końcu nigdy więcej nie dostać pracy w dziedzinie, którą uwielbiali.

– I co z tego? – mruknęła.

– Jak mogłaś być tak lekkomyślna?

Lekkomyślna? Nie. Zdesperowana i w ślepym zaułku, ale nie lekkomyślna.

– Przeprowadziłam rozeznanie.

– Ja również – powiedział złowieszczo. – Belle’s Angels to internetowy dom publiczny.

– Możliwe, ale wysokiej klasy – pisnęła.

Malutki mięsień zaczął drgać mu w szczęce.

– To zupełnie nieistotne.

– Ależ tak, bo oferują różne poziomy usług, a ja zarejestrowałam się na pierwszym.

– Naprawdę myślałaś, że ktoś zapłaci ci tysiąc funtów za godzinę rozmowy?

– Moja sztuka konwersacji nie ma sobie równych.

– Nie wątpię. Jednak, uwierz mi, twoi… klienci… oczekiwaliby o wiele więcej.

– Tak, no cóż, masz najwyraźniej większe doświadczenie z takimi serwisami niż ja.

W odpowiedzi na ten niedwuznaczny przytyk posłał jej groźne spojrzenie. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale szybko je zamknęła, bo on mógł mieć rację. Prawdę mówiąc, nie do końca myślała racjonalnie, rejestrując się na witrynie agencji zeszłego wieczoru. Właśnie przyszedł kolejny astronomiczny rachunek z Fairview jako dodatek do nieżyczliwego mejla z firmy, w której Mike zaciągnął pożyczkę, i listu z towarzystwa hipotecznego informującego ją, że zalega z płatnością. Wypiła kilka kieliszków wina, by stłumić niepokój, ale to nie pomogło i po nich poczuła się jeszcze gorzej. W telewizji szedł właśnie jakiś dokument o wideo-czacie i w środku rozpaczy nagle olśniło ją, że seks świetnie się sprzedaje. Znalezienie odpowiedniej strony i rejestracja były niezwykle proste. Przypomniała sobie o zapasie seksownej bielizny, jaką kupowała latami, bo sprawiała, że czuła się delikatna i kobieca przez samo jej posiadanie, i wyglądało na to, że gwiazdy jej sprzyjały. Największym wyzwaniem okazało się opanowanie samowyzwalacza w telefonie. Myślała o możliwych konsekwencjach swojego planu, nie była kompletną idiotką, ale na oko plusy przeważały minusy. Zakładała, że minusy – głównie dotyczące tego, jaki rodzaj ludzi odwiedzał taką witrynę – zostaną zneutralizowane przez filtry i staranny proces selekcji. Ale przeliczyła się, bo niektóre mejle, jakie otrzymała, były odrażające. Jeszcze bardziej zaalarmowały ją sumy, jakie oferowano za jej dziewictwo. Nawet ta bardziej umiarkowana korespondencja wskazywała na coś innego niż sama tylko rozmowa, więc może Theo nie mylił się co do oczekiwań jej niedoszłych klientów. Patrząc z tej perspektywy, chociaż straciła swoją jedyną nadzieję na poprawę finansów, to miała szczęście, że udało jej się tego uniknąć. Na myśl o tym, przez co musiałaby przechodzić, robiło jej się niedobrze.

Nie chciała jednak przyznać mu racji.

– To nie jest twoja sprawa – burknęła.

– Mylisz się.

No cóż, pozostawała wprawdzie kwestia surowej polityki firmy, ale on nie miał prawa mieszać się w jej sprawy w taki sposób.

– Nie potrzebuję, by mnie ratowano – powiedziała chłodno. – Mam dwadzieścia sześć lat. Jestem rozsądna i potrafię podejmować decyzje.

– Z mojej perspektywy to tak nie wygląda.

– Dlaczego cię to w ogóle obchodzi?

Przez chwilę wpatrywał się w nią w ciszy, jak gdyby sam nie mógł tego rozgryźć. Ku własnej konsternacji Kate złapała się na tym, że nie mogła oderwać od niego wzroku. Z trudem łapała oddech. Nagle nabrała ochoty, żeby wstać, wspiąć się na jego biurko i przytulić się do niego. Nie bardzo wiedziała, co zamierzała zrobić potem, bo miała niewielkie doświadczenie w tych sprawach, ale zapragnęła się dowiedzieć. Tak bardzo, że aż cała płonęła. Oszołomiona własną reakcją, zaczęła się wiercić, ale osiągnęła jedynie to, że spódnica uniosła jej się o cal na udach, a wtedy mroczne spojrzenie Thea padło na jej nogi i pozostało tam przez chwilę.

– Zakładam, że potrzebujesz pieniędzy – odezwał się w końcu.

Ale czy myślała teraz o pieniądzach? O jakich pieniądzach? Cóż, oczywiście potrzebowała pieniędzy, pomyślała, obciągając znowu spódnicę irytująco drżącymi palcami. Z jakiego innego powodu miałaby to robić?

– To prawda.

– Ile?

– Jednorazowo sto tysięcy plus około pięć tysięcy miesięcznie na bieżąco przez kolejne sześćdziesiąt, a możliwe, że siedemdziesiąt lat.

Uniósł gwałtownie brwi.

– To mnóstwo pieniędzy.

Poważnie?

– Mam tego świadomość – powiedziała chłodno.

– To jest problem – powiedział.

– Co ty powiesz?

– To także moja sprawa.

– Jak to?

– Jesteś księgową. Niedługo kończysz okres próbny, a wtedy uzyskasz dostęp do firmowych kont. Istnieje ryzyko oszustwa.

Co…? Nie mówił chyba poważnie?

– Sugerujesz, że mogłabym pozwolić sobie na defraudację, by opłacać swoje rachunki?

– Istnieje taka możliwość.

– Nie jestem kryminalistką – zaperzyła się.

– Na co potrzebujesz tych pieniędzy?

Wzięła głęboki wdech.

– Mam młodszą siostrę – powiedziała. – Milly. Była w tym samochodzie w czasie wypadku, w którym zginęli nasi rodzice dziesięć lat temu. Przeżyła, ale doznała katastrofalnych obrażeń mózgu. Jest niesamodzielna. Wymaga dwudziestoczterogodzinnej opieki, a ubezpieczenie pokrywa tylko podstawowe świadczenia.

Przez kilka długich chwil Theo nic nie powiedział, zmarszczył tylko brwi. A potem kiwnął głową.

– Resztę opłacał wcześniej twój brat.

Więc jednak wiedział, kim była.

– Tak – posmutniała. – Zostawił trochę pieniędzy, ale już się skończyły.

– A jego mieszkanie?

– Wynajęte. Kilka miesięcy przed śmiercią poddał się i wprowadził do mnie.

– Polisa na życie?

– Nie miał żadnej. Uwierz mi, gdyby były jakieś pieniądze, znalazłabym je. Po jego śmierci odkryłam, że zaciągnął pożyczki na wysoki procent. Wymagają spłaty, w zasadzie na wczoraj.

– Rozumiem.

Czyżby? Dławiąca mieszanka rozpaczy, poczucia winy, gniewu, żałoby i przerażenia, jaką czuła, odkrywając, co zrobił Mike, była jedyna w swoim rodzaju. Zresztą, czy Theo kiedykolwiek potrzebował pieniędzy tak bardzo, że zrobiłby wszystko, by je zdobyć? Pierwszy milion zarobił, zanim skończył siedemnaście lat, i od tego czasu fortuna gwałtownie rosła rok po roku.

– Dostaniesz je.

– Słucham?

– Spłacę twój dług i ustanowię fundusz powierniczy, który pokryje wszystkie potrzeby twojej siostry na tak długo, jak będzie trzeba.

– Mówisz poważnie? – spytała z niedowierzaniem.

– Tak.

– Dlaczego miałbyś to zrobić?

Oczy mu pociemniały i uchwyciła w nich coś dziwnie przypominającego… wyrzuty sumienia? Udrękę? Żal? Znany był z tego, że nigdy nie okazywał emocji, więc kto mógł to przypuszczać? Może była to tylko irytacja, że musiał się oderwać od swoich spraw, by uporać się z czymś, co uznał za problem.

– Ponieważ mogę to zrobić – powiedział w końcu.

To bez wątpienia była prawda. W artykule, który czytała, wymieniono go w grupie dziesięciu najbogatszych ludzi świata. Dla niej to były bajońskie sumy, ale dla niego – drobiazg. Ale który odnoszący spektakularne sukcesy biznesmen zrobiłby coś takiego?

– Mam uwierzyć, że jesteś aż takim altruistą?

– Nie dbam o to, w co wierzysz.

– No cóż, dziękuję – odparła sztywno. – Ale nie mogę tego przyjąć.

– Dlaczego nie?

Hm, od czego tu zacząć? Bo go nienawidziła i nie chciała mieć wobec niego zobowiązań? Bo każdego, kto mógł zamknąć dużą, zagraniczną witrynę internetową należało traktować z ostrożnością, a ona nie ufała mu za grosz? Ale nie mogła mu tego powiedzieć. Nadal był jej szefem.

– To za wiele – powiedziała zamiast tego.

– Nie z mojej perspektywy.

– Jednak nie.

– Skąd wobec tego zamierzasz zdobyć pieniądze?

– Coś wymyślę.

Czy jej krótka eskapada do podejrzanego świata internetowej agencji towarzyskiej nie stanowiła dowodu na to, że była kreatywna?

– Wygląda na to, że powinnaś się spieszyć.

Owszem, w tym rzecz. Nie miała dużo czasu. Ile mogła jeszcze czekać? Była już taka zmęczona martwieniem się o pieniądze. Długiem i gorszymi warunkami życia, jakie miałaby siostra, gdyby musiała się przeprowadzić w inne miejsce. Groźbą utraty domu. Ciężar odpowiedzialności, jaki spadł wyłącznie na jej barki, był miażdżący. Czasem żałowała, że nie może położyć się na miesiąc do łóżka i płakać.

– A tak z czystej ciekawości, czego chciałbyś w zamian? – spytała, bo nawet jeśli by się nad tym zastanawiała, a nie robiła tego, to z pewnością za taką sumą musiały iść jakieś zobowiązania.

– Nic.

Wpatrywała się w niego.

– Nic?

– Zgadza się.

– Dlaczego nie?

– Czy muszę mieć powód?

– Nikt nie daje niczego za darmo. Nawet ja to wiem.

– Masz na to moje słowo.

– Nie wiem, ile jest warte.

– Każę sporządzić stosowną umowę – powiedział spokojnie. – Określ warunki. Nie będę ich kwestionował.

– Rzeczy, które wydają się za dobre, by były prawdziwe, zwykle takie są.

Zacisnął zęby.

– Po prostu przyjmij moją ofertę, Kate. Innej nie ma.

To prawda. Ale…

– Nigdy nie byłabym w stanie zwrócić ci tych pieniędzy.

– Nie będzie takiej potrzeby.

– Czułabym taką potrzebę.

– Więc lepiej odpuść sobie – powiedział stanowczo – bo zrobię to, czy tego chcesz, czy nie. Twoja zgoda przyspieszy tylko sprawę.

I nagle w obliczu takiej nieustępliwości resztka oporu Kate gwałtownie się załamała. Dlaczego z tym walczyła? Ciągnęła na resztkach paliwa. To, co Theo proponował, mogło przegnać wszystkie jej troski i stres w ciągu jednej nocy. Skoro było go na to stać i chciał jej pomóc, dlaczego miała mu na to nie pozwolić? Może jednak miał jakieś uczucia? Może on i Mike byli przyjaciółmi? A ostatecznie, czy to miało jakieś znaczenie? Proponował jej układ bez zobowiązań, który uwalniał ją od ścigających ją windykatorów, a co ważniejsze, zapewniał Milly do końca życia komfort i najlepszą opiekę. Więc pomimo wrażenia, że podpisuje pakt z diabłem, po prostu nie mogła nie przyjąć jego pomocy.

– Okej, dobrze – powiedziała. – Wygrałeś.

ROZDZIAŁ DRUGI

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:

OKŁADKA
KARTA TYTUŁOWA
KARTA REDAKCYJNA
ROZDZIAŁ PIERWSZY
ROZDZIAŁ DRUGI
ROZDZIAŁ TRZECI
ROZDZIAŁ CZWARTY
ROZDZIAŁ PIĄTY
ROZDZIAŁ SZÓSTY
ROZDZIAŁ SIÓDMY
ROZDZIAŁ ÓSMY
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY