Dzieci lepszego jutra - Kamila Lewandowska - ebook

Dzieci lepszego jutra ebook

Kamila Lewandowska

0,0
10,10 zł

lub
Opis

Książka „Dzieci lepszego jutra” opowiada o rodzeństwie, które jako małe dzieci trafiają do domu dziecka, w którym jest okrutna i zła dyrektorka. Dzieci jednak w dalszym ciągu mają swoje marzenia i plany i dzięki swojej wrodzonej ciekawości przeżywają przygodę, która zmienia ich życie na zawsze.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 35




Kamila Lewandowska

Dzieci lepszego jutra

KorektorKatarzyna Dominik

RedaktorDariusz Paweł Trybuła

Projektant okładkiRobert Ratajczak

IlustratorRobert Ratajczak

© Kamila Lewandowska, 2020

© Robert Ratajczak, projekt okładki, 2020

© Robert Ratajczak, ilustracje, 2020

Książka,,Dzieci lepszego jutra” opowiada o rodzeństwie, które jako małe dzieci trafiają do domu dziecka, w którym jest okrutna i zła dyrektorka. Dzieci jednak w dalszym ciągu mają swoje marzenia i plany i dzięki swojej wrodzonej ciekawości przeżywają przygodę, która zmienia ich życie na zawsze.

ISBN 978-83-8189-830-0

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Książkę tę

dedykuję moim dzieciom —

Mai, Lence i Piotrusiowi,

którzy są moją inspiracją …

Oraz wszystkim tym, którzy dopingowali

i we mnie wierzyli,

Kamila Lewandowska

Słowo wstępne od autorki

…Trzymasz w ręku książkę, która powstała pod wpływem chwili. Została napisana głównie z myślą o młodzieży, ale dorośli też myślę, że mogą śmiało ją przeczytać. (…) Jestem mamą trójki wspaniałych dzieci, mieszkam we Włocławku i w wolnych chwilach piszę, głównie wiersze. Na swoim końcie mam wydanych kilka antologii, które stoją sobie na półce i przypominają że pisanie ma jednak sens. Książki są dla mnie bardzo ważnym etapem w życiu, bez nich jest jakoś tak pusto, to one wyciszają mnie i łagodzą troski codziennego dnia.,,Dzieci lepszego jutra,, to opowieść o dzieciakach, które pomimo przeciwności losu, wciąż mają marzenia i plany. Ponure życie nagle nabiera kolorów i przynosi nadzieję na nowy, lepszy początek…

Kamila Lewandowska

***Rozdział I. Zniknięcie Kasi

— Pani Kasz, będą święta? Ja tak kocham święta, moja mama…

— Święta! Głupia dziewucho, tu nie będzie żadnych świąt, zrozumiałaś?!

— Ale…

— Milcz i zejdź mi z oczu, bo pójdziesz spać bez kolacji!

Tak strasznie smutno zrobiło się małej Kasi, szła długim korytarzem cichutko płacząc i wspominając swój dom, swoją mamę i tatę. Wspominała zapach ciasta, radosny śmiech i piękną choinkę a teraz…

— Kasiu, co się stało, dlaczego płaczesz?

— Bo ona powiedziała, że świąt nie będzie, a skoro nie będzie świąt, to Mikołaj też nie przyjdzie i zawsze już będę smutna.

— Pani Kasz to zła kobieta, ona nie lubi dzieci i niczego co radosne. Ale nie martw się! Jeżeli napiszesz do Mikołaja list, to on znajdzie drogę i spełni to, o czym marzysz.

— Joasiu, dziękuję! Masz rację, muszę napisać ten list zanim będzie za późno!

Mała pobiegła do swojego pokoju.

— Aśka co ty robisz, Mikołaj? Co za bzdura, młoda będzie rozczarowana jeszcze bardziej. Jesteś głupia opowiadając jej te bajki.

— Sam jesteś głupi. I niczego nie rozumiesz.

Joanna długo tej nocy nie mogła spać. Wiedziała, że w tym domu, domu tylko z nazwy spełniającym rolę domu dziecka, nigdy nie zazna spokoju i szczęścia. Dyrektorka, pani Kasz, to stara, okrutna kobieta, która nie powinna opiekować się nawet kotem, a co tu mówić o zajmowaniu się dziećmi…

Tak, żal jej było Kasi, mieszkała tutaj od dwóch miesięcy. Jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym i ta mała nagle została całkiem sama.

— Pomogę jej! — powiedziała do siebie i zasnęła.

Ranek był ponury i zimny. Wielki gong obwieszczał wszystkim, że zaraz śniadanie. Kuchnia to najbrzydsze pomieszczenie w całym domu. Szare ściany i wielki stół na środku ogromnej sali nie zachęcały raczej do jedzenia, ale i tak wszystkie dzieciaki chwilę przed siódmą rano zjawiły się, i usiadły na swoich miejscach.

Joanna odepchnęła od siebie talerz dając do zrozumienia, że dzisiaj jeść nie będzie. Mateusz spojrzał na nią ze strachem.

— Co robisz? Musisz jeść, bo wiesz jak to się skończy… Dostaniesz karę i znowu zamknie cię w tym okropnym miejscu.

— Nie boję się jej! — Ledwo wypowiedziała te słowa a za jej plecami wyrosła, jakby spod ziemi, sama pani Kasz we własnej osobie. Szarpnięciem za rękę wyprowadziła dziewczynę z sali.

— A nie mówiłem… — usłyszała jeszcze Mateusza, nim dyrektorka zatrzasnęła wielkie drzwi i zostały same na korytarzu.

— Głupia dziewucho, śniadanie ci nie smakuje, więc spędzisz czas sama ze sobą w gabinecie, aż nabierzesz rozumu!

Aśka znała ten gabinet aż nazbyt dobrze. Lądowała tutaj zwykle kilka razy w tygodniu i zdążyła się już przyzwyczaić.

Pomieszczenie wcale nie przypominało gabinetu. Był to brudny, zimny, pozbawiony okien schowek na mopy, szczotki, i inne rzeczy. Teraz pusty i ciemny, służący dyrektorce do zamykania dzieci za karę na kilka godzin.

Większość dzieciaków nawet bała się spojrzeć w tamtą stronę, ale nie Aśka. Ona siadała na podłodze, opierała się o ścianę i odpływała w świat marzeń, lub rozmyślała.

Zwykle kara kończyła się przed kolejnym posiłkiem, tak więc kiedy gong wzywał wszystkich na obiad, wstała z podłogi, i dumnie czekała na otwarcie drzwi.

Do kuchni weszła z podniesioną głową i usiadła obok Kasi, ta uśmiechnęła się do niej.

— Wiesz Joasiu, napisałam ten list.

Odwzajemniła lekko uśmiech, ale nie odpowiedziała. Spojrzała w okno i patrzyła na spadający śnieg.

— Narysowałam też choinkę i bałwanka…

Aśka spojrzała na nią, i przeczesała swoje długie blond włosy palcami. Związała je czerwoną gumką i odstawiła pusty już talerz.

— Nigdy nie lepiłam bałwana — powiedziała do siebie łapiąc Kasię za rękę — idziemy!…

Wyszły do ogrodu. To była jedyna okazja, żeby się trochę pobawić. (Niedziele zawsze były spokojniejsze, bo po domu kręcili się różni ludzie i pani Kasz była zbyt zajęta, by dopilnować wszystkie dzieci).

Na ganku postawiły trzy