Drago. Made men. Tom 6 - Sarah Brianne - ebook
NOWOŚĆ

Drago. Made men. Tom 6 ebook

Sarah Brianne

4,6

75 osób interesuje się tą książką

Opis

Drago otrzyma szansę na zemstę i nie zamierza jej zmarnować!

 

Mężczyzna cudem uniknął śmierci. Dzięki swojej posturze oraz lojalności wobec rodziny Caruso wydawał się niezniszczalny, a jednak zawiódł. Nie udało mu się ochronić Chloe i nigdy sobie tego nie wybaczy.

 

Jednak pojawia się światełko w tunelu – możliwość zemsty na rodzinie Luciano. Z początku Drago nie jest zadowolony z rozkazu, jaki otrzymał: ma poślubić kobietę z tej familii. Kiedy dowiaduje się, że jego wybranką będzie córka samego Lucyfera, zdaje sobie sprawę, że nadszedł czas zemsty.

 

 Katarina całe życie spędziła w piekle, jakie zgotował jej i braciom własny ojciec.

 

Teraz ma nadzieję, że wreszcie coś się zmieni. Jednak niedługo dowie się, że wychodząc za Drago, trafi z jednego piekła do drugiego.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 226

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (1727 ocen)
1246
339
127
13
2
Sortuj według:
izunia08111986

Nie oderwiesz się od lektury

Super ksiazka..szybko sie czytalo..bardzo plynnie napisana..goraco polecam
10
wera11111

Dobrze spędzony czas

Przyjemna
00
Garbielka

Całkiem niezła

Szczerze mówiąc, nie wiem co mam napisać. Było kilka rzeczy, które mi się podobały, ale ogólnie czuję, że czegoś mi tu brakuje. Związek Drago i Kat, no cóż, nie sądzę, żeby było wystarczająco dużo czasu, aby go zbudować. Wydawało mi się, że powinna być nienawiść / wrogość / zemsta, a potem przebaczenie / ruszenie naprzód / miłość. A mamy tu tylko początek i koniec, ale bez środka, jeśli rozumiecie, co mam na myśli. Jestem zdezorientowana i zawiedziona. Kat była od urodzenia „dziewczyną mafii”, ale przez większość czasu zachowywała się jakby była nowa w tym świecie dzięki swoim reakcjom. Nie jestem pewna, jak to wyjaśnić, ale sądzę, że spodziewałam się, że Kat będzie twardzielką ,będzie bardziej mroczna, silniejsza. Muszę jeszcze jedną rzecz powiedzieć, ponieważ mam dość tego, że wszyscy reagują w ten sam sposób na Lucce. Jeśli czytaliście poprzednie książki, wiecie, o czym mówię. Z każdą książką uważam go za coraz mniej przerażającego i coraz bardziej irytuję się, gdy wszyscy wokół nie...
00
KinMos

Nie oderwiesz się od lektury

Super :)
00
Latomaxmoska

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo fajna, lekko cześć, która pokazuje nam kolejny raz świat mafii, który może być dla nas niezrozumiały. Pokazuje nam złamanych ludzi, którzy byli w piekle, ale ktoś potrafił uchylić im nieba. Polecam
00

Popularność




Tytuł oryginału

Drago

Copyright © 2019 by Sarah Brianne

All rights reserved

Copyright © for Polish edition

Wydawnictwo NieZwykłe

Oświęcim 2021

Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Redakcja:

Alicja Chybińska

Korekta:

Anna Adamczyk

Edyta Giersz

Redakcja techniczna:

Mateusz Bartel

Przygotowanie okładki:

Paulina Klimek

www.wydawnictwoniezwykle.pl

Numer ISBN: 978-83-8178-611-9

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Mężczyzna imieniem…

Przez ostatnie trzy miesiące otaczała go wyłącznie czerń. Teraz był pewien, że w końcu trafił do piekła. Zasłużył sobie na taki los, a to był jego czyściec.

Blisko trzydzieści lat przeżył jako człowiek bezwzględny i bezlitosny, a teraz, gdy trwał uwięziony w tej mrocznej pustce, jego duszę również wypełnił jeszcze głębszy mrok.

Żal za grzechy nie sprawdzał się u niego nawet za życia, a tym bardziej nie pomoże człowiekowi, który tkwi już w piekielnych czeluściach.

Dostawa dla Lukki Caruso…

Po raz pierwszy coś zaczęło przesączać się przez ciemność.

PIF.

Złapał się za pierś, czując, jak eksploduje w niej ból, przerywając trwającą od miesięcy podróż przez pustkę.

PAF.

Silne poczucie déjà vu powiedziało mu, że to spotkało go już wcześniej, kiedy jeszcze żył.

PIF.

Przeżywał na nowo swoją śmierć.

PAF.

Choć jego ciało bardzo osłabło, siła woli nie pozwalała mu ulec, aż w końcu…

PIF.

Wszystko, co wiedział, do czego przywykł w trakcie tych samotnych, wypełnionych czernią dni i miesięcy, w jednej chwili zniknęło. Zdawało się, że trafił w zupełnie inny wymiar, taki, w którym istnieją dźwięki i zapachy… i światło. Wymiar, który powoli stawał się coraz bardziej znajomy.

Ciężkie powieki o ciemnych rzęsach spoczywających na sinej, zwiotczałej skórze wreszcie się uniosły. Rozszerzone do granic możliwości źrenice powoli zaczęły się przyzwyczajać do światła, kurcząc się i odsłaniając tęczówki, najpierw brązowawe… potem jednak ukazujące kryjącą się w nich od urodzenia diabelską czerwień, której zawdzięczał swoje imię. Teraz ta czerwień płonęła jaśniej niż zwykle, niczym ogniste pierścienie.

To były oczy trupa, który przemierzył same trzewia piekła, a potem, wypluty przez nie, wrócił do życia. A ich właścicielem był mężczyzna imieniem… Drago.

Niektórzy ludzie po prostu za cholerę nie chcą umrzeć.

Piekło było specjalnym miejscem na Ziemi. Wielu ludzi sądziło, że zaczyna się sześć stóp pod jej powierzchnią, ale mylili się. Piekło miało powierzchnię dokładnie dwustu trzydziestu siedmiu metrów kwadratowych, a ona żyła w samym jego pieprzonym środku. Był to dom w tej gównianej części Kansas City w stanie Missouri, w którym mieszkała przez praktycznie całe swoje życie. Była tu uwięziona już prawie osiemnaście długich lat i nie miała co liczyć na ratunek z rąk żadnego rycerza w lśniącej zbroi ani tym bardziej żadnego bóstwa. Takie luksusy były poza zasięgiem dziewczyny takiej jak ona.

Większość ludzi doświadczała raju na Ziemi tylko po to, aby po śmierci pokutować w piekle za popełnione grzechy. Byli jednak tacy, którzy mieli pecha i nie przychodzili na świat jak cała reszta – czyści i niewinni, lecz trafiali do piekła zaraz po urodzeniu. Ona była jednym z tych pechowców.

Jedynym, czego zaznała w życiu, było zło, strach i nienawiść. Te słowa opisywały świat, w którym żyła od urodzenia. Nie miała szans od nich uciec, chyba że poprzez śmierć.

A wszystko to przez krew płynącą w jej żyłach. Krew tak nikczemną i szaloną, że niemal czuła w sobie jej chłód i ogarniało ją śmiertelne przerażenie na myśl, czym mogłaby… i czym wciąż mogła się stać.

Kiedy spoglądała w lustro, zdawało się jej, że dostrzega potwora, który kryje się tuż pod powierzchnią, ale po prostu jeszcze się nie obudził. Widziała go w swoich oczach, które odziedziczyła po ojcu… Wielkich, czarnych otchłaniach, utwierdzających ją w przekonaniu, że ona też ma w sobie zło, nieważne, jak bardzo starała się przekonać samą siebie, że w niczym go nie przypomina.

Nie dało się urodzić córką Lucyfera, nie będąc przy tym totalnie popierdoloną.

ROZDZIAŁ DRUGI

Słowa, które przypieczętowały jego los

Wiecie, jakie to uczucie, spoglądać w lustro i nie rozpoznawać osoby, która odwzajemnia wasze spojrzenie? Tak właśnie czuł się Drago, patrząc na swoje odbicie po raz pierwszy od kilku miesięcy. Zawsze był potężny. W czasach licealnych nie wyglądał nawet na ucznia, bo przewyższał rozmiarami dorosłych mężczyzn. Nazywano go „czołgiem”, bo tym właśnie był: pieprzonym czołgiem na usługach mafijnej rodziny Caruso. Praktycznie od urodzenia był wychowywany do tego, żeby wykonywać każdą robotę, jaką oni mu zlecą. To samo można było powiedzieć o niemal wszystkich mężczyznach z rodziny De Santis, ale on miał w sobie coś wyjątkowego, coś, co sprawiało, że był najlepszym ochroniarzem, jakiego Caruso kiedykolwiek mieli. Aż do teraz… Jego masa mięśniowa… przepadła, a wraz z nią człowiek, jakim był dawniej. Jego siła i rozmiar czyniły go Drago; bez nich miał poczucie, że nie zasługuje już na to imię. Miejsce Drago De Santisa zajął słaby, wychudzony mężczyzna, który nie dałby rady przeżyć ani jednego strzału w pierś.

Uniósł zmęczoną dłoń do wymizerowanej twarzy i dotknął pokrywającego skórę zarostu, po czym odgarnął z oczu długie, zmierzwione czarne włosy. Przez nie wydawał się jeszcze bardziej niepodobny do siebie; zawsze chodził gładko ogolony i porządnie uczesany, jak większość mężczyzn z rodziny Caruso.

Nie będąc w stanie dłużej utrzymać lusterka, które dała mu pielęgniarka, opuścił rękę i bez większej siły rzucił nim o pościel. Zdawało się, że nawet własne ciało go zdradziło, zbyt słabe, aby utrzymać ważące niespełna pół kilograma lusterko, nie wspominając już o tym, żeby wstać z łóżka i iść się wysikać. Był wrakiem człowieka i chociaż spędził całe miesiące u bram piekła, dopiero tu i teraz poczuł się naprawdę zdruzgotany; tam przynajmniej nie zawodziło go jego własne ciało.

– Mój ojciec nie był pewny, czy z tego wyjdziesz – dobiegł go głos od strony wejścia do szpitalnej sali.

Spojrzał w tamtą stronę i dostrzegł stojącą w cieniu, znajomą postać.

– Czego chcesz, Lucca?

Zastępca szefa mafii wszedł do pomieszczenia i usiadł na krześle koło łóżka.

– Wiem, co próbujesz osiągnąć, ale nic z tego.

Drago rozumiał, o co mu chodziło; powiedział pielęgniarkom i reszcie personelu, żeby nikogo do niego nie wpuszczali. Nie chciał, żeby ktokolwiek oglądał, jak sika przez cewnik, ale na to było już za późno, a głupotą było sądzić, że po tym wszystkim, co się wydarzyło, Lucca nie przyjdzie się z nim zobaczyć. Przełknął z trudem ślinę i w końcu spojrzał zastępcy szefa w oczy.

– Co z nią?

– W porządku. Obaj wiemy, że w przeciwnym razie nie byłoby mnie tutaj – odparł Lucca z zimną rzeczowością.

Świadom, że w takim przypadku płaciłby za to teraz albo siedząc za kratkami, albo wąchając kwiatki od spodu, Drago z ulgą skinął głową, po czym wypowiedział ostatnie słowa, które musiały paść z jego ust:

– Przepraszam, że cię zawiodłem.

– To ostatnie, co zrobiłeś – przyznał Lucca i wstał, żeby wyślizgnąć się z sali.

– Gdyby twój ojciec mnie teraz zobaczył, zrozumiałby, że z tego nie wyszedłem – wyznał Drago szeptem, zanim tamten zdążył wyjść.

– Nie, nie wyszedłeś. – Niebiesko-zielone oczy znów zwróciły się ku niemu, mierząc go zaciekłym spojrzeniem przez kilka chwil, zanim Lucca znowu się odezwał: – Ale nowy Drago wyszedł.

Właśnie w tym momencie poczuł, jak gdzieś w głębi niego rozpala się ogień. Spuścił wzrok na osłabione ciało; dziwnie było widzieć, jak jego wygląd zewnętrzny nie pasuje do tego, co dzieje się w środku.

– Co, jeśli nie dam rady po tym wrócić?

– Dasz, z jednego powodu. – Wargi Lukki powoli rozchyliły się w uśmiechu wyrażającym czyste zło. – Dla zemsty.

Na dźwięk tego słowa płomienie rozjarzyły się mocniej.

Zemsta to dziwna rzecz. Można jej szukać przez całe życie, a gdy ta wreszcie się dokona i będzie po wszystkim, szybko przychodzi świadomość, że to nie rozwiązało żadnego problemu.

To sześcioliterowe słowo było jedynym, czego pragnęła dla swojego ojca, i oto stało się – diabeł zginął, przepadł. Nie dokonała zemsty osobiście, ale zrobiła to rodzina Caruso, a ona i wszyscy jej bracia rozkoszowali się tym faktem. Nie sądziła, że czułaby się inaczej, gdyby to ona osobiście zadała cios, ale pewnie jedynym, który wiedział to na pewno, był człowiek, który faktycznie go zadał.

Czy cieszyła się, że to zrobił, mimo że zemsta wcale nie była aż tak słodka?...

…Na dźwięk poruszanej klamki od drzwi frontowych jej chude, dziesięcioletnie ciało zerwało się z kanapy, na której siedziała razem z bliźniakami, swoimi braćmi. Wiedząc, że jest już za późno, stała jak wmurowana i patrzyła na wielkie, brązowe drzwi, czekając, aż przejdzie przez nie śmierć. Wtem para rąk przytrzymała drzwi, nie pozwalając im się otworzyć, a ona spojrzała w nieustraszone oczy swojego starszego brata.

Dominic bezgłośnie powiedział do niej: „idź”, wciąż z całej siły trzymając drzwi.

Szybko puściła się biegiem, po raz ostatni obrzucając brata spojrzeniem z nadzieją, że nie ogląda go po raz ostatni.

– Co jest, kurwa?! – Z zewnątrz zaczęły dobiegać krzyki. – Otwierajcie te przeklęte drzwi! Kurwa, pozabijam…

Im bardziej się oddalała, tym mniej słyszała, aż w końcu zamaszystym ruchem otworzyła drzwi do piwnicy, po czym zatrzasnęła je za sobą z powrotem i osunęła się na podłogę. Łzy spływały jej po policzkach, gdy zakrywała usta dłońmi, starając się płakać najciszej, jak to możliwe.

Robiła tak tylko z przyzwyczajenia. Nie miało znaczenia, jak głośno płacze. Odgłosy bicia dobiegające zza drzwi były dość głośne, żeby ją zagłuszyć…

…Tak, jak jasna cholera.

– Wejdź, Drago.

Przekraczając próg biura, zobaczył Luccę w towarzystwie Dantego i Vinny’ego. Ten widok go zaskoczył; nie spodziewał się szefa i consigliere. Zajęło mu cały, kurewsko długi miesiąc, żeby w ogóle być w stanie podejść i zająć przed nimi miejsce, nie wspominając już o mięśniach, które powoli zaczynał budować z powrotem. Daleko mu jeszcze było do pełni formy i swoich dawnych rozmiarów, ale z każdym dniem był coraz bliżej. Rekonwalescencja była trudna i miał jeszcze przed sobą długą drogę, ale zgodnie z przewidywaniami zastępcy szefa myśl o dokonaniu zemsty na rodzinie, która o mało nie posłała go do grobu, pomagała mu odzyskiwać siły w niewiarygodnym tempie.

Spodziewał się, że Dante albo Lucca powiedzą mu, po co go tutaj wezwali, i przeżył kolejne zaskoczenie, kiedy to Vinny się odezwał:

– Kiedy leżałeś w śpiączce, zaproponowałem pewne rozwiązanie w celu zawarcia długoterminowego pokoju pomiędzy naszymi rodzinami. Obaj, Dante i Dominic, wyrazili zgodę.

Drago poczuł, jak stają mu włoski na plecach. Opowiedzieli mu już wszystko na temat spotkania z braćmi Luciano, które miało miejsce, kiedy leżał nieprzytomny, ale zaczynał się domyślać, że pominęli jakiś ważny szczegół.

Lucca sięgnął po papierosa, po czym szybko zapalił go i zaciągnął się głęboko.

Kurwa, miałem rację.

– Zgodnie z porozumieniem mamy wybrać kobietę z rodziny Luciano, która wyjdzie za mąż za mężczyznę z rodziny Caruso, aby połączyć naszą krew i odbudować wzajemne zaufanie.

Ogarnęła go trwoga.

Consigliere mówił dalej, wypowiadając słowa, które przypieczętowały jego los:

– I wszyscy zgodziliśmy się, że tym mężczyzną będziesz ty.

– Co?! – Czy on, kurwa, dobrze słyszał? – To chyba jakieś żarty.

Trzech mężczyzn w milczeniu spojrzało mu w oczy, dając do zrozumienia, że mówią jak najbardziej na serio.

Zaschło mu w ustach.

– Mowy nie ma. Nie ożenię się z pieprzoną Luciano!

Ponownie nie doczekał się współczucia.

Wstał sfrustrowany i powiedział spokojnym głosem, wyraźnie wymawiając każde słowo:

– O mało mnie, kurwa, nie zabili, a wy oczekujecie, że wezmę ślub z jedną z nich?

Lucca zdusił dopiero co zapalonego papierosa w szklanej popielniczce, tłumiąc ogień. Wąska smużka dymu uniosła się w powietrze, jeszcze wyraźniej pokazując, jak cholernie jest poważny.

– Owszem.

– Czy to rozkaz? – zapytał Drago powoli. Spojrzał na człowieka, do którego się zbliżył, psychopatę, którego miał niemal za przyjaciela. To od niego oczekiwał odpowiedzi, od zastępcy szefa, mimo że sam szef również znajdował się w tym pokoju.

Jednak to Dante odpowiedział, rozgniewany jego brakiem szacunku:

– To cholerny rozkaz.

Zaciskając zęby, czekał, aż Lucca w jakiś sposób ochroni go przed tym losem, ale tak się nie stało. Znając go, to pewnie on wpadł na ten porąbany pomysł. Drago przez kilka minut oddychał głęboko, żeby się uspokoić. Doszedł do wniosku, że nie może nic zrobić, jako że oni ewidentnie podjęli już decyzję. Żaden Caruso, a tym bardziej De Santis, nie odmawiał wykonania rozkazu szefa, o ile nie chciał stracić palca. Uznał, że musieli go wybrać, bo nosił nazwisko De Santis, jedno z najbardziej im wiernych, odkąd ich mafia powstała. W dodatku on sam był osobistym ochroniarzem szefa, a fakt, że w wieku dwudziestu dziewięciu lat pozostawał sam bez żadnych widoków na małżeństwo, pewnie przypieczętował sprawę. Nieważne, jak bardzo tego nie chciał, w pewien pojebany sposób był w stanie to zrozumieć i wiedział, że gdyby role się odwróciły, on zadecydowałby tak samo.

Dlatego właśnie zacisnął zęby i skinął głową, wyrażając zgodę, której oni wcale nie potrzebowali. W mafii dawno już nie doszło do zaaranżowanego małżeństwa; jego miało być chyba pierwszym w tym stuleciu.

– Cieszę się, że potrafiłeś na to spojrzeć z naszej perspektywy. – Vinny się uśmiechnął.

Jakbym miał jakiś pieprzony wybór.

Szybko uświadomił sobie coś jeszcze...

– Kogo wybraliście na moją żonę?

Lodowato-błękitne oczy Dantego zalśniły.

– Zdajemy sobie sprawę, że prosimy cię o wiele, dlatego ten wybór pozostawiamy tobie.

– Hmm. – Odchylił się na oparcie, niemal mile połechtany.

Powinien był wiedzieć, że szef się o niego zatroszczy. Cóż, chyba jakoś to zniesie. Wybierze najgorętszą laskę o jak najodleglejszych powiązaniach z tą jebaną rodziną, wyrucha ją od czasu do czasu i będzie dalej żył swoim życiem, a jego przełożeni będą zadowoleni. To i tak bez większego znaczenia, nigdy nie chciał się żenić, więc nie tracił w ten sposób szansy na znalezienie kobiety swojego życia. Jego takie pierdoły nie obchodziły.

– Kiedy będę mógł wybrać?

– Oczekują nas dzisiaj – odparł Lucca. Z nowego papierosa, którego przed chwilą zapalił, unosiła się smużka dymu.

Drago klasnął w dłonie z gotowością.

– No to wpuszczajcie je na wybieg.

Coś jednak uszło jego uwadze. Zupełnie przegapił delikatny uśmiech… na twarzy Lukki.

ROZDZIAŁ TRZECI

Błagam

Drago szedł wzdłuż rzędu kobiet ustawionych równo jedna obok drugiej. Każda kolejna różniła się od poprzedniej, co dawało mu wiele możliwości, ale póki co żadna nie wzbudziła jego zainteresowania. Wreszcie podszedł do ostatniej. Była zdecydowanie najseksowniejsza ze wszystkich. Idealny wiek, idealna twarz i cholernie idealne ciało. Do diabła, suka praktycznie sama się prosiła, żeby ją wybrał; wielkie cycki w czerwonym staniku wprost wylewały się z dekoltu, a ona sama rozbierała go wzrokiem. Uśmiechnął się, myśląc o tym, jak wkurwieni będą Luciano, kiedy zabierze im taką dupę. Właśnie na ten dzień czekał, odkąd kule poharatały jego ciało.

Zemsta jest słodka.

Otworzył usta, wreszcie podejmując decyzję.

– Ta się na…

– To wszystkie wasze kobiety? – zapytał Lucca, powstrzymując go przed dobiciem targu.

W pokoju zapadła martwa cisza. Wreszcie rozległo się chrząknięcie, a następnie niski głos najstarszego z braci Luciano:

– Tak.

– Nie okłamuj mnie, Dominicu – ostrzegł Lucca złowrogim szeptem, wychodząc z kąta, w którym stał, i zbliżając się do niego, aż dzieliły ich zaledwie centymetry.

Nowy szef rodziny Luciano wyprostował plecy i spojrzał mu prosto w oczy.

– To wszystkie nasze kobiety, które ukończyły osiemnaście lat. Zgodnie z obietnicą.

– W porządku. – Lucca uniósł brew. – W takim razie nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli trochę się tu rozejrzę, prawda?

Dominic lekko zacisnął zęby.

– Ani trochę.

Lucca wyszedł z pokoju, odpychając Dominica ramieniem, i zniknął w głębi domu.

Drago zastanawiał się, co on, do cholery, kombinował, ale postanowił zaczekać i obserwować rozwój wydarzeń, mimo że podjął już decyzję. Przeniósł wzrok na stojących w pomieszczeniu mężczyzn. Zdawało się, że zaszła jakaś niezauważalna zmiana, budząc jego instynkt obronny. Najpierw spojrzał na Dominica: bardzo trudno było to zauważyć, ale zaciskał zęby odrobinę zbyt mocno. Jego młodszy brat, Matthias, kontrolował się najmniej z całej trójki; siedział zgarbiony na krześle, a jego noga z każdą minutą podrygiwała coraz mocniej. Rodzina Caruso trzymała u siebie jego brata bliźniaka, Angela, jako zabezpieczenie, więc miał więcej do stracenia, gdyby coś poszło nie tak. Ostatni z braci, Cassius, był jeszcze bardzo młody, dopiero zaczynał liceum. Było w nim coś, co nie podobało się Drago. Przypominał mu te opętane dzieciaki z horrorów, które wpatrywały się w człowieka trochę dłużej, niż powinny. Mały, przerażający gnojek o zagadkowym spojrzeniu, który stanowczo nie miał tu czego szukać.

Jebani Luciano.

Kilka minut później usłyszeli zbliżające się kroki i do pokoju wrócił Lucca. Zrobił krok na prawo, pokazując im, kogo znalazł.

Drago wbił wzrok w stojącą za nim młodą kobietę. Miała bladą cerę i można ją było niemal wziąć za blondynkę, ale nią nie była; jej długie włosy miały najjaśniejszy odcień różu, jaki kiedykolwiek widział. Za to jej oczy były równie czarne, jak otaczający je makijaż i noszona przez dziewczynę skórzana kurtka. Wszystko to sprawiało, że wydawała się jeszcze bledsza, niż była w rzeczywistości.

– Kurwa. – Matthias zerwał się z krzesła.

Dominic zrobił krok w jej stronę, próbując ją złapać.

– O-ona ma dopiero siedemna…

Lucca uciszył go gestem dłoni, po czym zwrócił się do dziewczyny, mierząc ją wzrokiem:

– Czyżby?

Spojrzenie jej czarnych oczu przemknęło po trzech braciach Luciano.

– Radzę ci nie kłamać, bo inaczej – uniósł lekko palcem jej podbródek, żeby w końcu na niego spojrzała – twoi bracia– podkreślił, oznajmiając tym samym wszystkim w pomieszczeniu, że doskonale wiedział, kim ona jest – przekonają się na własnej skórze, że okłamywanie mnie jest cholernie złym pomysłem.

Zapadła głucha cisza, tak dojmująca, że dałoby się usłyszeć upadającą szpilkę. Napięcie sięgnęło zenitu.

Dziewczyna przełknęła ślinę i wyjawiła prawdę:

– Mam osiemnaście lat.

Surowy głos Vinny’ego na dobre zburzył ciszę.

– Radziłbym tobie i twoim ludziom nie okłamywać rodziny Caruso, Dominicu. Myślałem, że to się rozumie samo przez się, skoro Angel pozostaje w naszych rękach.

Dominic zrozumiał groźbę. Ścisnął palcami nasadę nosa, wyraźnie usiłując wymyślić, jak wybrnąć z tego cholernego bajzlu.

– To moja… nasza… jedyna siostra i jest bezpieczna tylko tu, z nami. Proszę, Lucca, ty też masz siostrę. Błagam, spróbuj zrozumieć.

Lucca przyglądał się jej jeszcze przez chwilę, po czym puścił jej podbródek.

– Ustaw się razem z innymi – syknął na nią.

Drago patrzył, jak dzielnie podchodzi do reszty i staje obok kobiety, na którą zdecydował się już wcześniej.

– Teraz możesz wybierać – rozkazał zastępca szefa.

Raz jeszcze przeszedł wzdłuż rzędu kobiet, tym razem przyglądając się uważnie każdej z nich, aż dotarł do tej, której o mało co nie wybrał. Prawdę mówiąc, to jego kutas chciał ją wybrać, a sposób, w jaki rozbierała go wzrokiem, oblizując przy tym wargi, jeszcze bardziej do tego zachęcał. Jednak w jej spojrzeniu kryła się desperacja, której za pierwszym razem nie zauważył. Była tylko przynętą, która miała odwrócić jego uwagę; teraz to widział. Luciano ewidentnie chcieli, żeby wybrał właśnie ją; wiedzieli, że nie zdoła się jej oprzeć.

A ja połknąłem przynętę… Jeszcze jeden krok i stanął przed ładną, różowowłosą dziewczyną. Prawie.

Drago uniósł dłoń i, inaczej niż Lucca, złapał ją za brodę, mocno zaciskając palce i zmuszając ją, żeby spojrzała mu w oczy.

– Jak ci na imię, złotko?

– Katarina. – Jej głos zabrzmiał bardziej ochryple, niż wydawało się to możliwe u osoby w jej wieku. – Katarina Luciano.

Przyjrzał się jej krytycznie. Za cholerę nie była tym, czego chciał – o wiele za młoda jak na jego gust i zdecydowanie nie w jego typie, za dużo ciemnego makijażu i skóry. Wolał bardziej naturalny wygląd. Ona nie tylko prezentowała typową dla rodziny Luciano, nieokrzesaną estetykę, ale też sama w sobie wyglądała jak Luciano – bo też, kurwa, była Luciano, i to z tych najgorszych. Wpatrywał się w nią, a przez jego myśli raz po raz przewijały się dwa słowa.

Córka diabła.

Drago o mało nie wybrał swojej przyszłej żony kutasem, ale teraz przyszedł mu do głowy dużo bardziej satysfakcjonujący pomysł. Zemsta naprawdę będzie słodka. Puścił drobny podbródek dziewczyny i spojrzał na zastępcę szefa, w końcu dostrzegając delikatny uśmieszek na jego twarzy.

Naprawdę pojebany skurwiel z ciebie.

Nie mógł się powstrzymać, aby jeszcze raz na nią nie zerknąć, ale spoglądał na nią tylko przez ułamek sekundy, po czym z powrotem przeniósł wzrok na Luccę. Skinął szybko głową, informując go o swojej ostatecznej decyzji, po czym ruszył do wyjścia.

– Co to znaczy? – zapytał Cassius, a nie doczekawszy się odpowiedzi, powtórzył głośniej: – Co to, kurwa, znaczy?!

Matthias przytrzymał młodszego brata, żeby ten nie ściągnął śmierci na nich wszystkich.

Drago nie oglądał się za siebie. Kule, które Luciano posłali prosto w jego serce, zabiły je na dobre. Podjął decyzję w chwili, gdy ujrzał jej diabelskie oczy, a dzieło zniszczenia, jakiego zamierzał dokonać na tej jebanej rodzinie, może wreszcie pozwoli mu spokojnie przespać noc po raz pierwszy, odkąd zapukał do bram piekła.

Zemsta mogła być słodka, ale dla nich będzie gorzka jak piołun.

ROZDZIAŁ CZWARTY

Jeśli sądziliście, że to będzie jeden z tych romansów, w których główni bohaterowie zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia… to się myliliście. To zupełnie inna historia.

ROZDZIAŁ PIĄTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ SZÓSTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ ÓSMY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ JEDENASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ OSIEMNASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DRUGI

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY TRZECI

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY CZWARTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIĄTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SZÓSTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY SIÓDMY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY ÓSMY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ DWUDZIESTY DZIEWIĄTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIERWSZY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DRUGI

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY TRZECI

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY CZWARTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIĄTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY SZÓSTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY SIÓDMY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY ÓSMY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY DZIEWIĄTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY PIERWSZY

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY DRUGI

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

ROZDZIAŁ CZTERDZIESTY TRZECI

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.